Secrets of London
[8.09.1972] Spalona Icona - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [8.09.1972] Spalona Icona (/showthread.php?tid=4670)

Strony: 1 2


[8.09.1972] Spalona Icona - Icarus Prewett - 29.03.2025

Tego wieczoru nie było specjalnie dużego ruchu w barze Convivium. Ot kilku stałych klientów, grupka młodych przyjaciół, czyli właściwie osoby, które raczej przesiadywały na miejscu, a nie męczyły barmanów... i menedżera. Tym samym, Icarus mógł zajmować się swoją najważniejszą klientką: taką, która drinki miała na koszt firmy. Siedziała przy barze jako jedyna, a Prewett stał z drugiej strony oparty o płytę barową i wpatrzony w nią jak w obrazek.

Raz opowiadała mu o smoczoognikach, innym razem to on mówił o cesarzu Hadrianie i jego spuściźnie w rzymskim cesarstwie. Potem zaś przeszło do plotek. Icarus nie lubił się do tego przyznawać, ale uwielbiał je. Cóż, był Ślizgonem. A nawet jeśli ojciec mówił mu zawsze, że dla prawdziwego intelektualisty ważne były fakty, a nie "babskie gadanie", to on zawsze sądził, że to właśnie zapisy plotek były najprzyjemniejszym do czytania historycznym źródłem.

– Wiesz, wydaje mi się, że nawet bez wieczorka singli udało się osiągnąć jakiś przełom związany z Basilem. Owszem, wrócił nieco zmarnowany, ale mam wrażenie, że umysłem jest gdzie indziej. Może poznał jakąś piękność w Egipcie? – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Chociaż, wiesz, ja też ostatnio jestem obgadywany przez rodzeństwo. I to na potęgę. Ellie ostatnio zachichotała, gdy zobaczyła, że piszę list! Wyobrażasz sobie? A pisałem tylko do gościa, którego miałem zatrudnić. Wiesz, że nie raczył nawet zjawić się na dniu próbnym? Żebyś go tylko zobaczyła! Typ miał długie czarne włosy i szpony. Nie wiem, czy robił sobie manicure, ale pazury miał lepsze niż większość kobiet, które tu przychodzą. Nie, żeby było to coś złego, oczywiście.

To nie była randka, a przynajmniej tak udawali. Podobnie zresztą jak wtedy, w księgarni. Tyle, że teraz Icarus czuł do siebie mniejszy żal niż wcześniej. Częściej za to zjeżdżał wzrokiem na usta Mony, dekoncentrował się. Myślał o niej niemal przez cały czas, a z przyzwoitości pilnował, by te rozmyślania nie zjeżdżały na nieeleganckie tory. Choć było trudno. Szczególnie, że dywagacje o tym, co by się stało, gdyby zaprosił ją na wizytę na zapleczu, nasuwały się jak natrętny pomysł. Czemu nie? Może dlatego, że by się zbłaźnił, gdyby odmówiła. Może dlatego, że to jeszcze nie był na to czas, chociaż minęło dziesięć lat.


RE: [8.09.1972] Spalona Icona - Mona Rowle - 30.03.2025

Zakręciła powoli szklanką w lewej dłoni i obserwowała, jak bursztynowy płyn osiadał na ściankach naczynia, aby potem ponownie opaść na dno. Na powierzchni ognistej whisky tańczyło ciepłe odbicie świateł. Wieczór był spokojny, cichy jak na Convivium i nic nie zapowiadało, żeby miało się to zmienić.
— Egipcjanie wierzyli, że najważniejszą rzeczą, jaką człowiek może zrobić w życiu jest dokonanie żywota, więc Basil pewnie wpakował się w coś dziwnego i teraz udaje, że wszystko gra — westchnęła leniwie. Jej piękność zafundowała Monie drinki na koszt firmy, a bar Icarusa musiał najwyraźniej nieźle prosperować skoro próbował nawet zatrudnić kogoś nowego. Tymczasem departament, w którym pracowała był stale niedofinansowany i kobieta musiała robić za trzech, ale przynajmniej do zalet budżetówki wchodziło wynagrodzenie na czas.
— Nic mi nie wspominałeś o nowym pracowniku! Czyli przeprowadziłeś z nim rozmowę, a on tak po prostu postanowił nie przyjść? — uniosła brwi na wzmiankę o szponach. Średnio znała się na takich rzeczach, ale nie była to cecha standardowego barmana? — No pomyśl, że ja na przykład w ogóle nie mogę sobie pazurów zrobić, chyba że ktoś inny mi by pomógł. A Ellie się nie dziwię, bo pisałeś list, Ari. List, który miał na celu zatrudnienie mężczyzny o szponiastych dłoniach… Można pomyśleć, że szukasz wrażeń, ale kto nie ma słabości do podejrzanych typów? — przyznała, bo dobrze się bawiła.
— Wciąż nie mogę uwierzyć, że wieczorek singli został zorganizowany z myślą o twoim bracie. Przecież to Basil. On was kiedyś zamorduje. Ciebie i Ellę. Chociaż jeśli miałabym wybierać, wolę myśleć, że to jego próbowaliście wyswatać, a nie ciebie — Mona uniosła szklankę do ust i już nawet nie probowała ukrywać satysfakcji w swoim głosie. Traktowała to jako ciche zwycięstwo, bo gdyby Icarus był głównym celem tego całego cyrku, oznaczałoby to, że ktoś bardzo chciał znaleźć mu partnerkę. A skoro nie był, to oznaczyło, że żadna odpowiednia lafirynda się wokół niego nie kręciła (pomijając rzeczywisty przebieg wieczorku singli). — Zresztą nie wmówisz mi, że nie ciekawi cię, co o tobie mówią. Nie jesteście przypadkiem z Basilem najlepszymi kandydatami na rynku matrymonialnym?


RE: [8.09.1972] Spalona Icona - Icarus Prewett - 31.03.2025

Ach tak, wieczorek singli... Icarusowi wydawało się, że minęło od niego wiele miesięcy, że tyle się zmieniło od czasu, gdy wtedy spotkał Monę we własnym barze. Nie miał wtedy najmniejszej uncji nadziei, że będzie mógł z nią tak luźno rozmawiać. Że się pogodzą. Fakt, że to się stało wciąż Icarusa niesamowicie dziwił. Może na tym świecie było coś dobrego...

— Wiesz, chcieliśmy podjąć z Ellie wykalkulowane ryzyko. Bo teoretycznie, gdyby Basil, największy gbur chodzący po Londynie, by znalazł sobie fajną dziewczynę, mógłby może trochę wyluzować. Nigdy nie widziałem go zakochanego. A nawet gdyby to się mu zdarzyło, to się pewnie tym stresował i wcale rozanielony nie chodził — Ari wzruszył ramionami. — Czasem wydaje się, że mimo, że jest rozchwytywanym kawalerem, nikogo sobie nie znajdzie. Przez to jego nastawienie. Nie bardzo sobie pozwala na chwile szaleństwa, a jeśli już, to się przemęcza i wraca jeszcze bardziej gburowaty. Nie nadążysz.


Od czasu powrotu Basila z Egiptu, Icarus nie widywał się z nim zbyt dużo. Mijali się, czasem zamieniali słowo przy śniadaniu, szczególnie, gdy Basil miał późniejszą zmianę w Mungu. No, ale starszy z Prewettów tajemniczo milczał na temat wydarzeń w Egipcie, co już było podejrzane.

— A jeśli chodzi o mnie, to zapomniałaś chyba, jak mało atrakcyjnym kandydatem na męża jest dla czystokrwistej kobiety bękart. Można powiedzieć, że jesteś skandalistką, w porównaniu z wieloma damami. Ale ty nigdy nie trzymałaś się ich zasad. To w tobie lubię — uśmiechnął się do niej z błyskiem w oku.


RE: [8.09.1972] Spalona Icona - Mona Rowle - 01.04.2025

— Ja? Przepraszam cię bardzo, ale ja jawię się jako wzór wszystkich cnót niewieścich — żeby być skandalistką, musiałaby wpierw mieścić się w definicji damy, a przecież wszyscy doskonale wiedzieli, że z niej taka dama była jak z koziej dupy trąbka. — Wybacz panie Prewett, ale nazbyt krótko bawię wśród londyńskiej socjety, aby pojąć te osobliwe reguły dobrego urodzenia. Nie pojmuję jak można nie przymknąć oka na pewne drobne niedoskonałości w rodowodzie — przesycona fałszywa uprzejmość aż wylewała się z słów! W jej oczach błyszczała kpina, bo społeczna siatka przekonań, którą wielu uważało za niepodważalną dla niej była wyłącznie kolejnym systemem gotowym do nagięcia. — Wiem, że to ja zaczęłam ten temat, ale daj spokój Ari. Jak można mieć tak przeprany mózg, żeby zwracać na takie rzeczy uwagę? — ty też tak sądzisz?, już miała spytać, jednakże się powstrzymała, bo pewnie odpowiedź brzmiała tak. Była to tylko rozmowa, ale sposób, w jaki wypowiedział bękart wywołało w niej ukłucie w piersi. Po tylu latach jak wywalczył swoje miejsce w tym świecie… Wciąż pozostawało coś czego nie mógł zmienić. Nie zwróciła nawet uwagi jego ostatnie słowa.
— Mam wrażenie, że wystarczyłoby abyś skinął palcem, a te wszystkie dystyngowane damy, które tak pieczołowicie hołdują swym zasadom, w jednej chwili odnalazłyby w sobie zadziwiającą elastyczność — burknęła tylko swoim argumentem o hipokryzji. Na dowód tego, że wszyscy byli fałszywi oczywiście.


RE: [8.09.1972] Spalona Icona - Icarus Prewett - 02.04.2025

Niestety londyńska socjeta miała przeorane mózgi. Ludzie na rynku matrymonialnym (co za paskudna nazwa) traktowani byli jak rasowe lub nierasowe psy. A jak można wziąć takiego, który może równie dobrze okazać się kundlem? Brzmiało to okropnie, ale z takim podejściem Icarus spotykał się zdecydowanie za często. Ojciec czasem mu wypominał, że trudno będzie zaaranżować dla niego małżeństwo. Jakby fakt, że się urodził był jego własną winą. Icarus coraz częściej przypominał sobie takie teksty. Wcześniej uznawał je za świętą prawdę, że to on robił coś złego. Jednak po zastanowieniu się, to w większości były jakieś wymysły Dedalusa.

— Wiesz co? Masz rację. Pierdolić socjetę. Nie żyjemy w dziewiętnastym wieku, żeby przejmować się ich opinią — odparł stanowczo. Miał już dosyć oceniania się przez pryzmat tego, co sobie wymyślą patriarchowie czystokrwistych rodów. Liczyć się powinno dla niego tylko zdanie osób, na których mu zależało: Mony, rodzeństwa, przyjaciół. — Damy z towarzystwa mają więc pecha. Moje serce już jest zajęte. I to przez kobietę, z którą by nie śmiały rywalizować. Nikt by nie chciał być zjedzony przez smoka...

To były odważne słowa. Tak odważne, że otoczony tym całym alkoholem, miał ochotę się sztachnąć dla animuszu. Jednak poprzysiągł sobie, że nie będzie pił. Nie wiedział przez jak długi czas. Nie było to łatwe. Ręce mu odrobinę drżały, myśli często krążyły wokół tego palącego smaku. W swojej szklance miał sok winogronowy, przypominający odrobinę wino. Może musiał się oszukiwać, zanim znajdzie spokój ducha potrzebny do tego, by już na dobre przestać pić.

Coś na dworze chyba spadło z któregoś budynku. Ari usłyszał jakieś głuche łupnięcie.

— Nieźle dziś balują — rzucił. — Mam nadzieję, że nikomu się nic nie stało.


RE: [8.09.1972] Spalona Icona - Mona Rowle - 02.04.2025

— Ciekawe czy smok kiedykolwiek na coś takiego zasługiwał. Poza tym te gady bywają strasznie kapryśne — i terytorialne, pomyślała, bo Icarus znowu to robił. Znowu sprawiał, że jej serce biło mocniej, coś w jej wnętrzu drżało. Mało dostrzegalnie i nieuchwytnie, ale niezaprzeczalnie. Serce. Jego serce. Zarezerwowane. Kobieta odwróciła wzrok, ale uśmiech zatańczył jej na ustach, ponieważ jednak po raz pierwszy od dawna wszystko było proste. Bez cienia przeszłości kładącego się między nimi, bez słów, które grzęzłyby w gardle zanim zdołałyby wybrzmieć. Po prostu siedzieli, rozmawiali i śmiali się, a Icarus z naturalną swobodą nalewał jej kolejnego drinka. Patrzyła na jego pewne i precyzyjne dłonie, które poruszały się z łatwością przy obsłudze baru. Poza tym było coś jeszcze. Czasem w zupełnie nieodpowiednich momentach myślała o nim za dużo. O tym jak jego dłoń przypadkiem zetknęła się z jej ramieniem, jak raz nachylił się, zeby coś powiedzieć, a ciepło jego oddechu musnęło jej skórę. Jak wtedy w drodze do księgarni ich palce splotły się na zbyt krótką chwilę, jak pozwolił jej się o siebie oprzeć tamtej nocy po incydencie w alejce. Jak trzymał ją wtedy blisko, jak jego obecność koiła. Jak wtedy gdy… Wszystkie momenty pamiętała nadwyraz irytującego wyraźnie, a siedząc przed nim na wysokim stołku przed barem czuła się zawstydzona tym jak bardzo wyczekiwała kolejnej okazji, aby znaleźć się bliżej niego.
— Hm? Dzisiaj piątek. I tak chyba nie masz dużo ludzi…
Na zewnątrz ktoś krzyknął. Dźwięk przytłumiony na tyle, aby wydawał się być w połowie drogi między śmiechem a rozpaczą.


RE: [8.09.1972] Spalona Icona - Icarus Prewett - 05.04.2025

Parsknął śmiechem przez słowa Mony.

— No tak, na wielu damach z magicznej socjety nawet smok by się udławił — zażartował. — Panowie są nie lepsi oczywiście. Ścigają się, kto ma dłuższy kij w dupie. Siedzą w Ministerstwie i biją się o to, kto będzie gorszym skurwysynem. Wiesz, nawet w mafii nie ma takiego bajzlu. Oczywiście, nie żebym cokolwiek o tym wiedział... W każdym razie, podziwiam cię, że tam wciąż pracujesz. Nawet w najgorszym błocie można znaleźć perłę.

Ach tak, kolejne komplementy. Mona na nie zasługiwała, powinna była otrzymywać je dzień w dzień. Icarus miał nadzieję, że może kiedyś mógł sprawić, żeby rzeczywiście tak było. A jeśli przy okazji można było obrazić pracowników Ministerstwa Magii, to cóż... dwie pieczenie na jednym ogniu.

Nie wiedział jednak, jakie mogło być źródło hałasów, szczególnie, że te te się coraz bardziej nasilały. Co ci ludzie wyrabiali? Przecież, gdyby organizowali jakąś paradę, to by wiedział. Razem z radą sąsiedzką znali zaplanowane w okolicy wydarzenia.

— Zdarza się. Mogą przyjść też później — wzruszył ramionami, choć rzeczywiście ruch był podejrzanie mały. Czy było możliwe, że nagle ludzie jakoś zniechęcili się do jego baru? Przecież zazwyczaj w piątki klientów przychodziło o wiele więcej. Czy mogło to mieć związek z tymi hałasami na dworze?


RE: [8.09.1972] Spalona Icona - Mona Rowle - 05.04.2025

— Ministerstwo to faktycznie czasem jak bagno z hydrami. Odetniesz jedną głowę, odrosną dwie — przyznała z uśmiechem. Co właściwie wtedy jej Jonathan zasugerował o Prewettach? ,,Przeklęte geny... Rozumiem, ale nie wszystko złotem, co się świeci moja droga, mówiłaś, że ten Icarus był Prewettem, tak? Może lepiej, że nie jesteś z kimś kto bogaci się jedynie na zysku kasyn i stracie cudzych pieniędzy”. Kasyna, hazard, szemrane układy… To przecież nie musi być od razu mafia, prawda? — Skąd nagle to porównanie do mafii? To już któryś raz jak słyszę sugestie, że… — przyznała ze zmarszczonymi brwiami i już miała opowiedzieć coś więcej o tym, co zasugerował starszy Slaywin tamtego sierpniowego popołudnia, ale nie zdążyła. To był krzyk, który kaleczył gardło i obudziłby martwego. Czysty, nieoszlifowany paniczny wrzask. Włosy stanęły jej dęba. Wymieniła spojrzenie z Icarusem. A potem drzwi do baru z hukiem się otworzyły, uderzając w ścianę. Wpadł chłopak. Może siedemnaście lat. Sadza oblepiała mu twarz, włosy miał spalone na końcach, kurtkę postrzępioną. Cały trząsł się jak struna.
— Londyn płonie! — wrzasnął. — Pożar! Pożar! Na matkę, wszystko się pali! To nie ogień… To magia, jakaś cholerna, ogromna magia! — i wtedy uderzyła fala ciśnienia. Powietrze nagle zgęstniało, ściany baru zadrżały. Ktoś ponownie krzyknął. Siedzieli w barze, odcięci od nocy, która zaczynała się gotować za murami. Rozbrzmiewały głuche, rytmiczne huki z zewnątrz. Mona zerwała się z krzesła.


RE: [8.09.1972] Spalona Icona - Icarus Prewett - 06.04.2025

Icarus wzdrygnął się, zapytany o mafię. Nie lubił tego faktu na swój temat, nie czuł się z nim dobrze. Tak naprawdę starał się przecież ograniczać kontakty z Okiem. Czasem podsłuchiwał kilentów i przekazywał Laurentowi informacje, a członkowie gangu byli często w Convivium mile widziani. O ile oczywiście się dobrze zachowywali. Nie zmieniało to oczywiście faktu, że tatuaż wciąż znajdował się na jego przedramieniu. Że za sprawą ojca został członkiem organizacji, która robiła złe rzeczy. Nie tak złe, jak śmierciożercy, ale nie można było być z tego dumnym.

Po chwili jednak do Convivium wbiegł nastolatek krzyczący, że Londyn stanął w ogniu. Icarus najpierw nie dowierzał. Stał przez chwilę jak wryty, nie mogąc się ruszyć. Dopiero głośne skrzypnięcie sufitu i smród dymu uświadomiły go o tym, że chłopak mówił prawdę. Panika rozgorzała w sercach klientów. Zaczeli miotać się, zbierać swoje rzeczy i wybiegać z baru. Mimo, że było ich mało, udało się im stłumić w wejściu.

— Musimy uciekać, Mo. Nie możemy dłużej tu zostać — wydusił z siebie, po czym zakaszlał, bo witrażowane okno obok niego się otworzyło, wpuszczając do baeu Convivium obrzydliwy, duszący dym. Pachniał jak śmierć. Icarus poczuł, jak oczy mu zaczęły łzawić. Podbiegł jednak do Mony i objął ją ramieniem — Wyjdźcie po kolei, bo jak bogów kocham, wszyscy się tu udusimy!

Zaraz cały jego dobytek miał zapewne być pożarty przez płomienie. To, na co pracował przez te dwa lata miało przepaść w ciągu jednej nocy. Nie liczyło się to ani trochę. Nie w momencie, w którym życie Mony było zagrożone.

Kochał ją. Nie było na to lepszego dowodu. W przypadku katastrofy to ona była ważna. Byłby gotów porzucić to wszystko, na co pracował, byle by Monie nic się nie stało. Mógł sam rzucić się w płomienie, by ją uratować. Nie żeby miał zamiar to robić w tej chwili. Chciał bowiem żyć, by być blisko niej.

Klienci przetarabanili się przez drzwi, a Icarus wypadł wraz z nimi na ulicę. To, co się działo stanowiło kompletny armageddon. Ludzie uciekali w panice, budynki płonęły, ich kawałki upadały z hukiem na ziemię. Gdzieniegdzie zalegali ranni. Icarus dostrzegł faceta, któremu ktoś tamował krwawiącą obficie nogę. Jedna kobieta krzyczała, bo odłamki szkła poharatały jej policzek.

Czerwień i czerń, dym i ogień. Saturn nawiedził Londyn, a śmierć zbierała swe żniwo. Kto mógł być za to odpowiedzialny? Icarus spojrzał w niebo i poznał odpowiedź. Znak czaszki i węża patronował całemu temu chaosowi. Śmierciożercy. Zło wcielone.


RE: [8.09.1972] Spalona Icona - Mona Rowle - 07.04.2025

Icarus nie musiał nawet powtarzać. Czy to strach miał zęby i wbijał się w pomiędzy kręgi kręgosłupa przy każdym kroku, czy była to jego własna dłoń zaciśnięta na jej ciele? Nogi poruszały się same, ślizgały po zalanym kurzem i pyłem parkiecie Convivium, który błyskawicznie przedostał z zewnątrz. Mona dopiero po chwili zrozumiała, że był to popiół, który wirował w powietrzu. A na zewnątrz rzeczywistość wyła w rozpadzie, bo Londyn wyglądał jakby sam złożył się w ofierze. Ogień lizał kamienice, które łamały się jak spróchniałe szkielety, a Horyzontalna była pełna ludzi krzyczących i potykających się. Spojrzała na Icarusa, wokół którego zawirował dym lepiąc się do jego skóry, włosów oraz ubrań ze swoimi szponiastymi dłoniami. Jedne myśli przebiły  się przez kakofonię bodźców: jeśli go zgubię… Jeśli coś się mu teraz stanie… Rudowłosa zauważyła, że patrzył w górę w stronę nieba. Gdy pośledziła spojrzeniem, gula podeszła jej do gardła. Serce zatrzymało się na połowie uderzenia. Złapała go za ramię mocno lewą ręką z przerażenia.
— Ari… Gdzie… — słowa wyszły z niej jak szmer. — Ella. Basil. Gdzie oni są?! Gdzie twoje rodzeństwo?! — warknęła. Z bardzo prostego dla niej powodu bezpieczeństwo Prewettów było najważniejsze. Wydawało się takie. Zakaszlała i ponownie rozejrzała się dookoła. Czarny dym powoli uniemożliwiał widoczność. Och, głupia głupia Mona, co wiedziałaś o tym, co cię otaczało? Przecież znała ogień. Żyła nim, oddychała, rozumiała go jak starego przyjaciela, który bywał nieprzewidywalny, ale zawsze działał zgodnie ze swoją naturą. Widziała płomienie tańczące w smoczych paszczach, więc dlaczego te tutaj trawiły wszystko, co tylko stanęło im na drodze?