![]() |
|
[1.09.72] Hands up | Aidan, Umbriel - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +---- Dział: Podziemne Ścieżki (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=49) +---- Wątek: [1.09.72] Hands up | Aidan, Umbriel (/showthread.php?tid=4260) |
[1.09.72] Hands up | Aidan, Umbriel - Aidan Parkinson - 05.12.2024 1 września 1972
Podziemne Ścieżki Aidan bez problemu przeszedł przez Nokturn, nie niepokojony przez nikogo. To nie tak, że był tu jakąś ważną personą, bo wcale za takiego nie uchodził ani do tego nie aspirował - to życie chciało, by kilka losów splotło się w jeden wielki kłębek i by Parkinson poznał ludzi, którzy znali ludzi. Na samym Nokturnie stanowiło to ogromny atut - znajomości właśnie, a nie żadne pieniądze czy groźby i prośby. Nokturn, ach Nokturn, ty jebana kurwo: chciałoby się rzec na głos, gdy przemierzał brudne uliczki, podnosząc kołnierz znoszonej, skórzanej kurtki. Wciągał zapach brudu i przestępstwa jedną dziurką, a wydmuchiwał drugą, razem z dymem papierosowym. Pet w gębie Aidana powoli stawał się jego znakiem rozpoznawczym. W pracy robił coraz więcej przerw na papierosa, a w domu palił non stop. Jeśli tak dalej pójdzie: zbankrutuje. Ale miał wrażenie, że tylko to mu pomagało: tytoń i od biedy wóda, chociaż z tym ostatnim niedawno spasował. Nie tylko dlatego, że uwalniała w nim tłumione pokłady agresji, ale przede wszystkim dlatego, że miał dosyć tłumaczenia się w Ministerstwie, dlaczego znowu ma obitą mordę. Odkąd Penny zapadła się pod ziemię i dała mu jasno do zrozumienia, że nie chce mieć z nim nic wspólnego, było z nim jeszcze gorzej niż dotychczas. Regina miał w tym swój udział, więc Parkinson nawet nie miał zamiaru się do kuzyna odzywać. Obwiniał go o to, co się stało. Stanley zniknął, wszyscy w BUM go szukali, a ten jeszcze prosił go o jakieś kurwa listy obecności, których nie dał rady zdobyć. Brenna się nad nim znęcała, rzucając czary na jego biurko, a Victoria jej wtórowała. - Jebane baby - burknął, kopiąc po drodze jakiś mały kamyk. - Koniec z nimi, bo mnie wykończą. Nie był tu oficjalnie - nie miał munduru. Był ubrany po cywilnemu, bo dzisiaj zrobił sobie wolne, a co. Miał przecież do tego prawo, a ostatnio naprawdę było źle z jego psychiką. Nie wiedział, gdzie jego agresja może znaleźć ujście - miotał się, włóczył gdzie popadnie i... W sumie co. Jedno wielkie, śmierdzące smocze gówno: nie wiedział, co dalej ze sobą zrobić. Przeszedł przez kolejną uliczkę, dał nura pod jakimś przejściem, popchnął kogoś niechcący, ale na oburzone warknięcie nieznajomego tylko wcisnął mu paczkę fajek do łap. I tak zostały tylko dwa szlugi, a on miał w drugiej kieszeni kolejną, świeżą paczkę. W zasadzie to nie wiedział, gdzie idzie - ot, taki sobie spacer zrobił. Mrugnął raz czy drugi, gdy otoczenie się zmieniło, a on dostrzegł jakiś zapyziały, starszy budynek. Nie wahał się dłużej niż kilka sekund: jego destrukcyjne myśli i chęć wjebania komuś tak po prostu gnały go do przodu. A raczej w dół, bo schodził właśnie po schodach. Znalazł się w sieci dziwnych, podziemnych korytarzy, lecz nie było tu ciemno. Aidan zgasił peta o ziemię, przydeptując żar butem. No ciekawe, gdzie go poniosło, chociaż chyba znał odpowiedź. Chciał zawrócić, bo nie podobało mu się to miejsce, lecz dostrzegł w oddali ruch. I chyba znajomą sylwetkę. Czy to nie...? Nie, niemożliwe. Nie mógł być w Londynie, nie pod ich nosem. Pewnie się pomylił, to nie mógł być jeden z tych, których szukali od kilku miesięcy. Ale jeśli ktokolwiek dowie się, że tego nie sprawdził... Parkinson westchnął i, całkowicie wbrew sobie, zapuścił się głębiej w Ścieżki. !podziemneścieżki RE: [1.09.72] Hands up | Aidan, Umbriel - Pan Losu - 05.12.2024 Nie powinno cię tu być!Zagłębiasz się w Podziemne Ścieżki, ale tak naprawdę, to nie masz bladego pojęcia dokąd iść. Po chwili orientujesz się też, że nie bardzo wiesz, jak wrócić. Niezależnie od wszystkiego, gubisz się w tunelach pod miastem na x godzin, nim znajdziesz wyjście na Nokturn:[roll=1d6+2] Wpadasz w zasadzkę zorganizowaną przez mieszkańców Podziemnych Ścieżek. Przestępcy atakują niespodziewanie, okradając cię z kosztowności i pozostawiają cię rannego. Dostajesz karę -10 do Aktywności fizycznej. Możesz spróbować ich wytropić – w takim wypadku rzuć kością 1d6 – zajmie ci to tyle dodatkowych godzin oraz -10 do rzutów na czary (jesteś ranny i potrzebujesz się wyleczyć, a cię okradziono). RE: [1.09.72] Hands up | Aidan, Umbriel - Aidan Parkinson - 05.12.2024 Nie wiedział, dokąd idzie. Osoba, którą zobaczył, zniknęła mu z oczu szybciej niż złoty znicz z oczu początkującego szukającego. Przełknął przekleństwo, które samo pchało mu się na usta, a potem się odwrócił. I odkrył, że nie pamięta, z której strony przyszedł. - No, to kurwa zajebiście - warknął, próbując odtworzyć swoje kroki. Ile czasu mu to zajęło? Nie miał pojęcia, zegarek zostawił w domu. Może godzinę, a może kilka. Nie wiedział, że w zasadzie zgubił się na niespełna dwie godziny, ale nogi wlazły mu w dupę całkiem konkretnie. Nie lubił tego miejsca, wcale a wcale. Nie podobało mu się tu. - Zgubiłeś się, piękny? - zajebiście. Aidan odwrócił się ostrożnie, wcale nie przyjmując uległej postawy. Przeciwnie, uniósł wysoko podbródek i obrzucił kilkoro czarodziejów spojrzeniem spod byka. - Jesteś pedałem czy o chuj ci chodzi? - warknął, mrużąc oczy. Piękny... Co to było, kurwa mać, za miejsce? Wyciągnął różdżkę. Był jednak zbyt wolny. (...)
Cóż, pech. Tylko tak mógł to nazwać. Aidan przyciskał rękaw białej (kiedyś na pewno) koszulki do rozbitego, krwawiącego nosa. Oko miał podbite, łuk brwiowy rozcięty i na pewno obili mu kilka żeber. Chyba nie były złamane, tak podejrzewał. Zabrali mu kurwa praktycznie wszystko - poza różdżką, którą udało mu się wrzucić wcześniej w worki na śmieci. Co za jebane męty społeczne! Zabrali mu nie tylko pieniądze, ale też fajki. I jego ulubioną zippo. Parkinson wstał niezwykle powoli, tłumiąc jęk bólu. Znowu ta postać... Czy tym razem zamierzała zniknąć, czy szła w jego stronę? Próbował zogniskować na niej wzrok, ale była za daleko, by zorientował się w którą stronę idzie. RE: [1.09.72] Hands up | Aidan, Umbriel - Umbriel Degenhardt - 08.05.2025 To był on. Ten, którego szukali od miesięcy, a dokładniej mówiąc od czerwca tego roku - za bestialski mord, za niesamowicie okrucieństwo i brak hamulców. Umbriel Degenhardt był całkowicie zasłużenie określony przez osoby badające miejsce zbrodni i Wizengamot potworem, ale z jakiegoś powodu nikt nie potrafił go odnaleźć i skuć. Miejska legenda rosła w siłę, plakaty z jego parszywą gębą zdobiły coraz większe części tablic z ogłoszeniami i murków, a on stał tu jak gdyby nigdy nic. Całkowicie niewzruszony palił papierosa, pozwalając dymowi rozbijać się o kamienne sklepienie i wsiąkać w jaśniejące w ciemności grzyby i mchy porastające ściany tego korytarza. Najgorsze było to, że absolutnie nikt nie reagował na jego obecność. Bo to był dom parszywców, a niechcianym obiektem nie był Umbriel wykonujący polecenia popleczników Czarnego Pana za pieniądze - tutaj przecież każdy miał niegodziwego pracodawcę - kanalią był Aidan. Ten, którego nie kojarzył nikt, a jeżeli jego twarz przemknęła przez czyjeś wspomnienia, całkiem możliwe, że skojarzył ją z wymiarem sprawiedliwości. Złoczyńcy Ścieżek ginęli. Każdy z nich pogodził się już dawno z nikłą szansą na dożycie starości, ale... no właśnie, nikt nie chciał skończyć na tej pieprzonej wyspie pośrodku niczego, otoczony przez potwory odbierające ci wszystko. Dlatego zrobili się ostatnio bardzo selektywni. - Trzeba się do tego przyzwyczaić - zaczął Umbriel, stawiając kroki za zmierzającym ku jednego z najbardziej zdradzieckich korytarzy Parkinsonem. - Do tego, że powietrze działa tu inaczej. Jest mniej tlenu, po jakimś czasie zaczynasz się dusić, ale nawet o tym nie wiesz. Ogień śmiesznie się tutaj rozprzestrzenia. - Pokręcił głową, dogaszając papierosa o ścianę. Grzyb porastający ścianę momentalnie pożarł go niczym ruchome piaski. Dobył swojej różdżki i wykonał nią ruch, jakby strzepywał z niej kurz. Zrób z różdżką to samo. Przyłóż ją do ściany i obserwuj, jak pożera ją pleśń. Zrób to. Pozbądź się wszystkiego, co daje ci bezpieczeństwo. [roll=PO] RE: [1.09.72] Hands up | Aidan, Umbriel - Aidan Parkinson - 22.10.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/9a/c0/87/9ac087cbb96061a898dc810289e4b891.jpg[/inny avek] Dla niego Nokturn był Nokturnem. Parszywą ulicą, po której chodziły najgorsze męty tego świata. Ale byłby głupcem, gdyby powiedział, że nie korzystał z ich usług. Nie był przykładnym funkcjonariuszem Ministerstwa, który zawsze działał zgodnie z prawem. Wykorzystywał luki w prawie, potrafił ukrywać swoich znajomków przed odpowiedzialnością - i być może jego znajomki wcale nie były mordercami, tylko złodziejaszkami, ale pewnie Bones wyjebałby go na zbity pysk gdyby tylko się o tym dowiedział. Ale fakt był jeden: tylu rozwiązanych spraw dzięki jego znajomościom to nigdy by nie miał. Aidan splunął krwią na bruk. - Spierdalaj - jego warknięcie było w sumie jęknięciem przepełnionym bólem. Jego spojrzenie wodziło nie po twarzy Umbriela, a po jego papierosie. Był skołowany, kręciło mu się w głowie. Z początku go nie rozpoznał, informacje przychodziły z trudem. I już gdy ta iskierka zapaliła się w jego mózgu, gdy połączyl kropki, mężczyzna dobył różdżki. Aidan zmrużył oczy. Czy to był jego koniec? Bo się, kurwa, zgubił w jebanych tunelach i zszedł tam, gdzie nie powinien? Nich i tak będzie. Mamusia po nim zapłacze, ale może Borgin go pomści czy coś. Coś drgnęło w jego mózgu. Jakiś głos... Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zamiast tego niczym robak podpełznął do różdżki, która znajdowała się pod warstwą śmieci. Wyciągnął ją, krzywiąc się nie tylko z bólu, ale i obrzydzenia. Powoli ją uniósł, a potem bez chwili wahania przytknął ją do ściany. Nie miał przy sobie nic, co by go ratowało i dawało poczucie bezpieczeństwa poza tym jednym, magicznym patykiem. Patrzył, jak pleśń powoli obrasta jego różdżkę. - Co jest, kurwa... - chciał ją szarpnąć do siebie, ale nie zdążył. Różdżka została pożarta. - Oddawaj ją! Nie wiedział w sumie, czy gniew kierował w stronę Umbriela, czy ściany. Ale krzyknął, chociaż był to krzyk stłamszony, cichszy niż powinien być. |