[23 marca 1972] Leander i Loretta / Mieszkanie Leandra - Loretta Lestrange - 06.11.2022
23 marca 1972
Aleja Horyzontalna, mieszkanie Leandra Yaxley'a
Leander Yaxley i Loretta Lestrange
Obudziły ją leniwe promienie słońca, które ślizgały się po wnętrzu sypialni niepokornie i niepoukładanie, czyniąc z tandetnych tkanin każdorazowo lśniący przepych; i choć poranek dawno pożegnał pierwsze świetliste języki świtu, pora wciąż pozostawała wczesna. Otworzywszy oczy, zamrugała kilkukrotnie, odzyskując właściwość percepcji, a w jej nozdrza prędko uderzyła woń jego wody kolońskiej, tak doskonale, sakramencko znana. Kąciki ust zadrgały początkowo, gdy kierowała wzrok na stojący nieopodal budzik – godzina siódma. Westchnięcie zamarło na jej wargach, gdy zrzucała z siebie owitą jedwabną poszewką kołdrę, aby po chwili wyplątać dłoń z uścisku jego palców. Była to ich swoista umowa, mały, pozornie nieistotny szkopuł, który toczył się od zarania relacji – śpiąc, trzymają się za dłonie.
Skierowała się ku niemu, podpierając się na łokciach, układając podbródek na otwartych dłoniach. Przyglądała się mu tak bacznie, spod wpółprzymkniętych powiek; jej wygląd nie znaczył się świeżością poranka, rozwichrzone loki, odrobinę starta, krwiście czerwona szminka, nierówno zapięta koszula. Jego widok jednak, był rozczulający.
Nawet demon we śnie wydaje się niewinny i kruchy.
Przyglądała mu się niepokojąco długo, a miriady lśniących myśli lawirowały wokół tematów wagi mniejszej i większej. Po chwili jednak – niepewnie i niespokojnie – uniosła dłoń, aby odgarnąć z jego czoła jeden z kosmyków, nieposkładanie kładących się na linii skroni. Milczącego, byłaby go gotowa uznać za całkiem urokliwego.
Podniosła się po chwili gwałtownie, przeciągając się w przebijającym się przez kotary świetle słońca. Wisiała na niej koszula, bo inaczej w słowa tego ubrać nie można – rękawy, o wiele za długie, podciągnęła po łokcie; długość zaś, na Leandrze leżąca jak ulał, jej sięgała za kolana. Nierówno zapięte guziki, ukazywały blady dekolt i wyraziste linie kości obojczyków. Odwróciwszy się po raz ostatni w kierunku śpiącego księcia, rozległ się na panelach krok jej bosych stóp, zmierzających ku łazience.
|