Secrets of London
lato 1972, 15 sierpnia // bezsenność - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: lato 1972, 15 sierpnia // bezsenność (/showthread.php?tid=4019)



lato 1972, 15 sierpnia // bezsenność - Dægberht Flint - 05.10.2024

Pokój Dægberhta był ciemny. Zasunięte kotary nie wpuszczały do środka nawet odrobiny światła - jedyną jasność napływającą z zewnątrz stanowiły promienie kuchennej lampki wkradające się pod drzwiami z pomieszczenia, w którym Viorica pewnie tworzyła jakieś przetwory. Flint i Trelawney siedzieli na łóżku, paląc papierosy i rozmawiając o swoich ostatnich przeżyciach. Marynarz z zaciekawieniem wysłuchiwał kolejnej historii o złowieszczych konsekwencjach Beltane, wieszcz zaś z przymrużeniem oka spoglądał na historię dziwacznej ozdoby w kształcie rzeźbionego kruka stojącego na (według Dægberhta) ludzkiej czaszce. Puste oczodoły pulsowały dziwaczną, czerwoną energią, w akompaniamencie bulgotania postawionej na małym palniku mikstury.

- Już powinna gotowa być - rzucił nagle, jak zwykle przekręcając składnię i przerywając swój własny monolog. Peregrinus by mu przecież nie przerwał, bo się przyzwyczaił do takich paplanin już dawno temu.

Leniwym krokiem zbliżył się do garnka i spojrzał na kolor tego, co udało mu się stworzyć.

[roll=Z]
- Tylko ostrzegam - śmierdzi - powiedział, przelewając część chochlą do kubka i podając Peregrinusowi z nieco głupkowatym uśmiechem. - Jak żeś gadał o swojej bezsenności to testowałem takie korzenie... a zresztą nieważne, nie da się tego tutaj kupić, ale chujostwa ci nie daję. Jedyne co to zapach jest nieco mniej atrakcyjny niż ja. Pij, zdążysz dojść do Praw Czasu. Bo tam teraz mieszkasz, nie?

Czy jednak nie?

- Przeleję ci resztę do butelek jak wystygnie i przyniosę jutro.


RE: lato 1972, 15 sierpnia // bezsenność - Peregrinus Trelawney - 06.10.2024

Oczywiście, że mu nie przerwał; niezależnie od tego, w jakie rejony skręcała historia dziwnego kruka. Słuchanie zawsze wychodziło Peregrinusowi lepiej niż mówienie. To siedzenie w ciemnym pokoju i dzielenie się szalonymi historiami było w zasadzie całkiem relaksujące; zdecydowanie jedna z najbardziej leniwych i niewymagających interakcji w tym kwartale. Nie musiał się prezentować, nie musiał niczego konkretnego załatwiać, nie wiązało się to z żadną emocjonalną dramą.
Jakoś zdzierżę. — On również wstał z łóżka, odebrał od Berhta kubek i niuchnął podejrzliwie tę paskudną rzekomo woń. Nie należała może faktycznie do najpiękniejszych, ale Peregrin był dużym chłopcem i nie potrzebował, aby syropki były malinowotruskawkowe. Potrzebował snu. — Mam tylko nadzieję, że nie jestem pierwszym, na którym testujesz te korzenie. — Uśmiechnął się blado, szukając na twarzy przyjaciela potwierdzenia. To nie były testy… prawda?
Odczekał chwilę, aż eliksir nieco przestygnie. Miał jeszcze szczątkowe instynkty samozachowawcze powstrzymujące go przed wychyleniem napoju ledwo zdjętego z ognia. Zapamiętał też, aby następnym razem przynieść własny termos i nie ryzykować tym, czy zdąży, czy nie zdąży.
Nie. — Choć gdyby rzeczywiście mieszkał w Prawach Czasu, może nie potrzebowałby aż tak często eliksirów nasennych. — Mieszkam wciąż u siebie.
I było to na szczęście również na Horyzontalnej, więc szanse, że zdąży, nie zmieniały się drastycznie. W najgorszym wypadku, jeśli za wcześnie zmiękkną mu nogi, teleportuje się do domu i kimnie w losowym miejscu.
Raz kozie śmierć: wypił duszkiem śmierdzącą miksturę, mając nadzieję, że z tymi korzeniami faktycznie żadne chujostwo.
Dzięki. Nie rób sobie kłopotu; mogę wstąpić po pracy. Chyba że chcesz przyjść. Dogadać coś jeszcze z tą Szkocją. Czy cokolwiek.
Co płynnie przenosi historię dalej, do odbywającej się kilka dni później górskiej wyprawy.

Koniec sesji