Secrets of London
[18.03.1972] Adelard & Faye | Mieszkanie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [18.03.1972] Adelard & Faye | Mieszkanie (/showthread.php?tid=455)



[18.03.1972] Adelard & Faye | Mieszkanie - Bard Beedle - 08.11.2022

18.03.1972
Adelard & Faye
Mieszkanie



Wiedziała, że bal to doskonała okazja, aby zebrać dodatkowe fundusze – upewniła się, że wyśle drobny liścik zarówno do Brenny, jak i do Erika, oferując pomoc oraz wysyłając im słowa otuchy. Organizacja większego przedsięwzięcia zawsze była stresująca, dlatego tym bardziej przydałoby się wsparcie, nawet takie słowne. Samej nie dała rady zaangażować się w działanie, podupadając na zdrowiu w ostatnich dniach, postanowiła więc odpocząć, w zamian za to oferując zaśpiewanie na samym balu, gdy będzie to potrzebne. Miała przygotowane również parę podpisanych płyt i plakatów, których nie przeznaczyła na aukcję, ale raczej chciała sprezentować, jeżeli ktokolwiek z obecnych byłby tym zainteresowany. Może jej tajemniczy wielbiciel również się tam znajdzie? W takim wypadku byłby to miły prezent dla takiej osoby.
Malowanie się nie było proste i chociaż nie zaczęła się tego uczyć przed utratą wzroku, co nie sprawiło jej problemu w kwestii oduczenia się nawyków, które mogła nabrać przez lata, wciąż nie była do końca pewna czy wszystko wyglądało dobrze. Posługiwała się głównie swoimi palcami, najpierw wyczuwając granicę, trzymając palce przy twarzy, potem nakładając pomadkę czy cienie. Mimo pewnych ograniczeń wciąż dawała sobie radę — a mimo to, była pewna, bez pomocy Adelarda byłoby o wiele ciężej.
Zawahała się przez chwilę, kiedy wspomnieniami uciekła w stronę ich ślubu, tego, jak miękka była jego dłoń, gdy składali sobie przysięgi, jego zapach, gdy kładła głowę na jego ramieniu i otaczające ją ciepłe ramiona, gdy zrobiło się chłodno. Nie spodziewała się tego, że ta przyjaźń przerodzi się w tę dziwną mieszankę z uczuć, przynajmniej z jej strony, ale to prowadziło do zastanawiania się nad Adelardem. Z tym wszystkim, co działo się dookoła, z wyzwaniami, które były przed nim stawiane, chciała być odciążeniem, ale wiedziała, że przez jej własny stan zawsze będzie się o nią martwić. To było naturalne, a jednak nie wyobrażała sobie siebie jako kotwicy, która ciągnie go na dół. I czasem zastanawiała się, czy nie byłby szczęśliwszy u boku innej kobiety, a jednocześnie chwilę później wracało jej własne szczęście.
Wzdychając cicho, przesunęła dłonią, próbując wyszukać krawędzi spodka, na którym postawiła filiżankę z herbatą. Opuszkami przesunęła po krawędzi naczynia, łapiąc je i unosząc do ust, próbując nawilżyć jeszcze gardło przed ćwiczeniami wokalnymi na rozgrzanie, zakrztusiła się jednak, wypuszczając filiżankę z dłoni, która wraz z uderzeniem o posadzkę rozbryzgała się na wiele drobnych kawałków; niestety Faye nie miała na to, jak zwrócić uwagi, zbyt zajęta próbą wykaszlenia z siebie płynu, aby móc jakkolwiek oddychać.


RE: [18.03.1972] Adelard & Faye | Mieszkanie - Adelard Longbottom - 09.11.2022

Dzisiejszego wieczoru nie miał być aurorem z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Nie miał być nawet Adelardem Longbottomem. Świat oczekiwał, że w ten wieczór zaprezentuje się mu jako członek szanowanej rodziny z wyżyn społecznych. Bal organizowanym przez Longbottomów mieli uświetnić swoją obecnością przedstawiciele innych znamienitych rodów. Chcąc nie chcąc, akceptował to, że w niektórych sytuacjach należy podporządkować się standardom obowiązujące w pewnych kręgach towarzyskich. Zasady wymagały od niego chociażby włożenia na siebie drogiego garnituru wieczorowego. Wybrał ten w kolorze głębokiego granatu. Czerń stała się dla niego zbyt nudna. I tak zwykle nosił ją na co dzień. Granatowy przełamywał tą monotonię.
Zapiął guziki w dwurzędowej marynarce i strzepnął jakiś niewidzialny pyłek z ramienia. W zapachu który osiadł na tkaninie wyraźnie wyczuwał bergamotkę, jałowiec, drzewo sandałowe a także odrobinę kminku. Machinalnie poprawił spinki przy rękawach, po czym podszedł do lustra, sprawdzić czy coś jeszcze wymagało poprawy. Elegancki garnitur na szczęście zmienił go tylko w wytwornie ubranego czarodzieja. a nie wyniosłego arystokratę. Nie raz widział jak co niektórzy czarodzieje z dobrych domów przybierają postawę dumnej arystokracji. Było to coś z czym raczej nie chciał być kojarzony. Uznawszy, że wygląda zadowalająco, skierował się do stolika, gdzie leżała różdżka. Pomyślał, że powinien zajrzeć do Faye i zobaczyć, jak radziła sobie z własnymi przygotowaniami do balu. Troska, jaką ją otaczał nie wynikała wyłącznie z tego, że Faye musiała radzić sobie z różnymi ograniczeniami. Była jego żoną. Małżeństwo dbało o siebie nawzajem, czyż nie? To było coś normalnego i całkowicie naturalnego. Oczywiście parę osób dało mu do zrozumienia, że popełnił błąd wiążąc się z kimś, kto z czasem może stać się coraz większym ciężarem. Matka jak zwykle okazała się najmniej subtelna w swoich opiniach. Bez ogródek stwierdziła, że musiał być niespełna rozumu żeniąc się z taką kobietą, skoro stać go było na wiele więcej. Nietrudno zgadnąć, że idealną kandydatką na żonę według Estelli była czarownica, która spełniała wszystkie jej oczekiwania. Byłoby najlepiej gdyby bez słowa sprzeciwu ożenił się z dziewczyną, którą sama mogłaby mu wybrać. Zapewne podjąłby rozsądną decyzję, gdyby nie był tak sentymentalny. Winę za to ponosił jego ojciec, który przekazał wraz z krwią irytujące słabostki.
Zacisnął palce na różdżce. Nie, nie będzie psuł sobie nastroju wspominając co i kiedy powiedziała Estella. Nie zaprzeczył przed samym sobą, że kiedyś jego życiu pojawiła się osoba z którą był szczęśliwy. Czuł się gotów budować z nią wspólną przyszłość. Ale to było dawno temu. Bez sensu wracać do tego co minęło i zastanawiać, jak wyglądałaby teraźniejszość, gdyby konkretne wydarzenia potoczyłyby się inaczej. Postanowił ułożyć sobie życie z Faye i był całkowcie zadowolony ze swojego wyboru. Nie postrzegał jej jak ciężaru czy przeszkody. Przeciwnie. Widział w niej młodą, zdolną kobietę, która stała mu się bardzo bliska. Będzie z nią szczęśliwy tak długo jak ona będzie z nim szczęśliwa.
Rozmyślania przerwał mu głośny trzask z sąsiedniego pomieszczenia. Natychmiast skierował w jego stronę kroki, lekko zaniepokojony widokiem, który mógłby w nim zostać.
- Co się dzieje? - zbliżył się do kaszlącej Faye - Pochyl się - nakazał. Nauczył się przed laty, że łatwiej odkrztusić, gdy się nieco nachyli. Równie pomocne było uderzenie dłonie w odpowiednie miejsce na plecach. Rozejrzał się, gdy sytuacja została jako tako opanowana. Zauważył rozbitą filiżankę i sięgnął po różdżkę, by prostym zaklęciem usunąć powstały bałagan.
- Potrzebujesz mojej pomocy?
Nie kierowała nim litość, lecz czysto praktyczne podejście do zastanego problemu. Zdążył się przekonać, że litowanie się nad kimś z powodu jego niesprawności, bywało dla niego gorsze niż niechęć albo pogarda.


RE: [18.03.1972] Adelard & Faye | Mieszkanie - Bard Beedle - 12.11.2022

Po powrocie do kraju spodziewała się, że jej rodzina ją przyjmie, lecz utracone znajomości sprawią, że mimo rosnącej popularności poczuje się bardzo samotna. Na całe szczęście, czy to los, czy może innego rodzaju przeznaczenie sprawiło, że bliskim stał się jej podopieczny jej ojca. Uwielbiała te długie rozmowy o wszystkim i o niczym, przekomarzanie się, gdy zaczepiała go drobnie i wszystkie zaproszenia, gdzie nie tylko dostawał bilety na występy do teatru, ale również na rodzinne pikniki i wspólne wyjścia, odreagowując cały stres związany z pracą aurorów.
Tym bardziej starała się, aby w domu Adelard czuł jedynie ciepło i dobroć, które mogły go spotkać. Jej ojciec był zdystansowany, lecz nie krzewił w niej negatywnych odczuć ani nie prezentował jej wymagań, dlatego tym bardziej, nie przejmując się opinią szanownej pani niegdyś Black potem Longbottom, nie zamierzając rezygnować z jej syna, tylko dlatego, że coś jej się śmiało nie podobać. Nie była z typu uległych i jeżeli Adelard uznał, że była kimś, kto mógł być dla niej najlepszy, tak właśnie zamierzała zrobić i dać mu to, na co zasługiwał. Wiedziała też, że nie postrzegał jej jako kaleki, ale partnerki w tym związku i jego troska była wyrazem troski, jaką okazałby każdemu.
- Już dobrze, dziękuję. – Odchrząknęła lekko, ostatecznie opanowując się, gdy pomoc nadeszła w odpowiednim momencie. I gdy chrząknęła jeszcze parę razy, ostatecznie się opanowała, delikatnie wycierając drobne łzy, które pojawiły się w kącikach oczu. Podniosła głowę, spoglądając gdzieś w ogólnym kierunku Adelarda, którego ciepło wyczuwała teraz. Przesunęła jeszcze dłonią, starając się jeszcze wyczuć paznokciami czy nie pozostałości po odłamkach filiżanki, ale wydawało się, że nie jest to problemem. Widać jej przewidujący mąż zadbał również o ten fragment. Jak zawsze, nie tylko czuły, ale i dbały o wszystko.
- Dziękuję, już o wiele lepiej. Chyba że nie wiem, mógłbyś powiedzieć, czy nie wyglądam jak dramatyczna aktorka kinowa, która będzie biec przez życie z rozmazanym makijażem. – Uśmiechnęła się w jego kierunku, wyciągając dłoń, aby wyczuć jego obecność, koło siebie, najpierw przejeżdżając dłonią po jego ramieniu, wyczuwając, jaką tkaninę ma jego garnitur, następnie kierując się do tego, jaki krawat mógł na siebie założyć, a ostatecznie przesuwając dłonią wyżej by móc podnieść się ze swojego miejsca i ucałować jego policzek.
- Powiedz mi jak wyglądasz. – Lubiła, kiedy opisywał jej kolory, ale też jak opisywał siebie, czując, że dzięki temu odkrywa go na nowo i za każdym razem kocha go coraz mocniej. Gdzieś poza pomieszczeniem rozległo się jeszcze bicie zegara, ale pochłonięta mężem Faye nie zwracała na to absolutnie uwagi, nie licząc na to, czy spóźnią się, czy nie, obecnie pochłonięta całkowicie swoim mężem. Cóż, jeżeli już coś robić to z pasją, a kto jak nie Adelard zasługiwał na całą jej pasję i uwagę? Uśmiechnęła się jeszcze, podnosząc się lekko na palcach i składając na jego ustach pełen pasji pocałunek, nie przejmując się, że mogłaby odcisnąć teraz karmazynowy kolor szminki na jego policzku i ustach.