Secrets of London
[08.09.1972] What will save us? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [08.09.1972] What will save us? (/showthread.php?tid=4655)



[08.09.1972] What will save us? - The Tempest - 27.03.2025

- Felix - złapała go oburącz za ramiona, stojąc z nim twarzą w twarz i potrząsnęła nim. Nie była sama pewna po co, skoro nic przesadnie nie przeszkadzało mu w tym momencie, żeby zwrócić na nią całą swoją uwagę, ale cała ta sytuacja była tak niedorzeczna, ze zwyczajnie potrzebowała czymś lub kimś wstrząsnąć. - Felix, wiesz gdzie jest reszta?

Jakże to było ogólne pytanie, ale dla Layli zwyczajnie zbyt oczywiste wydawało się, o kogo jej chodziło. Pierwsze co zrobiła, kiedy tylko zauważyła że coś było nie tak, to sprawdzenie gdzie jest Jim. Gdziekolwiek to było, nie znajdowało się w obrębie cyrkowych wozów i namiotów. Potem pognała dalej, próbując pochwycić w międzyczasie Alexandra, który jako szef całego tego przybytku może nawet wiedział o co chodziło. Nie wiedział. Po prawdzie to nikt nie posiadał chyba takiej rzeczy, a jedyne co dochodziło do nich spoza namiotowych płócien to pełne strachu okrzyki i smród spalenizny. Edga też nigdzie nie było i nawet jeśli nie było to nic aż tak dziwnego, to bardzo chciała mieć w tym momencie pod ręką kogoś, kto chociaż był odrobinę ogarnięty.

Zamiast tego miała Felixa.

Przygryzła nerwowo wargę, nie puszczając go wciąż i wbijając w niego palce, nawet tego nieświadoma, jednocześnie znowu rozglądając się dookoła, jakby zaraz skądś miała na nią wyjść prawda objawiona. Z nieba sypał się popiół, dym unosił się ku górze i jeśli miałaby zgadywać, płonęło o wiele za dużo rzeczy. Zbyt wiele razy przerabiali w cyrku niekontrolowany zapłon, żeby teraz zwodziła ją w tej kwestii intuicja, albo chociażby nos. Właściwym jednak pytaniem było - dlaczego nic nie płonęło u nich? Próbowali zabezpieczać kolejne elementy cyrku przed popisami Jima, ale im większym chłopcem się starał tym mniej regularnie odnawiali tego typu zabezpieczenia, a materiał namiotów wcale nie był taki wytrzymały.

!Cyrk1


RE: [08.09.1972] What will save us? - Pan Losu - 27.03.2025

Gdy znalazłeś się na zewnątrz, natrafiłeś na przepychankę. Jeden z pracowników cyrku szarpał się z policją, a gdy próbowałeś ich wyminąć, by lepiej zorientować się w sytuacji: ktoś cię podciął. Gdy wylądowałeś na glebie, zobaczyłeś nad sobą twarz mężczyzny, który nie dalej jak dwa dni temu awanturował się w namiocie przed występem, że go okradliście. Mylił się? A może teraz wykorzystuje zamieszanie, żeby okraść ciebie? Kątem oka dostrzegasz płonącą naprzeciwko kamienicę - ogień zajął wszystkie piętra, a na najwyższym znajduje się człowiek.


RE: [08.09.1972] What will save us? - Felix Bell - 27.03.2025

Felix ostatnio nie był sobą. Zdawało się, że jego młodzieńczy, niewinny błysk w oczach powoli gasł i zmieniał się w coś zupełnie innego. W co? Tego jeszcze nie wiedział. Myślał, że miał więcej czasu by odkryć samego siebie. Pobyt w Londynie był dla niego ciężką próbą - nie mógł swobodnie chodzić po mieście w obawie, że ktokolwiek ze szkoły może go rozpoznać: w końcu oficjalnie był uznany za zmarłego. Na ten moment o tym, że wciąż żył, wiedziała tylko jedna osoba: Lovegood, na którego wpadł przypadkiem. W zasadzie to Felix nie mógł się doczekać, aż opuszczą Londyn. Miał jednak dziwne przeczucie, że nie nastąpi to zbyt szybko - Flynn coraz częściej opuszczał cyrk, Elaine się od niego odsunęła, a Alexander... Cóż.
- W dupie zapewne. Sprawdzają, kto głębiej wejdzie dzielnicowemu, żeby zostać tu jeszcze chwilę dłużej - burknął, strząsając z siebie dłonie Layli. Tak, młody Bell zmieniał się na ich oczach - stawał się bardziej cyniczny, oschły, czasem może i gburowaty. Ale czy można go było winić? Elaine odsunęła się nagle od niego, Alexander ich emocjonalnie zostawił, Flynn ciągle gdzieś znikał. A on siedział w cyrku sam, za kotarą oddzielającą go od tłumu, by przypadkiem nikt nie zobaczył, że on to on. Święty by się wkurwił.

On po prostu chciał już opuścić Londyn.

- A bo co? - zapytał, nie wiedząc przecież co się kurwa dzieje, bo nikt nie raczył mu powiedzieć. I dopiero gdy zobaczył przez otwartą płachtę pierwsze odpadki z nieba, dopiero gdy do uszu dotarł wrzask ludzi, dopiero gdy jego ospały wciąż umysł połączył kropki, zdał sobie sprawę z tego, że The Tempest wcale nie szukała innych, żeby zmusić ich do robienia kukiełek z kukurydzy. Nie tym razem. - To nie ja.
Powiedział odruchowo, unosząc ręce. Okej, zdarzało mu się podpalać wozy, zdarzało mu się, że namiot płonął, ale bez kurwa przesady, może i był pechowcem, ale tym razem to naprawdę nie był on.
- Co to za gówno leci z nieba? Czemu oni krzyczą? - spojrzał na Laylę, która chyba była wcześniej na zewnątrz. Bał się? Nie, bo nie zdawał sobie jeszcze sprawy z konsekwencji tego "gówna", które leciało z nieba. - To... Śnieg?


RE: [08.09.1972] What will save us? - The Tempest - 15.04.2025

Nie tylko Felix nie był sobą - wszyscy z jakiegoś powodu snuli się niczym struci, jakby miasto wysysało z nich tym razem jakieś większe pokłady ich własnego jestestwa. Layla patrzyła na to, ale nie bardzo wiedziała co mogła z tym zrobić i czy w ogóle powinna. W końcu nie mieli tutaj siedzieć już w nieskończoność. Mogli zapakować wozy i ruszyć dalej, odsapnąć od miejskiego zgiełku do Mabon. Tak, czekanie wydawało się w miarę dobrą opcją, bo przecież nie pierwszy raz Flynn znikał z cyrku, a Alexander zamykał się w sobie.

Skrzywiła się, niezadowolona z jego odpowiedzi i kiedy strącił z siebie jej dłonie, szybko zmieniła podejście. Przed chwilą jeszcze się martwiła i była gotowa to samo zmartwienie przelać na niego, ale teraz złapała go za ucho, tarmosząc za nie złośliwe.
- W dupie to ty zaraz będziesz. Zobaczysz swoją własną od środka - fuknęła, ale brakowało jej nieco zwykłego zacięcia i złości. Brakowało jakiegoś ostrego przekleństwa, które ubarwiłoby całą wypowiedź. - A bo gówno - pociągnęła go za sobą, za ucho, przed namiot gdzie do tej pory siedział i dopiero wtedy go puściła.

Popiołu było jakby więcej. Może uznałaby, że pewnie jej się wydawało, ale poruszenie dookoła też przybrało jakby na sile. Mimowolnie wyciągnęła rękę przed siebie, pozwalając by szarawe płatki opadły na dłoń, jakby wciąż nie do końca ufała sama sobie w to co widzi.
- Nie - powiedziała cicho. - To jebany popiół - roztarła płatki między palcami, barwiąc je na szarawo.

Ktoś obok zaczął krzyczeć głośno i kiedy obydwoje spojrzeli w tamtą stronę, dało się zauważyć że Nocturne szarpał się z jakimś brygadzistą. Młodym chłystkiem, który pewnie ledwo co wyskoczył zza szkolnych murów, a w obliczu tak nietypowej sytuacji rzucał się na pierwszą lepszą osobę, która znalazła się w zasięgu jego wzroku.

- Masz moją różdżkę? - zapytała Felixa, chociaż słowo 'moja' było tutaj dość luźnym określeniem. Ukradła ją oczywiście, ale z jakiegoś powodu była jej posłuszna bardziej jak innym - bo przez fakt że Layla sama w sobie różdżki nie potrzebowała, to ta znaleziona w szacie widza robiła obiegówkę po wszystkich w cyrku, którzy swoją akurat zgubili. Ale kiedy zrobili parę kroków w stronę zamieszania, ktoś pociągnął ją za rękę.

- Ej, cholerna złodziejko - szarpnął ją, a ona nie spodziewając się tego, wylądowała na ziemi - Zasrani żebracy, oddajcie moją sakiewkę. Myślicie że nie wiem, że ją podjebaliście? - Layla spojrzała na niego, jak na skończonego wariata, ale coś w kacie oka jej zamigotało ciepłym światłem. Ogień. Czy ten dzień mógł być jeszcze gorszy?


RE: [08.09.1972] What will save us? - Felix Bell - 16.05.2025

- Ała - syknął, gdy palce Layli pochwyciły jego ucho i zaczęły je tarmosić bezlitośnie. Trzepnął ją w rękę. - Zostaw mnie, kurwa mać.
Nie lubił wychodzić na zewnątrz. Bał się, że ktokolwiek go rozpozna - ludzie z Hogwartu, którzy wciąż myśleli, że jest martwy. Patrząc na to, co ostatnio odpierdalało się w Londynie, to wolał żeby tak zostało, w tym sensie, by nadal uważali że jest nieżywy i to jego trupa znaleziono. Ale nie mógł protestować, gdy siostra ciągnęła go za ucho i siłą wyprowadzała na zewnątrz. W takich chwilach przypominały mu się czasy sierocińca, z tą różnicą, że w cyrku Bellów przemoc była zwykle podyktowana rodzinną troską i czasem złośliwością: a nie nienawiścią, której doświadczył w bidulu.

Popiół. Że, kurwa, co?

- Jaki znowu popiół? - odtrącił rękę siostry, która zdążyła puścić jego ucho, a potem uniósł własną dłoń i pochwycił szary płatek. Roztarł go między palcami, patrząc na ślady niezbyt inteligentnym, nierozumiejącym wzrokiem. - Co? A, tak, zostawiłaś ją na krześle a już jedna się połamała, mam ją tut...
Drgnął, widząc ruch. Odwrócił głowę w kierunku szarpaniny i chyba tylko dlatego nie zauważył, że ktoś do nich podszedł i szarpnął Laylę tak, że ta wylądowała na ziemi. Nie spodobało mu się to - zacisnął mocno szczęki z wkurwu. I tak ostatnio było z nim źle, ledwo nad sobą panował.
- E, gnoju, może skacz do kogoś, kto może ci oddać, co? Mama nie uczyła, żeby kobiet nie bić? - warknął w jego stronę, zaciskając dłonie w pięści. Nie pamiętał by mu coś podjebali, ale to było całkiem prawdopodobne. Cokolwiek jednak miało się stać, nie pozwoli tak po prostu bić swojej siostry. Jak trzeba będzie, to mu przypierdoli.


RE: [08.09.1972] What will save us? - The Tempest - 13.07.2025

Felix może i nie pamiętał, ale chwila poświęcona na wpatrywanie się w twarz faceta morderczym wzrokiem pozwoliła, żeby jego siostra połączyła kropki. Okradzeni ludzie dzielili się na różna kategorie; niektórzy zwyczajnie nie orientowali się, ze to akurat w cyrku ktoś zainteresował się ich kieszeniami, inni wzruszali ramionami, a jeszcze kolejni nie uważali wykłócania się za odpowiednie posunięcie, jakby bali się że stracą coś jeszcze. Facet, który teraz przed nimi stał, najwyraźniej zaliczał się do takich, co uważał robienie scen za najlepsze możliwe rozwiązanie, uważając chyba że tym samym podkopie pewność przeciwników i zmusi ich do zadośćuczynienia. Niedoczekanie.

Może podeszłaby do całego tematu nieco spokojniej, gdyby nie fakt że mieli tutaj właśnie ewidentny kryzys. Powaga sytuacji niewątpliwie umykała niektórym, bo prawdziwa katastrofa jeszcze niewystarczająco się rozkręciła, ale Layla nie potrzebowała wróżb i czarnych myśli Alexandra, żeby dojść do szybkiego wniosku, ze akcja ewakuacja powinna rozpocząć się jak najszybciej.

Facet na moment zainteresował się Felixem, wyraźnie skłonny do zaczepienia każdego z cyrkowego rodzeństwa, kto tylko był skłonny się do niego odezwać.
- Takiś kurwa chętny? Tak skaczesz bo sam zapierdoliłeś nie swoje galeony, gówniarzu? - syknął w jego stronę, ale popełnił dość znaczący błąd - przestał patrzeć na Laylę. Dziewczyna pozbierała się, zła na świat że uniemożliwia jej zajęcie się ważnymi sprawami i skoczyła do przodu, chcąc wpakować się facetowi głową w przód; dokładniej to wskoczyć w niego na wysokości pasa, obejmując i próbując całym swoim ciężarem wytrącić go z równowagi.

// rzucam af na tackle gnoja
[roll=PO]

jak tam stabilność pana?
[roll=1d100]

Ciężko było określić czy był to sukces czy może katastrofa, bo Tempest zdążyła się po drodze potknąć i zamiast zgrabnie ćwoka złapać, to wpadła na niego. Na całe nieszczęście, ten nie stał stabilnie i oboje przewrócili się na ziemię, tłukąc o bruk.
- Kurwa, co robisz wariatko?! - zawrzeszczał facet, rękoma łapiąc się za obolałą potylicę, na swoje nieszczęście, bo kobieta nie czekając wdrapała się na niego i zaczęła okładać pięściami.
- Skuj pysk i wypierdalaj, bo ja nie mam teraz na to czasu! W dupę ci zaraz zapakuję tę sakiewkę, niech ją tylko znajdę ćwoku!

//napierdalam typa
[roll=PO]


RE: [08.09.1972] What will save us? - Felix Bell - 21.10.2025

- Zapierdolić to mogę tobie ale w gębę - warknął, unosząc dłonie jak do walki. Nie zdążył jednak nic zrobić, bo Layla zajebała szczupakiem w typa, przewracając go. Felix podskoczył, nie spodziewając się takiego obrotu spraw. - Dawaj, Layla, przyjeb mu!
Kibicował, bo co miał robić? Podskoczył ze dwa razy jak dzieciak, który obserwował burdę, a gdy zauważył, że inni zaczęli się nimi interesować, zamachał rękami.
- Co wy tu robicie? Pali się! Wynocha! - wrzasnął jak opętany, a skutek był... Cóż, część osób odwróciła się i faktycznie zaczęli zwiewać, ale część, zapewne koleżkowie typa, z którym napierdalała się Layla, przyglądała się tej sytuacji.


RE: [08.09.1972] What will save us? - The Tempest - 23.10.2025

Layla nigdy nie była osobą specjalnie ugodową i delikatną, a przynajmniej nie jeśli chodziło o całkiem obcych, mężczyzn i osoby które groziły jej rodzinie. A w pewien sposób ten facet właśnie, tańczył gdzieś na granicy wszystkich tych kwestii, grabiąc sobie jak nigdy w życiu. Tam gdzie Alexander nie miał siły przebicia, zbyt miękko podchodząc do tematu, wkraczała zwykle ona, zaciskając ręce w pięści i otwierając swoją niewyparzoną gębę, którą teraz kłapała na prawo i lewo, jakby jutra miało nie być. Chociaż w sumie tak wyglądało, jakby świat się właśnie powoli kończył, a oni na całe nieszczęście znaleźli się w samym środku apokalipsy.

Facet zgłupiał, przez moment dając się zwyczajnie okładać, troszkę oszołomiony jeszcze upadkiem, ale wreszcie zebrał się z siebie i zamachał rękami, szerokim gestem spychając ją z siebie, by czym prędzej pozbierać się na równe nogi i dojść do szybkiego porozumienia z samym sobą, że wcale nie chce ryzykować dalszych utarczek z wariatką.

Layla poleciała więc znowu na bruk. W innych warunkach, czyli przy braku apokalipsy i nie przebywaniu właśnie na terenie cyrku, pewnie rzuciłaby się za nim, absolutnie przy tym złorzecząc. Aktualna atmosfera jednak sprzyjała nieco bardziej podejmowaniu rozsądnych decyzji, dlatego zostało jej pokurwienie pod nosem, żeby powoli podnieść się z obolałych od kamieni kolan.

Gapie natomiast, najwyraźniej faktycznie koledzy rzeczonego pana, winowajcy całego zajścia, przez moment wahali się wyraźnie - ruszyć za kolegą, czy może odpowiedzieć coś na ponaglenia Felixa, ale jednak ulegli. Szczególnie, że jedna ze stojących przy placu kamienica, zajęła się ogniem, który w ekspresowym tempie zdawał się rozprzestrzeniać po kolejnych pomieszczeniach i piętrach.

Ktoś krzyczał.
Donośny, rozpaczliwy głos poniósł się ponad placem, zwracając na siebie uwagę i przez moment, akrobatka zwyczajnie patrzyła, jak uwięziona gdzieś wyżej figura poddaje się tragizmowi sytuacji, nie wiedząc jak się ratować. A potem Tempest odwrócił się i spojrzała na Felixa.
- Pakujemy się - powiedziała twardo, głosem nie znoszącym sprzeciwu. - Leć do Alexandra, jeśli go nie ma, zwijamy po kolei następne wozy. Nie ma czasu na zastanawianie się, nic tu po nas - zarządziła. Nie była bohaterką - uwięziona w płonącej kamienicy osoba, musiała być czyimś innym zmartwieniem, bo ona miała zamiar martwić się o to, co było dla niej w tym momencie najważniejsze - rodzinę i swój dom.

Sama też ruszyła do przodu, przepychając się przez resztki gapiów i zaniepokojony tłum, który jeszcze nie był do końca pewien, co powinien ze sobą zrobić. Spadający z nieba popiół być dziwaczny i w pierwszej chwili chyba wszystkich wprawiał w osłupienie, zamiast uderzać o najważniejszy w tym momencie instynkt - przetrwania. Ale ona zdawała sobie sprawę, że to zawieszenie nie potrwa wcale długo. Zaraz ta cała masa uniesie się paniką, która już teraz zaczynała rozkwitać, gdy ktoś wzywał straż pożarną do płonącej kamienicy i chyba nawet próbował samemu pomóc czarodziejowi, który utknął w budynku. Ona znalazła się przy pierwszym z wozów, krzycząc pośpiesznie do znajdujących się tam braci czy sióstr, żeby się natychmiast pakowali, a potem poszła do następnego i następnego. Nie było czasu.

Koniec sesji