Faust Flitwick - Albus Dumbledore - 06.11.2022
Faust Flitwick
Urodzenie: 20 kwietnia 1939, Byk, jedynka.
Stan cywilny: Kawaler
Krew: Półkrwi, widmowidzenie
Pochodzenie: Rodowód odziedziczył po ojcu, oczy… i w sumie większość aparycji - po matce. Która, swoją drogą, była mugolakiem. Wychował się na obrzeżach magicznego Londynu. Choć jego rodzinie nie brakowało talentu, to przez większość życia klepali biedę; stety czy niestety, przedsiębiorczością musiał wykazać się sam. Kształtowanie: ◉◉○○○
Rozproszenie: ◉○○○○
Transmutacja: ◉◉○○○
Zauroczenie: ○○○○○
Nekromancja: ○○○○○
Translokacja: ◉○○○○
Percepcja: ◉◉◉○○
Aktywność fizyczna: ◉○○○○
Charyzma: ◉○○○○
Rzemiosło: ◉◉◉◉○
Wiedza przyrodnicza: ◉◉◉○○
Wiedza o świecie: ◉○○○○ Poziom spaczenia: II
Różdżka: Twardy, solidny pręt o dziewięciu calach - nie jedyny, jaki posiada Faust, ponieważ projektuje też podobne lichtarze; jako rdzeń został wykorzystany włos z ogona jednorożca. Co ciekawe, rączka została wykonana z mahoniu, a reszta - angielskiego dębu. Dzięki dwuczęściowej konstrukcji, pozwalającej na łatwe odczepienie trzonu, wymiana rdzenia jest banalnie prosta. Różdżka ta, poza grawerunkiem inicjałów jej twórcy - Ollivandera - nie ma żadnych zdobień.
Zwierzę totemiczne: Puszysta pszczoła. Dla znawców - trzmiel. Dla tych, którzy mają okazję zauważyć je w formie patronusa - świetlik. Ale tak naprawdę wciąż trzmiel.
Aura: Jakkolwiek by to nie brzmiało czy wyglądało, niektórzy aurowidzowie mają problem z zaklasyfikowaniem albo powiedzeniem prosto w twarz Faustowi o kolorze jego aury. W końcu rozmowa o tym, że ktoś ma sraczkowatą aurę, byłaby chyba dość… niezręczna. Bardziej eleganckie byłoby określenie jej jako oliwkową; “przybrudzony zielony” więc już dość dobrze odzwierciedla pasję młodego Flitwicka.
O zdolnościach: W młodości był poniekąd… rozczarowaniem. Przynajmniej w kwestii talentu magicznego. Nawet nie chodziło o to, że nic mu nie wychodziło, po prostu był w tym absolutnie przeciętny, a może nawet nieco gorzej. Nie wyróżniał się niczym szczególnym - aż do momentu, kiedy przyszło mu pracować manualnie. Okazało się, że młody miał talent do rzemiosła - eliksiry, rośliny, ale w szczególności wykonywanie prac typu wyrabianie przedmiotów. Początkowo zafascynował się obróbką drewna, ale życie miotało go przez jubilerstwo, aż trafił na kowalstwo i świecarstwo. Wyrabianie świec - przynajmniej w jego uznaniu - było banalnie proste i relaksujące, a w bardziej ambitne dni pasjonujące dla Fausta było odlewanie, przekuwanie i zdobienie metalowych przedmiotów. Jak się miało okazać - na rynku była na to niezła nisza. Mimo jedynie śladowych zdolności reklamy, nie potrafiąc się zaprezentować, bez wielkiego wkładu majątkowego - czarodzieje docenili kunszt, jaki Flitwick reprezentował.
Grawerunek z literą F, 0: O Flitwickach mówi się czasem, że talent do wyrobów z metalu mają we krwi - i w tym wypadku jest to jak najbardziej prawda. Faust nie żałuje grawerunków na produktach, z których jest najbardziej dumny, markując typy standardowych przedmiotów w produkcji oraz szczególne zamówienia swoimi inicjałami i - opcjonalnie - dodatkowymi oznaczeniami.
Widmowidzenie, III: Faust właściwie przypadkowo odkrył, że potrafi odczytywać przeszłość przedmiotu. Jako dziecko spontanicznie miewał przebłyski obcej świadomości przy kontakcie z niektórymi przedmiotami. W snach natomiast miewał niezwykle realistyczne wizje, przedstawiające czyjeś zwyczajne życie. Dopiero po latach, gdy wertując bibliotekę Hogwartu w poszukiwaniu czegoś zupełnie innego, odkrył istnienie czegoś takiego jak widmowidzenie. Opis zjawiska z księgi zdawał się być dziwnie znajomy… przeprowadzenie rytuałów w niej zawartych było natomiast wręcz naturalne. Flitwick nieczęsto wykorzystuje tę zdolność, ale dobrze wiedzieć, że ją w ogóle posiada..
Kowalstwo i jubilerstwo, II: Rzemiosło to najsilniejsza strona Fausta, a kowalstwo i jubilerstwo - jego specjalizacja. Od kiedy tylko odkrył, jako uczeń piątego roku, że ma do tego smykałkę, nie odpuszczał. Miesiąc w miesiąc uczył się czegoś nowego i szlifował swoje hobby i dalej w tym nie ustaje - co teraz akurat nie powinno nikogo dziwić, kiedy się z tego utrzymuje w codziennym życiu. Odlewanie elementów świeczników, drążenie i wykuwanie - to głównie jego działka, ale gdyby zaszła potrzeba, pewnie nie miałby szczególnych trudności z wykonaniem czegoś zupełnie innego. W przeszłości w końcu bardzo wiele eksperymentował z różnymi dziedzinami tego zajęcia.
Tworzenie świec i kadzideł, I: Tworzeniem świec i kadzideł z kolei zajmuje się, kiedy nie czuje inspiracji lub gdy potrzebuje relaksu. Uznaje to za dość powtarzalną, ale kojącą nerwy pracę - z odpowiednimi narzędziami tak naprawdę ciężko, żeby coś tutaj nie wyszło. Sama idea świecarstwa przyszła mu do głowy, gdy rozmyślał nad otwarciem zakładu - kupienie i świecznika, i świecy w jednym miejscu wydawało się być bardzo wygodnym rozwiązaniem.
Popularność, 0: Dopiero od niedawna Faust stał się na tyle rozpoznawalny, żeby nieznani przez niego osobiście ludzie dostrzegali go, a nawet zagadywali na ulicy. Jest to więc dla niego nowość; dopiero się do tego przyzwyczaja i niezupełnie wie, jak powinien się z tym czuć - ani jak tę przewagę wykorzystać.
Magiczny antytalent - zauroczenie, III: Są szkoły magii, w których niektórzy zwyczajnie nie są w stanie niczego osiągnąć. Tym właśnie było Zauroczenie w tym wypadku. Nieważne jakie starania, jaki pot i łzy wchodziły w grę, rzucanie zaklęć z tej szkoły było dla Fausta wręcz niemożliwe. Przeszedł przez Hogwart głównie na podstawach teoretycznych; tak naprawdę do tej pory nie wie, dlaczego ma aż taki problem w tej kategorii, ale cóż, ciężko na to zaradzić.
Szalona ex, I: Temat omijany szerokim łukiem, ale nie dający o sobie zapomnieć. Tak, Faustowi raz, z sukcesem, udało się poznać i związać się z kobietą. Tak, był to jeden z największych błędów jakie popełnił. Doświadczenie to było krótkie i nie warte wspominania, czy to pod względem sentymentalnym, humorystycznym, czy jakimkolwiek innym; grunt, że babę, za przeproszeniem, pogrzało. I niestety, nie pogrzebało. McKinnonówna może byłaby jeszcze znośna, ale od kiedy się jej zmarło w nieszczęśliwym wypadku (schody były oblodzone), nawiedza Fausta w pozornie losowych momentach, wyrzucając mu wszystko, co się dało. Ghoul gorszy od upiora.
Niezręczny towarzysko, I: Faust nie był nigdy ekspertem w te sprawy, ale też nie jest tak, że kompletnie nie potrafi się zachować. Jego głównym problemem jest to, że - choć dość rzadko - to jednak zdarza mu się zachowywać dość chaotycznie, przez co nie wiadomo, czego się po nim spodziewać w towarzystwie. Czasem palnie głupim żartem, czasem powie coś w nieodpowiednim momencie, a jeszcze kiedy indziej - sprowokuje kogoś, kogo prowokować definitywnie nie powinien.
Skrzat półkrwi, I: Wywodząca się najpewniej z faktu, jak ciężko było o zadowolenie jego rodziców, cecha, każe Faustowi zrobić wszystko, by tylko zdobyć uznanie bliskiej mu osoby. Jeśli jesteś z nim w koleżeńskich stosunkach, raczej nie odmówi ci przysługi, a jeśli się przyjaźnicie - zrobi dla ciebie wszystko.
…no, może nie wszystko, okej - ale na pewno zrobi wiele, nawet wbrew niektórym swoim przekonaniom czy w niewygodnej sytuacji. Edukacja: Najmniej dumny członek domu Ravenclaw, absolwent Hogwartu z bardzo przeciętnymi ocenami. Choć szkoła, mówiąc generalnie, nigdy nie była jego dobrą stroną, to posiadał w sobie jakąś motywację żeby wyrwać się z sytuacji, w jakiej był w domu rodzinnym: ubóstwie i marazmie. Mierne wyniki w nauce nie były więc dla niego wielką przeszkodą, by coś w życiu osiągnąć.
Doświadczenie: Od kiedy skończył Hogwart, sporo się w jego życiu pozmieniało. Początkowo mieszkał jeszcze z rodzicami i ojciec namawiał go do rozpoczęcia pracy w banku, tak jak to sporo Flitwicków ma w zwyczaju. Fausta taka perspektywa absolutnie jednak nie pociągała. Sam znalazł sobie pracę. Niestety, ale już w ciągu kilku tygodni zaczął żałować, że nie posłuchał się tamtej rady. Zatrudniony w sklepie z używanymi miotłami w Nokturnie, spotykał się z różnymi mętami społecznymi i nie raz zdarzało się mu być w nieprzyjemnej sytuacji. To jednak nie przechyliło szali aż tak - zwyczajny brak możliwości rozwoju był w tym najgorszy. Nie minęły dwa kwartały, a Faust zmienił pracę - udało mu się dorwać ofertę na Pokątnej, gdzie - choć praca była w teorii podobna - to za sporo większe pieniądze, z normalnym szefostwem, a i klientela miała wyższe standardy. Właśnie w tym miejscu nauczył się wszystkiego, co wie, o niszach, o rynku, o tym jak traktować pracodawcę, pracownika, klienta i produkt. Dopiero półtora roku temu zgromadził wystarczający kapitał, żeby kupić niewielką nieruchomość w Carkitt i wyposażyć ją w niezbędne rzeczy, by rozpocząć własny biznes i zamieszkać tam. Cudem udało mu się podzielić to na przestrzeń roboczą, biurową i prywatną, ale cóż - to musiało wystarczyć. I wystarczyło aż nadto, bo od tego czasu kariera toczy się coraz lepiej.
Aktualne miejsce pracy: ”Szczękający Kandelabrador”, czyli własna, porządna firma, oferująca usługi świecarskie od A do Ż - ponieważ na Ź jest już ździerstwo, a tego w porządnym przybytku takim jak Kandelabrador nie sposób uświadczyć.
Rozpoznawalność: IV: Popularny - dzięki sukcesowi “Szczękającego”, Faust - choć sporadycznie - spotyka się z ciekawskimi spojrzeniami niektórych czarodziejów. Nie jest jednak na tyle pewny siebie ani charyzmatyczny, żeby z tego skorzystać - przynajmniej póki co. Wskazówki dla Mistrza Gry Faust to gość, któremu zależy na tym, żeby rozwijać swój biznes. Jest, oczywiście, zmęczony ciągłą pracą - dobrze się więc składa, że ostatnio jego sytuacja jest coraz stabilniejsza i ma więcej czasu dla siebie. Nie jest bardzo mocno zaangażowany społecznie czy politycznie, ale gdyby miał skłaniać się w stronę którejś z organizacji, to w stronę Zakonu; nie został jednak nigdy oficjalnie zrekrutowany. Najbliższe powiązanie w tym kierunku, to jego bliscy znajomi z Ruchu Oporu. W teorii nie ma szczególnych chęci na mieszanie się w życie tego zrzeszenia, ale z drugiej strony… Półkrwi skrzat, hm?
Jego cele na najbliższą przyszłość to przede wszystkim nieustawanie w rozwoju swojej kariery. Jednocześnie chce się jednak trochę odchamić czy odstresować, więc może poznanie się z kimś nowym - albo nawet odświeżenie dawnych znajomości - nie byłoby złym pomysłem.
RE: Faust Flitwick - Albus Dumbledore - 06.11.2022
Szczękający Kandelabrador
“Posiadam lokal na własność. Nie jest to może ogromna rezydencja, ale ma dwie, bardzo cenione przeze mnie rzeczy - klasę oraz przestronność. Zwykłem żartobliwie określać ją przez to mianem mikroapartamentu. Ciekawe, czy kiedyś taka fraza czy stylistyka przyjmie się na rynku.”
Lokal jakich wiele na Markecie, nie wyróżnia się aż tak - stoi w rzędzie, ma własny, nowy szyld i zachęca do wejścia po dwóch, małych schodkach. Dało się go znaleźć po niskiej cenie - z biegiem czasu okazało się, dlaczego.
Nie jest zbyt pokaźny, a stał się wręcz klaustrofobiczny po przerobieniu go na obecne funkcje. Obecnie ma trzy wydzielone strefy: biurową, prywatną i roboczą. Całość urządzona jest smakiem - na tyle, na ile pozwalały jego środki oraz ograniczony obszar. Nazwę zaś zawdzięcza wspaniałej kreatywności i geniuszowi jego twórcy - co lubią ludzie? Pieski. Co produkuję? Świeczniki. Co robią pieski? Szczekają. Co robią świeczniki? …szczękają?... I tak dalej…
Przestrzeń biurowa to wszystko, co widać na pierwszy rzut oka po wejściu do środka: dwanaście metrów kwadratowych wypełnionych standardowymi wzorami kandelabrów, lichtarzy, kinkietów i innych. Naprzeciwko do wejścia stoi para krzeseł, za nimi zaś - oszklona lada. Widać w niej wiele rodzajów świec od strony klienta, a od strony pracownika znajdują się drzwiczki z drewna; na blacie z tego samego materiału leży dzwonek, stos dokumentów i notatniki wraz z piórem i kałamarzem oraz porcelanowa filiżanka ze złoconym napisem “Smacznej kawusi!” i łyżeczką w środku. Po lewej od lady - para drzwi, jedne w części dostępnej dla klienta, drugie zaś dalej, kryjąc za sobą tajemnicę. Te pierwsze prowadzą do, rzecz jasna, ubikacji. Kolejne zaś...
Drabina. Prowadząca i na górę, i na dół. Pod “biurem” znajduje się piwnica - to tam znajduje się warsztat, a więc cały roboczy sprzęt i inne przydatne przedmioty, na które nie ma miejsca gdzie indziej. A gdzie się dotrze, idąc wzwyż? Do sypialni, a gdzieżby indziej. Choć to akurat zdecydowanie zbyt wiele powiedziane. Wydzielona antresola to chyba najmniejszy możliwy obszar, w jakim wciąż można “normalnie” funkcjonować. Na ogół można tam znaleźć właściwie wyłącznie posłanie i niewielka komodę, w której mieści się bielizna i kilka par ubrań na zmianę. Człowiek przeciętnego wzrostu nie może się tam wyprostować, więc to miejsce nadaje się raczej tylko do spania. Bez szczególnych szaleństw. Umiejscowienie: Carkitt Market
Poziom: I
Zabezpieczenia: Obecnie brak
Ulepszenia: Na razie brak - do uzupełnienia w miarę, jak będą wchodziły pozostałe opisy do rzemieślnictwa
Cechy: Godziny otwarcia; mała przestrzeń; patrole; niewygodni sąsiedzi
RE: Faust Flitwick - Albus Dumbledore - 07.11.2022
RE: Faust Flitwick - Faust Flitwick - 07.11.2022
Poznajmy się bliżej
♦ W lustrze Ain Eingarp widzę... ekskluzywny bal oświetlony żyrandolami, na których widnieją moje inicjały.
♦ Bogin przyjmuje przy mnie formę... różnych elementów chałupy, w której kiedyś mieszkałem z rodzicami. Dziwne. To nie tak, że się boję z nimi spotkać w domu, ba, czasem ich odwiedzam. Ciekawe, o co w tym chodzi...
♦ Amortencja pachnie mi... ale nie śmiej się, dobra? I nikomu nie mów. Butami. Takimi nowymi, skórzanymi.
♦ Moje ulubione zaklęcie to... chłoszczyść. Jak bez niego żyć? Nie wiem. Ciekawe, co robią mugole, żeby wyczyścić mieszkanie.
♦ Mój patronus przyjmuje formę... trzmiela! Baaardzo puszystego.
♦ Wróżbiarstwo to dla mnie... ściema. Co jest dość zabawne, bo mimo wszystko jest to, uh, uznana dziedzina magii. To sporo mówi o ludziach, którzy się tym trudnią - wręcz pysznią się zdolnością do wciskania innym kitu.
♦ Czarna magia? Cóż... to narzędzie jak każde inne. Bez Avady, bez Crucio i bez różdżek ludzie i tak zabijaliby się kamieniami.
♦ Za swoje największe osiągnięcie uważam... fakt, że udało mi się otworzyć nieźle prosperujące przedsiębiorstwo.
♦ Stoję po stronie... prawej od drzwi, za ladą - no, chyba że mnie akurat nie ma - wtedy po prostu zadzwoń dzwonkiem.
♦ Moje serce należy do... na pewno nie tej kwintopedy obrzidliwej, szkarady najgorszej, co mnie do tej pory nawiedza. A zerwaliśmy już tak dawno! Miesiąc po jej śmierci! Chociaż, no, widocznie nie ona ze mną. Uhh... No. Mam nadzieję, że udało mi się zmienić temat...
|