![]() |
|||||
|
[8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan (/showthread.php?tid=4556) Strony:
1
2
|
|||||
[8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Aidan Parkinson - 06.03.2025 8 września, zmierzch
Pub przy Alei Horyzontalnej To nie był miły dzień. Ba, to nie był miły tydzień. Ostatnie dni wystawiały Aidana Parkinsona na ciężką do przejścia próbę. Po pierwsze: w pracy miał bardziej niż przejebane, za co winił Brennę. Niby wiedział, że dziewczyna absolutnie nic mu nie zrobiła, lecz podskórnie czuł niechęć do faktu, że to ona wykryła niezgodność w podpisanych przez niego raportach, a przypadkiem kilka dni później Bones wezwał go na dywanik, dając mu nawet nie tyle co reprymendę, a po prostu karę jak w przedszkolu. Od rana no praktycznie nocy przepisywał wszystkie raporty, które zwalał na innych, odgrzebywał stare sprawy i tym razem sprawdzał, czy wszystko się zgadza. Raportów było naprawdę dużo, lecz Matka miała go chyba w opiece, skoro uprzejmy donosiciel doniósł tylko na te, które zadziały się latem. Urobiony był więc po pachy - wolałby wyjść w teren i wystawiać mandaty za źle zaparkowane miotły, niż tonąć pod kolejnymi pergaminami. Dalej - w międzyczasie dostał wpierdol, bo pomylił uliczki i jego paskudne wścibstwo zaprowadziło go na Podziemne Ścieżki. Bolało go nie tylko podbite oko i złamany nos, który na szczęście dało się wyklepać, ale przede wszystkim duma. Co prawda z Borginem udało się wyklepać i ten problem, ale urażona duma pozostawała urażona. No i to cholerne ogłoszenie... Na samą myśl o tym, jaką lawinę spierdolenia wywołało, zacisnął palce na szklance z piwem. Nie wiedział który kutasiarz wywinął mu tak paskudny numer, ale do teraz dostawał listy od fanek i, co gorsza, znajomych, których z jakiegoś powodu bardzo ta sytuacja bawiła. Jego niekoniecznie, chociaż z pozoru pokazywał wszystkim jak głęboko w dupie ma to całe zamieszanie. Prawda jednak była taka, że w środku szalał z wściekłości, bo o wszystkim dowiedziała się jego matka. Był wściekły na samą myśl, że ją zawiódł, a na dodatek pani Malfoy-Parkinson postanowiła umówić go na spotkanie ze swatką. Aidan wziął duży łyk piwa. Wrócił dzisiaj późno z pracy i zamiast do domu postanowił przyjść tu, by przez chwilę głosy w jego głowie utkały pizdę, a on mógł się skupić. To było dopiero jego drugie piwo, ledwo napoczęte, ale miał wrażenie że alkohol również się na niego obraził i wchodzi w jego organizm jak woda. W zasadzie to głównie jednak palił: odpalał papierosa od papierosa, obserwując spokojne, roześmiane buzie przebywających w knajpie. Oni pewnie nie mieli takich zmartwień jak on. Czym sobie, kurwa, zasłużył na to wszystko? Na dodatek Victoria się na niego obraziła i nie widział żadnego rozwiązania tego problemu. Robił wszystko co mógł, żeby mu wybaczyła, a ona pozostawała niewzruszona jak ta jebana skała wśród pierdolonych fal. Ktoś z boku krzyknął, gdy nie przypasowała mu karta i przegrał pieniądze. A może grali na fajki? W sumie miał to w dupie - wodził wzrokiem od jednej osoby do drugiej, pogrążając się w coraz to bardziej ponurych myślach. Nie odpowiadało mu absolutnie to, że musi spotkać się z jakąś swatką i potem chodzić na randki. Po porażce z Penny stwierdził, że powinien skupić się raczej na sobie i swojej przyjemności, skoro ta ruda wywłoka okazała się tak niewdzięczną larwą. A jego przyjemności to był alkohol, papierosy i przygodny seks, a nie kupowanie kwiatów kobietom, których nikt nie chciał wziąć za żonę z tego czy innego powodu. Był pewny, że do swatki chodzą wyłącznie desperaci - a teraz miał dołączyć do tego "zacnego" grona. Parkinson stłumił ziewnięcie. Może jednak to nie był dzień na picie? Jutro z samego rana miał być w biurze brygady, żeby znowu zająć się przerzucaniem papierów... Jeszcze tylko 10 raportów i będzie wolny. Ile mu to zajmie: trzy dni? W porywach cztery. Ale to teraz to nieszczęsne spotkanie, zaplanowane na następny dzień, spędzało mu sen z powiek. Chciał wykręcić się pracą, ale prawda była taka, że jutro miał iść w ramach wyjątku do Ministerstwa, żeby wszystko poszło sprawniej. Efekt, który chciał osiągnąć Bones, został chyba osiągnięty, bo Aidan przysięgał przed samym sobą od kilku dni, że już nie będzie takim leserem, jeżeli chodzi o raporty. A potem ktoś zaczął krzyczeć. Z początku nie zwrócił na to uwagi, rozkoszując się papierosem, lecz po kilku uderzeniach serca coś kazało mu podnieść wzrok. Ten krzyk nie pochodził z gardła oburzonego przegrańca. Nie pochodził nawet z głębi tego baru. Pochodził z zewnątrz i uderzał w nuty przerażenia. Instynkt Aidana nakazał mu zerwać się na równe nogi, zanim nawet pomyślał o tym, żeby wypuścić dym wtłoczony w płuca. Zmrużył oczy, a papieros upadł na popielniczkę. Nawet nie zdążył sięgnąć po różdżkę, gdy dotarł do niego huk, jakby mugolska bomba rozerwała jakiś budynek. Ale to nie była mugolska część Londynu, to nie była bomba. Nie tylko on zauważył, że coś się dzieje. W barze na moment zapanowała cisza, a potem podniósł się szmer. Kilka osób, siedzących najbliżej wyjścia, próbowało dostać się do drzwi żeby zobaczyć, co się dzieje. - Z drogi - warknął, łapiąc jakiegoś chłopaka za ramię. Odepchnął go brutalnie sobie z drogi. Nie był na służbie, ale to nie zmieniało faktu, że czuł się w obowiązku wyjść jako pierwszy by sprawdzić, co się stało. Lecz gdy tylko opuścił knajpę, przepychając się brutalnie łokciami, pożałował że po prostu nie teleportował się do domu. Bo to, co zobaczył i czego nie widzieli przez zaklejone plakatami szyby, mroziło krew w żyłach. Chyba nikt nie spodziewał się, że pożoga pojawi się nagle. Że to nie mała iskra przerodzi się w maleńki ogień, tak jak zwykle to miało miejsce przy ogniu. Tym razem wszystko zaczęło się nagle, od razu, na pełnej kurwie. Pierwsze iskry przerodziły się w wysokie, liżące domy jęzory ognia, tak jakby kamień nagle stał się łatwopalny. Na Horyzontalnej panował chaos, który powstał tak szybko, jak ogień trawiący Londyn. Aidan nie miał nawet czasu, żeby się porządnie rozejrzeć, gdy dobiegły go kolejne przerażone, pełne bólu krzyki. !Co złego to nie Jenkins RE: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Pan Losu - 06.03.2025 Przedarłeś się przez dym i dotarłeś do zgliszczy drewnianego budynku, który nie miał szans w starciu z szalejącym ogniem. Obok nich dostrzegasz sylwetkę mężczyzny klęczącego przy ruinach niskiego murku. Na pierwszy rzut oka wygląda na rannego, ale kiedy podchodzisz bliżej, dociera do ciebie, że nie jest ofiarą ataku. Był szaleńcem odprawiającym tutaj jakiś rytuał - jego ręce były całkowicie zwęglone - od palców aż po łokcie. Czarna szata łopotała jak proporzec na wietrze, ale wyglądało to tak, jakby źródło wiatru znajdowało się pod jego nogami. Jego skóra miejscami wciąż tliła się jak rozżarzony węgiel. Nie reaguje na twój głos, na twoje wołanie - wypatruje czegoś w popiołach i odmawia cichą modlitwę lub inkantację. Możesz rzucić na dowolną statystykę, aby go powstrzymać i przerwać zaklęcie. Masz jedną próbę, akcja musi zakończyć się pełnym sukcesem. Jeżeli ci się uda: Unieruchamiasz go na czas, a on szepcze ci cicho, że próbował pomóc mu oczyścić świat z plugastwa. Możesz przetransportować go w bezpieczne miejsce. Jeżeli ci się nie uda: Mężczyzna nagle krzyczy, a ogień obejmuje całe jego ciało. Sekundy później spala się i pozostaje po nim jedynie popiół i odcisk dłoni wypalony na kamieniu. RE: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Elias Bletchley - 08.03.2025
RE: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Aidan Parkinson - 15.03.2025 W pierwszym odruchu pewnie byłby pchnął Eliasa, który na niego wpadł, ale nie był w stanie. Nikt w Brygadzie nie przygotowywał ich na widok, który będzie rozciągał się przed nimi - mieli reagować szybko, to prawda, ale... Kurwa mać, ostatnio ciągle tylko przepisywał raporty, a jeszcze wcześniej po prostu biegał za mordercami. Nie to, żeby bał się ognia, bo Parkinsonowie byli w większości na niego odporni, ale po prostu w pierwszej chwili zwyczajnie nie wiedział, co ma zrobić. I pewnie stałby dalej i gapił się jak ciele w niemalowane, gdyby nie głos chłopaka obok, który wyrwał go z tego dziwnego otępienia. - Cofnij się, kurwa - Parkinson chwycił Eliasa za kołnierz i szarpnął w tył, gdy ten tylko zrobił kilka kroków w przód. - Niech się wynoszą z knajpy i spierdalają, słyszysz? Pewnie większy respekt wzbudziłby, gdyby po pierwsze: tak nie kurwił, a po drugie: pomachał jakąś odznaką czy był w mundurze. Ale nie miał teraz na to czasu, bo gęsty, gryzący dym opadał na bruk londyńskiej uliczki i sunął w ich kierunku niczym wąż, który chciałby ich pożreć. Budynek naprzeciwko, który był otoczony gęstymi czarnymi kłębami, zatrzeszczał nieprzyjemnie, a dźwięk ten poniósł się nieprzyjemnym echem i przekrzyczał wrzaski uciekających ludzi. Elias w sumie nie miał już po co wracać do baru, bo ludzie sami się zorientowali, że powinni wiać. Tłum naparł na ich dwójkę tak bezwiednie, jak tylko panikujący ludzie potrafili być bezmyślni. Zamiast rozpierzchnąć się na wszystkie strony, mogli się teleportować o ile potrafili. Mogli uciec w stronę Pokątnej, żeby wydostać się z uliczek i zwiać na mugolską część Londynu - ale po co, skoro mogli po prostu popchnąć Aidana i Eliasa? Czy tłum popchnie chłopaków? Tak/Nie [roll=TakNie] RE: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Elias Bletchley - 16.03.2025
RE: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Aidan Parkinson - 16.03.2025 Aidan zmarszczył brwi. Oczywiście, że tu nie było lepiej - dlatego powinni się stąd jak najszybciej zabierać. Puścił Eliasa, nie będąc pewnym czy go kojarzył ze szkoły, z knajpy czy po prostu jego twarz nie mignęła mu teraz przez karciane zamieszanie, lecz nie miał zamiaru w tej chwili nad tym rozmyślać. Czuł, jak adrenalina zaczyna wypełniać mu żyły, jak jego ruchy stają się niemalże mechaniczne i odruchowe. Jak umysł powoli się wyłącza, a mięśnie kurczą się i gwałtownie rozprostowują, by sięgnąć po różdżkę. Tłum otarł się o jego plecy i zmusił go do zrobienia kilku kroków. - Na Pokątną i nad Tamizę - odepchnął jakąś kobietę, która zatoczyła się w ich kierunku. - Połowa z nich jest nawalona, zaraz ktoś wpadnie w ogień. Rzucił niby to do siebie, niby do Eliasa, który w tej chwili był jego jedynym odbiorcą. Nie miał czasu, by na niego zerknąć, bo rozłożył dłonie tak, by uniemożliwić ludziom przejście przez niezwykle chujową i mierną barierę złożoną z niego i nieznajomego mężczyzny. - Tam jest Pokątna, wynoście się - warknął, machając różdżką na razie w formie przypomnienia, że udało mu się ją wyjąć. Nie miał zamiaru ciskać zaklęć w kierunku niewinnych ludzi, którzy byli po prostu przerażeni tym, co się działo. I wtedy coś huknęło. Aidan nie odczuwał strachu, był na to zbyt głupi - ale jednakowoż podskoczył z zaskoczenia. Runęła część drewnianego budynku, który płonął naprzeciwko nich. Ogień nigdy nie był dla niego przeszkodą - być może dlatego odczuwał tak silne więzy krwi z siostrami Lestrange, które po jego ciotce odziedziczyły rzadką umiejętność, że gdy ktoś wjebie cię do ognia: ty nie spłoniesz. - Nie stój jak widły w gnoju, pomóż mi - strach potrafił przybierać różne oblicza. Dlatego gdy tylko Parkinson zobaczył, że Elias stoi z różdżką w dłoni i nie bardzo wie, co ma zrobić, to w pierwszym odruchu postanowił... Cóż, powinien kazać mu spierdalać, ale jego oczy natrafiły na sylwetkę, ukrytą w kłębach dymu. Lepiej mieć pomoc kogokolwiek, niż samemu pchać się pod walący się budynek, trawiony przez płomienie, prawda? - Tam ktoś jest. I chuj wie, czy potrzebował pomocy, ale chyba klęczał, więc raczej tak. Sam sobie nie poradzi. Chwycił Eliasa za przegub dłoni i pociągnął za sobą w dym, mając przynajmniej na tyle przyzwoitości, by nie ciągnąć go za blisko płonącego budynku. Po prostu potrzebował kogoś, kto będzie jego drugą parą oczu, gdy on sam będzie próbował rozeznać się w sytuacji. Do dymu z drewna dochodził kurz i sadza, które wzbiły się w powietrze w chwili gdy część budynku się zawaliła. Widzieli naprawdę niewiele, dym gryzł i szczypał w oczy, wbijał się w nozdrza i przesłaniał im cel, do którego mieli dotrzeć. A celem była klęcząca postać przy płonących fundamentach. Z daleka wyglądało to tak, jakby miała ciało przebite belką, ale widzieli już w zasadzie przez łzy i to wyłącznie same kontury - równie dobrze belka mogła być dobrych kilkadziesiąt centymetrów za postacią albo przed. Aidan ledwo widział, ale parł dalej, puszczając jednak Eliasa. Zakrył nos i usta rękawem kurtki, zanosząc się jednocześnie paskudnym kaszlem. Nie tylko smród płonącego drewna docierał do ich nosów. To pieczone, płonące ludzkie ciała i włosy. Tej woni nie dało się pomylić z niczym innym. Postać nie odczuwa strachu dzięki przewadze Odwaga RE: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Elias Bletchley - 16.03.2025
RE: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Aidan Parkinson - 17.03.2025 Jeżeli to wszystko przeżyją, a Aidan zapamięta twarz drugiego mężczyzny, to będzie chciał potwierdzenie na piśmie, że zachowywał się rozsądnie. Nieczęsto mu się to zdarzało, ale miewał swoje momenty - gdzie teraz była Brenna, żeby zrobiło jej się łyso? Plan był całkiem okej - i chociaż podejrzewał, że w Kotle mógł się zrobić (hehe) niemały kocioł, to wierzył że danie jednego, konkretnego celu tym ludziom sprawi, że przestaną się tratować. Wierzył też, że Ministerstwo zaraz wyśle tu swoich ludzi, musiało już zostać poinformowane. Miał zamiar skontaktować się z kimkolwiek, żeby się upewnić, ale po prostu nie zdążył. Za dużo się działo: tu płonęło drewno, tam waliły się kamienie, tam ktoś kogoś popchnął a inny ktoś przebiegł po leżącym, nie zwracając na niego uwagi. Ludzie deportowali się w panice, a krzyki przerażenia w oddali mogły być równie dobrze krzykami bólu, gdy debile odnajdywali się wśród szalejących płomieni. Najrozsądniej było założyć, że płonie wszystko, a nie tylko ta dzielnica. Jeżeli się pomyli - to już na Pokątnej będą bezpieczni. A jeżeli będzie miał rację, to dostaną szansę na ucieczkę. Oby tylko ogień nie zajął mugolskiego Londynu... Przez moment zastanawiał się, czy może to właśnie nie stamtąd przyszedł, tak jak wielki pożar wiele, wiele lat temu, który doszczętnie spalił niemalże całe miasto, ale nie miał teraz przestrzeni na to, by to sprawdzić. Kaszlał i Elias, i Aidan. Ten drugi zakrywał nos i usta rękawem kurtki, ale to nie pomagało ani na gryzący dym, ani na piekące z bólu oczy. Wydawało mu się, że to był zupełnie inny dym niż ten, który towarzyszył ogniskom czy pożarom w lesie. Pachniał inaczej, zachowywał się inaczej. Był zbyt gęsty, zbyt agresywny, zbyt... Po prostu zbyt. - Ja piedolę - miał mu pomóc, a teraz sam potrzebował pomocy. Dobrze, że się wyrwał a i on postanowił go puścić, bo inaczej jeszcze Parkinson oberwałby rzygami. - Jak skończysz to patrz, czy nic na mnie nie leci, a jak będzie lecieć, to zatrzymaj. Klepnął go mocno w plecy. Tak, żeby się upewnić, że Elias zrozumie, że to do niego było to polecenie. Nie był dowódcą, a Elias nikim z Brygady, ale w tej chwili była tu tylko ich dwójka. No, trójka, z tym że trzecia osoba potrzebowała pomocy i to bardziej niż rzygający Bletchley. Aidan dał nura w gęsty kłąb dymu. Nie wierzył, że nieznajomy da radę mu pomóc, ale nie mógł czekać ani sekundy dłużej: musiał sprawdzić, co z tą postacią. Może uda się tę osobę uratować. - Ej, słyszysz mnie?! - wrzask został stłumiony przez rękaw. Merlinie, jemu też zaczynało być niedobrze.... A żołądek wywinął fikoła, gdy Aidan dotarł do postaci. Jego ręce były całkowicie zwęglone - od palców aż po łokcie. Czarna szata łopotała jak proporzec na wietrze, ale wyglądało to tak, jakby źródło wiatru znajdowało się pod jego nogami. Jego skóra miejscami wciąż tliła się jak rozżarzony węgiel. Nie reagował na wołanie Aidana. Poruszał ustami, lecz Brygadzista nie słyszał słów, które się z nich wydobywały. Chwilę stał, dosłownie kilka uderzeń serca, gdy kropki zaczęły się pięknie łączyć w jeden cały obrazek. Miał nadzieję, że Bletchley osłania jego dupę. Względnie rzyga dalej i chociaż nie będzie przeszkadzał, chociaż BARDZO by mu się teraz przydała pomoc, jakakolwiek. Aidan machnął różdżką w kierunku postaci, chcąc wytworzyć silną ścianę wiatru, która odepchnie go od palącego się domu. Rzut na kształowanie (PO) żeby wytworzyć ścianę wiatru i odepchnąć gnoja [roll=PO] RE: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Elias Bletchley - 17.03.2025
RE: [8 września] Paralyzed | Elias, Aidan - Aidan Parkinson - 20.03.2025 Nie udało mu się. Aidan zachwiał się, gdy żołądek podjechał mu do gardła. Wziął za mocny oddech, za łapczywie wciągnął pył, który wpadł mu w usta i spowodował cofkę. Parkinson zaniósł się kaszlem, tak potwornym, że nie tylko przerwał rzucane przez niego zaklęcie, ale również zmusił do zgięcia się w pół. Ten odór pieczonych ludzi wpychał się za mocno w jego nozdrza, osiadał nie tylko na jego ubraniach, ale również na skórze. Wątpił, czy kiedykolwiek zapomni ten zapach i uda mu się wyrzucić go z pamięci. Nie udało się: mężczyzna nie został odepchnięty. Ale gdy Aidan się prostował, nigdy nie pomyślałby, że mężczyzna spłonie. Nie miał przy sobie różdżki, nie wyglądało też na to, by był pokryty łatwopalną cieczą - a jednak zaczął płonąć tak samo intensywnie, jak budynek. Do jego krzyków dołączył krzyk brygadzisty, który ruszył w jego kierunku, wyciągając różdżkę. Sam nie wiedział po co to zrobił i co chciał tym osiągnąć. Ugasić go? Dźgnąć go w oko? Nie wiedział, ale wiedział jedno i to już w chwili, w której się zrywał do biegu: nie zdąży. Nie zdąży dobiec, nie zdąży rzucić zaklęcia, bo sylwetka nieznajomego czarodzieja rozsypywała się i dołączała do popiołu, który sypał się z nieba. Gdy Aidan dobiegł na miejsce, zobaczył tylko wypalony w kamieniu, będącym częścią fundamentu, ślad dłoni. - Ja... - szepnął, nie wiedząc co ma odpowiedzieć Eliasowi, który stał obok. - Nie mam pojęcia. Nie widział różdżki. Spłonęła razem z nim? A może jej nie potrzebował? Na wszelki wypadek Aidan rozejrzał się, ale nie dostrzegł nikogo, kto mógłby odpowiadać za spalenie mężczyzny żywcem. - Masz rację. Wynosimy się z tego dymu - kiwnął głową, potulnie zgadzając się na zrobienie w tył zwrot. Będzie musiał poinformować kogoś z Ministerstwa o tym, co tu się stało, ale nie miał na to teraz czasu. Gdy ochronna bańka powietrza otoczyła go i Eliasa, stanął przy nim i spróbował rozwiać przy pomocy magii dym, by wyjść z powrotem do miejsca, w którym się znajdowali. Jak wyjdą to się będzie zastanawiał co począć z tym typem, dzięki któremu mógł teraz w miarę normalnie oddychać. Kształtowanie na powietrze, rozwiewające dym [roll=PO] |