Secrets of London
[2.09 Keyleth & Lewis] Biała trufla - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [2.09 Keyleth & Lewis] Biała trufla (/showthread.php?tid=4508)



[2.09 Keyleth & Lewis] Biała trufla - Keyleth Nico Yako - 25.02.2025

Anglia zachwycała.

Anglia przerażała.

Anglia mroziła.

Było zimno. Jeśli to miał być ich wrzesień, to jaka będzie zima? Nawet nie chciała za bardzo się zastanawiać, choć nie uległa pokusie, aby przemienić się we fretkę i zwiedzić sklep inaczej. Jeszcze ktoś wziąłby ją za przerośniętego szczura, głupio byłoby tak umrzeć... tak gwałtownie, kiedy angielska przygoda dopiero się rozpoczynała.

Po całych dniach podróży, po miesiącach oczekiwania, LATACH marzeń. Tylko co dalej? Najpierw trzeba było zapełnić brzuch. Tym razem wybrała sobie ładną twarz. Lokalną, mniej wyróżniającą się niż poprzednio. Rude włosy, piegi, jeansowa koszula która z powodzeniem mogła być ukradziona starszemu bratu i bura spódnica włócząca się po ziemi. I szata też taka narzucona, wszyscy byli ubrani w takie bure, szare kolory... Angielskie? Pod płaszczem ukryty był plecak pełen kolorowych wdzianek i podjebanych za wczasu na drodze świecidełek. Trochę nie mogła się doczekać, aż znajdzie sobie przyjemną norę, którą wymości w sposób mniej monochromatyczny...

Sklep do którego weszła, chyba nie był miejscem, w którym po prostu dawano jeść. Wszechogarniający kolor, zapach, WSZYSTKO atakowało ją z każdej strony. Inność. Dziwaczność. To było fascynujące. Przerażające. Sprawiające, że w brzuchu burczało jej jeszcze bardziej.

Dalej powstrzymała się przed przemianą we fretkę. Tak mogłaby napełnić sobie żołądek milion razy szybciej, ale wiedziała, że to nie byłoby najmądrzejsze spalać od wejścia wszystko na rzecz dwóch jabłek. Przykleiło jej się do palców już kilka złotych moment, nie powinno więc być tak źle.

Dlaczego jednak te rośliny wyglądały tak dziwacznie? Zmarszczyła swój piegowaty nos, nie mając świadomości, że jej oczy nie są tak doskonale błękitne jak pierwowzoru, który minęła na ulicy. Pozostały oliwkowe, po matce i teraz czujnie badały kolczaste coś, a głowa próbowała sobie przypomnieć tego nazwę, jednocześnie boląc od nadmiaru wyboru.

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8e/f0/ac/8ef0ac393efee1e81c37fd0e9a50c79d.jpg[/inny avek]


RE: [2.09 Keyleth & Lewis] Biała trufla - Lewis McKinnon - 28.03.2025

Najbardziej chujowe w jesieni angielskiej było to, że zawsze przychodzi za wcześnie. Jest mokro i gnilnie, ale wszyscy jeszcze się oszukują, że może wyjdzie słońce. Lewis uwielbiał lato za jędrne papryki, pachnące pomidory i aromatyczne świeże zioła. Jesień za to pachniała kapustą oraz ziemniakami pieczonymi na ognisku, albo w jego przypadku, w wielkim piecu. Lewis żył rytmem kulinarnym.

Była również różnica między tym, co chciał robić, a na co pozwalał mu jego budżet. I nie chodziło oczywiście o ten prywatny, on zawsze był za mały, ale o ten wyznaczony na jedzenie przez Tarpa. Był po prostu kurewsko mały jak na ambicje i marzenia. Chłopak absolutnie do tego przywykł. Omijał więc na targu sprzedawców homarów, chociaż wyobrażał sobie parowane mięso z masłem ziołowo-cytrynowym lub prażony ryż z bazylią. Ostatecznie, z tym ostatnim mógł spróbować, jako danie sezonowe, o ile Tarp zrozumie, co to znaczy i nie umrze na widok chilli w przepisie. Może mu o nim nie powie?

Po złożeniu zamówień u dostawców właściwie stałych, na te, co zwykle sztuki mięsa, skrzynki warzyw, potargowaniu się o ceny, ponarzekaniu na pogodę, wypytaniu, czy wnuki gotowe na Hogwart, udał się jeszcze do jednego miejsca.

Delikatesy na Horyzontalnej, mieszczące się wygodnie pomiędzy kamienicami mieszkalnymi, w niedalekiej odległości od Biblioteki Parkinsonów, zaopatrywały najbardziej wykwintne podniebienia. Trufle, wina, zamorskie przyprawy, francuskie sery. Znał się ze sprzedawcą, dlatego wyminął dziewczynę, która gapiła się jak sroka w gnat na francuski Lazur i od razu podszedł do lady.

Dzień dobry, panie Middleshop — Lewis oparł się o ladę. — Chyba interesy nie idą, coś pan schudł.

Mężczyzna zaśmiał się wesoło. Rzeczywiście, był raczej tęgim jegomościem po pięćdziesiątce, z wybitnym, podkręconym wąsem.

Moja Grace gnębi mnie jakąś nową dietą, ale muszę ci powiedzieć w sekrecie, chłopce, że nawet dobre są te sałatki tylko… Trochę parmezanu jeszcze nikomu nie zaszkodziło albo szynki szwardzwalskiej do tej jej zieleniny.

Oboje wymienili porozumiewawcze spojrzenia, jako koneserzy jedzenia. Ich znajomość nie zawsze tak wyglądało, początkowo pan Middleshop był bardzo negatywnie nastawiony do Lewisa, mając go za złodzieja. Oczywiście, nie pomylił się, bo czasami chłopak wychodził z kilkoma kulkami liczi w kieszeniach lub trójkątem dojrzewającego sera, za który zdecydowanie nie zapłacił, czego tamten po prostu nie zauważył. Na szczęście słowo kucharz w restauracji, co było zdecydowanie nadużyciem, otworzyło bramy zaufania mężczyzny.

Naiwniak.

Są już białe trufle?

Jeszcze nie ma, pewnie z miesiąc. Trochę mi ubyło handlarzy przez… — Sprzedawca zniżył głos do szeptu. — Sam-Wiesz-Kogo.

Lewis pokiwał głową w zadumie.




RE: [2.09 Keyleth & Lewis] Biała trufla - Keyleth Nico Yako - 28.03.2025

Nadamiar możliwości przytłaczał ją. Chciała bardzo zjeść ciastko i mieć ciastko. Mieć możliwie dużo ciastek.

Nie zwracała najmniejszej uwagi na kolejnego klienta, bo porzuciwszy kolczaste dziwo, przeniosła siebie (i swój niekłamany zachwyt) na niewielką witrynkę poświęconom wypiekom. Niby miała pieniądze, ale szybkie kalkulacje pokazały jej, że nie starczy jej w sumie na nic z frykasów, które pożerała oczami. Jej wrażliwy nos wychwytywał nęcące wonie, splecione ciasno korzenne pomysły tutejszych kubków smakowych, które i jej przypadały do gustu.

Trochę słabo, że w sklepie zapanowała taka cisza, kiedy jej brzuch skręciło w środku dając akompaniament przypominający otwieranie wielkich skrzypiących drzwi, choć wszyscy obecni wiedzieli przecież, cóż to mógł być za odgłos. Jej policzki zaczerwieniły się tak mocno, że piegi zniknęły z zasięgu wzroku. Podniosła się nieco sztywnawo i spojrzała skonsternowana na rozmawiających. W sumie nie musiała im się tłumaczyć, kto nie był głodny niech pierwszy rzuci kamieniem, czy coś. Niestety, już otworzyła usta:

— Ja nie wiem! — odpowiedziała nieco piskliwie. Jej angielski nieco śmierdział nietutejszością. — Ja nie wiem o kogo chodzi? Ktoś kradnie te… — najwonniejsze arcydzieła wszechświata, zupełnie jakbym jadła rubiny, jeśli to smakuje chociaż w połowie tak dobrze jak pachnie to umrę od kulinarnego orgazmu — wypieki?

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8e/f0/ac/8ef0ac393efee1e81c37fd0e9a50c79d.jpg[/inny avek]


RE: [2.09 Keyleth & Lewis] Biała trufla - Lewis McKinnon - 11.12.2025

Zarówno Lewis, jak i sprzedawca, spojrzeli na młódkę, jakby się z Lecznicy Dusz urwała. Pan Middleshop nawet zamrugał, zatrzymując się w połowie drogi pomiędzy papierową torbą, a ladą, bo i tak chciał zapakować nieczęstemu, ale stałemu bywalcowi (raz na dwa miesiące to regularny klient!) typowe zamówienie z gwiazdek gałki muszkatołowej, lasek cynamonu, jednej wanili oraz jednego grama szafranu. Na więcej Lewis nie mógł sobie pozwolić, a zbliżał się czas, gdy należało przygotować jesienne napary i zimowe górzance.

Ty pod kamieniem mieszkasz czy co? — zapytał w osłupieniu Lewis, mierząc ją wzrokiem. Wyglądała jak zwykła dziewczyna, może w jego wieku, trochę dziwny akcent, ale czego się spodziewać po Irlandczykach, mówili jakby mieli ziemniaka w dupie i kartofla w gębie. — Ten typ, co ogłosił wojnę magiczną i tłuc mugolaków i mugoli chce. Nie było tak źle aż w Beltane coś pojeb... Znaczy pomieszał z magią coś podobno.

Na przekleństwie zreflektował się, bo pan Middleshop krzywo na niego spojrzał. No tak, przy damach nie można przeklinać, po prostu Lewis jedyne damy jakie znał, to temu damy, tamtemu damy, a trzeciemu nie damy, bo ma syfilis. Oparl swoje patykowate ciało o ladę, jak kij od miotły, której ktoś nie używa, bo idzie po zmiotkę. — Nie mów, że nic o tym nie słyszałaś?

Tymczasem właściciel przybytku zaczął pakować sprawunki w szary papier, kryjąc w jego szeleście narzekanie na dzieciaki, które niczym się nie interesują, tylko by przy radiu siedzieli, w kawiarniach i na densingi chodzili, gdy dobrzy ludzie umierają i trwa wojna. Zupełnie lekkoduchy, ta dzisiejsza młodzież, a później będzie płacz.

Lewis to ignorował, gadanie staruchów, co nie pamiętają, jak sami byli w tym wieku i myśleli, że zmienią świat, a później zgnuśnieli. Na szczęście Lewisa absolutnie taki los nie spotka, chyba że znów trafi do pudła, tym razem z wieczkiem zamkniętym na amen, jak dżem po pasteryzacji.

Nic nie świta? — wyciągnął z kieszeni zapłatę, oszczędności pozostałe po dwóch miesiącach płacenia czynszu, opłat za wodę, jedzenie oraz początki zapasów węgla na jesień i zimę, żeby mu dupa nie zamarzła.




RE: [2.09 Keyleth & Lewis] Biała trufla - Keyleth Nico Yako - 15.02.2026

Reakcja otoczenia wskazywała jasno i czytelnie, że absolutnie powinno było jej coś świtać.

Cokoliwek!

Keyleth, znaczy Nico, podrapała się pospiesznie po rudej głowie po czym wykrzyknęła:

– Ach no tak, no przecież, przepraszam, byłam bardzo... bardzo zamyślona i em... moi rodzice kilka lat byli za granicą, nie interesowaliśmy się aż tak polityką wewnętrzną kraju. – To było wystarczająco dobre kłamstwo na "w tej chwili", ale nie było jej zwyczajowym kłamstwem, więc w sumie Nico trochę się przestraszyła, że za kilka minut wywietrzeje i tyle będzie dobrego, złapana na gorącym uczynku czy coś.

Szczególnie, że jej koncentracja bardzo mocno przekierowała się na zawartość szarego papieru, w którym kryły się skarby zakupione przez Lewisa.

Co tam jakiś człowiek od wojny magicznej, skoro w brzuchu burczało?

– A tak właściwie, to co będziesz gotował? Jakąś tradycyjną potrawę? – oczy jej zalśniły żywym zaciekawieniem, nawet nie kryła faktu, że jej ślinianki rozpoczęły już swoją ciężką pracę i tylko mocne przełknięcie uchroniło twarz przed zalewem jej entuzjazmu, bo pobudzona wyobraźnia już zaczęła działać. – Em... pomóc Ci to nieść?– dodała, chociaż nie była pewna jak przedłużyć rozmowę. Gdy pojawiła się u wrót pokątnej, to właśnie ofertą pomocy zyskała przewodniczkę po głównej magicznej ulicy. Kto wie? Może teraz uda jej się powtórzyć sukces?

Złodziej tożsamości
Poza schematem, głodomór

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8e/f0/ac/8ef0ac393efee1e81c37fd0e9a50c79d.jpg[/inny avek]