Secrets of London
jesień 1972, 9 września (spalona noc) / co za miejsce, nie do życia… co najmniej +700 - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: jesień 1972, 9 września (spalona noc) / co za miejsce, nie do życia… co najmniej +700 (/showthread.php?tid=4836)



jesień 1972, 9 września (spalona noc) / co za miejsce, nie do życia… co najmniej +700 - Dægberht Flint - 25.05.2025

Scylla Greyback & Dægberht Flint
Aleja Horyzontalna

Ból.

Medykamenty nałożone na jego twarz powoli działały i goiły rany od oparzeń, ale o Matko przenajświętsza, to było tak dziwne uczucie. Skaleczenie się to skaleczenie – kto nigdy nie złamał nogi niech nie nazywa się podróżnikiem, ale… no właśnie! Ale to było zupełnie inne uczucie. Swąd czarnej magii i zwęglonej skóry już do niego przywarł, najwyraźniej nie zamierzał go opuścić i Flinty coraz mocniej rozumiał, że to nie miało już nic wspólnego z faktycznym zapachem jego ciała. To się wżarło w jego umysł jak naróść rakowa.

Żadnego bólu już nie było, ale jego psychika pamiętała.

Co rusz dotykał palcami opatrunku żeby przypomnieć sobie, że żyje.

Powrót do mieszkania był ciężki, ale nieunikniony. Nie mógł zostawić tutaj Kapitana, nawet jeżeli wcześniej widział wyraźnie, że budynek nie płonął. Kot musiał być przerażony, na skraju wyczerpania, ale bezpieczny…? Kiedy wspinał się na górę po cuchnącej klatce schodowej nieco w to bezpieczeństwo zwątpił. Otworzył to przeklęte, osmolone mieszkanie i pełen żalu przełknął ślinę widząc, że nie tylko płomienie siały potworną destrukcję. Cokolwiek wydarzyło się z ich ukochanym poddaszem, było dziełem magii tak okrutnej jak ta, która sięgnęła jego już-nie-tak-przystojnej facjaty.

Obrzydliwe.

Zamknął te drzwi i pierwszy raz od naprawdę dawna zaklął głośno, bezsilny wobec koszmaru, jaki rozegrał się na ulicach Londynu. Czy dało się jeszcze zachować tu jakąkolwiek neutralność? Przysiągł księżycowi, że taki właśnie będzie – bezstronny wobec żywych – ale oni nie zachowali swojej neutralności wobec niego i jak każdy człowiek zwątpił. Zwątpił w słowa, którymi pokrył niemal całą powierzchnię swojego ciała.

Potrzebował się przebrać, umyć, związać włosy. Nie zrobił żadnej z tych rzeczy. Znalazł Kapitana w jednej z kuchennych szafek i przytulił go do siebie. Razem z nim usiadł na kanapie tak zniszczonej, że chciało mu się od tego wymiotować i przez moment obserwował zacieki pod sufitem, a później zamknął oczy i spróbował się uspokoić. Zaraz wzejdzie świt. Może słońce rozgoni te chmury. Może… może jutro będzie widać tarczę Matki i ta historia się nie powtórzy.