![]() |
|
[27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji (/showthread.php?tid=4141) Strony:
1
2
|
[27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Florence Bulstrode - 05.11.2024 Florence poświęciła większość swojego życia uzdrawianiu i klątwołamaniu. Nie należała do osób wszechstronnie utalentowanych, mocno skupiona na tej konkretnej dziedzinie, wyłamując się z rodzinnych tradycji dotyczących Departamentu Tajemnic z jednej strony i Przestrzegania Prawa z drugiej. Wciąż była jednak córką swojego rodu, a to oznaczało, że kiedy jeszcze była nastolatką, musiała nauczyć się obsługiwać przekładnie Bulstrodów – choćby po to, by swobodnie poruszać się po domu – następnym krokiem zaś była nauka ich montażu. Nie zajmowała się tym od dawna. Nie musiała, nie pracowała w końcu w zabezpieczeniach, a wolała poświęcać się pracy w szpitalu. Ostatnimi czasy wszystko stawało się jednak… niespokojne. Voldemort, śmierciożercy, to po Beltane stało się nagle zagrożeniem znacznie bliższym niż Florence kiedykolwiek by się spodziewała. Problematyczne okazały się jednak także zupełnie inne sprawy, jakich nie spodziewała się jeszcze bardziej: takie jak bracia włamujący się do pokoi jej koleżanek, by wyrwać im serca albo historyczki magii dobijające się do drzwi jej kuzynostwa, aby połamać im żebra. Florence nie była osobą szybką w działaniach, a jednak w pewnym sensie: była kobietą czynu. Kiedy widziała jakiś problem, którym należało się zająć, szukała rozwiązań. Dlatego niedługo po bijatyce braci Prewett – na tyle szybko, by nie wywietrzała z ich pamięć, ale na tyle późno, by Szkiele Wzro zrobiło swoje przy zrastaniu kości – stanęła na progu ich kamienicy z pudełkiem, wypełnionym komponentami. Skoro dała radę założyć przekładnie na sypialnię Geraldine, powinna poradzić sobie także tutaj. – Dzień dobry, Basiliusie – przywitała się, gdy kuzyn otworzył drzwi. – Pomyślałam, że na wypadek, gdyby horda wściekłych historycznych magii wdarła się do waszego domu, przyda się wam jakieś pomieszczenie, do którego trudno się dostać – poinformowała, bez owijania w bawełnę. – Przekładnie Bulstrodów – dodała i stuknęła palcem w przyniesione pudełko. Nie było to może idealne zabezpieczenie – takie WON przydałoby się bardziej – ale uchodziło za niemożliwe do złamania i nie każdy miał możliwość, aby je sobie załatwić. RE: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Basilius Prewett - 05.11.2024 Tak jak Florence się zapowiedziała, tak też Florence przybyła i najwyraźniej wciąż nie zamierzała odpuścić złośliwości wobec ostatniej nocnej sytuacji. I prawdę mówiąc, to wcale jej się nie dziwił. Gdyby to ktoś inny, zwłaszcza mu bliski, wdał się w tego rodzaju głupią bójkę, sam suszyłby mu głowę o to przynajmniej przez miesiąc, jeśli i nie dłużej. Skoro jednak sprawa dotyczyła bezpośrednio jego samego i to on był uczestnikiem tej głupiej bójki to... No cóż. Musiał się jakoś bronić. – A co z hordą wściekłych alchemiczek? Bo przy śniadaniu rozmawiałem z Icarusem, że może teraz dla odmiany pobilibyśmy się z jakimś umysłem ścisłym – odpowiedział, wpuszczając Florence do środka, z którą oczywiście od razu podbiegł przywitać się Cerber, już szykując się do tego, że gdy tylko Bulstrode go dotknie, ten przewali się na plecy i karze głaskać się po brzuchu. Prawdę mówiąc to dobrze, że Florence postanowiła przyjść właśnie teraz. Basilius był akurat zajęty przeglądaniem różnych artykułów naukowych i badań, próbując rozpracować jeden z przypadków klątwy w szpitalu i prawdę mówiąc zdecydowanie potrzebował już przerwy, przed którą jednocześnie strasznie się wzbraniał uznając, że nie miał do niej odpowiedniego pretekstu, a w domu nie było akurat rodzeństwa, które mogłoby chociaż niechcący odciągnąć go od pracy, swoim głupimi pomysłami. Przyjście Florence pewnie oszczędziło mu więc właśnie bólu głowy, a przynajmniej tego związanego że zbyt długim ślęczeniem za biurkiem. – Chcesz coś do picia? Jedzenia? Myślałem nad tym i chyba najlepiej będzie zrobić te przekładnie w salonie. I dziekuję, że przyszlaś. RE: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Florence Bulstrode - 07.11.2024 - Odradzam. Wprawdzie one też nie sforsują drzwi, ale mogą łatwo spalić wam dom - powiedziała Florence, przestępując próg. - Oczywiście, możecie wtedy prosić Edwarda, by przyjął was w Kensington - dodała niemal słodkim tonem. Posiadłość była ogromna i Florence nie wątpiła, że Edward by ich przyjął: lubił pokazywać światu (oraz samemu sobie), jaki jest wielkoduszny wobec rodziny i jeszcze bardziej lubił sterować życiem krewnych. A mając tych pod ręką, miał też ku temu szerokie możliwości. Gdyby młodzi Prewettowie już tam się przenieśli, Edward zaraz zacząłby natychmiast dla Basiliusa szukać żony, Icarusa traktować jak powietrze lub (albo i) pokazywać mu, że nie jest pełnoprawnym członkiem rodziny - podejrzewała, że jego imienia nawet nie było w drzewie genealogicznym, dość typowe w rodzie Prewettów, Florence nawet nie mogła naprawdę się o to oburzać - a Electrę zmusił do rzucenia pracy dla mugoli. I to byłby zaledwie początek. - Może nawet umówi cię z jakąś alchemiczką? - dodała jeszcze w pewnej złośliwości, może wrodzonej, a może nabytej, gdy dorastała w rodzinie, w której pełno było młodszych od niej, chętnie brojących chłopców. Odrobina ironii była wobec nich niekiedy równie skuteczną bronią, co jasnowidzenie. - Czyli drzwi salonu - zgodziła się bez oporów, ruszając w tamtym kierunku. Odstawiła skrzynkę i dopiero teraz przykucnęła, aby pogłaskać Cerbera, najpierw po głowie, potem, gdy przewrócił się na plecy, po brzuchu. - Nosy i żebra u obu już całe? - upewniła się, zanim ku zawodowi psa podniosła się i zaczęła wyjmować ze skrzynki komponenty. - Wymyśl kod, minimum czterocyfrowy. Musicie go wszyscy zapamiętać. Jeśli chodzi o herbatę, może kiedy skończę. Chcesz później poćwiczyć rozpraszanie? Mogę pokazać ci też przebieg łamania rytuału Beltane. Wprawdzie pierwsza fala chętnych do jego łamania już przewinęła się przez szpital, a najbardziej dokuczliwe skutki uboczne minęły - zostawiając za sobą kilka nowych związków, parę zniszczonych starych i mnóstwo zakłopotania - ale niektórzy wciąż pojawiali się na progu gabinetu Florence, a z ich ust sypały się kwiaty. Była już pewna, że jej procedura działa i nie niesie skutków ubocznych, mogła więc z czystym sumieniem popracować nad tym z Basiliusem. RE: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Basilius Prewett - 07.11.2024 Basilius skrzywił się na jej słowa, nie wiedząc czy bardziej makabryczna wydała mu się wizja spalenia własnego domu, mieszkanie z wujem, czy może jednak mieszkanie z wujem i znalezienie mu żony. Chyba jednak to ostatnie, bo co jak co, ale spalenie domu, przynajmniej nie wymagało dodatkowego planowania jakiegoś przyjęcia, na które sam nawet nie miał czasu. I żony. – To, że wszyscy alchemicy to piromani to szkodliwy stereotyp – rzucił więc jedynie w odpowiedzi, cytując swoją wczorajszą pacjentkę, alchemiczkę, która przyszła do niego dotknięta klątwą ognia wywołaną jej własnymi badaniami. Eh... Czy jemu się tylko zdawało, czy jego rodzina miała jakąś smykałkę do złośliwości? – Wszystko już w porządku – odpowiedział na pytanie, bezwiednie dotykając opuszkami palców mostek nosa, jakby chciał się upewnić, czy na pewno nie bolał przy dotykaniu. – Z wariatką też nie mieliśmy żadnych dalszych problemów. Cerber, po tym gdy otrzymał od Florence wystarczające ilości pieszczot, chociaż prawdpodobnie dla tego psa nie istniało takie pojęcie, postanowił po prostu jeszcze jej pomóc, próbując wsadzić pysk do jej skrzynki. – Hm... – Kod. Odpadały oczywiście jakiekolwiek urodziny, daty, czy ulubione kombinacje kogokolwiek z rodziny. To by było zbyt proste – Ile cyfr będzie najlepiej? Może siedem? Mam wrażenie, że cztery to jednak teochę za mało, ktoś może nawet podejrzeć – powiedział, rozglądając się po salonie, do którego właśnie weszli, aż wreszcie chwycił leżącą na jednym z regałów talię kart i zaczął ją powoli, lecz bardzo wprawnie, tasować. W końcu najlepiej będzie jeśli liczby będą przypadkowe, prawda? Rodzeństwo będzie musiało to jakoś przeżyć i po prostu nauczyć się go na pamięć. Co jakiś czas będzie ich na wszelki wypadek przepytywał. Spojrzał na drzwi do salonu i zamyślił się na chwilę. Planował użyć tego zabezpieczenia bardzo jako miejsca, w którym można się schronić jakby coś się działo, ale w sumie... W sumie to może nieco za bardzo kombinował. – Wiesz co? Przepraszam. Może po prostu... Może lepiej będzie jeśli to po prostu będą drzwi do wiatrołapu? Wejściowe – Teoretycznie wtedy nikt bez kodu nie mógłby dostać się do wiatrołapu, a tym samym i do dalszych pomieszczeń. A jakby ktoś zapomniał hasła, to przynajmniej będzie mógł czekać w przedsionku.– Łamanie rytuału? Tak, bardzo chętnie. Jego cała praca polegała przecież na rozpraszaniu, jak i ciągłym doskonaleniu tej czynności. Czemu więc miałby odmówić? Zwłaszcza teraz, gdy miał wrażenie, że nie raz siedział jeszcze więcej nad różnymi zagadnieniami związanymi z klątwołamaniem, kiedy wszystko po wiośnie było jeszcze bardziej niepewne. RE: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Florence Bulstrode - 07.11.2024 – Mama zawsze powtarza to odnośnie Prewettów i hazardzistów. Najczęściej nad kartami – powiedziała Florence, która tak naprawdę nie uważała, że wszyscy alchemicy to piromani, ale była przekonana, że każdy alchemik bez trudu mógłby puścić taką kamienicę z dymem, gdyby tylko chciał. I że gdyby pojawiła się tutaj horda wściekłych alchemiczek, chcących dostać się do środka z powodu dyskusji o rzymskich mistrzach eliksirów, to na pewno byłyby piromankami. – Gdyby pojawiła się z powrotem, wyświadczcie mi przysługę, i zawiadomcie BUM. Cerber, tu nie ma smakołyków – stwierdziła, delikatnym, ale stanowczym gestem odsuwając psiaka od skrzynki. – Mogę ustawić kod nawet na dwanaście cyfr, ale mam pewne obawy, że wtedy Electra i Icarus będą mieli do nas żal. Poza tym wolałabym nie być tutaj ściągana w trybie pilnym, bo zapomnieliście kod. U nas w domu posługujemy się głównie systemem sześciocyfrowym. Wyciągnęła różdżkę i tym razem uniosła skrzynkę prostym zaklęciem, bez protestów przenosząc się do drzwi od wiatrołapu. Zawiesiła pudło w powietrzu, i zaczęła wyjmować fragmenty mechanizmu, kolejnymi zaklęciami przymocowując je do zamka i łącząc w przekładnie. Pracowała tak, jak robiła to zwykle: w absolutnym skupieniu, nie odzywając się do kuzyna, dopóki mechanizm nie znalazł się na miejscu, a ona nie upewniła się, że wszystko nałożyła poprawnie. – Jeszcze kod – dodała, machając różdżką, a zębatki z cyframi zawirowały, zmieniając się jedna po drugiej, w oczekiwaniu na nadanie im właściwego hasła otwarcia. – I będziemy mogli przejść do klątwołamania… chociaż właściwie to było coś innego - stwierdziła z pewnym zamyśleniem. – Nie rozumiem tej magii. Myślałam, że Voldemort w jakiś sposób coś uszkodził, ale kapłanie twierdzą, że to błogosławieństwo matki. Sądząc po liczbie wniosków rozwodowych, które wpłynęły do Ministerstwa Magii, sprawa chyba nie jest aż taka prosta. Nie wspominając o licznych scenach zazdrości. Florence była tym wszystkim skonsternowana. Sama zniosła rytuał dobrze: uwolniła się od niego i z łatwością przeszła z powrotem do traktowania Patricka jako przyjaciela. Ale wiedziała, że choć niektórym przyniósł coś dobrego i stworzył kilka nowych par albo pomógł kilku na nowo odnaleźć stare uczucia, to w równie wielu osobach pozostawił po sobie sporo goryczy. I cóż, rozbił parę związków, gdy ktoś wyczuł zdrady drugiej osoby... RE: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Basilius Prewett - 08.11.2024 Uwaga Florence odnośnie Prewettów była o tyle zabawna, że sam Basilius jednocześnie zaprzeczał takiemu osądowi jego rodziny, jak i robił wiele, aby ten osąd wydawał się prawdziwy. Jakby jednak zastanowić się nad tym przez nieco więcej, niż pięć sekund, to tak naprawdę momenty, kiedy trzymał karty w dłoni stanowiły jedynie niewielką część jego życia. Jasne, może nieco większą, niż przeciwnego czarodzieja, ale też już bez przesady. Aby było śmieszniej, jakiś czas po tym komentarzu, gdy wyłożył sześć kart, od numeru dwa do dziewiątki, które miały być ich kodem. – Electra i Icarus zdali SUMy. Jestem pewien, że jakoś poradziliby sobie z dwunastoma cyframi. – dodał jeszcze i spojrzał na karty. 7, 3, 5, 6, 9 i 8.. Sześć cyfr. Nie dwanaście. Nie był sadystą. Powtórzył numery na głos, a potem jeszcze zapisał je na kawałku kartki, który miał zamiar schować w swoim gabinecie, tak aby mogli się z niej utrwalić kod, a potem zmarszczył brwi. – Hm... A brzmiało jak klątwa. Przynajmniej dla mnie – mruknął opierając się o ścianę w zamyśleniu przyglądając się Florence. Prawdę mówiąc, zapytany, powiedziałby, że chyba wolałby już po prostu skoczyć z klifu, niż być ofiarą rytuału, zwłaszcza na samym początku, gdy jeszcze nie wiadomo było, jak pomóc czarodziejom w tej niefartownej sytuacji. Oczywiście nie myślał tak całkowicie na poważnie, ale... Ale tak pewnie by powiedział. – No dobrze, więc co dokładnie udało się ustalić? To nie klątwa, a rytuał, kapłani twierdzili, że błogosławieństwo. RE: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Florence Bulstrode - 08.11.2024 – Nie jestem pewna, czy zdanie SUMów można traktować jako jakikolwiek wyznacznik – skwitowała Florence, nie unosząc głowy znad mechanizmu. Drobny błąd mógłby sprawić, że ten stałby się bezużyteczny albo co gorsza uwięził ich tutaj i musiałaby wzywać ojca na pomoc. Machnęła różdżką, sześć razy, i po kolei w odpowiednich miejscach ustawiały się cyfry: 7, 3, 5, 6, 9, 8. Uzdrowicielka zamknęła drzwi, zablokowała przekładnię i upewniła się, że zamek pozostaje zamknięty po szarpnięciu. A potem ustawiła ręcznie odpowiednia kombinację: coś szczęknęło i drzwi się otworzyły. – Wszystko działa. Możecie zostawić przekładnię oczywiście niezablokowaną, jeśli akurat jej nie potrzebujecie – stwierdziła, zabierając się do chowania narzędzi i reszty elementów z powrotem do skrzynki. Florence nie mogła powiedzieć, że jest teraz zupełnie spokojna o bezpieczeństwo krewnych. Nie była. Po Lammas niepokój o nich wszystkich miał tylko się zwiększyć, i chyba musieliby pokryć cały dom lakierem przeciwogniowym, aby Florence trochę odetchnęła. – I tak, i nie. Między ludźmi powstawała niewidzialna nić, którą można było przerwać. Nienaturalna, bo uczucia, które zaczynały ich łączyć, nie miały nic wspólnego z prawdziwymi. Nieważne, czy kochali się, lubili, czy nienawidzili, chcieli być ze sobą – powiedziała Florence w zamyśleniu, cofając się od drzwi i ciągnąc za sobą skrzynkę, gotowa przejść do salonu albo kuchni, zależnie, gdzie Basilius chciał wziąć się za omawianie teorii oraz ćwiczenia praktyczne rozproszenia. – Dla mnie to jak klątwa i to dość okrutna, nawet jeżeli nie wszyscy, którzy jej doświadczyli, by się z tym zgodzili. Ale stara magia Beltane została wzmocniona i wypaczona. To nie była klątwa, nie było błogosławieństwo tylko coś… zupełnie innego. Zresztą… to chyba nieważne, ale pozwoliło na naukę usuwania… magicznych połączeń. Ale chociaż było to „nieważne”, to męczyło Florence. Lubiła wiedzieć, na jakich zasadach działały pewne rzeczy, zwłaszcza związane z jej specjalizacją. Była Krukonką. Krukoni widząc zagadkę, chcieli tę rozwiązać. – Zastanawiam się, czy gdy doszło do wzmocnienia mocy ognisk, aby… Voldemort… mógł ją ukraść, nie wzmocniono także rytuału, ale to tylko teoria. RE: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Basilius Prewett - 12.11.2024 Może SUMy rzeczywiście nie były żadnym wyznacznikiem, ale Basilius wierzył w swoje rodzeństwo na tyle, aby zakładać, że jeśli byli w stanie nauczyć się na pamięć paru receptur eliksirów, tak aby nie oblać całego egzaminu, tak byliby i w stanie nauczyć się dwunastu cyfr. A jednak... A jednak jednocześnie zaczął wątpić, czy przypadkiem nie popełniał właśnie błędu nie ustawiając kodu, na taki, który można było skojarzyć z czymś ważnym dla kogoś z rodzeństwa Prewettów. No cóż... To nie tak, że cały dom się spali, jeśli Electra lub Icarus wprowadzą zły kod. – Świetnie. Dziękuję – powiedział podszedł do przekładni, aby lepiej się jej przyjrzeć, a potem sam przetestował, oczywiście pod okiem Florence, jak to wszystko działało. No dobrze. Teraz gdyby ktoś chciał ich zamordować we śnie będzie musiał przynajmniej męczyć się i wleźć przez okno. Gdy w przedsionku wszystko było już gotowe, Basilius kiwnął głową w stronę kuchni na znak aby do niej przeszli, a gdy znaleźli się już w pomieszczeniu od razu zaczął szykować herbatę, wciąż słuchając bardzo uważnie tego co mówiła mu kuzynka. Jednak w pewnym momencie Prewett odwrócił się do Florence ze zmarszczonymi brwiami. To chyba nieważne. Podobnie jak i jej, Basiliusowi od samego początku kojarzyło się to z klątwą. Akceptował oczywiście jej wytłumaczenie, w końcu to ona tutaj tłumaczyła mu rzeczy, ale nie akceptował tego, że mogliby nigdy do końca nie dowiedzieć się co to takiego dokładnie było. – Nie, to co mówisz ma sens Florence – powiedział w końcu, myśląc nad tym wszystkim. – Na pewno większy, niż teorie niektórych, że Matka chciała nam w ten sposób dać do zrozumienia, że miłość zwycięży wszystko. – Westchnął cicho i podał Florence kubek z jej herbatą. No cóż... Za chwilę miało być Lammas. Może i tam znajdzie się jakiś rytuał i jacyś Śmierciożercy, którzy postanowią go wzmocnić, tak aby oni mogło potwierdzić tę tezę. Na Matkę... W co oni się wszyscy wkopali, że urodzili się w tych czasach? Uwadze Prewetta nie uszedł też fakt, że Florence wypowiadała wprost imię sprawcy tego zamieszania, ale nie do końca był pewny, czy powinien zwrócić na to uwagę na głos. – Więc co trzeba zrobić? Zastanawiam się... Od kiedy opracowano ten rytuał. Myślisz, że na jego podstawie dałoby się łamać też inne więzi? Magiczne więzi. Nie mówię o niczym konkretnym... Ani też bo tego potrzebuję. Po prostu zastanawiam się na ile to wszystko... Może nam udostępnić pewne nowe możliwości. RE: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Florence Bulstrode - 12.11.2024 – Byłoby to intrygujące w obliczu tego, do ile doszło rozwodów w wyniku tego rytuału – stwierdziła Florence odrobinę cierpko, siadając w kuchni. Odruchowo poprawiła spódnicę, a potem wyprostowała się i złożyła dłonie na kolanach, obserwując jak Basilius krząta się po kuchni. Nie rwała się do pomocy. Robiła herbatę czy kawę, kiedy ktoś bliski przychodził do niej: nie zamierzała nie pozwalać na to samo kuzynowi. – Jedna kapłanka powiedziała coś podobnego mnie, ale szczerze w to wątpię. Dopełnienie rytuału, nawet przez wzięcie kogoś za rękę, zwykle przynosi pozytywne emocje. Jego odrzucenie albo niemożność wniesienia wianka na górę, negatywne. Myślę, że mogło dojść do ich wzmocnienia, przez to ci, którzy doprowadzili rytuał do końca, zostali ze sobą związani, a ci, którzy go nie ukończyli, borykali się z zawiedzioną nadzieją – wyjaśniła. Bo chociaż tak naprawdę nie, nie miało to znaczenia, to wciąż ją interesowało i w pewnym sensie stanowiło część dziedziny magii, w której Florence się specjalizowała. – Skutki, ogólnie rzecz biorąc, można uznać za opłakane. Niektórzy dzięki rytuałowi znaleźli szczęście, ale zazdrość, wyczuwanie niebezpieczeństwa i obsesyjne uczucia rzadko są zdrowe, więc nie dopatrywałabym się tutaj ręki Matki, chyba że chciała nas ukarać – podjęła, czekając aż Basilius zajmie miejsce. W jej przypadku rytuał miał spokojny przebieg. Zawsze kochała Patricka: tak jak kocha się najlepszego przyjaciela. Nigdy nie chciała być kimś więcej: nie pragnęła rywalizować z cieniem Kordelii Avery. Rytuał wzmocnił istniejące uczucia, pchnął w nieco inną stronę, ale żadne z nich nie było zazdrosnym człowiekiem, a o wszystkim, co ze sobą niosła więź, mogli po prostu porozmawiać. A potem ją zakończyć. Nie każdy miał jednak tyle szczęścia. – To znowu… tylko teoria – powiedziała i uśmiechnęła się lekko, „to tylko teoria”, słowa tak często powtarzane przez badacze. – Ale być może znalazłoby to zastosowanie przy łamaniu niektórych klątw. Albo zaklęć. Takich jak… wieczysta przysięga. Niemniej na razie zacznijmy od samej procedury… – stwierdziła, wyciągając różdżkę: by objaśnić Basiliusowi krok po kroku, najskuteczniejszą swoim zdaniem metodę i zaprezentować stosowne zaklęcia rozpraszające. RE: [27.07.72] Konsekwencje nieprzemyślanych decyzji - Basilius Prewett - 14.11.2024 — Hm... Czasami myślę, że gdybym był Matką, byłbym nami wszystkimi na tyle zmęczony, że mógłbym nam wszystkim okazjonalnie zrobić coś takiego – mruknął, przysiadając się do niej z własnym kubkiem gorącej herbaty w ręku. I to nie takiej mocno ziołowej, lecznico-wzmacniającej, a normalnej. Czasem trzeba było w życiu szaleć. No i iść na urlop, ale to dopiero za chwilę, w drugim tygodniu sierpnia. – Tak, właśnie o tym tak naprawdę pomyślałem. Chociaż nie wiem, czy magia wieczystej przysięgi nie jest bardziej uporządkowana i hm... Logiczniejsza, niż ta z rytuału – przyznał, gdy Florence wspomniała o wieczystej przysiędze, bo ta myśl kołotała mu się z tyłu głowy, gdy tylko kuzynka rzuciła, że rytuał nie był klątwą, ale wolał zaznaczyć, że nie mówił o niczym konkretnym na wypadek, gdyby Bulstrode uznała, że wpadł właśnie na jakiś głupi pomysł. Chociaż on, w przeciwieństwie do reszty rodziny, głupich pomysłów zwykł nie mieć, ale przez sytuację z historyczką magii, Flo chyba miała nieco inne zdanie na ten temat. W każdym razie, przysięga wieczysta, czy też nie, uzdrowicielom zawsze przydawały się nowe sposoby na łamanie klątw, czy rozpraszanie opornych uroków, więc jeśli można byłoby na podstawie tego o czym właśnie rozmawiali, opracować więcej metod na pomoc pacjentom, to tym lepiej dla nich. Gdy czarownica zaczęła wyjaśniać mu metodę na łamanie rytuału, sam chwycił za swoją różdżkę i w ogromnym skupieniu powtarzał to co pokazywała mu Florence, słuchając przy tym uważnie I zadając pytania, kiedy było trzeba przy okazji, wyciągając swój dziennik, aby taktycznie robić notatki, na wszelki wypadek gdyby musiał do nich potem wrócić. |