![]() |
|
[Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy (/showthread.php?tid=478) Strony:
1
2
|
[Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Daisy Lockhart - 11.11.2022 Tamtego popołudnia Daisy czuła się ważniejsza niż przez cały ostatni miesiąc. I nawet Troll z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami nie potrafił przyćmić jej szczęścia (ale też nie oszukujmy się, oceny nigdy nie były tym, czym panna Lockhart zwykła się szczególnie przejmować).
- Mam dla ciebie coś szczególnego – obiecała uroczyście bratu. – Coś, co cię zwali z nóg! Coś, co sprawi, że twoja debiutancka książka wyniesie cię na szczyt list bestsellerów! Coś, dzięki czemu dziewczyny będą ci się rzucać do nóg i błagać o kolejne historie! Daisy sama była ładną dziewczyną. Może trochę żyjącą w swoim świecie, często zamyśloną i bujającą w obłokach, ale ładną. Osobliwe bywały tylko jej ożywienia, te zaskakujące dni, w czasie których wyrywała się ze swojego marazmu i tętniła energią, tak kompletnie niepodobną do niej. To był jeden z takich dni. Niesiona niespożytą siłą zmusiła brata, by zgodził się zobaczyć niespodziankę, którą dla niego miała. Nawet szkolny mundurek założyła jakoś tak staranniej niż zazwyczaj (a zazwyczaj krawat nosiła luźno związany a koszula luźno wystawała jej ze spódnicy). Idąc korytarzem – w tamtym momencie niemal zupełnie wyludnionym, prawie podskakiwała z zadowolenia i wcale nietłumionej ekscytacji. - Wyobraź sobie, że bohaterką twojej książki jest młody, przystojny uczeń Hogwartu, który odkrywa zagadkę śmierci brzydkiej, krościastej dziewczyny – wyszeptała szybko. Na moment odwróciła się w stronę brata. Jej miękkie, kręcące się włosy zawirowały a na ustach zaigrał szeroki uśmiech, który swoim zasięgiem objął również oczy. Przystanęła przed toaletą dla dziewczyn, tą wiecznie zalaną, tą szczególną, tą usytuowaną tak nieszczęśliwie, że znajdowała się na piętrze, centralnie nad Wielką Salą. – Dziewczyny, którą… zamordowano w toalecie – dodała z ekscytacją, wskazując obiema rękoma na drzwi (a na drzwiach była ta paskudna tabliczka z napisem: nieczynne). – A żeby było jeszcze ciekawiej to… możemy pogadać z tą zamordowaną. I co? Super pomysł, prawda? Och, już nie dodawała, że w jej wyobrażeniach bohaterem książki Darcy’ego miałby być oczywiście sam Darcy. Ona najwyżej podpowiedziałaby mu imiona ze dwóch dziewczyn z innych domów, które powinien odpowiednio rozsmarować na kartach swojej powieści. Mogłaby mu nawet pomóc w wymyśleniu smutnego losu, który je spotkał. Jedna mogłaby do końca życia mieć kurzajki. A druga… druga może opryszczkę na ustach? Nikt nie chciałby pocałować dziewczyny z opryszczką na ustach. - Aż dziwię się sobie, że wcześniej o tym nie pomyślałam – przyznała cicho. - Wiesz... resztę fabuły będziesz musiał wymyślić sam. Tylko bądź miły dla Marty. Jest trochę przewrażliwiona na swoim punkcie - dodała jeszcze, a potem – nim Darcy zdążył zaprotestować, nacisnęła na klamkę i pociągnęła brata, za sobą, do środka. RE: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Darcy Lockhart - 11.11.2022 Darcy się bał. I nie, wcale nie testu z eliksirów, który czekał go kolejnego dnia (zdołał uśmiechem, komplementem oraz czekoladową żabą wydębnić od koleżanki z klasy notatki, więc istniała szansa, że zdobędzie to Z, mimo tego, że na ostatniej lekcji pisał artykuł o skandalicznym romansie Gryfonki i Ślizgona). Obawiał się trochę, co wymyśliła jego siostra. Daisy, oczywiście, była bardzo mądrą i uroczą dziewczynką – Darcy musiał w to wierzyć całym sercem i duszą, wszak od zawsze słyszał pełne zachwytu rodziców „och, ależ wy jesteście do siebie podobni! Pod każdym względem!”. A on przecież był bardzo mądry. I uroczy. Ale czasem tak odrobinę, odrobineczkę, Daisy ponosiły entuzjazm oraz fantazja. (Nie to, żeby sam Darcy Fitzwiliam Lockhart nie miał na koncie podobnego grzechu.) Na przykład teraz doprowadziła go do damskiej łazienki. - To… to byłby dobry pomysł na opowiadanie – przyznał Darcy ostrożnie, nerwowo się garbiąc i przestępując z nogi na nogę, i prostując się ledwo chwilę później, gdy zdał sobie sprawę z tego, co robi. Nie mógł przecież pokazać po sobie, że nerwowość wywołuje w nim wizja złamania szkolnego regulaminu i wejścia do damskiej łazienki. Oczyma wyobraźni już widział całe stada dziewczyn, wytykające go palcami i nazywające zboczeńcem. A także śmiechy – chichy kolegów z klasy, żartujących sobie, że o, Darcy ma nie tylko ładną buzię, jakoś tak podejrzanie, ma też podejrzane skłonności, chodzi do damskiej łazienki… Tolerancja i równość nie były pojęciami, z którymi Darcy w roku 1967 był dobrze zaznajomiony. - Pogadać? Z zamordowaną? – Chłopak zamrugał, zaskoczony w pierwszej chwili, zanim odpowiednie klapki zaskoczyły w jego głowie, a na twarzy pojawiło się większe zainteresowanie. Nie słyszał dotąd o Marcie, bo i zdecydowanie nie odwiedzał damskich łazienek. Ale z poskładanych słów siostry wynikało, że faktycznie siedział tam duch jakiejś zabitej dziewczyny. – Mam tytuł! Nazwałbym to „Wywiad z duchem”, i narratorem byłaby zabita dziewczyna, która opowiada o tym, jak główny bohater… nazwijmy go Williamem… - …czysty przypadek, że jego drugie imię brzmiało Fitzwilliam… - …prowadzi śledztwo po jej śmierci! Nie wahając się już, pozwolił, aby siostra pociągnęła go do środka. Mruknął coś pod nosem z pewnym niezadowoleniem, gdy podeszwy jego butów zanurzyły się w cienkiej warstwie wody. Obrzydlistwo! Ale czego się nie robi dla dobrego tematu... Kiedy jego uszu dobiegł cichy płaszcz, dobiegający z jednej z kabiny, spojrzał zaintrygowany na Daisy. - To ona? - szepnął. Bardzo cicho, ale w pustej łazience jego głos był na tyle dobrze słyszalny, że Marta prawdopodobnie też go usłyszała, bo łkanie ustało, a wprost z drzwi wyłoniła się widmowa postać dziewczyny w okularach... RE: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Daisy Lockhart - 12.11.2022 Entuzjazm Daisy był na tyle duży, że chwilowo nie przeszkadzał jej brak podobnego entuzjazmu u Darcy’ego. W jej głowie rosło przekonanie, że naprawdę właśnie odkryła coś wielkiego, coś ogromnego, coś wspaniałego, co pomoże bratu w rozwinięciu jego kariery. A poza tym to chciała się przed nim pochwalić. Może to ostatnie nawet przyświecało wszystkiemu innemu.
Przechyliła głowę na bok. Poruszyła brwiami w górę i w dół, jakby chciała tym gestem jeszcze bardziej pokazać poziom swojego samozadowolenia. - William to piękne imię – powiedziała lojalnie. Bo Daisy była lojalna. Była też może leniwa, często apatyczna i skryta, ale w jej charakterze ujawniała się także lojalność, lojalność tym większa im bardziej kogoś kochała. A brata, podobnie jak rodziców, kochała nad życie. Tak mocno, że w jej głowie nawet nie pojawiły się myśli by miała rywalizować z Darcym o uwagę lub wściekać się na mamę, że nie kupiła jej nowej sukienki (to ostatnie porównanie w sumie nie miało sensu, bo raczej dostawała wszystkie sukienki o które prosiła, ale wcale nie prosiła o tak dużo sukienek by mógł być to jakikolwiek problem). Wchodząc do łazienki ślizgonka przygarbiła się nieco a jej ruchy stały się jakieś takie powolniejsze, może nie jakby się skradała, ale jakby zależało jej na tym by jeszcze przez chwilę nie została zauważona. - Taak. Znowu płacze – wyszeptała. – Wiesz, to dlatego, że jest przewrażliwiona. I nosi okulary – pokazała palcem na własny nos. – I myśli, że nadal widać, że miała krosty – ostatnie zdanie wymówiła już tak cicho, że nawet znajdujący się obok niej Darcy mógł mieć problem ze zrozumieniem słów. A potem, gdy sylwetka ducha wyłoniła się z jednej z kabin, twarz Daisy zmieniła się. Jakby nagle wcześniejsze rozbawienie zostało zmiecione i zastąpione przez szczere zafascynowanie. O tak, Jęcząca Marta nie była jedynym duchem w Hogwarcie, ale z pewnością była jedynym duchem w zbliżonym do nich wieku. Było coś interesującego w tym, że postanowiła całą wieczność spędzić uwięziona w szkole a za swoje ulubione miejsce wybrała akurat łazienkę. - MARTO! – przywołała ją Daisy. Chyba nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo jej oczy błyszczały, gdy patrzyła na półprzezroczystą postać. – Przyprowadziłam ci kogoś niesamowitego. Kogoś, kto może sprawić, że staniesz się sławna i podziwiana – zapewniła. Tu trochę oczywiście przesadzała, ale na potrzeby chwilowej narracji gotowa była nagiąć pewne istotne szczegóły. – To mój brat, Darcy. Jest wspaniałym pisarzem. I jest przystojny, prawda? Bardzo chciał cię poznać. Jęcząca Marta pofrunęła w ich kierunku. I tak naprawdę było coś tragicznego w jej półprzezroczystej sylwetce, w zatkniętych na zawsze okularach na nosie, w błyszczących od płaczu oczach, wreszcie w poświacie z łez majaczącej na nieco ulanej, młodziutkiej twarzy. - Czego chcecie? – zapytała nieufnie. – Przyszliście się pośmiać z Marty? Z Jęczącej Marty? Z krościastej Marty? Daisy pokręciła szybko głową i miała nadzieję, że Darcy był równie sprytny by powielić jej zachowanie. - Nie, nie – zapewniła gorąco. – Chcieliśmy… porozmawiać. Pewnie jesteś czasem trochę samotna, co? RE: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Darcy Lockhart - 13.11.2022 - Płacze, bo nosi okulary?– spytał Darcy zbity z tropu. Bardzo cicho. – Duch może mieć popsuty wzrok? Zdawał się skołowany. Lockhart lubił pozować na takiego, który wie wszystko i och, oczywiście, że miałam wiele kontaktów z duchami, czy opowiadałem wam, jak zaprzyjaźniłem się z duchem, który mieszkał w pobliżu naszego domu? W rzeczywistości jednak duchy pierwszy raz spotkał tutaj, w Hogwarcie. I do tej pory rozmawiał tylko z sympatycznym Grubym Mnichem, rezydentem Hufflepuffu, który pomógł mu pewnego dnia trafić do właściwej klasy. Krwawy Baron przyprawiał go o dreszcze, a łańcuchy i krew znaczące jego odzienie sprawiały, że Darcy jakoś nie miał ochoty na zacieśnianie znajomości. Gdy Daisy zaczęła witać się z Martą, dość szybko się ogarnął. O młodym Lockharcie można było powiedzieć wiele rzeczy – wbrew temu, w co wierzył niekoniecznie pozytywnych – ale na pewno nie to, że nie umiał dostosować się do sytuacji. Był wręcz królem dostosowywania się. Umiał zachowywać się na tyle uroczo, że lubili go nawet Ślizgoni czystej krwi oraz mieszkańcy innych Domów, tradycyjnie nie przepadający za osobami z Domu Slytherina. Na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech. A Darcy był chłopcem dość ładnym. Przystojnym dość typową urodą, raczej nie mającą potencjału do nawiedzania cudzych snów czy odgrywania tragicznych bohaterów, ale sprawiającą, że miło było na niego popatrzeć. Ba. Kiedy spoglądał na Martę, zdawał się… szczerze zachwycony. Chociaż tak naprawdę chodziło o to, że Daisy wspomniała, że jest wspaniałym pisarzem. Przecież własna siostra by go nie okłamała. Wypiął aż pierś bardziej do przodu, zachwycony komplementem. - Ty musisz być Marta, prawda? – spytał, dość szybko odczytując zachowania Daisy i Marty, i przygotowując własną strategię. – Daisy mi o tobie opowiadała i po prostu musiałem przyjść z wizytą. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, wiem, że to łazienka dla dziewczyn, ale nie mogłem się powstrzymać! Przypatrywał się Marcie. Zapamiętywał drobne szczegóły. I cóż, po wcześniejszych słowach siostry, nie mógł się po prostu powstrzymać: próbował zobaczyć, czy na widmowej skórze widać jakieś krosty. – Szykuję się właśnie do napisania opowiadania, o młodej czarodziejce, która miała przed sobą wielką przyszłość. Była bardzo utalentowana, chociaż nikt tego talentu nie doceniał, ze względu na jej pochodzenie. Zginęła tragicznie w Hogwarcie i jeden z uczniów prowadzi śledztwo po jej śmierci. Pomyślałem, że rozmowa z tobą może być bardzo inspirująca… – zapewniał, chociaż oczywiście już temu chłopcu, który prowadzi śledztwo, dobierał w myślach jakąś partnerkę. Która z dziewcząt w szkole była najładniejsza i mogłaby być tu inspiracją? Bo Marta będzie przecież tylko tą niechcianą, głupiutką dziewczyną, powodem całego zamieszania… – Bardzo, bardzo chcielibyśmy się dowiedzieć… jak umarłaś – powiedział, ściszając nieco głos przy ostatnich słowach. Jakby o śmierci nie wypadało mówić zbyt głośno… – Och… – wymruczała Marta, może z powodu zarzucenia jej komplementami, może z powodu zainteresowania jej śmiercią. – Parę osób pytało już o tę historię… jest bardzo ciekawa… RE: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Daisy Lockhart - 13.11.2022 Daisy rozejrzała się po łazience, skupiając wzrok głównie na podłodze i na tym, czy Jęcząca Marta zdołała już ją po raz kolejny zalać. Wreszcie, doceniając, że tego nie zrobiła, siadła tyłkiem na ziemi i objęła rękoma kolana. Patrzyła na Martę z szeroko otwartymi oczyma, jakby chłonęła wzrokiem jej postać.
Co pewnie mogło być mile widziane przez kogoś, kto łaknął cudzej uwagi, a co jednocześnie przyprawiałoby kogoś nieśmiałego o gęsią skórkę na rękach. Bo wzrok Daisy był tak naprawdę osobliwy, przewiercający na wylot, jakby widziała nie tylko to co wszyscy, ale również coś innego, coś co podpowiadała jej fantazja, coś niedostępnego nawet dla tego, kogo obserwowała. - Ty jesteś bardzo ciekawa – rzuciła łagodnie w stronę Jęczącej Marty, celowo podkreślając znaczenie ducha. Czy rzeczywiście uznawała ją za ciekawą? Nie do końca. Patrząc na półprzezroczystą postać oczy Daisy widziały w niej jakby dwie różne Marty. Z jednej strony rzeczywiście wydawała jej się fascynująca, niecodzienna, zamknięta na wieczność w nieciekawym ciele i nieciekawym miejscu. Z drugiej, za szybko zauważyła, że Marta była w gruncie rzeczy… nudna i nieciekawa. Wiecznie skrzywiona, przewrażliwiona na swoim punkcie tak bardzo, że zamiast skrywać to przewrażliwienie przed światem, robiła z niego wielkie (ale w sumie zawsze to samo) przedstawienie. W oczach Daisy nie nadawała się na bohaterkę nawet trzecioplanową. - Opowiesz nam ją jeszcze raz? Bardzo prosimy – wymruczała przymilnie. Marta zawisła przed nimi. - Och, to naprawdę było bardzo ciekawe – powtórzyła, lustrując uważnie ich twarze. Być może trochę bardziej interesując się Darcym niż jego siostrą. Daisy nie sprawiała wrażenia, jakby ten nagły brak uwagi jakoś szczególnie ją zabolał. – Tamtej nocy siedziałam w łazience, bo znowu dokuczała mi Oliwia Hornby. Śmiała się z moich okularów – zaczęła Marta. Coś zmieniło się w wyrazie jej twarzy i sylwetce. Jakby naprawdę lubiła mówić o swojej śmierci. – Zamknęłam się w tamtej kabinie – wskazała palcem na jedną z nich. – Trochę wtedy płakałam. Nagle… nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi... RE: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Darcy Lockhart - 14.11.2022 Darcy po chwili wahania i wewnętrznej walki sam ze sobą, też usiadł na podłodze w pobliżu siostry. Wznosił modły do bogini, aby do łazienki nie wszedł żaden nauczyciel ani uczeń. Oczywiście jednak, bardzo starał się nie pokazać po sobie zdenerwowania. Zamiast tego uśmiechał się do Marty niczym wariat, wpatrując się w nią z udawanym zachwytem. Po prawdzie faktycznie był może nie zachwycony, ale na pewno zaintrygowany. Nie umiał dostrzec aż tak wiele, jak jego siostra, nie poznał też jeszcze tej jękliwej i histerycznej strony Marty. Liczył też po prawdzie na jakąś naprawdę ciekawą opowieść. Może ktoś ją zamordował? Uczniowie utopili ją w łazience? Albo miała romans z nauczycielem i ten nie chciał, by się wydało?! Chociaż nie, zaraz... gdy Darcy przyjrzał się Marcie uznał, że to mało prawdopodobne. Jaki nauczyciel chciałby ryzykować pozycją dla romansu z takim brzydactwem (co poradzić, chłopak miał skłonności do oceniania ludzi przez wygląd). - Kto to był? - spytał Lockhart, tym razem wcale nie udając zainteresowania. Bogata wyobraźnia sprawiała, że już widział tę scenę oczyma wyobraźni. Dziewczynka, wpadająca do łazienki z płaczem... zamykająca się w jednej z kabin... cichy zgrzyt otwieranych drzwi... morderca skradający się przez łazienkę... - Nie wiem - przyznała Marta z wahaniem. - Zdawało mi się, że jakiś chłopiec. Brzmiał jak chłopiec, ale po co wchodziłby do łazienki dla dziewczyn?[/i] [b] - Yyyy... - wymamrotał Darcy zakłopotany, strzelając spojrzeniem ku siostrze. - Na pewno miał dobry powód, tak, na pewno! Może chciał... umyć ręce. Albo poznać uroczego ducha. Ja chciałem poznać ducha. Dlaczego jestem w łazience dla dziewczyn. Marta milczała przez chwilę, przypatrując się mu, jakby próbowała odgadnąć, czy chłopak z niej kpi, czy nie. Nie, nie kpił. Ot uznał słowa o powodach, dla których chłopiec miałby wchodzić do łazienki dla dziewczyn, za prztyczka w nos. - Opowiadaj dalej, proszę - zachęcił ją, starając się ukryć nerwowość. - Co było dalej? - Chciałam mu powiedzieć, że to łazienka dla dziewczyn i nie powinien tutaj wchodzić - oświadczyła tonem, w którym pobrzmiewała śladowa uraza. Zaraz jednak znikła, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Dziwny. Może trochę szalony. - Kiedy otworzyłam drzwi... umarłam. RE: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Daisy Lockhart - 16.11.2022 Daisy poruszyła się niecierpliwie, gdy Jęcząca Marta rozpoczęła swoją opowieść.
O, nie tak to sobie wyobrażała. Miała nadzieję na jakąś mrożącą krew w żyłach historię o zdradzie, namiętności i szaleństwie. A słyszała… W sumie to sama nie wiedziała co właściwie słyszała. Że chłopiec wszedł do łazienki dla dziewczyn a Marta z wrażenia umarła? Przecież to się kupy nie trzymało. To była najgłupsza, najmniej literacka historia jaką tylko ktoś próbował jej wcisnąć. Z czegoś takiego nie dało się napisać dobrej książki. Nawet utalentowany Darcy nie mógł stworzyć historii z takiego niczego. Daisy nie przyprowadziła go po takie nic! - I już? – zapytała dość głupio. Dopiero krzywiąca się mina ducha sprowadziła ją na ziemię. – Ej, no nie gniewaj się na mnie! Nie chciałam tak powiedzieć! Po prostu… to bardzo zaskakująca historia – wyjaśniła koślawo. Ale Marta wyglądała na jeszcze bardziej urażoną niż po pierwszym pytaniu. Jej usta zaczęły nerwowo drgać, szykując się na nowy napad płaczu. - Zaskakująca historia… – wychlipiał duch, celowo przedrzeźniając słowa wypowiedziane przez Daisy. – No tak, dalej, naśmiewaj się z Marty, nawet śmierci nie miała takiej, która nie wzbudziłaby pogardy! W tym momencie, ślizgonka, chyba już nauczona jakimś doświadczeniem, zerwała się na równe nogi. Wyciągnęła ręce przed siebie i zamachała nimi, próbując odwrócić uwagę zjawy od użalania się nad samą sobą. - No bez przesady! Wcale tego nie powiedziałam! – zawołała. Tak być może chwilami uważała Martę za godną pogardy, ale nigdy nie powiedziała tego na głos! Posłała Darcy’emu proszące spojrzenie. Chciała, żeby coś zrobił i uratował ich oboje przed tym, co miało się za chwilę wydarzyć. A wydarzyć się mogło tylko jedno: wielki płacz Jęczącej Marty i kolejne zalanie toalety. – Po prostu bardzo szybko przeszłaś od nadejścia chłopca do własnej śmierci! Na pewno było coś jeszcze, coś między… - wyjaśniła pośpiesznie. Cokolwiek! Kawał rury w ręce chłopca. Wyciągnięta różdżka. Może Marta zemdlała z wrażenia i uderzyła głową o toaletę? A teraz wstydziła się przyznać i Daisy nawet rozumiałaby ten wstyd, sama wstydziłaby się, gdyby umarła tylko dlatego, że uderzyła głową o kibel. I to jeszcze na oczach chłopca, który miałby się jej podobać. - Oczy – powiedziała naburmuszona Marta. Chwilowo uspokoiła się na tyle by wypowiedzieć jeszcze jedno zdanie. – Pomiędzy były jeszcze oczy. RE: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Darcy Lockhart - 16.11.2022 Rozczarowanie Darcy’ego również było głębokie. Nie wiedział, czego się spodziewał, ale… czy ludzie, którzy zostawali duchami, nie powinni umierać jakoś ciekawie? Krwawo? Boleśnie? Podobno duch rezydent Gryffindoru otrzymał kilkanaście cisów toporem, które i tak nie zdołały pozbawić go głowy i był o to tak zły na kata, że aż wrócił z zaświatów, żeby go potem straszyć! A Krwawy Baron? Lockhart wiedział jedno: te wszystkie plamy krwi i łańcuchy nie wzięły się z przypadku. Tymczasem Marta po prostu poszła do łazienki i umarła. Dostała zawału? Darcy słyszał o czymś takim, że twoje serce może nagle przestać bić, i że to często zdarza się mugolom (i gdy to usłyszał jako dziecko, potem przez tydzień ciągle sprawdzał, czy jego serce bije, tak na wszelki wypadek). Był pewien, że to byłby marny finał książki: okazuje się, że ofiara dostała zawału na widok przystojnego chłopca. Chyba że zrobiłby z tego komedię (na to jednak nie wpadł, bo nie znał myśli siostry o rozbiciu sobie głowy o sedes). Omal nie wyraził swojego rozczarowania, ale proszące spojrzenie Daisy go powstrzymało. Przecież nie mógł zawieść siostry, prawda? - Nie, absolutnie się z ciebie nie naśmiewamy, po prostu interesują nas szczegóły! Tak, szczegóły – zapewnił pośpiesznie, zmuszając się do kolejnego uśmiechu, trochę mniej szczerego niż poprzedni. – Jesteśmy ciekawi. Może zobaczyłaś tego chłopca? Albo coś? Co czułaś, kiedy umierałaś? Sama rozumiesz, w moim opowiadaniu muszę dobrze oddać odczucia, żeby czytelnicy mogli w pełni pojąć ogrom twojej tragedii… Oczy. Pomiędzy były jeszcze oczy. - Jakie oczy? Oczy tego chłopca? – Żółte, duże – powiedziała Marta, już trochę mniej obrażona, chociaż zerkała podejrzliwie na Daisy, jakby tylko czekała na jakiś komentarz z jej strony, by wybuchnąć płaczem, krzykiem albo piskami. – Patrzyłam w nie… a potem zesztywniałam i leciałam, leciałam… i wróciłam. – To mogła być halucynacja? – Chyba wiem, co widziałam?! – Tak, tak! Chodzi mi tylko o to…że gdy ludzie umierają… podobno widzą różne rzeczy – zapewnił Darcy koślawo, kiedy piskliwy głos Marty omal nie zranił jego uszu. – To… to po prostu… eee, naprawdę niezwykłe. Tak, niezwykłe. Musiało cię zabić jakieś niespotykane zaklęcie! Czarna magia, jestem pewien. Prawda, Daisy? – powiedział, zwracając się ku siostrze, a potem nagle zmarszczył brwi, gdy coś innego przyciągnęło jego uwagę. – Leciałaś…? Dokąd? Marta nagle jakby skurczyła się w sobie. Zgarbiła, głowę spuściła. – Dalej – mruknęła, cicho, wbijając wzrok w posadzkę. Wyraźnie nie zamierzała powiedzieć nic więcej: o tym miejscu, do którego odchodziły duchy, a niektórzy czarodzieje w ostatniej chwili… zawracali z drogi. RE: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Daisy Lockhart - 16.11.2022 Daisy uśmiechnęła się przymilnie, choć gdzieś w środku była coraz mniej wesoła. No naprawdę, Marta mogłaby się trochę bardziej postarać z tą swoją opowieścią. Gdyby to Daisy była na jej miejscu – wymyśliłaby sobie taką śmierć, o której krążyłyby legendy, napisano by o niej mnóstwo opowieści i przynajmniej kilka piosenek (tu oczywiście odpowiednio heroicznych i patetycznych). No i jako duch, na pewno nie zamknęłaby się w toalecie dla dziewczyn. Żadna to przyjemność przez całą wieczność wsłuchiwać się w dźwięki jak ktoś w kabinie obok załatwia swoje potrzeby.
Zawinęła kosmyk włosów na palec i posłała Darcy’emu pełne skonfundowania spojrzenie. Och, powoli zaczynała żałować, że ściągnęła tu brata. Miała mu dać historię do książki a zmusiła do wysiadywania na podłodze w łazience dla dziewczyn i słuchania głupot, które opowiadała Marta. Tyle, że gdy go tu ciągnęła, naprawdę myślała, że robi dobrze. - O, z pewnością – zgodziła się lojalnie z Darcym, ale w jej głosie pobrzmiewało całkiem głośne powątpiewanie. Ton wskazywał nawet, że równie dobrze mogłaby powiedzieć coś w rodzaju: no co ty Marta nie powiesz: umarłaś, bo kota zobaczyłaś? Taka śmierć była chyba nawet gorsza niż umieranie, bo się zobaczyło ładnego chłopca i rozbiło głowę o kibel. – Ale to tak naprawdę, to nie wiesz, co się właściwie stało? – zapytała i już zupełnie przestała się kryć ze swoim zniecierpliwieniem. Przyszła tu po krew, po mięso, po flaki – a nie po opowiastkę o chłopcu w damskiej toalecie, parze żółtych oczu i jeszcze jakiś bełkot o lataniu - a akurat epizod związany z lataniem (i spadaniem) Daisy miała już za sobą w życiu. Spadanie z miotły było beznadziejne, nie polecała tego nikomu. Na samo wspomnienie robiło jej się niedobrze. Marta uniosła dumnie brodę do góry. Daisy wyzywająco uniosła do góry brwi, chyba już nie licząc się z tym, że takim zachowaniem naprawdę wywoła u ducha kolejny napad histerycznego szlochu. Założyła ręce na piersiach i przekrzywiła głowę na bok. Z boku może to nawet wyglądało tak, jakby szykowały się do jakiegoś dziwacznego pojedynku. - Przecież wam właśnie powiedziałam – rzuciła cierpko Jęcząca Marta. – Czego ty jeszcze ode mnie chcesz? - Czegoś ciekawszego? – Daisy wypowiedziała pierwsze zdanie, które przyszło jej do głowy. Och, nie chciała być świadomie okrutna. Po prostu nie pomyślała o tym jak złośliwie i nieprzyjemnie musiały zabrzmieć jej słowa. – Co to w ogóle za historia jest? Siedziałam w kiblu, płakałam, usłyszałam chłopca i umarłam – wyliczyła, przewracając oczami. Marta w tym czasie pęczniała. Oczywiście niedosłownie, ale policzki jej zaczęły się wydymać, oczy powiększyły się (i zaczęły wzbierać w nich łzy), podbródek zadrgał. Daisy nie spuszczała z niej wzroku. - No dalej, dawaj, czekałaś na to całą tę rozmowę – westchnęła ostentacyjnie. – Teraz zacznie płakać a potem zanurkuje w odpływie i ochlapie nas wodą – uświadomiła Darcy’ego. RE: [Wiosna 1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Darcy & Daisy - Darcy Lockhart - 17.11.2022 Rozczarowanie było przemożne. Gdyby chociaż Marta wyjaśniła, co znaczy to „dalej”! Gdyby mógł się dowiedzieć więcej o tym, dlaczego duchy wracając i co zobaczyły tam, na końcu drogi… może ta cała rozmowa byłaby coś warta. Oczywiście, nie obwiniał siostry. Ta z pewnością została niecnie oszukana przez Martę, która udawała interesującego ducha, a w rzeczywistości po prostu zemdlała w łazience, umierając na jakąś trudną do zidentyfikowania chorobę. Miał nawet już oznajmić, że „wzywają ich sprawy niecierpiące zwłoki” – bo Darcy zazwyczaj nie był niemiły. Nie bez powodu przynajmniej. (I nie wynikało to nawet z dobrego charakteru, wręcz przeciwnie. Nauczył się, że więcej ugra, zachowując się sympatycznie. Chyba że akurat stał w gronie kolegów czystej krwi i napatoczył się jakiś mugolak, wtedy wspomnienie coś cicho o smrodzie szlamu zapewniało dodatkowego punkty.) Rzecz jasna jej zachowanie niezbyt go zaskoczyło. Znał Daisy całe swoje życie, niewiele rzeczy mogłoby go zaskoczyć w jej przypadku. Jako osobnik dość jednak zaślepiony, w pewnym sensie widzący w siostrze własne odbicie, nie potrafił dopatrzeć się w nim niczego nagannego… wszak miała prawo być rozczarowana! On też był rozczarowany. Nic dziwnego, że się zezłościła i powiedziała kilka słów prawdy… - Em, tak, Daisy, chyba pora już iść… - mruknął, podnosząc się i chwytając siostrę za rękę, aby pociągnąć ją w górę. Głównie dlatego, że łzy spływające po twarzy Marty, jej mina, zwiastowały faktycznie wybuch i wcale nie był pewien, czy chce być jego świadkiem… - AAAAAAGRH! – wrzasnęła Marta, ni to w okrzyku złości, ni to rozpaczy, aż odbiło się to echem w opustoszałej łazience. – Jesteście okropni!!! Okropni!!! Mam nadzieję, że umrzecie jutro w łazience!!! – zawyła, a potem, zgodnie z przewidywaniami Daisy, z niezwykłą prędkością przeleciała ku jednej z kabin, przenikając przez nią. Rozległo się pryśnięcie wody, odgłos jej puszczania… Darcy jednak nie czekał, aż woda zacznie się wylewać, zaleje podłogę, a może i ich: wypadł z łazienki, starając się wyciągnąć za sobą także bliźniaczkę… – O Merlinie – jęknął, podpierając się o ścianę. – Ona jest niezrównoważona! Kompletnie niezrównoważona! Ciekawe, czy za życia też taka była, czy jej odbiło dopiero po śmierci? A może ktoś ją utopił w tym sedesie, tylko nie chciała się przyznać? I dlatego tak teraz w nim nurkuje…? Rozejrzał się nerwowo, chcąc upewnić się, że nikt nie widział, jak wychodzi z damskiej łazienki. Chyba nie przetrwałby takiego wstydu… |