![]() |
|
[09 IX 1972] Zegarmistrz światła purpurowy | Stanley & Anthony - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [09 IX 1972] Zegarmistrz światła purpurowy | Stanley & Anthony (/showthread.php?tid=4811) |
[09 IX 1972] Zegarmistrz światła purpurowy | Stanley & Anthony - Stanley Andrew Borgin - 18.05.2025 9 września 1972, ulica Horyzontalna
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xvMwYZB.jpeg[/inny avek]Stanley Andrew Borgin & Anthony Ian Borgin Noc chyliła się ku końcowi, ale należało jeszcze coś zrobić. Coś, co spowoduje, że ta noc zostanie zapamiętana na zawsze. Nie miało znaczenia w jaki sposób - pozytywny czy negatywny. Chodziło tylko o to, aby odcisnąć piętno na społeczeństwie. Aby zaznaczyć, że Ministerstwo nie jest zdolne do ochrony wszystkich. Że tylko Czarny Pan, o zgrozo, jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo czarodziejom czystej krwi. Ponownie jednak znalazł się w towarzystwie Anthony'ego, który również był znany pod pseudonimem Lynx. Stali w ruinach jakiegoś domostwa, przyglądając się okolicy. Polowali. Szukali ofiary. To była dopiero zbieżność ksywek i tego, co mieli za chwilę zrobić. Sęp i Ryś w akcji, czekający, aż zjawi się ktoś, kto podpasuje ich gustowi. Ktoś, kto zostanie wytypowany do utraty pamięci albo do utraty swojego żywota, o ile nie uda się poprawnie przeprowadzić hipnozy. Nie należało jednak rzucać słów na wiatr, wszak młodszy Borgin był bardzo utalentowanym czarodziejem i należało w niego wierzyć. - Lynx, spójrz - wskazał otwartą dłonią w kierunku kobiety, która próbowała coś wyciągnąć z ruiny jakiegoś sklepu. Prawdopodobnie poszukiwała czegoś, co należało kiedyś do niej, a może bawiła się w szabrownictwo? Tego nie wiedział ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Nie. Dla Stanleya nie, ponieważ mieli zrobić swoje i tyle. Vulturis podszedł krok bliżej, aby móc się przyjrzeć odrobinę lepiej. Wygląda na samotną kobietę, która była pozostawiona na pastwę losu. Gdzie byli funkcjonariusze, którzy mieli służyć i ochronić? Gdzie były te stada psów Harper, kiedy były potrzebne? Nigdzie. Oni potrafili tylko łapać tych, których mieli na wyciągnięcie ręki. Bezużyteczni. - Zrobimy tak. Podejdziemy do pani i spróbujesz jej usunąć pamięć za pomocą swoich sztuczek-magiczek... - przedstawiał powoli plan Anthony'emu - Wiesz... Hipnoza, te sprawy. Masz jedną próbę. Zawiedziesz, a dostanie avadą - wyjaśnił - Nie mamy miejsca na błędy - dodał, a następnie dobył własnej różdżki, aby był w gotowości do działania. Stanley wierzył, że Lynx da radę, wszak w Szkocji poszło mu całkiem nieźle, więc liczył tym razem na to samo. - Nawet się nie witaj. Od razu przechodź do działania - polecił, mając w głowie to, co zrobił Rodolphus przed atakiem na funkcjonariusza. Na szczęście młodszy Borgin miał chyba więcej wody w swojej głowie, więc nie miałby tak wspaniałych pomysłów co Vipera. //dowodzenie RE: [09 IX 1972] Zegarmistrz światła purpurowy | Stanley & Anthony - Anthony Ian Borgin - 18.05.2025 Ulżyło mu, że większość czasu spędził w towarzystwie brata. Czuł się pewniej, gdy mieli szansę chronić swoje plecy. Dym był męczący, było mu gorąco i dałby absolutnie wszystko za prysznic – wcześniej sprawdzając, jak miało się jego młodsze rodzeństwo, Rose czy najbliżsi przyjaciele. Cichy głos w jego głowie szeptał modlitwę, aby Atreus żył i był cały, aby Brenna żyła i była cała, ale nie mógł o tym nikomu powiedzieć. Zerkając jednak na Staszka,wiedział, że i on czasem o przyjacielu ze szkolnych lat pomyślał. Sęp i Ryś, drapieżcy z przestworzy i z ziemi, obserwowali otaczających ich świat. Ludzi na ulicach było mniej niż wcześniej, a w powietrzu już pewnie unosił się swąd spalonych ciał. Paskudny. Miał kurewską ochotę zapalić, ale jedynie zacisnął i rozluźnił palce, tłumiąc nałóg, skupiając się na skórzanych rękawiczkach. - Ona?- uniósł brew z nutą niezadowolenia, bo doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji swojej potencjalnej porażki. Był hipnotyzerem, umiał nawet działać bez wahadełka, ale wymagało to koncentracji i skupienia. Jak miał być skupiony po tym wszystkim, co się wydarzyło? Może to i Stanley rzuci zaklęciem pozbawiającym ją tchu, ale to on będzie miał krew na rękach, praktycznie bezpośrednio – czego unikał, jak szanujący się gentleman. Niczym szef jakiegoś gangu działał tak, aby nie robić ofiar samemu, a poprzez wykorzystanie kogoś. Westchnął, zdając sobie sprawę, że kłótnia nie miała absolutnie znaczenia. Nie mieli czasu. Przyglądał się jej chwilę, gdy z nutą przerażenia i pośpiechem szukała czegoś w zgliszczach jednego z tutejszych sklepów. - Gdyby miała inny kolor włosów, byłaby bezpieczna, co? - rzucił pół żartem, prychając pod nosem. Szeptem, tak, aby tylko jego partner usłyszał. - Miej świadomość, że nigdy w życiu nie próbowałem tego w masce. I nie wiem, w jakim stopniu kontakt wzrokowy będzie stabilny. Więc bądź gotów. Wyjaśnił mu jeszcze po tym, jak przyjął instrukcję i wyprostował się, poprawiając kaptur. Przymknął na chwilę oczy, odliczył do dziesięciu, zgarniając wszystko to, co zaprzątało jego myśli do małych pudełek i upchnął je gdzieś na bok. Zupełnie tak, jak uczył go dawno temu mentor. Efekt zaskoczenia zawsze sprzyjał sukcesowi, więc musiał go wykorzystać. Wyczekał kilka sekund, aż kobieta będzie we właściwym miejscu tak, aby mógł przyprzeć ją do muru i zmusić, aby patrzyła mu w oczy. W kilka sekund znalazł się przed nią, ignorując stłumiony i zlękniony okrzyk, skórzaną rękawiczką unosząc jej nadgarstek. Merlinie, niech ta maska nie spierdoli, bo wyglądała na kobietę, która nie miała absolutnie nic wspólnego z wielką wojną i mogłaby mieć domek na wsi z małym pieskiem. Zwilżył wargi, a jego wzrok zadawał się próbować wedrzeć do najgłębszych zakamarków jej duszy. Trudno było dostrzec, gdy wahadło z zielonym kryształem zakołysało się na łańcuszku przed jej twarzą, rytmicznie i stabilnie – reprezentując to, czego tej nocy brakowało.- Uspokój się, odetchnij. Posłuchaj mnie. - brzmiał zupełnie inaczej, niż gdy mówił normalnie, wykorzystując odpowiedni akcent i tonację, musiała być stabilna i nieco pusta, mechaniczna – takie słowo zawsze przychodziło mu na myśl, gdy mu to tłumaczono. rzut zauroczenie + przewaga hipnoza [roll=PO] RE: [09 IX 1972] Zegarmistrz światła purpurowy | Stanley & Anthony - Stanley Andrew Borgin - 19.05.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xvMwYZB.jpeg[/inny avek] Z niedowierzaniem słuchał słów Anthony'ego, które odnosiły się do koloru włosów ich dzisiejszej ofiary. Nie miało znaczenia czy była brunetką, blondynką czy chociażby ruda. Vulturisa to nie obchodziło w ogóle. Mieli swoje zadania, rozkazy i należało się ich trzymać. Byli żołnierzami, który mieli zrobić swoje, złożyć raport, a następnie się rozejść do swoich domostw, aby oczekiwać na kolejne sprawunki od swoich przełożonych. Lynx prosił się o ojcowskiego kuksańca za swoje słowa. Za to jego podejście do całej sprawy. Co on w ogóle robił w ich szeregach z takim podejściem? Gdzie oddanie sprawie? Gdzie wiara w te wszystkie ideały, które nimi rządziły? Te same ideały, które się zacierały, a w ich miejsce wchodził czysty terroryzm w pełnej krasie. Niestety kara musiała poczekać, a młodszy Borgin miał szansę na uratowanie żywota tejże panienki. Skoro był taki chętny, Stanley chciał dać mu szansę. Jednak nieudana próba musiała się skończyć jednym - śmiercią, bądź obłędem, który miał ją wykończyć. Zniszczyć. Zakończyć jej marny żywot. Nie mniej jednak, Vulturis, obserwował. Nie wtrącał się póki co. Oddał robotę w ręce swojego brata. Wierzył w niego. Chciał wierzyć, że podoła. Kobieta wydawała się zaskoczona widokiem Śmierciożercy za swoimi plecami. Nie wiedziała co miała zrobić, a słowa Anthony'ego, wcale jej nie uspokoiły, a raczej zaniepokoiły. Zestresowały. Sprawiły, że niemal od razu zaczęła się rozglądać za kryjówką, która mogłaby pozwolić jej przetrwać to wszystko. Widząc to wszystko, musiał zareagować. Szybkim krokiem podążył w ich kierunku, a w międzyczasie wyciągnął swoją różdżkę, którą od razu skierował w kierunku ich ofiary. Nie może nam zwiać Przekonywał sam siebie w swoich myślach. - Crucio! - wykrzyczał, próbując cisnąć zaklęciem w kierunku kobiety, która miotała przed jego oczami. Potrzebowali jednego, dobrego zaklęcia, a ich ofiara znalazłaby się w konwulsjach na ziemi. Tego właśnie potrzebowali. Nekromenszyn na cruciatusa [roll=PO] Dopisanie efektu: Mimo iż Stanley uważał się za całkiem dobrego czarodzieja, a zwłaszcza takiego, który biegle posługiwał się czarną magią, tym razem było to za mało. Czar był na tyle słaby, że nie stało się dosłownie nic. Kobieta nie znalazła się w konwulsjach. Nie cierpiała. Zapewne musiała być zdziwiona, tak jak zdziwiony był Borgin na to wszystko. To musiała być jej szczęśliwy dzień. Vulturis zamierzał puścić ją wolno w takim obrocie spraw. RE: [09 IX 1972] Zegarmistrz światła purpurowy | Stanley & Anthony - Anthony Ian Borgin - 25.05.2025 Anthony chyba musiał komentować, nawet jeśli to nie miało znaczenia – chyba dla jego lepszego samopoczucia, rozładowania tego, co się w nim działo. Stanley był dużo lepszym żołnierzem, niż on, wykonywał rozkazy bez dyskusji i chciał spełnić oczekiwania Czarnego Pana, ale młodszemu Borginowi przychodziło to nadzwyczaj ciężko. On tu był, bo musiał i taka była jego rola, zaakceptował to teoretycznie, ale w praktyce, często formy działania wybrane przez organizacje mu nie odpowiadały. Cały ten chaos, narażenie czystokrwistych, narażenie dóbr i historii czarodziejskiej w akcie terroryzmu, bo inaczej tego nie mógł nazwać.. Starał się, ale podobnie jak iskry trzeszczały w powietrzu, tak w nim też to wszystko trochę płonęło. Ideały zacierała brutalność i piętrzące się stosy ofiar, które nie były potrzebne. Zasoby ludzkie były tak uniwersalne, że znalazłby lepsze zastosowanie w świecie z nowymi regułami, niż przypominanie spalonej kłody drewna. Bezużytecznej już, śmierdzącej. Marnotrawstwo. Nie był zaskoczony brakiem sukcesu w hipnozie, bo jak Staszka uprzedzał, maska i wszystko dookoła nie były sprzyjające, a srebrnej twarzy zdjąć nie mógł. Nie był też zadowolony, bo wiedział, co starszy Borgin będzie musiał zrobić. Cofnął się bez słowa, opuszczając dłonie i korzystając z chwili, schował wahadełko. Merlin by to wszystko trzasnął. Świst zaklęcia Vulturisa był tak samo ostry i pełen złowrogiej intencji jak zawsze, gdy sięgał po czarną magię. Anthony obserwował, jak jego kuzyn kieruje różdżkę na spanikowaną kobietę, która wcześniej zareagowała przerażeniem na samą jego obecność. Spodziewał się krzyku, konwulsji, typowego, makabrycznego efektu Cruciatusa, który Stanley tak biegle potrafił wywołać. Jednak zamiast tego, po inkantacji Vulturisa, przez ułamek sekundy nie stało się… nic. A przynajmniej nic z tego, czego Lynx oczekiwał. Kobieta, owszem, skuliła się, zasłaniając odruchowo głowę, jej ciało napięte w oczekiwaniu na ból, ale zaklęcie, jeśli w ogóle ją dosięgło, nie rzuciło jej na ziemię w spazmach. Może błysnęło zbyt słabo, może nie trafiło czysto, a może ta noc była po prostu pełna paskudnych, nieprzewidywalnych niespodzianek dla wszystkich. Antek uniósł lekko brwi pod maską. To było… niecodzienne. Vulturis rzadko, jeśli w ogóle, chybiał lub rzucał zaklęcia z niedostateczną mocą, zwłaszcza gdy chodziło o te ulubione. Przez moment w głowie Anthony'ego zaświtała absurdalna myśl, czy to nie jakiś kolejny, pokrętny element ich "testu" tej nocy. Szybko ją odrzucił. Nie, to było zwykłe, zaskakujące niepowodzenie. Może uratował ją kolor włosów? Jego uwaga przeniosła się na Stanleya. Maska doskonale kryła rysy twarzy kuzyna, ale Lynx znał go zbyt dobrze. Wyczuwał niemal namacalną falę lodowatej frustracji i narastającego gniewu. Może było to trochę rozczarowanie? Nieudane zaklęcie, zwłaszcza takie, było dla niego osobistą zniewagą, plamą na jego reputacji skutecznego egzekutora. Kobieta, wciąż skulona, teraz z wahaniem uniosła głowę, rozglądając się dziko. Jej pierwotny strach mieszał się teraz z absolutnym przerażeniem i być może nawet z iskierką niedowierzania czy desperackiej nadziei. Była nadal celem, nadal problemem do rozwiązania. – Wygląda na to, że ma Pani dzisiaj wyjątkowo dużo szczęścia. Albo nasza magia płata nam figle w tym dymie. – rzucił, zmieniając nieco głos na wypadek, gdyby maska też płatała figle. Całe napięcie jakoś z niego zeszło, a Tosiek miał ochotę po prostu wybuchnąć śmiechem z powodu całej tej serii brutalnych niepowodzeń tej nocy. Chrząknął, maskując rozbawienie i przeniósł wzrok na przerażoną i zdezorientowaną kobietę, chociaż jego kolejne słowa skierowane były do Stanleya, stanął nawet bliżej niego, tak, aby tylko on słyszał. - Tak czy inaczej, nasz czas tutaj dobiegł końca. Najwyższa pora się zbierać, zanim przyciągniemy niepotrzebną uwagę. - powstrzymał się już przed dodaniem komentarza o tym, że przynajmniej ten efekt strachu zadziałał, a ona będzie bała się wyjść z domu. Cóż, mogliby rozbić jej głowę cegłą, bo była bezbronna lub zrobić inne okropieństwa, typu wydłubanie oczu różdżką lub siłowe wrzucenie w ogień, ale wolał wierzyć, że Pani ma Anioła Stróża. I tego nie proponował. RE: [09 IX 1972] Zegarmistrz światła purpurowy | Stanley & Anthony - Stanley Andrew Borgin - 20.06.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xvMwYZB.jpeg[/inny avek] Stanley nie wierzył w to wszystko. Dlaczego zawiodła go jego jedyna sprawdzona broń? Nic z tego nie rozumiał. Lynx chciał uchronić tę kobietę i sprawił, aby czar Borgina się nie udał? Nie, to nie mogło być to. - Los się dzisiaj do ciebie uśmiechnął - niemalże wysyczał w złości spod maski, dając kobiecie prostą drogą do ucieczki. Nie miał zamiaru jej powstrzymywać skoro magia płatała im figle. Może byli już przemęczeni tego wieczora i dlatego im sie nie udało? Tylko Merlin mógł to wiedzieć. Vulturis przyglądał się kuzynowi przez kilka chwil jakby chciał upewnić się, że ten nie maczał palców w ich porażce. Nie chciał wierzyć, że tak mogło się stać, więc szybko pokręcił głową, aby wyzbyć się tych myśli zanim będzie za późno. To nie mógł być on. Nie Anthony. Każdy ale nie on Bronił go w swojej głowie. Ich niedoszła ofiara nie miała zresztą zamiaru czekać na dogodniejszy moment. Kiedy tylko Stanley się ocknął, zauważył, że kobiety już nie było, a w okolicy dało się usłyszeć tylko jej kroki, które z każdą sekundą sugerowały, że oddalała się na bezpieczną odległość. - Zwijamy się - syknął z pewną dozą złości w głosie, co oczywiście mógł zauważyć młody Borgin, a następnie zawinął się na pięcie i czym prędzej zniknął między budynkami. Czas ich naglił. Koniec sesji
|