![]() |
|
[08.09.1972] wyjebało się, niech nie leży | Thomas & Heather - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [08.09.1972] wyjebało się, niech nie leży | Thomas & Heather (/showthread.php?tid=4776) |
[08.09.1972] wyjebało się, niech nie leży | Thomas & Heather - Heather Wood - 08.05.2025 08.09.1972, Aleja Horyzontalna
Heather, tak jak nakazała jej Brenna przemierzała Aleję Horyzontalną. Zwróciła uwagę już na antykwariat Tessy i inne miejsca, które były dla nich dość istotne. Musieli sprawdzać, czy współpracującym z nimi ludźmi nic się nie stało. To oni przede wszystkim mogli stać się celem śmierciożerców. Ruda była brudna, wysmarowana w popiele, jej mundur brygadzisty też nie wyglądał najlepiej, to jednak był aktualnie najmniejszy problem. Ludzie ciągle potrzebowali pomocy, dlatego też przemierzała Horyzontalną, szukając tych, którym mogłaby w jakikolwiek sposób pomóc. Była tutaj sama, wiedziała, że w terenie jest sporo znajomych osób, bo wszyscy angażowali się w ratowanie niewinnych ludzi. Tacy jak oni działali impulsywnie, nie przejmowali się niczym, po prostu chcieli pomóc. Była w stałym kontakcie z Brenną, cholernie cieszyła się, że podczas wakacji opanowały fale, naprawdę aktualnie bardzo się im przydawały. Nie spodziewała się może tego, że tak szybko przyjdzie im przetestować ich działanie w praktyce, jednak nie żałowała tego, że postanowiły się tego nauczyć. Dzięki temu mogła dawać znać dokąd zmierza, a Longbottomówna robiła to samo. Wymieniały się informacjami, wiedziały, czy są bezpieczne. Oczywiście, że wolałaby być aktualnie, gdzieś obok swojej partnerki, ale wiedziała, że lepiej będzie jeśli się rozdzielą. Dzięki temu mogły udzielić pomocy większej ilości ludzi. Gdy mijała jedną z kamienic zauważyła, że zaczął walić się dach, właściwie to daszek, który znajdował się nad schodami wejściowymi. Całkiem uroczy wymysł architektury, w tym przypadku okazał się być jednak cholernie nieprzydatny, bo jako pierwszy się posypał. Przygniótł kilka osób, które znajdowały się na schodach i próbowały się dostać do środka. Cóż, był to moment, w którym stwierdziła, że powinna się zaangażować w pomoc, nie mogła przejść obojętnie wokół krzywdy innych. Musiała sprawdzić jak się miewają. Wydawało jej się, że zobaczyła niedaleko znajomą sylwetkę, Thomas był wysoki, miał bardzo charakterystyczne włosy, nic nie szkodziło jej krzyknięcie i sprawdzenie, czy to faktycznie on. - Thomas! Tutaj! - Krzyknęła dość głośno i pomachała ręką w powietrzu, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Miała nadzieję, że ją usłyszy, i dostrzeże. // zawady: lojalność organizacji, kompleks bohatera RE: [08.09.1972] wyjebało się, niech nie leży | Thomas & Heather - Thomas Figg - 10.05.2025 Ta noc była popierdolona ostro, nigdy by nie przypuszczał, że coś takiego będzie miało miejsce. Zawiodło go myślenie, że po niepokojach Beltane i spokojny Lammas teraz w okolicach Gabonu nic się nie stanie. A może właśnie jeszcze właśnie Mabon uderzy ich jeszcze mocniej i to dopiero awangarda ich kłopotów? Ostrzeżenie jak cofające się morze ostrzega przed nadchodzącą gigantyczną falą. Odetchnął mocniej patrząc jak wszystko ogarnął chaos. Odstawił Dorę do Nory, a teraz wyruszył na Horyzontalną w nadziei, że spotka kogoś z Zakonu, kto będzie potrzebował pomocy. Nie miał czasu szukać swoich lusterek żeby. - We can't go to hell, we have hell right here - zanucił pod nosem mijając kolejne budynki, które były mniej lub bardziej zajęte płomieniami. Westchnął na wspomnienie tego, co dowiedział się od Dory i będąc potem u siostry - to nie tylko tutaj, w Londynie był problem - miał niejasne przeczucie, że stoi za tym wszystko ten który nazywa się Voldemortem, ale dlaczego chce zniszczyć również magiczną część Anglii. Czyżby chciał spalić wszystko na popiół i stworzyć od nowa? Na tym mu zależało, na wypaleniu wszystkiego do kamienia i budowania od nowa? Nowy świat, nowy porządek. Aż zagryzł zęby, tylko, że to oni byli w Zakonie nomen omen Feniksa, czyli powstaną z popiołów (a przynajmniej ci którzy przeżyją). Zapewne minąłby rudowłosą bez słowa, skupiony na oglądaniu budynków i skanowaniu okien czy nikt nie utknął w płonących mieszkaniach czy lokalach. W pierwszej chwili wydawało mu się, że się przyszły szał, że nikt tak naprawdę go nie woła, ale machinalnie rozejrzał się po okolicy i jego oczy padły na Heather - ona pracowała w BUMie jak Brenna. - Cześć młoda - odezwał się podchodząc do niej, ale nie skupiając na niej na długo wzroku, rozglądając się w okół czy nic nie wymaga jego uwagi, może i nie był funkcjonariuszem pilnującym porządku publicznego, ale jednak odczuwał się odpowiedzialny do dbania o innych. - Jak sytuacja? - zagaił jeszcze z powrotem wracając do niej swoim spojrzeniem. RE: [08.09.1972] wyjebało się, niech nie leży | Thomas & Heather - Heather Wood - 12.05.2025 Większość nocy spędziła sama. Właściwie to wpadała na znajomych ludzi gdzieś w między czasie. Wiedziała, że wszyscy chcą uratować jak najwięcej osób, musieli się rozproszyć. Na szczęście nigdy nie czuła strachu, nie bała się tego, co może się jej przydarzyć, jeśli znajdzie się sama na ulicy, raczej wiedziała, że przyjmie każde wyzwanie, że jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja, to będzie walczyć do utraty tchu - tak już miała. Dobrze jednak było zauważyć kogoś, kogo znała, chociaż przez chwilę mieć świadomość tego poczucia, że przynależy do jakiejś grupy. Tak właśnie poczuła się, gdy dostrzegła Thomasa. Był jednym z nich, tak jak ona walczył w imię tych wszystkich niewinnych osób, wiedziała, że nie zignoruje jej prośby o pomoc, że wesprze ją w tym, co chciała zaraz zrobić. Nie mieli zbyt wiele czasu, musieli się spieszyć, aby wesprzeć tych ludzi, którzy aktualnie potrzebowali ich pomocy. Figg podszedł do niej. To był spory sukces, zauważył ją, nie zignorował jej wołania, nie mogło być lepiej. Znaczy mogło, Londyn mógł wcale nie zajmować się ogniem, a oni mogli znowu pić magiczną herbatkę w stawie... Jednak życie nie było takie piękne i proste. Zawsze coś musiało się spierdolić, kiedy pojawiła się chociaż chwila spokoju. - Chujowo, ale stabilnie, a jak u Ciebie? - Żyli, więc wcale nie było tak źle, prawda? Na pewno sporo osób nie miało tyle szczęścia, co oni, więc to był dość spory wyczyn, zważając na to, co działo się wokół nich. - Musimy im pomóc. - Tutaj pokazała Thomasowi na to, co zwróciło jej uwagę, ten daszek nie wytrzyma zbyt długo, czuła, że jeszcze chwila, moment, a zaraz przygniecie ludzi, którzy znajdowali się na schodach tuż przy wejściu do kamienicy. Bez zastanowienia ruszyła więc przed siebie, mając świadomość, że na pewno nie zignoruje jej słów, tylko ruszy za nią. Gdy znalazła się odpowiednio blisko, stwierdziła, że to dobry moment na to, by rzucić zaklęcie. Musiała pomóc tym ludziom, odczuwała jakąś wewnętrzną potrzebę, aby to zrobić. Machnęła różdżką, wypowiedziała pewnymi słowami zaklęcie, jakby w ogóle nie zakładała, że może jej nie wyjść. Chciała wyczarować pod tym daszkiem drugi, nieco mniejszy, taki, który ochroniłby ich przed tym wyżej, który zdecydowanie wyglądał, jakby się miał zaraz rozsypać na części. // ◉◉◉◉○ kształtowanie [roll=PO] odwaga, kompleks bohatera, lojalność organizacji RE: [08.09.1972] wyjebało się, niech nie leży | Thomas & Heather - Thomas Figg - 14.05.2025 - Nigdy nie był tak dobrze - powiedział ironicznie i rozejrzał się po okolicy. - Chyba nie tak znowu stabilnie - wyraził jedynie swoją opinie, bo jednak cały ten rozgardiasz nie był jeszcze opanowany. Zastanawiał się jak wiele jeszcze zniszczeń rozprzestrzeni się po magicznym Londynie, a co dopiero po mogolskim i innych miejscowościach. wolał nawet nie myśleć jak wielkie reperkusje to będzie miało na cały kraj. Ale trzeba było zagryźć zęby, zakasać rękawy i najpierw ugasić płomienie i potem zacząć odbudowę. Nawet jeśli będą musieli zacząć od zera to się podniosą, prawda? Jak feniks z popiołów, w końcu byli Zakonem jebanego Feniksa, a nie jakiegoś kurczaka z wiejskiego ogródka. - Pędzę! - krzyknął jeszcze nim pomknął zaraz za Rudą w stronę ludzi w potrzebie, zdecydowanie brakowało im jakiejś klepki, ze nie uciekali z budynków na otwartą przestrzeń, czegoś się bali? Na szczęście w całym tym rozgardiaszu nie pojawili się naśladowcy czy śmierciożercy i nie próbowali jeszcze większego chaosu wprowadzić. A może po prostu nie wiedział o tym i faktycznie jakieś działania podjęli? - Wyciągnij ich stamtąd, szybko - krzyknął do Heather i zaraz też dodał kolejny krzyk do ludzi kryjących się pod rozpadającym się dachem. - Spieprzajacie stamtąd jeśli wam życie miłe - nie miał czasu się nad tym zastanawiać, wycelował różdżką w rozpadający się daszek. Chciał go za pomocą magii utrzymać jak najdłużej w powietrzu, żeby mogli bezpiecznie się ewakuować ze strefy zagrożenia. Translokacja III - utrzymanie rozpadającego się daszku w powietrzu do ewakuacji ludzi [roll=Z] RE: [08.09.1972] wyjebało się, niech nie leży | Thomas & Heather - Heather Wood - 20.05.2025 Miała oczy, wiedziała, jak wygląda sytuacja, ale starała się robić dobrą minę do złej gry. Nie mogli się poddawać, musieli działać. Dobrze było mieć świadomość, że inni członkowie zakonu feniksa angażowali się równie mocno w pomoc niewinnym. Na kogo bowiem mogli liczyć, jeśli nie na nich? Mało kto miał odwagę zadbać o kogoś więcej, niż siebie samego podczas podobnych wydarzeń. Tak właściwie, to nie dziwiła się ludziom, każdy chciał przeżyć, każdy chciał doczekać poranka, a angażowanie się w wyciąganie innych z kłopotów wiązało się z dodatkowym ryzykiem, a i bez tego przecież każdemu mogła stać się krzywda. Tacy jak ona dokładali sobie kolejne momenty, podczas których mogli stracić życie. Cóż, miała świadomość z czym to się wiąże, wiedziała, że może nie dotrwać poranka, ale czuła też, że nie był to dzień, w którym miała się witać ze śmiercią, jeszcze nie teraz. Nic nie powstrzymywało jej więc przed działaniem, wręcz przeciwnie adrenalina krążyła w jej żyłach i skłaniała ją do podejmowania irracjonalnych, butnych decyzji - to nie było niczym nowym w jej przypadku. Zaklęcie, które wyczarowała było wątpliwej jakości, mogło dać im jednak chwilę, której potrzebowali. Thomas zdecydowanie lepiej odnalazł się w utrzymaniu konstrukcji, nie musiał jej powtarzać dwa razy, kiwnęła mu więc jedynie głową, żeby potwierdzić, że zrozumiała polecenie. Musieli wyciągnąć stamtąd tamtych ludzi, skłonić ich do szybszego działania. Skoro on utrzymywał daszek w powietrzu, ona powinna znaleźć się między nimi i zachęcić ich do ucieczki. Pobiegła w stronę kamienicy, której dach jeszcze chwilę temu praktycznie się zwalił, teraz trzymał się zgrabnie utrzymany zaklęciem, jednak wiedziała, że nie będzie to trwało w nieskończoność. Każde zaklęcie, nawet to najsilniejsze w końcu musiało zostać przerwane. Tak już działały zasady magiczne. - Uciekajcie, to zaraz runie, no już!!! - Krzyczała ile tylko miała sił w płucach. Nie wbiegła między tłum, trzymała się z boku, nie chciała, aby spanikowani ludzie ją stratowali. Nie mogła pozwolić sobie na żaden błąd, bo było jeszcze sporo osób, które potrzebowały pomocy, zamierzała dotrzeć do nich wszystkich. Oczywiście, że nie było to możliwe, nie zmieniało to jednak faktu, że nie zamierzała się poddawać. - No już, spierdalajcie stąd! - Pewnie funkcjonariuszce ministerstwa nie wypadało rzucać takimi epitetami, ale wiedziała, że te konkretne słowa miały większą siłę przebicia, właśnie dlatego po nie sięgnęła. RE: [08.09.1972] wyjebało się, niech nie leży | Thomas & Heather - Thomas Figg - 23.05.2025 Czuł jak magia przepływa mu po ramieniu i przez różdżkę, aby otoczyć niebezpiecznie chyboczący się daszek i podtrzymywać go. Zadowolony popatrzył na efekt, który udało mu się uzyskać. Kupił im nieco więcej czasu, jednak nic nie jest wieczne, a już szczególnie utrzymywanie tak niestabilnego i ciężkiej rzeczy. Może i nie podpierał tego rękoma, to jednak z drugiej strony również magia nie była wszechmogąca. Dlatego z wdzięcznością patrzył na to jak Heather niczym doświadczony sierżant musztruje w kilku żołnierskich słowach chroniących się tam ludzi, on sam zaś skupiał się na tym, aby za pomocą magii jak najdłużej utrzymywać wszystko w ryzach. Na szczęście nie byli spetryfikowani i nie sparaliżowało ich ze strachu, dlatego też z pomocą Wood'ówny, która dodatkowo mogła posłużyć się autorytetem pracownika Ministerstwa poszło to sprawnie. Odetchnął z ulgą, kiedy wszyscy odsunęli się na bezpieczną odległość i przestał skupiać się na utrzymaniu tego w ryzach, ale powoli pozwolił wszystkiemu opaść na ziemię. Zdecydowanie mógł po prostu przestać dbać o podtrzymywanie tego, ale zawalenie się mogło spowodować, ze odłamki daszku poszybowałyby w niewinnych przechodniów, bo winnych tu nie widział; nikt nie ganiał z zapałkami i kanistrem benzyny wzniecając kolejne pożary. - Dobra, teraz to wystarczy tylko ugasić - dodał podchodząc do Heather i jeszcze raz skupiając się na tym co zamierzał zrobić, ogień umiera bez powietrza, tlen go żywi tak samo dobrze jak drewno czy benzyna, dlatego chciał zabrać całe powietrze, stworzyć próżnię wokół tego pogorzeliska, aby zdusić go całkowicie. Translokacja III - zabranie całego powietrza z najbliższej okolicy zawaliska, aby ogień zgasł. [roll=Z] RE: [08.09.1972] wyjebało się, niech nie leży | Thomas & Heather - Heather Wood - 26.05.2025 Ruda nie miała problemu z tym, aby nakłonić ludzi do tego, aby się ruszyli. Kiedyś robiła to bardziej pewnie, jeszcze gdy była kapitanem drużyny quidditcha, jednak nadal coś jej z tego zostało. Miała w sobie odwagę, która powodowała, że nie bała się reakcji ludzi, nie obawiała się stanąć obok nich i mówić im co mają robić. W końcu zaczęli jej słuchać, poruszali się wszyscy powoli do przodu, dzięki czemu uda im się uniknąć obrażeń, które mogłyby zostać spowodowane zawalającym się daszkiem. Ten póki co nie miał runąć, bo udało im się jakoś utrzymać go w miejscu. Thomas pokazał, że świetnie sobie radzi z utrzymywaniem części budynku. Kupił im sporo czasu. Ruda czuła, że uda im się ocalić wszystkich, którzy znaleźli się w tym miejscu w nieodpowiednim czasie. Kamień z serca, bo przecież było blisko, bardzo blisko tego, aby zupełnie niewinnym osobom stała się krzywda. Na szczęście oni się tutaj pojawili, jakoś udało im się powstrzymać nadchodzącą tragedię. To było całkiem budujące, chociaż kilka żyć, mogli ruszyć dalej, aby znaleźć kolejnych ludzi, którzy mogli potrzebować ich pomocy. Na pewno jeszcze wielu bowiem znajdowało się w zagrożeniu. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Ta noc ciągnęła się w nieskończoność i była pełna ludzkich tragedii. Chwilę to trwało, zanim wszyscy znaleźli się w bezpiecznym miejscu, jednak w końcu mogli zająć się ogniem. Tak właściwie to Ruda nie musiała niczego robić, Thomas po raz kolejny pokazał, że ma głowę na karku i bardzo szybko zareagował. Machnął różdżką, i wyczarował coś - dzięki czemu płomienie zaczęły gasnąć. Nie do końca wiedziała, co zrobił, ale to nie było istotne. Grunt, że zadziałało. Mogli się oddalić, szukać kolejnych ludzi, którzy potrzebowali wsparcia. - Dzięki Thomas, to było niezłe. - Powiedziała jeszcze do mężczyzny, bo czuła, że bez niego nie poszłoby jej tak gładko. Mieli ogromne szczęście, że Zakon był pełen osób, które bez względu na wszystko chciały ryzykować i pomagać niewinnym, gdyby nie oni to po tej nocy na pewno byłoby więcej poszkodowanych osób. - Możemy się już chyba rozdzielić. Życzę powodzenia, ja będę zmierzać w stronę Pokątnej. - Powiedziała jeszcze, machnęła mu nawet na pożegnanie, po czym oddaliła się. Rzuciła okiem na antykwariat, o którym wspomniała jej Longbottom. Nie wydawało się Heath, aby za bardzo ucierpiał. Musiały go liznąć płomienie, jednak nadal stał - więc nie było tak źle. Przystanęła na chwilę, aby przesłać do swojej mentorki informację. Brenn, antykwariat stoi, chyba trochę ucierpiał, ale nie wygląda to, aż tak źle. Kiedy przekazała informacje przyjaciółce, ruszyła dalej przed siebie. Noc była w końcu jeszcze młoda, musiała szukać kolejnych osób, którym mogła udzielić wsparcia. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby stanęła w miejscu, musiała być w ciągłym ruchu, wesprzeć jak najwięcej osób. // odwaga, kompleks bohatera, lojalność organizacji, fale Koniec sesji
|