Secrets of London
[7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus (/showthread.php?tid=4409)

Strony: 1 2 3 4


[7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 22.01.2025

7 września 1972, noc
Mieszkanie Rodolphusa/Charlesa


Wiem, że w Hogwarcie was tego nie uczą, ale to nie moja wina, że nie potrafisz docenić wartości tężyzny fizycznej. Na to zdanie zaledwie uniósł brew, siedząc w fotelu, w swoim domu w Little Hangleton. Nie podejrzewał, że Mulciber będzie jeszcze bardziej skłonny do tego typu destrukcji, niż on sam. Nigdy nikogo nie pobiłeś, prawda? Na te Lestrange przewrócił oczami. Na moment przerwał czytanie listu, gdy dementorek od Lorien Mulciber, przybranej ciotki Charlesa, zastukał w klosz, pod którym go trzymał. Zerknął na niego w milczeniu i na moment zawiesił wzrok na maleńkiej postaci w czarnej szacie. Rodolphusie, tobie również przydałoby się nieco przemocy. Rodolphus westchnął ciężko, powracając do listu. Miał brzydkie wrażenie, że Charles albo pędzi po równi pochyłej, albo już znalazł się na dnie. Nie dowiedział się zbyt wiele o Baldwinie, jednak skoro był Malfoyem, był także rodziną Lorraine. Nie powinien dopuścić do tego, by znowu poszarpał się z Charlesem - to wydałoby się wyjątkowo dziwne, że po serii listów w których pyta o niego, Malfoy nagle miałby podbite oko.
- Teraz ja mógłbym pomyśleć, że to sen - mruknął, wodząc wzrokiem po kolejnych literach listu. Nie wahał się: zmiął kartkę, by cisnąć papierową kulką do kosza na śmieci. Dementorek pukał wciąż w szybę, ale to nie wystarczyło, by przeniósł znowu na niego uwagę. Rodolphus wstał, sięgnął po różdżkę i zniknął z charakterystycznym trzaskiem z własnego salonu.

List dotarł do niego z małym opóźnieniem, nie miał więc pewności, że Charles wciąż będzie w mieszkaniu. Warto jednak było spróbować: może to były tylko przechwałki? Może gówniarz się upił i w jakiś sposób się na nim wyżywał, cholera wie za co? Może powinien pochwalić tę jego świeczkę, którą mu wysłał, ale jak to miał zrobić, skoro nie zdążył nawet jej odpalić? Lestrange wiedział niewiele: Charles i Baldwin się poszarpali o jego siostrę, Scarlett. Mężczyźni się nie lubili, to było jasne. Ale żeby iść na Nokturn by go okładać pięściami... Podejrzewał, że skończyłoby się to dla Mulcibera gorzej niż źle. Nawet jeżeli to nie Malfoy by mu przyłożył, to niektórzy z nich - na przykład taka Lorraine - poruszali się po Nokturnie całkiem sprawnie. Musieli mieć znajomych. Poza tym wolałby nie podpadać ślicznej blond wili w żaden sposób.

Trzask aportacji poniósł się echem po salonie, gdy po raz pierwszy w tak bezczelny, otwarty sposób Rodolphus zjawił się w mieszkaniu. Wciąż było formalnie jego, nie przepisał go na Charlesa, nie podarował mu go, nie założył na razie zabezpieczeń, lecz starał się dać mu przestrzeń i prywatność, której sam by oczekiwał. Ostatni list jednak zaniepokoił go i zirytował na tyle, że musiał zignorować własne postanowienia. Rozejrzał się, chcąc zorientować się, czy młody Mulciber w ogóle znajdował się w mieszkaniu na Horyzontalnej. I trochę w głębokim poważaniu miał, że mógł trafić na jego brata.


RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Charles Mulciber - 22.01.2025

Mieszkanie pachniało różami. Ciężka woń była niemal hipnotyzująca, opadała na pokój jak kotara, zamykając wszystko w oparach kwiatowego szaleństwa. Już po paru wdechach mogło zakręcić się nie tylko w nosie, ale też w głowie. Pośrodku tego wszystkiego, na ziemi, na rozłożonej płachcie poplamionej różnokolorowymi kleksami wosku, siedział Charles. Przed sobą miał jedenaście czerwonych kształtów przypominających różę, identyczną do tej, którą Rolph wcześniej otrzymał pocztą. Te jednak nie miały jeszcze zdobienia kroplami rosy, bo rzemieślnik dopiero działał. Jedną z róż właśnie zdobił, nakładając krople cienkim pędzelkiem. Nieco grubszy trzymał w zębach, gdy brakowało mu odpowiedniego miejsca na odłożenie narzędzia. Mnogość pudełek i buteleczek dookoła mogła tylko świadczyć o tym, że był w trakcie procesu twórczego i nie wyglądał, jakby w ogóle zaczął się zbierać, by spuścić manto Baldwinowi Malfoyowi.

Z tym pobiciem nieszczęsnego znajomego siostry to też nie do końca było tak, jak mogło się wydawać. Charles owszem, użyłby sobie z chęcią na Malfoyu, lecz nie marudziłby, gdyby pod pięści trafił mu się ktoś inny. Od jakiegoś czasu myślał już o powrocie do ćwiczeń fizycznych, a sprawa ze Scyllą tylko napędzała jego chęć poczucia się silnym, poważnym. Męskim. Listy do Rodolphusa były jedynie podstępem, który miałby zwabić go, namówić do towarzyszenia w całym tym przedsięwzięciu, czy byłoby to w klubie Artemis, czy w jakimkolwiek innym miejscu. Wytknięcie słabości czasem miało dobry efekt, czasem - wręcz przeciwnie.

Trzask aportacji w salonie sprawił, że niemal wypuścił trzymany w zębach pędzelek. Podniósł oczy na Rolpha i uśmiechnął się, widząc, że jego fortel zadziałał. Lestrange łaknął krwi.


RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 22.01.2025

Gdy pojawił się w pomieszczeniu, miał wrażenie że poruszył ciężkie powietrze - rozdarł tę kotarę, przedarł się przez nią i pozwolił, by na moment w pokoju zapanowała świeżość. Świeżość pozorna, bowiem gdy tylko cząsteczki wokół niego się ustabilizowały, ciężki zapach oplótł go z każdej strony. Wdarł się w nozdrza, powodując nieprzyjemne kręcenie w nosie. Zapach ciężki, uderzająco słodki: mieszający w zmysłach. Nic dziwnego, że Mulciber mówił o sukienkach, skoro przebywał w zamknięciu z tak zdradliwą wonią. Rzuciła mu się, jak nic, na mózg.

Nie przybył tu niczym rozjuszony byk, który miał zamiar ruszyć i zacząć tratować wszystko wokół siebie na oślep. On nie działał w ten sposób. Przede wszystkim, a to było najważniejsze - chciał się upewnić, że Mulciber nie zrobi nic głupiego. Szukanie Malfoya z pewnością było idiotyzmem, który by mu odradzał. Ba, nie ruszyłby za nim, by go chronić. Ostrzegłby tylko Lorraine, skoro to był jej krewny, żeby nie polała się krew. Szkoda by było, gdyby ich nowy, świeży narybek skończył w rynsztoku tak wcześnie.
- Skłamałeś - zauważył spokojnie, robiąc dwa kroki w bok, w stronę stolika kawowego. Odłożył tam różdżkę, bo nie była mu potrzebna. Nie lubił, gdy ktoś z nim pogrywał - co było bardziej niż zrozumiałe, bo sam mącił ludziom w głowach częściej, niż powinien. - Sądziłem, że mieszkanie będzie puste i będę musiał czekać na twój powrót, by pomóc ci wylizać rany.
Kącik ust uniósł się lekko, złośliwie. Nie, nie wierzył, że Charles wróciłby z tarczą z wyprawy na Nokturn. Wróciłby na tarczy lub nie wrócił wcale. Lestrange ściągnął czarną marynarkę, którą miał zwykle na sobie. Odpiął górny guzik koszuli, a potem mankietów. Wszystko robił w ciszy, w spokoju. Na Charlesa patrzył zaledwie kątem oka. Podwijając lewy rękaw białej koszuli, na przedramieniu zamajaczył wyzierający się powoli spod zaklęcia maskującego mroczny znak. Nie zdążył rzucić zaklęcia - i nie musiał, siedzieli w tym razem. Mulciber w końcu dorobi się swojego.


RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Charles Mulciber - 23.01.2025

Ostrożnie odłożył pędzelek, który trzymał w dłoni, balansując go na otwartej szyjce buteleczki. Ciemne szkło skrywało niewiadomą zawartość. Za pierwszym pędzlem powędrował drugi, lecz ten po prostu włożył do innego pojemnika. Zapach róż ani na chwilę nie ustawał, wręcz przeciwnie, z każdą kolejną chwilą stawał się mocniejszy, wciskał się w nozdrza, przenikał pod skórę.

W takich warunkach, nic dziwnego, że Charles wolałby dać komuś po mordzie zamiast bawić się w artystę, co mogło tylko pogłębić jego kryzys tożsamości. Baldwin Malfoy był idealnym celem na wyładowanie agresji.

- Miałem to skończyć i dopiero pójść. - Charles skłamał po raz kolejny, tak lekko, tak swobodnie, jakby naprawdę taki był plan od samego początku. - Podobał ci się prezent? Nie napisałeś. - Zarzucił, odsuwając się od swojej robótki i powoli podnosząc do pionu, tak, by nie naruszyć konstrukcji na płachcie. - Naprawdę sądzisz, że ktoś taki jak Baldwin Malfoy mógłby stawić mi czoła jak równemu sobie? - Uśmiech Charlesa poszerzył się. - Tobie, być może. Ale mi? Nie zapominaj, że wychowałem się w Durmstrangu i pod okiem Richarda Mulcibera.

To wszystko, co robił Rolph - Charlie wiedział, co to znaczy. Jego słowa miały tylko dodać oliwy do ognia, sprawić, że Lestrange również zacznie łaknąć krwi, podejdzie do pojedynku z godną przeciwnika werwą. Jeśli mieli połamać sobie kości, mogli to zrobić z całą siłą, jaka w nich drzemała.


RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 23.01.2025

- Oczywiście - odezwał się uprzejmym, może nieco zbyt uprzejmym tonem. Nie wierzył mu w to ani za grosz, lecz nie zamierzał wypowiadać tych słów na głos. Nie musiał: jego ton robił to za niego. Nie odpowiedział również na pytanie co do prezentu. Podobał, nie podobał: to teraz nie miało znaczenia. Widział, co Mulciber starał się zrobić. Chciał wyprowadzić go z równowagi, sprawić że zgubi rytm, zdenerwuje się i zacznie wyprowadzać ciosy na ślepo.

Bo przyszedł tu, tak jak obiecał w liście, by mu przyłożyć. Profilaktycznie, żeby przestał robić głupoty. Nie dlatego, że wmawiał mu, że nie potrafił się bić: Lestrange nie miał potrzeby, by wyprowadzić Charlesa z błędu. Po prostu wolał, żeby ten nie pchał się sam w niebezpieczne sytuacje, szczególnie z tak durnego powodu.
- Nie zachowujesz się jak wychowanek Richarda Mulcibera - powiedział spokojnie, wlepiając w niego spojrzenie. - Richard Mulciber powiedziałby dwa słowa i już leżałbym na ziemi.
Nienawidził tego gnoja z całego serca, ale potrafił doceniać przeciwnika. Skoro Charles dźgał Rodolphusa, to Rodolphus dźgnie Charlesa. Nigdy nie wyprowadzał ciosu jako pierwszy - zawsze czekał na ruch drugiej osoby.
- Przechwałki bez pokrycia doskonale pasują do kogoś, kto uczęszczał do Durmstrangu - mówił szczerze? Niekoniecznie, lecz na pewno z wyższością.


RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Charles Mulciber - 23.01.2025

Stawiał stopy powoli, zbliżając się do Lestrange'a niby nonszalancko, lecz również ostrożnie. Jeszcze nie był spięty, jeszcze nie zaciskał pięści, ale coś wisiało w powietrzu. Zapach róż mógł wkrótce przysłonić zapach krwi.

- A jak powinien zachować się wychowanek Richarda Mulcibera? - Zagadnął łagodnie, z uśmiechem. - Wiem, kim jest mój ojciec, do czego jest zdolny. Znam go lepiej niż ktokolwiek inny.

Przechwałki miały być właśnie tym - przechwałkami. Słowa jednak zabrzmiały tak fałszywie, że nawet Mulcibera zabolało serce. Ojciec okazywał się tylko człowiekiem, mającym swoje problemy, swoje sekrety, którymi nie dzielił się z latoroślą. Przez ostatni miesiąc i problemy, jakie przyniósł, a wraz z nimi niepewności, Charles zrozumiał, że nie zna swojego ojca ani trochę.

Unosił dłoń powoli, lecz chwyt za Rodolphusową twarz był mocny. Ścisnął jego policzki w niegroźnym, degradującym, poniżającym geście.

- Brzmisz, jakbyś chciał przekonać się o tym na własne oczy.


RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 23.01.2025

Być może chciał się o tym przekonać. Być może również tego potrzebował: zaciśniętej w pięść dłoni, która podążyłaby z prędkością światła w kierunku jego twarzy, by zderzyć się z twardą szczęką i wywołać przyjemny, rozlewający się po mięśniach ból. Igrał z ogniem od wielu lat, jednak dopiero od niedawna zaczął na własną rękę tańczyć na linie, zawieszonej nad płomieniami. Przecież dlatego drażnił nieżyjącego już Roberta - by ten w końcu ośmielił się wyprowadzić cios i zderzył brutalną fizyczność ze słowami Przysięgi Wieczystej, którą zawarli.

A być może jednak zachowanie Mulcibera naprawdę go irytowało. Wydawał się nie być sobą: próbował go zmusić do reakcji, jednak żadna akcja, którą podjął, nie była na tyle mocna, by zdecydował się użyć siły.
- Jesteś pewny, że go znasz? - nie zależało mu na odpowiedzi. W chwili, w której Charles chciał go złapać w sposób, w który łapało się kogoś stojącego niżej w hierarchii: Lestrange spróbował odbić jego dłoń, a drugą wyprowadzić cios w brzuch . Mógłby strzaskać mu rzepkę prostym kopnięciem, ale mimo wszystko nie planował robić mu krzywdy. Tylko pokazać, że czasem nie warto było drażnić lwa, szczególnie jeżeli ten nie znajdował się w klatce, a na cyrkowej arenie zwanej Londynem w 1972 roku.

Rzut na af plus przewaga walka wręcz
[roll=N]
[roll=N]


RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Charles Mulciber - 23.01.2025

Charles nie był sobą. Odurzony zapachami, rozochocony winem, którego udało mu się napić wcześniej, w nastroju do skrajnych emocji, robił wszystko, by dostać to, czego chciał. Zwykle bywało, że zastanowienie przychodziło dopiero po czasie i tak było też w tym przypadku.

Chyba nie do końca wierzył, że Rodolphus rzeczywiście podniesie na niego rękę. Może przepychanki, może przykre słowa, ale prawdziwa przemoc? O tę, jak był przekonany, musiałby prosić się gdzies indziej. Nie zdążył nawet do końca poczuć gładkości policzków Lestrange'a, gdy ból rozlał się po jego ciele. Cofnął się o krok i ugiął, chcąc bronić zaatakowanego miejsca.

- Kurwa, Rolph! - Warknął z bólem. Nie zamierzał jednak odpuszczać. Skoro Rolph zaczął, należało przystąpić do pojedynku.

Nie zamierzał poddawać się tak łatwo. Korzystając ze swojej pozycji, wystrzelił do przodu, celując w brzuch Rodolphusa, chcąc pchnąć go w centralnym punkcie i powalić, by wprowadzić walkę do parteru. Pamiętał nauki z Durmstrangu - ustępował kolegom tak wzrostem, jak i siłą. Musiał wykorzystywać całą swoją masę i technikę, by wygrać. Problemem było jednak to, że stracił wiele z masy, którą miał jeszcze parę lat temu w mięśniach, a i dawno nie przypominał sonie chwytów i ruchów...

Rzut na af
[roll=O][roll=O]


RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 23.01.2025

A wiec alkohol - alkohol, który był wrogiem zdrowego rozsądku i jasnego myślenia. Gdyby wiedział, że to wino było jedną ze składowych zachowanie Mulcibera, to może nie wyprowadziłby tak mocnego ciosu. A może wyprowadziłby mocniejszy? Mówił mu przecież, że powinien z alkoholem uważać: a picie w samotności było najgorsze. Nie miało znaczenia, czy było to wino, wódka czy whisky - alkohol wciąż pozostawał alkoholem. Można było być uzależnionym zarówno od taniej wódy w rynsztoku, jak i najdroższego wina i szampana, nosząc jedwabne szaty.
- Co się stało, Charlie? - zapytał niewinnie, uśmiechając się. Nie kącikiem ust, jak do tej pory: tym razem rozciągnął usta w całej okazałości, a w oczach zapłonęło mu szaleństwo. Starannie ułożone włosy zostały zburzone jednym gwałtownym ruchem, gdy uderzał go pięścią w brzuch, a potem drugim: gdy bez trudu udało mu się uniknąć nieudanego ataku Charliego. - Podobno w Durmstrangu uczyli was walczyć? A może udało im się to tak, jak nauka żebyście utkali pizdy i nie skakali do silniejszych?
Nie brzydził się przemocą, ba: chętnie i często jej używał, jednak zwykle nie w fizycznej postaci. Wolał pojedynki na słowa czy magię, a nie na pięści - życie jednak zdecydowało za niego i w dość młodym wieku nauczył się, jak tych pięści używać. Był dość zwinny jak na kogoś, kto miał tyle wzrostu. Był też szczupły, ale zdecydowanie bardziej dbał o swoje ciało, niż Charles. No i, co najważniejsze: on regularnie ćwiczył, a Charles najwyraźniej nie.

Gdy Mulciber był obok, po swoim nieudanym ataku, Lestrange uniósł złączone ręce i z całej sił opuścił łokieć na plecy Charlesa.

Rzut na AF, przewaga Walka Wręcz
[roll=N]
[roll=N]


RE: [7.09.1972, noc] Sucker | Charles, Rodolphus - Charles Mulciber - 23.01.2025

Charles uważał z alkoholem - nie pił za dużo, nie pił za często, starał się nie uciekać w procenty, gdy miał jakieś problemy lub, wręcz przeciwnie, gdy świętował. Wieczór ze Scyllą przyniósł mu jednak wiele emocji, które musiał odreagować. Wino było tylko jedną ze składowych.

I chociaż Rolph nad sobą panował, to Charlie tracił zdrowy rozsądek coraz bardziej. Słowa przyjaciela tylko rozjuszały go coraz bardziej, bo przecież uczył się walczyć i wiedział, co robić! To nie było to, co mógłby pokazać dumny absolwent Durmstrangu! Parę lat bez ćwiczeń odcisnęło swoje piętno na zbyt szczupłym, zbyt słabym ciele.

Atak został uniknięty i Charles ledwie zatrzymał się na ścianie. Już chciał odwracać się, już chciał atakować ponownie, na ustach już miał norweskie przekleństwo, gdy kolejny cios sprowadził go do parteru. Łokieć Lestrange'a boleśnie wbił się jego kręgosłup i sprawił, że Charlie zderzył się z podłogą.

- Ty gnoju... - Syczał, nie zbierając się od razu z podłogi, bo najpierw chciał zwiększyć dystans, zmusić Rolpha do odsunięcia się. Kopniak w kolano powinien go do tego zmusić.

rzut na af
[roll=O]
[roll=O]