Secrets of London
[3 VIII 1972, Warownia] Płoną ściany twego domu - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [3 VIII 1972, Warownia] Płoną ściany twego domu (/showthread.php?tid=4191)



[3 VIII 1972, Warownia] Płoną ściany twego domu - Morpheus Longbottom - 17.11.2024

Warownia
3 VIII 1972



Płoną ściany Twego domu
Ulic gardła gryzie dym
Gdy śpiewasz głośno znów nikomu
Podły, pełen żalu hymn

Nie mógł spać. Rzucał się po łóżku. Pot przylepiał mu prześcieradło do nóg, zdjęcie piżamy i siedzenie nago na pościeli nic nie dawało, aby ochłodzić ciało. Duchota wieczora, nawracające wizje, ból w całym ciele sprawiały, że umęczone ciało nie dawało mu spokoju. Przeczesał palcami spętlone loki, czując jak te przyklejają mu się do czaszki.

Zrobił długi wydech. Z ciężkim umysłem i jeszcze cięższymi kończynami wstał z łóżka. Zahaczył się o pościel i potknął, na szczęście zdążył wesprzeć się o rzeźbioną kolumienkę, nim spotkał się z bliska ze swoim dywanem. Różdżką zapalił małą lampkę na biurku, która sączyła złote światło, próbując rozproszyć smutny mrok jego oczu. Z fotela zdjął podomkę i zawiązał ją na spoconej skórze.  Jedwab parzył zimnem.

Zszedł do ciemnej kuchni, jego pantofle cicho szurały na parkiecie.

Przygotować coś, paniczu? — zapytał go cichy, łagodny głos Malwy, skrzatki Godryka, która siedziała przy stole, machając krótkimi nóżkami i obierała jabłka do dużego garnka.

Zrób mi herbaty, proszę, z eliksirem nasennym. Pójdę się umyć. — Uśmiechnął się słabo do skrzatki, która była mu piastunką, pierwszą przyjaciółką i towarzyszką zabaw, która uczyła go pisać i dbała o niego od kołyski. Jak powiedział, tak zrobił. Zimny strumień na skórę, pokuta za grzechy, które dopiero popełni. Zmywał z siebie wizje, koszmary.


Słyszę Cię
Widzę stąd
Wierzę znów
Podaj dłoń

Przebrał się w czystą piżamę, szorstki len, jak szata pokutna, nawet jeżeli była z materiału najwyższej klasy. Podrażnione ciało hiperbolizowało wszystko. Powlókł nogami do swojej sypialni, aby zastać na stoliczku herbatę na sen i zmienioną pościel. Zamierzał spać, nawet jeżeli te oczy, które znał, śledziły go nocą, tak znaną, ta twarz, chociaż znał ją młodszą i łagodniejszą. Kolejny ciężki wdech. Wypił wszystko, do dna, na raz, aby przeobrazić swoje martwe serce ponownie w kamień. Chociaż w tę noc.

Oboje nie byli tym, co znali. Oboje kroczyli własnymi ścieżkami, które nigdy się nie krzyżowały. Ułożył się na jednej połowie, poprawił poduszkę i obrócił twarzą do drzwi, zamykając oczy i wyobrażając sobie drugi oddech, za sobą, inne ciepłe, które czuł dawno temu.

Nie poczuł już dwóch łez, które pomoczyły mu poduszkę, bo zasnął.

W czerni był szczęśliwy. Czerń dawała mu spokój. Więc spał i nie śnił. Nie śnił niczego. Słodka ciemność go zabrała i pozwoliła ciału się zregenerować.


Mam mrok za sobą, Ciebie obok
Resztę naszych sił;
Gdy Ty jak wcześniej nikt
Jak żaden z nich
Obracasz nasz świat w pył;
Poczekaj...

Koniec sesji