![]() |
|
[przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? (/showthread.php?tid=4406) Strony:
1
2
|
[przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Jessie Kelly - 22.01.2025 Jessie wyszedł z domu dość wcześnie, zanim wszyscy w mieszkaniu zdążyli się pobudzić, a wrócił, kiedy ludzie powychodzili już na ulice i zbierali się do pracy. Jego czekała późniejszą zmiana, więc miał jeszcze trochę czasu dla siebie. Zabrał Benjiego na długi spacer - po pierwszej dla niego tak długiej nieobecności jego człowieków psiak ogromnie się stęsknił i z całą pewnością przydało mu się trochę więcej ruchu. Po powrocie do domu Jessie zaczął się trochę martwić, czy psiak nie dostanie jakiegoś ataku serca z tej radości, przez którą sam chyba nie wiedział, czy chciał się przywitać najpierw z Ritą, Theo, czy z Jessiem. Kochane to było stworzenie. Były również inne rzeczy do zrobienia. W drodze do domu Jessie wszedł jeszcze do piekarni po coś na osłodę i do cukierni, gdzie kupił czekoladki, które miał zamiar dać Claudii w podzięce za przysługę i niezadawanie pytań o powód, dla którego to Charlotte nie mogła wychodzić z psem, skoro sama nie leciała do Egiptu. Powinien również odpisać Brennie na list, który leżał na jego biurku nietknięty do jego powrotu. Ulżyło mu, że dziewczyna, którą wtedy znaleźli z Dorą, wydobrzała i zeznawała przeciwko swojemu oprawcy. Zbeształ się również w myślach, że po otwarciu listu nie schował go, tylko zostawił na wierzchu, gdzie wszyscy mogli go przeczytać, gdyby tylko weszli do jego pokoju, a nigdy nie wiadomo, co mogłoby przyjść do głowy Theo. Jessie wciąż nie powiedział nikomu o swoim spotkaniu z wampirem i wciąż nie zamierzał tego robić - wyleciało mu to częściowo z głowy, a i wcale nie było takiej potrzeby. Wciąż uważał, że skoro nie odniósł większych obrażeń, a sam wampir został znaleziony i unieszkodliwiony, to nie było potrzeby robić z tego większego halo, więc, poza pracownikami Munga, którzy musieli więc wtedy z nim użerać, o tamtym zajęciu wiedzieli Dora (z oczywistych względów), Electra, Brenna i Jonathan, o ile jego chrzestny z jakiegoś powodu nie podzielił się tą nowiną z jego matką.. Po wejściu do mieszkania Benji od razu poszedł do miski z wodą, nie czekając nawet, aż Jessie odepnie smycz od jego obroży. Jessie zaśmiał się cicho, odpiął mu tę smycz i przeszedł do kuchni, a pudełko z wypiekami z piekarni postawił na stole. -Hej, mamo - zawołał, zauważając Charlotte. -Herbaty? RE: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Charlotte Kelly - 23.01.2025 Charlotte zdecydowanie wolałaby, żeby dzieci nie wracały jeszcze do domu. Już zaczynała kombinować, pod jakim pretekstem odesłać je do ciotki Amelii albo ostatecznie nawet poprosić Morpheusa, żeby zabrał je do tej okropnej, rolniczej Doliny Godryka, gdzie ludzie żyli blisko natury i robili inne okropności. Najpierw postanowiła jednak skontaktować się z Jonathanem, tak by sprawdzić, jak wygląda sytuacja – a tymczasem w domu pojawiły się siekierka (którą rzecz jasna trzymała w ukryciu przed dziećmi), dużo czosnku (podobno niektóre wampiry faktycznie były nań uczulone, niestety nie wszystkie) i ognioodporne ubrania (zamówione u Enzo Remingtona, gdyby przyszło jej podpalać wampira, by mogła przy tym dalej wyglądać stylowo i nie martwić się zepsuciem stylizacji). W Departamencie Tajemnic próbowała podpytać o najlepsze sposoby odstraszania nieumarłych, ale wyglądało na to, że tylko obcinanie głów i podpalanie były naprawdę skuteczne. Kołek w serce, niestety, nie działał tak jak powinien. Do czego to dochodziło, żeby trupy zamiast leżeć na cmentarzach nawiedzały uczciwych ludzi, no doprawdy. Gdy Jessie wrócił z psiakiem do domu, Charlotte właśnie zrobiła sobie kawę i nalała jej do filiżanki z cieniutkiej porcelany, zdobionej w złoto – niebieski wzór. Serwis herbaciany był jednym z zaledwie paru prezentów ślubnych, które ostały się w domu Kellych po latach: większość innych Charlie wyprzedała w USA lub zamieniła je na przysługi i wsparcie, czerpiąc z tego prawdziwą satysfakcję. Ten konkretny serwis, podarowany przez jednego z Parkinsonów, był jednak jak łup wojenny i Charlotte nie zamierzała się z nim rozstawać. – Nie trzeba, mam kawę – powiedziała, spoglądając na syna, a potem na pudełko z cukierni. Zmierzyła najstarszego z Kellych uważnym spojrzeniem, na dłużej koncentrując spojrzenie w okolicach jego nosa. – Opaliłeś się w Egipcie. Powinieneś użyć kremu, inaczej skóra zacznie ci się łuszczyć – stwierdziła, zignorowała psa, domagającego się jej uwagi i odsunęła sobie krzesło. – Jak bawiliście się w Egipicie? Mam nadzieję, że Morphy i Tony dobrze się zachowywali? Być może powinna raczej pytać wujków, czy to dzieciaki dobrze się zachowywały, ale Charlotte doskonale wiedziała, do czego są zdolni jej przyjaciele i nie zdziwiłaby się ani trochę, gdyby na przykład któryś z nich zdołał znaleźć sposób na pomniejszenie i kradzież sfinksa, a potem wszyscy musieli uciekać przez trzy granice, bo ścigała ich egipska służba celna. RE: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Jessie Kelly - 26.01.2025 Biorąc pod uwagę reakcję Rity na przysługę wobec tajemniczej ciotki, próba odesłania ich drugi raz do tamtego domu mogłaby się spotkać z oporem, albo wieloma pytaniami. Theo również mógłby być przeciwny ponownemu odesłaniu, gdyby i tym razem Charlotte przekazała prośbę przez Jessiego. Sam Jessie zanotował sobie w pamięci, żeby zacząć zadawać najlepiej jak najwięcej pytać, jeżeli matka znowu wyśle mu taką wiadomość. Uszy Benjiego opadły, kiedy Charlotte go zignorowała - miał nadzieję na, chociaż krótką chwilę głaskania od swojej "babci", jak kiedyś nazwał ją Jonathan. Jessie tego nie skomentował, w myślach będąc wdzięcznym, że podczas nieobecności dzieci Kelly psie miski nie świeciły pustkami. -Tak, pamiętam. Miałem małą nadzieję, że aż tak mnie nie złapie - nie, żeby narzekał na opaleniznę, ale zdecydowanie wolał, kiedy jego skóra zachowywała swój normalny kolor. Ciastka, kupione w cukierni, przełożył na talerz i postawił na stole, by oboje mogli swobodnie po nie sięgać. Stawiając talerz na stole, jego wzrok powędrował na chwilę do dłoni Charlotte, szukając nowego pierścionka. Szczęki mu się lekko zacisnęły. Odwrócił się szybko i machnął różdżką na czajnik i szklankę, które zaczęły szykować herbatę dla niego. On sam kucnął i wyciągnął ręce do psa, który natychmiast do niego podszedł, energiczniej machając ogonem. -To była zdecydowanie ciekawa podróż - zaczął, bawiąc się uszami psa. -Tony był cały czas zajęty, a Morpheus... Zależy, co masz na myśli przez "dobrze się zachowywali" - rzucił półżartem. Sięgnął po swoją herbatę i upił mały łyk. -A jak ty i Jonathan bawiliście się pod naszą nieobecność? Zauważyłem, że mamy więcej czosnku, niż przed naszym wyjazdem - przez dłuższą chwilę przyglądał się matce, nim znowu odwrócił się do psa, by kontynuować zabawę z nim. -Mama z Jonathanem planuje Skandal Czosnkowy? Do zdjęć do gazety nałożą naszyjniki z czosnku, zamiast obrączek? Dlaczego? Dlaczego czosnek? RE: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Charlotte Kelly - 29.01.2025 Charlotte mogłaby tylko wzdychać w duchu, że nie wie, czy wychowała dzieci tak dobrze, czy tak źle, skoro trójka młodych dorosłych nie reagowała entuzjazmem na możliwość pozostania paru dni w domu bez mamy, gdzie mogli sprowadzać sobie kolegów, koleżanki, urządzać imprezy, pić, a nawet – o zgrozo – zaprosić jakiegoś goblina. – Och, do twarzy ci z tą opalenizną, ale zadbaj o skórę – odparła Charlotte ze stanowczością kogoś, kto obsesyjnie wręcz wklepywał krem w twarz każdego ranka i wieczora oraz korzystał ze specjalnego eliksiru na zdrową skórę, żeby przypadkiem nie pojawiły się na niej żadne zmarszczki. Na palcach Charlotte nie znajdowały się żadne nowe pierścionki: tylko obrączka, która wiele lat temu zmieniła swoje miejsce, i z palca, na którym nosiły go mężatki, przeszła na ten, na którym nosiły go wdowy. Lubowała się w biżuterii, ale ze względu na to, że w pracy zajmowała się… różnymi rzeczami, na co dzień nosiła najczęściej wisiorki i kolczyki, a bransoletki oraz pierścionki zakładała na specjalne okazje. – Hm… no cóż, jestem pewna, że ani Morphy, ani wy nie zrobiliście niczego, czego ja bym nie zrobiła – stwierdziła po chwili zastanowienia, jak zinterpretować to „że zależy co ma na myśli”. W gruncie rzeczy pewnie to oni nie zrobiliby wielu rzeczy, które ona by zrobiła, bo na przykład bardzo chętnie włamałaby się do jakiegoś starożytnego grobowca albo przynajmniej muzeum, żeby zbadać egipskie mumie albo spróbować przyzwać jakiegoś starożytnego ducha. – Tak, pomyślałam, że spróbujemy sosu czosnkowego. Ostatnio bardzo mi smakował w restauracji – odparła lekko, tak lekko, że nikt nie odgadłby, że w istocie ten cały czosnek wziął się po prostu stąd, że Charlotte Kelly postanowiła działać kompleksowo, kiedy szło o zabezpieczanie domu (i dzieci) przed wampirami. – Właściwie to nie widzieliśmy się za wiele? Johny musiał pewnie więcej pracować, skoro pół jego wydziału wybrało się za granicę. I jakie zdjęcia do gazety, kochanie? Redakcja Czarownicy to absolutni kretyni i wyobraź sobie, że ani razu nie poprosili mnie, żebym im pozowała na okładkę. Nawet przy tym ślubnym skandalu trafiliśmy tylko na drugą stronę – stwierdziła i uniosła filiżankę do ust. W jej tonie pobrzmiewała odrobina irytacji, i faktycznie, Charlotte była wtedy bardzo obrażona na redakcję, że największy skandal ślubny dekady nie wystarczył, aby trafiła na okładkę. Chociaż podejrzewała, że maczali w tym palce jej rodzice, próbujący trochę zatuszować sprawę. RE: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Jessie Kelly - 01.02.2025 Och, dzieciaki z pewnością były bardzo dobrze wychowane i twoje młodych dorosłych z pewnością nie pogardziłoby możliwością pozostania w domu bez mamy na te parę dni, ale wcale w domu nie zostali, tylko zostali odesłani. Całe to zesłanie zostało otoczone ładną formułką "prośby od ciotki", której rodzeństwo nie pamiętało, a i dziwnym zbiegiem okoliczności prośbą od ciotki pojawiła się dzień po tym, jak Jessie dowiedział się o niepewnych zaręczynach swojej matki i ojca chrzestnego. Od Electry. O zaręczynach dowiedział się od przyjaciółki. A jego przyjaciółka przeczytała o tym w gazecie. Gdyby jeszcze Rita i Theo o tym wiedzieli, ale najwidoczniej Charlotte Kelly uznała, że jej dzieci nie musiały wiedzieć o jej zaręczynach, nieważne, czy były one prawdziwe, czy nie. Bo przecież lepiej dowiedzieć się od kogoś innego, prawda? -Sosu czosnkowego... - powtórzył, zaskoczony. -Jak dużo masz zamiar go robić? Czy tego czosnku nie było trochę za dużo na "spróbowanie"? -Ale chyba nie nudziłaś się pod naszą nieobecność, prawda? Jakieś ciekawe wyniki badań? - bo przecież Charlotte odesłała ich, według listu, również po to, by miała trochę więcej czasu na skupienie się nas badaniami. -Jak oni śmieli? Nie poprosili cię o pozowanie na okładkę... I DRUGA strona? Przecież to... kolejny skandal - mówił z udawanym przejęciem. Odesłał Benjiego do pokoju. Przez chwilę patrzył, jak psiak niespiesznie podąża do jego pokoju i znika za ścianą, na swoje posłanie. Jessie westchnął cicho, sięgając po swoją szklankę i usiadł na podłodze, opierając się plecami o szafki. -Wiesz, o czym mówię. Skończyły się wam prezenty ślubne, tak? Nie nosisz nowego pierścionka, więc o co chodzi? Zaręczyliście się, czy nie? I czy naprawdę muszę dowiadywać się o takich rzeczach od przyjaciółki? Postukał paznokciem o szklankę. RE: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Charlotte Kelly - 03.02.2025 – Po co się ograniczać? – spytała Charlotte beztrosko, po czym upiła łyk kawy. Oczywiście bardzo drobnej, drogiej, bo w wypadku ubrań (chociaż dobrze wyglądała rzecz jasna nawet w worku) i kawy nie uznawała półśrodków, przynajmniej odkąd mogli sobie na to pozwolić. – Mogłam trochę przesadzić – przyznała jednak zaraz, chociaż tak naprawdę wcale nie sądziła, żeby przesadziła. W końcu chodziło o wampira. Nie miała wszak pojęcia, że Jonathan się z nim dogadał, o ile można było nazwać to dogadaniem. – Inteligentni ludzie się nie nudzą, skarbie, więc ja oczywiście nie nudzę się nigdy – zapewniła syna, posyłając mu uśmiech znad filiżanki. Rozsiadła się wygodnie – na tyle wygodnie, na ile się dało to zrobić na kuchennym krześle – obserwując Jaspera uważnie, bo coś się jej wydawało, że po głowie syna chodzą dziwne sprawy, i w ogóle jest jakiś nieswój. – Udało mi się odszyfrować notatki mojego tragicznie zmarłego współpracownika, co jest pozytywne, przejęłam po nim projekt, co jest pozytywne jeszcze bardziej, ale niestety wygląda na to, że w jego zapiskach nie ma nawet połowy rzeczy, na które mieliśmy nadzieję… Nic nie szkodzi, oczywiście. Jestem pewna, że ja do tego dojdę. W jej głosie nie było choćby śladu żalu za tragicznie zmarłym kolegą z Departamentu Tajemnic. Nie przyznawała się do tego, ale raczej zła na niego była, że tak długo wodził ich za nosy, obiecując przełomowe wyniki badań, gdy okazało się, że nie miał wyników i ostatecznie być może z tego powodu właśnie popełnił samobójstwo. Powody zresztą Charlie niezbyt interesowały – liczyły się tylko wyniki prac. Zaraz zresztą jej myśli zostały ściągnięte na zupełnie inne tory. – O to chodzi? – spytała, spoglądając na syna z zaskoczeniem. – Skarbie, powiedzieliśmy mojej matce, że zapraszamy ją na wesele, stąd ta cała plotka i artykuły, nawet ich nie zauważyłam. Pięć minut wcześniej żadne z nas takiego nie planowało. Chciałam po prostu ją rozdrażnić. Jeśli dojdziemy z Johnym do wniosku, że faktycznie chcemy dostać więcej prezentów i zaręczyny to dobry pomysł, na pewno poinformujemy najpierw ciebie, a dopiero potem prasę. Pani Kelly odstawiła filiżankę, a potem uniosła dłoń i przypatrywała się przez chwilę krytycznie szczupłym palcom. – Jeśli będę gdzieś, gdzie może pokazać się ktoś z mojej cudownej rodziny, chyba faktycznie powinnam się postarać o pierścionek? RE: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Jessie Kelly - 06.02.2025 -Tak, tylko "trochę" - powiedział, unosząc jedną brew. No cóż, od teraz, jeśli któryś z sąsiadów przyjdzie do nich z prośbą o pożyczenie cukru lub soli, zaproponuje im użycie zamiast nich czosnku. Sos czosnkowy był dobrą odpowiedzią na ewentualne pytania o tak duża ilość tej rośliny, a może kogoś zainspiruje to do kreatywności w kuchni... Byleby później nie przynosił im swoich wypieków do degustacji. -Wypadek przy pracy? - spytał. -Mam nadzieję, że jego śmierć nie miała nic wspólnego z tym projektem... - raczej nie musiał mówić na głos, jaka myśl pojawiła się w jego głowie. Oczywiście, że Charlotte była utalentowaną czarownicą i nie pozwoliłaby pozbyć się jej tak łatwo, ale wciąż miała przy sobie ludzi, którzy się o nią martwili. O pracę Charlotte więcej nie pytał - z całą pewnością nie chciał znać tych szczegółów, a Charlotte zapewne nie mogła rozmawiać o projekcie poza Departamentem. Wystarczyło, że mieszkanie było całe, nie pojawiły się żadne podejrzane przedmioty (oprócz nadmiaru czosnku) i Benji był cały i zdrowy. Oczywiście... Czyli miał rację! No bo przecież o co innego mogłoby chodzić? W końcu, gdyby faktycznie zdecydowali się pobrać, zaręczyny wyglądałyby zupełnie inaczej, a w gazecie nie poświęcono by na to tylko kilku zdań. Westchnął cicho i oparł głowę o szafkę, przez chwilę wpatrując się w matkę bez mrugania. -I co? Udało wam się? Wkurzyła się? Zemdlałam? Ucieszyła się, że zrobilibyście to, co kazali wam lata temu? I wystarczy, że po prostu powiecie któremuś z nas, żebyśmy nie dowiadywali się z gazet. Wizja Charlotte, stojącej na ślubnym kobiercu z Jonathanem, wciąż była dziwna, ale z potwierdzeniem, że był to jedynie żart, nie wywoływała już takich nerwów. Szklanka z herbatą dotknęła jego dolnej wargi, gdy Charlotte wspomniała o pierścionku. Zaraz jednak została odstawiona, a na ustach młodego czarodzieja pojawił się złośliwy uśmiech. -Jeśli chcesz, mogę spytać w pracy, czy ktoś nie zrobiłby dla ciebie pierścionka zaręczynowego. Lubią mnie - przynajmniej tak mu się wydawało - więc może odpuszczą mi to Prawo Własności. RE: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Charlotte Kelly - 10.02.2025 – Zawsze lepiej mieć za dużo niż za mało. Nie lubię się ograniczać – zbyła go Charlotte, i nawet nie musiała uciekać się tutaj do swoich ponadprzeciętnych umiejętności kłamania. Absolutnie nie była minimalistką. Oczywiście, należało znać umiar, ale tylko po to, aby nie popaść w kicz czy nie zagracić przestrzeni (na przykład w ich salonie, niestety, absolutnie nie było miejsca dla tańczących foteli, którymi w innym przypadku Charlie chętnie chwaliłaby się ludziom). I bardzo, bardzo nie lubiła się ograniczać. – Zrobiła się czerwona jak truskawka – stwierdziła Charlotte z pewnym rozmarzeniem, zapominając o czosnku, wampirach i wszystkich sprawach, przez moment skupiona na obrazie, który przechowywała czule w swojej pamięci: matka na krawędzi apopleksji, podczas Czarnego Wesela. – Może powinnam wysłać jej zaproszenie na ślub? – zastanowiła się nagle. Kto wie, czy wtedy faktycznie nie trafiłby jej szlag? Nie żeby Charlotte naprawdę planowała to robić, byłoby to trochę nieładne wobec Jonathana, bo jednak nie wypada organizować z kimś ślubu, nie wspominając mu o tym wcześniej, ale pomysł sam w sobie był niezwykle zabawny, a ona uśmiechnęła się na samą myśl o tym, jaką minę zrobiłaby mama, gdyby faktycznie sowa doręczyła jej taką miłą przesyłkę. – Ciekawe, czy udałoby mi się zdobyć jakieś z tego pierwszego… – zastanowiła się, zapominając aż o kawie. Wysłanie ponownie starego zaproszenia przecież nie narobiłoby Jonathanowi kłopotów, a matka może wściekłaby się chociaż przez parę sekund, zanim zorientowałaby się, co takiego tym razem wymyśliła jej córka, bardzo poważna matka trójki dzieci, mająca ponad czterdzieści lat i pracująca w Departamencie Tajemnic, gdzie badano największe sekrety magii, czasu i śmierci. Rozmarzenie zaraz jednak znikło z jej twarzy, gdy skierowała spojrzenie na syna. – Nie prowokuj mnie, Jasperze – powiedziała, wyciągając rękę, by lekko puknąć go palcem prosto w czoło. Oczywiście wiedziała, że Jessie tylko sobie żartuje i nigdy nie próbowałby jej namówić na kupno czegokolwiek od goblinów, ale sama sugestia była już niedopuszczalna!!! To znaczy, nie że Charlotte nie przyjęłaby chętnie wytworów gobliniego rzemiosła – choćby po to, by gobliny wkurzać, że to nigdy do nich nie wróci – ale no naprawdę, zamawianie u nich celowo pierścionków i to zaręczynowych. A potem wyprostowała się gwałtownie, tknięta nagłą, straszliwą myślą. – Jasperze – powtórzyła, spoglądając na niego Bardzo Uważnie. – Nie spotykasz się z żadnym goblinem, prawda? RE: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Jessie Kelly - 13.02.2025 -Dopóki mamy na to miejsce... I dopóki Benji się do tego nie dostanie - westchnął, spoglądając w stronę swojego pokoju, czy psiak nie wyglądał na nich. W otwartych drzwiach psiaka nie było widać, więc albo spał, albo po prostu leżał na swoim posłaniu, bo z pokoju również nie dochodziły żadne dźwięki, charakterystyczne dla aktywności psa. -Miałem małą nadzieję na pomidora, ale truskawka też może być - zaśmiał się lekko. -Twój ojciec też się tak ucieszył na tę nowinę? W takich momentach Jessie tylko trochę żałował, że nie poznał swoich dziadków, ale tylko dlatego, że również mógłby wyobrazić sobie rodziców Charlotte na skraju zawału, podczas gdy ich córka, tuląc się do ramienia przyjaciela, którego dawniej rodzice wybrali na jej narzeczonego, oznajmiała im, że wychodzi za niego. -Podpiszcie się pod tym zaproszeniem oboje - może Jonathan też by się pośmiał z reakcji niedoszłej teściowej. -Myślisz, że ucieszyłaby się z kartki na Dzień Babki od wnuków? - uniósł brew zza kubka ze stygnącą herbatą. Gdyby tak on, Rita i Theo podpisali się pod taką kartą... Odcisnąłby na niej nawet łapę Benjiego, żeby go przedstawić, jako czwartego wnuka. Wciąż go korciło, żeby nauczyć Benjiego gryźć kapcie na komendę "Persephone". Puknięcie palcem w czoło przyjął z grymasem, marszcząc nos, Wielce Niezadowolony z tego gestu. -Dlaczego? Nie wolałabyś takiego oryginalnego? Robionego specjalnie dla ciebie, a nie takiego ze sklepu? Kto wie, ile kobiet wcześniej je przymierzało? - absolutnie nie miał zamiaru nawet pytać któregokolwiek z goblinów o zrobienie dla jego matki pierścionka, dopóki sama by go o to nie spytała, ale pożartować nadal mógł. A potem padło pytanie i zawisła między nimi cisza, kiedy patrzyli na siebie Bardzo Uważnie. I w tej ciszy Jasperowi wydawało się, że słyszał nawet, jak sąsiad z mieszkania wyżej zaczyna kaszleć. -Tak - odpowiedział Bardzo Poważnie, wyprostowany, jak struna, z kubkiem herbaty opartym o łydkę. A po krótkiej chwili, podczas której Charlotte mogła zareagować na tę odpowiedź, Jasper rozluźnił się i przechylił lekko głowę, ale wyraz jego twarzy nie zmienił się. -Trochę trudno żadnego nie spotkać, kiedy się z nimi pracuje, nie sądzisz? RE: [przedpołudnie, 06/09/1972] Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani? - Charlotte Kelly - 14.02.2025 – Niestety, nie miałam okazji zobaczyć miny mojego ojca, ale myślę, że nie pobiła tej mojej matki. Charlotte swego czasu nawet lubiła swojego ojca. Oczywiście, ta sympatia rozpłynęła się dawno temu, ale to uczucia wobec matki zawsze były silniejsze i właściwie od zawsze negatywne. Z jednej strony było do siebie zbyt podobne – z drugiej zbyt różne. Obie były szaleńczo uparte, i obie sądziły, że wszystko wiedzą najlepiej, obie też umiały być absolutnie bezlitosne, a reprezentowały inne pokolenia, i już to wystarczyło, aby darły koty właściwie od zawsze. – To piękna wizja, ale zostawimy to na specjalną okazję – stwierdziła zdecydowanie, chociaż spojrzała na syna z pewnym rozczuleniem, kiedy zaproponował przygotowanie kartki dla babci. Jessie był szalenie bystrym dzieciakiem, a Charlotte bardzo to cieszyło, bo chociaż dzieci należało kochać bezwarunkowo, to ktoś taki jak ona miał spore problemy z noszeniem głupoty. Ale nie zamierzała pozwolić, aby wysłały tę kartkę. Mogła ściągać gniew matki, ojca i całej rodziny Crouchów na swoją głowę, nie chciała jednak wystawiać na niego swoich dzieci. W swojej pysze wierzyła, że sama doskonale sobie poradzi, z rodzicami, rodziną, ba, nawet gdyby wysłano za nią jakiegoś śmierciożercę, ale Jessie, Rita i Theo wciąż byli młodzi. – Och, to zależy, kochanie. Jeśli miałabym wybierać między takim ze sklepu, a zrobionym specjalnie dla mnie, wybrałabym ten drugi, ale są przecież doskonali, czarodziejscy rzemieślnicy, którzy nie będą potem krzyczeć, że tak naprawdę tylko mi wypożyczyli ten pierścionek, wcale go nie sprzedali… Chociaż… Zawahała się, a na jej twarzy pojawiło się coś na kształt namysłu. – Byłoby zabawnie podsunąć im kontrakt umowy kupna i sprzedaży, w którym zrzekają się wszystkich roszczeń. I drugi, wypożyczenia, ale za jedną trzecią ceny, bo przecież tak jest uczciwie – roześmiała się. I może nawet kiedyś tak zrobi. Wiedziała, że gobliny się nie zgodzą, ale to je zdenerwuje, więc było warto, prawda? – Ale stara biżuteria, na przykład po jakiejś królowej, byłaby jeszcze lepszym wyborem. Bo oczywiście, Charlotte zasługiwała na wszystko, co najlepsze. Jej twarz stężała, kiedy Jessie odpowiedział „tak”. I Charlie nie zmieniła miny, kiedy syn przestał się z nią drażnić i wyjaśnił, co ma na myśli. Przez chwilę zastanawiała się, czy wychowała dzieci tak dobrze, skoro Jasper był takim spryciarzem, czy tak źle. A potem pomyślała, że gdyby jednak chciał sprowadzić goblinią narzeczoną, to chyba tego już by nie zniosła i kazała im zamieszkać z Jonathanem, z nadzieją, że goblinia narzeczona po tygodniu z Selwynem postanowi wynieść się na Karaiby. – Myślę skarbie, że powinnam umówić cię na jakąś randkę w ciemno. Za wiele czasu spędzasz z goblinami – oświadczyła, ciskając w niego taką samą bombą, jaką on rzucił w nią. |