Secrets of London
4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: 4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie (/showthread.php?tid=4089)



4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Icarus Prewett - 22.10.2024

Generalnie rzecz ujmując, Convivium było bardzo udanym biznesem. Klientów kręciło się tu dość sporo, zyski trzymały się na niezłym poziomie, a nawet pracownicy chyba czuli się komfortowo ze swoją robotą. Nie odbywały się też tu jakieś poważne imprezy (poza planowanym wieczorkiem singli), nie było strasznych hałasów z wewnątrz baru ani burd. Miejsce powinno było budzić jedynie pozytywne uczucia, prawda? A jednak znalazł się człowiek, który wziął sobie Convivium na celownik i uznał, że zniszczy ten lokal.

O ile narzekanie jakiegoś dziadka było raczej nieszkodliwe, to skarga do Ministerstwa była... niewskazana. Icarus nie chciał, żeby uwaga instytucji państwowych była ściągana na bar Convivium. Dopatrzyliby się jeszcze dość kreatywnej księgowości i innych możliwych niedopatrzeń. Prewett wolał nie ryzykować, dlatego uznał, że lepiej było podejść starszego pana i przekonać go, że Convivium było biznesem nie tylko nieszkodliwym, ale również niezwykle pożytecznym społecznie.

Lokal był wysprzątany na błysk, Icarus wraz z Chrissy i Brutusem zarwali nockę, by wszystko wyglądało idealnie. Przygotowali też dla ich gościa, Horacego Prince'a, poczęstunek w postaci pysznego ciasta z cukierni i świeżo zaparzonej kawy. W torebce na boku znajdował się zaś prezent: butelka wina z porządnego rocznika, którą Icarus zabrał ze starego barku ojca.

Teraz chodził w tę i wewtę po barze i tłumaczył Chrissy i Brutusowi swój plan. Barmanka wyglądała na jeszcze bardziej mroczną niż zwykle, bo do nastroszonych czarnych włosów i ciemnego makijażu doszły wory pod oczami przez niewyspanie. Brutus zaś bardzo starał się wyglądać na gotowego do działania i entuzjastycznego. Nawet jeśli trochę przysypiał. Icarus wypił natomiast ze trzy filiżaneczki espresso i rozpierała go energia. Serce waliło mu tak, że obawiał się trochę, że zaraz będzie miał podobne problemy, co jego brat.

– To tak, pokażecie się, powiecie, jak wspaniale i grzecznie jest w Convivium i idziecie do domów odsypiać – podsumował Icarus.

Brutus skinął głową żywo.

– Nie zawiedziemy pana, panie Prewett – odpowiedział, sprawiając, że Chrissy spojrzała na niego jak na idiotę. Cóż, dziewczyna była tu dla kasy. Icarus rozumiał to, bo praca w barze nie była spełnieniem ambicji dla każdego.

Wtedy właśnie drzwi się otworzyły, a do baru wkroczył dumnym krokiem Horacy Prince.

– Panie Prince, to zaszczyt nareszcie pana poznać – Icarus wyszczerzył zęby w uśmiechu i natychmiast podszedł do swojego gościa. Podał mu rękę na powitanie. – Icarus Prewett – przedstawił się.


RE: 4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Bard Beedle - 24.10.2024

Horacy uważał się za miłośnika tradycji i porządku. W rzeczywistości raczej znany w okolicy był jako surowy i nieco gburowaty starszy czarodziej. Jak sądził, od dawna miał powody, aby krzywo patrzeć na Convivium. Lokal, który w ostatnich latach wyrósł na główne miejsce spotkań młodszych czarodziejów, wydawał się być nieustannym źródłem jego irytacji. W jego opinii było zbyt… wyuzdane, jak na standardy, które (jego zdaniem ponownie!) powinna zachować każda szanująca się czarodziejska społeczność.

Nie o wygląd jednak tylko chodziło. Prince z rosnącym niepokojem obserwował, jak do Convivium napływali czarodzieje i czarownice, a po kilku godzinach opuszczali lokal, chwiejąc się na nogach, bo nie panowali nad własnym ciałem. To nie tylko ognista whiskey, mawiał sąsiadom, spoglądając zza swoich ciężkich okularów. Tam musi być coś więcej, jakieś eliksiry albo nawet zaklęcia! Z czasem jego podejrzenia przybrały konkretną formę. Plotki, że w lokalu podaje się nie tylko Veritaserum, ale także inne niebezpieczne mikstury, które mogły zostać użyte do manipulacji i przestępstw, zaczęły rozchodzić się po okolicy. Czy ktoś w ogóle kontrolował, co tam się podaje?! A więc Horacy nie był człowiekiem, który poprzestałby na zwykłych oskarżeniach. Z typową dla siebie determinacją zaczął zbierać dowody; bacznie obserwował, kto odwiedzał lokal i jak się zachowywał, a każdą niepokojącą sytuację skrupulatnie zapamiętywał. Oni myślą, że nikt nie patrzy, mówił do siebie. Był przekonany o swojej roli strażnika porządku.

Dlatego kiedy tylko wszedł dumnym krokiem do środka, zignorował wyciągniętą rękę młodszego mężczyzny.
— Aha! Więc to pan musi być właścicielem! Mieszkam tutaj od lat — zaczął z gniewnym wyrazem twarzy. — Powiem ci tak, młodzieńcze, obserwuję to co dzieje się w tej… Placówce i muszę powiedzieć… Nasza dzielnica nie zasługuje na taki upadek moralny. W mojej młodości, kiedy magia była szanowana, a wartości moralne trzymane w ryzach, takie miejsca jak to nie miały racji bytu! Niestety, dzisiaj ludzie wydają się ślepi na niebezpieczeństwo, które czai się za ich drzwiami!


RE: 4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Icarus Prewett - 26.10.2024

Pan Prince miał dokładnie takie nastawienie, jakiego Icarus by się po nim spodziewał. Był wściekły, nakręcony na to, by zniszczyć Convivium. I to wszystko w imię "tradycyjnych wartości". A czymże one były, jeśli nie jedną wielką mrzonką? Przecież cała historia polegała na tym, że ludzie o różnych nastawieniach do świata prowadzili między sobą spory. Raz jedni byli silniejsi, raz inni, ale na pewno nie można było mówić, że tradycja była jakimś monolitem. Oj, w takich momentach miał ochotę rozgadać się o zwyczajach Rzymian. Jak to oni pili wino i ćpali opium. Jakie eliksiry były na porządku dziennym w średniowieczu, jak prowadzili się wielcy mężowie nowożytności.

Jednak przytakiwał żywo Prince'owi. Jakby doskonale rozumiał i zgadzał się z jego poglądami.

– Panie Prince, zapewniam pana, że nie ma osoby bardziej zatroskanej o moralność na naszej ulicy niż ja. Rzeczywiście w dzisiejszych czasach jest to sprawa szczególnej wagi. Słyszałem o procederach w innych lokalach, które zapewne tak pana niepokoją, jednak chciałbym zapewnić, że w Convivium nasza załoga troszczy się o to, by nie dochodziło tu do dzikich ekscesów.

To była jedynie częściowa prawda, taka była najlepsza jako materiał na dobre kłamstwo. Brutus kiwał głową, by jeszcze bardziej wzmocnić słowa Icarusa, a Chrissy po prostu robiła dobrą minę do złej gry.

– Ale najpierw, proszę usiąść. Pozwoliliśmy sobie przygotować dla pana mały poczęstunek – Icarus wskazał na herbatę, kawę i ciastka rozłożone na jednym ze stolików. – Chciałbym też, żeby poznał pan naszą załogę, można by rzec, że jest to nadzieja dzisiejszej młodzieży. To są Brutus i Christine. Zapewniam pana, że nie spotka pan bardziej pracowitych i uczciwych młodych ludzi.

Brutus wyglądał na lekko przerażonego tymi słowami (przecież jeszcze kilka dni temu próbował okraść Convivium), więc Chrissy odezwała się za niego.

– Dzień dobry, panie Prince – rzekła zaskakująco grzecznym tonem. Złota kobieta, naprawdę.


RE: 4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Bard Beedle - 28.10.2024

Horacy spojrzał na Icarusa Prewetta. Przyjrzał mu się dokładnie, od stóp do głowy zmierzył, co taki młodzik-elegancik właściwie wygaduje, skoro to on swoje znał. Starszy dziadek skrzyżował ręce na piersi, a jego usta wykrzywiły się w grymasie. Oczywiście, zaszczycił swoim spojrzeniem jednak kawę oraz ciasto. Chętnie by coś wszamał, ale musiał się powstrzymać! To na pewno był tylko kolejny tani chwyt na jego nieugiętą czujność!

— Ależ dzień dobry, młoda damo. I ty, młodzieńcze — odparł, no bo jednak jakieś starszy pan maniery mial. — Nadzieja dzisiejszej młodzieży? — powtórzył. — Słodko to brzmi, naprawdę. Ale jak ten młodzieżowy entuzjazm potrafi zamydlić oczy. Bo widzisz, o tę „nadzieję” dzisiejszej młodzieży właśnie się martwię — spojrzenie rzucone młodszemu chłopcu było jak sztylet, jakby Prince był w stanie dostrzec wszystkie jego przewinienia. — Cieszę się, że mamy tutaj przykład „pracowitości” i „uczciwości”. Naprawdę jestem pod wrażeniem. I mówi pan, panie Pruwett — oczywiście, że dziadek pomylił się z nazwiskiem. Zwrócił się ponownie do właściciela lokalu. — Że „załoga troszczy się, by nie dochodziło do dzikich ekscesów”? Jakież to cnotliwe i godne pochwały. Szkoda tylko, że mam… Hmmm, delikatnie mówiąc… Inne wrażenia.

Nachylił się nieco bardziej, a jego twarz przybrała surowa wyraz.

— Jeśli to wy jesteście jej przykładem, to powiem wprost: przyszłość naszego społeczeństwa rysuje się w ponurych barwach — Horacy odchrząknął i… Pozwolił sobie, aby usiąść na jednym z dostępnych krzeseł. Posłał spojrzenie ponownie w kierunku naczynia z kawą i ciasta na talerzyku. Podejrzewał, że są zatrute. I tak, był doskonałym przykładem zwolennika zatrutej angielskiej tradycji, ale… Może starszy dziadek po prostu nie miał nikogo, z kim mógłby takie ciasto zjeść?


RE: 4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Icarus Prewett - 31.10.2024

Icarus nie spodziewał się, że Prince od razu uwierzy w cały kit, który mu wciskał. Nie, trzeba było się postarać, pokazać, że zależało mu na dobru i spokoju tego starszego pana. Nie było to oczywiście łatwe. Wymagało diagnozy tego, czego właściwie ten człowiek chciał.

– A dlaczego tak pan myśli? – zapytał Icarus, a w jego głosie wybrzmiał lekki smutek. Oczywiście doskonale wykalkulowany, a jakże inaczej...– Brutus ma dopiero osiemnaście lat, pracuje na utrzymanie rodziny, Christine chce dostać się na praktyki, a ja stworzyłem to miejsce, by dzielić się z innymi moją pasją. Wie pan, że poza sprzedażą alkoholu i przekąsek oferujemy tutaj, można by rzec, podróż w czasie? Starałem się odwzorować tutaj jak najwierniej klimat antycznego Rzymu. Lubi pan historię? Och, co to za pytanie, przecież na pierwszy rzut oka widać, że jest pan wyjątkowo oczytany.

Był w swoim żywiole. To była gra psychologiczna, a wiadomo było powszechnie, że Prewettowie byli świetni we wszelakich grach. No może poza Quidditchem – przynajmniej w wydaniu Icarusa. Jednak Brutus i Chrissy nie wydawali się równie pewni siebie. Wprost przeciwnie, chyba bardzo chcieli wrócić do domów.

– Sprzątaliśmy całą noc specjalnie na pańską wizytę, panie Prince. Czy pozwoliłby pan, żebym zrobił to, co każdy przyzwoity człowiek i zwolnił moich pracowników do domu? – spytał tym razem ze szczerością. Nie chciał już dłużej przetrzymywać tu Chrissy i Brutusa. Starał się być raczej dobrym szefem i z pewnością tą dwójka nie była dla niego „ludzkim zasobem”, lecz pomocą, którą bardzo sobie cenił.


RE: 4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Bard Beedle - 04.11.2024

Horacy uniósł siwą brew na słowa młodzieńca i spojrzał na niego z nieukrywaną podejrzliwością. Ten Prewett… (cóż za wymowne nazwisko…) To odważny był! Zabębnił palcami po stole. Ale pan Prince nie był taki łatwowierny, więc oczywiście Icarus Prewett musiał jeszcze trochę argumentami posypać.
— Dlaczego tak myślę? – zaczął z nutką złośliwej satysfakcji. — Panie Prewett, pozwoli pan, że powiem panu to bezpośrednio. Nie dam się nabrać na te pana piękne opowieści o „podróżach w czasie” i „antycznym Rzymie”. Widziałem wystarczająco wiele, żeby wiedzieć jak ta „podróż” ta kończy się dla tych, którzy opuszczają pana …Przybytek! — Pan Prince zerknął na Brutusa i Christine. A potem skrzyżował ramiona i ponownie skupił się na Icarusie. — Widzi pan… Ci młodzi ludzie mogą i być może są godni podziwu, nie przeczę. Ale pan? – nachylił się nieznacznie nad ciastem. — Pan jest przebiegły jak lis. Od zawsze wiedziałem, że tacy jak pan potrafią wmówić ludziom niemal wszystko, ubrać nawet największą hipokryzję w pozory uprzejmości i elegancji. Ale to nie na mnie robi pan wrażenie, młodzieńcze. A już z pewnością nie na Ministerstwie, kiedy tylko odpowiednie dokumenty trafią do ich rąk.
Skrzywił się nieznacznie na krześle.
— Ach, oczywiście, rozumiem, że to przestępstwo kazać dzieciakom pracować tak długo — odparł. — Więc panie Prewett, zwolnij pan tych młodych do domu. Ja również nie zamierzam tu dłużej przesiadywać i słuchać kolejnych baśni o rzymskich ekscesach, które z „tradycją” mają tyle wspólnego, co troll z etykietą.
O nie! Zamierzał wyjść!


RE: 4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Icarus Prewett - 06.11.2024

Nie chciał się kłócić o to, czym była i na czym właściwie osadzała się europejska tradycja świata czarodziejów. Był to temat, na który miał wiedzę wręcz akademicką, a stosowanie jej w praktyce mogło często zrażać ludzi. Nie chciał przecież sprawiać wrażenia, że był przemądrzały, że chciał się jakoś popisać. Tą strategią nic by nie osiągnął. Z drugiej strony, nie doceniał Horacego Prince'a.

Dużym atutem było to, że starszy pan zapałał sympatią do jego pracowników. Nie musiał lubić samego Icarusa, o nie. Ten człowiek wolał ludzi, którzy ciężko pracowali, a nie byli oportunistami. A może... trzeba było podejść do tego człowieka bardziej personalnie? Kim właściwie był Horacy Prince? Starszym panem, który mieszkał nad Convivium. Nie był tu z żoną, co mogło oznaczać, że był osobą samotną. Może w gruncie rzeczy szukał sobie zajęcia na emeryturze? Tacy ludzie niestety byli zapomnieni przez świat, nie mieli dostatecznie dużo wsparcia czy nawet towarzystwa.

Icarus zwolnił krótkimi słowami Brutusa i Chrissy do domów. I tak bardzo mu pomogli. Wykorzystał już w tej grze kartę, którą stanowili. Zresztą bardzo dobrą.

– Panie Prince, czy naprawdę pan ma o mnie takie niskie zdanie? Nie zna mnie pan przecież, nie wie pan, jakim jestem człowiekiem – rzekł, patrząc przenikliwie na mężczyznę. – Choć rzeczywiście istnieje jakiś problem w naszej kamienicy. Nie ma między nami dostatecznego porozumienia, nie tworzymy społeczności. Gdyby taka istniała, wiedziałby pan dokładnie o tym, co tu się robi i nie wynikałyby z tego takie nieporozumienia. Czy nie uważa pan, że musimy ustalać rzeczy tyczące się naszego najbliższego sąsiedztwa wspólnie? Uniknęlibyśmy wtedy plotek, bylibyśmy w stanie rozmawiać ze sobą tak uprzejmie i otwarcie jak my dzisiaj.

Icarus znalazł alternatywne zajęcie dla Horacego Prince'a i był niezwykle zadowolony z tego pomysłu. Sąsiedzka rada była swego rodzaju demokratyczną instytucją, a te miały do siebie to, że podejmowaly decyzje o wiele mniej gwałtownym trybem niż Horacy Prince. W dodatku mogło to zapewnić to, czego starszy pan potrzebował – więzi i projektu do zrealizowania.


RE: 4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Bard Beedle - 07.11.2024

Tak, tak było. Istniało parę gorzkich prawd o życiu Horacego, z którymi musiał się mierzyć. Co więcej być może wiedział, że nie wszyscy traktują go poważnie, że niektórzy śmieją się za jego plecami. Ale to był jedyny znany mu sposób, aby jednak być potrzebnym na świecie, który dawno o starszym dziadku zapomniał.

Pan Horacy odprowadzał wzrokiem dwójkę młodych, aż do momentu kiedy ich sylwetki zniknęły w wejściu. Brutus i Christinie, pomyślał, przypominają mi moje własne wnuczki. Tylko na ułamek sekundy coś ścisnęło go od środka. Wydawali się być pracowici, uprzejmi… I po prostu młodzi. Sprzątali całą noc dla niego to lokum? Nawet jeśli nie chciał tego przyznać, zawszy darzył młodych ludzi sympatią (którą oczywiście starannie starał się ukrywać za maską zrzędliwości). Wyciągnął zza pazuchy materiałową chusteczkę i powoli zaczął przecierać swoje okulary; bardziej by zająć czymś ręce niż z rzeczywistej potrzeby, bo jakoś nagle zaczął się dziwnie czuć. A może jednak Icarus dostrzegł coś, co Horacy tak skrzętnie ukrywał? Bo prawda była taka, że w jego życiu rzeczywiście niewiele już się działo. Miał dawne znajomości, kilku kolegów, których widywał czasem na spacerze lub w sklepie z różdżkami, ale to były przelotne spotkania. Nikt nie zatrzymywał się na dłużej, nikt nie przysiadywał na herbatę. Ukochana żona odeszła lata temu, a dzieci pozakładały własne rodziny. Nie mógł winić nikogo, że na starość wszystkich, których znał odeszli czy też rozproszyli się gdzieś po świecie, bo po prostu zajęci byli własnymi sprawami.
— Panie Prewett, może uważacie, że to co robię jest tylko narzekaniem starego dziwaka, ale kiedy młodsze pokolenie nie przejmuje się już wartościami, to ktoś inny musi, rozumie pan? — odparł, a potem zamilkł na moment. Nawet wydawał się nieco zmieszany, że w ogóle dał się tak unieść. Ale czy to oznaczało, że miał przestać trzymać się wartości, w które tak wierzył? Skoro sam nikt nie stał po jego stronie, to tym bardziej musiał być czujny, tym bardziej walczyć o swoje zasady!

Starszy pan zmrużył oczy, ważył słowa Icarusa Prewetta w swojej mądrej i doświadczonej głowie. Wspólnie. Jego początkowa wściekłość opadła. Ten młodzik-elegancik mówił poważnie, a w dodatku wytrwale trzymał się swojego stanowiska i naprawdę starał się zrozumieć jego perspektywę.
— No dobrze, dobrze… – westchnął, kręcąc głową, żeby utrzymać swoją hardość. — Może rzeczywiście się trochę pospieszyłem z osądami — Icarus musiał docenić i to. Sąsiedztwo wymagało współpracy, aby nie stało się tylko stadem obcych sobie ludzi, którzy przez przypadek zamieszkali w tym samym miejscu. — A więc… Sąsiedzka rada? — zastanowił się. Oparł się wreszcie o oparcie krzesła, po raz pierwszy od dłuższego czasu bez napięcia w ciele. — Nie jest to najgorszy pomysł. Tylko niech to będzie coś, co naprawdę pomoże rozwiązać nasze problemy. Jak pan to widzi? — i chociaż jego serce nie było już tak stwardniałe jak wcześniej, zanim tu przyszedł, to Horacy nie zamierzał jeszcze całkowicie zrezygnować ze swoich zasad. O to, to nie. Nigdy w życiu. Co nie zmieniało faktu, że pomysł przedstawiony przez właściciela baru był czymś, co mógłby zaakceptować. — Cóż, widzę, że Pruweci nie tacy straszni, jak go malują. Może i w tej radzie znajdę dla siebie jakieś miejsce. Ale niech nie zapomni, że mam oczy dookoła głowy — staruszek posłał mu mały uśmiech.


RE: 4.08.1972 - Kryzys w małym przedsiębiorstwie - Icarus Prewett - 08.11.2024

Trafił w sedno problemu i nie miał pojęcia, czy kierowała nim empatia czy zwyczajne wyrachowanie. Miał cichą nadzieję, że jednak to pierwsze pozwoliło mu w ten sposób ogarnąć sprawę z Prince'em. Oczywiście czekało jeszcze Icarusa trochę pracy. Musiał nie tylko załatwić sobie odpowiednią pozycję w radzie sądziedzkiej, ale i zadbać, by takie plotki nigdy nie powróciły. Klienci lubili czasem poćpać sobie coś innego niż zwyczajne eliksiry i to musiało zostać ukrócone. Niektórzy nawet, o zgrozo, wnosili narkotyki mugolskie, których na ulicach niemagicznego Londynu było niestety pełno. Czy alkohol ich niedostatecznie truł? Czy potrzebowali czegoś jeszcze mocniejszego?

– Cieszę się w takim razie, że się udało nam porozumieć, panie Prince. I niech pan pamięta, że jest pan tu zawsze mile widziany – Icarus uśmiechnął się ciepło do starszego pana. – A żeby uczcić nasze porozumienie, chciałbym panu podarować mały prezent od firmy.

Podał stojącą dotychczas obok wąską torebkę prezentową z butelką wina w środku. Był to doskonały rocznik, całkiem cenny, jeśli by chcieć go sprzedać. Icarus sam zwinął tę butelkę z barku w swoim domu.

To też przypieczętowało porozumienie. Zadanie okazało się być ostatecznie łatwiejsze niż Icarus myślał, chociaż wymagało od niego jakiejś tam przenikliwości. Cóż, teraz mógł cieszyć się względnym spokojem, przynajmniej w najbliższym czasie. Horacy był również zadowolony z tego rozwiązania, może dlatego, że nie blokowało go ono do dalszych dyskusji dotyczących Convivium. Przenosiło ją to tylko na grunt pozaministerialny. Icarusowi zależało, żeby jednak urzędnicy nie wtrącali się za bardzo w sprawy baru.

Ostatecznie więc wszystko się dobrze skończyło. Wystarczyło jedynie stworzyć maleńki samorządzik i zaostrzyć politykę baru, co do substancji odurzających. Wtedy wszystko miało się ułożyć. Nawet jeśli Horacy Prince miał nigdy do końca nie polubić Icarusa, ważne było jedynie, żeby go najzwyczajniej szanował. A jakim Prewettem byłby Icarus, gdyby go nie poważano na dzielnicy? Żadnym! Dlatego była to też sprawa honorowa.

Po załatwieniu tej sprawy, Icarus sam udał się do domu, by odespać choć odrobinę tą szaleńczą noc sprzątania, które w gruncie rzeczy nie było aż tak potrzebne. Myślał też o tym, jak wynagrodzi Chrissy i Brutusa. Horacy Prince miał, co do nich rację. Byli to wspaniali młodzi ludzie!

Koniec sesji