Secrets of London
[23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask (/showthread.php?tid=4381)

Strony: 1 2


[23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Gabriel Montbel - 16.01.2025

23.08.1972

Aleja Horyzontalna, Teatr "The Globe"

Noc była zaskakująco ciepła jak na dogasające sierpniowe tchnienia. Wysokie oświetlone kamienice Alei Horyzontalnej prezentowały się pysznie w blasku magicznego światła bijącego z okiennic kawiarenek, rozświetlonych gablot sklepów i zamkniętych teraz, a jednak wciąż pragnących zapadać w pamięć zakładów. Umiejscowiony pośród nimi teatr wciąż dominował nad ulicą, zachwycając kunsztem architektonicznym i splendorem artystycznego blichtru, który wyzierał przez każde podłużne okno, nęcił czerwienią rozłożonego dla gości na ten wieczór dywanu, kusił bzyczeniem snobistycznych rozmów ludzi, którzy myśleli, że wiedzą coś o sztuce, oraz tych, którzy realnie mieli o niej jakiś pogląd.

Z pewnością była to ciepła noc dla jednego z widzów spektaklu. Upiór w operze grany tego wieczoru, musiał ewidentnie rozgrzać mężczyznę, który nie miał ni palta ni szalika, a w samym garniturze niespiesznie opuścił teatr pośród licznie zebranej, rozgadanej gawiedzi. Inscenizacja musiała w nim też wzbudzić szereg głębszych myśli - jego czoło zdobiła pozioma linia zastanowienia, brwi pozostawały ściągnięte. Elegancki lazurowy garnitur przetkany srebrzystą nicią, który nosił tego wieczoru, był szczytem elegancji kontynentalnej. Podkreślał jego wzrost i szczupłą sylwetkę. Brązowe, lekko podpłowiałe włosy układały się miękką falą, eksponując dość ostre kości policzkowe szlachetnie ukształtowanej twarzy.

Mężczyzna zatrzymał się zaraz przy wyjściu, dając pozostałym wolną drogę do wyjścia. Poprawił laskę o srebrnej kruczej głowni na swoim przedramieniu i sięgnął do kieszeni po niedbale umieszczone tam rękawiczki. Tchnięty przeczuciem przejechał po kąciku ust ścierając resztki krwi, nim zasłonił dłonie bielą. Odetchnął powietrzem miasta, którego tak szczerze nienawidził, dziś w jego od wieków martwym sercu roiły się pytania, które skutecznie zagłuszały dojmujące uczucie odrazy. Zapiął oba srebrzyste guziki swojej marynarki, może to nie było odpowiednie miejsce na takie rozmyślania?

I już miał ruszyć rozświetloną magicznymi latarniami Aleją, gdy coś, a raczej ktoś go zatrzymał. To nie było zaplanowane spotkanie, ale tak naprawdę ta noc przyniosła już na tyle dużo zaskoczeń, że jedno więcej raczej nie zmieniłoby wiele...
[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/b4/9b/d0/b49bd05f58e753a53c351daf22175508.jpg[/inny avek]


RE: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Theo Kelly - 17.01.2025

Theo jak na młodego czarodzieja przystało był przecież zapalonym fanem teatru. No może nie do końca, jednak wychowywanie się w otoczeniu takich postaci jak Anthony, Jonathana, Morpheus i przede wszystkim Charlotte sprawiało, że doceniał nieco więcej niż zwykłe rozrywki młodzieży. Wbrew pozorom to o wiele chętniej spędzałby czas w operze i teatrze niż na widowni stadionu quidditcha. Nie rozumiał fenomenu sportu, gdzie oglądał się jak siedem postaci latało w powietrzu, a na dodatek nigdy nie było wiadomo kogo obserwować i zawsze traciło się część całego widowiska.
Za to na deskach teatru zawsze było wiadomo gdzie patrzeć, widz wiedziony jakby niewidzialną ręką narratora mógł śledzić historię od początku do końca, bez bycia rozpraszanym i zmuszanym do patrzenia w inne miejsca na poboczne wydarzenia.

Zapewne jeszcze bardziej by się cieszył, gdyby mógł dzielić te przyjemność z kim innym i potem podzielić się wrażeniami. Ale wszyscy w ostatniej chwili stwierdzili, że nie mogą iść. Cóż nie był z tego zadowolony, ale przecież nie mógł oczekiwać, że inni będą rzucać to co robią, wszelkie inne obowiązki, żeby spędzać z nim swój czas. Mogliby, ale przecież ich nie przymusi, nie był despotą i musiał samodzielnie zrobić niespodziankę Shafiq'owi.

Zapiął guziki marynarki, którą miał na sobie, oczywiście dopasowaną do spodni i krwatu - w tej samej odcieni czerni. Jedyny kontrast tworzyła biała koszula. Zdecydowanie wolał swoje koszulki z różnymi nadrukami, albo swetry, ale nie miał problemy, żeby od czasu do czasu się wystroić.
Uniósł spojrzenie na mały tłum, który jak i on podążał do wyjścia i aż zamarł. Był bardzo niezadowolony z faktu, że nie mógł go znaleźć podczas pierwszej przerwy, po prawdzie to już zaczynał się zastanawiać czy faktycznie Anthony pojawił się na przedstawieniu - loża była pusta, ale słyszał, że pojawił się na przedstawieniu. Czyżby jednak wyszedł w trakcie pierwszego aktu? Może pilne wezwanie do Ministerstwa zmusiło go do przedwczesnego opuszczenia teatru.
- Tu jesteś! Już myślałem, że nie zniknąłeś do Ministerstwa - odezwał się wesoło stając w pobliżu mężczyzny, który w półmroku był dla niego wujkiem Anthonym. Wyglądali identycznie, a przynajmniej w tymchoć nie wiedział, że to jedynie efekt braku odpowiedniego oświetlenia. W świetle dziennym zapewne nabrałby podejrzeń co do osoby, do której się zwrócił, ale z drugiej strony nie spotkałby go za dnia na ulicy.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mXVnaGY.jpeg[/inny avek]


RE: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Gabriel Montbel - 18.01.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/b4/9b/d0/b49bd05f58e753a53c351daf22175508.jpg[/inny avek]
W pierwszej chwili nie spodziewał się, że ktokolwiek będzie go tu zaczepiał. Oczywiście pół wieku na francuskim świeczniku pozwalało znać wielu prominentnych czarodziejów nie tylko z kontynentu, ale też Londynu, młodzieńczy głos o silnym londyńskim posmaku wskazywał jednak na kogoś nieznanego.

W dłoniach trzymał już nabitą cygaretkę, czarną i smukłą, w której znajdowała się równie czarny papieros. Końcówka zatliła się, choć mężczyzna nie trzymał w dłoniach ani zapalniczki, ani różdżki. Zaciągnął się dymem, który dawał otoczeniu woń ćmionego tytoniu zmieszanego że słodyczą róży. Dopiero wtedy odwrócił się do młodzieńca.

Od pierwszego wrażenia uderzyła w starszego jegomościa świeżość jego urody i pewna buta lśniącą w oczach. Uśmiechnął się bardzo lekko, pozwalając kurzym łapkom ozdobić jasne, błękitne oczy, które w blasku ulicznych lamp mogły uchodzić za szare.
Mon Dieu Ministerstwo? O tej porze? Zdaje się że urzędy są już pozamykane. – jego mocny francuski akcent uderzał w nawet malo wrażliwe na te kwestie ucho. Starszy czarodziej tymczasem zorientował się, że twarz nieznajomego zdawała się żywcem zdarta z okładek i rycin niektórych egzemplarzy Portretu Doriana Grey'a. Choć po spektaklu miał ochotę na przechadzkę, ta śliczna buzia, czy może raczej ciekawość bijacego w piersi serca i jego poziomu zepsucia, powstrzymała go na tyle, że mienił zdanie. W końcu miał zwiedzać Londyn, a to był przykład lokalnego kolorytu. Zsunął z ramienia laskę, by się na niej wesprzeć podczas rozmowy.

Zaciągnął się znowu.
– Pozostaje mi liczyć, że nie zostałem pomylony z Monsieur Shafiq'iem, nie byłby to pierwszy raz – powiedział przesadnie rozżalony, z teatralną manierą w której nie brak było lekkości i rozbawienia takim stanem rzeczy. Kiwnął przy tym głową w kierunku jednej z reklam garniturów Rosierów, bo przecież nie miał pewności, czy chłopak w ogóle wie o kogo chodzi. Musiał przyznać, że były ambasador nieźle sobie poczynał od powrotu do kraju. – Widziałem go gdy wchodził do Teatru, więc pewnie zaraz wyjdzie. Sam na niego czekam. Nie widzieliśmy się już parę lat... Papierosa? – wyprostował się, a laska powędrowała na swoje miejsce, srebrzystą kruczą głową zaczepiona o ciało nieznajomego. Wolną dłonią sięgnął po srebrzystą papierośnicę, której wieko zdobiły piękne, grawerowane kwiaty róż. Wewnątrz znajdowało się osiem czarnych papierosów, z eleganckim czerwonym paskiem na złączeniu tytoniu i filtra. Jasna sugestia zaproszenia do small talku we wspólnym oczekiwaniu.
– Pozwolę sobie spytać, korzystając z momentu oddechu po zaczerpnięciu ze źródła duchowej strawy... jak sztuka? Dość tendencyjne dekoracje, ale trzeba przyznać że głos Christine trząsł żyrandolem. – Upiór w operze nie należał do jego ulubionych sztuk, można powiedzieć że nabrał swoistej awersji do teatru sześć lat temu. Był to jednak jeden z punktów do odhaczenia na dość długiej liście, więc nie wybrzydzał.



RE: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Theo Kelly - 19.01.2025

Oczekiwał reakcji, odpowiedzi od Anthony'ego ,którego przecież "przyłapał" na gorącym uczynku, ale w sumie to jakie znowu przyłapał. Na tym, że niby był nasz tuce, ale nie był, bo loża była pusta? A może po prostu Shafiq nie był wcale takim niewolnikiem przyzwyczajeń i wygód jak się wydawało i oglądał spektakl z innego miejsca.
Zaraz jednak drgnął i cofnął się o pół kroku, kiedy mężczyzna odezwał się. Głos był zupełnie inny niż jego wujka i ten akcent. Theo też nie mógł się pochwalić czystą angielszczyzną, bo w jego głosie pobrzmiewał amerykański akcent, jednak nijak się to miało do tego francuskiego akcentu mężczyzny. Jedno było pewne, Anthony to to nie był.

- Nie wszystkie departamenty są zamknięte no i nagłe wezwania mogą się zdarzyć o każdej porze, zwłaszcza jak wybuchnie jakiś skandal dyplomatyczny albo pilna sytuacja - odezwał się machinalnie, ignorując na razie, ze tak frywolnie podbił do nieznajomego mu mężczyzny, tylko dlatego, że w półmroku wyglądał na Anthony'ego, dobrze, że Charlotte tego nie widziała a naśladowcy śmierciożerców nie czerpią pomysłów z jego głowy i nie podszywają się tak pod innych. Cóż bowiem nie siało by paniki bardziej niż niemożność ufania nawet najbliższym. Potrząsnął głową nie chcąc o tym teraz myśleć.

- Oh, niestety to właśnie się stało, myślałem, że pan to Anthony, przepraszam najmocniej - powiedział uśmiechając się przepraszająco do mężczyzny, domyślał się, że bycie mylony z kimś innym nie było zbyt przyjemnym uczucie, sam nie miał takich problemów. Zapewne by zaraz też odszedł zostawiając go w spokoju ze swoim papierosem, ale coś powodowało, że nie mógł po prostu się odwrócić i szukać dalej wujka. Było coś ciekawego, coś nieokreślonego co przyciągało Theo do mężczyzny - na pewno jego podobieństwo do Shafiq'a, które przecież nie mogło być przypadkowe.
- Jesteście spokrewnieni? Wyglądasz jak jego młodszy brat - rzucił od razu bez zbędnego panowania i spoufalając się od razu, nie zważając na różnicę wieku widoczną gołym okiem, bo ta niewidoczna sięgała kilku wieków. Na ofertę papierosa, najpierw z uwagą przyjrzał się oferowanej papierośnicy i umieszczonych w niej papierosach, ale ostatecznie uniósł rękę w gaście odmowy i dodał jeszcze. - Nie dziękuję, mama mówiła, że nigdy nie powinienem palić - mówiła tez, że nie powinien rozmawiać z obcymi po zmroku na ulicy, bo w obecnych czasach w Anglii nie jest aż tak bezpiecznie jak by się mogło wydawać, ale cóż, niektóre nauki Charlotte okazywały się być porażkami.
- O tak, zdecydowanie Christine robiła wrażenie, aż czasami czułem ciarki na plecach z wrażenia. Aż się zastanawiałem gdzie ona jest w stanie gromadzić tak dużo powietrza, żeby bez zaczerpnięcia oddechu kontynuować śpiew. - zgodzi się nadal tkwiąc w pobliżu nieznajomego, akceptując zaproszenie do small talku, nie widział powodu, żeby teraz przerywać rozmowy. Stali przy wejściu, wiec tu mógł poczekać na Anthony'ego, nie przegapi go dzięki temu. - Co do samych dekoracji to słyszałem, ze używają tych samych od dwudziestego wieku, dla podtrzymania tradycji przedstawienia i utrzymaniu jego ducha. Wydają mi się, że są całkiem dobre, wiadomo nie są najświeższe, ale jednak tworzą odpowiedni klimat. Czyżby opinia o nich wynikała z porównania z innym teatrem? - zapytał zaciekawiony dlaczego to właśnie dekoracje zasłużyły na zostanie "zbesztanymi" sam uważał, że służyły one jedynie budowaniu tła i dopóki nie były rażąco nieodpowiednie lub zepsute to nie skupiał się na nich, ale może ten mężczyzna wskaże mu coś co sam przeoczył?
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mXVnaGY.jpeg[/inny avek]


RE: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Gabriel Montbel - 23.01.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/b4/9b/d0/b49bd05f58e753a53c351daf22175508.jpg[/inny avek]
– Przeprosiny przyjęte – odpowiedział mu lekko, a potem roześmiał się serdecznie na mimowolny komplement, w głowie nie musząc nawet dokonywać szybkiej kalkulacji, czy jego zewnętrzna powłoka, którą czas zatrzymał dla świata jest starsza, czy młodsza od znajomego polityka. – Znając preferencje i pasje Monsieur Shafiqa, podejrzewam, że byłby z tego pokrewieństwa bardziej niż szczęśliwy. Nigdy jednak nie przykładałem zbytniej uwagi do swojego drzewa, ale krew - jak to mówią - nie woda. Ciekaw byłbym w sumie takich badań, ich wyniki mogłyby być bardzo interesujące. – Zaciągnął się ponownie, nie poświęcając zbyt wiele myśli i uczuć prawdziwości tych słów. Przeszłość pozostawała przeszłością, prawdziwie utkwioną w czasach, które były tak odległe od tego, co otaczało ich obecnie.

Pominął milczeniem postać matki i fakt jak szczenię odsłoniło się ze swoją młodością i brakiem buntu w żyłach, który już dawno winien mieć się ku wygaszeniu.
– Lubię sztukę współczesną. Lubię pomysły na to jak zachwycić widzów obrosłych tłuszczem od oglądania wciąż tego samego. Ionesco ostatnio wystawił swojego Macbetha. Znam miłość was Anglików do Shakespeara, ale to ponowne pochylenie się nad dramatem ogarniętego rządzą władzy człowieka o bardzo krwiożerczej małżonce... Śmiałem się wybornie. Autor uczynił wszystko satyrą, tak też prezentowała się scena. Rozbryzgująca krew smakowała słodkim syropem kukurydzianym, lewitujące głowy śpiewały, a duchy tańczyła kankana. – Uśmiechał się gdy to mówił, barwnie, z nieukrywaną miłością do teatru, ale też jego opowieść podszyta była melancholią i smutkiem, które w pewnym sensie tym bardziej czyniły go podobnym do spodziewanej osoby. –Théâtre de l'Alliance française nie jest zbyt daleko stąd młodzieńcze, jeśli miałbyś ochotę odświeżyć umysł i otworzyć oczy na głos własnego pokolenia. – cóż, wszystko kwestią perspektywy, w której nie można było ów pokoleń rozliczać co dziesięć, dwadzieścia lat. Już ludzie sami patrzyli na ubiegły wiek dekadami, potem stuleciami, by średniowiecze zamknąć jedną gigantyczną wspólną klamrą. – Dla mnie Christine uratowała ten spektakl, heroiny tak mają, zwłaszcza te, które przyciągają nie tylko ucho ale też wzrok. W ogóle, gdzie moje maniery... Gabriel Montbel, kolekcjoner. – Skinął głową w geście powitania, choć przecież już rozmawiali, zawieszając głos w oczekiwaniu na poznanie miana swojego mimowolnego towarzysza.

Papieros powoli acz nieuchronnie kończył się, a wujka jak nie było widać...



RE: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Theo Kelly - 25.01.2025

Przyjrzał się uważnie nieznajomemu twierdzącemu, że wuj Anthony byłby wielce rad z takiego pokrewieństwa. Zwłaszcza przykuło uwagę stwierdzenie "preferencje i pasje", niby co takiego było w tym francuskim klonie Shafiq'a, że ten byłby niezwykle szczęśliwy z takiego pokrewieństwa? Przyjrzał się uważniej mężczyźnie, ale w żaden sposób nie był w stanie odczytać tego na pierwszy rzut oka. Może chodziło o coś w czego posiadaniu była jego rodzina? Potrząsnął głową, marnował czas na domysły, gdzie spektrum tego mogło być równie szerokie jak długie były tory kolei transsyberyjskiej.
- Dlaczego to byłby z tego tak zadowolony? - piękny umysł młodych ludzi był taki, ze gdy wielu dorosłych po prostu z grzeczności by porzuciło temat, tak oni go drążyli. Theo zdecydowanie nie należał do ludzi, którzy potrafią powściągnąć swą ciekawość, kiedy już zostanie rozbudzona.

- Myśle, że to naturalna kolej rzeczy. Świat się zmienia, społeczeństwo się zmienia. Dlatego też potrzeby rozrywki zmieniają się, może nie diametralnie od tego co było kiedyś, chociaż, gdyby porównać czasy starożytne do obecnych to przepaść jest niezwykle wielka. Stagnacja jest nudna, a nuda nie wzbudza zaciekawienia. Dlatego zapewne widać można coraz to nowe pomysły jak uatrakcyjnić spektakle - odpowiedział dając się ponieść swoim domysłom, lubił studiować ludzkie zachowania i ich umysły, jak dane rzeczy wpływały na poszczególne jednostki, ale też i tłum jako ogół. Mimo swojego daru jasnowidzenia, a może właśnie dzięki niemu i nauce oklumencji tak zafascynowało go do czego zdolny jest umysł. Przemilczawszy stwierdzenie "was anglików", które brzmiało w ustach francuza jak forma zawoalowanej obelgi, skupił się na opisie sztuki. - Krew poleciała aż na widownię? - zapytał dziwiąc się, ale jak inaczej mężczyzna znałby jej smak? - To Śmiały ruch, ludzie zazwyczaj by podnieśli larum, że zostali ubrudzeni. Muszę zobaczyć kiedyś to przedstawienie - ostatnie zdanie dodał już bardziej do siebie, brzmiało jak niezwykłe wydarzenie, niecodzienna interpretacja Macbetha.
Po zaproszeniu, machinalnie odwrócił się najpierw w stronę wyjścia z teatru, jakby oczekiwał, że w tym momencie zjawi się Anthony, jednak nic takiego się nie działo, a ludzi było coraz mniej i mniej. Czyżby go przeoczył, a może wuj wyszedł z teatru tylnym wyjściem chcąc uniknąć spotkania z jakimiś ludźmi? Westchnął przeciągle i zerknął ponownie na swojego rozmówcę.
- Wygląda na to, że wuj jednak wyszedł wcześniej - odezwał się z rozczarowaniem w głosie, chyba faktycznie nie dane mu będzie go spotkać dzisiejszego wieczora. Powrócił spojrzeniem w stronę mężczyzny, z którym toczył te niezobowiązującą rozmowę.
- Miło mi poznać, jestem Kelly, Theo Kelly - przedstawił się kiwając głową. - Zdecydowanie, to czyni je tym kim są, gdyby nie ich głos śpiewałyby epizodyczne role, lub w chórkach. A wygląd cóż, to dodatkowa zaleta, choć wątpię, aby miał tak wielkie znaczenie przy wyznaczaniu ról - zakończył, wyrażając swoje zdanie, może błędne, może nie. Był wciąż nieopierzonym młokosem patrząc na świat, ale starał się nie siedzieć okrakiem na płocie i mieć jakieś zdanie na większość tematów, a przynajmniej te, które go w jakiś sposób interesowały lub dotyczyły. Z westchnieniem zerknął ostatni raz na wejście do teatru, nim wreszcie postanowił odnieść się do zaproszenia.
- Dobrze, widzę, że jednak Teatrical de... No tego, co tam nazwałeś miejsce, gdzie jest głos mojego pokolenia - machnął ręką w powietrzu niezdolny powtórzyć nazwy miejsca wypowiedzianego przez Jeana. W sumie to szedł gdzieś z nieznajomym... Może nie do końca bezpieczne, w końcu wiedział o nim praktycznie nic, dlatego chciał co nieco więcej się o nim dowiedzieć. Przymknął na sekundę oczy skupiając się na postaci mości Montbela i próbując sięgnąć do swojego daru odczytywania intencji ludzkich.

Wykaz Intencji - Percepcja ◉◉◉○○ - na próbę odczytania zamiarów Jeana.
[roll=Z]
[roll=Z]
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mXVnaGY.jpeg[/inny avek]


RE: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Gabriel Montbel - 30.01.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/b4/9b/d0/b49bd05f58e753a53c351daf22175508.jpg[/inny avek]
Dociekliwość młokosa była irytująca, widać że pisklę nie miało za bardzo okazji nauczyć się taktu od starszego pokolenia, ale w żadnej mierze nie dał po sobie poznać, żeby mu to jakkolwiek nie odpowiadało.
– Rodzinna plotka głosi, że moje korzenie są głęboko osadzone w jednej z prowincji wielkiego Cesarstwa Rzymskiego. Choć może tam mieszkali bardziej Grecy, a Anthony z tego co pamiętam wolał Rzymian, prawda? – To nie było trudne, zagrać tą kartą. Przedstawić jedno z flagowych zainteresowań byłego brytyjskiego ambasadora, o których paplał na balach, jakby od tego zależało jego życie. Hrabia zawsze brał udział w tych dysputach, znając historie z nieco odmiennej perspektywy. Wolał zdecydowanie to niż pogadanki o smokach...

– Mm... zmieniają się i nie zmieniają. Ludzkość przypomina takie koło... rozlazłe, przegnite, które mimo wszystko się toczy. I często to co jest na wierzchu wpada na dno, by znów zakołysać się i objawić światu. Chleba i igrzysk - to nęci ludzi. Jedzenie i przemoc. To się nie zmieniło i raczej nie zmieni – dodał tonem znawcy, choć może nie powinien, bo jego rozmówca zdawał się wysoko zadzierać swój zgrabny nosek. A może powinien? Aby nadać rozpędu konwersacji, pociągnąć go za język, czy zna może jeszcze kogo innego z bliskiego otoczenia Shafiq'a?

– Koniecznie, mogę nawet zorganizować bilety, tylko pamiętaj, że będzie po francusku. Warto podszlifować język do tego czasu – usłużnie zaoferował, nieświadom jeszcze na tym etapie rozmowy, jak bardzo młody czarodziej nie ma pojęcia na temat francuskiego. Uszy mu jednak zastrzygły na nazwanie Anthony'ego "wujem". Inny ambasador co prawda chwalił się chrześniakami, ale... czy to nie miało być właśnie tak, że troje przyjaciół przyjęło pod skrzydła troje dzieci? I zaraz padło to nazwisko. Zaraz padło imię. Dobrze, że nie musiał oddychać, bo pewnikiem zapomniałby teraz o oddychaniu, albo w drugą stronę, wziąłby głęboki oddech zdradzający skalę zaskoczenia.

Dawno już nie był wdzięczny losowi, za te absurdalne pomyłki związane z jego wyglądem.

– Theo... brat Jessiego i Rity? Chyba słyszałem o Was, przed laty, gdy wuj gościł w Paryżu. – Zwinne kłamstwo, możliwe do uchwycenia, choć mogłoby to umknąć młodzieńcowi, bo przecież Anthony zawsze używał ich pełnych imion, ale o tym mężczyzna nie wiedział. Chociaż nie, wcale nie kłamstwo. Bo słyszał od wuja, który gościł w Paryżu. Ot... nie tego, na którego wskazywałby tok rozmowy. – Rad jestem poznać! Zawsze byłem ciekaw, czemu tak rzadko odwiedzacie najpiękniejszą stolicę Europy. – W głowie pospiesznie kalkulował, czy ta ptaszyna mogła być już w miarę rozumna w tamtym czasie, te dziesięć lat temu, gdy usłyszał o niej po raz pierwszy. Jonathan zdecydował, że nie będzie przedstawiał go swoim przyjaciołom, choć może to on oponował gburowato, zazdrosny o atencję ukochanego? Teraz żałował, że nie przysłuchiwał się lepiej, ale kojarzył imiona, słów kilka o zainteresowaniach, pomagał kilkukrotnie wybierać prezenty. Prezenty dla dziewczynki zapamiętał lepiej, chłopcy mu się jednak mieszali będąc... chłopcami. Tam była niewielka różnica wieku.

– Otóż jeżeli chodzi o główne role, zawsze pomyśl sobie tak... – dodał, gdy mimowolnie zaczęli iść razem Aleją Horyzontalną – Wiele kobiet potrafi śpiewać pięknie, ze swojej natury. Są jak krowy, które jedzą trawę. Nie zastanawiają się zbytnio czemu to robią, po prostu im to wychodzi całkiem zgrzebnie. I teraz pomyśl, że w całej Anglii, w całym magicznym Londynie, dobrze śpiewających krów, pardon niewiast, jest dziesięć. Oczywistym jest to, że wybierzesz tę, która się dobrze prezentuje, skoro głosy mają równe. Jest mało dziedzin sztuki, gdzie głos jednak będzie miał przeważające znaczenie, gdzie gardło musi być wybitne, aby wygląd przestał mieć znaczenie. W operze to dzieje się częściej, zwłaszcza w przypadku Wagnera i temu podobnych, ale przyznam, że nigdy nie byłem fanem. Zdecydowanie wole część wizualną, koncept, który za nią stoi. Och, może dałbyś się zaprosić na kieliszek wina, czy... herbaty, skoro mama nieprzychylnie patrzy na palenie? – wskazał na wciąż otwartą Fontannę Szczęśliwego Losu, przed którą ustawionych było kilka okrągłych stolików. – Przyznam, że nie byłem w Anglii wiele lat, a Ty drogi Theo wydajesz się najodpowiedniejszą osobą do udzielenia mi porady, gdzie mógłby zasmakować Londynu, tak aby był soczysty i świeży? Bez kurzu minionych dekad, ciężaru imperialnej korony. Szukam świeżości. Idei Twojego pokolenia – mówił z charakterystyczną emfazą, pozwalając sobie na finezyjną gestykulację w roztaczanej wizji osoby bardzo zainteresowanej zdaniem i opinią swojego rozmówcy. Nie można było mu odmówić charyzmy i galanterii, która tylko trochę trąciła myszką jak na kogoś tak mocno zapatrzonego w teraźniejszość.



RE: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Theo Kelly - 04.03.2025

Spojrzał nieco z ukosa na nomen omen nieznajomego, który w takich detalach wypowiadał się o Anthonym. Z jednej strony to mogło być zrozumiałem, przecież wujek był osobą publiczną, miał znajomości w wielu miejscach na świecie z racji swojej pracy. Ale delikatnie wzruszył ramionami na pytanie zadanie w sprawie tego co on by wolał bardziej.
- Myślę, że tak, ale to pytanie trzeba by zadać jemu osobiście, żeby mieć pewność - odpowiedział bezwiednie odwracając się w kierunku wyjścia z teatru. Jednak nie dostrzegł tam wspominanej przez nich osoby, co odbił się na jego twarzy w wyrazie zmartwienia, który nie trwał jednak długo. Może faktycznie się minęli?

Zmrużył oczy patrząc dziwnie teraz na swojego rozmówcę. Cały jego wywód? Brzmiał tak pretensjonalnie i uderzał w te starcze tony "kiedyś to było, dzisiejsza młodzież nie umie się zachować i bawić", tylko nie potrafił w żaden sposób ukierunkować swoich odczuć co d tej wypowiedzi.
- Być może i jest rozlazłe, przegnite i nie warte funta kłaków. Ale nie mamy nic lepszego - a zawsze możemy mieć coś gorszego - dodał już sobie w myślach i tym razem skupił się już całkowicie na osobie francuskiego dyplomaty? Gościa z wyższych sfer? Chyba tak ,skoro zdawał psie znać wuja to nie był byle zjadaczem chleba.
- Co złego jest w zaspokajaniu potrzeb? Przemoc zastąpiła inna rozrywka, mniej krwawa, gdzie metaforyczne uniesienia i doznania więcej znaczą niż pojedynki na śmierć i życie - machnął ręką w stronę teatru za nimi. Jaki był jego problem? Sam należał do tego społeczeństwa, był przecież człowiekiem. - Czy samo w sobie to, że rozrywki z przemocy zmieniamy na te bardziej uduchowione nie znaczy, że ludzkość nie jest do szpiku przegnita? - zapytał tylkom, choć wiedział, że kontynuowanie tej dysputy na temat zepsucia ludzkości nie jest dobrym pomysłem. Nie biorąc pod uwagę wydarzenia w Anglii.

- Podszlifować? - zapytał wydając z siebie coś pomiędzy niezadowolonym prychnięciem a zdziwieniem. - Nie można podszplifowywać umiejętności, których się nie posiada. Mógłbym skłamać i powiedzieć, że chętnie poszedłbym dla samego przedstawienia, ale jednak wolę rozumieć to co oglądam. Dlatego chyba będę zmuszony podziękować - dodał jeszcze z lekkim kiwnięciem głowy i przepraszającym uśmiechem. W głowie zapalała mu się ostrzegawcza lampka. Trójka wujków i mama zawsze powtarzali mu, ze by uważać na innych czarodziejów, bo niektórzy na Wsypach mają dość oryginalne podejście do świata. Przez oryginalne mieli oczywiście na myśli bestialskie. Dlatego zdał sobie sprawę, że nie wiedząc nic o mężczyźnie nie powinien mu ot tak ufać.

Zmrużył oczy słysząc imiona rodzeństwa. Poczuł dziwne mrowienie na karku, łączenie Anthony'ego z używaniem ich zrobionych imion? to bardziej pasowało do innych członków ich patchworkowej rodziny. Coś mu tutaj nie pasowało, ale albo to zmęczenie albo niezdolność połączenia teraz faktów sprawiła, że nie zwrócił na to aż tak dużej uwagi jak zapewne powinien. Ruszył z nomen omen nieznajomym mężczyzną, bo to co onim wiedział to było naprawdę niewiele i może powinien się okazać mądrzejszy, ruszyć w inną stronę - ale młodość miała to do siebie, że lubowała się w głupich decyzjach i błędach.

Zmarszczył brwi i popatrzył z przekrzywioną głową wprost, to było dość nie powiedziałby nawet, ze ciekawe, ale wręcz wprost obraźliwe porównanie kobiet do bydła hodowlanego. PRzecież nikt ich nie hodował do tego jednego celu. PRAWDA?! Aż się zawahał przy kolejnym kroku przez co wydawało się, jakby został na moment z tyłu.
- Czy ja wiem, wydaje mi się, że ludzie nie przychodzą tam aby nacieszyć oko, ale oddać się widowisku jako całości, dlatego moi zdaniem jednak głos ma ogromne znaczenie. to prawda w przypadku kobiet o tak samo pięknym głosie decydować może jej wygląd, jednak, gdy jedna ma ewidentnie urzekający od drugiej.. - wykonał nieokreślony ruch dłonią. Jak dla niego mógłby tam siedzieć z zamkniętymi oczami, pochłonięty jedynie przez dźwięki orkiestry i głos aktorów. Zdecydowanie nie zgadzali się co do preferencji z Gabrielem. - Widzisz, ja wolę te muzyczną oprawę, płynącą przez powietrze w formie drobnych drgań. To urzekające jak bardzo hipnotyzujące potrafi być to doznanie - uśmiechnął się bardziej do siebie i wieczornego nieba na wspomnienie oglądanego przedstawienia. Został jednak brutalnie przywołany na ziemię, przez bezczelne pytanie towarzysza.
- Oczywiście, że tak. Na wino, jestem dorosły i mogę podejmować o sobie decyzję - rzucił butnie, jakby wcale przed kilkoma minutami nie odmówił papierosa z powodu własnej matki, która mu tego zabroniła. Charlotte może i faktycznie nigdy czegoś takiego nie zostawiła, jednak oddawanie się takiemu nałogowi jak palenie papierosów było dla młodego Kellyego prostą drogą do sprawienia jej zawodu. Skinął mężczyźnie głową i wraz z nim usiadł przy jednym ze stolików rozstawionych przed Fontanną Szczęśliwego Losu, aby móc skosztować rzeczonego kieliszka wina podczas rozmowy ze znajomym wujka Anthony'ego.
Zastukał delikatnie palcami o blat stolika patrząc uważnie na Gabriela, jakby się nad czymś zastanawiał. W głowie Theo zaś pędziły myśli na temat tego co mówił mężczyzna. Dlaczego chciał smakować Londynu? Przepełnionego smogiem wymieszanym z mgłą. Nie potrafił się odnaleźć w tym wszystkim i jedynie wzruszył ramionami.
- Tam gdzie zawsze, wystarczy przejść się horyzontalną, zwiedzić Nokturn, aby odnaleźć skupiska młodych ludzi, nie ukrywamy się po piwnicach, nie szukamy podejrzanych miejsc, aby spędzać czas. Londyn nie jest smakowity, ale jeśli chcesz się nim rozkoszować musi się po prostu w niego zagłębić. Wyjść poza schemat czarodziejskiego świata, znaleźć jakiś mugolski klub, aby... - urwał nie do końca pewien czy kontynuowanie jest bezpiecznym wyjściem. Nie wiedział zbyt wiele o tym człowieku, poza jego imieniem to w sumie nic, dlatego mówienie o eskapadach do mugolskiego świata nie wydawały się zbyt bezpieczne.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mXVnaGY.jpeg[/inny avek]


RE: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Gabriel Montbel - 13.03.2025

Uśmiechnął się pobłażliwie na chłopca, który próbował bronić swoich racji, a jak się zaraz miało okazać, nawet nie znał podstaw francuskiego. Uduchowione rozrywki. Dobre sobie.
– To puder– skomentował krótko, nie mając zamiaru dociekać detali, mając poczucie, że jego rozmówca jest jak soczyste winogrono zerwane prosto z krzaczka. Brakowało mu porządnego gniecenia i kilku lat fermentacji w beczce, aby można było ocenić jego wartość.

Teraz był zdecydowanie zbyt słodki w swym nieokrzesaniu.

Nie zamierzał również go strofować za braki w edukacji. Nie była to jego rola, sam pełnił obecnie raczej rolę obserwatora, który był zwyczajnie ciekaw życia, którego mu poskąpiono. Jonathan owszem, opowiadał o swojej rodzinie i przyjaciołach, zwykle niezwykle zgrabne i finezyjne anegdotki, odmierzone na rozbawienie swojego martwego rozmówcy. Gabriel czuł, że nie ma w tym mięsa, ale nie dociekał, szanując potrzebę partnera do prywatności, szanując ciemną, ołowianą zasłonę kanału La Manche. Nie miał za bardzo wyjścia. I tak nie mógł przekroczyć tej wody, póki nie dogasła niefortunnie złożona wieczysta przysięga.

– Hipnotyzujące... – zaśmiał się. – Doświadczyłeś kiedyś prawdziwej hipnozy? Poczułeś cudzy dotyk na swoim umyśle, by tak śmiało porównywać go do śpiewu kobiety pozbawionej skrzeli i ogona? – Zapytał, a potem gestem przywołał drobną brunetkę sprzątającą stolik i zamówił u niej butelkę francuskiego - oczywiście - wina. Zamówił znajome Theo wino, pochodzące z winiarni jego wuja, choć zdecydował się na najstarszy dostępny w tym miejscu rocznik. – 10 lat...mon Dieu cóż to jest dla wina? – skrzywił się, mówiąc raczej sam do siebie, rozsiadając się wygodniej na całkiem niewygodnym krześle. Odwykł od przebywania wśród ludzi. Ale takich rzeczy ponoć się nie zapominało...

Dlatego też uśmiechnął się ponownie, czarująco i swobodnie, jak przystało na nieco bladego arystokratę.
– Trochę szkoda, ale Paryż również nie należy do... najsmaczniejszych miast. Ma natomiast inne zalety. Wspomniałeś jednak o mugolskich klubach... To chyba niezbyt popularna rozrywka czarodziei tu, w Anglii? Doszły mnie słuchy, że macie raczej dość ambiwalentny stosunek do niemagów? – nie karcił go. Był żywo ciekaw, może nawet bardziej niż rozmowy o sztuce.

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/b4/9b/d0/b49bd05f58e753a53c351daf22175508.jpg[/inny avek]


RE: [23.08] None will ever be a true Parisian who has not learned to wear a mask - Theo Kelly - 29.03.2025

Popatrzył przez chwilę na swojego rozmówcę, a potem zaczął się bawić swoim kieliszkiem wina, delikatnie obracając znajdującym się wewnątrz trunkiem, jakby odwlekał moment odpowiedzi. Czy chciał się dzielić takimi informacjami? Informacje o umyśle i tym co się z nim działo zawsze było dla Theo dość intymnym tematem, dlatego właśnie poświęcił się nauce oklumencji, aby nikt nie mógł naruszyć tego miejsca. Nawet nie podejrzewał, że być może w przyszłości będzie potrzebował pomocy jakiegoś hipnotyzera. W swojej młodzieńczej butności nigdy nie zakładał takiej ewentualności.
- Nie, nie zamierzam też. Lubię mieć władzę nad swoim umysłem - odpowiedział więc jedynie zdawkowo i upił łyk wina ze swego kielicha. Te pochodzące z winiarni jego wuja były mu znane i jednymi z niewielu, które mu smakowały, ale kto miał takich wujków jak Anthony, Morpheus i Jonathan nie mógł całkowicie nie lubić wina.
Rad był, że jego rozmówca zmienił temat z hipnozy i wpływania na cudzy umysł, nie czuł się komfortowo rozmawiać o tym. Ale chyba ten mężczyzna miał jakiś dar do wybierania niewygodnych tematów. Rozejrzał się uważnie wokół, czy nikt nie zwraca na nich zbytecznej uwagi i nieco nachylił się w stronę Gabriela, aby jego głos nie niósł się tak wokół. Pamiętał radę matki aby nie obnosić się z tym, że nie pogardzają mugolami, już wystarczyło, że byli wydziedziczeni z rodu.
- Wszystko zależy kogo spytasz i o jakie stosunki chodzi - odpowiedział opierając łokcie na stoliku - Ja sam nazwałbym to raczej... - wykonał nieokreślony ruch dłonią szukając odpowiedniego słowa. - trudną relacją, z niektórymi. Nie wszyscy jednak nimi pogardzają. Czasami można od nich wyciągnąć bardzo dużo ciekawostek jeżeli tylko pokonasz swoje uprzedzenia. Zabawa w tłumie nie magów w dźwięk ich muzyki potrafi być urzekającym doznaniem - wzruszył ramionami i ponownie rozsiadł się na swoim krześle obracając kielich w dłoni.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mXVnaGY.jpeg[/inny avek]