![]() |
|
[6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem (/showthread.php?tid=4754) Strony:
1
2
|
[6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Jonathan Selwyn - 29.04.2025 adnotacja moderatora
Odznaka - Piszę, więc jestem (Hannibal Selwyn) Przedwczoraj odbył prawdopodobnie jedną z najtrudniejszych rozmów w całym swoim życiu. Wczoraj z tego powodu, jak i otrzymanego mu przez Millie tarota mógł skończyć nieco pijany narzekając Woody'emu na swoje życie. Dzisiaj jednak, chociaż wciąż jego myśli krążyły głównie wokół Jeana, można było powiedzieć, że miał się całkiem dobrze. Może dlatego, że dzisiaj umówił się ze swoim kuzynem w The Globe, aby pomóc mu przećwiczyć sztukę, nad którą pracował, a przecież bliska obecność teatru pomagała narzucić inną maskę i udawać, że wszystko było w jak najlepszym porządku, kiedy absolutnie tak nie było. A może dlatego, że jednak wywołany nasennymi eliksirami sen radził sobie z odsuwaniem w dal problemów nie gorzej, niż każdy inny sen. W każdym razie powoli było lepiej. Na razie tyle. – No dobrze. Całe szczęście to przedstawienie dla dzieci dla dzieci, więc nie będzie długie — powiedział chodząc po scenie na Sali Zachodniej, jednej z dwóch mniejszych sal w teatrze i to w niej miał się też odbyć jeden ze spektakli dla najmłodszych czarodziei. Krążył tak w kółko, ubrany elegancko, prosto z pracy, przewracając kolejne kartki scenariusza. – Hm, jeśli dobrze pamiętam pierwotna wersja miała brzmieć Martynka I infernusy. Cieszę się, że zmienili koncepcję. To jeszcze raz, kogo grasz? Tego dobrego ducha, który jej pomaga, czy... – Przewrócił że światem kilka stron. — Tego, który próbuje ukraść jej pamiątkę po prababci, bo twierdzi, że należała do niego? RE: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Hannibal Selwyn - 29.04.2025 Hannibal zwykle nie wiedział, co to trema. Nie napotkał jeszcze roli, która wzbudziłaby w nim trwogę i ta, nad którą miał pracować dzisiaj, również go nie przerażała. Bitch, please. Ani trochę. Miała to być po prostu kolejna kreacja, która porwie tłumy, to oczywiste. Nie było co do tego wątpliwości. Ale dzisiaj był nieco - odrobinę - zestresowany i dlatego z radością przystał na propozycję kuzyna, by przećwiczyć sobie kwestie i manieryzmy postaci, w którą miał się wcielić. Nie to, żeby potrzebował potwierdzenia swoich umiejętności, oczywiście. Jonathan miał po prostu większe doświadczenie z występami publicznymi i… z dziećmi. Młody aktor nie grał w sztuce dla dzieci od kiedy sam miał może z dziesięć lat, a i wtedy był tylko statystą. Tak naprawdę, to nie bardzo wiedział, jak występować dla młodszej widowni - od paru ładnych lat raczej zajmował się dorosłymi produkcjami. Różnorodnymi, to prawda - od klasycznych dramatów po nowoczesne, udziwnione do granic możliwości spektakle. Z radością nurzał się w na wpół perwersyjnych albo szalonych postaciach, w bezpieczeństwie eksponowania własnej emocjonalności, sensualności, cierpienia, czy czego tam jeszcze wymagał scenariusz i udawania, że to tylko bohater, tylko opowieść. A teraz miał zagrać ducha. W “Martynce i Duchach”. Jednej z trzech sztuk dla najmłodszej widowni, wystawianych w The Globe. “Weź udział we wszystkich trzech przedstawieniach z jesiennej serii dla dzieci i otrzymaj specjalnego pluszaka mandragorę-aktorkę.” Nie, żeby się wzbraniał, co to, to nie. Hannibal Selwyn nie cofał się przed żadną rolą i nawet z entuzjazmem powitał nowe wyzwanie. Refleksja przyszła dopiero potem. Cóż, słowo się rzekło, Martynka u płota. Dobrze chociaż, że Jonathan pamięta czasy, kiedy zarówno on, jak i jego przyszywani siostrzeńcy byli dzieciakami, to może coś podpowie. Han rzadko kiedy ubierał się zgodnie z obyczajami czarodziejów, ale czuł przez skórę, że do tej roli będzie musiał wdziać przyzwoitą, tradycyjną szatę. Koniecznie czarną. W związku z tym przyszedł w niej od razu na próbę - narzuconej na dopasowany (istniało niezerowe prawdopodobieństwo, że damski) czarny t-shirt i rozchełstanej malowniczo. Założenie było takie, że wcieli się w ducha-czarny charakter, który według didaskaliów powinien być złowieszczy i przerysowany. Wykonał więc odpowiednio dramatyczny gest, mówiąc: - A jak myślisz? - zawinął szatą, jak wampir z mugolskiego horroru - Stary od pierwszego wejrzenia planował dla mnie rolę złodupca! Teraz tylko nie wiem, jak bardzo złowieszczy mam być, żeby się dzieciaki nie poprzerażały, bo nam zasikają widownię! RE: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Jonathan Selwyn - 04.05.2025 Jonathan roześmiał się na przedramatyzowany gest młodszego kuzyna. No cóż, teraz rzeczywiście nie dało się nie stwierdzić, jaka rola przypadła w udziale Hannibalowi. – Wiesz mój drogi, złowieszcze role w przedstawieniach dla dzieci zawsze budzą we mnie pewną nostalgię. Nie wiem, czy o tym słyszałeś, ale kiedy miałem chyba dziesięć lat, na pewno zanim jeszcze pojechałem do Hogwartu, grałem kilka razy pomocnika złego czarnoksiężnika. Kruka tak dokładniej. Inny czarodziej w moim wieku grał drugiego pomocnika, sowę. Nieskromnie przyznam, że wszyscy byli zachwyceni moją rolą i uważali mnie za najlepszy czarny charakter w całym przedstawieniu. – I to pomimo tego, że preferował wtedy bardziej heroiczne role! – Siostry tego aktora od sowy, nawet zażartowały, że wolałyby mieć mnie za brata bo znacznie lepiej udaję złowrogie ptaki. Ah no i, aż wstyd się przyznać, ale aktor, i to dorosły, który grał czarnoksiężnika, rzucił po tym pracę w The Globe i wyjechał do Ameryki. – Doznał załamania nerwowego, bo dowiedział się, że żona go zdradzała od dziesięciu lat i trójka z pięciu dzieci nie była wcale jego, ale Jonathan był pewny, że jego mistrzowska rola również dołożyła coś do tego. Oczywiście życzył mu jak najlepiej I miał szczera nadzieje, że jego życie po tym się jednak jakoś ułożyło. – No mniejsza o to. Wiesz, dzieci są paradoksalnie znacznie bardziej makabryczne niż nam się wydaje. W jednej chwili bawisz się figurkami z takim sześciolatkiem, a w drugiej oznajmia on, że jedna z jego zabawek właśnie zmarła, a my będziemy teraz urządzać bal duchów. Po prostu spróbuj trzymać się pewnych hm... Schematów złowrogiego ducha znanego z innych książek, czy spektakli. Bądź przerysowany, jasne, proponuj ciekawe rozwiązania, ale nie próbuj też na siłę zaskakiwać widza i wywoływać w nich trwogę. Daj im się bać tego, czego oczekują się bać, ale nie testuj ich limitów. Zatrzymał się wreszcie i spojrzał na Hannibala z uśmiechem. – To jak twój złowieszczy śmiech? Zaprezentujesz? RE: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Hannibal Selwyn - 09.05.2025 Wysłuchał uważnie wszystkiego, co miał do powiedzenia Jonathan, ale wcale nie poczuł się od tego mądrzejszy. Czyli wychodzi na to, że mam być konwencjonalnie straszny, ale nie banalny, pomyślał. Nie za mało ale i nie za dużo. Bagatela. Ech, zagrałbym sobie kruka, rozmarzył się zaraz potem. Miałbym kostium z piór i taki nakładany na nos dziób na gumce… Ciekawe, ile piór byłoby potrzebne? Pewnie cały wór… Hannibal przełknął ślinę, skupiając na nowo wzrok na kuzynie i przeganiając z głowy wizję siebie w ptasim przebraniu. Skąd w ogóle mu się to wzięło? Dziób na gumce, serio? Nie przyznał się do tego nikomu, ale podczas tygodnia, jaki upłynął od kiedy dowiedział się o swoim angażu do “Martynki”, Han był na dwóch mugolskich przedstawieniach dla dzieci. Miał dzięki temu przynajmniej jakiś pomysł, który, jak podejrzewał, spodoba się widzom. - Spróbujmy! - zajął miejsce na scenie i zerknął na trzymany w dłoni scenariusz. Kwestie ducha były w nim podkreślone na czerwono, a gdzieniegdzie okraszone krótkimi dopiskami. Znaków zapytania było tam jakoś więcej, niż zwykle. Nabrał powietrza w płuca i, rozkładając szeroko ręce w stronę widowni, wyrecytował donośnie: - Jam jest Noxus, jak noc sama Mroczny lub jak ciemna jama, Duchy drżą i czarodzieje, Gdy się w nocy roześmieję! Ha ha ha ha! - tu roześmiał się złowieszczo, odrzucając głowę w tył. Pierwotnie planował ograć tę rolę jako klasyczny czarny charakter, ale czytając scenariusz i testując swoje kwestie przed lustrem, wpadł na inny pomysł. Fabuła przewidywała, że Noxus i Martynka pogodzą się i ostatecznie duch okaże się wcale nie taki zły, więc może warto było dodać szczyptę komedii, tak, żeby widownia poczuła trochę sympatii do postaci. Dlatego też teraz nagle zastygł w bezruchu, odwrócony nieco bokiem do Jonathana, łypnął na niego ostentacyjnie jednym okiem, i zapytał scenicznym szeptem: - I jak? Boicie się? Odczekał jakieś dwie sekundy, dając nieistniejącym widzom czas na reakcję i stanął normalnie. - Myślałem o tym, żeby mieć łańcuchy w dłoniach i nimi potrząsać, żeby hałasowały, niezależnie od tego, co dzieciaki odpowiedzą - dodał pytająco, choć w sumie był zadowolony ze swojej koncepcji. Kierowane wprost do dzieci zaczepki były jego własną inwencją i planował bronić tego pomysłu przed scenarzystą i reżyserem. RE: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Jonathan Selwyn - 20.05.2025 Kiedy Hannibal oznajmił, że jest już gotowy do ćwiczeń, Jonathan dziarskim ruchem zszedł ze sceny i zajął miejsce na jednym z siedzeń w pierwszym rzędzie, tak aby z założonymi nogami obserwować poczynania kuzyna. W jakiś sposób naprawdę schlebiało mu to, że Hannibal wciąż cenił jego rady, nawet jeśli sam Jonathan dawno zagrzebał swoje ambicje do wstępowania w tym budynku. Nie, że tego żałował. Zdecydowanie bardziej odnajdywał się w roli, która przyszło mu grać w świecie polityki, nie wspominając już o tym, że gdy był młodszy i wrócił już w rodzinne łaski, a rodzice zaproponowali mu ponowną pracę w teatrze, odmówił w obawie, że utraci w ten sposób wywalczoną sobie niezależność. No i prawda była też taka, że pewna teatralność i aktorstwo, nigdy Selwyna tak naprawde nie opuściły. Możliwe że to właśnie dlatego, gdy jego kuzyn wygłosił, Jonathan zaśmiał się na ostatnią jego kwestię, a potem zaczął głośno klaskać. — Świetnie. Świetnie. Myślę, że jesteś na dobrej drodze – oznajmił, posyłając mu uśmiech. – Naprawdę. Jestem pod wrażeniem. Ćwiczyłeś już to kiedyś? Spróbuj może hm... Nieco straszniej? Tak abyśmy zobaczyli, gdzie jest ta granica przerażenia, którą możesz wywołać u widzów. Sam dodałeś te ostatnią linijkę? Dobre. Myślę, że masz szansę na obronienie tego. Dzieciaki na pewno to polubią. Łańcuchy? Hm... Widzę to. Poczekaj chwilę. Jonathan wstał ze swojego miejsca, ponownie znalazł się na scenie obok młodszego Selwyna i... Zaklęciem spróbował wyczarował sztuczne łańcuchy, które prowizorycznie mogłyby posłużyć im na razie za rekwizyt. Tak aby tylko zobaczyć jak to będzie wyglądało. Kształtowanie (III) łańcuchów [roll=Z] I rzeczywiście po chwili na podłodze ze szczękiem pojawiły się łańcuchy, na tyle magicznie-lekkie, że nie powinny sprawiać Hannibalowi żadnych problemów. Ale dalej brzęczały! RE: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Hannibal Selwyn - 20.05.2025 Hannibal ukłonił się, szeroko uśmiechnięty, słysząc słowa pochwały od kuzyna. Podniósł z podłogi wyczarowane rekwizyty i potrząsnął nimi na próbę. Brzęczały złowrogo, gotycko i dokładnie tak, jak powinny brzmieć łańcuchy będące na wyposażeniu ducha. - Dzięki. Ćwiczyłem przed lustrem - powiedział tonem żartu, ale tak właśnie było, Hannibal miał nadzieję, że sąsiedzi na tyle przywykli do dźwięków dochodzących z jego mieszkania o różnych porach, że nie będą się skarżyli na jego próbny złowieszczy śmiech. Tym bardziej, że w przypływie empatii powstrzymał się od ćwiczeń w godzinach nocnych. - Jeszcze straszniej, tak? - to brzmiało jak wyzwanie. Szybko przemyślał swoje opcje. Planował odpowiednio mroczny makijaż, ciemne cienie dookoła oczu, bladą skóra… Wrócił za kulisy, skrył się w cieniu i narzucił kaptur szaty na głowę. Pozwolił łańcuchom opaść na ziemię. Lekkie, ale realistycznie brzmiące, nawet trochę lepiej, niż prawdziwe, ciekawe, jak Jonathan to zrobił. Teraz, kiedy opadł z niego pierwszy stres związany z tą próbą, do Hannibala dotarło niejasne wrażenie, że Jonathana coś gryzie. Wyglądał, jakby nie spał za dobrze. Niby śmiał się, udzielał porad, ale jego oczy były podkrążone, a młodszemu Selwynowi nie umknęło ciężkie westchnienie, jakie wydał wchodząc na salę teatralną. Wśród czarodziejów krążyły różne pogłoski na temat jego życia prywatnego, ale Hannibal dzielił je na dwoje, a niekiedy i na czworo. Raz, że dobrze wiedział, ile warte są plotki, a dwa, że kto jak kto, ale Jonathan potrafił mistrzowsko wyprowadzić opinię publiczną w pole. Zagadnienie na później. Teraz Martynka i Duchy. Jak by to ugryźć… Był duchem. Starym jak sam Merlin, nawiedzającym mury szkoły bez możliwości ucieczki, obrabowanym że swego artefaktu. Wyszedł ponownie na scenę. Tym razem szedł powoli, zgrzyt metalowych ogniw ciągniętych po parkiecie niósł się po sali. Mogłyby być nawet trochę cięższe, pomyślał. Stanął w plamie światła w centrum sceny, nadal nie pokazując twarzy, w ciężkim milczeniu. Odliczył do trzech, nim zaczął deklarować pierwsze wersy. Dopiero pod koniec, gdy już miał się roześmiać, uniósł dłoń do kaptura, powoli, starając się zbudować napięcie. Odrzucił materiał z twarzy przy brzegu łańcuchów i dodał pół tonu głośności i jeszcze szczyptę szaleństwa do swojego rechotu. Potrząsnął łańcuchami, klasyczny patent ducha z horroru. I nagle… Był aktorem, który grał ducha. Był tym fajnym, szurniętym wujkiem, który udaje straszydło, by dzieci mogły udawać, że się go boją i z piskiem i chichotem chować się pod łóżko. - I jak? Boicie się? Był ulubionym (jak lubił o sobie myśleć) kuzynem Jonathana i dlatego teraz wykorzystał okazję, by mu się uważnie przyjrzeć, poszukując potwierdzenia swoich wcześniejszych podejrzeń. RE: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Jonathan Selwyn - 25.05.2025 — Oh, ćwiczenia przed lustrem, zawsze są doskonałym pomysłem, zwłaszcza jeśli ma się sąsiadów – powiedział, nawet jeśli on sam, tego rodzaju przyjemności nie mógł nigdy zaznać, bo jednak... No cóż. Kiedy jeszcze był aktorem, mieszkał w rodzinnej kamienicy, a nie mieszkaniu z sąsiadami. – Tak. Jeszcze straszniej. Zobaczymy jak to wyjdzie – skinął głową i z zadowoleniem stwierdził, że wyczarowane przez niego łańcuchy spełniając całkiem nieźle swoją rolę. Ale najlepiej swoją rolę odgrywał właśnie Hannibal, bo jak na kogoś dopiero kombinującego z tą rolą i mającego zagrać wobec zupełnie innej grupy docelowej, niż zazwyczaj, naprawdę bardzo fajnie wszystko wymyślał, a gdy kuzyn ponownie zadał swoje pytanie, czy raczej pytanie ducha, Jonathan uśmiechnął się naprawdę szeroko, wyraźnie zadowolony z tego, co właśnie zobaczył. – Tak, myślę, że ta wersja będzie lepsza. Kto to w ogóle reżyseruje? Bo niektórzy z pewnością zgodzą się na to od razu, a tych których będą ci robić o to problemy, albo da się przekonać, albo wmówić im że to od początku był ich własny pomysł. Jonathan absolutnie nie sugerował, że reżyserów nie należało się słuchać. Sugerował jedynie, że niektórzy bywali zbyt przewrażliwieni na punkcie własnych wizji, że potrafili głupio odrzucać cudze pomysły. Sam Jonathan wyglądał... Dobrze dla tych, którzy aż tak świetnie go nie znali i odrobinę poniżej swojej typowej świetności dla jego bliskich. Nie wyglądał nawet na kogoś, kto obecnie cierpiał na nadmiar problemów, a raczej... Na kogoś, kto właśnie powracał do starej formy, bo długim czasie niepokoju. Eliksiry na pewne powikłania po nadmiernym wypiciu alkoholu, zadziałały całkiem nieźle, także Selwyn nie skarżył się na zbyt głośne dźwięki, czy też światło, ale widać było, że poprzedniej nocy, a może i nie tylko, nie spał dobrze i nawet najdroższe kremy, przyzwyczajone do radzenia sobie z okazjonalnym niewyspaniem, nie były w stanie całkowicie zakryć tego faktu. Ale uśmiechał się i żywo reagował na wszystko co robił Hannibal, samemu nieźle przy tym udając, że nic mu nie było. RE: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Hannibal Selwyn - 26.05.2025 Hannibal wiedział, że jest dobry, ale zawsze miło było usłyszeć to od kogoś innego. Wykonał przesadzony ukłon, przekładając łańcuchy do jednej dłoni i zamiatając peleryną deski sceny. - Salvatore - rzucił, siadając na brzegu sceny - Jestem przekonany, że uważa to za najlepszy dowcip świata, że najpierw zagram w “Ekstazie”, a zaraz potem w przedstawieniu dla dzieci. Salvatore, doświadczony reżyser, potrafił docenić inwencję artystów. Być może dzięki latynoskiej krwi płynącej w jego żyłach, a może przez to, że był wychowanym w favelach São Paulo mugolakiem, nie grzeszył nigdy przesadnym szacunkiem dla zasad i ograniczeń. Złośliwi plotkowali, że ma słabość do Hannibala, ale sam aktor nigdy jakoś specjalnie tego nie odczuł. Prawda, Salvatore miał zwyczaj wpadać z nie cierpiącymi zwłoki sprawami do Hannibala akurat, kiedy ten był w garderobie i podejrzanie często czaił się gdzieś w okolicy podczas prób do “Ekstazy”, ale w tym akurat nie był osamotniony - dzieło już teraz miało opinię kontrowersyjnego i wielu pracowników teatru wykorzystywało okazję, by podglądać aktorów przy pracy. Tak, czy owak, istniała duża szansa, że pozwoli Hannibalowi wystąpić w makijażu, okrasić rolę własnymi dodatkami i generalnie zabłysnąć. - Ciężka noc, czy ciężki poranek? - zapytał lekkim, ale współczującym tonem. Jonathan świetnie się krył i na pewno był naszprycowany eliksirami, ale młodszy czarodziej umiał rozpoznać człowieka na kacu, kiedy miał go przed sobą. - A tak w ogóle, to u kogo w tym roku spędzamy Mabon? - do święta zostały jeszcze dwa tygodnie, ale dobrze byłoby wiedzieć, czy należy się spodziewać radosnej, rodzinnej atmosfery, czy raczej nieproszonych uwag cioteczek. Hannibal i Jonathan, jako dwaj etatowi kawalerowie (i skandaliści) w rodzinie, zwykle wspólnie znajdowali się na celowniku. RE: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Jonathan Selwyn - 07.06.2025 – Ah, jak Salvatore to nie powinno być szczególnie dużych problemów – powiedział i skinął głowa z zadowoleniem na tę informację. – No cóż. Takie życie aktora. Rano grasz wróżkę, a wieczorem mordercę wróżek – zażartował. W sumie podobnie było w polityce. Na porannych spotkaniu z jakimś ambasadorem należało pochwalić ciastka jego żony i skomentować piękny wazon, a potem pogrozić komuś innemu palcem w zupełnie innej sprawie. Możliwe, że to właśnie dlatego teatr nigdy do końca nie wyszedł z tego konkretnego Selwyna. Najwyraźniej jednak nie osiągnął takich szczytów aktorstwa, aby zamaskować bez żadnych problemów swój stan z ostatnich kilku dni. Chociaż nerwy i bezsenność był w stanie jeszcze jakoś ukryć, to większym problemem do ukrycia były zapewne wczorajsze skutki alkoholu. – Hm... Raczej wieczór – Albo ostatnie kilka tygodni. – Ale czy ciężki? Możliwe, ale chyba nawet całkiem udany mój drogi. Po prostu... Powiedzmy, że musiałem odbyć wiele rozmów i sporo pomyśleć. Nic godnego opowieści. – Bo czy wczorajszy dzień taki ogólnie był masakryczny? Tak. Ale czy mimo wszystko miło spędził czas z Millie i na dobrą sprawę szczerze porozmawiał z Woodym, ujawniając przed nim pewne kwestie romantycznych preferencji? Też tak. Więc chyba nie było, aż tak źle. Gdyby tylko nie te przeklęte karty i whiskey. I to, że w sumie raz po raz zastanawiał się nad pewnym listem do pewnego wampira, ale jakiekolwiek próby ubrania wszystkiego co chciał jeszcze mu przekazać w słowa, spełzały na niczym. Zerknął na Hannibala. Najchętniej udzielilby mu teraz kilka wskazówek odnośnie związków i innych zażyłości romantycznych, ale jednak nie za bardzo chciał naprowadzić go na powód swojego stanu. Na całe szczęście pojawił się też temat Mabon. – Zakładam, że czeka nas jakieś spotkanie z ciotkami. Nie wiem jeszcze kto dokładnie będzie. Moi rodzice raczej nie będą chcieli ruszać się z Wenecji. – Historia była taka. Lata temu, gdy Jonathan miał poślubić Charlotte, jego rodzice kupili im w ramach jednego z prezentów wyjazd poślubny do miasta kanałów i pstrokatych masek. Niestety kiedy okazało się, że ślubu nie będzie, postanowili sami z tej podróży skorzystać i tak im się spodobało, że postanowili właśnie tam osiąść się na starość. Do dzisiejszego dnia jednak patrzyli dość krzywo na syna, gdy oznajmiał, że to dzięki właśnie jego ślubnej inicjatywie mieli teraz emeryturę swoich marzeń. – W każdym razie, nie ważne przez ile nieprzyjemnych obiadów będziemy musieli przejść, wieczorem zapraszam do siebie. Liczę, że Robert też wpadnie. RE: [6.09.72, późne popołudnie] Wczuj się w ducha. Bądź duchem - Hannibal Selwyn - 07.06.2025 Hannibal nie zdziwiłby się, gdyby za mniej niż idealny stan Jonathana odpowiadało zwykłe spotkanie z przyjaciółmi - zbyt suto zakrapiane, zbyt późno zakończone, któż tego nie znał? Ewentualnie praca, bo polityka, którą zajmował się kuzyn, była trudna i wymagająca, a w dodatku miała tendencje do pożerania prywatnego życia swoich ofiar. Ale odpowiedź - ambiwalentna w wydźwięku, starannie wymierzona, by uspokoić, ale nie powiedzieć zbyt wiele - nasuwała jeszcze trzecią możliwość. Dobrze, pomyślał młodszy Selwyn, każdy potrzebuje do kogoś się przytulić. Uśmiechnął się lekko, porozumiewawczo. Jeżeli Jonathan nie chciał dzielić się niczym więcej, Han umiał to uszanować, choć nie znaczyło to, że nie był ciekawy. - Będę pewnie robił wieńce z mamą, jakbyś potrzebował dla siebie, to mów - Hannibal i jego matka, najlepiej uzdolnieni manualnie z rodziny (co wcale nie oznaczało, że jakoś wybitnie, przynajmniej w jego przypadku), byli etatowymi wytwórcami darów. Żadne z nich nie znało się na florystyce, ale Rose ozdabiała swoje kompozycje skomplikowanym origami w kształcie liści i małych ptaszków, a Hannibal w mozole ręcznie szył kwiaty i wypchane owoce z resztek materiału. W tym roku znalazł nawet w jakimś mugolskim czasopiśmie instrukcję wykonywania kwiatów na szydełku i miał ochotę spróbować. - Może nie będzie tak źle, tylko musimy sobie przygotować jakąś taką wymówkę, dlaczego nikt z nas nie ma dziewczyny, żeby nikt nie miał odwagi drążyć tematu! - zachichotał - Coś w stylu “Racja, będę je wszystkie musiał kiedyś przedstawić” albo “Tak cioteczka pyta, jakby nie czytała najnowszego Żonglera!” Uważnie obserwował reakcję kuzyna, starannie udając, że wcale tego nie robi. Pomyślał o wzmiance w rubryce towarzyskiej w “Czarownicy”, o której rozmawiały ostatnio tancerki w garderobie, głoszącej dramatycznie “Jonathan Selwyn się żeni!”. Czyżby w istocie miał opuścić rodzinne grono zatwardziałych kawalerów? A może po prostu spędził satysfakcjonującą noc, a Hannibalowi udzielała się czystokrwista obsesja na tle kwestii matrymonialnych i genealogii? Wzdrygnął się na tę myśl. Nie miał nic przeciwko małżeństwom jako takim, ale naciski ze strony starszego pokolenia czarodziejów na to, żeby znaleźć porządną dziewczynę, koniecznie z dobrego, czarodziejskiego rodu, ożenić się i jak najszybciej zacząć sprowadzać na ten świat więcej małych czarodziejów, uważał za lekko obrzydliwe. Zresztą jakby się nad tym zastanowić, to czy to było takie ważne, czy ktoś wiązał się z dziewczyną, czy chłopakiem? Czy to było w ogóle konieczne, żeby się tak formalnie, na zawsze wiązać, z tylko jedną osobą? A co, jak się zapragnie odmiany? - Do ciebie, tak? - powiedział, nadal uśmiechnięty - Od wieków nie widziałem się z Robertem, nie było okazji. Co u niego? Ciekawe, czy Jonathan planował jakieś jeszcze doborowe towarzystwo. Hannibal nigdy wcześniej nie uczestniczył w spotkaniach towarzyskich Jonathana, najpierw uznawany przez niego za zbyt młodego, a potem spędzając część świąt we Francji. Zaproszenie wzbudziło w nim pewną ekscytację. |