Secrets of London
[08/09.09.1972] Fahrenheit 451 - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [08/09.09.1972] Fahrenheit 451 (/showthread.php?tid=4799)



[08/09.09.1972] Fahrenheit 451 - Alexander Mulciber - 15.05.2025

Wciąż jeszcze słyszał krzyki płonącego księgarza, którego na rozkaz Alexandra wywleczono z jego księgarni przy ulicy Pokątnej, aby spalić go na stosie usypanym z mugolskich książek. Białe kruki ulatujące ku niebu, pomyślał nieprzytomnie Mulciber, podpalając stos. Patrząc jak białe kartki czernieją w ogniu, zrozumiał jednak, że się mylił. To cały czas były czarne kruki, te same, do których wcześniej strzelał ogniem z dachu opuszczonej fabryki. Umierający trzepot ich skrzydeł niczym nie różnił się od trzepotu wyrywanych garściami kartek umierających książek.

To była jedna z ulubionych księgarni Mulcibera.

Stój! – Odruchowo podniósł głowę, słysząc za plecami okrzyk: w tym samym momencie poczuł ból w lewym ramieniu. Ktoś zadrasnął go zaklęciem. – Stój, ty kanalio! Stój, w imię prawa!

Alexander przeniósł się kilka metrów dalej, nie chcąc ryzykować, że kolejne zaklęcie świśnie mu nieoczekiwanie koło ucha: przeczesywał wzrokiem ulicę, próbując wypatrzyć przeciwnika, cały czas pozostając jednak w ruchu. Przedarł się przez gruzowisko, nie przystając nawet, aby przyjrzeć się lepiej ścigającemu go funkcjonariuszowi. Wystarczył mu widok aurorskiego umundurowania. Przyciskając zranione ramię, wystrzelił w niego zaklęciem, niecelnie, ale chciał jedynie sprokowować aurora do podjęcia pościgu. Wpadł przez na wpół zawalone przejście do wnętrza płonącego domu towarowego. Maska może i chroniła go przez popiołem, pokrywającym wszystko wokół, ale nie przed żarem płomieni: paląc sklepy przy Pokątnej, Mulciber czuł jak pot spływa mu po twarzy. Nie wiedział, jak daleko zdołał rozprzestrzenić się ogień, miał jednak tę przewagę, że wiedział, gdzie został podłożony. Skrył się za rogiem niewielkiego sklepu muzycznego, nasłuchując kroków pośród trzasków płomieni. W starciu jeden na jednego większe szanse miał w zamkniętej przestrzeni piętrowego domu towarowego, choćby oboje mieli tu zaczadzieć. Usłyszał jak auror się zbliża, zaniósł się bowiem kaszlem. Zaciskając zęby, Mulciber wyczarował prowizoryczną opaskę uciskającą miejsce zranienia, zanim jednak zdołał zorientować się, skąd dokładnie dochodzi kaszel, zapadła się nad nim część sufitu. Zaskoczony auror wystrzelił przypadkiem zaklęciem rozpraszającym, nieświadom, że wielokrotnie podpalany i gaszony dom towarowy chwieje się w posadach. To był błąd. Wszystko dookoła zdawało się walić. Z gardła aurora wyrwał się cichy jęk – już nie zaklęcie, nie obelga – jęk frustracji, skompresowany między zębami, które zacisnął do bólu. Siła odrzutu zaskoczyła i jego, i Mulcibera, który potoczył się w bok, szczęśliwie gasząc własnym ciałem płomienie, którymi zajęła się na chwilę poła jego płaszcza: nie miał czasu wycelować, więc zdecydował się na bardzo ryzykowny krok.

// Rzucam na statystykę kształtowanie ◉◉◉○○, aby posłać w stronę aurora kulę ognia.[roll=Z]

Przerwał inkantację, bo obok niego spadła właśnie jakąś belka. Chciał wystrzelić w stronę aurora ogień, ale z jego różdżki nie wydobyły się nawet iskry, jak gdyby drewno protestowało przed rozpętywaniem jeszcze większego piekła w płonącej lokacji. Pożoga rozprzestrzeniała się wystarczająco szybko i bez pomocy Mulcibera. Poderwał się i rzucił do ucieczki, gdy kolejne ściany domu towarowego stawały w płomieniach. Nie było nic dumnego w tym, jak wziął nogi za pas, ale nie zamierzał przecież czekać, aż wyczerpie się adrenalina buzująca mu żyłach. Rana, jaką zadał mu auror nie dokuczała tak mocno, jak poobijane plecy, ale wołał nie ryzykować: mógłby spróbować rzucić zaklęcie jeszcze raz, korzystając z tego, że auror wciąż nie podnosił się ze sterty gruzu, ale nie chciał zginąć pogrzebany pod gruzami domu towarowego przez własną głupotę. Zniknął pośród cieni, a uciekając, wciąż jeszcze słyszał krzyki aurora, który został w środku.

Koniec sesji