Secrets of London
[20.08.1972] Odbiory w godzinach otwarcia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: [20.08.1972] Odbiory w godzinach otwarcia (/showthread.php?tid=4105)



[20.08.1972] Odbiory w godzinach otwarcia - Ambrosia McKinnon - 27.10.2024

Fanguard od zawsze był problemem. No dobrze, może nie od zawsze, ale w tym konkretnym momencie równie dobrze mogła mu przypisać całą listę występków których nie popełnił, ale miał to nieszczęście znajdować się w ich pobliżu. Albo mu zwyczajnie z oczu źle patrzyło, kiedy rozbieganym spojrzeniem rozglądał się dookoła, wychodząc przed drzwi swojego mieszkania. Jak on ją denerwował; rano, w dzień i w nocy, a już w szczególności kiedy kolejny speszony kurier zaglądał do Ataraxii i brał ją na piękne oczy, błagając prawie żeby tę paczkę przechowała. A ona się łamała, raz za razem, niepomna na głos własnego rozsądku, ustawiając kartony jeden na drugim, przez co utworzyła się jej koło schodów ciekawa wieża. Cóż, jakkolwiek jej to nie denerwowało to przynajmniej Flądra miała używanie, traktując tę tymczasową konstrukcję jako drzewko dla kota i okazjonalnie drapak. Teraz niektóre z kartonów były może nieco obdarte, ale była to mała cena za fakt, że przechowywała to wszystko bezpłatnie. Ale to akurat do czasu, a przynajmniej taką miała nadzieję.

Ale w końcu zaczęło ją nieco zastanawiać i kusić o co w ogóle chodziło z tą lawiną paczek. Co takiego niby Fanguard zamawiał w okropnych ilościach i czemu niby dbał o to tak mało, że nie widział problemu z zostawianiem tych paczek na pastwę losu przypadkowej kobiecie z sąsiedztwa. I typ miał szczęście, że zadzwonił dzwonkiem akurat w takim a nie innym momencie, bo Ambrosia właśnie stała z nożem kuchennym nad kartonową wieżą i robiła wyliczankę, którą to z paczek otworzyć jako pierwszą.

Ruszyła do drzwi wejściowych, gotowa rozprawić się ze spóźnialskim właścicielem przesyłek i nie, nie odłożyła noża.
- Pan Fanguard! - rzuciła zachwyconym tonem, wskazując na niego dłonią (z nożem) jakby się go już nigdy nie spodziewała zobaczyć na oczy. - Coś mi karty podpowiadały, że dzisiejszego dnia znajdzie się zagubione i proszę, oto pan. Już miałam na brygadę dzwonić, bo tak długo pana nie było, a paczki chodzą i przychodzą i nie chcą odejść. Bo widzi pan, one nie mają nóżek żeby samoistnie do pana mieszkania wrócić... - uśmiechnęła się do niego promiennie.

@Eutierria