![]() |
|
[1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] (/showthread.php?tid=4346) Strony:
1
2
|
[1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 03.01.2025 Wyszli z kawiarni i Icarusa już od razu owiało chłodne powietrze. Było dosyć chłodno, jednak Mona miała już swój płaszcz. Nie było potrzeby, by być dżentelmenem, przynajmniej w tym zakresie. Co nie znaczyło, że nie mógł otworzyć przed nią drzwi i nieść za nią wręczony jej wcześniej bukiet. I wszystko byłoby pięknie, gdyby Mona nagle nie rzuciła tej wydumanej sugestii, że niby miałby już mieć dziewczynę. Icarus aż na chwilę zawiesił się. Przystanął w miejscu i spojrzał na kobietę ze zdziwieniem, przechylając lekko głowę. — Nie mówisz poważnie, nie? Byłbym okropnym partnerem dla takiej... osoby... gdybym jednocześnie się z tobą spotykał. Szczególnie, że... — nie dokończył. Już miał powiedzieć, że ją ubóstwiał, że jego życie bez niej było jedną wielką porażką. Że kochał ją ponad wszystko. — Że teraz zabieram cię na randkę. Poważną. I zamierzam być uwodzicielskim amantem jedynie wobec ciebie. Skierował kroki wobec pobliskiego parku i jednocześnie chwycił dłoń Mony. Splótł ich palce, zupełnie jakby rzeczywiście byli na randce. Bo byli. Nadal było dla niego to odrobinę nierealne. Miał ochotę uszczypnąć się, by wybudzić się z tego snu i powrócić do zwyczajnego stanu beznadziei. Tyle, że to naprawdę się działo. Mógł wszystko naprawić, jeszcze była nadzieja. RE: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 04.01.2025 Chciała wiedzieć, czy te gesty i słowa to tylko uprzejmość człowieka, który już kogoś w swoim życiu znalazł, a teraz mogła marzyć o całowaniu jego twarzy bez wyrzutów sumienia i ściskać dłoń bez obawy, że serce mężczyzny było jednak zajęte. — Kwiaty, komplementy, a teraz coś takiego? Cieszę się, że przynajmniej jesteś konsekwentny w swoim uwodzicielstwie — odparła z szerokim uśmiechem. Ciepło na policzkach zrzuciła na dość niską temperaturę. — Ale wiesz, że teraz musisz spełnić wszystkie kryteria poważnej randki, prawda? — uniosła brew. — Po pierwsze: rozmowa o moim ulubionym s… — smoku. Chciała powiedzieć smoku, ale jakaś nuta uparta ostrożności kazała jej się powstrzymać. Nie potrafiła sobie wyobrazić, żeby mogła wrócić z nim do rozmów o nich. A przynajmniej nie na tę chwile. Mogła żyć bez tego. — …ssssserii. Książkowej. O mojej ulubionej serii. Po drugie: jakieś dramatyczne wyznanie pod gwiazdami. I po trzecie… Kolacja na twój koszt — ścisnęła jego dłoń mocniej i ruszyła znowu przed siebie. — Pokaż mi na co cię stać, Ari. Po pierwsze: ustaliła te kryteria na poczekaniu. Po drugie: dramatyczne wyznanie pod gwiazdami? To brzmiało jak zadanie dla bohatera jakiegoś taniego pornola, który robił to tuż przed tym, jak zdjął koszulę, a światło księżyca magicznie podkreślało jego mięśnie (może przy innej okazji…). A kolacja na jego koszt? Icarus jeszcze zacząłby ją podejrzewać, że próbowała go puścić z torbami. Kiedy złapał ją za jedyną sprawną dłoń poczuła się szczęśliwa i jednocześnie odsłonięta, i to nie tak, że mógłby ją kiedykolwiek skrzywdzić fizycznie. Nie. To byłoby absurdalne, bo Ari? Nawet wtedy, kiedy byli nastolatkami, to zawsze był tak cholernie… Delikatny, ale i uważny, troskliwy w sposób, który rozpierdalał jej wszystkie dostępne mechanizmy obronne. Nakrywał ją odzieniem, odgarniał włosy z twarzy jakby to były nitki ze złota, a nie jej pospolite rude kudły i wszystko czasami robił to z taką miną jakby chciał oddać hołd królowej. Dlaczego na bogów pomyślała akurat o tym teraz? Mona, czy ty w ogóle słyszysz jak to brzmi? Jedno popołudnie. Jedno! A ona już zdejmowała pancerz, wystawiała się na strzał i machała białą flagą z napisem „proszę, zniszcz mnie, to będzie takie dramatyczne!”. Ale czy to było takie złe, skoro przecież chodziło o jej Icarusa? Czy to źle, że Mona Rowle zakochiwała się ponownie po jednym dniu? Może. A może do diabła wcale nie. RE: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 04.01.2025 Roześmiał się na sugestię Mo o „prawidłowej randce”. Cóż, był dżentelmenem, jednak wychowanie wśród Prewettów go czegoś nauczyło. Poza nienawiścią do samego siebie i daddy issues miał też dobre maniery. A jedną z nich było robienie, czegokolwiek dama jego serca zapragnęła (choć były oczywiście jakieś granice). — O twojej ulubionej serii? Wiesz, że zawsze chętnie gadam o książkach, w końcu z jakiegoś powodu się ze mnie śmiali w szkole — puścił jej oczko. – Nie wiem, jak z księżycem, byśmy musieli dość długo pochodzić, a wiesz, że sportowcem to ja nie jestem. Rzewne wyznanie mogę ci zapewnić w każdej chwili, oczywiście, choć chyba lepiej by było, żeby było spontaniczne. Ale... jeśli połączymy kolację z romantycznym wyznaniem, możemy nawet się zmieścić czasowo. Mimo to wszystko, widać było, że troszkę się zgrywał. Tak naprawdę chciał spędzić z nią po prostu czas. Pogadać, przejść się, może zagrać w jakąś głupawą grę? Zabrałby ją na kręgle. Może nie było to zbyt eleganckie, ale wiedział, że usłyszałby jej śmiech. Szczególnie, że na pewno by go pokonała. A może mogli przejść się ulicami Londynu i pooglądać witryny sklepowe? — Może pójdziemy do jakiejś księgarni? Dawno nie czytałem nic mugolskiego, a często są to naprawdę świetne książki. Szczególnie ciekawe jest to, jak wyobrażają sobie magię. Mają absolutnie fascynujące podejście. — W ostatniej chwili się powstrzymał przed kolejnymi słowami. Nie dlatego, że były jakieś złe, po prostu by zaczął ględzić i zanudziłby Mo na śmierć. — Wiem, co możemy zrobić! Kupisz mi książkę, a ja kupię tobie. Przeczytamy je i wymienimy się wrażeniami. RE: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 05.01.2025 No dobrze, księżyc mógł sobie poczekać. Jeszcze złapałby zadyszkę, a potem Basilius i Electra Prewettowie oskarżaliby ją (albo co gorsza rodzinę Rowleów!) o próbę morderstwa. — Ach, rozumiem. Czyli księżyc odpada, bo to wymaga wysiłku fizycznego? A wiesz, co jeszcze wymaga aktywności fizycznej? — odparła. Oczy jej zalśniły rozbawieniem, ale może mieli rację. Może rzeczywiście powinni Monę ubrać w kaftan bezpieczeństwa. — Śmiali się, bo wiedzieli, że pewnego dnia wykorzystasz całą tę wiedzę, żeby uwodzić niewinne kobiety. Takie jak ja — ona również zgrywała sie z nim! Mona nie potrzebowała wylewnych wyzwań ani drogich kolacji. ,,Pierścieni złotych nie chciała mieć, o serenady nie dbała też”. — Żartuję oczywiście. Wątpię, żebyś wytrzymał ze mną do pory kolacyjnej. Perspektywa wspólnego wybierania książek była zaskakująco urocza. Uśmiechnęła się szeroko, chcąc dać mu jasno do zrozumienia, że mimo całego tego droczenia się, to Mona była również zachwycona perspektywą spędzenia z nim czasu. Nie była tylko pewna, czy powinienen dawać jej taką władzę, ale może ufał jej na tyle, aby dać rudowłosej wolną rękę. Może wybierze mu coś, co wymagałoby wstydliwego tłumaczenia się, gdyby zostawił przypadkiem gdzieś tę książkę na wierzchu. — Och? Chcesz mi coś więcej poopowiadać na ten temat? A w ogóle mogę ci wybrać cokolwiek? — zapytała. — Czy masz może jakieś warunki, które powinnam uwzględnić? Na przykład… Czy boisz się romansideł? Albo w sumie nieważne, nie odpowiadaj na to, bo kupię ci coś, co cię albo rozbawi, albo sprawi, że będziesz zadawał sobie pytanie dlaczego w ogóle poszedłeś ze mną na randkę. A jeśli mnie zaskoczysz, może nawet pozwolę ci zaprosić mnie na następną. Ale tylko może. Była wyjątkowo nieśmieszna, ale tak. Również się zgrywała i w tej kwestii. RE: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 06.02.2025 W takich właśnie momentach rozpoznawał dawną Monę w tej dorosłej kobiecie. Dziewczynę, która nie miała hamulców, która mówiła to, co jej ślina na język przyniosła. W takich momentach zdawał sobie sprawę, w jak beznadziejnej był sytuacji. Minęło dziesięć lat, a on się wciąż nie odkochał. Nie potrafił, bo kto by dał radę? To było niemożliwe. – Zapewniam cię, że w aktywnościach fizycznych radzę sobie świetnie – w jego głosie wybrzmiała pewna zuchwałość. Jednak nie brała się znikąd. Jego wcześniejsze kochanki (i kochankowie) bynajmniej na niego nie narzekali. Wprost przeciwnie. – No i okazuje się, że humanistyczne wykształcenie na coś się przydaje... Kto by pomyślał? Pomysł z książkami wydawał się doskonały. Szczególnie dla osób, które w Hogwarcie spędzały weekendy na pochłanianiu kolejnych to powieści na szkolnych błoniach. Lub historycznych kronik, opracowań czy artykułów o nowinkach w hodowli smoków. – Pełna wolność wyboru. I masz moje słowo, przeczytam nawet książkę dla rozochoconych pań w średnim wieku. Dla ciebie dokonam tego poświęcenia – skłonił się Monie teatralnie. – A jak będzie bardzo źle, podrzucę ją Basilowi. On w sekrecie czyta płomienne romanse, nie wiem czy wiedziałaś o tym fakcie. Ja dowiedziałem się niedawno. To jedna z tych rzecz, których się nie spodziewasz, ale jak głębiej o nich pomyślisz, to mają sporo sensu. RE: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 10.02.2025 Ruda Rowle nie mogła powiedzieć, że była zaskoczona — w końcu mowa była o Icarusie Prewetcie, człowieku, który zarówno pewny rodzaj wysiłku fizycznego jak i sztukę elokwencji opanował do perfekcji. — Och, oczywiście. Nie ma większego poświęcenia niż mężczyzna zmuszony do lektury książki o rozpalonych wdowach w objęciach tajemniczych książąt. Ale trochę romantyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Nie samą zuchwałością człowiek żyje. Z rozbawieniem zaczęła zastanawiać się, jak bardzo ten tytuł pasowałby do niej samej. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to na upartego Mona już dawno mogła uchodzić za kobietę w średnim wieku, która czytała tylko romansidła. A nawet te o jeszcze bardziej wątpliwych okładkach. Nie czuła wstydu, bo jej zawód i przyzwyczajenie do swobodnego traktowania konwenansów sprawiły, że jej biblioteczka obfitowała w tytuły, które w konserwatywnych domach czarodziejów raczej nie zagościłyby na widoku. Wyobraziła sobie Ariego wracającego z księgarni, ściskającego w dłoniach egzemplarz powieści, której okładka przedstawiała nagiego mężczyznę w namiętnym uścisku z olśniewającym, smoczym stworzeniem. Uśmiech, który próbowała powstrzymać, rozkwitł na jej twarzy, a gdy tylko ponownie ruszyli przed siebie, odparła: — Basil? Twój Basil? Naprawdę? — biedny starszy Prewett, gdyby rzeczywiście musiał przewertować stronice książki, w której płomienny romans i smocze wyczyny były osią fabuły. Wizja ta rozbawiła ją do tego stopnia, że zachichotała jak wariatka, a następnie pociągnęła ukochanego mężczyznę za rękę, kierując ich prosto do księgarni. RE: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 11.02.2025 Bynajmniej nie miał problemu z książkami o napalonych wdowach. Problemem było to, że zazwyczaj były po prostu koszmarnie napisane. Nie miały fabuły, logicznych powiązań pomiędzy wydarzeniami, amanci głównych bohaterek nie mieli za grosz osobowości poza umięśnieniem ciała i wielkim... Zresztą nieważne. Oczywiście Icarus był gotów przeczytać nawet taką książkę dla Mony. — Owszem, Basil Prewett, mój przyrodni brat. Znalazłem w jego gabinecie gorący romans, przeczytałem go i naprawdę dziwnie było mi z tym, że on to ma na swojej półce. Choć wiesz, to dorosły facet. Każdy ma swoje dziwactwa. Wreszcie zobaczył na horyzoncie uroczą mugolską księgarnie. Miała kwiatki w doniczkach na parapecie i gustownie staroświecki szyld. — No, jesteśmy. Wybierz mi coś, co będzie śniło mi się po nocach — rzucił, uśmiechając się i otworzył przed Moną drzwi sklepu. — Panie przodem. RE: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 13.02.2025 A jakie dziwactwa miał Icarus Prewett? — Jak zawsze dżentelmen — odparła na jego gest, odwzajemniła uśmiech. — I pomyśleć, że trafiłeś na tę książkę całkowicie przypadkiem. Właściwie to rozbraja mnie fakt, że ją przeczytałeś. Gdzie byś ją umiescil w skali od „czasem zdania mają przecinki” do możliwości streszczenia jej jednym zdaniem: spotkali się, wpadli sobie w ramiona i od pierwszego rozdziału do epilogu nie opuścili sypialni? Mugolska księgarnia naprawdę wyglądała uroczo. Ruszyła między półki, powolutku przesuwając palcami po grzbietach książek. W powietrzu unosił się zapach starego papieru i farby drukarskiej. Przez chwilę udawała, że naprawdę szukała czegoś konkretnego, ale w rzeczywistości nie była pewna, co powinna wybrać dla Icarusa. Żartowała się, że wybrałaby mu coś okropnego, ale naszły ją wątpliwości, bo czy dziurawe romansidło było takim dobrym pomysłem… Na pierwszej randce? Może powinna pójść w coś innego — książka o nawiedzonej wdowie, która uwodzi bogu ducha winnych mężczyzn i zostawia ich z traumą na całe życie? Albo coś bardziej klasycznego? Morderstwo w posiadłości? — Mogę ci znaleźć też inny sposób na nieprzespaną noc i nie będzie to spowodowane grozą ani literacką tandetą — mruknęła, kiedy obrzuciła spojrzeniem najbliższe regały z poezją. RE: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 15.02.2025 – Hmm... – zastanowił się przez chwilę. – Szczerze mówiąc, trudno mi tę książkę opisać. Pierwsza połowa to tylko wymienianie płomennych spojrzeń i zachwyty nad urodą typa, w którym zakochała się główna bohaterka. Potem oczywiście mamy sekwencję seksualną, ale pod koniec akcja bardzo przyspiesza. Wiesz, nagle zaczyna się akcyjniak, nawalają w siebie klątwami. Ale nikt ważny nie umiera. Poza jednym gościem, który chyba miał mnie obchodzić, ale przegapiłem ten moment przy czytaniu. Wiesz, odwracały moją uwagę opisy muskularnych ramion ukochanego głównej bohaterki. Przez chwilę obserwował Monę chodzącą po księgarni. Był urzeczony jej ruchami, tym jak przejeżdżała palcami po grzbietach książek. Czuł się jak bohater jakiegoś nędznego romansidła. Zakochany po uszy, nie mogący oderwać wzroku od swojej sympatii. No, ale dobra! Trzeba było wziąć się za poszukiwania. Najpierw ogarnął wzrokiem półki, jednak nie znalazł tam czegoś, co by mu powiedziało "jestem książką, która idealnie pasuje do Mony Rowle". A słowa samej kobiety nie pomagały. Poczuł aż ciepło na twarzy, gdy usłyszał tą niesubtelną aluzję. – Cóż, w takim razie drzwi mojego domu stoją przed tobą otworem – uśmiechnął się do niej szelmowsko. Nagle w koszyku "Promocja" rzuciła mu się w oczy pewna książka. Była... doskonała. Nosiła tytuł „Pięćdziesiąt smoczych pysków” i miała na okładce dziewoję i zwiewnej sukni przytuloną do smoczopodobnej kreatury. Icarus podniósł książkę i pokazał ją Monie triumfalnym gestem. – Co powiesz o tej? To chyba o dragonbornach... Nadal się nimi interesujesz? RE: [1.09.1972] Właściwa randka [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 22.02.2025 Mona rzuciła Ariemu zaciekawione spojrzenie, a potem przeniosła wzrok na niego samego. Jeśli od zawsze marzyła o literackim studium połyskujących łusek i namiętnych westchnień gadzich kochanków, to właśnie może spełnił jej najskrytsze pragnienie. No ,,Pięćdziesiąt smoczych pysków”, co to był za tytuł! Szkoda tylko że… — Już to czytałam — oznajmiła. Dobrze pamiętała tę książkę z paru powodów, których pora na zdradzenie ich nie była jeszcze. — Oczywiście. I nie, nie jest o dragonbornach. Dragonborni istnieją. A ten muskularny jegomość na okładce jest bardziej fantazją na temat bardzo… Bardzo alternatywnego podejścia do biologii smoków. Mój drogi, dragonborni nie wykazują normalnie takich zachowań, jak tutaj, o… — podeszła bliżej Prewetta, delikatnie wyciągnęła egzemplarz z jego rąk i oparła ją o barierkę koszyczka z promocyjnymi książkami, aby lepiej jej się wertowało strony. Wskazała palcem fragment, który najwyraźniej zasługiwał na szczególną uwagę. — Spójrz. W tej scenie bohater… Czekaj, o… „Oblizał kły w drapieżnym geście uwielbienia, podczas gdy jego skrzydła zadrżały od nagłego przypływu podekscytowania”. Wątpię, żeby którykolwiek dragonborn tak postępował. Bogowie, co za koszmarny fragment. Jak wspaniale, że Icarus Prewett miał ją przy sobie, przecież dobrze było wiedzieć, że były jakieś granice w tej naukowej analizie! Mona uśmiechnęła się niewinnie. Zadziwiające było to, że temat, który niegdyś potrafił rozpalić między nimi wielogodzinną dyskusję, w tamtym momencie omawiała spokojnym tonem. Bez starej żarliwości, bez potrzeby udowodnienia swojej racji za wszelką cenę. Może to była kwestia wieku, który zbliżał ją o krok do trumny. Może doświadczenia. A może po prostu faktu, że jeszcze nie zdążyli się porządnie pokłócić. |