[04.1958] Ta łazienka to chyba nie męska? - Thomas Figg - 25.09.2024
adnotacja moderatoraRozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
—Kwiecień 1958—
Drugie Piętro w Hogwarcie
Brenna Longbottom (drugoroczny gryfon) - Thomas Figg (pucho z piątego roku)
Przygotowania do sumów szły pełną parą, Thomas miał wrażenie czasami, że z jego mózgu zostaje tylko breja podobna do tej, którą dostają co rano na śniadanie. Czasami sam już nie wiedział czy on przyswaja jakąkolwiek jeszcze wiedzę, czy wszystko już przez niego przelatuje jak jedzenie przez duchy. Westchnął wałęsając się po zamku, a w sumie to nawet się nie wałęsał ale pochłonięty rozmyślaniami nad tym jakie eliksiry i zaklęcia musi sobie przypomnieć, żeby nie być opóźniony w swojej nauce, że nawet nie zauważył kiedy zabłądził na drugim piętrze. Doprawdy to było dość obciążające, bo niby to nic wielkiego, tylko jakieś trochę ważniejsze egzaminy. To jednak Figg zdawał sobie sprawę, że od ich wyników będzie zależało to czy będzie mógł w przyszłości zostać tym kim by chciał. Co prawda sam jeszcze siedział nieco w rozkroku na ogrodzeniu wahając się między dwoma profesjami w przyszłości, co nie ułatwiało mu odpuszczenia sobie niektórych zajęć, przez co musiał męczyć się z eliksirami, co mu wybitnie nie szło. SZkoda, ze nie miał takiego drygu do tej dziedziny jak Nora, wtedy wszystko by szło łatwo.
Otrząsnął się dopiero po chwili, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że słyszy czyjś płacz. Był to szczególnie głośny szloch i ktoś ewidentnie nie ukrywał się z tym, że jest mu nad wyraz smutno. To otrzeźwiło Figga dość szybko, może i był wymęczony i czuł się jakby zamiast mózgu miał budy to jednak nie mógł zostawić kogoś kto tak otwarcie wyrażał swój smutek. Samo namierzenie źródła nie było trudne, wystarczyło odwrócić się w prawo co też uczynił i pchnął delikatnie drzwi. Czy to przez pośpiech czy przez zmęczenie nie zauważył, że właśnie wchodzi do łazienki przeznaczonej dla dziewcząt. Co więcej wchodził do TEJ łazienki - która znana była z bycia nawiedzaną przez Jęczącą Martę.
- Halo? Ktoś tu jest? - dość trywialne i głupie pytanie jak słyszy się, że ktoś tu płacze. Dość szybko pożałował ,że faktycznie się odezwał i tu wszedł bo zorientował się, że jest w łazience, w której nie powinien się znajdować.
- A kto to?! Przyszedłeś się pośmiać z biednej Marty?! - cóż nawet w najśmielszych wyobrażeniach Thomas nie widział, że z zamkniętej kabiny wychynie zapłakany duch z wściekłym wyrazem twarzy. Zdecydowanie wolałby teraz znaleźć się gdziekolwiek indziej, nawet Zakaźny Las wydawał się bardziej przyjaznym miejscem. - No pewnie! Pośmiej się z Marty, ona przecież nic nie czuje! Jest duchem nie ma uczuć! Przecież to takie zabawne, że umarła na toalecie i nie pamięta nawet jak! - towarzyszył jej jeszcze głośny wybuch płaczu nim duch Jęczącej Marty zniknął w kabinie i w toalecie. Thomas przez cały czas chciał jej wytłumaczyć, że nie chciał się naśmiewać ale pomóc płaczącej osobie, ale żadne słowo nie opuściło jego ust i tylko bezgłośnie nimi poruszał jak ryba wyjęta z wody. Stał tam pośrodku łazienki całkowicie zamrożony w czasie i przestrzeni ten wybuch nieżywej dziewczyny całkowicie go zszokowało i potrzebował chwili, żeby dojść do siebie. Po kilku minutach odwrócił się w stronę wyjścia, chciał stąd zniknąć zanim ktokolwiek przyłapie go na szwendaniu się po damskich łazienkach, jeszcze tego by mu brakowało.
RE: [04.1958] Ta łazienka to chyba nie męska? - Brenna Longbottom - 26.09.2024
Brenna czuła się w Hogwarcie absolutnie świetnie.
Minął pierwszy raz, gdy człowiek dopiero uczył się nie gubić w zamku, poznawał jego zakamarki, nauczycieli i innych uczniów. Nie nadszedł jeszcze trzeci, z nowymi przedmiotami, a już SUMy zdawały się nieskończenie odległe i ich widmo nie majaczyło nawet na horyzoncie. Brenna więc już znała okolicę, znała swoich rówieśników, mogła z dumą pokazywać pierwszakom, jak dotrzeć do klas lekcyjnych, a nie była też specjalnie obładowana materiałem lekcyjnym, co dawało dużo czasu do spędzania z przyjaciółmi czy nad książkami niekoniecznie z podstawami materiału. Można było powiedzieć, że Brenna w tej chwili przeżywała czas swojego życia – z perspektywy czasu zresztą takim był w jej oczach cały pobyt w Hogwarcie…
Wędrowała właśnie korytarzem, tuląc do siebie torbę. Ich rocznik nie mógł jeszcze odwiedzać Hogsmeade (zdaniem Brenny był to absolutny skandal, bardzo chciałaby pójść tam z bratem, a poza tym za pomocą Fiuu może mogłaby wpaść do wioski mama albo ciocia, bo trochę za nimi tęskniła), ale dla chcącego nic trudnego i Brenna kupiła parę smakołyków z Miodowego Królestwa drogą wysyłkową. Zamierzała wyciągnąć na błonia koleżanki z roku i urządzić tam sobie z nimi małą posiadówkę przy słodyczach, tak na otarcie łez, że nie mogą osobiście wpaść do Trzech Mioteł (już niedługo!!!)… ale gdy mijała łazienkę, dosłyszała nie zwykłe zawodzenia Jęczącej Marty, a jej pokrzykiwania.
Brenna westchnęła.
Ledwo w listopadzie poprzedniego roku ona i Mavelle ukryły się w tej łazience i poznały smutną historię ducha. Brenna żałowała jej wtedy: dziewczynka była niedużo starsza od niej, zmarła w szkole, straciła całe życie i wiele wskazywało na to, że została w jakiś sposób zamordowana. To ostatnie wzbudzało w Brennie poza współczuciem także obawę oraz żyłkę śledczą, bo jak to…? Uczennica zmarła w szkole? W święta próbowała nawet podpytać o to trochę w domu, ale próby uzyskania większej ilości informacji spełzły na niczym. Ojciec powiedział tylko, że teraz Hogwart jest bezpieczny.
Podpytanie tu i ówdzie w szkole oraz innych duchów wskazywało jednak na to, że Marta była zwyczajnie dla większości ludzi męcząca. Łazienki nikt nie odwiedzał przez jej zawodzenia. Uczniowie wchodzili tam z ciekawości i skończyli zalani wodą. I Marta chyba właśnie dorwała nową ofiarę… może jakąś biedną pierwszoroczną?
Brenna przesunęła pudło pod pachę i lewą ręką otworzyła drzwi.
A potem jej brwi powędrowały w górę, gdy stanęła naprzeciwko Thomasa Figga.
– Tommy? – zdziwiła się. Spodziewała się jakiejś dziewczyny, ewentualnie któregoś z młodziutkich Ślizgonów czy Gryfonów, którzy po równi lubili udowadniać własną odwagę i mogliby się choćby założyć, kto wejdzie do tej nawiedzonej łazienki… – Co ty robisz w łazience dla dziewczyn?
Marta wyjrzała z kabiny i wskazała Thomasa palcem. Po jej policzkach spływały srebrzyste łzy. Trudno było powiedzieć, czy rozpoznała Brennę, ale chwilowo swoją irytację ewidentnie zwracała ku chłopcu.
- N-naśmiewa się ze mnie! - oświadczył duch piskliwym głosem.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek]
RE: [04.1958] Ta łazienka to chyba nie męska? - Thomas Figg - 26.09.2024
Zamarł, kiedy miał chwytać za klamkę, ale ktoś inny go uprzedził i otworzył drzwi. Po drugiej stronie futryny stał też nikt inny, a Brenna. Choć serce podskoczyło mu do gardła, gdzie zmieniło się w wielką gulę nie do przełknięcia, to po chwili aż odetchnął z ulgą. To byłą Brenna, nie nauczyciel czy prefekt, który by mu odebrał punkty i wysłał na szlaban - to było ostatniego czego by teraz potrzebował. Ale też wiedział, że Longbottomówna była chyba jedną z niewielu osób, która byłą w stanie zrozumieć jego wytłumaczenia i nie wziąć ich za próby wykpienia się od konsekwencji. Spojrzał na nią błagalnie i odezwał się.
- Brenno bo ja, wracałem z biblioteki i ... - nie dokończył, bo duch Marty postanowił się wtrącić. - To nie tak! Nic nie powiedziałem! - odkrzyknął w stronę ducha i odwrócił się w stronę młodej przyjaciółki. - To prawda, szedłem zmęczony po nauce, chcąc złapać coś do jedzenia zanim wrócę do niej ponownie i usłyszałem, ze ktoś płacze w łazience - wziął szybki oddech, żeby zdążyć opowiedzieć całą historię nim Jęcząca Marta ponownie mu przerwie - I nawet nie spojrzałem co to za miejsce zanim otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, bo myślałem, że ktoś potrzebuje pomocy - odetchnął głębiej, bo udało mu się to wszystko powiedzieć prawie na jednym wdechu. Zerknął też w stronę ducha, który teraz wisiał w połowie w hdrziwahc. - Naprawdę Marto, nie przyszedłem tutaj się z ciebie naśmiewać - dodał kierując soje słowa do zjawy.
- Akurat, przyszedłeś tutaj p-pośmiać się z tego, że u-uma-marłam w łazience! Przecież to takie zabawne! - dramatyzował dalej duch dziewczynki cały czach szlochając i nie przyjmując do siebie tłumaczenia przedstawionego przez Thomasa. Ten zerknął zrezygnowany i rzucił spojrzeniem na Brennę, tak naprawdę to chyba najlepiej byłoby się stąd ewakuować, dyskutowanie z Martą zazwyczaj sprowadzało się do jednego, zostania ochlapanym wodą.
- Przykro mi z tego powodu, że tak myślisz, bo chciałbym ci pomóc, gdybym mógł - jego wewnętrzna potrzeba wyciągania ręki do każdego kto jest w potrzebie byłą czasami zbyt silna. Szczególnie, że tutaj nie była to taka prosta sprawa, Marta była swego rodzaju atrakcją turystyczną wśród uczniów Hogwartu, w końcu nie minął maż tak dużo lat od jej śmierci i była jedynem duchem, który nie miał pojęcia jak zginął.
RE: [04.1958] Ta łazienka to chyba nie męska? - Brenna Longbottom - 27.09.2024
Gdyby Brenna była trochę starsza, może poznęcałaby się nad Thomasem odrobinę, udając oburzenie z tych jego odwiedzin w damskiej łazience albo jakoś przynajmniej zażartowała z tego, że się tutaj tak niecnie czaił i tak dalej. Ale miała niespełna trzynaście lat, więc nic takiego nie przyszło jej do rozczochranej głowy. Nie zdążyła zresztą za wiele powiedzieć, bo ten jeden raz Figg zaczął mówić dużo szybciej i dużo więcej od niej, tak że aż się zaczęła obawiać, czy zaraz nie padnie nieprzytomny od wyrzucania z siebie słów na jednym wdechu.
– Dlaczego płakałaś, Marto? – spytała więc tylko Brenna, zadzierając głowę, by spojrzeć w unoszącego się w powietrzu ducha. Wyglądał tak samo, jak przed kilkoma miesiącami: nieładne okulary, szkolna szata, twarz usiana krostami i piegami, przygarbione ramiona i nawet łzy w oczach były takie same, jak wtedy.
Gryfonka nie mogła powiedzieć, że lubiła Jęczącą Martę: chyba nikt w całym zamku nie darzył jej choćby odrobiną sympatii ani gdy żyła, ani gdy umarła. Nawet Brenna nie umiała wykrzesać z siebie wiele pozytywnych uczuć wobec ducha tak łatwo uderzającego w płaczliwe nuty, a jeśli ktoś w Hogwarcie umiał się z nią dogadać, tą osobą z pewnością nie była ona. Próbowała po tamtej pierwszej wizycie wpaść tutaj dwa czy trzy razy, ale nie wyrobiła w sobie jeszcze dostatecznie wiele sprytu, aby umieć odpowiednio podejść Martę, a szczerość, nawet w parze z prawdziwą chęcią bycia miłą, nie zdawały egzaminu i Marta za każdym razem kończyła obrażona. Wśród uczniów zdarzały się trudne osoby, byli w końcu bandą dzieciaków, nie każdy radził sobie w nowym środowisku, ale Marta zdawała się bić wszystkie rekordy. Nawet Brenna zaczynała rozumieć, dlaczego Olivia, o której duch tak chętnie wspominał, swego czasu się z niej wyśmiewała, chociaż Longbottom przecież nigdy nikogo nie próbowała nawet dręczyć. Wciąż jednak jej do pewnego stopnia współczuła. To współczucie z czasem miało przerodzić się w smutną świadomość, że Marta nigdy nie dostała szansy na dorośnięcie, ale i że sama wybrała swoją drogę.
– W-wszyscy się ze mnie śmieją. Przychodzą do tej łazienki tylko po to, żeby się ze mnie pośmiać!!!
No, żeby z niej skorzystać, to nikt o zdrowych zmysłach tu nie przyjdzie, pomyślała Brenna. Sama wolała biegać na piętro wyżej albo do innego skrzydła, nawet kosztem wpadnięcia na lekcję równo z jej początkiem. Głupio było wejść do kabiny, do której w każdej chwili mógł wlecieć duch. Ona sama i Mavelle kiedyś ukryły się tutaj nocą, ale najwyraźniej niektórzy uczniowie wpadali tu po prostu zaciekawieni historią… ducha z damskiej łazienki.
– Thomas na pewno nie chciał się z ciebie śmiać. Nieładnie tak podejrzewać ludzi. Nie chciałabyś, żeby ktoś oskarżał ciebie o coś, czego nie zrobiłaś, prawda?
– Oczywiście, że chciał! Przyszedł pewnie udawać, że go interesuje, dlaczego umarłam! A potem będzie się z tego śmiał – oświadczyła Marta, uderzając w niepokojąco wysokie tony, chociaż przestała przynajmniej wylewać łzy. Tak naprawdę Marta całkiem lubiła mówić o swojej śmierci: lubiła być w centrum uwagi. Chociaż zapewne niejedna osoba była rozczarowana całą historią…
Brenna spojrzała na Thomasa odrobinę bezradnie i ledwo dostrzegalnym gestem wzruszyła ramionami.
– Umarła w tej łazience.
– I jeszcze chcesz zabrać mi moją historię, tak?!
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek]
RE: [04.1958] Ta łazienka to chyba nie męska? - Thomas Figg - 27.09.2024
- Skąd możesz wiedzieć, skoro wszystkich traktujesz jako wyśmiewaczy nawet ich nie wysłuchując - mruknął bardziej do siebie, ale Brenna mogła go dobrze usłyszeć. Thomas miał w zwyczaju pomagać każdemu kto tylko potrzebował pomocy, czasami nawet duchom hogwarckim. Ze dwa razy zdarzyło mu się pomóc Krwawemu Baronowi w odnaleźć ukrywającego się przed nim Irytka, czy Grubemu Mnichowi w pozyskaniu od skrzatów gnijącego jedzenia na ucztę duchów, ale tutaj? Z Martą byłą zawsze jedna i ta sama śpiewka. Owszem wielu uczniów traktowało jej personę jako obiekt żartów i pewnego rodzaju wyzwanie, jednak nie wszyscy przychodzili do niej byleby tylko pośmiać się jej kosztem. Czasami odnosił wrażenie, że mimo jej tragizmu, że była stosunkowo młoda w chwili śmierci to nawet innym duchom trudno było odczuwać do niej sympatię. Thomas współczuł jej normalnie, bo odebrano jej możliwość dorośnięcia, zamiast tego na wieki miała się błąkać jako duch nastolatki, ale to był jej wybór. No i kiedy tak go oskarżała o coś czego nawet nie zrobił, to czuł irytację, która zastępowała zwyczajowe współczucie.
- Ale ja już mówiłem, że usłyszałem płacz i myślałem, ze ktoś potrzebuje pomocy... - w porę ugryzł się w język, żeby nie powiedzieć, że gdyby tylko wiedział, że znajduje się obok jej łazienki to nigdy by nawet przez myśl by mu nie przeszło dotykać klamki od drzwi. Cóż interakcje z Marta były dość męczące, chyba, ze ktoś akurat chciał być oskarżany o próby wyśmiewania jej i słuchania jej zawodzenia i szlochu. Westchnął szukając w sobie pokładów cierpliwości, żeby po prostu nie chwycić Brenny za rękę i nie wyprowadzić jej z tej łazienki. Przez te pięć lat nauki w tym zamku nasłuchał się już tylu historii o tym jak zginęła Marta: od samobójstwa, do nielegalnie uwarzonego eliksiru, który źle zadziałał, poprzez zabicie jej przez innych uczniów. Nic jednak nie miało takiego potwierdzenia i na próżno było szukać informacji na temat tego w jaki sposób zginęła - oczywiście pytanie ducha o to nie miało najmniejszego sensu. Niektóre z nich chwaliły się sposobem swojej śmierci, jak Prawie Bezgłowy Nick, niektóre strach było pytać jak Krwawego Barona - jednak dotrwanie do końca historii Marty graniczyło niemalże z cudem a i nagroda za to była bardzo wątpliwej jakości bo nic z jej opowieści nie wynikało.
- Myślę, że to bez sensu - powiedział do dziewczyny (tej żywej) i delikatnie chwycił ją za rękę. - Chodź, bo będziemy tak dyskutować bez końca cały dzień - dodał jeszcze i pociągnął ją w stronę wyjścia. Dyskusja z Jęczącą Martą była niekiedy o wiele bardziej upierdliwa niż próbowanie przekonania Irytka, żeby nie oblewał cię wodą czy nie rzucał w ciebie śmieciami (tam przynajmniej działało czasem postraszenie Krwawym Baronem, szczególnie, gdy tuż obok był ktoś ze Slytherinu), przy Jęczącej Marcie jednak było to niemożliwe. Westchnął, bo tragiczna historia tej dziewczyny była przyćmiona przez jej płaczliwe zachowanie primadonny.
- Przepraszamy za najście, już znikamy bez zamiarów wyśmiewania cię Marto - zwrócił się jeszcze do ducha, który zostawiali za sobą.
- No pewnie uciekajcie pośmiać się z biednej Marty razem ze swoimi przyjaciółmi! I jeszcze opowiadać nieprawdę o mojej śmierci! - płaczliwy krzyk ducha towarzyszył im aż do czasu kiedy zamknęli drzwi.
Thomas odetchnął głęboko i zerknął na młodą Longbottomównę przepraszająco.
- Przepraszam, że cię w to wciągnąłem, byłem tak zamyślony jak wracałem z biblioteki, ze nie zwróciłem uwagi gdzie jestem i słysząc płacz wszedłem bez sprawdzania gdzie jestem - może i przedstawiał swoją wersję jeszcze raz, jakoś tak czuł, że powinien. Przetarł dłonią twarz czując się jeszcze bardziej zmęczony niż wcześniej, zdecydowanie potrzebował nieco odpoczynku ,ale nie był pewien czy powinien na niego sobie pozwolić, nauka do sumów sama się nie zrobi. - A właściwie co ty tutaj robiłaś? - zapytał ciekaw czemu Gryfonka znalazła się w tej części zamku w tak ładny dzień jak dzisiaj. Chciał coś jeszcze wspomnieć o wypadzie do Hogsmead, ale umysł miał jeszcze na tyle przytomny, że pamiętał, iż Brenna dopiero za rok będzie mogła tam chodzić w czasie roku szkolnego.
RE: [04.1958] Ta łazienka to chyba nie męska? - Brenna Longbottom - 28.09.2024
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek]
– Marto… nie zamierzamy się z ciebie naśmiewać…
– On właśnie to robi!!!
Brenna skrzywiła się lekko, ale pozwoliła, aby Thomas chwycił ją za dłoń i wyprowadził z łazienki. Longbottom obejrzała się jeszcze na szlochającą Martę, czując ukłucie wyrzutów sumienia. Nie zostawiłaby przecież tak samej zapłakanej żywej dziewczynki. Czym Marta różniłaby się od jakiejś płaczącej trzecioklasistki, która miałaby ciało?
Ale w tym momencie jakiś cichy głosik podpowiedział Brennie, że różnica chyba istniała. Tę płaczącą, żywą trzecioklasistkę, można by pocieszyć. Albo zdenerwować tak, że wyszłaby z tej łazienki. A nawet gdyby się to nie udało, to po jakimś czasie przestałaby płakać i ruszyła dalej, ale duchy…
…duchy się nie zmieniały?
Nikt nie zdołał pomóc Marcie od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, Brenna nie mogła więc się łudzić, że akurat ona potrafiłaby zrobić tutaj różnicę.
– Daj spokój, Tommy, to żaden problem – skwitowała, bo w końcu sama postanowiła zajrzeć do łazienki, a mogła po prostu pójść dalej. – A idę dokonać niecnego porwania, a potem zamierzam tuczyć moich zakładników, bo wiesz, mam dużo dobrych rzeczy i w ogóle, o, proszę, tak na pocieszenie, że tutaj utknąłeś z…
Urwała, uznając, że Marta może ich słuchać pod drzwiami i ostatecznie tylko zanurzyła rękę w torbie, żeby złapać jakiś smakołyk i wyciągnąć go w stronę Thomasa.
– To smutne, prawda? To znaczy, siedzieć całą wieczność w łazience. I tylko płakać, i płakać. Się zastanawiam, czy ona była taka cały czas, czy tylko chodzi o to, że no… umarła w tej łazience, właśnie płacząc? – powiedziała, zniżając trochę głos, i zerkając w stronę drzwi, jakby spodziewała się, że zaraz wynurzy się z nich srebrzysta głowa Jęczącej Marty. – Mówiła mnie i Mav, że wiesz, faktycznie umarła w tej łazience. Siedziała w niej, bo jakaś Olivia się z niej wyśmiewała, a potem usłyszała jakiegoś chłopca, otworzyła drzwi… i no…skończyła martwa. To trochę straszne, bo tak trochę brzmi, jakby ją ktoś zamordował.
A wizja mordu dokonanego w szkole jednak Brennę niepokoiła. Ale była pewna, że przeprowadzono wtedy śledztwo, zdawało się jej niemożliwe, żeby do szkoły nie ściągnięto Brygadzistów i aurorów w obliczu czegoś takiego. Biedna, naiwna Brenna, nie zdawał sobie sprawy z tego, że jak tu coś pełzałoby po korytarzach i petryfikowało ludzi, to ściągnięcie z Ministerstwa śledczych, wyszkolonych do rozwiązywania takich zagadek, wcale nie byłoby oczywistym posunięciem, a co najwyżej nauczyciele zaczęliby odprowadzać uczniów do klas, i wszyscy czekaliby z nadzieją, że sytuacja prędzej czy później wróci do normy.
Czarodziejski świat czasem działał w naprawdę dziwny sposób.
– Chyba że miała jakąś chorobę serca albo coś takiego, ale to wtedy by chyba to szybko ustalili…? Swoją drogą mówiła ci, że potem poszła zrujnować jakieś wesele, na którym była to Olivia? Mściwa ta Marta, więc chyba dobrze jej za bardzo nie wkurzać. No w każdym razie, powiedziałabym, że możesz iść ze mną, ale będą same dziewczyny, i to w sumie tylko z drugiej klasy, więc chyba trochę nie dla ciebie i w ogóle. Weź sobie jeszcze cukierka, może dasz Norze? Albo komu tam będziesz chciał i w ogóle – stwierdziła Brenna, a potem pomachała Thomasowi i skierowała się ku najbliższym schodom, by zejść po nich w dół do głównego holu, a potem namierzyć koleżanki, skusić je niecnie zawartością papierowej torby i wyjść na błonia, skoro pogoda tego dnia była jaka taka.
I dość szybko zapomniała o Marcie i jej historii.
Koniec sesji
|