Secrets of London
[13.07.1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [13.07.1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac (/showthread.php?tid=4030)



[13.07.1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Isaac Bagshot - 09.10.2024

Isaac już od dobrej godziny przeglądał księgi w bibliotece Parkinsonów. Chciał znaleźć odpowiedzi na pytania, które nie dawały mu spokoju od czasu przyjęcia w sadzie Abbottów. Większość tego popołudnia pamiętał jak przez mgłę, ale widok pękającej ziemi i wyłaniających się z niej roślinnych macek, prześladował go nie tylko w snach. Panika, która ogarnęła ludzi, wciąż dudniła mu w głowie. Próbował im pomóc, starał się kierować ewakuacją, ale strach i chaos tamtego momentu zdominowały jego umysł.
Nie bał się o siebie, a o tych, których mógłby nie zdołać uratować. Przerażająca myśl o odpowiedzialności za życie innych, przywołała dawne demony, których nie był w stanie odpędzić. Śmierć jakiegokolwiek człowieka, na jego “warcie”, była dla niego najgorszym możliwym scenariuszem. Każde życie było dla niego cenne i piękna.
Siedział teraz, przeglądając kolejne tomy, ale jego myśli wciąż krążyły wokół tamtego wieczoru. Wiedział, że te rośliny nie mogły wyjść z ziemi same z siebie. To musiała być jakaś stara, zapomniana magia - coś, co miało związek z naturą, ale na ten moment nie odnalazł jeszcze na to dowodów. Ilekroć sięgał po kolejną księgę, zamiast skupić się na jej zawartości, wracał myślami do ataku paniki, którego doświadczył później. Wiedział, że coś jest nie tak. Jego ciało i umysł dawały mu sygnały, że potrzebuje pomocy. Ale nie chciał się do tego przyznać - nie mógł. Nie chciał rozmawiać o swojej chorobie.
Atak padaczki, który miał w domu Anthony’ego, był dla niego kolejnym przerażającym przypomnieniem, że coś w nim pęka. Wiedział, że to, co go zniszczyło, to legilimencja. Widok okropności, które zobaczył w czyichś wspomnieniach, pozostawił w nim blizny, które nie mogły się zagoić. Nigdy jednak nikomu się do tego nie przyznał - gdyby to zrobił, musiałby zacząć proces uzdrawiania. A tego bał się najbardziej.
Przewracając kolejne strony ksiąg,  nie mógł również odpędzić od siebie myśli o tej bezsensownej ideologii czystości krwi, której był zagorzałym przeciwnikiem. Wierzył, że krew nie czyniła nikogo lepszym ani gorszym. To, co miało znaczenie, to kim byliśmy jako ludzie. Przyjęcie w sadzie Abbottów miało być celebracją współpracy i wspólnoty, a jednak los postanowił zasiać chaos.
Zmęczony, oparł się o krzesło i zamknął księgę. W końcu miał chwilę, żeby na spokojnie usiąść i wszystko sobie przemyśleć. Szkoda tylko, że nie chciał tego robić. Wolałby skupić się na przeglądaniu ksiąg i udawać, że nic złego mu się nie przytrafiło. Ostatnio bardzo nie lubił mieć wolnego...
Isaac zamknął na chwilę oczy, a kiedy je otworzył, tuż przed nim, na dębowym stole, siedziała jego jak zawsze elegancka skrzatka - Mimka. Uśmiechnął się do niej lekko, ale ona po prostu patrzyła wielkimi, zatroskanymi oczami.
-Przyszłaś przekazać mi coś ważnego, hm?- Zapytał, przekrzywiając na bok jej ciemnozielony kapelusik wysadzany perełkami. Skrzatka jedynie pokręciła głową.


RE: [xx.xx1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Anthony Shafiq - 20.10.2024

Kiedy w Twoich żyłach płynęła krew osób, które poświęciły życie na gromadzenie wiedzy i osób, które mogły zapoznać się z tą wiedzą w każdym nowożytnym języku, ciężko było o to, abyś nie stał się Intelektualistą przez duże I.

To mogła być kwestia odpowiednio profilowanego wykształcenia, które od najmłodszych lat skupiało się na rozwijaniu językowych talentów, krytycznego osądu, racjonalnego myślenia, podstawowych zasad logiki, która rządziła tak retoryką jak i matematyką. To mógł być chłód najbliższych, który podsycał ogień ambicji, potrzebą zasłużenia na ich uwagę. Na ich uczucie.

Z czasem Anthony zaczął gardzić tym trendem, gardzić ambicjami rodziców tak bardzo, jak wsiąkł w grupę rówieśników, która pomimo przemądrzałego tonu i wiecznego kręcenia nosem przyjęła go jak swojego. Teraz o nich chciał zabiegać. Teraz im chciał udowadniać, każdemu coś odrobinę odmiennego.

Z czasem też zapragnął udowodnić coś sobie. Odnaleźć, zbadać i określić granicę własnego poznania, doświadczaniem i smakowaniem życia, już nie tylko w literaturze, ale w praktyce obieżyświata, który maksymalnie wykorzystywał możliwości, które dawało mu ministerstwo i tworzona skrupulatnie przez lata sieć kontaktów na całym świecie. Biblioteki stały przed nim otworem, a naukowe prace nie potrzebowały znajomości kulturowych kontekstów i metafor. Naukowe prace przechodziły do sedna, które on mógł smakować jak bukiet najprzedniejszego wina.

I jak bardzo gardził Tiarą Przydziału, wyliniałym artefaktem, który każdy z Jeźdźców (no może poza Jonathanem z oczywistych względów) zastraszył aby osiągnąć to co chciał, o tyle prawdziwie był wychowankiem domu Roweny Ravenclaw. Kiedy jakaś myśl, jakaś fanaberia, jakieś pytanie pojawiło się w jego głowie... musiał znaleźć na nie odpowiedź.

Tak było, gdy chodziło o smoki. Tak było, gdy chodziło o wilkołaki. Tak było i teraz, gdy magia pozbawiona różdżki wymuszała na nim działania, do których nie był nawykły. Ćwiczenia, medytacje, treningi uważności. Treningi pokory. Jak to miało prawo działać? Ale przede wszystkim... dlaczego czuł, że jego postrzeganie magii przez to się zmienia? Że staje się każdego dnia coraz bardziej świadomy otaczającego go splotu?

Łapał się tego rozpaczliwie. Jak brzytwy, która miała uchronić go przed oceanem melancholii, obsesyjnego myślenia o sobie w kategoriach najgorszej, najpodlejszej istoty, nie wartej zainteresowania i chwili, choćby chwili spędzonej razem przy wspólnej kolacji. Odrzucenie piekło go, ale im bardziej cierpiał, tym bardziej szukał, kopał, obsesję zasłaniając inną obsesją.

Dzień spędził w swoim apartamencie, który sąsiadował z Biblioteką należącą do jego ciotek (bo umówmy się, wujkowie niewiele w tej rodzinie mieli do gadania, poza przekazaniem nazwiska dalej). Zakopany w książkach, w źródłach możliwie nieanglojęzycznych, uzupełniał kwerendę, próbował zrozumieć jak zmiany w postrzeganiu magii mogą zmienić inne aspekty jej używania w życiu codziennym. Oczywiście najbardziej zależało mu na oklumencji, jego ostatecznej barierze, którą tak w ostatnim miesiącu sponiewierała Lorraine. Oczywiście znów nie znalazł nic, czego by już nie wiedział.

Z irytacją zebrał książki, blady, wyniszczony niedawnym alkoholowym rajdem, który nie przyniósł mu ukojenia, nie posklejał jego serca. Zebrał książki i ruszył by jak najszybciej pojawiły się na półkach. Nikt nie chciał drażnić ciotek. Nie warto było odcinać się od tak pięknego źródła wiedzy, nawet jeśli w obecnej chwili było tak rozpaczliwie... nieprzydatne.

Wszedł do środka i skupił się na moment, by spróbować przenieść wolumin na miejsce bez używania cisowej witki. Bezskutecznie. Babcia - jak kazała siebie nazywać kambodżańska dyplomatka - zrugałaby go pewnie, punktując jego ogólne zmęczenie ciała i umysłu. Na szczęście nie było jej tutaj.

Był kto inny.

Rozpoznał głos i zastrzygł uchem. Isaaac?

– Pan Bagshot! Niestety nie wpłacamy nadgodzin za przebywanie w bibliotece moich krewnych – powitał go lekko, mając w pamięci jego stan, gdy widzieli się ostatni raz. Z zaciekawieniem wyciągnął szyję, by sprawdzić cóż tak zajęło młody umysł jego stażysty. Nieco się zdziwił, gdy skanując tekst wyłapał opowieści o dziwnych anomaliach roślinnych. Zdziwił i zmartwił.

– Czyżby popołudnie u Abbottów wciąż Pana prześladowało? – zapytał łagodnie, choć jego postawa pozostawała dystyngowanie chłodna. Pozostawali w miejscu publicznym i... cóż, nie byli przyjaciółmi, a Anthony nie był nawykły do okazywania swojej uwagi dotykiem. Zamiast tego przysiadł na krześle na przeciwko i zaczął przeglądać z zaciekawieniem tytuły, wyciągając wolumin po woluminie, okładka po okładce, bibliografia po bibliografii... Nie miał siły zajmować się już swoją zagadką, ale może cudza? Może cudza zmęczy go na tyle, by mógł dzisiejszej nocy zasnąć.



RE: [xx.xx1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Isaac Bagshot - 30.10.2024

Isaac zatrzymał się w połowie ruchu, słysząc znajomy, zabarwiony lekkim sarkazmem ton swojego przełożonego. Przywołał na twarz lekki uśmiech i odwrócił się powoli, żeby spojrzeć na pana Shafiqa. Jego skrzatka zrobiła to samo. Zeszła z księgi na której siedziała i przywitała się cicho, nie chcąc przeszkadzać.
-Cóż, panie Shafiq, w dzisiejszych czasach nie ma wielu chętnych do przesiadywania w bibliotece, a księgi same się nie przeczytają. Więc oto jestem, gotowy poświęcić się temu zapomnianemu rzemiosłu.- Rzucił z lekkim rozbawieniem. Kiedy Anthony zasiadł naprzeciw i zaczął przeglądać tomy, Isaac poczuł niepokój - Shafiq był wprawnym obserwatorem i potrafił czytać między wierszami. Pod jego wzrokiem czuł się jak otwarta księga, a już zwłaszcza po tym, co wydarzyło się ostatnio. W jego słowach wyczuł jednak coś więcej niż tylko ironię. Być może była to subtelna troska, choć wyrażona w typowo chłodny, dystyngowany sposób.
Odruchowo odchrząknął, starając się zamaskować zawahanie.
-Może troszkę.- Odpowiedział nieco wymijająco, udając zainteresowanie tytułami książek leżących przed nim. W jego głowie obrazy tego dnia wciąż wracały: ziemia pękająca pod ich stopami i ten paniczny chaos, gdy próbował pomóc gościom.
Isaac uświadomił sobie, że Anthony może zauważyć, jak niekomfortowo się czuje, więc postanowił szybko przenieść uwagę na temat, który dałoby się przedyskutować bez poruszania bardziej osobistych spraw.
-Sprawdzam wzmianki o magii natury, może znajdę coś, co wyjaśniłoby te dziwne roślinne macki. To... cóż, przyznam, że nie widziałem czegoś takiego wcześniej. A jako historyk magii widziałem już wiele. Czyli typowa ciekawość badacza, panie Shafiq.- Wyjaśnił, opierając podbródek na ręku.-Być może jest to kwestia jakiejś starej magii natury.- Dodał, prześlizgując się wzrokiem po tytułach ksiąg, które przed nimi leżały. Czuł lekki stres, jakby obawiał się, że Anthony zechce wrócić do wydarzeń, które miały miejsce w apartamencie. To delikatne napięcie odbierało mu nieco pewności siebie, a Mimka to wyczuła. W końcu znała go od kołyski. Chrząkneła, chcąc zwrócić na siebie ich uwagę.
-Mimka przyszła sprawdzić, jak się pan czuje, paniczu Isaac.- Powiedziała cicho, po czym przeniosła wzrok na Anthony’ego, z widoczną troską marszcząc czoło.-A pan Shafiq też wygląda, jakby nie spał, jakby się zamartwiał. Chyba brakuje panu snu. Mimka naprawdę nie rozumiem, co wy tam robicie w tej pracy.- Westchnęła kręcąc głową, jakby zmęczona ciągłym upominaniem, że trzeba dbać o swoje zdrowie.-Panie Shafiq, spanie to podstawa zdrowia! Każdy potrzebuje snu, nawet jeśli jest czarodziejem. Brak snu wpływa na pamięć, koncentrację, a nawet nastrój! Panicz Isaac jest przez to bardziej nerwowy, a pan…- Tutaj zawahała się na chwilę, po czym kontynuowała.-... Mimka widzi, że pan też nie wygląda na wyspanego! Wszyscy pracujecie tak ciężko, ale proszę pamiętać, że praca bez odpoczynku może być zgubna. Proszę, niech pan więcej śpi!
Isaac zaskoczony tą szczerością, nie powstrzymał uśmiechu.
-Mimko, może nie wypada tak mówić o panu Shafiqu.- Powiedział, unosząc brew i usiłując przybrać poważny ton, choć rozbawiła go jej prostolinijność.
Skrzatka zdawała się jednak nieco zdezorientowana jego reakcją, więc poprawiła kapelusik i odpowiedziała z pełnym przekonaniem:
-Panicz Isaac zawsze mówił, że jeśli Mimka nikogo nie obraża, to może mówić co myśli. A Mimka tylko się martwi, że pan Shafiq i panicz Isaac za mało sypiają. Spanie jest ważne, panie Shafiq.- Zwróciła się do Anthony’ego, kłaniając się lekko.
Isaac patrzył na Mimkę z wyrazem rozbawienia i wdzięczności, doceniając jej troskę, choć wywołała drobną konsternację. Miał nadzieję, że Anthony nie potraktuje jej w protekcjonalny sposób, bo mimo wszystko była dla niego jak członek rodziny i naprawdę nie chciał, żeby ktoś sprawił jej przykrość.
Nie chcąc wtrącać się w wymianę zdań, sięgnął po księgę trakttująca o historii magicznego społeczeństwa. Kiedy ją podniósł, wypadł z niej stary manuskrypt, który wylądował przed Anthonym.

@Mirabella Plunkett


RE: [xx.xx1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Mirabella Plunkett - 31.10.2024

Gdy sięgnąłeś po manuskrypt, niemal od razu tego pożałowałeś. Kartki pergaminu były okropnie stare i tak delikatne, że miałeś wrażenie, że zaraz coś zniszczysz. Twoje oczy dostrzegły jak róg, który trąciłeś, skruszył się na twoich oczach. Musiałeś być ostrożny, jeżeli nie chciałeś zniszczyć tego, co właśnie wpadło ci w ręce. W górnym prawym rogu znajdowała się lekko rozmazana data: 1782 rok, Afryka, Kamerun.

Rozmawiałem z mugolami, którzy zamieszkiwali te okolice. Jezioro Nyos dawało życie do tego momentu i było często odwiedzane - panował absolutny zakaz kąpania się ze względu na krokodyle i inne stworzenia, które tu mieszkały, jednak to było główne źródło wody pitnej. Coś jednak się zmieniło - zapisuję ten pergamin, dołączając niżej opis rośliny, która pojawiła się nagle w piątek br. Udało nam się wyczyścić pamięć tych, którzy byli świadkami ataku. Zmodyfikowaliśmy ich wspomnienia, by sądzili, że to gaz ulatniający się z dna jeziora zabił prawie 1000 mugoli i czarodziejów, którzy korzystali z jeziora na przestrzeni kilku dni.

Roślina była dziwna, nigdy nie widziałem nic podobnego, a żyję przeszło 80 lat na tym świecie. Była ogromna: miała długie, ruszające się pędy z żółtymi i pomarańczowymi kwiatami. Na oko kilka metrów. Rosła błyskawicznie, w ciągu dwóch dni powiększyła swój rozmiar aż trzykrotnie. Była bardzo agresywna i zabijała nie tylko kolejne ekspedycje ratunkowe, ale również zwierzęta, które podchodziły w okolicę jeziora. Najpierw ofiar było niewiele, ale potem... Potem pojawił się pył. Opadł nagle na wioski nieopodal, a wszyscy którzy nie zdążyli się teleportować, umarli w męczarniach. Przeprowadziliśmy prędką sekcję zwłok: ich płuca zostały poparzone jakby kwasem. Straty szacujemy na około 1000 osób. Udało nam się spalić roślinę, lecz straciliśmy materiał badawczy. Straciliśmy wiele ludzi, a jeziora Nyos nie dało się oczyścić. Będziemy próbować, lecz sądzimy, że zawarty w kwiatach pył uszkodził je na zawsze. Będziemy badać wodę i glebę.

zadanie od mistrza gry
Mistrz Gry rzuca Wam wyzwanie: rzućcie raz w tej turze na wiedzę o świecie (jedna kość od każdego). W przypadku sukcesu przypominacie sobie nazwę jeziora i wiecie, co się z nim aktualnie dzieje. W przypadku porażki możecie rzucić jeszcze raz w następnej turze. Jeżeli żaden z was nie wyrzuci sukcesu (maksymalnie 2 tury rzucania po jednej kości) - nazwa jeziora nic wam nie mówi i musicie poszukać fabularnie informacji w mugolskich źródłach. Możecie pominąć to zadanie i uciąć wątek. Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki.

@Isaac Bagshot @Anthony Shafiq


RE: [xx.xx1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Anthony Shafiq - 04.11.2024

– Ciszej proszę. Książki lubią ciszę, podobnie jak inni czytający – powiedział w neutralny, można nawet powiedzieć, że jałowy sposób. Owszem był zmęczony i nikt nie musiał mu o tym przypominać. Wergiliusz, który w bardzo podobny sposób cieszył się na terenie Little Hangleton swobodą, nie musiał już mówić. Wystarczyło, że spojrzał w odpowiedni sposób, że przyniósł melisy, zamiast herbaty czy kolejnej kawy. Ostatecznie jednak to nie skrzat domowy rządził czarodziejem, a czarodziej skrzatem.

– Ciekawość badacza jest zawsze wskazana, szczególnie jeśli zajmuje się tym poza godzinami pracy, – odpowiedział nieco rozbawiony, choć znów, godzina rozmowy i wszystko co wydarzyło się w ciągu ostatnich tygodni, pozbawiała jego ton zwyczajowego blasku i lekkości. – Cóż, ostatnio coraz więcej jest doniesień o dziwacznych roślinach. Słyszałeś na pewno o tym szkaradztwie z którym musieli zmagać się Selwyn z Remingtonem. – Przerośnięta mandragora w magazynie celnym to był rzeczywiście OMSHMowy news, który jednak szybko został wyparty przez plotki ze spotkań integracyjnych.

– Rośliny szaleją, sądzę, że coś co wydarzyło się podczas tego nieszczęsnego Beltane może mieć z tym związek, ale to już nie nasze... – umilkł, bo manuskrypt upadł przed nim i chociaż Anthony większość życia był politykiem, to Tiara przydziału nie bez powodu umiejscowiła go w domu Kruka, a nie Węża. Ze ściągniętymi brwiami zapoznał się z treścą.

– Zaraz, Kamerun... coś mi to mówi... – Niestety nie mógł posiłkować się swoimi pamiętnikami, ale bywał na czarnym lądzie regularnie - wszak jego ojciec był ambasadorem Egiptu od lat. – Chyba wpadł Ci w ręce trop. Poczekaj, pójdę po Atlasy. Oddał Isaacowi i ruszył do innego, sąsiadującego regału w poszukiwaniu detali dotyczących tamtej okolicy.


Wiedza o świecie IV
[roll=PO]


RE: [xx.xx1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Isaac Bagshot - 12.11.2024

-Słyszałem.- Przytaknął, kiedy Anthony wspomniał o przygodzie Enzo i Johnatana. Remington opowiadał mu o tym co najmniej trzy razy, i za każdym razem zmieniał nieco historię, jakby chciał aby była bardziej dramatyczna niż w rzeczywistości.
Wzrok Isaac'a spoczął na starym manuskrypcie, który przed nimi wyladowal. Odruchowo po niego sięgnął, ale już po chwili niemal tego pożałował. Kiedy delikatnie podniósł pergamin, poczuł, jak róg który ledwo trącił, kruszy się pod jego palcami. Zaklął w myślach, wstrzymując oddech, by nie naruszyć kruchej struktury dokumentu.
1782 rok, Afryka, Kamerun
powoli zaczął czytać, poruszając palcami tak delikatnie, jak tylko potrafił.
Rozmawiałem z mugolami, którzy zamieszkiwali te okolice. Jezioro Nyos dawało życie do tego momentu...
Opisy były coraz bardziej niepokojące. Jezioro, które dawało życie, nagle stało się miejscem śmierci. Pojawiła się dziwna, ogromna roślina, której nigdy wcześniej nie widziano. Isaac miał wrażenie, że każda kolejna linijka odsłaniała przerażającą prawdę. Oczy przelatywały po słowach opisujących to monstrum - ruszające się pędy, żółte i pomarańczowe kwiaty.
W miarę jak pochłaniał opis tej nieznanej rośliny, przypominał sobie pękającą ziemię w sadzie państwa Abbotów i roślinne macki, które pojawiły się nagle, jakby wyrwane z innego wymiaru. A potem dotarł do fragmentu o śmierci. W jego głowie pojawiły się obrazy mugoli i czarodziejów, których ciała pokrył zabójczy pył opadający z kwiatów tej potwornej rośliny. Poparzone płuca... kwas... te słowa wydawały się brzmieć w jego głowie jak echo, przywołując obrazy męczarni, które ci ludzie musieli przeżyć.
Isaac odsunął wzrok od pergaminu, czując niepokój w głębi serca. Czy były to te same rośliny, i gdyby nie szybka reakcja gości, to spotkałby ich podobny los?
-Panie Shafiq?- Uniósł głowę, rozglądając się za Anthonym.

[roll=Z]


RE: [xx.xx1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Mirabella Plunkett - 20.11.2024

Oświeciło cię. Jezioro Nyos, nazywane także Jeziorem Lwi, to jezioro wulkaniczne, znajdujące się w Kamerunie. Doskonale wiedziałeś, w którym miejscu było położone: gdybyś miał mapę, mógłbyś bezbłędnie wskazać jego umieszczenie. To, co się zadziało nad jeziorem, nie zostało udostępnione mugolskiej społeczności: ich wspomnienia zostały wymazane i zmodyfikowane, a jezioro zamknięto, tłumacząc się uwalnianiem się szkodliwego gazu nad brzegiem jeziora.

Czarodzieje jednak wiedzieli, że to nie żaden szkodliwy gaz czy kwas spowodował tragedię. Wstrząs, który towarzyszył wyrastaniu rośliny, nie był naturalnym ruchem sejsmicznym. Gdy patrzyłeś na notatkę w manuskrypcie, przypominającą pokraczny raport, nie mogłeś pozbyć się swoich podejrzeń: byłeś pewny, że to była ta sama roślina. Gdy sięgnąłeś pamięcią do wspomnień, przypomniała ci się pewna bardzo stara księga, która dość pobieżnie traktowała opis tragedii, jednak znajdowała się tam kluczowa informacja.

Roślina wyrosła tuż nad brzegiem jeziora i faktycznie: rosła nienaturalnie szybko. Przypominała bardziej zwierzę, które atakowało wszystko, co znajdowało się w zasięgu jej pędów. Nie miałeś wątpliwości: to był ten sam dziwny gatunek rośliny. Pokonano ją tak, jak wy tego dokonaliście - najpierw ogniem, a potem wykopano korzenie i zebrano kwiaty, które następnie zniknęły w tajemniczych okolicznościach podczas transportu. Ze względu na liczne pęknięcia zarówno na brzegu, jak i najpewniej na dnie, jezioro przez lata pozostawało zamknięte i pod ścisłą opieką czarodziejów, a okoliczne wioski popadły w ruinę. Po upływie około 100 lat wszystko jednak wróciło do normy, mugole zaczęli wracać w tamte rejony, a jezioro Nyos zdawało się być bezpieczne. Temat porzucono i zapomniano o nim na ponad wiek, chociaż intuicja podpowiadała ci, że skoro to była roślina, to musiała mieć nasiona. Czy to możliwe, że ktoś przetransportował je do Anglii? Tego niestety nie wiedziałeś: wiedziałeś jednak, że obecnie Jezioro Nyos miało w swojej okolicy kilkadziesiąt osób i od tragedii w 1782 roku nikt nie zginął, a o dziwnym wydarzeniu zapomniano aż do teraz, gdy ty sam odkryłeś powiązanie pomiędzy tymi dwoma sprawami.

@Isaac Bagshot @Anthony Shafiq


RE: [xx.xx1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Anthony Shafiq - 21.11.2024

Anthony słuchał z uwagą tego co jego błyskotliwy stażysta miał do powiedzenia. A miał całkiem sporo w tej sprawie i nawet jeśli jego rola w tej historii ograniczyła się do przyniesienia atlasu i zweryfikowania nowej nazwy jeziora, to wciąż pozostawało podjęcie kolejnych kroków. Gdy już wysłuchał Isaaca, poczynił notatki z jego wypowiedzi, od razu dodając własne komentarze i ścieżki, kroki, które jako usłużni obywatele nie tylko Anglii ale i świata powinni poczynić - wstał.

– To jest niesamowite, że roślina niewidziana tyle lat nagle objawiła się i to w tak bardzo konkretnym momencie, gdy obok znajdowało się bardzo dużo ludzi. Sabotaż? – Nie chciał oczywiście rzucać czczych oskarżeń bez poparcia, teraz jednak trwali w "burzy mózgów", a jego podwładny stał się obecnie partnerem badawczym. Każda więc odpowiedź była w takim samym stopniu błędna jak prawidłowa. – Abbotowie kochają rośliny, a Mirabella w końcu wywodzi się z domu Greengrassów. W Dolinie znajdują się też ich szklarnie, może mieli sadzonkę, która w kontakcie z uwolnioną w Kniei Magią gwałtownie i niekontrolowanie się rozrosła? – To brzmiało całkiem wiarygodnie, szczególnie że to w jego urzędzie celnym znaleziono przerośniętą mandragorę, którą później badało Towarzystwo Herbologiczne.

Przystanął nagle i zamyślił się.

– To ziarno mogło tam trafić przypadkiem, mogło trafić na życiodajne magiczne soki wspierające rozwój drzew w Sadzie. Koniecznie musimy dać znać Niewymownym, Morpheus będzie tym na pewno bardzo zainteresowany. Sądzę też, że bezwzględnie musimy skontaktować się z Szkołą Magii Uagadou. Nawet jeśli nie oni bezpośrednio, to będą mieli informacje, kto zajmował się badaniem tej sprawy. Skoro mamy kwiaty, można wznowić proces. – Do głowy przychodziło mu kilka pragmatycznych powodów dla których byłoby to warte zrobienia, ale przede wszystkim był nieodrodnym dzieckiem domu kruka - pęd za wiedzą potrafił wysforować się w jego motywacji dość skutecznie, przesłaniając nawet materialne korzyści, czy etyczne zasady, które zwykł naginać, ale raczej nie lubił ich łamać, a przynajmniej nie w kontekście czarodziei.

– Co o tym myślisz Isaacu? Może udałoby się odzyskać kwiaty od pozostałych boahterów? Są bardzo cenne, jeśli oryginalne miejsce w którym się pojawiła roślina już nimi nie dysponuje. Powiedziałbym nawet... bezcenne. – przyłożył palce do ust, ale nie nadgryzł wypielęgnowanych dłoni. – Jeśli jest jedna, może być ich więcej. Napiszę do biura aurorów, gdzieś powinienem mieć nazwisko osoby prowadzącej sprawę. Procedura pozbywania się rośliny i konieczność natychmiastowego pacyfikowania opadu pyłku powinna być powszechnie znana wśród...wśród wszystkich funkcjonariuszy. – Wprawne oko, czy raczej ucho Isaaca wychwyciło tę nagłą zmianę w tonie, zaciśnięte gardło, jakby na moment Shafiq odkrył się i pokazał coś dla siebie szalenie ważnego, choć z jego słów nie wynikało bezpośrednio co lub kto to mógł być.

Wrażenie z resztą tak szybko jak się pojawiło, tak szybko zniknęło, gdy Anthony z wrodzoną sobie elegancją złożył zapisaną pospiesznymi skrobnięciami pióra kartkę i ukrył w swojej kieszeni.
– Bardzo jestem pod wrażeniem pańskiej wiedzy. Jeśli kiedykolwiek znów pan miałby wątpliwości, czemu zależało mi na pańskim powrocie do kraju, proszę przypomnieć sobie ten moment. – Jego uśmiech zdawał się łagodniejszy, życzliwszy niż zwykle, choć może po prostu mężczyzna był zmęczony. – Jeśli coś jeszcze przyszłoby panu do głowy w tej sprawie panie Bagshot, proszę pisać. Będę oczywiście dzielił się z panem efektami naszego małego śledztwa, jeśli Uganda odpowie, a na razie proszę wybaczyć, to był długi dzień. – Pożegnał się skinieniem głowy i wyszedł. To był udany wieczór, kto wie, może przekuje się na premie dla Isaaca. Po takich umysłowych gimnastykach zdecydowanie przyjemniej będzie się spało.

Postać opuszcza sesję



RE: [xx.xx1972] Biblioteka Parkinsonów - "Echo strachu", Anthony i Isaac - Isaac Bagshot - 21.11.2024

Isaac usiadł głębiej w krześle, a w jego głowie wciąż kotłowały się obrazy i opisy, które ledwo przed chwilą odczytał. A potem faktycznie go olśniło - jezioro Lwi. Spoglądając na Anthony’ego, zebrał myśli i zaczął mówić.
Przez kolejne minuty opowiadał o wszystkim, co udało mu się wyczytać z manuskryptu, oraz o tym, o czym sobie przypomniał. Spojrzenie pana Shafiqa zdradzało, że uznał te informacje za cenne. Isaac wiedział, że jego przełożony szybko obmyśli plan działania, bo taka była jego natura. Uśmiechnął się lekko na komplement, a kiedy został sam, wsłuchał się w ciszę panującą w bibliotece.
Kilka minut później wyszedł z budynku, by dać swojemu umysłowi chwilę wytchnienia. Zapalił papierosa, a dym uniósł się powoli w górę. Jego myśli krążyły wokół manuskryptu, jeziora i tej potężnej, nieujarzmionej magii, która wydawała się zarówno fascynująca, jak i przerażająca. Wziął kolejny oddech, pozwalając sobie na chwilę zapomnienia, zanim znowu ruszy w poszukiwaniu odpowiedzi na to, co przygotuje dla niego los.

Po krótkim spacerze wrócił do swojego domu. Zdjął płaszcz i buty, niedbale odkładając je w kącie, po czym położył się na kanapę w salonie. Wpatrzony w sufit, poczuł znużenie. Zamiast walczyć z tym uczuciem, postanowił pozwolić sobie na odpoczynek. Przez resztę dnia nie robił niczego ambitnego. Nie rozkładał kolejnych ksiąg, nie notował teorii ani nie planował następnych kroków. Pozwolił sobie na przerwę, której jego ciało i umysł wyraźnie potrzebowały. Gdy światło dnia powoli gasło za oknem, zasnął.

Koniec sesji