[08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Richard Mulciber - 02.03.2025
8 września 1972r. – wczesny ranek
Aleja Horyzontalna / Mieszkanie Charlesa i Leonarda
Wieczorna wymiana korespondencji z synem, ostatecznie zakończyła się umówieniem na poranną rozmowę, dnia następnego. Propozycja rozmowy w miejscu publicznym mijała się z celem. Mulciber domyślał się, dlaczego syn proponował jakąś kawiarnię za miejsce spotkana, a nie jedno im znane. Kamienica rodzinna lub mieszkanie, które chłopcy zajmowali. Richardowi zależało na prywatnej rozmowie w cztery oczy i jeżeli Charles znów by się mu wykręcał, w takim wypadku osobiście, bez pisania listu, zjawiłby mu się przed drzwiami mieszkania. Czy nawet w nim samym. Był już raz, drogę znał. A teleportacja jest błogosławieństwem.
To, czego dowiedział się od córki dnia poprzedniego, sięgnęło apogeum jego nerwów. Szczęście, że nie dostał silnego ataku nerwicy sercowej i zawału. Może też dobrze się stało, że rozmowę miał przeniesioną na dzisiejszy poranek, mając całą noc na przemyślenie zaistniałej sytuacji między swoimi dziećmi.
Nigdy nie myślał, że coś takiego kiedykolwiek się wydarzy. Nie rozumiał do końca, czym kierował się Charles. Czym się kieruje nadal. Dlaczego mimo obietnic, wciąż przysparza problemów. Czy Londyn aż tak negatywnie wpływa na jego osobowość i zachowanie? Czy to może już czas powiedzieć im, że wracając do Norwegii? Zamknąć tutaj wszystkie sprawy i wrócić do domu, jaki znają w Oslo?
Już przed godziną siódmą, zjawił się przed drzwiami wynajmowanego mieszkania synów. Zapukał, czekając na jakikolwiek odzew i otwarcie drzwi. Miał nadzieję, że syn go nie wystawi i podczas rozmowy, przedstawi mu swoją wersję wydarzeń.
RE: [08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Charles Mulciber - 02.03.2025
Korespondencja poprzedniego dnia, a raczej wyjec, którego Charles otrzymał rankiem, przelał czarę goryczy. Cokolwiek źle zrobił, czy nie należały się najpierw wyjaśnienia? Poza tym, czym był Necronomicon i gdzie leżała jego wina? Tego nie wiedział i póki ojciec nie powie mu więcej, nie zamierzał zastanawiać się nad tym więcej. Podejrzewał, że mogła być to sprawa z Baldwinem... ale jeśli Scarlett poszła ze skargą do Richarda, to znaczyło źle tylko o niej. Charles miał swoje powody, które chętnie przedstawi ojcu.
Po miłym wieczorze ze Scyllą i Rodolphusem miał nadejść niezbyt miły poranek z ojcem. Dlaczego w ogóle zgodził się spotkać w mieszkaniu, tego nie wiedział. Rano zdążył tylko ogarnąć salon, w którym wciąż walały się resztki świec i brokat. Zbyt wiele brokatu, który pokrywał niemal wszystkie powierzchnie, skrząc się drobinkami, gdy wydawało się, że zostało posprzątane. Sam Charles również miał brokat, najwięcej we włosach, i nawet kolejny prysznic ich nie wywabił. Będzie musiał radzić sobie z tą osobliwą ozdobą we włosach przez przynajmniej kolejny dzień.
Szykował się do pracy jak zawsze. Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, wciąż wiązał krawat - ten przeklęty pasek materiału nie chciał współpracować! Przed sobą miał jeszcze śniadanie, ale to miał plan zjeść razem z ojcem. Może nad jedzeniem Richard nie będzie wrzeszczał i rozwodził się nad tym, jakim rozczarowaniem jest jego syn.
- Tato. Dzień dobry. - Przywitał Richarda, otwierając mu drzwi. Nie rzucił mu się na szyję, nie uśmiechnął się nawet. Był ostrożny, nastawiony na konfrontację, której nie miał szans wygrać, jeśli ojciec na coś się uprze. Taki już był. - Wejdź. - Zaprosił do środka, lecz nie gestem, bo dłonie zajęte miał krawatem.
RE: [08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Richard Mulciber - 05.03.2025
Nie mógł inaczej zareagować jak wyrzucić z siebie rozczarowanie i gniew. Chciał, aby jego synowie z dumą i szacunkiem prezentowali ich rodzinę. Ich nazwisko. Nie mieszali się w jakieś konflikty i sprawy ich nie dotyczące. Chciał aby tez byli ostrożni w zawieraniu znajomości. Czy faktycznie, tylko córka spełniała się w tych rolach? Jak mu sama wspomniała, "Któreś z twoich dzieci musiało się udać…". Chciał wierzyć, że chłopcy mu się udali. Ale było inaczej. Nie zmieniało to faktu, że byli i są jego dziećmi.
Charles nie kazał mu na siebie długo czekać. Otworzył drzwi i Richard skorzystał z tego zaproszenia, przekraczając próg mieszkania.
- Dzień dobry, Charles.
Przywitał się, samemu nie uśmiechając, ale brzmiąc w miarę opanowanym.
Rozejrzał się po mieszkaniu, przenosząc wzrok na syna. Nawet nie zdejmował jeszcze płaszcza. Widział, że chłopak męczył się z krawatem. Zbliżył się do niego.
- Pozwól.
Jeżeli Charles zgodził się, aby zawiązał mu krawat, skoro już tak się złożyło, że spotkanie na linii ojciec syn mają z samego rana, Richard zaoferował mu pomóc. Nie zaczął od razu tematu z wyrzutami, co można było uznać za sukces w jego nadpobudliwym charakterze i trudnościach z panowaniem nad nerwami. Jeśli Charles pozwolił, Richard mu zawiązał krawat.
Przyglądając się synowi, chciał podjąć temat. Spróbować znów na spokojnie.
- Charles, ja…
Nie bardzo wiedział jak zacząć. Ale też możliwe że przerwał, kiedy przyjrzał jego włosom.
- Co Ty masz na włosach?
Zapytał. Nagle zmieniając temat. Czy to był brokat? Co on robił z brokatem? Kartki świąteczne? Dekorował świece? Czy próbował z Leonardem jakichś innych eksperymentów? Jakaś nowa moda panuje wśród młodzieży po wyjściu od fryzjera?
RE: [08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Charles Mulciber - 06.03.2025
Mieszkanie było uporządkowane, jak zwykle, skazą była jedynie zawinięta płachta, na której Charlie pracował, nie mając lepszej pracowni czy nawet przeznaczonego do tego kawałka blatu. Poplamiony kolorowym woskiem materiał skrywał resztki po wczorajszej bójce i przybory, razem z brokatem, a raczej resztką, którą Charlesowi udało się zebrać z powrotem do pudełka.
Dziecinny i naiwny Charlie nie wiedział o niebezpieczeństwach, jakie na niego czyhały. Wręcz przeciwnie, z upływem dni, z kolejnymi problemami, którym stawiał czoła, uważał się za dorosłego bardziej i bardziej, sądząc, że jest gotowy na wszystko, co rzuci mu los. Nawet konfrontację z ojcem. Nie spodziewał się po nim niczego innego, jak spokoju, przynajmniej na początku. Ojciec wiedział, jak ważyć słowa.
Krzywiąc lekko usta i ni to wzdychając, ni to fukając z niezadowoleniem, młody uniósł gładko ogolony podbródek, by pozwolić ojcu związać krawat. Ciemna satyna dobrze pasowała do bladoniebieskiej koszuli w prążki. Chociaż Charlie sądził, że pierwszą wypłatę wyda na przybory do świeczek, szybko okazało się, że musi odświeżyć najpierw swoją garderobę, by dobrze prezentować się w przybytku Dolohovów. Szczęśliwie od prasowania miał magię! Był cierpliwy, gdy Richard wiązał krawat z wprawą zdecydowanie większą, niż jego syn. Złość, którą budował w sobie od otwarcia oczu, powoli mijała.
- Dzięki, tato. - Mruknął, rozumiejąc, że nie może być na Richarda zły... Nawet za wyjca, nawet za rozczarowanie. Miał przecież do tego prawo, gdy Charles dał mu powód do zawodu. Zmarszczka między brwiami chłopaka wygładziła się, a na twarz wrócił neutralny wyraz. - Zjesz śniadanie, tatuś? Ja jeszcze nie jadłem, mam tosty. - Podzielił się, mając nadzieję, że tym razem ojciec skusi się na coś więcej aniżeli tylko kawę.
Pytanie o włosy zbiło go z tropu. Poprawił krawat, chowając go schludnie pod kołnierzykiem, po czym przeczesał włosy, zaraz zerkając na dłoń.
- ... Brokat? - Zgadł. - Nie przejmuj się, tato, rozsypał mi się i teraz jest wszędzie... Myślałem, że wypłukałem wszystko... Uważaj, gdzie siadasz, bo możesz mieć błyszczące spodnie. Przepraszam, tego nie da się w pełni posprzątać.
RE: [08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Richard Mulciber - 08.03.2025
Zbyt dużej uwagi na w miarę uprzątnięte mieszkanie, Richard uwagi nie zwracał. Przyszedł tutaj w innym celu, niż kontrolowania porządku i czystości. Widząc zaś, że syn męczy się z krawatem, podszedł do niego, aby mu z tym pomóc. Otrzymując zgodę, sprawnie się tym zajął, poprawiając mu go przy kołnierzu, nie zaciskając zbyt mocno. Dalej Charles sobie już sam poprawił, aby uregulować do swoich preferencji krawat i ułożyć kołnierz. Tym samym, podziękował za pomoc.
Jako że Richard był wyższy od Charlesa, dostrzegł coś na jego włosach, co niespodziewanie zwróciło mu uwagę, choć chciał przejść do sedna tematu sprawy, z jaką tutaj przyszedł.
Propozycja śniadania była co prawda niespodziewana. Tego w planie nie było. Jednak jakby nie spojrzeć, od wyprowadzki Charlesa i Leonarda, nie jedli już wspólnych posiłków.
- Zjem.
Nie miał za bardzo apetytu. Ale jeżeli chciał porozmawiać z synem i dowiedzieć wszystkiego co potrzebował wiedzieć, zgodził się. W kamienicy powiadomił skrzaty, żeby nie czekali na niego ze śniadaniem. A jeżeli Scarlett została, kazał przekazać, że będzie u Charlesa.
"Brokat." Gdy to usłyszał, a nawet zobaczył na dłoni syna, który przetarł swoje włosy, Richard uniósł brew ku górze. Nie miał się przejmować? Rozejrzał się w tym momencie z niejaką obawą, siadania teraz gdziekolwiek. "Czy to z tego powodu, chciał spotkanie w kawiarni?" – zaczęło go zastanawiać w myślach.
- Chyba nie chcę wiedzieć, co się tutaj działo.
Odparł, niezbyt zachęcająco patrząc na wszystkie meble przeznaczone do siedzenia. Jego nerwica natręctw miała swój poziom. Ale gdyby to był Robert… zacząłby sam sprzątać. Już to widział oczami wyobraźni.
Skoro syn chce go ugościć, to chociaż Richard postanowił zdjąć czarny płaszcz, zawiesić na przedramieniu swojej prawej ręki. Lewą sięgnął po swoją różdżkę. Podszedł do jednego z krzeseł przy stole jadalnym i rzucił zaklęcie czyszczenia całkowite na całe krzesło. Mając pewność że podziałało, dopiero wtedy powiesił na oparciu swój płaszcz. Nie będąc pewnym, czy i stół jest czysty od brokatu, to samo zaklęcie rzucił na ów mebel. Resztę starał się zignorować. Udawać, że tego nie widzi. Schował różdżkę i usiadł na wyczyszczonym przez siebie krzesłem. Mając nadzieję, że to wystarczy. Pozwolił sobie cierpliwie poczekać, aż Charles do niego dołączy, wyjmując papierośnicę, która była jedyną cenną dla niego pamiątką po bracie. Z niej zaś papierosa, żeby sobie zapalić.
RE: [08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Charles Mulciber - 09.03.2025
Porządek w domu nie był czymś, czym Charlie mógł się szczycić, a stanowił jedynie normę, której się trzymał. Tata nauczył ich porządku i nie zamierzali zmieniać tego, co wynikło z tych cennych lekcji. Porządek musiał panować również w garderobie, więc poprawianie krawatu zajęło nieco dłużej, niż być może powinno, a i nie obyło się bez sprawdzenia swojego wyglądu w lustrze.
Uśmiechnął się lekko wspominając walkę z Rodolphusem i późniejsze zapasy w brokacie. Mógł być pewien, że Lestrange również musiał borykać się z problemem tych małych, przyklejających się do wszystkiego iskierek.
- Powiedzmy, że wypadek przy pracy. - Wyjaśnił, choć nie był o to pytany. - Próbowałem nowego projektu, ale był kompletnym niewypałem. Mogę pokazać ci moje świeczki, jeśli kiedyś wpadniesz tak po prostu, tato.
Nie spotkali się na pogawędki przy śniadanku. Brak uwag i krzyków od samego rana był dobrym znakiem, ale Charles wiedział, że ojciec nie przyszedł tylko po to, by zjeść z synkiem niezbyt wystawne i zdecydowanie niezbyt zadowalające tosty. Charlie wykonał gest w stronę blatu w części kuchennej, by kromki pieczywa rozłożyły się równo na płaskiej powierzchni, a nóż nabrał masła i zaczął przygotowania.
- Chciałeś rozmawiać o Necronomiconie, tato. - Przypomniał nieco sucho, łapiąc za grzebień, by spróbować wywabić błyszczące drobinki i zaczesać grzywkę do góry, tak jak lubił ją nosić. - Spodziewam się, że nie miałeś na myśli książki.
RE: [08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Richard Mulciber - 11.03.2025
Wypadek przy pracy. Eksperymentowanie ze świecami w mieszkaniu. Richard dał synowi zielone światło, aby mogli z Leonardem wrócić do kamienicy. Być może dałby mu także dostęp do pracowni, w której pracował Robert. A wcześniej, Ethel, jego matka. To pomieszczenie nie miało już swojego opiekuna. A Richard był kiepski w jakimkolwiek wytwórstwie czy dziełach artystycznych. Nie odziedziczył talentu po matce, aby też nie umiał nauczyć się dobrze robić świec, nie mówiąc już o kadzidłach.
- Rozumiem.
Przyjął do wiadomości, lecz tak, nie wymagał od syna tłumaczenia się. Nawet spojrzał w kierunku syna, wciąż poprawiającego swoje ubranie. Zaraz po tym, zajął się oczyszczaniem miejsca do siedzenia dla siebie.
Charles szybko przeszedł do tematu, o którym Richard chciał z nim porozmawiać.
- Chciałem porozmawiać o Tobie i Twoim zachowaniu.
Zignorował na razie kwestię swojej wpadki listownej z Necronomiconem. Cwane, aby tę nazwę przypisać jakiejś książce. Gdyby takie książki mogły pisać listy o zrywaniu współpracy, to chyba musiałyby doświadczyć klątwy wydawniczej albo pisarskiej. Bądź nie chcąc paść ofiarą zapalonych świec.
- Wyjaśnij mi, co się wydarzyło dwa dni temu?
Zapytał, na razie ze spokojem. Wyjmując papierosa z papierośnicy i odpalając go. Wzrokiem powracając na Charlesa, ogarniającego swoje włosy. Czekał na wyjaśnienia. Wysłuchanie wersji swojego syna. Aby móc porównać wersje wydarzeń swoich dzieci.
RE: [08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Charles Mulciber - 11.03.2025
Charlie skupił się na włosach. Grzywka nie chciała się ułożyć, a przecież musiał wyglądać idealnie. Miał dla kogo! Wiedział jednak, że nie był to czas, by pochwalić się postępem ze Scyllą. Richard i tak by nie zrozumiał. Charlie miał nadzieję, że wyjdzie mu z panną Greyback więcej, aniżeli z Astrid, szkolną miłością, której głównym zadaniem i tak było tylko odkrywanie młodzieńczej seksualności.
Tosty zaczęły pachnieć topiącym się serem, zaś parzona w międzyczasie kawa znalazła drogę do stolika, razem z butelką mleka i cukrem. Richard mógł się częstować.
-... Ale nie muszę. - Mruknął pod nosem, gdy tata nie zainteresował się świeczkami. Chciał się nimi pochwalić, gdy sądził, że jest coraz lepszy, a używanie nowych technik wpłynęło na ich walory estetyczne i zapachowe, lecz jeśli nie wpisało się to w zainteresowania ojca, nie mógł nic zrobić. Nie chciał narzucać się ze swoimi wyrobami, nawet jeśli nie było już wśród nich przyrodzeń.
Odłożył grzebień z nieco zbyt dużą siłą, drewno zastukało o drewno.
- Nie mogłeś tak od razu, tato? Zapytać, co się stało? Zamiast wysyłać mi wyjca, jak małemu dziecku? - Zarzucił Richardowi, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Ciemne oczy, niemal identyczne, jak te ojcowskie, błyszczały, lecz nie łzami, a narastającą złością. Przestawał je poznawać, gdy z każdym dniem traciły dziecięcy blask, a stawały się wyblakłe, a spojrzenie ostre. Zupełnie jak u ojca. Baldwin poszedł na skargę. Czy to Charlesa dziwiło? Wcale. - Nie zamierzam przepraszać, jeśli to masz na myśli. Nie za to, że broniłem się, gdy wpadł tutaj nieproszony, z alkoholem nie tylko w butelce, ale również pewnie we krwi, po czym zaczął obrażać mnie i osoby, na których mi zależy. - Powiedział wprost, skupiając się chwilowo na mankiecie, który bardzo chciał poprawić, choć był niemal idealny. - Nie zapraszałem go, nie prosiłem, żeby wysyłał mi kwiaty i narkotyki - narkotyki, tato!! - w paczkach, po nocy, nie chciałem jego zalotów, gdy zaprosił mnie do swojej brudnej, zaszczurzonej nory, którą nazywa domem. To było tuż po tym, jak się przeprowadziliśmy, wydaje się, jakbym wtedy wciąż niewiele widział o świecie. - Prychnął, rozczarowany własną naiwnością. - Zwabił mnie do siebie groźbą, po tym, jak zobaczył mnie w gazecie, i... Czekaj, tato. - Charlie urwał myśl, wlepiając znów wzrok w ojca. - Mówiłeś, że jak to się nazywało? Necronomicon? Tato! Javla helvete! - Zaklął brzydko, a emocje znalazły ujście w magicznej energii. Dłoń, która dotąd bawiła się materiałem przy nadgarstku, zapłonęła zielonym blaskiem, iskierki posypały się na koszulę, na dywan. Charlie poklepał swoje ubranie, by ugasić żar. - Na bogów, tato! To on zlecił wysłanie penisów do Necronomiconu! Wiedziałem, że skądś kojarzę tę nazwę! - Udeptywanie iskier na dywanie pozwoliło mu spożytkować energię płynącą ze złości. - To przez niego kuzynka Lorraine była zła. Tato, sam widzisz, on robi wszystko, żeby mi zaszkodzić!
Dopiero po wypowiedzeniu tego na głos, Charlie zrozumiał pełnię tych słów: Baldwin rzeczywiście starał się utrudnić mu życie. Odkąd się spotkali, odkąd doszło do nieporozumienia w jego ruderze, Baldwin miał z nim problem.
- Jedyne, czego żałuję, to że uderzyłem go tylko raz. Tato... Mógłby mnie nękać, ale nie wybaczę mu tego, że zdołał nastawić Scarlett przeciwko nam.
RE: [08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Richard Mulciber - 26.03.2025
Richard nie zignorował specjalnie faktu, że jego syn rozwijał się zawodowo i robił świeczki z dodatkiem brokatu. W pierwszej kolejności chciał od razu wyjaśnić zaistniałą sytuację, która wczorajszego dnia powodowała u niego podniesienie ciśnienia oraz nerwicę. Jeszcze nie miał tak poważnych problemów z dziećmi, co teraz. Kiedy są dorosłe.
Na te pytania nie odpowiedział. Uznał, że wyjaśni później. Czekając na odpowiedź swojego syna, zaciągnął się papierosem i odszukał przy okazji popielniczkę, lub wziął jakąś wolno stojącą gdzieś szklankę, żeby nie nabrudzić i mieć gdzie strzepnąć swojego wypalanego papierosa.
Charles nie zamierzał przepraszać. To była dopiero nowość, jaką usłyszał Richard. Odkąd nabroił w Londynie, nie kazał mu przepraszać. Sam to robił od siebie. Bo wiedział, że zawinił. Ale dzisiaj, zaskoczył swojego rodzica.
Bronił się. Od Scarlett słyszał coś innego. Że tak po prostu uderzył Baldwina? Widocznie był ku temu powód. Charles coraz bardziej dostrzegał w sobie, jak bardzo jest naiwny. Zaczynał lepiej dostrzegać fakt, że nie można nikomu ufać. Ale czy na pewno? Sprawa Malfoya, była odrobinę delikatna. I co więcej. Charles połączył kropki. Necronomicon. To także dawało Richardowi jasność sprawy, kiedy syn wspomniał o tych kontrowersyjnych świeczkach.
Westchnął. Przetarł twarz wolną dłonią. W drugiej między palcami trzymał papierosa.
- To ma wiele sensu.
Nawiązał do zamówienia ze świeczkami.
Pokręcił głową i wolną dłonią sięgnął po kubek z kawą. Upił łyk, delektował się jej smakiem. Odstawił naczynie i przełknął. W tej czynności, zbierał myśli. Łączył fakty. W końcu spojrzał na syna.
- Masz jeszcze ten list ze zleceniem od Baldwina?
Zapytał. Chciał mieć potwierdzenie, że faktycznie ta sytuacja miała miejsce. Jeżeli Charles nie zniszczył tego listu. W zależności od odpowiedzi, odszukania go przez syna, pociągnął temat.
- Wczoraj rozmawiałem ze Scarlett, która… kipiała ze złości. Nie podoba jej się to, jak potraktowałeś Baldwina. To z atakiem, to jedno, ale czy poszło o coś jeszcze?
Zapytał jak na razie spokojnie o kolejną rzecz. Oczekując kolejnego wyjaśnienia, tym razem odnośnie Scarlett i Charlesa. Kwestię czarownicy półkrwi pozwolił sobie zostawić na później. Nie chcąc na raz podejmować wszystkich tematów, póki nie wyjaśnią jednego. Konfliktu między przewijającą się trójką. Zachowanie Baldwina nie było akceptowane. Widział to w słowach córki i syna. Sam też doświadczył spotkania z tym młodym Malfoyem. Nie potwierdzał ani nie zaprzeczał słowom syna, który dostrzegł wykorzystywanie swojej osoby. Coraz lepiej Charles radził sobie z dostrzeganiem takich znaków w zachowaniach i działaniach innych osób.
RE: [08.09.1972r.] Ile razy mam z Tobą rozmawiać, aby dotarło? | Richard & Charles - Charles Mulciber - 27.03.2025
Charles odetchnął głębiej starając się uspokoić emocje. Zdawał sobie sprawę z własnej porywczości, która zbyt często stała na drodze zdrowemu rozsądkowi. Czas jednak nie działał na jego korzyść, bo rozedrgany umysł mógł dojść do niewłaściwych wniosków. Przecierał dłonią wypalone dziurki na koszuli, jakby samo to mogło sprawić, że materiał na powrót połączy się w jedno i będzie cały. Koszula nie była jeszcze zrujnowana, ale z pewnością wymagała uwagi magicznego krawca, a tego ranka - przebrania.
- Może mam. - Burknął Charlie, rozprawiając się z dopiero co zawiązanym krawatem. Pasek materiału szybko dał się rozplątać mimo drżących dłoni. - Może zapodział się w trakcie przeprowadzki. - Zadawał pytania bez odpowiedzi, odrzucając krawat na nieopodal stojące krzesło, nim zajął się guzikami koszuli. - Może będą musiały ci wystarczyć moje słowa, tato, chociaż najwyraźniej niewiele znaczą w tej sytuacji. A o Scarlett nawet nie wspominaj. Nie poznaję własnej siostry, tak została zmanipulowana przez tego szczura.
Ojciec był spokojny, ale Charlie, wręcz przeciwnie. Gdy skończyła mu się cierpliwość w wysupływaniu guzików z dziurek, po prostu pociągnął za poły koszuli, a zapięcia wyskoczyły ze swoich miejsc. Szczęśliwie żaden guzik mie odpadł.
- Poprosiłem ją, żeby miała na ciebie oko, tato, gdy ja nie mogę, bo mnie, w twoich słowach: wypierdoliliście, a ona jest w domu. Okazało się, że to dla niej za dużo, gdy ten gnój pokazał jej świat wolny od rodziny. - Prychnął, wyswobadzając się z koszuli. Skierował się za drzwi, za róg, znikając na moment ojcu z widoku. - Potraktowała to jako atak na jej wolność, przyznała się, że nie ma czasu być w domu, nie ma czasu zerknąć na ciebie i na Sophie, gdy tego potrzebujecie w trudnej sytuacji, bo ona ma własne życie. Na bogów, tato, ona wiąże się z własnym kuzynem!
Już po chwili Charles pojawił się ponownie, tym razem w czarnej koszuli, wciąż niezapiętej, lecz całej i czystej.
- Nie to było najgorsze. Nazwała mnie impotentem po tym, jak odmówiłem jej namawianiom, żeby zabrać pannę z dobrego domu do łóżka przy pierwszym spotkaniu, podkreślając, że to niewłaściwe. Obawiam się, że ten Baldwin pokazał jej świat, którym się zachłysnęła i wykorzystuje ją nie tylko emocjonalnie. Nie o mnie musisz się martwić... Chociaż spodziewam się, że i tak mi nie wierzysz. Nie mam listu, nie mam dowodu, a moje słowa najwyraźniej nic już dla ciebie nie znaczą. - Wykrzywił usta, z goryczą wyciągając złe wnioski. - Możesz wierzyć jej i Baldwinowi. Jeśli będzie to dla cienie łatwiejsze, uznaj, że go zaatakowałem bez przyczyny. Zresztą, i tak już to uznałeś, wyjec jest dowodem.
Ser na tostach zaczął przypiekać się nieco zbyt mocno, wypełniając przestrzeń swoim przypalonym zapachem.
|