![]() |
|
[Lipiec 1972] W pogoni za utraconym knutem, Daphne & Alfred - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Lipiec 1972] W pogoni za utraconym knutem, Daphne & Alfred (/showthread.php?tid=4435) |
[Lipiec 1972] W pogoni za utraconym knutem, Daphne & Alfred - Daphne Lestrange - 31.01.2025 Ciepłe, lipcowe popołudnie skłaniało bardziej ku odpoczynkowi niż jakiejś pracy. Niestety, Daphne z racji braków kadrowych została poproszona o osobiste załatwienie sprawy niecierpiącej zwłoki. Otóż z ksiąg rozrachunkowych wynikało, że gdzieś w magicznym Londynie ma miejsce proceder prania brudnych pieniędzy. Normalnie panienka Lestrange absolutnie nie zajmowała się takimi sprawami, była na to zwyczajnie za młoda, za cienka, a jej postać nie wzbudzała strachu... Niestety, nie było nikogo innego, kto mógłby się teraz przyjrzeć sprawie. Idąc uliczkami zastanawiała się czego tak właściwie szuka, nie miała zbyt wielu poszlak, a BUMowcy nie mieli czasu (albo chęci) jej pomóc. Czuła się jakby całe niebo sprzeniewierzyło się przeciwko niej. A mogła teraz siedzieć w biurze i popijać chłodzoną lemoniadę lub inną herbatę ziołową. Z drugiej strony dzięki tej akcji mogłaby zabłysnąć w swoim biurze, a może i nawet ugrać jakąś podwyżkę. Musiała tylko wrócić z jakimś wartościowym tropem, czymś co mogłoby pomóc rozwiązać zagadkę. Wiedziała, że Ministerstwo raczej nie zadziała dobrze jeśli za tym wszystkim będzie stał ktoś wpływowy, ale jeśli odpowiadała za to niedoświadczona płotka lub co gorsza, jakiś brudas, to możnaby takowego delikwenta przetrzepać z góry na dół. Tylko czy Daphne powinna czuć przyjemne mrowienie na samą myśl o tym? Czy w tej sympatycznej i pomocnej panience czaiło się coś więcej niż tylko uśmiechnięta buźka. W końcu pochodziła z czystokrwistego rodu o wielopokoleniowej tradycji. Gdyby miała okazję pokazać swoją wyższość i przydatność w magicznym społeczeństwie, bez wątpienia by to zrobiła. Może dlatego liczyła, że będzie jej dane się wykazać. Idąc dalej, natrafiła na miejsce o którym słyszała sporo złego. Wejście do Nokturnu. Nie wypadało jej się tam zapuszczać, z resztą nie miała w tym absolutnie żadnego doświadczenia. Pod skórą czuła, że tam mogą przetrwać tylko prawdziwe rekiny, najsilniejsi i największe cwaniaki, ci którzy mają prawdziwą głowę na karku. Ona była zaledwie podlotkiem (choć w papierach była przecież dorosłą i pracującą kobietą), miała świadomość, że to nie miejsce dla niej. W takim wypadku czemu jej intuicja mówiła, że powinna właśnie tam zaczerpnąć języka. Stała tak przez dłuższą chwilę, gapiąc się na ulicę, która dla niej równie dobrze mogłaby być osobną galaktyką, inną rzeczywistością, w której z całą pewnością byłaby zagubiona jak bezbronna owieczka porzucona na pożarcie wilkom. RE: [Lipiec 1972] W pogoni za utraconym knutem, Daphne & Alfred - Alfred Trelawney - 31.01.2025 Wracał właśnie z małego wypadu z alei Horyzontalnej. Co tam robił? Cóż, głupio się przyznać, ale nie miał najmniejszego pojęcia. Obudził się w jakimś przypadkowym, wyjątkowo kłującym krzaku, bez lewej skarpety. Znaczy, miał ją, tylko nie na nodze, a na własnej twarzy. Przynajmniej jej nie zgubił... No i, co najważniejsze, miał w kieszeni pełną buteleczkę! Tak więc kroczył sobie spokojnie z powrotem na Nokturn, pełny szczęścia i miłości do bliźniego. Jednak trochę dziwiło go miejsce przebudzenia. No bo jednak rzadko pijał na Horyzontalnej, to fakt. Dobrze mu było na Nokturnie, poza jego granice wychodził raczej tylko dla zleceń... Czyżby więc miał jakąś robotę, której teraz nie pamiętał? Cóż, ilość alkoholu dalej we krwi plus tego w kieszeniach kazała sądzić, że faktycznie musiał się nieźle spisać zawodowo... Ale czy naprawdę tak opił sukces, że o nim zapomniał? Nierozsądny ruch z jego strony, każda dobrze skończona robota to okazja do reklamowania swoich zdolności! Pełzł swoim pijackim kroczkiem w stronę domu, kiwając na pozdrowienia do wszystkich mijanych czarodziejów i czarodziejek. Czy ich znał? A skąd! Ale czy to oznaczało, że nie zasługiwali na tak podstawową kulturę?! Oczywiście, że zasługiwali! Tak więc gdy zobaczył nieznajomą kobietę pasującą do wejścia na Nokturn jak on do legalnej pracy od razu wyczuł swoim noskiem szansę na poczynienie dobra! Wziął głęboki łyk z buteleczki i ruszył do niej dziarskim, pijackim krokiem. - Halo halo, moja droga! - Zagaił do niej z daleka, żeby się biedna nie przestraszyła pijaka znikąd! Nie to, żeby łatwo było mu do kogokolwiek podejść "znikąd" - dwa metry wzrostu się o to upewniały na każdym kroku. - Widzę, że *hik* niezbyt pani tutejsza, cu? Nie wiem, czy wchodzenie na nasz Nokturn tak bez przygotowania to mądry ruch. Czego pani z niego *hik* potrzeba? Chętnie poratuje! - Ah, jakiż on był cudowny i kochany! Czyż pomaganie ludziom nie karmiło serca prawie równie mocno, co alkohol? Poczuł, że kobitka może go wziąć za jakiegoś szaleńca, więc postanowił przy okazji doprowadzić się do lekkiej ogłady. Zatkał butelkę, wsadzając ją pod kurtałkę, wyprostował się, odchrząknął. Zamrugał parę razy, doprowadzając jeszcze przed chwilą troszkę zaspane oczka do ogłady, wyciągnął niezauważony przedtem kawałek krzaka z brody, odkleił przyklejoną do tej pory do jego tyłka gałązkę... No, i teraz wyglądał jak człowiek! Prawie! |