![]() |
|
[01.09.1972 Electra & Keyleth] London Calling - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [01.09.1972 Electra & Keyleth] London Calling (/showthread.php?tid=4478) Strony:
1
2
|
[01.09.1972 Electra & Keyleth] London Calling - Electra Prewett - 14.02.2025 adnotacja moderatora
Electra Prewett / Pierwsze koty za płoty [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=9Yvc30H.jpeg[/inny avek] Scenariusz sumy przypadków Pan Mruczkens Skończywszy wyjątkowo wcześnie dzisiejszą sesję, Electra uznała, że skorzysta z okazji (oraz nowej wypłaty) i wybierze się na zakupy. Tym razem jednak nie skierowała się w stronę Carnaby Street, a trochę dalej, do swojego ulubionego mugolskiego sklepiku z tkaninami. Już od jakiegoś czasu miała na oku piękny, turkusowy materiał, który idealnie nadawał się do jej nowego projektu. Bała się tylko, czy próbując nadać tkaninie magiczne właściwości, nie pomyli się przy rzucaniu czaru (nigdy nie była najlepsza z transmutacji), ale przecież nigdy się nie przekona, jeśli nie spróbuje. Dla Prewettówny szycie było nie tylko hobby, ale też sposobem na zajęcie myśli w trudnych momentach, a tych ostatnio jej nie brakowało. Nie dość, że plan z wieczorkiem singli nie wypalił, to jeszcze Icarus dostał załamania przez spotkanie z byłą. Na szczęście szybka interwencja Basila poprawiła sytuację, ale dziewczyna wciąż martwiła się o stan średniego Prewetta. Gdyby tylko wiedziała, że w tym momencie Ari akurat był w niemagicznym Londynie na randce z Moną... Shopping u mugoli miał tę wadę, że nie można a było użyć translokacji ani innych zaklęć by pomóc sobie w noszeniu zakupów. Przeszła więc spory kawałek taszcząc pod pachą belkę materiału (niby doby trening, ale jednak wolałaby się bez niego obyć). Kiedy wreszcie dotarła do podwórka za Dziurawym Kotłem i próbowała wystukać kod różdżką, była już na tyle zmęczona, że nie poczuła na czas wyślizgującej się jej z rąk belki tkaniny... RE: [01.09.1972] London Calling - Keyleth Nico Yako - 25.02.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] Podobno nie liczyła się droga. Podobno liczył się cel. A może to było odwrotnie? Podobno droga i cel były cały czas tym samym w wielkim kręgu życia, śmierci, odrodzenia i gnicia. Podobno. Podobno cały świat był tylko snem, który kończył się, gdy ktoś w końcu prawdziwie otwierał oczy i patrzył w końcu na prawdę. Podobno podobno. A potem była ściana i to była bardzo trudna do przebicia ściana. Stał pod nią moment, może dwa. Stał i rozmyślał na temat wszechrzeczy, która teraz ogniskowała się na pomiętym papierku z wyrysowaną ścieżką prowadzącą do świata bardziej właściwego jemu... jego, jej... duszy. Tak tak, świat czarodziei, angielskich czarodziei, świat ojca, którego nigdy nie było, ale który gdzieś tam jest. Dla niepoznaki przybrała twarz charakterystyczną, ale absolutnie odmienną od własnej. Lubiła buzię jednego żeglarza z którym polowała na krakena (czy wspominałam już, że nie liczy się droga, a cel? Nie zaraz... odwrotnie. Żaden kraken nie ucierpiał, ale dużo rumu ucierpiało. A już na pewno ich głowy nad ranem). Lubiła jego twarz, czuła się w niej całkiem swobodnie, idealnie na pierwsze wkroczenie w świat magów. Kwiaciasta koszula to mogło być za wiele, ale chciała dać znać, że jest pozytywnie nastawiona do świata. Mugole patrzyli na niego dziwnie, ale no już już cyt, tak to jest jak jest się wyjątkowym. Wymięta kartka z instrukcją ją pokonała. Utyskując pod nosem i wyzywając notę oraz własną kieszeń od krowich kup, usunęła się nieco na bok czekając na gazelę. Znaczy na osobę zorientowaną. Przyczaiła się i widząc dziewczynę z materiałami, od razu pomyślała, że super świetnym rozwiązaniem byłoby wbić się w futro i udawać najsłodsze zwierzątko ze śmietnika, idealne do wzięcia na ramię. Z drugiej strony, może pomyli ją ze szczurem i spróbuje zabić? Głupio byłoby tak umrzeć u celu. U początku nowej drogi. Odwrotnie? Na szczęście na pomoc ruszył bela materiału, więc Key od razu wychwyciła okazję. Podbiegła żeby uratować cenne posiadania niewiasty. Wyjebała się przy tym na swój głupi męski ryj. –Ha! Bardzo przepraszam, koszula do zmiany, ale materiał nieujebany? – uśmiechnął się szeroko spod beli materiału, która obecnie przygważdżała go do brudnego chodnika, prezentując dwuszereg białych zębów ładnie odznaczających się na ciemniejszej, hinduskiej karnacji. – Ty też na Pokątną? Przyjaciel miał mnie odebrać, jestem nowy na mieście. Nico. Bardzo mi miło, ee – wyciągnął do niej rękę z poziomu ziemi, ale to było kretyńskie, więc szybko spróbował się ponieść. Dobrze, że po tych podróżach nie była taka słaba w barach. Oczywiście mogła zmorfować ciało według własnego uznania, ale no. Bela swoje ważyła. I była kurewsko nieforemna. Spróbował znaleźć równowagę, ale daleko było mu do cyrkowca. RE: [01.09.1972] London Calling - Electra Prewett - 05.03.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=9Yvc30H.jpeg[/inny avek] Dobrze, że Keyleth nie zamieniła się w żadnego futrzaka, bo pewnie wywołałaby efekt odwrotny od zamierzonego. Electra była tym typem mieszczucha, który tolerował wyłącznie zwierzęta domowe, więc na widok szczura zapewne zareagowałaby wrzaskiem. Prewettówna była do tego stopnia zaabsorbowana próbą wystukania kodu (oraz utrzymania w rękach wszystkich swoich klamotów), że nawet nie zauważyła stojącego z boku Hindusa. Zorientowała się dopiero w momencie, w którym usłyszała odgłos człowieka upadającego na ziemię. – Na Merlina, nic ci nie jest?! – krzyknęła na widok mężczyzny, który najwyraźniej zdecydował się poświęcić własne ubranie, w celu ratowania jej materiału. – Tak, bardzo ci dziękuję. I przepraszam. Jeśli chcesz, mogę naprawić tę koszulę... – przyjrzała się nieznajomemu, by ocenić straty (oraz jego przystojną twarz). Na korzyść Keyleth zadziałało też to, że Electra potrafiła docenić ładne, kwieciste wdzianko. – Tak, tak. – przytaknęła, uznając mężczyznę za godnego zaufania (uśmiech robił swoje!). – Electra, również miło mi cię poznać! – widząc, jaki ma problem ze wstaniem, szybko zabrała belkę materiału z jego rąk. Metamorfomag mogło zaskoczyć to, że dziewczyna była naprawdę silna. – Jeśli mogę spytać, to skąd jesteś? – posłała mu jeden ze swoich ślicznych uśmiechów. RE: [01.09.1972] London Calling - Keyleth Nico Yako - 05.03.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] – Łooo ale Ty masz bary! – zareagował momentalnie, widząc jak dziewczyna bez trudu radzi sobie z materiałem, który ledwie moment temu przygwoździł go do ziemi. A może to ona była taka słaba? W końcu mogła być każdym, ale też te ciała działały różnie i magia mimo, że tak doskonale potrafiła naprodukować mięśni, to nie do końca przydawała jej ogromu muskulatury. Jak tego się w ogóle używało. Podrapał się nieco zawstydzony po głowie, wciąż uśmiechając się serdecznie do nieznajomej. – Jestem z basenu. W sensie nie takiego prawdziwego tylko takiego gograficznego. Z basenu morza śródziemnomorskiego ha! Tam było zdecydowanie cieplej niż tutaj muszę przyznać. – sceptycznie spojrzał na swoją koszulę i gęsią skórkę obficie obecnie zdobiącą jego przedramiona, bo jeszcze przed chwilą, gdy był fretką to w dupie miał kwestie pogodowe. Ach, człowiekiem być. Z drugiej strony to by sobie z tą jakże uprzejmą magiczką nie pokonwersowała w wersji gryzoniowej. – No i ten. I czekam na Cassiana i czekam i doczekać się nie mogę. Pewnie zapił w tym całym no... dziurawym kotle? – spróbował trafić w nazwę tej najsłynniejszej knajpy świata, krzywiąc się przy tym nieco z powątpiewania. RE: [01.09.1972 Electra & Keyleth] London Calling - Electra Prewett - 08.03.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=9Yvc30H.jpeg[/inny avek] – Ha, dzięki! Lata grania w drużynie quidditcha na coś się przydały. – słysząc pochwałę, nie mogła się nie popisać i napięła bicepsa. Electra została obdarzona tak zwanym sleeper build, więc na pierwszy rzut oka nie wyglądała na atletyczną osobę. Miało to swoje zalety (na przykład w branży modelingowej, która była bardzo surowa jeśli chodziło o wymiary), ale Prewettówna nie znosiła, kiedy uznawano ją za delikatną panienkę. Zwłaszcza w porównaniu z braćmi, którzy tak naprawdę byli chucherkami. – Oj, domyślam się. W Anglii pogoda jest fatalna ale cóż, trzeba się przyzwyczaić. Przynajmniej latem można momentami założyć lżejsze ciuszki i wyobrazić sobie, że jest się na południu Europy. – zaczęła paplać, jak to miała w zwyczaju. Electra była bardzo otwartą osobą i chętnie nawiązywała rozmowę, jeśli ktoś wydał jej się ciekawy. A że była też dobrze wychowana, to nie mogła odmówić pomocy zagubionemu człowiekowi, prawda? W tym przypadku niezręczność Keyleth zdawała się działać na jej korzyść. – O nie. Kto w ogóle się upija o tej godzinie? – zdziwiło ją to, bo było jeszcze dość wcześnie. Niemniej, nawet ten szczegół nie sprawił, że opisana sytuacja wydała jej się niewiarygodna. – Chcesz pójść go poszukać? – spytała, wskazując głową na znajdujący się za nimi pub. RE: [01.09.1972 Electra & Keyleth] London Calling - Keyleth Nico Yako - 15.03.2025 – W co? – zdziwił się mężczyzna, którego tak bardzo obchodził sport och tak bardzo. Na zajęciach z angielskiego były co prawda dwie, trzy czytanki o tym cudzie i o tym jak bardzo jest lub nie podobny do kozopiłki, ale bez przesady. Przygryzł wargę przekrzywiając głowę jak zaintrygowany wykopanym z ziemi kretem psiak. Parsknął również rozbawiony na wzmiankę o tym, że w Anglii może być chocby przez krótki, króciusieńki moment jak na południu Europy. Trzeba byłoby mocno zawiesić niewiarę, zmrużyć oczy i doświetlić się jakąś emitującą ciepło kulą. Zdecydowanie. – Cassian? Och ON jest bardzo specyficzny. Wiesz niespełniony pisarz który wierzy, że na dnie butelki znajdzie wenę. Albo jakąś ładną dziewczynę, która zlituje się nad nim i do piersi przytuli. – Pokiwał głową z przekonaniem, ale potem zdziwił się, gdy dziewczę zamiast otworzyć przejście na Pokątną na TĘ POKĄTNĄ, wskazała jakieś miejsce za nim. Obejrzał się i skumał skąd ta nazwa przyszła mu do głowy. Znów, czytała o tym, ale nie była pewna. Wydawało jej się dziwne, że knajpa dla magów jest przed "zaporą". Czy może nie jest? Może tam też jest przejście? – Eee... to jest ten słynny Dziurawy Kocioł?! A jest w środku fontanna do której wrzuca się monety i czasem duchy spełniają życzenia? To jest to miejsce? – lokacje z podręcznika kołowały w głowie, wypluwając losowe informacje. Był też jakiś bank prowadzony przez ifryty. Nie. Gobliny. Cholera, mógł mówić że idzie do tego banku. Że Cassian tam pracuje. Choć w jego głowie ów Cassian miał włosy białe jak śnieg i jasno-błękitne ślepia, jak jej ulubiony bohater pewnej angielskiej książki, którą czytała z wypiekami na twarzy lata temu. Cmoknęła. Na pewno jakiś anglik tak wyglądał i lubił wypić. Absolutnie nieświadoma, że opis może pasować do któregokolwiek z Malfoyów wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko szeregiem śnieżnobiałych zębów. – Możemy tam wejść i się rozejrzeć, chociaż... może najpierw odstawilibyśmy ten żagiel do domu? – zaproponował kiwnięciem głowy wskazując belę z materiałem. – Zaoferowałbym pomoc, ale mam wrażenie... znaczy... jeśli chcesz serio możemy ponieść ją razem? Jeśli jakoś Ci to... ee... nie obrażam Cię teraz? Wcale nie myślę że jesteś słaba czy coś. – Kobiety bywały drażliwe. Przecież wiedziała to doskonale, w końcu sama od czasu do czasu była kobietą! [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] RE: [01.09.1972 Electra & Keyleth] London Calling - Electra Prewett - 24.03.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=9Yvc30H.jpeg[/inny avek] – No w quidditcha. – reakcja Nico ją skonfundowała. – Latanie na miotle i rzucanie piłkami? Nie znasz najpopularniejszego czarodziejskiego sportu? – spytała, zanim zdążyła się zastanowić nad wydźwiękiem tych słów. Dopiero po chwili ogarnęła, że quidditch był przecież najpopularniejszym czarodziejskim sportem w Wielkiej Brytanii, a ona zachowała się jak ignorantka. – Przepraszam, nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało... – ewidentnie było jej głupio. Za to opis pisarza dekadenty nie zrobił nie zrobił na niej zbyt dobrego wrażenia. Obracając się w artystycznych kręgach, Electra miała już styczność z podobnymi typami i raczej wolała ich unikać. Ale z drugiej strony, nie chciała być niemiła dla Nico... – Ach, rozumiem. – skwitowała krótko, nie wdając się w tyradę na temat lokalnych niespełnionych pisarzy. – Tak, w rzeczy samej, To ten Dziurawy Kocioł. Ale fontanna nie znajduje się w środku, tylko na Horyzontalnej. – zaczęła wyjaśniać, starając się nie zabrzmieć znowu jak przemądrzała Angielka, która uważała znajomość Londynu za wiedzę podstawową. – Szczerze mówiąc, mam już inne plany na dzisiejszy dzień, ale mogę cię po drodze oprowadzić po Pokątnej. – nawet jeśli Nico wydawał się miły, to naprawdę nie miała ochoty na ogarnianie jego pijanego przyjaciela. – Hah. Dzięki, dam radę. I nie, nie obraziłeś mnie. – na potwierdzenie tych słów, uśmiechnęła się do niego szczerze. Mało który mężczyzna myślał tyle nad swoimi słowami. – To co, chcesz iść ze mną? – spytała, kierując się ponownie ku bramie do świata czarodziejów. RE: [01.09.1972 Electra & Keyleth] London Calling - Keyleth Nico Yako - 25.03.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] – To nie... to ja się pomyliłem, to nie miał być Dziurawy Kocioł tylko to miejsce z fontanną.– powiedziała z przekonaniem, sięgając do swojego przepastnego, nieudolnie wyszytego koralikami żeglarskiego wora, z którego dobyła niewielki notatnik, w którym miała popisane różne detale, ale przede wszystkim miejsca, które chciała odwiedzić. Ta cała sytuacja zdawała się być dziwna, i chaotyczna ale Keyleth wierzyła, że wszystko płynie. Ona sama była ucieleśnieniem tej idei, swoim ciałem i swoją duszą nieprzerwanie płynąc i zmieniając siebie oraz otoczenie. To co dla jednych było tylko umiejętnością - genetyczną właściwością ciała, wzbudzającą zresztą niechęć i obawę, przez wzgląd na łatwość w tasowaniu swoją tożsamością - dla niej było niemal religią, mistyczną właściwością pozwalającą jej przetrwać. Wszystko płynęło, a plany odkształcały się i żaden nie mógł tak być tak naprawdę, tak na stałe. Liczyło się tylko tu i teraz, miejsce w którym stali, połączenie, które lada moment mógł zabrać nurt. – No jasne, że chcę, żebyś mnie oprowadziła ale fajnie! – niemalże eksplodowała entuzjazmem na propozycję Electry, a czarne jak węgle oczy roziskrzyły się setkami gwiazd zaciekawienia i wdzięczności, że oto ten dzień będzie nieco mniej samotny i zdecydowanie bardziej ciekawy, teraz gdy z przewodniczką mógł wejść do świata tak obcego i tak intrygującego i tak pięknego z pewnością i tak być może, mającego gdzieś w swoich trzewiach ukrytego ojca. Jak miałaby go rozpoznać? Nie miała pojęcia, ale wierzyła że przeznaczenie prowadzi jej krokami, to samo, które postawiło na jego ścieżce Electrę. – To w ogole fantastycznie przemiło z Twojej strony, że mnie oprowadzisz, cieszę się, że w tym mieście jest ktoś na kim można polegać – rozpływał się w absolutnie szczerych i nieironicznych zachwytach podążając za Electrą i chłonąc otoczenie. – To jest w ogóle mój pierwszy raz w Londynie i jestem bardzo, bardzo ciekaw jak tutaj będzie. Wydaje się być dokładnie tak jak sobie wyobrażałem, jak nie dużo lepiejA W ogóle te witryny! Te szyldy! Zupełnie jak na książkach sprzed stu lat! Nic się nie zmieniło, niesamowite to jest! – entuzjazmował się na prawo i lewo, trochę podążając za dziewczyną, trochę odbijając się od ścian ulicy Pokątnej. Czy tak to powinno działać? Czy zaraz, za moment nie powinien wpaść na swojego ojca, który rozpozna go po oczach matki i przytuli do swojej piersi? Tak bywało w książkach, choć nie dało się ukryć, że Key na swoim koncie miała i takie w których dzieci szukające rodziców zabijały ich przypadkiem w ulicznej bojce. – Macie tu w ogóle wieszczki? Chyba jednej bym potrzebował... – zamyślił się, bo w sumie nie czuł nigdzie znaków, które spodziewał się poczuć, gdy w końcu przejdzie przez ścianę z ruchomych cegieł. RE: [01.09.1972 Electra & Keyleth] London Calling - Electra Prewett - 01.04.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=9Yvc30H.jpeg[/inny avek] – Tu jest Bank Gringotta, a tamten fikuśny budynek to perfumeria Potterów... – entuzjazm Nico udzielił się również i jej. Idąc ulicą, dziewczyna zamaszyście wskazywała wolną ręką na najbardziej ikoniczne lokacje.– Nie ma sprawy. Kiedy zaczynałam odkrywać niemagiczny Londyn, też czułam się zagubiona. Wtedy sama potrzebowałam przewodnika. – od tamtego momentu minął już ponad rok, a Electra zdążyła się w międzyczasie w pełni zaaklimatyzować. Dobrze jednak pamiętała uczucie zagubienia w nieznanym środowisku (bo lata nauki o mugolach nijak się miały do faktycznego przebywania pośród nich). – Cieszę się, że ci się tu podoba. Ogólnie mało co się u nas zmienia; tutejsi czarodzieje niechętnie patrzą na jakiekolwiek odstępstwa od normalności. – westchnęła. Prewettówna od urodzenia mieszkała na Horyzontalnej (z przerwą na pobyt w Hogwarcie) i przez całe jej życie ta ulica wyglądała w zasadzie tak samo. W przeciwieństwie do "drugiego" Londynu, który wydawał się cały czas zmieniać. Owszem, wśród mugoli również znajdowali się negatywnie nastawieni do zmian konserwatyści, ale było też o wiele więcej różnorodności. – Masz na myśli jasnowidza? Sporo jest tu takich, ale po co... – nie udało jej się skończyć zdania, bo właśnie w tym momencie zauważyła obok siebie jakiś ruch. Akurat przechodzili obok zaułka znajdującego się blisko Nokturnu, więc Electra starała się mieć oczy szeroko otwarte. Co dziwniejsze, po chwili z tamtego miejsca dało się usłyszeć... pisk dziecka? – Słyszałeś to? Może ktoś potrzebuje pomocy. – nie czekając na reakcję Nico, Prewettówna ruszyła w stronę ciemnego zaułka. RE: [01.09.1972 Electra & Keyleth] London Calling - Keyleth Nico Yako - 15.04.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=a0DTvdK.jpeg[/inny avek] Przypatrywał się wszystkiemu z duży zainteresowaniem. Bardzo chciałby obejrzeć bank Gingota od środka, bo pamiętała zdjęcia z ksiązki. Bardzo chciała zajrzeć do perfumiarni bo zapachy OCH TE ZAPACHY były takie intrygujące, takie inne, takie ciekawe, takie płynne, takie ostre, stałe, takie niesamowicie intrygujące. Powstrzymała się by nie powąchać Electry. Lubił Electrę. Nie chciał, żeby Electra nagle przestała lubić jego. – A wiesz bo szukam w sumie kogoś, dlatego przyjechałem do Londynu. – Przyznał się. Szamanka zdawała się oczywistym tropem, ale na razie drapiąc się po karku rozważał coś innego. To ciało nie było najlepsze, ta koszula za bardzo wybijała się z tłumu. Powinien być młodszy, niewinniejszy, może jednak powinien być dziewczyną? Jej twarz, ta która została pobłogosławiona słońcem i stała się źródłem, studnią wielu wielu twarzy, ta twarz tez zwracałaby na siebie uwagę... przez kolor skóry, przez skręt włosa i niebywale jasne jak na tego typu karnacje oczy. Rozglądał się i szukał lepszej twarzy, milszej twarzy, normalniejszej. Wyliniała buzia jakiejś rudowłosej dziewczynki zamajaczyła jej tylko przez chwilę przed nosem, a potem nagle usłyszał, że głos Electry trochę się jakby zmienił. Był bardziej nerwowy. – Hę? Tak... tak oczywiście chodźmy sprawdzić, co też może się tam dziać hm... dziwne... – nie pomyślał, żeby wyciągnąć różdżkę, choć podczas swoich podróży powinien przyzwyczaić się, że czarodzieje też dziwnie reagują na brak różdżki w dłoni. Tu wszyscy czarowali z różdżką, różdżka była ważna. Różdżka była podpisem. Hmhmhmhm... Trochę chowała się za Electrą, co wyglądało dość śmiesznie, bo w końcu była męskim mężczyzną i powinna odważnie się nie chować za rezolutną dziewczyną, która jedną ręką dźwiga wielkie bele materiału. Na razie też nic nie mówiła, zakradając się w skupieniu do zaułka z którego jego towarzyszka usłyszała jakiś dźwięk. Dziwny dźwięk. |