Secrets of London
[02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent (/showthread.php?tid=4284)

Strony: 1 2


[02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Anthony Shafiq - 13.12.2024

—XX/02/1965—
Anglia, Magiczny Urząd Celny
Julian Bletchley & Anthony Shafiq
[Obrazek: 0cUzaEN.png]

On the stiff twig up there
Hunches a wet black rook
Arranging and rearranging its feathers in the rain-
I do not expect a miracle
Or an accident

To set the sight on fire
In my eye, nor seek
Any more in the desultory weather some design,
But let spotted leaves fall as they fall
Without ceremony, or portent.

Although, I admit, I desire,
Occasionally, some backtalk
From the mute sky, I can't honestly complain:
A certain minor light may still
Lean incandescent



To nie miało prawa się udać.

Bezczelny, czystokrwiście wgryzający się w ministerialną tkankę szczyl i aspirujący auror mugolak, siłą rzeczy pozbawiony odpowiednich pleców gwarantujących mu sukces w zawodzie. Różniło ich kilka lat, garść przekonań i zakres możliwości. Różnił ich fakt, że jeden był kłamcą i złodziejem, a drugi jeszcze nie złapał go ani za język, ani za rękę.

Być może obaj pamiętali dobrze ten moment, gdy ich ścieżki przecięły się bardziej niż mijanie się w Warowni Godryka. Przyjaciel najmłodszego Longbottoma zniknął jednak z krajobrazu doliny niedługo po powrocie z zagranicznych kursów prawnych i najwidoczniej wzgardził dawną szkolną znajomością, na rzecz nowych przyjaźni, które dawały mu więcej profitów i torowały drogę na szczyt. 

Tak to wyglądało.

Shafiq wzbogacił się zaskakująco szybko, zwalając to na karb dużego posagu małżonki, która traktowana była przez własną rodzinę jak zgniłe jajo. Nie było sensu zajmować się szczylem, tropy jednak zaczęły się zagęszczać, a śledztwo było w toku. Do czasu złożenia pewnej oferty.

Oferty, której benefity już nie Pepino, ale Bletchley zbierał do dziś.

Luty na wyspach był obrzydliwie paskudny. Auror dostał wiadomość z miejscem i datą spotkania, pozbawioną podpisu, ale pod kciukiem wyczuł zaklętą runę pełniąca rolę inicjału, którą tylko on mógł odcyfrować. Padał rzęsisty deszcz, a świat zdawał się czarnobiały. Kompleks Magicznego Urzędu Celnego, budynki administracyjne wraz z magazynami tworzyły swoisty labirynt, a magiczne aspekty ochraniające to miejsce, tylko wzmacniały efekt mrowiska, z którego można nigdy nie wyjść...

Bezczelny szczyl nie był już szczylem - wysoki, trzydziestopięcioletni mężczyzna porzucił wygodne życie ambasadora w Paryżu i piął się dalej po drabince władzy. Kto nie był zorientowany, ten nie musiał o tym wiedzieć, ale jego szef za którą odwalał większość roboty - właśnie szykował się do emerytury. Nominacja Shafiq'a na jego miejsce zdawała się oczywista.

Ale w Minsterstwie takie oczywistości rzadko miały miejsce.

Czarna szata posiadała dodatkową pelerynę z kapturem, która miała ochraniać go przed wilgocią, ale miał wrażenie, że owa wilgoć wciska się bezczelnie absolutnie wszędzie. Ekscytacja mimo wszystko wypierała dyskomfort, skryta pod zobojętniałą twarzą osoby podpierającą ścianę magazynu Mh2-167 i ćmiącą papierosa. Próżno było szukać mdlistego światła latarni w tym sektorze. Jakoś dzisiaj wszystkie sposoby jego oświetlenia przeszły zbiorową awarię. Anthony'emu przemknęło przez myśl, czy kiedyś mógłby bardziej otwarcie rozmawiać z farbowanym Bletchley'em, ale zaraz potem lekceważącym uśmieszkiem wyśmiał ten pomysł. Ramię ramię z mugolakiem? Ileż kontaktów by mu to przekreśliło w jednej chwili! Poza tym... jeśli tylko któraś ze stron odkryłaby ich układ... A ten był zbyt cenny, by zepsuć go głupim sentymentem.

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8d/c3/68/8dc368b775ef221d6bfb46e57f8ded35.jpg[/inny avek]


RE: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Julián Bletchley - 14.12.2024

Przydzielono mu sprawę jebiącą kłopotami od samego początku. Otóż czarnomagiczne przedmioty przechodziły przez granice jak przemycone słodycze, Ministerstwo domagało się wyników, a on miał robić za cudotwórcę. Nie byłby sobą, gdyby nie spróbował, ale no przecież nim nie był! Tak, rzeczywiście luty na wyspach był obrzydliwy. Mężczyzna przywykł do deszczu, wilgoci i przeszywającego chłodu, ale tej nocy zdawało się, że pogoda była wyjątkowo uparta. Przemoczona ziemia pod stopami przypominała mokrą szmatę, a ciężkie krople deszczu uderzały o jego kapelusz. Nawet nie miał ochoty narzekać i dość energii, aby przeklinać w duchu każdego, kto wybierał taką porę na spotkanie. A no właśnie przed tego typu spotkania zastanawiał w co on się właściwie pakował? Powinien być w domu z Jo, oglądać jej nową kolekcję dziwnych książek i udawać, że naprawdę odróżniał tytuły, o których tak gawędziła. Ale nie, bo po co. Magazyny w kompleksie Magicznego Urzędu Celnego wyglądały na opuszczone, brak światła potęgowało wrażenie, że można było tu zniknąć na zawsze, jeśli tylko postawiło się zły krok (nie, żeby spodziewał się jakiejś zasadzki, chociaż chuj wiedział z obecną polityką). Papieros żarzył się jeszcze czerwonym punkcikiem w ciemności, kiedy wreszcie dostrzegł sylwetkę opartą o ścianę budynku. Julian nie miał złudzeń co do tego człowieka, ale był użyteczny. To go przynajmniej wyróżniało spośród tej całej zgrai pchającej się do władzy w Ministerstwie.
– Nieco za ciemno nawet jak na twoje standardy — rzucił i zatrzymał się obok. — Myślałem, że wolisz światło reflektorów — czy była między nimi sympatia? To nie tak, że nie lubił Shafiqa. Tylko nie miał dostateczniej świetnej okazji, żeby mógł go poznać, więc i ciężko było mu to stwierdzić, bo Bletchley był już prawie starym Bletchleyem i ciężko było darzyć o dziesięć lat młodszego polityka sympatią, ale był szacunek. Specyficzny, wyrachowany rodzaj wynikający z tego, że Anthony do tej pory jeszcze go nie zawiódł. Nawet jeśli Julian musiał przymknąć oko na kilka rzeczy, które w innych okolicznościach byłyby dowodami w sprawie.
— Co masz dla mnie? — zapytał go w końcu, a jeśli Anthony powie coś w stylu, że to ON przychodzi raczej po coś do niego, to po prostu odwróci się i sobie pójdzie. Bletchley zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że dawał mu dokładnie tyle ile ten chciałby, żeby Julian wiedział, a on brał tyle ile mógł zanim jego suche sumienie zaczęłoby go gryźć przy okazji. Czyż nie dlatego to tak dobrze działało? Mężczyzna westchnął. Póki co działało.
[inny avek]https://i.ibb.co/ynsvZWx9/8ccceea095eea7e18892cc55b1351f60.jpg[/inny avek]


RE: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Anthony Shafiq - 19.12.2024

– Światła reflektorów w tym miejscu lepiej by zrobiły Tobie niż mi, pozwól mi się więc cieszyć Pepino tym, że jest jak jest. – kącik ust drgnął mu nieznacznie, gdy usłyszał lekko zachrypnięty głos aurora. Nie byłoby to dobre dla ich gentlemańskiej umowy, żeby byli widywani razem. Nie spodobałoby się to ani jednej, ani drugiej stronie. Światła reflektorów mogły tylko wszystko skomplikować.

– A co mam? Yule na bis, mój drogi. – cisnął petem, a syk zgaszonego ognika zagłuszony był skutecznie przez nieprzerwanie lejący deszcz. Sięgnął po różdżkę, odwracając się od niego i w kilku krokach dostając do wejścia magazynu. Ryzyko takiego spotkania niosło ze sobą ryzyko, ale nie była to ich pierwsza wspólna "akcja". Obaj mieli interes w tym, aby ta znajomość trwała w takiej formie i Shafiq wierzył, że zwietrzyłby ten moment, kiedy nagle ten interes przestał go obejmować. Z drugiej strony Pepino znał kilka jego grzeszków i nie pociągnął ich dalej. Zaufanie. Najcenniejsza waluta.

Uniósł różdżkę i pieczęć chroniąca magazynu zalśniła na moment przed rozproszeniem.

– Oto mój tegoroczny prezent dla Ciebie druhu. Magazyn, który oficjalnie w dokumentacji stoi pusty, a dostęp do niego mają trzy osoby, z czego jedną z nich jest Szef Oddziału Celnego. – Przeszukanie bez nakazu? Na ile dowody w ogóle brane byłyby pod uwagę jeśli pozyskano je nielegalną drogą? Z drugiej strony świadomość tego czego powinni szukać w dokumentach pomagała dotrzeć do nakazu i zdobycie dowodu. Ktoś tylko musiał pokazać początek tej nici, aby dotrzeć do zgniłego kłębka. Mowa była w końcu o osobie mającej duże plecy. Z drugiej strony... czy do ów pleców jednak nie wliczał się właśnie Shafiq - zastępca szefa Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego, pod którego podlegały urzędy celne?

Wsunęli się do środka i szczęśliwie było tu zdecydowanie bardziej cicho. Runy wygłuszające pomogły na dudniący nad ich głowami deszcz na tyle, że mogli nie tylko słyszeć swoje myśli, ale też prowadzić rozmowę. Tymczasem wewnątrz cuchnęło popiołem i rozkładem. Nikły lumos oświetlił rzędy skrzyń, paczek, kufrów, ale też ciasnych klatek, z których spoglądały na nich orientalne gatunki magicznych zwierząt.

– Nie stoi tu nic, o czym tamten drań by nie wiedział i czego by nie próbował opchnąć cudzymi rękami na czarnym rynku. Od czego masz ochotę zacząć? – zapytał Anthony swobodnie, uśmiechając się wręcz kokieteryjnie, jakby stali nad bufetem na jednym z jego ulubionych snobistycznych przyjęć. W jego wolnej dłoni zalśniła bielą chusteczka, którą przyłożył do nosa. Uśmiech był tylko maską, mężczyzna zdecydowanie odczuwał dyskomfort przebywając tutaj.

And yet... here there were.

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8d/c3/68/8dc368b775ef221d6bfb46e57f8ded35.jpg[/inny avek]


RE: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Julián Bletchley - 10.02.2025

— Od czego mam ochotę zacząć? — powtórzył z uniesioną brwią. — Może od zamknięcia tego cyrku i pójścia na ciepłą herbatę zanim zamienię się w mokrego gumochłona — kiedy Anthony uniósł kącik ust w swoim firmowym uśmieszku, który Julian ochrzcił kiedyś mianem uśmiechu człowieka, który nigdy nie wypił herbaty za własne pieniądze, auror parsknął śmiechem mimo woli. W tym dziwnym układzie, w którym balansowali między współpracą (zaufaniem?) a wzajemną nieufnością, czasem łatwiej było po prostu się zaśmiać. — Aj, może nie powinienem być taki dramatyczny. Magazyn z kontrabandą w deszczu to prawie romantyczna sceneria. Jak dla mnie brakuje tu tylko skrzypiec i wina — i być może trzech aurorów z nakazem przeszukania, ale to już szczegóły. Julian wsunął się do magazynu obok Anthony’ego, ocierając rękawem kroplę deszczu, która spłynęła mu z nosa. Już po kilku krokach zaczął żałować, że w ogóle zgodził się na to spotkanie. Powinien być jeszcze bardziej dramatyczny. A ta chusteczka była przesadą w skromnym mniemaniu aurora, ponieważ stanowiła absurdalny symbol wygody i luksusu, który w tym cuchnącym magazynie wypełnionym czarnomagicznymi brudami, wydawał się niemalże prowokacją.
— Smród tego miejsca i tak wsiąknie ci w ubranie — odparł z grymasem. Dobra, pomyślał, rzeczywiście tu jebało, a podchodząc do jednej z większych skrzyń z boku, której wieko wyglądało na źle zabezpieczone, domyślał się, co właściwie unosiło się w powietrzu. Chciał dodać, że jego wielkoduszność to jedyna rzecz najbardziej podejrzana od tego, co tu prawdopodobnie zastaliby, ale w tym samym momencie obrzucił Anthony’ego zmartwionym (prawie że ojcowskim) spojrzeniem. — Mogę sam to sprawdzić — zaoferował i kiwnął głową w kierunku pudła, ale miał na myśli nie zawartość, ale całość ich tego przedsięwzięcia. Machnął różdżką, a wieko otworzyło się z cichym trzaskiem. Julian zajrzał do środka. Wewnątrz, wśród warstw czarnego jedwabiu, błyszczał mroczny, czarnomagiczny amulet, który wydawał się… Oddychać. Julian skrzywił się i szybko zatrzasnął wieko.
— Wiesz Shafiq, kiedy mówiłem, że potrzebuję tropu, nie miałem na myśli magazynu pełnego przeklętych bibelotów. Mam wrażenie, że to miejsce samo się prosi o protego horribilis.
[inny avek]https://i.ibb.co/ynsvZWx9/8ccceea095eea7e18892cc55b1351f60.jpg[/inny avek]


RE: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Anthony Shafiq - 08.03.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8d/c3/68/8dc368b775ef221d6bfb46e57f8ded35.jpg[/inny avek]
– O winie możemy porozmawiać później, ale w domu stoi niestety tylko fortepian, na którym nie grałem od wieków. – Gdyby ktoś się dowiedział, nie byłoby tak słodko. Obaj stąpali po cienkim lodzie, balansując na granicy prawa. Czyż nie było to jednak ekscytujące? Uśmiechnął się jednak na wzmiankę o byciu dramatycznym, pozwalając sobie na moment, na krótki, niewidoczny w skąpanym w cieniu magazynie moment nostalgii, za tym, który mógł wszystkim udzielać lekcje mistrzowskie w byciu dramatycznym. Jonathan jednak był teraz we Francji, a Anthony nie chciał absolutnie być przyłapany przez aurora na momencie rozproszenia, na momencie tęsknoty za przyjacielem, który najprawdopodobniej nigdy nie powróci na stałe na wyspy, lśniąc na zagranicznych salonach i spijając śmietankę z mleka zebranego przez Anthony'ego za poprzedniej kadencji. Oczywiście był cień nadziei, nikły, że kiedy wspólnie z Juliánem umoczą kandydata na szefa OMSHMu, wtedy jemu przypadnie w udziale awans. Szkic listu w którym nieco rozpaczliwie prosi przyjaciela o powrót do kraju leżał na dnie jego szafy i czekał na lepsze dni. Dni, które trzeba było sobie wypracować takim uroczym wieczorem jak ten.

– Wiem, nie jestem doń zbyt przywiązany. – skwitował "przestrogę" czy raczej oczywistą oczywistość. – Mam nadzieję, że mnie nie aresztujesz po opuszczeniu tego miejsca? – zapytał nieco kpiąco, znając przecież odpowiedź. Pepino mógł narzekać, mógł skamleć, ale Anthony dostrzegał jego ekscytację. Może i było to szambo, ale wypełnione złotymi jabłkami. – W ramach prywatnego śledztwa dotarłem do nici prowadzącym ku trzem przedmiotom. Dwóm czaszkom, jednej księdze i świecy. Czas jednak jest jednak Twoim przeciwnikiem, jeżeli chcesz to zrobić drogą prawa. – Podążał za nim i z zaciekawieniem zaglądał mu przez ramię. Nie dla siebie, a dla Morpheusa, bardzo ciekawskiego Niewymownego. Jeśli cokolwiek zniknęłoby tej nocy z magazynu, nikt przecież nie będzie rozważał tego, jako prawdziwą kradzież. Kto go oskarży? Umoczony nadzorca tego miejsca?

– Chyba gdy skończymy, wolałbym zaprosić Cię do sauny, albo gorących źródeł na północy. Mam wrażenie, że to skażone powietrze wgryza mi się w skórę i płuca. – zaskomlał z wyraźnym obrzydzeniem. Nie lubił czarnej magii.
Była taka... nieelegancka.



RE: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Julián Bletchley - 12.03.2025

— Nie mam zamiaru cię aresztować. Nie dzisiaj — odparł. Albo dałby mu pięć minut forów i zobaczyłby, czy udałoby się mężczyźnie uciec. Tak dla sportu.— Chyba że lubisz metal wokół nadgarstków — zanim Anthony zdążył odpowiedzieć, Julian otworzył kolejną skrzynię, a jej wieko wydało przeciągłe i wyjątkowo dramatyczne skrzypnięcie. W środku cóż za niespodzianka. Kolejne pierdolety, które wyglądały jakby miały własną wolę. — No proszę — westchnął z niechętną fascynacji. — Wygląda jak świąteczny kuferek prezentowy dla kompletnie niepoczytalnego kolekcjonera.
Być może było to złudzenie wynikające z wątłego światła i zmęczenia, czy też faktycznie większość znajdujących się przedmiotów tutaj nosiło na sobie ślady klątwy — nie miało to znaczenia, bo rzeczywiście była to skarbnica. Mężczyzna rzucił jeszcze lumos w stronę najbliższych klatek, z których dobiegały przytłumione dźwięki. Niektóre zwierzaki wyglądały na osowiałe, inne świdrowały ich dwójkę spojrzeniami. Pewnie czekały tylko czekały na okazję, aby się wydostać. W końcu oderwał wzrok i spojrzał na mężczyznę, który stał tuż tuż za nim. Pomyślał, że Anthony pewnie potrafił wchodzić w podejrzane układy i bawić się w podwójne gry, ale nie oznaczało to, że miał ochotę nurzać się w tym całym szlamie. A Julek nie był idiotą, aby tego nie zauważyć: skrzywiony ust, napięta szczęka. Całtm sobą uosabiał czystą kalkulację i kontrolę. A z tym grymasem niesmaku, który był aż nadto, pewnie byłby gotowy rozdać rękawiczki każdemu, kto przypadkiem dotknąłby czegoś mniej sterylnego niż jedwabna podszewka jego płaszcza. Historia, egzotyka, odrobina rozrywki! Czego chcieć więcej? No właśnie. Bletchley sam nie potrzebował więcej. I tak jak jego kompan stwierdził, czas nigdy nie był sprzymierzeńcem ludzi, którzy chcieli coś załatwić uczciwie. Powinien przestać bawić się w złodzieja i przejść do rzeczy.
— Brzmi jak bardzo specyficzny zestaw rekwizytów. Odprawiamy jakiś rytuał, o którym mi nie powiedziałeś? — rzucił lekko. Sauna? Gorące źródła? Julek zaśmiał się cicho. — Dobra, zwijamy interes. Skoro mamy się tu jeszcze trochę pokręcić, to chodźmy po to po co przyszliśmy. Potem możemy myśleć o regeneracji. Może nawet mnie namówisz na maseczkę, kto wie. Właściwie to moja Jo ostatnio pokazała mi taką z… — i ruszył w głąb magazynu.
[inny avek]https://i.ibb.co/ynsvZWx9/8ccceea095eea7e18892cc55b1351f60.jpg[/inny avek]


RE: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Anthony Shafiq - 17.03.2025

Chciałby opowiedzieć mu dobrą historię bo był w tym dobry. Mógłby mu opowiedzieć, roztoczyć wizję, zarazić ideą. Mógłby zabawiać go do białego rana anegdotami, wplatając zręcznie jak lśniące wstążki w ciemne pasma włosów myśli i pragnienia, które sprzyjałyby jego własnemu celowi. Mógły tkać, mógły zapraszać, mógłby kusić niczym wąż sunący przez grube konary owocowego drzewa.

Nie mieli na to czasu, a ich gentelmańskie porozumienie nie przewidywało dotąd takich atrakcji. Mieli wspólny cel - potrzebowali konkretów, które sprawią, że pewien szef Urzedu Celnego przestanie być politycznym przeciwnikiem, znaczy się zostanie słusznie i przykładnie ukaranym oczyszczającego się z szumowin Ministerstwa.

Dlatego z przesłoniętych jedwabną chusteczką ust Shafiqa płynęła naczystsza prawda, szczerozłote fakty, które Wąż skutecznie zebrał, aby ułożyć je na talerzu podarunkowym Stróżowi. Tłuste plugawe artefakty piętrzyły, ale Anthony wybrał te najtłustsze, najznamienitsze.

No może ominął jeden czarny wolumin. Nieistotny, zapisany w języku, który był ojczystą mową wymierającego plemienia. Prześlizgnął się po nim ledwie wzrokiem odkładając go zupełnym przypadkiem w miejsce odpowiednio zacienione, a jednocześnie proste do sięgnięcia, gdy będą wychodzić. Któż miałby odnieść o tej zuchwałej kradzieży? No przecież nie właściciel czy stróż tego mistycznego grajdołka.

Anthony odczekał swoje śledząc stalowymi oczyma węszącego Juliana. Lubił obserwować go w pracy, być może przez wzgląd na nie tak popularny acz wciąż przyjemnie emanujący męskością profil, być może przez ciemne orzechowe oczy, które przywodziły mu na myśl kogo innego, kto dzięki wstawiennictwu wszystkich bóstw nie postawił na karierę policyjną, tylko polityczną. Wróci? Nie wróci? To miało się dopiero okazać.

W dośc nieoczekiwanym momencie na zewnątrz rozległy się jakieś kroki. Odgłos stłumionej rozmowy nocnego obchodu dobiegł ich nieco przygłuszony przez blachę magazynu w którym się skryli. Anthony momentalnie rozproszył wszelkie światło i przylgnął bliżej Bletchley'a.

- Świstok na miejsce rozrywek? Chyba obaj zasłużyliśmy na moment wytchnienia. - szepnął mu w jego rodzimym języku wprost do ucha, łapiąc przyjemne tony jego wody kolońskiej, która z takiej odległości w połączeniu z ciepłą skórą skutecznie przebijała się przez czarnomagiczny odór. Wystarczyło jedno skienienie, mocniejsze złapanie za rękę, albo inne soczyste przekleństwo na potwierdzenie i już oni oraz pewna niepozorna książka w czarnej obwolucie przeskoczyli...

[Obrazek: D50xfgA.jpeg]

.... gdzieś.

Niebo tonęło w zielonej łunie zorzy polarnej a zaduch magazynu został zastąpiony ostrym, mineralnosiarkowym smrodkiem gorącego, wulkanicznego źródła. Anthony momentalnie po przybyciu schował ręce w przepastne kieszenie swojego prochowca i roześmiał się serdecznie. Stali tuż obok niewielkiego drewnianego domku, będącego w sumie sześcianem o dwumetrowej krawędzi. Drzwiczki nie posiadały klamki, ale w końcu obaj byli czarodziejami, żeby sobie z tym poradzić. Pojedynczy leżak stał tuż obok eleganckiej metalowej drabinki prowadzącej wprost w lecznice wody.
- Maseczka... nie jestem pewny, ale dobra wódka z pewnością nas zakonserwuje od środka. Rozgość się proszę. Ręczników podejrzewam będziemy mieli dość - powiedział uprzejmie i przejechał różdżką po drzwiach tak, że te zakwitły przyjemnym inkrustowanym listowiem po czym uchyliły się, ukazując całką zgrabny magazynek zawierający jadło, napitek, szalfroki ręczniki, sól i miód do nacierania oraz wicie ziół i gałęzi, zależnych od potrzeby. Anthony wszedł do środka i odłożył płaszcz na jedno ze stojących krzeseł, obok dokładając kapelusz i niespiesznie rozsupłując krawat. Przypatrywał się ususzonym roślinom, gdy rozpinał guziki koszuli.

-Wybacz takie nieoczekiwane porwanie z mojej strony. Mam nadzieję, że mnie nie skujesz z tego tytułu. błysk rozbawienia pojawił się w ambitnym oku. -Islandia była jedną z opcji, które chciałem Ci zaproponować, ale los dziś zdecydował za nas. Podejrzewam, że surowe warunki Ci nie przeszkadzają. W końcu jesteś... wychowankiem domu Godryka, czyż nie?
[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8d/c3/68/8dc368b775ef221d6bfb46e57f8ded35.jpg[/inny avek]


RE: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Julián Bletchley - 23.03.2025

Jeszcze chwilę temu stali w zatęchłym magazynie, gdzie powietrze wydawało się cięższe od wilgoci, za moment ciemne i gwieździste niebo zawisło nad nimi, pulsowało zieloną falą zorzy. Jeszcze kilka sekund stał nieruchomo, bo jego mózg musiał nadrobić tę przepaść pomiędzy duszną norą a nagłą, surową otwartością islandzkiego krajobrazu. Gdzieś w oddali szumiał gorący strumień. Oczywiście, że Anthony zrobił po swojemu. Oczywiście, że nie zapytał, czy Julian miał ochotę na taką zmianę scenerii. I oczywiście, że zrobił to z takim wdziękiem, że ciężko byłoby się na niego wkurwić. Auror wrócił myślami do wcześniejszych słów: o skrzypcach, winie, a w tej chwili miał gorące źródełko przed sobą. Najwyraźniej niektóre przyjemności nie wymagały dekoracji.
— Achhhhh, ty gadzie ty… Masz szczęście, że jestem otwarty na nowe doświadczenia. Mówią, że to klucz do długiego życia — odparł, ale również westchnął teatralnie jakby to porwanie kosztowało go więcej energii niż było to warte. Jakby nie lubił, gdy węże się wokół niego owijały. Z tym że Anthony — a idąc dalej ich porozumienie — nie zamierzał go raczej udusić. Podążył za młodszym mężczyzną w stronę małego, drewnianego domku, a kiedy stanął tuż przed drzwiami, zdjął kapelusz, zaraz potem pozbywając się płaszcza. Rzucił odzienie niedbale na oparcie krzesła obok Shafiqa, który zajął miejsce w środku. W głowie już szykował się do kolejnej wymiany słów, która miała iść w parze z ciepłem tej nocy.
— Wychowanek domu Godryka, mhm — zważył te słowa powoli i w ojczystym jężyku chcąc weryfikacji, czy Anthony rzeczywiście mógłby mieć czelność grać tym motywem, więc auror przechylił lekko głowę jak kot oceniając, czy rzucona w jego stronę zabawka była warta uwagi. Następnie zrobił krok do przodu, nie spiesząc się zbytnio przy tym i sięgnął po jedną z butelek stojących w schludnym rzędzie na półce. Obrócił ją w dłoniach, aby ocenić jej zawartość. — Wychowanie to jedno, ale natura to zupełnie inna sprawa — rzucił i sięgnął po dwa kieliszki po tym jak już otworzył butelkę. Napełnił je. I jeśli go pamięć nie myliła… Podniósł naczynie do ust, przyglądając się drugiemu mężczyźnie ponad jego krawędzią. To Anthony zawsze był tym, który preferował węże, prawda? Po czym kieliszek odstawił i sięgnął do mankietów swojej koszuli. Porwanie? No jeśli tak miała wyglądać bezprawna działalność Shafiqa, to może faktycznie nie miał zamiaru go tego dnia aresztować.
— Lubię mieć kontrolę nad tym dokąd się wybieram — prawie fuknął. Chwilami naprawdę był zmęczony tym ciągłym udawaniem, że jego życie nie polegało na improwizacji w obliczu cudzej bezczelności. — Skucie cię byłoby marnotrawstwem — rozpiął koszulę i zsunął ją z ramion, zawiesił na krześle obok marynarki. — I chociaż pewnie sprawiłoby ci to pewną perwersyjną przyjemność, bo z jakiegoś powodu pytasz mnie o to już drugi raz w ciągu tego wieczoru — Bletchley popatrzył na niego z rozbawieniem, kiedy sięgnął po ręcznik, ale ton głosu miał niższy, bardziej jedwabisty. — To nie mam dziś ochoty na zabawę w strażnika — odwrócił się, aby podejść do krawędzi źródełka. — Ale skoro już mnie tak namiętnie porwałeś… To chyba wypada skorzystać — i z nonszalancją jakby wcale nie został przed chwilą przeniesiony do innego kraju wbrew własnej woli, sięgnął do paska spodni i rozpiął go powoli. — Znalazłeś to w ogóle czego szukałeś w tym magazynie? — zagaił.
[inny avek]https://i.ibb.co/ynsvZWx9/8ccceea095eea7e18892cc55b1351f60.jpg[/inny avek]


RE: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Anthony Shafiq - 25.03.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/originals/2d/f4/c2/2df4c277757c7f2cf90395afd6f12a0d.gif[/inny avek]
Anthony nie poświęcał zbyt wiele uwagi rozbierającemu się mężczyźnie, a jego fantazja bynajmniej nie galopowała w stronę mnogości scenariuszy, które mogłyby się wydarzyć tutaj, na islandzkich termach, gdzie miał w spokoju ducha odpocząć po wymagającym dniu i wygrzać kości namineralizowaną okolicznym wulkanem wodą. Shafiq zdawał sobie sprawę, że ludzkie ciało jest w stanie wyczuć, gdy jest obserwowane, a ktoś szkolony do walki z czarnoksiężnikami musiał przecież odznaczać się wysoką percepcją, która bez problemu poinformowałaby go o tym i kto wie, być może auror zrozumiałby to opatrznie. Ostatnim czego Anthony chciał, było wprawiać swojego gościa w dyskomfort, tymbardziej, że niejako porwał go tutaj wbrew jego woli.

Nie miał problemów by napić się wódki o lekko ziołowym posmaku. Skrzywił się potem, jako degustator wina nie przepadł za tak mocnym alkoholem, choć niewątpliwie pomagał on w pierwszym stadium dostania się do term. Przyjemne ciepło rozlewało się po jego ciele, charakterystyczne odrętwienie, które punktowało wszystkie napięte tkanki. Trochę żałował, że na ten wieczór nie zamówił tutaj również masażysty. Trochę cieszył się  tego faktu, bo mimo wszystko splot okoliczności dawał mu okazję do rozmowy z aurorem, z którym co prawda łączyło go porozumienie, nie tak silne, jakby sobie tego życzył.

– Tu mnie masz przyznaję, choć oczywiście kajdanki to byłoby stanowczo zbyt mało, kto to widział pętać ledwie nadgarstki – bezceremonialnie doprowadzał sytuacje do absurdu, nadawał jej rys śmieszności, aby nikt nigdy nie mógł poza Morpheusem, wiedzieć jak blisko w tej przejaskrawionej formie jego słowa były prawdą. I też wynikało to raczej z teoretyzowania nad księgami różnych kultur prawiącymi o sztuce miłosnej czarodziejów, gdyż Anthony rozpatrywał erotykę - zwłaszcza własną - głównie w kontekście zagrożeń dla jego całkiem spokojnego życia, aniżeli pragnień, które chciałby jakkolwiek iścić, bez wspomnianej kontroli nad nimi. – Minimum 15 metrów liny, najlepiej porządnie nawoskowanej a i tak nic tak dobrze nie robi zmęczonemu urzędnikowi państwowemu, jak dobra mumifikacja, oczywiście tylko ostatnie jej stadium, bez wyciągania mózgów nosem. – Zaśmiał się lekko, pozostając w domku, gdzie pozbywał się śmierdzącego garnituru, zamierzając nie tyle co wyprać go, a anihilować w najbliższym czasie. – W Ministerstwie mamy nawet na to specjalny pokój. Na naszym piątym piętrze. Ot, profity wymiany kulturowej. W Egipcie to codzienność– Wątpił aby jego partner odrobił lekcje i wiedział, czemuż to Egipt jest tak bliski Shafiqowemu sercu, nie dbał o to jednak za bardzo.

Z domku wyszedł nago, przepasany ledwie ręcznikiem, zabierając ze sobą tak szklanki jak i butelkę. Nie lubił smrodu, ale jezioro miało właściwości lecznicze, opary zaś skutecznie oczyszczały tak umysł jak duszę. Uśmiechnął się więc lekko, nim pozostawiwszy okrycie na brzegu, zszedł po drabince do ciepłego, kamiennego zbiornika. Takie właśnie było życie polityka, niby odpoczywali, a on czuł się, jakby wciąż był w pracy, zmuszony by uważnie dobierać słowa i nie dać porwać rozmowie, rozgrzany wódką, zmiękczony siarczaną kąpielą. Zanurzył się do poziomu piersi, znajdując na wyślizganych kamieniach wygodne dla siebie ułożenie niedaleko wyjścia. Julian nie wiedział o tym, ale fakt, że byli tu razem był aktem wielkiego zaufania, ponieważ Anthony bał się wody bardzo i przez lata żył w przeświadczeniu, że tak właśnie umrze, po tym jak jego starszy brat najął aktorkę, która przepowiedziała mu taką, a nie inną przyszłość.

– Hmm?– mruknął nieco rozkojarzony, gdy padło pytanie, a potem przejechał wilgotną ręką po swoich włosach, które teraz zdawały się być ciemno brązowe. Uniósł głowę ku niebu, pozwalając zieleni odbić się w srebrzystych tęczówkach milczącej refleksji. – Nie wiem. Dużo zależy od Ciebie. Myślałeś już do którego sędziego uderzyć z tym śledztwem? To musi być ktoś bardzo głodny awansu. Odpowiednio przebojowy i bezwzględny. – sugerował uczynnie, teraz, gdy mogli pozwolić sobie na tak otwartą rozmowę.



RE: [02.1965 Julian & Anthony] A certain minor light may still lean incandescent - Julián Bletchley - 01.04.2025

— No widzisz, bo tu dochodzimy do fundamentalnego problemu, bo jeśli chodzi o kajdanki, to akurat one są bardzo praktyczne. Łatwe w użyciu, szybkie do zapięcia, wytrzymałe… — urwał, przez chwilę faktycznie rozważał kwestię ich skuteczności. Po czym spojrzał na polityka spod przymrużonych powiek. Ale skoro masz takie teoretyczne doświadczenie w tej kwestii, może powinieneś złożyć oficjalny wniosek o poprawę wyposażenia aurorów. Tylko nie wiem, czy Ministerstwo zgodziłoby się na piętnaście metrów liny w standardowym zestawie — o czym oni właściwie pierdolili? O tym, że po prostu lubili mieć pewność, że to oni trzymają końca liny? Z takimi myślami w głowie aurora spodnie dołączyły do reszty, buty wcześniej zostawił w domku. Nie krępował się, bo ciało było tylko ciałem, a obecność drugiego mężczyzny jakkolwiek by nie chciał, nie była w stanie go speszyć (nie pierwszy raz rozbierał się przed kimś w półmroku… Chociaż rzadko w tak leniwej atmosferze).
— Mam znajomego, który w podobnych okolicznościach uznałby za stosowne pokazać mi tyłek — oznajmił z pełnym przekonaniem, bo toż to było absolutnie nieuniknione prawo natury. Zszedł za towarzyszem do term, zanurzył się powoli, pozwalając aby gorąca woda objęła go stopniowo i przyzwyczajając ciało do temperatury. Milczał przez dłuższą chwilę, oparł się wygodnie o śliską krawędź zbiornika. — Jak tylko nadarzyłaby się okazja, rzuciłby ciuchy w kąt i wchodziłby do wody jakby to była jego osobista wanna. A jak ktoś by się gapił, to tylko bardziej by wypinał dupsko, żeby sprawdzić, kto pierwszy odwróci wzrok. No ale ty to chyba nie ten typ co? Za dużo klasy, za mało chęci do robienia ludziom traumatycznych wspomnień — najwyraźniej Julian Bletchley lubił rozmawiać o tyłku swojego przyjaciela. Może sam był gorszy, bo był przekonany, że każda okazja była dobra, żeby sprawdzić, kto pierwszy odwróciłby wzrok. Zamknął na moment oczy. Auror pozwolił, aby ciepło wody i gęste powietrze nasycone siarką wprowadziły go w ten osobliwy stan zawieszenia, w którym rzeczywistość wydawała się mniej surowa, a intencje mniej groźne. Co sprawiło, że nagle stał się łagodny i potulny jak baranek? Że zrezygnował z czujności, którą jeszcze przed chwilą trzymał się kurczowo? Był to alkohol, który spłynął przez gardło jak rozgrzane złoto i roztapiając napięcie w mięśniach? Był to dźwięk znajomego języka, czy sam Anthony, który w tej poświacie parujących term wyglądał prawie że niewinnie? W ostatnich tygodniach czasu na relaks było mało, a kiedy przychodziło co do czego, to wiedział, aby nie zwieść iluzji. Jednakże z jakiegoś powodu pozwolił jej na siebie działać.
— Miałem podobną sprawę bodajże dwa lata temu — zaczął i sięgnął po szklankę, może alkohol mógł pomóc mu wyłuskać z pamięci szczegóły. — Ktoś z biura rzucił mi wtedy pomysł, żeby zamiast szukać odpowiedniego sędziego, sprawić tak, aby sędziowie zaczęli zgłaszać się sami. Więc tak też i stało. O śledztwie zrobiło się głośno i nagle ci wszyscy prawi, nieskazitelni przedstawiciele Temidy zaczęli walić drzwiami i oknami, przekonani, że oto nadarza się ich wielka chwila. Nie każdy musi mieć ambicję, żeby rządzić. Czasem wystarczy tylko podrażnić ego i dać im uwierzyć, że to ich jedyna szansa na wielkość — myślał głośno. — Ale nie jestem do końca przekonany, czy tędy droga w tym przypadku. Szukaj wśród Crouchów jak już — Wizengamot miał przecież młodziutką Virginię, ale rysy znacznie złagodniały na stare wspomnienie sprzed dekady, kiedy to Bones musiał się tłumaczyć z świerszczyków w szufladzie biurka, a sam Bletchley w sercu zaadoptował małego zdenerwowanego jak kotek zjeżonego od czubka uszu po końcówkę ogona stażystę z tych Crouchów. Opróżnił wreszcie szklankę po raz drugi. Może to był alkohol. Może rodzimy język. A może był to Anthony.
[inny avek]https://i.ibb.co/F4CtSG83/d8e8fd0c444070718ac9968f35eca588.gif[/inny avek]