Secrets of London
[18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert (/showthread.php?tid=4519)

Strony: 1 2


[18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Jonathan Selwyn - 26.02.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=63KEaKX.png[/inny avek]

Musiał przyznać, że w pewien sposób było to naprawdę zabawne. Jeszcze kilka tygodni temu w progu jego kamienicy zawitała Charlotte pod postacią nastolatki, skarżąc się na wyjątkowo złośliwego poltergeista, a dzisiaj, kiedy szedł po południu na spotkanie ze swoim kuzynem, spotkało go dokładnie to samo.

Prawdę mówiąc w pierwszej chwili nie zrozumiał co się stało. Nagle jego doskonale skrojona marynarka stała się dziwnie luźna i za duża i Jonathan w najpierw chciał się już wściekać, że wredny duch popsuł mu nowo uszyte ubrania, kiedy popatrzył w jedną z witryn sklepowych i... Oh. Doskonale pamiętał tę twarz. Przecież swojej twarzy, nawet tej młodszej, nigdy się nie zapaminało, a on absolutnie nie stronił od przeglądania się w lustrze, nie mając niczego co mogłoby mu się we własnym odbiciu nie podobać. No... Może ostatnio przez pewien list i wzrastająca w nim przez to paranoję nieco za bardzo zauważał jakieś zmarszki, ale ostatecznie i tak dochodził zawsze do wniosku, że wśród swoich rówieśników prezentował się wręcz nieprzyzwoicie dobrze.

W każdym razie twarz, która na niego właśnie patrzyła zdecydowanie należała do niego samego, ale z czasów Hogwartu. Ostatnio źle sypiał. Stresował się niemal cały czas, puszczając się w wir pracy, a jednak... A jednak nie mógł się nie roześmiać.

Oh, jaką miał ochotę wyciąć teraz Charlotte jakiś numer w zemście za to, że doprowadziła jednego ze stażystów Ministerstwa do stanu przedzawałowego, gdy młody czarodziej wszedł do domu Jonathana w pilnej sprawie i zobaczył, ją, nastoletnią, z whisky w ręku. Całe szczęście wszystko dało się odpowiednio szybko wyjaśnić. Mógłby też, nieco zamaskować swój wygląd i zapukać do Morpheusa ze zdjęciem przyjaciela w dłoniach, mówiąc że szuka swojego taty. Mógł też pójść do Anthony'ego i... Nie. Chyba nie miał serca tak dręczyć Anthony'ego, zwłaszcza że już I tak nie będzie mógł się z wiadomych przyczyn pojawić się jutro w pracy.

Szczęśliwie znajomość magii rozproszenia, jak i fakt że ostatnio jego przyjaciółka miała identyczną sytuację, sprawiły, że doskonale wiedział, że klątwanzniknie sama za 24 godziny i że próba jej zdjęcia będzie ryzykowana. Musiał więc po prostu odwiedzić kuzyna i liczyć że ten nie będzie zbyt zaskoczony jego widokiem.

Witaj, przepraszam, że musiałeś na mnie czekać. Najpierw spotkałem poltergeista o dość specyficznym poczuciu humoru, a potem sprzedawczyni w sklepie nie chciała mi czegoś sprzedać, zakładając, że ukradłem ubrania i pieniądze rodzicom. Co tam u ciebie? Jest Enid? – To coś, co ostatecznie zakupił w sklepie było bez wątpienia prezentem dla córki Roberta, na co mogło wskazywać dość dużych rozmiarów pudło zapakowane w papier imitujacy syrenie łuski, który Selwyn trzymał w rękach.

Sam Jonathan wyglądał jakby mógł mieć co najwyżej szesnaście lat. Już jako nastolatek był dość wysoki, ale jednak nie górował jeszcze wtedy tak nad wszystkimi, jak w dorosłości, tak że jego eleganckie spodnie musiały, podobnie jak rękawy koszuli, musiały zostać podwinięte, nieco za bardzo odsłaniając eleganckie buty. Uśmiech czarodzieja, nie pozostawał jednak żadnego złudzenia, że był to Jonathan Selwyn.


RE: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Robert Albert Crouch - 27.02.2025

W takie letnie dni, jak ten, nie dało się robić nic konstruktywnego. Nawet, gdyby próbować, o zgrozo, pracować, wyszłoby to raczej dennie. Teoretycznie mogli z Enid gdzieś wyjechać, udać się na jakąś plażę czy na wycieczkę po lasach nieopodal Doliny Godryka. Problem był, jednak, następujący: okrutnie im się nie chciało.

Bywały takie upalne dni, kiedy to ludzie po prostu zostawali w domach i odpoczywali. Ktoś by mógł powiedzieć, że stanowiło to po prostu akt lenistwa. I Robert by się zgodził z tym twierdzeniem, dodając jedynie, że było to lenistwo zasłużone.

Oczywiście, lenistwo nie musiało oznaczać zupełnego nicnierobienia. Można było na przykład grać w zaczarowane Scrabble i przegrywać w nie z jedenastolatką, nawet nie dając jej forów. Ktoś mógłby Roberta spytać, jakim cudem to się działo, skoro był od lat sędzią samego Wizengamotu, czyli de facto zajmował ważne stanowisko państwowe. On by zapewne odpowiedział, że nie każdy był idealny.

– „G-L-O-C-K"? To nie jest słowo – żachnął się, gdy na zaczarowanej planszy pojawiły się wybrane przez Enid literki.

– Wcale, że jest! To mugolska broń – dziewczynka skrzyżowała ramiona na piersi.

– A skąd ty to niby wiesz? Z koleżankami gadacie o mugolskim rusznikarstwie?

– Nie, przeczytałam to w książce.

Oczywiście, że tak. Własna córka Roberta czytała więcej książek niż on. Pamiętał, gdy pierwszy raz zażądała, by kupił jej mugolską powieść. Była o jakimś niziołku, który spotkał krasnoludki i razem pokonali smoka. Mugolskie wyobrażenia o magii były w sumie dość pocieszne. Nawet jeśli Robert wiedział, że jego rodzice nie pozwoliliby mu na czytanie takich rzeczy. Cóż, wszystko dla jego córeczki... Niektórzy by powiedzieli, co prawda, że ją rozpieszczał, ale on uznawał, że Enid w stu procentach na to zasługiwała.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi. No tak! Jonathan! Prawie by zapomniał, że miał ich dziś odwiedzić jego drogi kuzyn! Robert westchnął ciężko i wstał od stołu. Nie wyglądał bynajmniej wyjściowo, miał na sobie t-shirt i sięgające do kolan sportowe spodenki. Idealny strój na upał, nieidealny na spotkania z ludźmi. Tyle, że Jonathan, jakkolwiek Robert go by lubił, nie był osobą, dla której trzeba było stroić się w koszulę.

Kiedy otworzył drzwi, nie spodziewał się ujrzeć losowego nastolatka. A jeszcze mniej spodziewał się nielosowego NIENASTOLATKA, który z jakiegoś powodu wyglądał, jak nastolatek.

– Jonathan? – Robert najpierw uniósł brwi ze zdziwienia, a po chwili uśmiechnął się z rozbawieniem. Halo!? Nie była to sytuacja zabawna! Klątwy nie były zabawne.W takim razie, czemu widok szesnastoletniego Jonathana tak go śmieszył? Zaraz, chwila... Wiedział już, dlaczego... – Czekaj, czyli poltergeist to zrobił, a ty jesteś teraz młodszy ode mnie?


RE: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Jonathan Selwyn - 28.02.2025

Nie przejmuj się mój drogi – zapewnił go, uśmiechając się szeroko, chociaż prawdę mówiąc niedopasowane ubrania coraz bardziej zaczynały mu przeszkadzać, bo po pierwsze on nigdy nie pojawiał się publicznie w źle dopasowanych ubraniach, a po drugie koszula była też na niego luźna w pasie przez co poważnie zaczął się zastanawiać, czy może rzeczywiście, nawet jeśli ostatnio przecież ćwiczył, nie był tak chudy, jak w latach swojej wcześniejszej młodości. – Doświadczeniem wciąż jestem starszy. Zresztą to tylko na jeden dzień. Domyślam się też, że to musi być szok zrozumieć, że w każdym momencie swojego życia to ja byłem najprzystoinieiszym członkiem tej rodziny. Usiądź jeśli to ci pomoże. Na pocieszenie powiem, że nie wiele ci brakowało do tego tytułu.

Merlinie. Może powinien dziękować temu poltergeistowi za ten psikus, bo naprawdę przez to wszystko niemal nie myślał o swoim wampirzym problemie. Zupełnie tak jak jeszcze do niedawna. Jakie to było.. Uwalniające.

Swoją drogą miałem jeszcze przynieść dla Enid zestaw płaszczy do Hogwartu, ale niestety krawcowa powiedziała mi, że będą gotowe pojutrze. No cóż... Artystów się nie pogania, zwłaszcza, tych którzy szyją ci ubrania, czyż nie? Nie przejmuj się jednak. Żaden z płaszczy nie jest w kolorze jakiegokolwiek domu, aby nie myślała, że ktoś ma wobec niej jakieś oczekiwania w tej sprawie. Kiedy przyjdą przyniosę je i zobaczycie, który najlepiej będzie się prezentował do stroju na odjazd do szkoły. Bo chyba macie już zaplanowany strój prawda? Robercie to przecież szalenie ważne. A fryzjer? Nie mówię o żadnym szalonym cięciu, przecież nie ma niczego gorszego niż pierwszy dzień szkoły z fryzurą, której się nie lubi, ale pamiętajcie o końcówkach! I nowe buty!


RE: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Robert Albert Crouch - 28.02.2025

– Takie teksty to zostaw dla swoich kolegów w Hogwarcie, młody – skwitował Robert z niemałą satysfakcją. – I rozumiem, że nastolatkowie mają trochę wybujałe ego, ale czego oczekujesz? Że powiem ci, że wyrosłeś na bardzo przystojnego kawalera?

Od zawsze był wśród kuzynostwa tym średnim, przez co na rodzinnych spotkaniach Sewynów, rozmowy o jego życiowych sukcesach przeprowadzane były raczej dla formalności niż ze szczerego zainteresowania. Jonathan robił karierę w Ministerstwie, kiedy Robert jeszcze siedział w szkole, a Mona była uroczą małą dziewczynką, którą wszyscy dorośli się zachwycali. Dla średniego dziecka zostawały w takiej sytuacji jedynie ochłapy. Równocześnie, to Jonathan zawsze opiekował się młodszym kuzynostwem, kiedy dorośli ze sobą gadali, i strasznie się wtedy rządził (przynajmniej w mniemaniu Roberta).

– Myślisz, że nie umówiłem już wszystkiego? Do fryzjera idziemy dwa dni przed jej wyjazdem, mamy już wybraną fryzurę, zakupy na Pokątnej też zrobiliśmy. Enid ma najlepszą miotłę, kociołki, które przetrwają lata i sowę, którą sama sobie wybrała. A co do szat, umawialiśmy się, więc zaufałem twojej ekspertyzie, przynajmniej z czasów twojej dorosłości – wpuścił Jonathana do środka. – Swoją drogą, Enid zdziwi się, jak cię zobaczy. Choć może fakt, że jesteś młodszy, pomoże ci wygrać z nią w Scrabble. Ach i... tak na poważnie, to dziękuję, że nie wybierałeś żadnego domu na szaty. Moi rodzice już zaczęli o tym ze mną rozmawiać, staram się ich trzymać na razie na dystans z opiniami, ale... sam wiesz. Boję się, że będą potem padać teksty typu: "A co ty będziesz robić po Hufflepuffie?" lub jakieś sugestie, że w Gryffindorze niczego się nie nauczy.


RE: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Jonathan Selwyn - 02.03.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=63KEaKX.png[/inny avek]

Jonathan uśmiechnął się szeroko.
Nie musisz nic mówić mój drogi. Lustro – Tu Wskazał wiszące w przedpokoju lustro, w którym obaj prezentowali się świetnie, ale on mimo wszystko trochę lepiej. – I tak zawsze powie prawdę.
No chyba, że było to przeklęte lustro. Te mogły nieco kłamać. Z drugiej strony, nawet zaklęte zwierciadło, z którym miał ostatnio doczynienia w Mediolanie, wywołało w pewnym charłaku obsesję na punkcie osób wyglądających właśnie jak Jonathan więc... Więc nawet czarnomagiczne lustra nie potrafiły kłamać w tej sprawie.

Ogólnie mówiąc, nie zawsze był ulubionym członkiem rodziny Selwynów, zwłaszcza wtedy gdy dokonał sabotażu własnego ślubu, rodzice grozili wydziedziczeniem i musiał na szybko podjąć staż w Ministerstwie Magii skoro jego kariera aktorska przestała być możliwa, ale... Ale i tak był kuzynem najwspanialszym.

Słysząc co mówili rodzice Roberta, Jonathan nie mógł się powstrzymać, aby nie roześmiać się na głos.
Oh, nie wiedziałem, że w ostatnim czasie domy determinowały plany zajęć – powiedział rozbawiony. – Zresztą akurat Crouchowie powinni wiedzieć, że najgroźniejsze osoby pochodzą z Hufflepuffu. – Charlotte przecież świetnie poradziła sobie w życiu, a była Puchonką. – Poza tym grunt, aby dobrze się uczyła i zrobiła dobre pierwsze wrażenie. No i drugie wrażenie.


RE: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Robert Albert Crouch - 02.03.2025

Lustro zawsze mówiło Robertowi prawdę, a ona była taka, że wyglądał świetnie. Choć musiał przyznać, że cholerny Jonathan, jako dorosły, trzymał się doskonale. A jako nastolatek... cóż, wyglądał może jak szkolny łamacz serc, ale wciąż jak ktoś, kto wciąż nosił na sobie namiar.

– Pewnie, wmawiaj sobie – rzucił.

Rodzina Roberta, w sprawach przydzielania do domów bywała... nieracjonalna. Uważała po prostu, że cechy charakteru promowane przez niektóre z domów były lepsze od innych. Prawda była taka, że to dom współtworzył człowieka. Każdy z tych jedenastolatków miał potencjał do bycia odważnym, ambitnym, mądrym i lojalnym. No, ale Robert Crouch Senior nie do końca rozumiał koncept tego, że to środowisko tworzyło człowieka, a nie jakaś przyrodzona cecha, o której orzekła zaczarowana czapka.

– Racja. Myślę, że będzie sobie świetnie radzić. A jak nie, to nie chcę jakoś na nią naciskać. Chcę, żeby miała moje wsparcie, bez względu na wszystko.

– Tato, słyszę was! – krzyknęła Enid z salonu, a Robert uśmiechnął się.

– Może powinni ją przydzielić do Slytherinu?

– Wciąż was słyszę!

Robert gestem zachęcił Jonathana, by poszedł za nim do salonu. Enid właśnie nalewała sobie wody do szklanki, gdy zobaczyła, że jej wujek zmienił się w szesnastolatka. Trochę wody polało się na stół, ale dziewczynka szybko się zorientowała i odłożyła dzbanek.

– Um... Tak... Twój wujek spotkał poltergeista i teraz jest wiekiem zbliżony bardziej do ciebie niż do mnie – Robert wyjaśnił to jak najbardziej zwięźle się dało.

– Dobra... Chcesz zagrać z nami w Scrabble? – spytała Enid niepewnie.


RE: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Jonathan Selwyn - 05.03.2025

Jonathan nawet bez przyzwolenia kuzyna zdecydowanie wmawiał sobie pewne rzeczy, nawet jeśli jednocześnie wmawiał sobie, że nigdy nieczego sobie nie wmawiał.

Oh, a krzyczy na nas jak urażona Krukonka – powiedział, nieco ciszej, wyraźnie rozbawiony reakcją córki Roberta na ich rozmowę. – No dobrze, nie można przecież kazać lady Crouch tak na siebie czekać, czyż nie?

Jonathan, wciąż z dużym pudłem w dłoni, ruszył za Robertem do salonu, ale zanim tam poszedł, zatrzymał się jeszcze na chwilę przed lustrem, by lepiej się przyjrzeć swojemu nowemu-staremu odbiciu. Wyglądał... Młodo. Ani jednej zmarszczki, chyba że się uśmiechał. Ani jednego siwego kosmyka na czole, które niby nie traktował z wrogością, bo dodawały mu uroku, a jednak wolał je częściej, niż rzadziej farbować. A najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że o ile chętnie odmłodziłby się o kilka lat, tak za nic na świecie nie wróciłby ponownie do czasów Hogwartu. Nie dlatego, że były złe. Absolutnie nie. Po prostu... Nie za bardzo miał co zmieniać, a sam zdecydowanie bardziej wolał żyć chwilą obecną, niż przeszłością i nawet jeśli ppełnił kilka błędów, chociażby przy pewnym wampirze, to może i tak wyszło dobrze?

Otrząsnął się z zamyśleń i ruszył radosnym krokiem przed siebie.
Enid! Tak, poltergeist. Na pewno będziesz się o nich uczyć. Jak się czujesz moja droga? Scrabble? Z wielką przyjemnością, ale najpierw jak widzisz mam coś dla ciebie. – Z tymi słowami postawił przed nią pudło, w którym znajdowały się, chociaż jeszcze tego nie wiedziała, dwa kryminały Agathy Christie (młoda mogła trafić do Ravenclawu, a Krukoni mieli tendencje do nie rozumienia, że nie tylko sztuką wysoką człowiek żyje), ładne wydawnie Hamleta (bo jednak sztuką wysoką człowiek powinien trochę żyć), trochę słodyczy w tym zestaw lizaków chwilowo zmieniających kolor włosów, paczkę balonów, które jeśli tylko zaczynało się w nie dmuchać, nadmuchiwały się same przybierając kształty różnych zwierząt, a także puzzle, które za pierwszym ułożeniem przedstawiały ładny, wiktoriański domek, a po drugim ten sam domek, ale w wersji nawiedzionej.

Przy okazji, zerknął zarówno na ojca i córkę swoim trzecim okiem, bo chociaż ich bazowe aury doskonale znał, tak był ciekawy jak obecnie prezentowały się ich emocje.

Aurowidzenie na Enid (percepcja III)
[roll=Z]

Aurowidzenie na Roberta (percepcja III)
[roll=Z]


RE: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Robert Albert Crouch - 06.03.2025

Robert sam zainteresował się tym, co Enid dostała od Jonathana. Był to przecież ten typ wujka, który ścigał się w tym, jak niesamowity prezent podaruje swojej bratanicy. A i ta paczka rzeczywiście była świetnie dostosowana pod gusta Enid. Tylko skąd tak dobrze o nich wiedział? Czy była to kwestia aurowidzenia czy tego, że Robert tyle gadał o swojej córce, że dla Jonathana wystarczyło tylko wysłuchać tego paplania?

Wziął do ręki "Hamleta" i obejrzał okładkę z obu stron.

— Pamiętam, jak ojciec kazał mi to czytać. Szekspir jest tylko dla silnych zawodników. Z przykrością przyznam, że poległem przy pierwszej próbie — odparł, po czym oddał Enid książkę. — No, ale jesteś mądrzejsza, niż ja byłem w twoim wieku. Mnie wtedy interesował tylko Qudditch.

— Quidditch jest super — odpowiedziała dziewczynka. — I dobrze się czuję, wujku. Cieszę się, że jadę do Hogwartu. Choć... Szkoda, że nie będę mogła częściej wracać do domu. Ach i dziękuję za prezenty.

— Będziesz mogła wrócić, kiedy będziesz chciała. A jak ktoś będzie ci tego odmawiał, pójdę do Dumbledore'a i mu zagrożę interwencją Wizengamotu — zażartował. — Choć myślę, że wcale nie będziesz chciała wracać. Tatusiek już będzie ci się wydawał nudny, w porównaniu z twoimi nowymi przyjaciółmi.

Gdyby ktoś chciał zobaczyć jego emocje, zobaczyłby absolutnie typową dla troskliwego rodzica mieszankę szczęścia, dumy, miłości, ale i stresu. Ten ostatni rzeczywiście wiązał się z rychłym wyjazdem Enid do Hogwartu. A co jeśli szkoła przyniesie jej rozczarowanie? Jak ktoś będzie dla niej niemiły?

— Będziesz się też uczyła o wrednych stworach takich jak poltergeisty. Będziesz mogła się popisać na lekcji, że widziałaś skutki jego działania. Tylko na pewno wspomnij, na kim konkretnie, by wszyscy dobrze zapamiętali — dodał, znowu przechodząc w tryb dokuczania kuzynowi.


RE: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Jonathan Selwyn - 11.03.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=63KEaKX.png[/inny avek]

Jonathan miał już coś jeszcze powiedzieć o każdym prezencie i zażartować, że niestety jednorożca nie udalo jej się załatwić, bo nie zdążył wykupić odpowiednich stajni (żart, którego realizację rozważyłby dopiero, gdy młoda zda SUMy), ale coś naprawdę wytrąciło go z równowagi.

Z przykrością przyznam, że poległem przy pierwszej próbie.

I to chyba dlatego, nieco się rozproszył, tak że zobaczył jedynie aurę Roberta, a nie młodszej Crouch i to chyba też dlatego jedynie przewrócił oczami na złośliwość kuzyna, zamiast oburzyć się nieco bardziej.

Czy on... Czy on właśnie zasugerował, że nigdy nie czytał Hamleta? Nie... Na Matkę nie! Aż chętnie opadłby teraz dramatycznie na krzesło, gdyby nie to że nagle wyprostował się i spojrzał bardzo poważnie na Roberta, jakby ten zabił mu matkę. Nie chciał szekpirowskiego teatru w swoim życiu? To dostanie jonathanowy teatr w salonie, bo Selwyn kiedy chciał potrafił być wręcz do bólu przedramatyzowany.
Robercie Albercie Crouch! – wykrzyknął, jakby miał zaraz wydeklamować całego Beowulfa na jednym wdechu. – Czy ty mi właśnie próbujesz powiedzieć, że nigdy, ale to nigdy nie przeczytałeś Hamleta? To... To... Ale... To tak jakbyś przeszedł cały życie bez nauki czym jest Leviosa! Przecież... Merlinie, może to moja wina? Ale nie czułeś nigdy potrzeby powrotu? Ten pierwszy nieudany raz nie wypalił w twojej duszy pustki, pragnącej słów geniusza tak długo, aż ponownie nie sięgnąłeś po jego dzieło? Jesteś w połowie Selwynem! I i... Na Merlina! Przepraszam, że krzyczę na ciebie przy twojej córce, wiem że nie powinienem, Enid twój ojciec jest wspaniałym człowiekiem, godnym autorytetu i szacunku, ale Robercie! Hamleta!? I co jeszcze? Co z resztą Szekspira!? Molier? Inne klasyczne dzieła, które każdy czarodziej powinien znać? Nasze magiczne dziedzictwo kukturowe? Czy czytałeś chociaz dramaty tych wszystkich utalentowanych czarodziei, którzy byli przed tobą? Którzy nie po to przelali na papier swoje jestestwo, aby ich nie czytać? Nie wierze, że zastanawiam się, jak przybliżyć kulturę wyższą, która kształtuje nasze społeczeństwo od pokoleń mugolakom i tym, których rodziny nie były nią nigdy zainteresowane, a mój własny kuzyn nie czytał Hamleta! Może jeszcze gdzieś tutaj ukrywasz meblościankę!?
I z tymi słowami opadł na pobliskie krzesło.


RE: [18.08.72] Never too old to be young | Jonathan & Robert - Robert Albert Crouch - 12.03.2025

Robert nie spodziewał się, że jego słowa wywołają taką... reakcję. Niemal zapomniał, że Selwynowie mieli kompletnego pierdolca na punkcie Szekspira. Sam to przecież odczuł, kiedy matka kazała mu czytać te wszystkie dramaty, a on przebiegał wzrokiem po tekście, jak najszybciej potrafił. Pamiętał, że te dzieła najzwyczajniej nudziły go, gdy był dzieciakiem, a jako dorosły nie miał czasu ani ochoty, by ponownie się za nie zabrać.

Stojąca obok niego Enid miała minę, jakby zaraz miała wybuchnąć śmiechem. Robert się jej nie dziwił.

– Widzisz, Enid? Tak funkcjonują nastolatkowie. Hormony tak im buzują, że wkurzają się o dosłownie najmniejsze drobnostki – odparł, podpierając ręce na biodrach. – Na przykład za to, że odbieram dzieła ulubionego autora twojego wujka, jak sam dziad ze Stratford-upon-Avon tego chciał: w teatrze. Co mi po tym, że przeczytam scenariusz, skoro mogę zobaczyć Hamleta na scenie w tym jego czarnym kubraczku z czaszką w dłoni? Każdy może przeczytać książkę i oczywiście nie zniechęcam do tego mojej córki... ale skoro widziałem Hamleta w teatrze... pomińmy czy mi się podobało, czy nie, bo zdaniem wszelkiego przedstawiciela dumnego rodu Selwynów, jest to mój święty obowiązek... to jestem jak najbardziej ukulturalniony. Więcej: jestem lepiej zaznajomiony z "Hamletem" niż jakiś mądrala, który przeczyta sobie książkę i uważa, że zjadł wszystkie rozumy.

Obecność jego córki skutecznie powstrzymywała go przed wpleceniem przekleństw w swoją przemowę, bo inaczej jego zdanie wybrzmiałoby jeszcze mocniej. W ogóle Robert był przeciwnikiem mówienia, że coś trzeba przeczytać. Jak jest dobre, samemu się po to sięgnie. Kto powiedział, że w imię karmienia swojej bucerii, trzeba się męczyć nad nudnymi książkami? Szczególnie, że od dziecka on sam potrafił się kompletnie dekoncentrować, gdy coś go nużyło. Nawet dziś jego praca polegała często na wypełnianiu tak nudnych papierów, że potrafiło mu to zajmować frustrująco dużo czasu.