Secrets of London
[06.09 Folklore & Anthony] As a white candle in a holy place - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [06.09 Folklore & Anthony] As a white candle in a holy place (/showthread.php?tid=4266)



[06.09 Folklore & Anthony] As a white candle in a holy place - Anthony Shafiq - 07.12.2024

—06/09/1972—
Anglia, Londyn
Folklore Shafiq & Anthony Shafiq
[Obrazek: phiQBjr.png]

As a white candle
    In a holy place,
So is the beauty
    Of an aged face.

As the spent radiance
    Of the winter sun,
So is a woman
    With her travail done.

Her brood gone from her,
    And her thoughts as still
As the waters
    Under a ruined mill.



Jesień nie dotknęła jeszcze głów londyńczyków, ale zuchwale i nieustępliwie dążyła do przesilenia. Ten punkt harmonogramu Anthony'ego Shafiqa wpadł dość nieoczekiwanie, bo o ile można było spodziewać się śmierci ciotki Bernadetty, to uczynienie go wykonawcą testamentu tej starej shafiqowej dziwaczki mieszkającej na jakimś szkockim odludziu WRAZ Z kuzynem Folklorem? To było dziwaczne.

Anthony nigdy nie był zbyt związany ze swoim dziedzictwem po mieczu - nie w ten oczywisty sposób relacji międzyludzkich. Chociaż krew umożliwiała mu posługiwanie się wszystkimi nowożytnymi językami świata, to ani z niego nie był wytrawny archeolog, ani poszukiwacz przygód, a rodową siedzibę odwiedzał raz na kilka lat z musu, w przeciwieństwie do biblioteki Parkinsonów w której bywał częściej niż we własnym biurze. Oczywiście, ktoś z zewnątrz mógłby pokazać mu, że jest obieżyświatem, że nie może usiedzieć w jednym miejscu, a jego kolekcja smoczych trofeów dokumentowała wiele lat podróży nie gorzej niż artefakty wypełniające klub Shafiq'ów. Machnąłby jednak na to ręką lekceważąco i zmienił temat.

Dzisiaj nie mógł jednak tego zrobić. W eleganckiej ministerialnej szacie, z infygniami Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów stał przed drzwiami do jednej ze starszych skrytek. Nie była to skrytka rodowa, tylko osobista, należąca tylko i wyłącznie do Bernadett Adele Shafiq, starej panny posiadającej kilkadziesiąt kotów. Rozlokowanie ich według skrupulatnej listy zmarłej ciotki- to był krok pierwszy i delegował to swojej asystentce, zatem Folklore nie musiał nawet palcem kiwnąć. Przy otwarciu skrytki musieli jednak być obaj.

Niski goblin dawno już sprawdził papiery i pozostawił ich z kluczem w ręku przed drzwiami. Dyplomata nie miał problemów, by oddać go młodszemu czarodziejowi. Nie zdziwiłby się, gdyby w środku był kolejny kot, którego musieliby gdzieś jeszcze dostarczyć. Wykonawca woli... Nie łatwiej byłoby nominować na to stanowisko jakiegoś prawnika? Shafiq miał mgliste wspomnienia związane z ciotką i zdawało mu się, że od ponad dekady nie widział jej ani razu. Może to Folklore był jej pupilkiem, ale co w takim razie jego imię robiło w testamencie?

– Miejmy to za sobą – mruknął, uśmiechając się chłodno choć życzliwie, raczej we współdzieleniu dyskomfortu zaistniałej sytuacji, aniżeli obwinianie kuzyna o nią.