![]() |
|
[26.07.72] W domach z betonu | Calanthe & Baldwin - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [26.07.72] W domach z betonu | Calanthe & Baldwin (/showthread.php?tid=3957) |
[26.07.72] W domach z betonu | Calanthe & Baldwin - Baldwin Malfoy - 25.09.2024 Bycie aktorem bez grosza przy duszy miało wiele wad. Takich które niczym muszki lepiły się do życia, zdawałoby z pozoru nieszkodliwe, ale z pewnością uciążliwe. Gdy każdy grosz pochłaniały nowe farby, płótna, podobrazia, pergaminy walające się w każdej części jego przestrzeni życiowej. Ciężko było być głodującym artystą, jeszcze ciężej było znaleźć w tym pocieszenie dla umęczonego konwenansami umysłu. Czy dziś, gdy Baldwin otworzył szafkę znalazł w niej jedynie resztkę stęchłych płatków i trochę kawy nieznanego sobie pochodzenia? Może. Czy większość szat w szafie błagała o ukrócenie ich męki i ostateczną wymianę albo chociaż oddanie do krawca? Nie odpowie na to pytanie bez adwokata, ale fakt, że zdecydował się na koszulę i proste czarne spodnie mówił sam przez się. Ale przynajmniej Tobie nie jest tak źle.- Przemknęło mu przez myśl, gdy jedną ręką przeczesywał włosy grzebieniem pozbawionym kilku ząbków, a drugą głaskał za naddartym uchem śpiącą w umywalce Rozalindę. Skupił się przez moment na jej lśniącym futrze; upewnił się, że nie przyniosła z całodziennych wojaży nic poza zagryzionym wróblem, którego wyrzucił już wcześniej. Szczury pierwsze uciekały z tonącego statku, więc ta łajba musi się jeszcze jakoś trzymać skoro nadal tu jesteś.- Pomyślał i myśl ta przyniosła mu odrobinę spokoju. Uniósł kąciki ust, gdy gdzieś z dołu dało się słyszeć stłumioną grę na skrzypcach. Musiało być nieco po ósmej wieczorem. Orkiestra zaczynała swoją wieczorną próbę suity z Peera Gynta, którego mieli wystawiać na jesień. Miła odmiana dla klasycznego szekspirowskiego teatru. Skandynawskie dramaty były… Zupełnie inne. Miały ten drapieżny charakter. A rola Króla Gór wydawała się co najmniej ekscytująca - kiedy ostatnio przyszło mu grać kogoś kto nie był księciem, żebrakiem albo romantycznym kochankiem? Spojrzał w swoje odbicie w przybrudzonym lustrze. Pełnia wyraźnie dawała mu się we znaki. Samo wstanie z łóżka było ciężkie, co dopiero ubranie się i jakiekolwiek funkcjonowanie. Dlatego zwlókł się pod prysznic dopiero jakiś kwadrans temu. Chociaż przespanie całego dnia i tak nic nie dało. Zmęczenie odmalowało się na Malfoyowym obliczu głębokimi cieniami i piaskiem pod powiekami, które co chwile pocierał, nie mogąc się pozbyć irytującego wrażenia. Chwała możnowładcom, że świadomi jego miesięcznych niedyspozycji (o ironio!) odpuścili mu udział w aktualnych próbach. Westchnął bezsilnie, wsłuchując się przez moment w muzykę. W porządku. Bycie aktorem bez grosza przy duszy miało też wiele zalet. W jakich innych okolicznościach mieszkałby w najpiękniejszym miejscu na świecie? Pod sobą miał tylko gabinety Selwynów, garderoby i sale teatralne. Cały artystyczny świat zamknięty w małym pudełku od zapałek. Nad sobą rozgwieżdżone niebo Londynu. Jeśli taka była cena wolności – Baldwin Malfoy był skłonny ją zapłacić. Choćby do końca życia. Odbicie nie zamierzało najwyraźniej polemizować z tą logiką, bo odpowiedziało tym samym szelmowskim uśmieszkiem. Wrzucił grzebień do koszyka stojącego na szklanej półce pod lustrem, przez moment debatując sam ze sobą czy warto się męczyć z kremami czy innymi eliksirami do włosów, ale ostatecznie machnął na to ręką. Lepiej nie będzie. Stwierdził przyglądając się uważnie lekko napuszonym, przydługim lokom. Zresztą i tak nie miał na to siły. Zamiast tego wziął śpiącą Lindę na ręce. Szczurzyca wtuliła bury łeb w, o dziwo, wyprasowaną, jasnoszarą (niegdyś białą?) koszulę, śniąc dalej swoje małe, szczurze sny. O jakże jej dziś zazdrościł. Manewrowanie z nią po salono-pracownio-kuchni nie było może najbardziej optymalne, a jednak Malfoy nie miał serca jej teraz odkładać na poduszki. Zresztą wszystko było już praktycznie gotowe. Na blacie stał już tort sprezentowany mu przez współpracowników z wykaligrafowanym napisem „Wszystkiego Najlepszego” na wierzchu i wetkniętymi weń kilkoma świeczkami, lekko co prawda nadpalonymi – ale lepsze to niż nic. Kolejny rok, kolejne urodziny. Cała reszta – szampan, kieliszki, nawet elegancko zapakowany prezent – były już wyniesione na górę. Teraz brakowało tylko najważniejszego. Jego cennego gościa. |