![]() |
|
[19.07.1972] Między ciastem a szablą - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [19.07.1972] Między ciastem a szablą (/showthread.php?tid=4163) Strony:
1
2
|
[19.07.1972] Między ciastem a szablą - Thomas Figg - 11.11.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII Pojawili się przed Klubokawiarnią chwile po tym jak zniknęli z polany w lesie, na której spędzili dość długi czas. Był to nadal jednak czas przed zamknięciem, dlatego też zjawiali się od tyłu, gdzie znajdowało się bezpośrednie wejście do części mieszkalnej. Tak było lepiej i wygodniej bo nie musieli przebijać się przez ewentualnych klientów Nory, tylko od razu znajdowali się w tej bardziej prywatnej części jej kawiarni. - Zobacz, jednak jestem cały - rzucił okręcając się w okół własnej osi, żeby pokazać przyjaciółce, że faktycznie udało mu się teleportować bez uszczerbku na zdrowiu, synchronizowanie się z nową różdżką postępowało coraz bardziej. Może to nie był to Jeszce ten sam poziom, co z poprzednią ale na pewno lepiej niż na początku. Westchnął stojąc przed wejście, czuł pewne opory, dużo się zmieniło odkąd dzisiejszym rankiem opuścił progi ich wspólnego domu. Nie pozwalając jednak by rozterki powstrzymały go, otworzył drzwi przepuszczając pannę Longbottom przodem. Co ma być to będzie, przecież nie musiał od progu krzyczeć do siostry "słuchaj, mam nową różdżkę, bo użyłem czarnej magii i stara mi nieodwracalnie pękła, ale spokojnie nie zmieniam się w śmieciożercę, wszystko w porządku bo robiłem to żeby ratować Brennę". Zdecydowanie nie, ta rozmowa mogła... poczekać, zdecydowanie tak, nie musiał na jej barki od razu dorzucać tego ciężaru. Choć chwila zawahania przed wejściem była widoczna to jednak na ustach wciąż gościł mu uśmiech. Wchodząc zaś do środka, można było poczuć przyjemną woń świeżo upieczonych ciast. Thomas pociągnął nosem, chcąc mocniej poznać ten zapach, bo nie mógł sklasyfikować cóż też tak pysznego tym razem upiekła Nora. - Oooo, placek z wiśniami! - odezwał się podekscytowany, kiedy w końcu udało mu się dopasować zapach do konkretnego wypieku. Rozglądając się po kuchni udało mu się wreszcie zlokalizował jeszcze ciepłe ciasto i podchodzi do niego zerknął uważnie na Brennę. - Chcesz kawałek? - kiedy wprowadzał się do siostry, ta chyba nie do końca zdawała sobie sprawę, jaki to szkodnik z nią zamieszka i jak wiele wyrobów będzie jej znikało przez niego. Co prawda nie było tego wcale tak dużo i często, to jednak nie potrafił sobie odmówić jej wyrobów były przecież najsmaczniejsze w całej magicznej Anglii. A zdaniem Thomasa, gdyby tylko postanowiła rozszerzyć sprzedaż o całą Europę to podbiłaby rynek jeszcze szybciej niż to wydawało się możliwe. - Chcesz też czegoś do picia? Herbaty, kawy, soku? - zapytał jeszcze wyciągając z szafki dwa talerze, na których zamierzał umieścić po kawałku placka, jak widać wczuwał się w rolę gospodarza. RE: [19.07.1972] Między ciastem a szablą - Brenna Longbottom - 11.11.2024 Trochę ją niepokoiło, że Thomas zdecydował się próbować z teleportacją na tak duży dystans, ale zawsze był w tej dziedzinie magii utalentowany, a jego nowa różdżka po kilku początkowych wybrykach zdawała się zaczynać współpracować. Mimo to odetchnęła z ulgą, kiedy okazało się, że Figg wylądował bezpiecznie, chociaż… – Ścięło ci lok nad czołem – stwierdziła, dźgając go lekko w rzeczone czoło i ciężko było stwierdzić, czy faktycznie zgubił tę odrobinę włosów, czy też tylko sobie żartowała. Ale nawet jeśli… no to jak na taką odległość, i tak poszło nieźle, prawda? W odróżnieniu od Thomasa nie myślała o tym, co powie Nora, pewnie dlatego, że sama w takiej sytuacji nie powiedziałaby bratu całej prawdy. Erik zresztą z dużym prawdopodobieństwem nie zauważyłby zmiany różdżki, póki Brenna nie podsunęłaby mu jej pod nos i nie kazała zapamiętać, jak wygląda – tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś się pod nią podszywał. I Brenna wyjaśniałby zgodnie z prawdą przecież, ale bez szczegółów, że ot miała pecha i starą złamała… Nie zastanawiała się więc teraz nad tym, jaka rozmowa czeka Figgów. – Do licha, Thomas – westchnęła z rozczarowaniem, opadając na najbliższe miejsce siedząca i wciągając głęboko zapach ciasta. – Jak w ogóle możesz pytać? Weź, jeśli kiedykolwiek nie chciałabym ciasta wiśniowego, to by znaczyło albo, że stoję już nad grobem, albo że ktoś się pode mnie podszywa pod wpływem eliksiru wielosokowego. Brenna lubiła jedzenie. Nie dyskryminowała tutaj – lubiła sałatki, pieczyste, ryby, frytki, tosty, owoce morza, wymyślne dania z francuskich restauracji i burgery z niemagicznych jadłodajni. Czekoladowe żaby, pączki z budyniem i ciasto wiśniowego zajmowały jednak specjalne miejsce w jej sercu czy też raczej żołądku. – Hm… – zawahała się na ułamek chwili. Było już koło osiemnastej. Kawa zasadniczo nie była najlepszym pomysłem na świecie o tej porze. I tak naprawdę lubiła herbatę, a uzależnienie od kawy w dużej mierze wynikało z tego, co w ostatnich dwóch latach działo się w ich Departamencie. Ale Brenna właściwie nie przewidywała, aby poszła spać w najbliższym czasie, zwłaszcza że chciała jeszcze wpaść do Ministerstwa Magii, więc… – Wiesz co, kawa brzmi świetnie, będę wdzięczna. Nora pewnie jest w klubokawiarni? Muszę wpaść powiedzieć jej cześć, zanim zniknę, bo mi nie wybaczy. RE: [19.07.1972] Między ciastem a szablą - Thomas Figg - 11.11.2024 Wiedział, że robiąc małe kroczki nie dojdzie do ładu ze swoją nową różdżką, musiał ją oswoić jak najszybciej i zgrać się z nią, inaczej w razie potrzeby może mieć kłopoty, a na to pozwolić sobie nie mógł. Dlatego był z siebie całkiem zadowolony, gdy pojawił się bez żadnej brakującej cześci ciała na miejscu. - Co? Gdzie? - pomacał się po czole i włosach, kiedy palec Brenny już z niego zniknął. - Ah, trudno i tak miałem je przyciąć bo robią się za długie, to nawet lepiej - rzucił lekko, bo tylko taki efekt uboczny był do przyjęcia biorąc pod uwagę odległość. Gdyby zabrakło mu nogi lub ręki to by się zmartwił. Zaśmiał się z jej odpowiedzi i bez żadnego wahania ukroił jej wiele większy kawałek niż sobie, taki od serca. - Tak pamiętam, pytałem tylko z grzeczności, żeby nie było że wciskam w ciebie jedzenie - odpowiedział rozbawiony i postawił na stole dwa talerze z kawałkami ciasta, ten większy przesunął przed Brennę i sięgnął po różdżkę. - Tak, brzmi doskonale - machnął różdżką, aby przygotować wodę, ale nic się nie stało. Dlatego też zmarszczył czoło i jeszcze raz musiał rzucić zaklęcie nim zadziałało i woda zaczęła się gotować. Dobrze wiedział, że nie zaśnie za szybko dzisiaj, więc mógł wypić cały dzbanek tego czarnego trunku, bo nic by to nie zmieniło. Pokiwał głową na boki z niedowierzaniem co go teraz czeka przez miał nadzieje najbliższe dni, ale nie tygodnie. - Wydaje mi się, że jest, nie mówiła mi nic rano o tym, że zamierza gdzieś wybyć - co prawda nie prowadził kalendarza Nory i nie pilnował jej na każdym kroku, dlatego też nie był pewien, czy będzie ona w Klubokawiarni czy też gdzieś musiała wyjść. Sam obecnie nie chciał za szybko zobaczyć siostry, nadal nie wiedział co i czy powiedzieć jej wszystko od razu, był całkiem dobry w tłumieniu rzeczy w sobie. Stawiając dwa parujące kubki na stole, wreszcie też przy nim zasiadł. - Jak grzecznie wszystko zjesz to dostaniesz nagrodę - zażartował głosem ojca przekonującego dziecko do zjedzenia warzyw w obiedzie. Ale wiedział, że do jedzenia tego ciasta namawiać jej nie musiał. RE: [19.07.1972] Między ciastem a szablą - Brenna Longbottom - 11.11.2024 – Użyj tylko nożyczek, zamiast jakiejś gwałtownej translokacji czy coś – powiedziała jeszcze trochę żartobliwym tonem. Gdy usiadła, bawiła się różdżką – nie czarowała tym razem, jedynie odruchowo powtarzała gest jednego z zaklęć rozpraszających, trochę tak, jak niektórzy poruszali nogą czy wystukiwali palcami rytm na blacie. Nie pchała się tym razem do pomagania, bo i Thomas miał tylko zagotować wodę, i być może… potrzebował po prostu zająć się takimi zupełnie zwykłymi rzeczami. – Z grzeczności sugerować, że mogłabym nie chcieć ciasta wiśniowego… następnym razem spytasz mnie, czy na pewno chcę tego z malinami, póki jest ciepłe i już naprawdę to będzie cios prosto w serce – westchnęła, teatralnie unosząc ręce do klatki piersiowej. Nie krępowała się pod tym względem: jeśli szło o częstowanie się ciastem u Nory, to było równie naturalne, jak że jeśli któryś z Figgów wpadnie do Warowni, to oczywiście zostanie zaproszony na obiad. Brenna może miała tendencje, by nie chcieć pewnymi rzeczami obciążać przyjaciół, ale nie upierała się przy tym, aby absolutnie nigdy niczego od nich nie przyjmować. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wtedy mogliby poczuć się źle, przyjmując pewne rzeczy od niej – przynajmniej gdy byli prawdziwymi przyjaciółmi, a Thomas i Nora przecież byli. Wobec tego nie miała żadnych wątpliwości. – Najwyżej kupię coś u Wendy na wynos, będzie jutro na lunch – stwierdziła, ale nie podrywała się z miejsca. Czy Nora jest w klubokawiarni sprawdzi, gdy wypiją kawę i gdy zje to ciasto. Po prostu… jeszcze przez chwilę nie chciała zostawiać Thomasa samego. Schowała wreszcie różdżkę do kieszeni i sięgnęła po zaserwowane jej kruche ciasto wiśniowe. – Mhm, naprawdę? A co to takiego? Będzie warte cierpienia, jakie na pewno będzie towarzyszyć jedzeniu tego bardzo kruchego ciasta, z dużą ilością wiśni, idealnie wypieczonego i na pewno ani trochę za słodkiego? – spytała, chociaż zaiste, zachęcać to jej nie było trzeba. Zwłaszcza, że w gruncie rzeczy żadne z nich tego dnia zbyt wiele nie zjadło, zważywszy na to, że po śniadaniu poszli na targ, potem nastąpiła walka, potem utknęli na kilka godzin w Ministerstwie załatwiając formalności, kupili różdżkę, ćwiczyli i wreszcie odwiedzili las… właściwie to gdy Brenna zaczęła jeść to ciasto, przypomniała sobie, jak bardzo jest głodna: czekoladowe żaby wcześniej tylko odrobinę przyćmiły ssanie w żołądku. RE: [19.07.1972] Między ciastem a szablą - Thomas Figg - 12.11.2024 - Ale translokacją jest zabawniej - powiedział tonem jakby zabroniła mu bawić się na dworze, bo ma szlaban. Zaraz jednak zaśmiał się serdecznie po jej słowach i krótkiej pantomimie - pokiwał głową na boki rozbawiony i już siedząc na krześle popatrzył na nią uważnie. - Nie śmiałbym, o to zapytam tylko jak będę podejrzewać, że ktoś się pod ciebie podszywa - odpowiedział, bo przecież nie zapomniał o jej ulubionych specjałach. Zresztą u Nory ciężko był czegokolwiek odmówić, bo zawsze jej wypieki pachniały tak dobrze, a kiedy przechodził osie do smakowania ich to odkrywało się, że młoda Figgówna połączyła swoje zdolności chyba z odrobiną magii bo przecież ciasta nie mogą być takie pyszne same w sobie. Dobrze też wiedział, że Brenna nie potrzebowała jego pomocy tutaj, mogła równie dobrze zrobić wszystko sama, ale cóż zaprosił ją, to nie mógł jej powiedzieć, "wiesz gdzie są talerze i kubki", znaczy mógł, ale nie chciał. Lubił być przydatny i pomagać w nawet tak błahych i prostych rzeczach jak zaparzenie kawy czy ukrojenie ciasta. Podniósł kubek, bo po prawdzie to nie był specjalnie głodny, choć ciasto pachniało wybornie to nadal czuł, że żołądek wykręca mu nieprzyjemne fikołki i nie jest zbyt ochoczy do jedzenia. Zatrzymał się jednak z naczyniem tuż przy twarzy. - Nie, nie kupisz - odpowiedział spokojnie i najpierw upił łyk, zanim dodał jeszcze. - Przygotuje ci coś na kolację i na jutro, chyba nie sądziłaś, że wyjdziesz stąd z pustymi rękami? - pytanie które zadał było retoryczne, przecież nigdy nie opuszczała tego miejsca z pustymi rękami. Thomas dbał o to, żeby przyjaciele zawsze wychodzili z odpowiednim zapasem słodyczy jego siostry. Całe szczęście, że miał ich tak mało, bo by dawno poszedł z torbami musząc płacić za te wszystkie paczki z własnej kieszeni. Ale Brenna z racji zajmowania szczególnego miejsca w jego sercu nigdy nie wychodziła stąd z pustymi rękami, a przynajmniej nie na jego "warcie". Teraz na pewno zapakuje jej resztę tego ciasta wiśniowego, o ile nie zjedzą wszystkiego wcześniej. Upił łyk kawy nim odstawił kubek na stół i ułamał mniejszy kawałek ciasta - Coś w stylu nowej zabawki, więc myślę, że totalnie opłaci ci się zmuszenie się do zjedzenia tego ciasta do ostatniego okruszka - odpowiedział rozbawiony dopytywaniem przez nią. - Taki rodzaj zabawki dla dorosłych - powiedział i w głowie brzmiało mu to lepiej, jednak słysząc własne słowa, aż zmarszczył brwi. - W sensie mogącej kiedyś uratować życie - naprostował, żeby jeszcze nie zaczęła się bać co też ma dla niej. Teraz dopiero siedząc przy stole w kuchni w domu zdał sobie sprawę, że jest zmęczony. Jednego dnia wydarzył się tyle rzeczy, że można by to podzielić na cały tydzień. Ale koniec końców siedzieli bezpiecznie jedząc ciasto, chciałby aby taki stan rzeczy trwał jak najdłużej. RE: [19.07.1972] Między ciastem a szablą - Brenna Longbottom - 12.11.2024 – Ach nie. Jeśli będziesz sądził, że zachowuję się dziwnie, spytaj mnie, kto jest prawdziwym królem – stwierdziła Brenna, w przerwach między kolejnymi kęsami ciasta. – Oboje wiemy, że odpowiedź jest tylko jedna. Aragorn, syn Arathorna – wyrecytowała. Zaiste, przewidzenie tej odpowiedzi, jeśli nie znało się Brenny naprawdę, naprawdę dobrze, było cholernie trudne. Nawet jak wiedziałeś, co czytała. – No, drugim wyborem mógłby być Artur, król przeszłych i przyszłych dni, ale najpierw na pewno wymieniłabym Aragorna. Bo wiesz, że ciasto malinowe bym od razu wzięła, to obawiam się, że bardzo łatwo zgadnąć… Uśmiechnęła się do niego tylko na jego kolejne słowa, trochę dlatego, że miała pełne usta, trochę, bo nie było co się kłócić. Oczywiście, weźmie, co Thomas jej podstawi. I oczywiście, potem pójdzie kupić pięć razy tyle, co tam zostanie po dniu kawiarni, by rozdać to w domu i ewentualnie w pracy. Bo jednak była różnica pomiędzy poczęstowaniem się ciastem, a zabieraniem całych stosów jedzenia z klubokawiarni, która funkcjonowała dopiero od kilku miesięcy, pochłonęła wszystkie oszczędności Nory i miała zapewnić byt trzem osobom. Upijała właśnie kawę, kiedy Thomas wspomniał o „zabawce dla dorosłych” i parsknęła śmiechem, wypluwając to co miała w ustach z powrotem do kubka. Doskonale wiedziała, że Figg nie miał na myśli pewnego szczególnego rodzaju zabawek dla dorosłych, ale brzmiało to tak zabawnie, zwłaszcza jak dodał zaraz o tym ratowaniu życia, że nie mogła się powstrzymać. – Się przebranżowiłeś? Żeby zapełnić lukę na rynku? – spytała żartobliwie, ocierając wierzchem dłoni usta, kiedy już przestała się krztusić. Gdyby mieli już za sobą Lammas, i zdumiewającą popularność kutasoświeczek, jaką to przyniosło, może i serdecznie zachęciłaby Thomasa do eksperymentów w tym względzie, ale w tej chwili wydawało się jej to jednak trochę ryzykownym pomysłem na biznes. – Nora już wie? – dodała, starając się zachować przy tym poważną minę, i nawet jej do pewnego stopnia wyszło. – Ale jeżeli może uratować życie, w porządku, nie zostawię ani okruszka – przyrzekła, i na dowód na swoje słowa nawet zebrała palcem te okruszki, by wsunąć je zaraz do ust, bo ciasto oczywiście zjadła bardzo szybko. RE: [19.07.1972] Między ciastem a szablą - Thomas Figg - 14.11.2024 Zaśmiał się i pokiwał głową na znak zgody. Niby to były żarty, ale czy też nie dobrze było dla nich przygotować się na taką ewentualność? Wiedzieć takie drobne rzeczy, w razie gdyby w przyszłości potrzebowali rozróżnić czy ktoś nie jest jedynie jakimś przebierańcem? - Dobrze, zapamiętam, że jeśli nie będzie to Aragorn syn Arathorna to, żeby nie dawać żadnego ciasta, bo to jakiś podrabianiec i szkoda marnować na niego ciasta - rzucił żartobliwie. Pierwszy wybór był zdecydowanie mniej popularny wśród czarodziei, którzy raczej niechętnie sięgali po mugolskie książki. Dlatego też zamierzał trzymać się tej odpowiedzi, jeśli kiedykolwiek zwątpi, że Brenna to naprawdę Brenna, choć tak naprawdę to miał nadzieję, ze nigdy do tego nie dojdzie. - Poklepać po plecach? - zapytał z wymuszonym uśmiechem, bo jednak zdecydowanie nie udało mu się uniknąć skojarzenia. Cóż, sam był sobie winien, bardzo niefortunnie dobrał słowa i samo to poszło. PArsknął na jej pytanie, bo zdecydowanie nie widział się w tego rodzaju branży i nijak nie widział, że byłoby to jakkolwiek popularne w magicznym świecie. Tak samo nieświadom, ze za kilkanaście dni na kiermaszu z okazji Lammas największą furorę zrobią świeczki w kształcie penisów. Ot ironia losu. Ale nie zamierzał zajmować się produkcją tego rodzaju mechanizmów, raczej... - A co, mówisz, że jest zapotrzebowanie? Czy czegoś szukasz? - zapytał pokazując jej język, jak na trzydziestolatka przystało. I dobrze, że dopiero przysuwał kubek z kawą do swoich ust, na szczęście nie zdążył się jeszcze napić. Popatrzył z otwartymi ustami na Longbottomównę. - Oczywiście, myślisz, ze to był mój pomysł? - zapytał utrzymując poważną minę przez sekundę, nim parsknął. Upił niewielki łyk kawy, aby nie ryzykować zakrztuszenia jak ona wcześniej. - Nie chce sobie wyobrażać co by mi zrobiła, gdybym się tym zajmował tu w tym domu. Przecież Mabel mogłaby się na to natknąć jakby szukała Kapitana w moim pokoju - oj zdecydowanie nie chciałby być we własnej skórze, gdyby Nora się wściekła na niego, wtedy chyba tylko uratowałoby go wyjechanie na Antarktydę. Popatrzył na to jak dojada okruszki ze swojego talerza, a potem na swój, gdzie zniknął ledwie niewielki kęs. - Widzę, że ci bardzo smakuje, masz więcej - dodał przesuwając ku niej swój talerz z ciastem i podnosząc się od stołu. - Ja zaraz wrócę - dodał jeszcze przez ramię nim zniknął z kuchni, musiał coś wziąć ze swojego pokoju. Co prawda mógł to spróbować przywołać, ale wolał nie narobić uszkodzić przedmiotu, który spoczywał w jego kufrze. Od jakiegoś czasu już eksperymentował z różnego rodzaju przydatnymi przedmiotami, które mogą ratować skórę jego bliskim. Przez chwilę grzebał w kufrze nie mogą znaleźć przedmiotu o którym mówił, aż w końcu go wyłowił. Niewielki wisiorek w wykonany ze srebra z przeźroczystymi kamieniami, nie znał się na tym, diamenty? Chyba tak. Przez moment patrzył z nostalgią na biżuterię rozmyślając nad wydarzeniami z przeszłości, jak i dniem dzisiejszym. Otrząsnął się dopiero po chwili, nie miał pojęcia jak długiej, ale na pewno minęło owieje niż ledwie kilka sekund. Dlatego pospiesznie zamknął wieko kufra i nawet niezbyt zdziwiony tym, że Pazura nie ma w pokoju, bo zapewne włóczył się gdzieś z innymi kotami mieszkającymi tutaj, albo spał w Kawiarnii. - Już jestem, jestem - powiedział wracając do pomieszczenia, gdzie była Brenna. - Nie zdążyłem go zapakować, ale proszę, to dla ciebie - dodał wyciągając ku niej dłoń, na której spoczywało nic innego niż najwierniejsza kopia Gwiazdy Wieczornej jaką zdołał wykonać dla niego mugolski jubiler. Przez myśl mu przeszło, ze teraz będzie musiał dla niej poszukać nowego prezentu bożonarodzeniowego, no ale trudno. RE: [19.07.1972] Między ciastem a szablą - Brenna Longbottom - 15.11.2024 To były żarty nie będące żartami. Nie było powodów, aby ktoś podszywając się pod Brennę, przyszedł do Thomasa i próbował naciągnąć go na ciasto. Ale jednocześnie żyli w kraju, w którym trwała cicha wojna, czasem wchodząca w głośniejsze i bardziej gorące stadia. Żadne z nich nie było kimś ważnym, ale byli żołnierzami i musieli brać pod uwagę różne ewentualności. Dlatego Brenna tak uważnie obserwowała nową różdżkę Thomasa: by jeśli ktoś posługiwałby się inną z jego twarzą, zauważyć, że coś jest nie tak. I zwracała uwagę na drobne szczegóły – zapamiętywała, kto z bliskich jaki nosi zegarek, w jaki sposób się porusza, a mógł przyjść dzień, gdy Thomas Figg nagle poczuje potrzebę spytania Brenny, kto jej zdaniem jest prawowitym królem. Brenna miała może trudności z zauważeniem flirtu skierowanego w jej stronę, póki tenże nie został jej dosłownie rzucony w twarz, przynajmniej do niedawna, nie chadzała na randki i bywała ślepa, ale nie była zupełnie głupia i pracowała jako glina – oczywiście, że słowa Thomasa wywołały Skojarzenia. A nie zakłopotała się, bo… no Brenna ogólnie bardzo rzadko była zakłopotana czymkolwiek. – Jak ktoś się krztusi, nie klepie się go po plecach, dopóki nie zacznie się dusić – pouczyła, trochę się mądrząc, ale ot odruch, w klubokawiarni w sumie lepiej było takie rzeczy wiedzieć… – Nie mam pojęcia, może powinieneś zacząć od badań rynku? Można by zostawić ankietę przy wejściu. Mam podpytać znajomych? Może wujek Morpheus mógłby coś doradzić… – stwierdziła z poważną miną. – Chyba nie za bardzo jestem grupą docelową, bardziej mogą mnie interesować te mordercze zabawki. Albo te faktycznie ratujące życie. Chyba że ehem, to był eufemizm. O, nie, nie, nie, nie odbiera się ciasta przyjaciołom. To jak wbicie noża w plecy – oświadczyła, stanowczo odstawiając jego talerz z powrotem. Brenna bez żadnych oporów częstowała się czasem zawartością talerzy przyjaciół czy krewnych, sprawdzając smak tego, co zamówili albo kończąc posiłki, jeżeli akurat ktoś czegoś nie mógł. Ale Thomas nie jadł równie długo jak ona, nie było więc mowy, aby częstowała się jego kawałkiem ciasta, zwłaszcza że zjadła już swój i to całkiem duży. Do ostatniego okruszka! Gdy Figg wyszedł, odchyliła się po prostu nieco na krześle i przymknęła oczy. Myślała o czarnoksiężniku z targowiska, wypełnionym raporcie i zastanawiała się, czy nie pominęła niczego istotnego. Gdy usłyszała jego kroki, znów się wyprostowała i uśmiechnęła się do niego. Kiedy na jej dłoń spadł wisiorek, uniosła lekko brwi. – Ojej. A nawet nie mam urodzin. Z jakiej to okazji, Tommy? RE: [19.07.1972] Między ciastem a szablą - Thomas Figg - 17.11.2024 Thomas jeszcze w pewnym sensie traktował to jako żarty, nie do końca chyba dopuszczając do siebie fakt, że ktoś może podszywać się pod innych dla osiągnięcia jakichś korzyści. Gdyby tylko wiedział, jakie przygody czekając go z doppelgangerem będącym bratem Geraldine, to brałby te rozmowę bardzo poważnie. Niestety, a może i sety, na razie jeszcze nie był świadom jak bardzo mogła się to okazać niebezpieczne. Zresztą w niektórych sytuacjach nie sposób było nabierać podejrzeń. - O, zapamiętam, bo tego nie wiedziałem, myślałem, że zawsze się powinno - ale zaraz zachichotał na jej słowa, aż musiał zakryć sobie usta dłonią. Ankieta przy wyjściu, równie dobrze mógł się spakować i już wyprowadzić od Nory, bo wywaliła by go na bruk za takie pomysły. Przekrzywił nieco głowę w bok wysłuchując jej do końca, a Brenna mogła dojrzeć tym podobieństwo do zachowania Kapitana Pazura, który robił podobnie, gdy ktoś do niego mówił i skupiał się na słuchaniu - jak to mówią jak pan taki kram. - Myślę, że na razie możemy porzucić ten jakże hmmm niecodzienny pomysł na biznes. Ja wiem, że w obecnych czasach przyda nam się jak najwięcej radości w życiu, ale chyba jednak poświęcę się czemuś bardziej przydatnemu - starał się zachować poważną minę, ale zdradzały go delikatne rumieńce na policzkach. Ponownie przesunął ku niej talerz. - Tak by było, gdybyś sama zabierała mi ciasto, a ja ci je oddaje dobrowolnie - powiedział miękko jeszcze nim zniknął. - A to potrzebuje jakiejś okazji? - zapytał udając zaskoczenie i siadł ponownie przy stole.Kiedy jeszcze podróżował po świecie często przesyłał im drobiazgi, a jak wracał do Anglii to z wielkim worem prezentów, niczym Święty Mikołaj - raz, ze lubił obdarowywać bliskich prezentami, nawet jak nie było okazji; dwa mógł im w ten sposób pokazać te miejsca, które zwiedził; trzy omawiając prezenty mógł zając ich uwagę i nie opowiadać co u niego. - Bez okazji, po prostu uznałem, że ci się spodoba - kontynuował nim dodał z tajemniczym uśmiechem. - Jak obejmiesz wisiorek w dłoń trzymając kciuk na diamencie to zobaczysz coś ciekawego. Tylko do tego lepiej wstań - dodał jeszcze odsuwając się nieco na krześle, wolałby nie oberwać szablą kiedy ta się pojawi. Gdyby tylko Brenna posłuchała go co powinna zrobić z wisiorkiem, ten przemieniłby się szablę, dość mocno łudząco podobną do tej, której używała podczas ćwiczeń, miał dość czasu, żeby przyjrzeć się jej broni i potem znaleźć podobną replikę, którą mógł użyć do wykonania tego naszyjnika. RE: [19.07.1972] Między ciastem a szablą - Brenna Longbottom - 18.11.2024 Brenna była gliną i niestety, już spotkała się z tym problemem – ktoś miał fałszywe alibi, bo kto inny podszywał się pod niego metamorfomagią albo za pomocą wielosokowego. Albo ktoś niewinny miał problemy, bo ktoś narobił problemów, przybierając jego twarz. Pewna ostrożność była więc u niej odruchowa, a podejrzliwość dość łatwo mogła się obudzić i w takich chwilach zerknięcie, czy dana osoba ma taką różdżkę, jaką mieć powinna (bo Brenna nie mogła wprawdzie poznać na pierwszy rzut oka rdzenia czy większości drewien, ale już kolory były różne), mogło być na wagę złota. – Gdybyś jednak się zdecydował, możemy porozmawiać o dofinansowaniu – rzuciła jeszcze z poważną miną, zanim Thomas opuścił pomieszczenie. * Figg lubił od czasu do czasu przywozić prezenty ze swoich podróży, a sama Brenna też lubiła rozdawać innym upominki (niekoniecznie zawsze bardzo kosztowne, bywało, że było to po prostu dużo pączków roznoszonych po Ministerstwie Magii) – i „ofiarą” tej skłonności najczęściej padała Mabel. Nie dostawała jednak zazwyczaj prezentów bez okazji (i, po prawdzie, nigdy jej na nich jakoś nie zależało, chyba że chodziło o cukierka albo pączka), więc i tak uniosła lekko brwi na odpowiedź Thomasa. Nie zamierzała się jednak wykłócać, przynajmniej początkowo, bo przecież nie robisz czegoś takiego, kiedy ktoś daje ci miły prezent. Trochę zmieniła zdanie, kiedy zgodnie z przykazem wstała, ścisnęła wisiorek i… ten zmienił się w szablę. Z jednej strony była absolutnie zachwycona, bo faktycznie ciężko było o lepszy prezent dla niej. Z drugiej doskonale wiedziała, ile taka broń kosztuje. Nie wspominając już o całej pracy, jaka na pewno wiązała się z nakładaniem pieczęci, mechanizmami, czy co tam jeszcze Thomas musiał zrobić. – Dzięki, Tommy, totalnie wiesz, jak uszczęśliwić dziewczynę – powiedziała jednak tylko, odkładając na moment szablę, żeby go uściskać. Pieniędzy za to i tak nie przyjmie, ale zawsze mogła znaleźć sposób, żeby jakoś się odwdzięczyć, może podrzucając mu jakieś super niesamowite narzędzia do tworzenia mechanizmów albo roczny abonament na dostawę najlepszej karmy dla Kapitana Pazura. – Ale uznajmy proszę, że to wcześniejszy prezent na Yule. |