Secrets of London
[1969] Marsz praw charłaków - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [1969] Marsz praw charłaków (/showthread.php?tid=418)



[1969] Marsz praw charłaków - Theon Travers - 05.11.2022

1969, Marsz Praw Charłaków
Theon & Chester


Żadne inne miejsce nie kryło tylu tajemnic, co ulica Śmiertelnego Nokturnu.

Niektórzy mogliby się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Rzecz zupełnie zrozumiała. Prawdopodobnie byliby w stanie przywołać całkiem sporo argumentów mających na celu obalenie tej teorii; potwierdzenie swojej racji. Najpewniej wynikałoby to jednak z tego, iż nigdy nie mieli okazji odwiedzić podziemnych ścieżek. Na własne oczy zobaczyć tego, co się tutaj kryło; tego co znajdywało się zaledwie na wyciągnięcie ręki dla wszystkich tych osób, dla których problemu nie stanowiło poruszanie się po tej okolicy.
Nadal doskonale pamiętam swój pierwszy raz. Nie miałam jeszcze 18 lat. Było mi do tego wciąż całkiem daleko. Pod moim nosem pewnie było jeszcze widać mleko. Razem z Loganem uciekliśmy ze sklepu stanowiącego własność jego rodziny. Ruszyliśmy na spotkanie przygody. Albo to raczej ja zostałem na to spotkanie zabrany. Dla kuzyna nie była to pierwsza wizyta w tym miejscu. Ostatnia również.

Czy dzisiaj Logan również będzie tu na mnie czekał?

Czy on również był w to wszystko zaangażowany?

Kierując się do miejsca, w którym mieliśmy się spotkać, witam się z kilkoma osobami. Poprzez zwykłe skinienie głową. Nic więcej. Nic mniej. Nie mam czasu na niepotrzebne rozmowy. Nie pojawiłem się tutaj w celach towarzyskich. Wiem, że na miejscu zapewne czekają już inni. Nie tylko na mnie, ale też na wielu innych czarodziejów, których na pewno nie zabraknie. Nigdy nie brakowało.

Wreszcie docieram na miejsce. Przy pomocy różdżki, dotykam drzwi w okolicach zamka. Wypowiadam słowo-klucz, znane tylko tym, którzy byli w to wszystko zaangażowani.

- Bazyliszek. - Pada z moich ust. I już zaraz, w chwilę po tym, mogę dostać się do środka.

Wnętrze nie zachwyca, ale nie jest to coś, czego się nie spodziewałem. Identycznie jak mało przyjemnego zapachu, który w tej okolicy nie jest czymś niespotykanym. Zdejmuje okrycie. W środku jest trochę zbyt ciepło, żeby gotować się w dość grubym płaszczu. Okrycie zabiera ode mnie domowy skrzat. Czyją stanowi własność? Nie mam pojęcia i w zasadzie, wcale mnie to nie obchodzi. Nieistotny szczegół. [/a]

Ruszam wgłąb pomieszczenia, dołączając do zgromadzonych tutaj osób. Nie odzywam się. Nie witam. Po prostu zajmuje miejsce pośród tych, którzy zdążyli dotrzeć tu przede mną. Cierpliwie czekam na to, co ma nastąpić. Już za chwilę. Może dwie. Nie zebraliśmy się tutaj bez powodu. Tego jestem pewny.




RE: [1969] Marsz praw charłaków - Chester Rookwood - 23.11.2022

Na miejsce spotkania Chester Rookwood dotarł sporo przed czasem. Tuż po swoim przybyciu na ulicę Śmiertelnego Nokturnu postanowił poddać się typowej dla aurorów paranoi i sprawdzić bezpieczeństwo tego budynku, w którym mieli się zgromadzić czarodzieje i czarownice przeciwni mającemu się odbyć marszowi charłaków. Niemagiczny motłoch domagał się uznania ich równymi czarodziejom. W oczach Chestera charłaki były tożsame z mugolami i szlamami.
To, że zamierzał sprawdzić miejsce planowanego spotkania, może było związane z cechującą go typową dla aurorów paranoją. Choć nie obawiał się zagrożenia ze strony bytujących na tej ulicy szumowin, ale właśnie tego, że to zgromadzenie przykuje uwagę funkcjonariuszy. Wolał dmuchać na zimne. Tym bardziej, że podanie każdego hasła można było wymusić na danej osobie. Kochał zdradę, ale nienawidził zdrajców. Począwszy od zdrajców krwi a skończywszy na zwykłych tchórzach, którzy dla uratowania własnej skóry sprzedaliby własną matkę gdyby to miało pozwolić uniknąć przeznaczonego im losu.
Aby dostać się do środka także i on musiał podać hasło. Od tego nie było żadnych wyjątków. To miejsce nie było pierwszą szczurzą norą, w której stanęła jego noga. I nie będzie ostatnią w jego życiu. Również czuł ten nieprzyjemny odór. Tak pachniał rynsztok. Dla niego śmierdzący oddech ulicy mieszał się ze wonią dymu tytoniowego z wypalonego przed chwilą papierosa, coraz bardziej ją wypierając. Po wejściu do środka Rookwood odczuł różnicę temperatur i ciepło panujące w tej ruderze wystarczyło, aby sam zdjął swój płaszcz rzucając go w stronę usłużnego skrzata domowego, którego minął bez zaszczycenia go spojrzeniem. Z taką samą obojętnością mija się stojący w przedpokoju wieszak na ubrania.
Jego baczne spojrzenie prześlizgnęło się po sylwetkach zebranych w tym obskurnym pomieszczeniu, stając ostatecznie na jego środku tak aby być całkiem dobrze widoczny. I, co ważniejsze, słyszalny przez nich wszystkich. Zgromadzonych tutaj w wspólnym celu.
W przeciągu paru godzin na ulicach magicznego Londynu odbędzie się Marsz Praw Charłaków, którzy samym swoim istnieniem okrywają nas, czarodziejów, wstydem... szczególnie, jeśli przyjdą na świat w rodzinach czystej krwi. Takich jak nasze. Tolerowanie ich w naszym społeczeństwie nie przyniosły pożądanych efektów, czego efekt zobaczymy na własne oczy za kilka godzin. Wobec tego chcę was, zgromadzonych tutaj czarownic i czarodziejów, czy nadal zamierzamy tolerować ich obecność wśród nas. Ta sytuacja pokazała nam, że już nie wystarczy ukrywanie ich istnienia wśród naszych krewnych czy wydziedziczanie ich. Zebraliśmy się tutaj aby wspólnie zaplanować kontrmarsz. Jego prowodyrzy będą szli najpewniej na przedzie i to na nich powinniśmy się skupić w pierwszej kolejności — Przemówił do wszystkich tu obecnych, wodząc znów spojrzeniem po zebranych.
Dobrze mówi! — Stojący obok Theona czarodziej zakrzyknął gromko, a inni mu zawtórowali w podobnym tonie albo chociaż pełnym aprobaty skinięciem głową. Każdy mógł zabrać głos, choć jeśli nie będzie chętnych to sam przejdzie do przedstawienia pełnego planu, z którym tutaj przyszedł. Nie o to w tym wszystkim chodziło, choć dla niektórych byłoby to bardzo dogodne. Niektórym podporządkowanie się, płynięcie wraz z tłumem przychodziło z łatwością. Nie każdy jest typem przywódcy.


RE: [1969] Marsz praw charłaków - Theon Travers - 13.12.2022

Również dla mnie, nie była to pierwsza nora, którą miałem przyjemność odwiedzić.
W swoim życiu - nadal dość krótkim - nie wystrzegałem się tego typu miejsc. Podziemne Ścieżki zdążyłem całkiem nieźle poznać, choć zarazem nie na tyle dobrze, żeby być w stanie poruszać się po tym kompleksie z zasłoniętymi oczyma. W sporej części przypadków po prostu wiedziałem, do których drzwi należało zapukać; do których drzwi należało skierować swoje kroki. Do tej pory było to więcej niż wystarczające.

Stojąc pośród sobie podobnych - pośród czarodziejów, którzy nie znaleźli się tu przez przypadek - cierpliwie czekam na to, co ma nastąpić. Choć jeszcze nie tak dawno temu zastanawiałem się nad tym, kogo będzie dane mi tutaj spotkać, teraz nie tracę czasu na odnalezienie wśród zebranych choćby jednej, znajomej twarzy. Coś innego zaprząta moją głowę. Nie tylko moją, jeśli wsłuchać się w rozmowy prowadzone przez otaczających mnie ludzi. Tak samo jak i ja, zastanawiają się nad tym, co mogło być na tyle istotne, żeby ściągnąć nas wszystkich do tej obrzydliwej nory.

Do żadnej z tych rozmów się nie przyłączam. Żadnej z nich nie przysłuchuje się uważniej.

Moja postawa zmienia się dopiero, kiedy wśród nas pojawia się on. Zajmuje odpowiednie miejsce. Zaczyna swoją przemowę. Już wcześniej wiedziałem, że Chester - dobry znajomy ojca - nie jest tutaj byle kim, ale dopiero teraz docierało do mnie to, jak wiele auror znaczy. Zrozumiałem wreszcie, co dokładniej starał się przekazać mi ojciec podczas naszego ostatniego spotkania.

- Skupić się na nich? Oczekujesz, że wystąpimy aktywnie przeciwko nim? - Nie daje się ponieść okrzykom wyrażającym poparcie dla sprawy, które zdają się docierać do moich uszu dosłownie z każdej strony. Zamiast tego przeciskam się pomiędzy zebranymi, chcąc nieco bliżej podejść do Rookwooda. Zadaje pytanie, licząc na konkretną odpowiedź. Kontrmarsz to jedno, czym innym będzie zaatakowanie uczestników pierwotnego marszu. Charłaków oraz osób popierających całą tę akcje.

Nie wszystkim podoba się zadane przeze mnie pytanie. Idące w ślad za nim wątpliwości. Da się usłyszeć kilka niecenzuralnych określeń skierowanych pod moim adresem. Obelgi jednak kompletnie mnie nie ruszają. Zatrzymuje się w miejscu, z którego mogę wreszcie spojrzeć Chesterowi prosto w oczy. W miejscu, w którym auror może mnie zauważyć, choć to akurat niewielki problem. Wzrostem góruje nad większością zgromadzonych.

- Czego od nas oczekujesz. Chcemy konkretów. - Za drugim razem zdecydowałem się na liczbę mnogą. Nie do końca świadomie. Część ludzi decyduje się, całe szczęście, pójść w moje ślady. Również mają wątpliwości, również chcą, żeby wszystko zostało powiedziane wprost. Wśród zebranych zaczyna być widoczny pewien rozłam, choć oczywiście to wcale nie tak, że ktoś spośród nas jest gotowy już teraz o wszystkim donieść w Ministerstwie. Chodzi tutaj zwyczajnie o to, że nie wszyscy przejawiają w tym temacie równie skrajne poglądy. Nie każdy z nas chce podejmować większe ryzyko. Narażać własną głowę.

Do której grupy zaliczam się ja? Nie jestem do końca pewien.




RE: [1969] Marsz praw charłaków - Chester Rookwood - 22.01.2023

Chester zdawał sobie sprawę z tego, że jego przemowa nie dobiegła jeszcze końca. Wygłosił dopiero wprowadzenie i dopiero miał przejść do sedna sprawy. Teraz panowała cisza przed burzą, która miała niebawem nadejść. Choć gdyby miałby to ubrać w jeszcze bardziej podniosłe słowa to równie dobrze mógłby powiedzieć zgromadzonym w tym miejscu czarodziejom i czarownicom, że to oni będą niczym ta burza, która nadejdzie za te kilka godzin i przegna z Ulicy Pokątnej tych wstrętnych charłaków, którzy od dnia narodzin stanowiły dla rodzin czystej krwi powód do wstydu. W jego rodzinie wydziedziczenie to najłagodniejsze na każdy z urodzonych w niej charłaków może liczyć. Tak jak wszystkich czarodziejów ograniczało ich ustanowione przez Ministerstwo Magii prawo. Prawo, które jako Auror powinien reprezentować i bardziej respektować. Zamiast tego stał przed tymi wszystkimi wartościowymi członkami świata czarodziejów, zjednoczonych tutaj w interesie konserwatywnych rodzin oraz swoim własnym.
Można by uznać go za jednego z prowodyrów tego kontrmarszu i nawet nie byłoby to dalekie od stanu faktycznego, ale przecież nie nakaże rzucać tym wszystkim ludziom konkretnych zaklęć ani nie powie im, że mają zabić kilku charłaków. Z prostej przyczyny. Byłby zdolny do dokonania czegoś takiego. Jednocześnie musiał liczyć się z tym, że niektórzy spośród tego zacnego grona nie będą w stanie posunąć się tak daleko jak on. To wszystko będzie zależeć od nich. Prawda była też taka, że gdyby otwarcie namawiał ich do zabijania charłaków albo nawet nakazałby im coś takiego to w niesprzyjających okolicznościach tylko sobie zaszkodziłby. Mógł mieć nieczyste sumienie oraz nie mieć skrupułów, jednak jego ręce musiały pozostać z pozoru czyste. W takich okolicznościach każda z tych osób mogłaby okazać się zdrajcą i tchórzem oraz próbować obarczyć go winą za każdego zabitego przez nich charłaka. Reputacja to coś, co budowało się przez lata i zarazem coś, co mogło zostać zniszczone dosłownie w jednej chwili.
Przez lata pracował nad wypracowaniem odpowiedniej reputacji w Ministerstwie Magii oraz utrzymaniem jej na stałym poziomie po to, aby móc ją wykorzystywać na swoją korzyść. Jawne oskarżenie go o namawianie kogokolwiek do rozlewu krwi byłoby przejawem braku rozsądku ze strony tych osób, ale lepiej dmuchać na zimne. Drugą stroną tej samej monety była jego reputacja w środowiskach czarodziejów czystej krwi. Ta jednak była nie do podważenia. Nie było szans na to, aby został zdrajcą krwi. W tym wszystkim musiał istnieć swoisty balans. Albo jego pozory.
Tak jak powiedziałem, powinniśmy się na nich skupić i to można uznać za aktywne wystąpienie przeciwko nim podczas tego kontrmarszu. Nie oznacza to zaatakowania demonstrujących. To nie powinno być naszym zamiarem. Z pewnością nie będziemy jedyną grupą czarodziejów i czarownic stojących murem za obecnym stanem rzeczy. To sprawi, że nasz głos wyrażający poparcie dla tradycyjnych wartości, w tym przypadku pozycji charłaków w naszym społeczeństwie, będzie potężniejszy od ich głosu — W pierwszej chwili spojrzał na Theona, gdy tylko zadał mu to pytanie. Odpowiedź, która padła z jego ust, mogła wydawać się wszystkim tu zebranym zaskakująca. Jednak dla niego była słuszna tylko ze znanych mu powodów. Zdawał sobie sprawę z tego że to, co powiedział w tym momencie może się niektórym nie spodoba. Powinni wyjść na ulice tak wzburzeni, jak to tylko możliwe. Istniała szansa, że podczas pozornie pokojowych protestów z ich strony ktoś pęknie, chwyci za różdżkę i zaatakuje podczas kontrdemonstracji. Kluczowe tutaj było słowo nie powinno. Ten marsz mógł okazać się beczką czarodziejskiego prochu, czekającą tylko na podpalenie. Potrzebował tylko iskry, którą ktoś z siebie na pewno wykrzesze i rozpęta tym samym chaos. I to byłoby coś, na co Chester tak naprawdę liczył.
Abyście wyruszyli na Ulicę Pokątną w duchu jedności i wytrwałości oraz zdecydowania, bo tylko tak będziemy w stanie osiągnąć nasz cel. Dla nas to nie jest z góry przegrana sprawa. Nie tak jak dla charłaków. Musimy być świadomi, że znajdą się osoby chcące uciszyć nasz głos i nie możemy na to pozwolić. Jednocześnie nie powinniśmy dać się ponieść tym wszystkim emocjom i przekroczyć pewną granicę — Przedstawił wszystkim to, czego od nich oczekiwał w taki sposób, na jaki mógł sobie pozwolić w obecnej sytuacji. Wierzył w powodzenie tego kontrmarszu, w końcu jego zdaniem te wszystkie postulaty charłaków były całkowicie niedorzeczne i nie powinni nic zmieniać na gorsze. Apelował do nich o jedność, wytrwałość i rozdanie. Z pozoru także o rozwagę. W dalszym ciągu nie zamierzał namawiać ich wszystkich do skrajnie radykalnych działań. Samo protestowanie nie było zakazane w żaden sposób. Nie będą mogli mu nic zarzucić, także wtedy jeśli kto z nich posunie się za daleko.


RE: [1969] Marsz praw charłaków - Theon Travers - 05.02.2023

Sytuacja zaliczała się w jakimś stopniu do tych... dość delikatnych. Choć na tym spotkaniu nie pojawili się przypadkowi czarodzieje, w dalszym stopniu należało zachować ostrożność. Człowiek nigdy nie może być pewnym tego czy jakaś informacja nie wycieknie; nie dotrze do niewłaściwych uszu. To mogłoby prowadzić do problemów. Zarówno w życiu prywatnym jak i tych o charakterze zawodowym. Jednych i drugich lepiej było unikać. Dla własnego dobra. Ryzyka nie da się ograniczyć do zera. Można je tylko zminimalizować.

Skoro Theon zadał pytanie, to oczywiście odpowiedzi zamierzał wysłuchać. Znalazł się na tyle blisko Rookwooda, że skupienie się na jego słowach nie stanowiło większego problemu. Nie przeszkadzały mu mniej i bardziej gorączkowe rozmowy prowadzone przez zebranych. Ludzie nie potrafili się przed nimi powstrzymać. Yaxley był w stanie to jednak zrozumieć. W grę wchodziły w jakimś stopniu emocje. Czy to co usłyszał go uspokoiło? Do pewnego stopnia na pewno. Czy podobnie odebrali to pozostali zgromadzeni? Nie wszyscy. Nie stanowiło to jednak dla niego większego zaskoczenia.

Nie zadawał kolejnych pytań, zamiast tego pozwalając, żeby zajęli się tym inni. Sam musiał to rozgryźć. Przetrawić. Nie cofnął się jednak, nie próbował ukryć w tłumie, co przy jego wzroście i tak byłoby zadaniem trudnym do realizacji. Pozostał na miejscu, uważnie słuchając, wszystko obserwując. Nie ruszył w ślad za zebranymi, kiedy Ci zaczęli z wolna opuszczać pomieszczenie. Zamiast tego zdecydował się zaczekać na Chestera.

Nie znał Rookwooda szczególnie dobrze. Mężczyzna był jednak dobrym znajomym ojca, mieli okazje widywać się w przeszłości. Tym samym nie był on dla Theona kimś całkowicie obcym, choć nadal stanowił pewną zagadkę. Tylko czy Yaxley faktycznie chciałby tę zagadkę rozwiązać? Czasami lepiej być pewnych rzeczy nieświadomym.

Choć może niekoniecznie tym razem.

- Nie powinniśmy atakować demonstrujących? - gdy tylko stało się to możliwe, podszedł do aurora, rzucając w jego stronę słowami, które padły kilka minut temu. Podczas wygłoszonej przemowy. Uniósł ku górze jedną brew. - Naprawdę sądzisz, że to będzie miało znaczenie? To co mówiłeś, podczas tego spotkania? - zapytał, sięgając do kieszeni po paczkę fajek i zapalniczkę. Zakupioną w mugolskim sklepie benzynówkę. Nie zamierzał się przejmować tym, gdzie się znajdują. To miejsce i tak było norą. Niemiłosiernie tu cuchnęło.

Jakież to typowe dla Nokturnu.

Odpalił papierosa, wyciągając uprzednio opakowanie w kierunku Chestera. Wiedział, że ten papierosów nie unika. Pracowali w jednym budynku, choć różnych departamentach.

- Nie wiem czy na Twoim miejscu odważyłbym się na takie wystąpienie. - przyznał się. W jego głosie wybrzmiało coś na kształt podziwu? Ledwie wyczuwalny, ale niewątpliwie się pojawił. Sam Theon wolałby pewnie nie wychodzić przed szereg. Nie podejmować nadmiernego ryzyka. Daleki był od tego, żeby decydować się na tak radykalne działania. Bo chyba właśnie w ten sposób można określić to, co miało miejsce ledwie kilka chwil temu. Nie oznacza to jednak, że do pewnego stopnia się z tym wszystkim nie zgadzał.

Mógł mieć swoje poglądy. Mógł mieć swoje przekonania. Tylko czy był skłonny nadstawiać w ich imieniu karku? Podejmować dla nich większe ryzyko? Wszystko miało swoje granice. Czasami tylko trzeba było odkryć, gdzie leżały te własne. Na tym polu nadal zdawał się stawiać swoje pierwsze kroki.




RE: [1969] Marsz praw charłaków - Chester Rookwood - 19.02.2023

Chester będzie mógł spać snem sprawiedliwych, gdyż w swoim mniemaniu poprowadził dobrze to spotkanie. Jeśli ktokolwiek z tu obecnych czarodziejów i czarownic wyłamie się i przekaże niepożądanym te informacje to nikt nie posądzi go o działania niezgodne z prawem. Odpowiadał na wszystkie pytania, nie tylko te zadawane przez Theona oraz pozwalał im rozmawiać pomiędzy sobą. Kiedy to spotkanie dobiegało końca, odprowadzał spojrzeniem wszystkich jego uczestników. Pewnym zaskoczeniem było to, że Theon najwyraźniej zwlekał z opuszczeniem tego obskurnego pomieszczenia. Ten czarodziej zdawał się czekać na niego. Prawdopodobnie chciał porozmawiać w cztery oczy, z dala od potencjalnych podsłuchujących. Mogło to dotyczyć tego spotkania albo samego Marszu Charłaków. Może też chciał przekazać mu coś od swojego ojca.
Powinniśmy. Istnieje wiele powodów, dla których nie mogłem otwarcie powiedzieć tym wszystkim ludziom, że mają zaatakować charłaków i ich sympatyków. Począwszy od tego, że jestem Aurorem i tego, że widziałem podczas tego spotkania kilku pracowników Ministerstwa. Pokojowe demonstracje dla nich i dla nas nie są zabronione. Jak to zwykle bywa w przypadku ścierania się grup o odmiennych poglądach... ktoś chwyci za różdżkę, a jakiś charłak spróbuje użyć pięści, może też kopać albo rzucać niebezpiecznymi dla nas przedmiotami — Przyznał po ostatecznym upewnieniu się, że zostali tutaj sami. Wytłumaczył mu też motywy swojego postępowania i tego, dlaczego nie ujawnił w pełni swoich radykalnych poglądów ani nie namawiał otwarcie tych ludzi do stosowania przemocy wobec protestujących.
Jeśli ktoś z zatrudnionych w Ministerstwie czarownic i czarodziejów sięgnie po różdżkę celem zaatakowania uczestników Marszu i Chester będzie tego świadkiem to nie zgłosi Brygadzistom ani sam nie dokona aresztowania takiej osoby, tylko znajdzie sposób na odpowiednie wykorzystanie tego zdarzenia dla swoich celów. Niektórych pracowników Ministerstwa dobrze byłoby mieć w garści. Gdyby Theon podzieliłby się z kimś tym, co powiedział mu w prywatnej rozmowie i gdyby dosięgnęły go konsekwencje prawne, wiedziałby o tym, kto za to odpowiada. I zrobiłby wszystko aby go dopaść.. prędzej czy później. Przed tym nie uchroniłaby go nawet przyjaźń Chestera z ojcem tego czarodzieja.
Wypowiadając się o charłakach nie krył pogardy względem charłaków, których nazwanie "zwierzętami" to ujma dla tych organizmów żywych. To niezdolna do uprawiania magii swołocz, która wyrosła na łonie wielu rodów czystej krwi. Powód do wstydu dla nich. Ta sytuacja dobitnie pokazuje, że byli zbyt tolerancyjni ograniczając się do wydziedziczania ich.
Nasze poparcie dla tradycyjnych wartości i przemawianie jednym głosem w tak istotnej kwestii ma znaczenie. Jednak czyny mówią głośniej, niż słowa — Przyznał się do trzymania się wyrażonego uprzednio osądu. Niezależnie od jego przebiegu, Marsz Charłaków zapisze na kartach historii. Właśnie przez czyny jego uczestników. Bo historię piszą tylko zwycięzcy. Za tych postrzegał wyłącznie konserwatywnych czarodziejów czystej krwi.
Spostrzegł w dłoniach Yaxleya paczkę papierosów oraz wytwór niemagicznych zwany zapalniczką. Uniósł jedną z brwi, jakby pytająco, zarazem z dozą dezaprobaty. Gdy Theon podsunął mu paczkę fajek, wydobył z niej jednego papierosa i umożliwił temu czarodziejowi zapalenie mu papierosa.
Gotowość do wygłaszania podobnych przemów jest wpisana w rolę lidera. Nie pierwszy raz przemawiam do stojących przede mną ludzi. Jeśli chcę aby coś dla mnie zrobili to muszę do nich dotrzeć. Otwarcie nie nawoływałem ich do atakowania, tylko do względnie pokojowego protestowania — Wzruszył nieznacznie ramionami. Przemawianie do innych ludzi było elementem jego pracy, tak samo jak wydawanie im poleceń. Tak robili liderzy. Nie każdy nadaje się do takiej roli. Gdyby miał pełnię swobody i świadomość własnej bezkarności to zdołałby wygłosić taką przemowę, że z tej śmierdzącej nory na Ulicę Pokątną wylałaby się grupa podburzonych do cna oraz żądnych charłaczej krwi czarodziejów i czarownic. Jednocześnie liczył na jej rozlew.


RE: [1969] Marsz praw charłaków - Papa Legba - 14.05.2023

Theon pokiwał głową. Jako auror, Chester nie mógł po prostu namówić wszystkich do ulicznej przepychanki. Ale miało to też swoje plusy. Znając pracę aurorów od zewnątrz mógł lepiej zaplanować tego typu akcję z jak największą korzyścią dla ich strony.

— To ma sens — powiedział.

Zaciągnął się papierosem.

— Masz we mnie świadka, że tak było. Ale na pewno dojdzie do zamieszania. To oczywiste. I podejrzewam, że masz już gotowy plan na każdy możliwy scenariusz... prawda?




RE: [1969] Marsz praw charłaków - Chester Rookwood - 27.05.2023

Mając za sobą całkiem skuteczną przemowę, odpowiadanie na wszelkie pytania ze strony zebranych, mógł w dalszym ciągu kontynuować zainicjowaną przez młodego Yaxleya rozmowę. Udział z pozoru pokojowej kontrdemonstracji nie wymagał opracowywania skomplikowanych planów, jak inne przedsięwzięcia których się podejmował i których przyjdzie mu się podjąć w dalszej przyszłości. Zawsze działał z korzyścią dla popieranej przez siebie strony.

Spojrzał znacząco na Yaxleya, słysząc taką lakoniczną odpowiedź z ust syna swojego przyjaciela. Od ludzi w swoim otoczeniu oczekiwał udzielania mu bardziej rozwiniętych odpowiedzi. Nawet, jak wygłaszali adekwatne do sytuacji stwierdzenia. Po to samemu odpowiadając na dane pytania możliwie jak najbardziej wyczerpująco, z zamiarem rozwiania wszelkich wątpliwości u swoich towarzyszy. Nic jednak nie powiedział. Jedynie zaciągnął się swoim papierosem.

Doskonale. Jeśli Któraś z tu obecnych osób dopatrzy się czegoś zgoła odmiennego i spróbuje mnie obarczyć mnie winą za podżeganie do stosowania przemocy wobec charłaków, wszystkiego się wyprę. Wówczas twoje zeznanie może się okazać przydatne. Oczywiście, że mam — Odpowiedział na słowa tego czarodzieja, który nie pierwszy raz miał okazać się przydatnym jakby przyszło co do czego. Gdyby doszło do takiej sytuacji to nie pozostawiłby tego bez odpowiedniej reakcji. Nienawidził zdrajców. Zapewnił go. Musiał być przygotowany na tę i każdą inną ewentualność.

Idziemy — Zarządził opuszczenie tego pomieszczenia, od razu kierując się do wyjścia z budynku. Niebawem rozpocznie się Marsz Praw Charłaków, w którym wezmą udział.


Koniec sesji