Secrets of London
[czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren (/showthread.php?tid=4120)

Strony: 1 2


[czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Charlotte Kelly - 29.10.2024

Prefekci odprowadzili ich do Pokoi Wspólnych, a nauczyciele przeczesywali zamek, szukając tego, który zabił Martę Warren – albo czegoś, co ją zabiło. Wszyscy uczniowie otrzymali zakaz opuszczania dormitoriów, i chociaż Charlotte bardzo to irytowało, nie była w stanie go obejść. Gdy jednak kolejnego dnia prowadzono ich pomiędzy klasami – doprawdy, mogliby przynajmniej odwołać zajęcia, skoro doszło do morderstwa, a poza tym było już po egzaminach, kogo obchodziły lekcje? – wystarczył moment nieuwagi nauczyciela, aby Puchonka znikła w bocznym korytarzu.
Zwykle Charlie starała się wypadać w oczach profesorów jak najlepiej. Był jednak koniec roku, i tak do września o tym zapomną, jeśli w ogóle zauważą jej zniknięcie, zresztą chwilowo nie było wiadomo, czy we wrześniu Hogwart w ogóle będzie funkcjonował (i niemożebnie ją myśl o jego zamknięciu denerwowała). A poza tym zawsze mogła wybuchnąć płaczem i powiedzieć, że w bocznym korytarzu zobaczyła Martę, i to tak nią wstrząsnęło, że nie nadążyła za grupą, przecież mogła być w szoku po Śmierci Drogiej Koleżanki Marty. (Charlotte jej nie lubiła. Nie tym po prostu b r a k i e m sympatii, której nie miała wobec większości ludzi. Pogardzała Warrenówną – nawet nie ze względu na jej krew, chociaż widząc jej wyczyny na lekcjach Charlotte uśmiechała się pod nosem z myślą, że chyba jednak raz w życiu mama miała rację i mugolaki nie nadają się do czarowania, nawet jeśli ten okropny Gryfon Ned Kelly radził sobie z nim dobrze. Pogardzała nią za jej płaczliwość i nieumiejętność walki o swoje.)
Śmierć Marty Warren nie zaszokowała Charlotte. Żyli w świecie, w którym trwała wojna i nawet w bezpiecznych murach Hogwartu w artykułach widywało się nagłówki o tysiącach śmierci i morzu cierpienia. O walkach mugoli, ale też przede wszystkim buncie Grindewalda. Wywołała za to w czternastolatce pewną konsternację, irytację, a także odrobinę wyrzutów sumienia, do których nie chciała przyznać się sama przed sobą.
Skręciła w korytarz, ku miejscu, w którym się umówili, za pomocą ukradkiem posłanych w Wielkiej Sali wiadomości. Nie wątpiła, że Jonathan się pojawi – on uciekłby choćby oknem z Wieży Gryffindoru, żeby pokazać, że potrafi – ale była ciekawa, czy na miejsce zdoła się dostać jej kuzyn.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/c8/28/67/c82867d4e5f3ccaf680014c01f3ffb8d.jpg[/inny avek]


RE: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Jonathan Selwyn - 29.10.2024

W sumie to Jonathan czasem fantazjował o jakimś morderstwie w Hogwarcie. Z tym, że w tych fantazjach, prowadzonych najczęściej podczas tych nudniejszych lekcji, cała akcja działa się w bardziej gotyckim miesiącu pełnym mroku, to znaczy listopadzie, to on znajdywał ciało, bohatersko, i własnoręcznie, łapał mordercę, a potem wygłaszał przemówienie na pogrzebie ofiary, o którym jeszcze lata później pisały gazety, jak i książki do historii. No i w jego fantazjach ofiarą nigdy nie był ktoś kogo bezpośrednio znał. A Martę Warren przecież znał i może nie jakoś bardzo lubił, bo była jednak nieco płaczliwą Krukonką, ale zdarzało mu się do niej uśmiechnąć, czy nawet skłamać uprzejmie, że miała ładne okulary.
Czasem też oczywiście fantazjował sobie, że to on zostaje zamordowany, cała szkoła pogrąża się w żałobie, na każdym korytarzu wiszą upamiętniające go portrety, w pokoju wspólnym Gryffindoru, stawiają jego popiersie, a przyjaciele wygłaszają piękną przemowa na jego pogrzebie, o której jeszcze lata później będą pisały gazety, jak i książki do historii. Zazwyczaj jedną z osób, które miały wygłaszać tę mowę była Charlotte Crouch, na którą czekali teraz w umówionym miejscu z Anthonym Shafiqiem.
Wyjątkowo nie uśmiechał się tak szeroko, jak zwykle. To było dziwne. Ktoś został zabity. Ktoś naprawdę został zabity w szkole i to jeszcze koleżanka, z którą mieli lekcje.
Wszystko w porządku z Morpheusem? – spytał Anthony'ego. Lubił Shafiqa, nawet jeśli czasem przypominał mu tego ponurego chłopca z wiktoriańskich powieści obyczajowych, który siedział jedynie w kącie swojego ciemnego pokoju, a gdy już wychodził na słońce, skrywał się za ciemnym parasolem w postaci drugiego Krukona. Selwyn zmarszczył brwi i podszedł do niego. Jeszcze nie skończył rosnąć, a już był wyższy od większości swoich kolegów z roku i cała rodzina twierdziła, że najwyraźniej musiał wdać się w tego jednego wujka, który mierzył niemal dwa metry. – Masz jakiś paproch w włosach – oznajmił i bezceremonialnie ściągnął pyłek z kosmyków Shafiqa, a potem odsunął się nieco, słysząc że ktoś idzie w ich stronę.
Lottie.
Zastraszyłaś już aurorów, by powiedzieli ci co się stało, czy jeszcze potrzebujesz chwili? – rzucił zaskakująco wesoło w stronę przyjaciółki. Miał ochotę zażartować, czy to przypadkiem nie ona stała za tym morderstwem, ale... Ale jednak to nie byłoby śmieszne.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=63KEaKX.png[/inny avek]


RE: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Anthony Shafiq - 11.11.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/87/43/5d/87435db7dc8bbbb86c44ae01763719e0.jpg[/inny avek]
Wychudły, zbyt wysoki jak na swój wiek, teraz blady jak ściana, o wąsko zaciśniętych ustach. Jego szare oczy były jakby bardziej szare, lekko poczerwienione nieprzespaną nocą. Stał, skupiając swoje myśli i wolę na tym, by nie skubać nerwowo mankietów, by nie dreptać z miejsca na miejsce, z nogi na nogę, by nie okazywać słabości i zdenerwowania. Stał, jakby był słupem soli, jakby to on, a nie Martha był duchem, który musi oswoić się z nową rzeczywistością.

– Nie – odpowiedział Jonathanowi krótko i może nazbyt oschle, ale tyle energii schodziło na stanie spokojnie, że nie panował już nad głosem. Kryzys, wielki kryzys. Czyż nie śmiał się z panem prefektem Krukonów, jak w niebezpiecznym miejscu przychodzi im się uczyć? Para kujonów, którzy omyłkowo zostali przypisani do domu Roweny Ravenclaw zamiast zwyczajowych swoim rodziną antagonizujących ze sobą przestrzeni, dywagowała na różne tematy, przerzucając się snobistycznym punktowaniem zastanej rzeczywistości z pychą właściwą nastoletnim umysłom.

A potem Martha umarła i słowo ciałem się stało.

Morpheus cierpiał, a Anthony nie potrafił mu pomóc.

Byli śmiertelni. Mimo wszystko - byli śmiertelni. Dotknął tego za pośrednictwem doświadczeń Marthy, która przekroczyła przedwcześnie ten próg.

Obecność Jonathana była jednak na swój sposób kojąca, żałował, że nie może być dla Longbottoma tym, kim Selwyn był dla niego. Wąska linia w miejscu ust wygięła się w niepewny łuk, gdy rzucił na niego krótkim, przepraszającym spojrzeniem.

– On ją znalazł – dodał na granicy ciszy, gdy dotarła do nich jego kuzynka Charlotta. Nie sposób było opisać jak zazdrościł jej twardości charakteru. Była jak stal przecinająca każdą przeszkodę jednym wprawnym sztychem. I choć Jonathan w oczywisty sposób żartował, Anthony był przekonany, że gdyby Crouchówna miała dostęp do jakiegoś aurora, to realnie byłaby w stanie go zastraszyć. Zdawało mu się to oczywiste tak jak fakt, że noc następuje po dniu.



RE: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Charlotte Kelly - 11.11.2024

Jasne oczy Charlotte przesunęły się po Jonathanie i Anthony’m. Ten pierwszy trzymał się dobrze – ten drugi, najwyraźniej, źle. Crouchówna zastanawiała się, czy miał wyrzuty sumienia: Marta była w jego domu, na jego roku, a jednak nigdy nie wyciągnął do niej dłoni – bo i czemuż by miał? Do irytującej mugolaczki, w dodatku celu wszystkich wokół, wobec której przyjazny gest mógłby łatwo zrobić cel i z Shafiqa, i tak mającego tu i ówdzie opinię dziwaka (z którym jednak nie warto zadzierać, bo taki Jonathan mógł dać ci w gębę, a jego kuzynka z płaczem opowiedzieć nauczycielom, jak strasznie ją dręczysz, i przedstawić pięciu świadków, przysięgających, że mówi prawdę).
A może po prostu uświadomił sobie, że nie są nietykalni.
– Nie wpadłam na żadnego aurora – powiedziała, z odrobiną irytacji, skubiąc końcówkę jasnego warkocza, ustrojonego haftowaną kokardą. – I uważam, że to absolutny skandal. Nie jestem nawet pewna, czy Dippet w ogóle ściągnął tutaj aurorów i Brygadzistów. Czy nie uważacie, że to powinno być pierwsze, co robi rozsądny dyrektor, gdy w szkole dochodzi do dziwnych rzeczy? Pertyfikacja, zgon, a oni… a oni rozmawiają o zamknięciu szkoły zamiast o śledztwie. Podsłuchałam Dippetta, jak mówił o tym jednemu uczniowi. Nie – kom – pe – ten – cja.
Zirytowana była bardzo. Śmiercią Marty. Tym że było jej trochę głupio, że była dla niej ostatnio taka ostra. I przede wszystkim wizją zamknięcia szkoły. Część dzieci może przeżywała rozstanie z rodzicami, ale Charlotte i tak dorastała pod okiem niańki i domowego skrzata: bliżsi jej byli niż własna matka. Tutaj królowała, zwłaszcza w Pokoju Wspólnym Puchonów, z których większość była z natury dobroduszna, i łatwo ulegała jej gierkom. Miałaby wrócić do ponurego domostwa Crouchów?
– Wyobrażacie to sobie? Trudno o dobrego, prywatnego nauczyciela, zwłaszcza takich transmutacji i eliksirów. Nasze matki pójdą o nich na prawdziwą wojnę – westchnęła, a potem krytycznie popatrzyła na jednej ze stopni, uznała, że jest zbyt brudny, aby na nim siadać i ostatecznie podciągnęła się na najbliższą wnękę okienną. – Czyli plotki były prawdziwe – dodała, utkwiwszy spojrzenie w Anthonym, gdy wspomniał, że to Morpheus znalazł Martę. – Czy to że stała się duchem to też prawda?

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/c8/28/67/c82867d4e5f3ccaf680014c01f3ffb8d.jpg[/inny avek]


RE: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Jonathan Selwyn - 12.11.2024

Słysząc potwierdzenie plotek, które musiały już roznieść się chyba po całej szkole, a także oschłe stwierdzenie Shafiqa, ze z Morpheusem nie było wszystko w porządku, Jonathan nieco spochmurniał. Możliwe, że znajdowanie ciał w szkole było fascynujące jedynie w dramatach, a nie prawdziwym życiu.
A potem zrobilo mu się strasznie głupio, bo on fantazjował o morderstwie w Hogwarcie od jakiegoś czasu wiedziony jedynie poczuciem nudy, a tymczasem jego przyjaciel znalazł ciało, a Marta nie żyła. I chyba to to poczucie wstydu sprawiło, że nie zapytał się o potwierdzenie innych plotek na przykład takich, że Martę zabiło... No. Było naprawdę dużo teorii, a każda z nich mniej prawdziwa. Niektóre też oczywiście brały Morpheusa za sprawcę, co już w ogóle było głupie.
On naprawdę chce zamknąć szkołę? – spytał i chyba nie udało mu się ukryć pewnego zaniepokojenia w głosie. – Ale... Przecież to bez sensu. – Śmierć Marty śmiercią świata czarodziejów, takiego jaki znali. Było w tym coś poetyckiego. I bardzo tragicznego. Koniec Hogwartu oznaczał tak naprawdę koniec wielu przyjaźni. Koniec pewnej niezależności, którą dawał mu pobyt daleko od rodziny nawet jeśli ich kochał. – Równie dobrze moglibyśmy zostać zabici gdziekolwiek indziej, jeśli ktoś chciałby nas zabijać. – Wizja zamknięcia szkoły sprawiła, że do głowy Gryfona nagle zapukało bardzo dużo pytań natury społecznej, nad którymi nigdy wcześniej nie musiał się zastanawiać. Co z tymi, których nie było stać na dobrych korepetytorów? Co z mugolakami? Czy to wszystko nie sprawi, że sytuacja w magicznym społeczeństwie stanie się napięta? Teraz, gdy i tak mugolska wojna siała niepokój? I co? Mugolacy po prostu nie będą się uczyć? Czy to nie naraziłoby ich wszystkich na ujawnienie magii? No i... No i chociaż on takich problemów nie miał, to co z tymi wszystkimi uczniami, które nie chcieli być w domu z powodów poważniejszych, niż okazjonalnie irytujący rodzice? Lottie na pewnie nie chciałaby przebywać tak długo ze swoją matką, a Tony... W sumie to nie wiedział, ale obawiał się, że ten wiktoriański smutek był dziedziczny i Hogwart Tony'emu bardziej by służył. – Trzeba coś zrobić. Trzeba... – Powinni protestować? Sami wezwać aurorów? Rzucać się z wieży w formie protestu? O! Mogliby w sumie nakłonić kogoś, aby udał, że skacze z wieży, bo nie chce aby zamknęli Hogwart. To było dobre. I jeszcze... W oczach Jonathana pojawił się ten charakterystyczny błysk, sugerujący, że ma genialny plan i ich wszystkich zaraz uratuje. – Dobra, słuchajcie. Wiem, jak opanować sytuację. Zaraz to wszystko naprawię, a wy po prostu znajdzie kogoś kto prawie skoczy z wieży, w ramach zapasowego planu. – I z tymi słowami, poklepał ich oboje po ramieniu i ruszył przed siebie, bardzo zdecydowanym, choć ostrożnym, krokiem. Oczywiście w stronę miejsca zbrodni. Jeśli Marta była duchem na pewno mogła powiedzieć coś pomocnego. Jeśli nie byoa, to on na pewno znajdzie tam coś co przybliży ich do sprawcy, a wtedy on rozwiąże sprawę i uratuje wszystkich!

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=63KEaKX.png[/inny avek]


RE: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Anthony Shafiq - 20.11.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/87/43/5d/87435db7dc8bbbb86c44ae01763719e0.jpg[/inny avek]
Marta owszem była mugolakiem, ale była z nim w jednym domu i była z nim na roku. Nigdy nie powiedziałby, że darzy ją sympatią, podobnie jak nie darzył sympatią większości uczniów per se. Krukoni jednak trzymali się razem, uznając zgodnie swoją supremację intelektualną nad pozostałymi uczniami. Ten grupowy snobizm budował więzi odmienne niż w pozostałych domach i też były to więzi trudne dla innych do zrozumienia. Snobizm opierający się na traktowaniu kolegów krukonów nie tyle podmiotowo, co przedmiotowo, jako kluczowych istot, które stanowiły szansę dla rozwoju nauki i wiedzy, kolejnych metaforycznych neuronów społeczności, przekaźników, które miały wyznaczać dla wszystkich nowe szlaki i naprawiać stare. Śmierć Marty, była więc stratą i Anthony żałował jej bez względu na jej pochodzenie, przez wzgląd na śmierć trybika, który mógł z czasem dokonać ważnego odkrycia w wybranej przez siebie dziedzinie. Nie wiedział wiele o jej osobowości (któż nie był irytujący, niech pierwszy rzuci kamieniem), ale wiedział sporo o jej prywatnych zainteresowaniach, ulubionych przedmiotach (chociażby po to, by konsultować z nią swoje w tych dziedzinach przemyślenia). Wieża była azylem, a poza nią... Cóż, panna Warren w porę nie znalazła sobie grupy, nie dopuściła do siebie konieczności utrzymywania społecznych więzi dla własnego przetrwania.

Cokolwiek się z nią stało, teraz mieli jednak inny problem. Ważniejszy.

Anthony nie miałby nic przeciwko temu, żeby wrócić pod czarne skrzydła ciotek Parkinson i pozwolić się prowadzić specjalistycznie wyselekcjonowanym nauczycielom. Jego guwernerzy byli z najwyższej półki, nie wątpił że i teraz, mimo, że nie był ulubionym synem swoich rodziców, to ci dołożą wszelkich starań, żeby jego wiedza i korespondencyjne oceny były na jak najwyższym poziomie.

I pewnie gdyby nie Morpheus, odmawiający wstawania tak, jakby to on umarł w tej przeklętej łazience, gdyby nie Charlotte'a i Jonathan stojący obok niego, których nagle mógłby nie widzieć przez długie miesiące... Gdyby nie jego przyjaciele, to pewnie palcem by nie kiwnął, bo nienawidził tego zamku, kuchni, ograniczeń do księgozbiorów, indolencji niektórych pedagogów i czasu, który tracił bezpowrotnie, na wykłady z zakresu wiedzy, którą już posiadł i nie widział żadnej przydatności w tym, aby to powtarzać, czując się zbijany do poziomu mugolaków będących w jego klasie.

– Jonathan stój, to nic nie da. Brak zabezpieczeń na wieżach tym bardziej wzniesie wrzawę, że to nie jest bezpieczne miejsce dla uczniów. – Dwa kroki i chwyt ręki, by powstrzymać Selwyna przed działaniem. W tym samym czasie myślał intensywnie, skoro jego towarzysz preferował działanie nad tę aktywność. – Sądzę... że optymalnie byłoby przekonać rodziców, tych najbardziej prominentnych, wpływowych rodziców, że śmierć Marthy była wypadkiem, poślizgnięciem się na kałuży i rozbiciem sobie głowy, a rzecz jest niepotrzebnie rozdmuchiwana przez żądną plotek szkolną społeczność. Musimy stworzyć oddolnie odgórny nacisk na władzę i przekonać ich, że w szkole nic nie zagraża pozostałym uczniom. – zmrużył oczy – Jak nasze dojścia do Slytherinu? Może da się ichniejszego prefekta wprowadzić w plan. Przez wakacje będzie można ugrać bardzo wiele wspólnie wytworzoną w świadomości uczniów opowieścią, abyśmy we wrześniu mogli znów się tu spotkać.



RE: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Charlotte Kelly - 20.11.2024

Charlotte Crouch, mimo młodego wieku, zdawała sobie sprawę z tego, jak problematyczne będzie zamknięcie Hogwartu dla mugolaków i osób z biedniejszych rodzin.
Z typowym dla siebie egoizmem myślała jednak głównie o sobie. A ona nie chciała tracić kontaktu z rówieśnikami, nie chciała wracać pod opiekę guwernantki i nie chciała, aby uczyli ją jacyś idioci – bo nie podzielała optymizmu Anthony’ego. Oczywiście, że oboje mieli najlepszych nauczycieli, ale wtedy, gdy nie było o tych wielkiej konkurencji. A najlepsi z najlepszych… cóż, jeśli w ogóle chcieli uczyć, robili to tutaj. W Hogwarcie.
Dłoń Charlotte wystrzeliła w górę, złapała za kaptur szaty Jonathana i bezlitośnie pociągnęła w tył.
– Nigdzie nie idziesz, bo spuścimy cię z oka i zaraz wpadniesz w kłopoty – oświadczyła stanowczo. Nie wiedziała, co planował, ale była pewna, że coś bardzo głupiego. Gryfoni, jeśli w ogóle cokolwiek planowali, to coś głupiego.
Wbiła spojrzenie błękitnych oczu w Anthony’ego, w milczeniu wysłuchując jego przemowy. Wciąż nie puszczała kaptura Jonathana.
– To nie ma sensu – oceniła, bardzo spokojnie. – Śmierć Marty to finał, już wcześniej działy się dziwne rzeczy. Wątpię, by uznali to za wypadek, a nawet jeżeli, jeśli dojdzie do kolejnego… wypadku, znajdziemy się w tej samej sytuacji – stwierdziła, a potem zmarszczyła jasne brwi.
– Jeżeli mielibyśmy szczęście i winny by się przestraszył, wystarczyłoby kogoś w to wrobić – stwierdziła z zamyśleniem, czternastolatka o niewinnej, wciąż odrobinę krągłej buzi. Właściwie rozwiązanie czyli szukanie prawdziwego winnego nawet nie przyszło jej do głowy. Nauczyciele powinni zastosować to właściwe rozwiązanie i coś im nie szło, więc po co miałaby zawracać sobie głowę? – Ale jeżeli nie, to… dla mnie jest oczywiste, co powinno się zrobić. Nie szukać dojść do Ślizgonów, tylko ich wszystkich wywalić – oświadczyła beztrosko. – Jak się ich potrzyma miesiąc poza szkołą i nic nie będzie się działo, to potwierdzą, że to ktoś od nich. Przecież słyszeliście te plotki… Dziedzic Slytherina powrócił, by oczyścić szkołę… – powiedziała, ostatnie słowa wygłaszając pompatycznym tonem, naśladując jednego z uczniów Slytherinu ze starszego rocznika, co szło jej całkiem udatnie, aż do tego momentu, w którym przewróciła oczami, psując cały efekt. – Lepiej pozbyć się jednej czwartej uczniów niż wszystkich – dodała, trochę obronnym tonem, na wypadek, gdyby chcieli protestować. – Mogą te parę lat tych uczniów uczyć gdzieś indziej. Bez szlam. Będą szczęśliwi. Może nawet te starsze rody przyklasną pomysłowi takiej selekcji. No… pierwszaki i drugoklasiści mogliby zostać, jedenastolatki to ciągle uczą się lumos.
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/c8/28/67/c82867d4e5f3ccaf680014c01f3ffb8d.jpg[/inny avek]


RE: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Jonathan Selwyn - 21.11.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=63KEaKX.png[/inny avek]

Najwyraźniej nie dane mu było działać, bo oto Anthony złapał go za rękę, a Lottie za kaptur sprawnie powstrzymując go przed wdrążeniem jego planu w życie.
Zmarszczył brwi wyraźnie niezadowolony z tego zahamowania jego gryfońskiej brawury.
Na Merlina, Tony, Lottie, wy macie czternaście lat, aż chciało im się powiedzieć, słuchając tych ich zawiłych intryg politycznych, które wciąż nie przybliżały ich do tak istotnej sprawy, jak sprawiedliwości dla Marty i rozwiązanie zagadki jej śmierci. Nie wspominając już o tym, że oni tylko tutaj będą dyskutowali, kiedy on przynajmniej chciał działać.
Przecież nie planuję iść teraz na wieżę, ani pakować sie w kłopoty – obruszył się. – Chciałem iść na domniemane miejsce zbrodni. Wieża miała być planem zapasowym i... Lottie, proszę puść mój kaptur, zaraz go rozciągniesz, a został skrojony tak, by założony podkreślał kształt mojej głowy.
Przysłuchiwał im się przez chwilę, a potem pokręcił głową.
Tony, podoba mi się ten plan, ale to jest strategia długofalowa, a my musimy działać też teraz, zanim wdrążymy ją w życie. I nie możemy tak po prostu powiedzieć, że to wypadek i dać sprawcy uciec. Lottie, podziwiam kontrowersyjne pomysły, ale to też nie ma sensu. Zantagonizowaliby w ten sposób jedynie dużą część czystokrwistych i niektóre rodziny półkrwi. Wyobrażasz sobie reakcję rodziców na wieść o tym, że muszą uczyć swoje dzieci w domu bo to potencjalni mali psychopaci? To jedynie zaostrzyłoby sytuację. No i w Slytherinie są też normalne osoby, a to by mogło dać im sygnał, że traktujemy ich jedynie jako wariatów i morderców i ktoś, kto jeszcze nic nie zrobił, to mógłby cóż naprawdę zrobić. – Nie wspominając już o tym, że oni oboje na razie pomijali najbardziej kluczowy element tego wszystkiego. – Zresztą cokolwiek byśmy teraz nie zaplanowali zrobić, nie ważne jaką dyplomacją byśmy się nie popisali, nasze starania mogłyby utonąć w tych wszystkich plotkach o śmierci... No, Marty. A też każdy mógł to zrobić. Niekoniecznie Ślizgon. Może nieudany Gryfon, może Puchon, może Krukon? Może nauczyciel? Może ktoś nie chciał jej zabić, a miał być to jedynie głupi żart, ale coś nie wyszło? Może źle rzuciła zaklęcie? Nie wiemy. Dlatego powinniśmy najpierw się przynajmniej dowiedzieć czegoś więcej, zwłaszcza że istnieje możliwość, że ona sama nam to powie, więc najpierw załatwmy to, dowiedzmy się co się stało, a potem korzystając z tych informacji róbmy coś dalej, bo jeśli na przykład zaczniemy mówić, że to był wypadek, a potem pojawi się Marta i powie, że nie to będzie kolejny problem – Ostatnie słowa wypowiedział nieco zbyt głośno, ale widać było, że Jonathan był teraz cały w emocjach z zaczerwienionymi z przejęcia tym wszystkim policzkami, wymachując ręką, za którą nie przytrzymywał go Anthony. – Poza tym przepraszam bardzo, ale zginęła osoba, która chodziła z nami na zajęcia, więc nie to, że coś, ale spróbujmy chociaż najpierw rozwiązać tę sprawę, zanim zaczniemy ją tuszować, bo jakby mnie zamordowano to chciałbym, aby ktoś coś z tym zrobił!


RE: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Anthony Shafiq - 22.11.2024

– Przypadki chodzą po ludziach, ostatecznie przecież nie wiemy co ją zabiło. Nie wiemy nawet czy to rzeczywiście morderstwo, a nie - dajmy na to - samobójstwo. Mogła tam leżeć martwa, a jakiś idiota wypisał na ścianie hasło, żeby nie musieć chodzić do szkoły. Z resztą o jakim finale mówimy? Oczyszczenie szkoły ze szlam, chyba nie powinno kończyć się na śmierci tylko jednej z nich? – Skrzyżował ręce na piersi obronnie, puszczając mimo uszu komentarze na temat ślizgonów. Nie żeby lubił swojego brata i jego bandę, nie żeby czuł się komfortowo w okolicy puszących się dupków spod znaku węża, ale zbyt dobrze pamiętał swoją własną rozmowę z tiarą przydziału. Wtedy nie chciał trafiać do Slytherinu głównie przez wzgląd na lokalizację - osoba, która panicznie bała się wody i utonięcia, byłaby szalenie nieefektywna mieszkając w domu, którego okna w całości pokrywa woda otaczającego zamek jeziora. Mizantropia Charlotte przerażała go, ale nie chciał brnąć w to dalej. Nikt nie chciał być obiektem ataku Crouchówny.

A potem Jonathan wygłosił przemowę, zupełnie tak, jakby stał na deskach rodzinnego teatru. Shafiq aż dziwił się trochę, że do tego dramatycznego monologu nie dodał nieco przesadnej gestykulacji, zabrakło kredki czerniącej wodną linię oka i poblasku na szacie. Coś dziwnego zadziało się z jego żołądkiem, który nagle przylepił się do kręgosłupa, coś dziwnego stało się z dłońmi, nagle tak zimnymi i wilgotnymi od potu. Zbył to jednak, składając objawy na karb stanu przyjaciela, który pozostał w krukońskiej wieży, składając to na karb jakże obfitego śniadania, na które wypił tylko herbatę.

– Dobrze, chodźmy tam. Przynajmniej będziemy mieli szansę potwierdzić plotkę czy jest duchem – Nie to, żeby uważał, że to dobry pomysł. Ot, trudno było mu odmówić Selwynowi i trochę się za to nienawidził. Takie śledztwo było bardzo nierozważne i mogło im zaszkodzić, mogło skończyć się wpisaniem do akt i kolejnym uroczym wyjcem od jego ojca. Ale łatwiej było mu przerzucić odpowiedzialność na młodszego kolegę, niż przyznać samemu przed sobą, że był ciekaw. – Ale potem będę musiał wrócić do wieży, jeśli chcielibyście przekazać coś Morpheusowi, to dajcie mi to teraz, jakbyśmy musieli się nagle rozdzielić. – zasugerował jeszcze. – Sądzicie że położyli przy tej łazience ochronne glify? Zdaje się, że czytałem ostatnio jak skutecznie zakłócać ich działanie, żeby zupełnie ich nie niwelować.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/87/43/5d/87435db7dc8bbbb86c44ae01763719e0.jpg[/inny avek]


RE: [czerwiec 1943] Życie i śmierć Marty Warren - Charlotte Kelly - 22.11.2024

Charlotte Crouch nie miała absolutnie niczego przeciwko Ślizgonom, a na tym etapie swojego życia przewracała oczyma na mugolaków, w szczególności takich jak Marta Warren. Uważała, że pozbycie się uczniów Slytherinu byłoby dobrą drogą głównie dlatego, że wolała, aby cierpieli oni, nie ona. Nie miałaby w tej chwili nic przeciwko temu, żeby wyrzucono szlamy, jeśli miałoby to oznaczać, że w Hogwarcie wszystko będzie toczyć się swoim rytmem – ale wątpiła, aby nauczyciele i rodzice chcieli pozwolić dzieciom siedzieć w ławce z mordercą.
– Jakby to było samobójstwo, to wszyscy by tak nie wariowali. Poza tym gdyby Marta miała popełniać samobójstwo, zrobiłaby to bardziej widowiskowo – stwierdziła Charlotte, wzruszając obojętnie ramionami. – Dziwne rzeczy dzieją się już od jakiegoś czasu, a to dość jasne, że jak ktoś się bierze za szlamy, to jest to ktoś ze Slytherinu.
Puściła kaptur szaty Jonathana z cierpiętniczym westchnieniem, ale bez protestów, bo jednak doskonale rozumiała, że nie ma co wyciągać specjalnie szytego na miarę stroju. W Hogwarcie mieli małe możliwości uzupełniała garderoby, co zresztą Charlotte osobiście uważała za skandal, podobnie jak to, że wszyscy musieli nosić identyczne i mało twarzowe szaty.
– No… ale co z tego? – spytała na jego słowa o tym całym antagonizowaniu rodów czystej krwi i półkrwi, spoglądając na Jonathana z absolutnym niezrozumieniem wypisanym na słodkiej buzi. To nie tak, że nie rozumiała możliwych konsekwencji.
One po prostu czternastoletniej Charlotte Crouch zupełnie nie obchodziły. Dlaczego by miały? Zanim skończą Hogwart, to wszystko przycichnie, a skoro problem jej osobiście nie dotyczył, to jakby nie istniał. Charlotte nigdy nie myślała o dobrze ogółu: interesowało ją dobro jej samej i najbliższego otoczenia.
– Nie bądź głupi, Johny, gdybyś to był ty, to oczywiście, że coś byśmy zrobili – dodała z pewnym zniecierpliwieniem. Selwynowie, ich krewni i przyjaciele, nawet ona. Ale w tej chwili nikt nie robił za wiele, bo to nie był Jonathan. To była nikogo nie interesująca Marta Warren. – Pokazała się Olivii Hornby i Olivia dostała załamania nerwowego. Jest duchem – stwierdziła Charlotte, równie obojętnie co wcześniej. Duchy jej nie poruszały. W Hogwarcie roiło się od duchów, czemu jeszcze jeden miałby ją przerażać? Ba, duchy były interesujące, ale Crouchównie trudno było uwierzyć, że Marta Warren po śmierci stała się choć odrobinę ciekawsza niż była za życia.
– Chcecie iść do damskiej łazienki? Po Johnym bym się spodziewała, ale po tobie, Tony… – westchnęła dziewczyna, i strzepnęła niewidzialny pyłek z rękawa. – Już próbowałam. Ciągle się tam ktoś kręci. Najwyraźniej czekają aż morderca wróci, żeby nie wiem, zatańczyć w kabinie, w której pozbył się Warrenówny czy coś takiego – stwierdziła z pewnym niesmakiem, absolutnie nieświadoma, że morderca to tam wróci na pewno, bo właśnie tam skrywało się wejście do Komnaty Tajemnic. – Musiałam udawać, że bardzo, bardzo muszę do łazienki, żeby prefekt dał mi spokój, więc jak chcecie tam iść znowu, to beze mnie. Nie wierzę, że Marta cokolwiek nam powie, już by przecież powiedziała Dippetowi… Uważajcie na siebie - rzuciła, zanim odwróciła się, by odejść w stronę Pokoju Wspólnego Puchonów.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/c8/28/67/c82867d4e5f3ccaf680014c01f3ffb8d.jpg[/inny avek]

Postać opuszcza sesję