Secrets of London
[5.09.1972] Co w kufrze żeglarza kryje się? Daphne i Dægberht - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [5.09.1972] Co w kufrze żeglarza kryje się? Daphne i Dægberht (/showthread.php?tid=4476)



[5.09.1972] Co w kufrze żeglarza kryje się? Daphne i Dægberht - Daphne Lestrange - 13.02.2025

Już nie mogła się doczekać na spotkanie. Musiała powąchać ostatni list, chciała upewnić się, czy może na kartce papieru nie przemycił odrobiny zapachu tego, co kryło się za opowieścią o przygodach, ale nie wyczuła nic szczególnego. Pewnie sowa leciała tak szybko, że wszystko wywiała po drodze. No nic, może nie miała pomysłu jakie konkretnie herbaty udało się zdobyć Flintowi, ale na pewno je spróbuje, nie odmówi ich sobie choćby z samej ciekawości. Czy właśnie robiła się wścibska jak matka i to były pierwsze oznaki nadchodzącej przemiany? Może. Wiedziała jednak, że opowieści zza mórz zawsze były dla niej co najmniej intrygujące. Zwłaszcza, że sama tkwiła w jednym z najnudniejszych departamentów, robiła absolutnie nudną pracę i nie miała większych perspektyw na zmianę. Dlatego tak łapczywie pragnęła słuchać historii tego, którego życie wyglądało jak całkowite przeciwieństwo. Może nie chciała powielać wszystkich aspektów jego życia, ale na pewno pragnęła tych przygód, które mógł opowiadać, a ona nawet by nie zauważyła, która jest prawdziwa, a która to bajka wyssana z palca. Tak bardzo chciała wierzyć, że nie dopuszczała, że mogłoby być inaczej.

Kiedy nadszedł wyznaczony termin, ubrała się bardzo schludnie i zdecydowanie zbyt poważnie. Klasyczna, długa, ciemna szata wierzchnia, bo już zaczęły się zimniejsze dni, a pod nią granatowy sweter i szare spodnie materiałowe. Skórzane trzewiki i kremowy szal dopełniały odzienia na ten dzień. Panienka Lestrange w końcu nie mogła pozwolić sobie na wyglądanie jak ladacznica! A ubiór świadczył o statusie i pochodzeniu. Naturalnie nie chciała w ramach przyjacielskiej wizyty brać jakiejś poważnej sukni czy żakietu rodem z Wizengamotu. Chociaż jak się głębiej zastanawiała, to czy ona mogła iść sama do znajomego? Do miejsca, gdzie mieszka facet? Czy to było stosowne? Raczej nie, ale przecież nie idzie do jakiegoś mugolskiego podczłowieka. Nie miała powodów do obaw, znała Flinta już tyle lat. Jedyne o co mogłaby się martwić to o potencjalne plotki, które mogłyby się rozejść w społeczności, tym bardziej biorąc pod uwagę status matrymonialny gospodarza... Westchnęła w duchu, próbując usilnie odgonić złe myśli. Nic się strasznego nie stanie. Wdech, wydech. Wszystko będzie dobrze. Wdech, wydech. Nikt nie będzie jej obgadywać. Wdech, wydech. Spróbuje super ciekawej herbaty, o której nic nie wie, ale chętnie się dowie. Dopiero to uspokoiło rozbiegane myśli, które wolały odbijać się od zmartwienia do zmartwienia i kolejnej katastroficznej wizji.

Przeniosła się z domu rodzinnego na Aleję Horyzontalną, a stamtąd przeszła pod wskazany adres. Dalej dziwiła się, że mieszkanie było opatrzone nazwiskiem Zamfir. Naturalnie rozumiała, że Flintowi bardziej potrzeba własnego pokładu niż mieszkania, ale czy nie mógł sprobować wrócić na łono krewnych zamiast tułać się po obcych? Nie powinno być to jej zmartwieniem, w końcu był dorosłym mężczyzną, który odpowiadał za własne życie, ale nadal budziło to w niej jakiś wewnętrzny niesmak.

Spojrzała na drzwi i zapukała trzema uderzeniami. Nie będzie przecież otwierać drzwi i wchodzić jak do siebie, nie jest takim niewychowanym stworzeniem.




RE: [5.09.1972] Co w kufrze żeglarza kryje się? Daphne i Dægberht - Dægberht Flint - 14.03.2025

Mieszkanie, w którym mieszkał Flint, nie znajdowało się w żadnej z najbardziej wyszukanych kamienic przy Alei Horyzontalnej. Nie, żaden z lokatorów tego miejsca nie otrzymał go w prezencie od rodziców, ale dla niego to przecież było o wiele lepiej, niż gdyby miał żyć na łasce czyjejś matki. Wynajmowane za niską jak na tę lokalizację cenę przez ulokowanie na wiecznie gorącym poddaszu, stało się ostoją jego i dwójki czarodziejek, z którymi miał dobry kontakt i lubił spędzać czas... przynajmniej wtedy, kiedy faktycznie siedział w Anglii, a to w ostatnich latach przychodziło mu z trudem.

Nic dziwnego, że go wszyscy coraz słabiej pamiętali.

Kiedy przed Daphne otworzyły się duże, dębowe, nieco porysowane drzwi, pierwszym co mogła dostrzec, był uśmiech białych zębów w słonecznej ramie jego ciepłej niczym słońce aparycji. Później pojawiły się zapachy - Dægberht niewątpliwie nad czymś pracował, a aromat palonych ziół zdążył okadzić każdą wolną przestrzeń.

- Cześć, kochana - przywitał się z nią swobodnie, wykonując zdecydowany krok do przodu, żeby pocałować ją w policzek, a następnie zaprosić do środka gestem ręki. - Rozgość się, Vior i Scylki nie ma, toteż sami tu będziemy pewnie do końca rozmowy. Nie zanosi się na to, żeby którakolwiek wrócił do wieczoru. - I tyle. Panna Lestrange miała naprawdę niewiele czasu na pogodzenie się z dwoma faktami. Po pierwsze Flint był ubrany w bardzo wzorzystą, czarodziejską szatę, kompletnie niepasującą do lokalnej mody. Pewnie ją kupił gdzieś daleko i nic sobie nie robił z bycia ekscentrykiem, ale podobno lepiej w tę stronę, niż gdyby się miał nosić po mugolsku - długie, brązowe włosy opadające na delikatną twarz i lejący się materiał ani trochę nieprzypominający spodni, swobodnie opadający na bose stopy, zdecydowanie tworzyły obraz kogoś obeznanego w sztukach magicznych. Po drugie, już nieco gorsze i mocniej kłujące w oczy - nie mieszkał tu sam, a ci co tu mieszkali, nie przejmowali się takimi trywialnymi rzeczami jak bałagan. Nie, nie chodziło o brud. Brudno tutaj nie było, nawet mimo dużej przestronności. Ale to było mieszkanie ludzi pracy. To było mieszkanie pełne bibelotów, pamiątek i porysowanych mebli. To było mieszkanie, w którym znajdował się stół zastawiony tym, nad czym pracowało aktualnie każde z nich. Bo po co chować rzeczy do szafek i podchodzić obsesyjnie do porządku, skoro i tak zaraz coś się wyciągnie i... Cóż, może powinien o tym pomyśleć wcześniej, ale nie pomyślał. Meritum na powykręcane kawałki metalu i kamieni szlachetnych leżących na wyspie kuchennej było odgarnięcie ich na bok, żeby zrobić miejsce na dwa kubki. - Rzadko się to zdarza, ale tym razem wróciłem do domu z większą ilością puszek do herbaty niż tą, z którą popłynąłem. Ale mam kilka ciekawych zdobyczy. To jest słuchaj - to powiedziawszy, położył przed nią drewniane pudełko, a następnie machnął różdżką, stawiając na rozpalonym kominku kociołek z wodą - herbata yaupon, podobno sprzyja podejmowaniu wielkich decyzji, bo oczyszcza ducha. Normalnie unikam tego typu przygód jak ognia - bo jaki podróżnik nie wylądował po herbacie z dziwnego ostrokrzewu w szalecie i nie żałował decyzji ten nigdy podróżnikiem nie był - ale powąchaj. Ten zapach mnie tak omamił, że się dałem w to wciągnąć od razu i nie żałuję. W ogóle nie ma w tym goryczy, są tylko siła słońca i wspomnienie dzikich ostępów.