Secrets of London
[grudzień 1961] How to speak with the dead. A practical handbook. - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [grudzień 1961] How to speak with the dead. A practical handbook. (/showthread.php?tid=4887)



[grudzień 1961] How to speak with the dead. A practical handbook. - Leviathan Rowle - 06.06.2025

W bibliotece panował przyjemny półmrok, wynikający z grudniowych ciemności panujących już za oknami i zaledwie nielicznymi świecami, które pozostawały zapalone przy stolikach do czytania. Lubił właśnie taką atmosferę, bo oznaczało to że dzisiejszego wieczoru było tu nieco mniej osób, a to z kolei przekładało się na spokój, a ten z kolei cenił sobie jakoś bardziej, od kiedy dwa lata temu dostał plakietkę prefekta. Brak potrzeby nadzorowania półgłówków? Marzenie, dzięki któremu mógł w spokoju udać się do działu Ksiąg Zakazanych, po potrzebne pozycje.

Zdawanie owutemów z Obrony Przed Czarną Magią miało swoje niekwestionowane plusy, które teraz składały się na zamaszysty podpis nauczyciela prowadzącego ten przedmiot, złożony na świstku papieru który dawał bibliotekarce do zrozumienia iż tak, wpuszczenie Rowla do zakazanego działu było mile widziane. Sprawująca pieczę nad biblioteką kobieta przyjęła karteczkę i z wystudiowaną miną przyjrzała się jej, sprawdzając czy wszystko było jak należy. Oczywiście, było, dokładnie tak samo jak za każdym poprzednim razem, kiedy Leviathan okazywał jej zezwolenie podczas tego roku szkolnego. W końcu też skończyli ten swój mały rytuał, kiedy bibliotekarka oddała mu karteczkę, kiwając przy tym głową i odprawiając go ręką. Tym razem jednak na odchodne rzuciła, że musi coś pilnie załatwić i żeby nie nadużywał pod jej nieobecność swoich przywilejów i jej zaufania.

Westchnął, kierując swoje kroki w głąb biblioteki, wzdłuż regałów wypełnionych tomiszczami chyba równie starymi co sama szkoła. Położenie wielu pozycji znał na pamięć, bo nawet jeśli posiadał jasno określone zainteresowania, dokładał wszelkich starań by każdy inny przedmiot, z którego ocena cokolwiek znaczyła, zaliczyć na jak najlepszym poziomie. Podobno tego rodzaju potencjał do kujonowatości miał w sobie każdy krukon, ale prawda była taka że trzeba było albo zwyczajnie lubić połykać wiedzę, albo mieć jasno określony plan na przyszłość, by starać się aż tak mocno.

Kroki zaprowadziły go w stronę, gdzie znajdowało się wejście do Działu Ksiąg Zakazanych, ale zamiast z miejsca podejść do oddzielającej go od reszty strefy, zatrzymał się przy ustawionych między regałami biurkach. Odłożył na jednej z blatów przyniesione przez siebie rzeczy, przygotowując sobie kałamarz, pióro czy odkładając parę książek, które miał już ze sobą z ogólnodostępnego działu, a które mogły mu się też przydać. Wyłożył też zwitki pergaminu, a przynajmniej chciał to zrobić, bo te zaraz rozsypały się niesfornie, jakby złośliwie chcąc zakłócić cały proces wypakowywania i potoczyły się po złączonych blatach biurek.
- Wybacz - mruknął, ale przez panującą w bibliotece ciszę, dało się bardzo dobrze podchwycić jego słowa. Wlepił spojrzenie pionowych źrenic w młodziutką uczennicę, która stała się ofiarą nagłego bałaganu, który Rowle już zaczął z pewnym rozleniwieniem opanowywać.


RE: [grudzień 1961] How to speak with the dead. A practical handbook. - Lana Dolohov - 28.06.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=cyVGGLR.jpeg[/inny avek]
Według etymologii, "runa" wywodzi się z pragermańskiego słowa oznaczającego sekret albo tajemnicę. Zdaniem Lany miało to dużo sensu, ponieważ sama traktowała alfabet runiczny jako swego rodzaju zagadkę do rozwiązania. Koleżanki dziwiły się, dlaczego na drugim roku wybrała tak nudne przedmioty jak starożytne runy i numerologia, ale dla analitycznego umysłu Dolohovówny stanowiły one świetną rozrywkę. I to do tego stopnia, że zamiast imprezować w pokoju wspólnym, wolała robić zadania w bibliotece, tłumacząc się ogromem pracy domowej.

Dlatego właśnie spędzała ten grudniowy wieczór ślęcząc nad tłumaczeniem inskrypcji. Jakoś instynktownie zajęła miejsce w pobliżu wejścia do Działu Ksiąg Zakazanych, choć nie miała pozwolenia na przeglądanie znajdujących się tam pozycji. Nigdy też nie weszłaby tam nieuprawniona. A jednak... Trochę ją to kusiło. W końcu skoro starsi uczniowie mogli dostać papier dający dostęp do tego działu, to raczej nie przechowywano tam niczego, co w nieodpowiednich rękach mogłoby stanowić zagrożenie. Za to z pewnością znajdujące się tam książki zawierały wiele ciekawych informacji. Lany nigdy nie ciągnęło do łamania zasad ale zdobywanie nowej wiedzy czasami wydawało się warte poświęceń. Być może właśnie fakt, że była w stanie przekroczyć własne granice dążąc do celu, był czynnikiem, przez który ostatecznie została przydzielona do domu węża a nie kruka.

Pochłonięta zadaniem, nawet nie zauważyła zbliżającego się Rowle'a. Zwróciła na niego uwagę dopiero po tym, jak zwitki pergaminu stoczyły się na jej biurko. Uniosła głowę i gdy jej spojrzenie napotkało wzrok Krukona, wzdrygnęła się. Dolohovównie nie przychodziły łatwo interakcje z obcymi, a Rowle był przecież starszym chłopakiem z innego domu. Nie wspominając o... nietypowych elementach wyglądu. Choć szczerze mówiąc, bardziej ją one fascynowały niż odrzucały. Zastanawiała się, jak różnił się świat widziany przez pionowe źrenice? Interesowały ją również inne kwestie związane ze Smoczą Łuską, ale musiała powstrzymać swoją ciekawość. Zadawanie pytań w stylu "a jak to jest być smokiem" było przecież bardzo niegrzeczne.

Ostatecznie, jej jedyną reakcją na przeprosiny było nieśmiałe skinięcie głową. Zamierzała wrócić do rozwiązywania zadań, lecz nagle coś (albo raczej ktoś) sprawiło, że kartka, na której pisała, zsunęła się z biurka. Dziewczyna nie miała nawet czasu się nad tym zastanowić, gdyż zaraz potem krzesło, na którym siedziała, poleciało do tyłu. Ślizgonka wylądowała więc na podłodze, wydając z siebie dość wstydliwy pisk.


RE: [grudzień 1961] How to speak with the dead. A practical handbook. - Leviathan Rowle - 30.07.2025

Tak samo jak Leviathan zdawał się obchodzić szerokim łukiem rozmawianie o dziwactwach swojej natury, tak czający się w nim krukon aż za dobrze rozumiał dlaczego niektórzy chcieli wiedzieć. Pytania piętrzyły się mnożyły, bo kiedy odpowiedziało się na jedno, w kolejce zaraz pojawiało się jakieś drugie i niektórym faktycznie pozwalał wypowiadać je nagłos, bez zmieszania czy zniesmaczonego spoglądania w ich stronę. Jak to jest być smokiem natomiast, było chyba tym najbardziej osłuchanym i to na różne sposoby. Najczęściej jednak zadawała je chyba Helloise, no... przynajmniej do momentu, kiedy jeszcze biegała po ojcowskim domu. W jej pytaniu bywało tak samo dużo zaczepek, przygany, jak i zwykłej ciekawości. Lana, na swoje nieszczęście, była zaledwie twarzą która migała mu na szkolnych korytarzach. Zbyt młodą by wzbudzić prawdziwe zainteresowanie, tym bardziej że była ubrana w kolory innego domu.

Biblioteka jednak pozwalała w jakiś sposób jednoczyć się w tej wszechobecnej ciszy, przetykanej ledwo słyszalnym szelestem kartek. Łączył ich tu wszystkich głód wiedzy, czy to ten starannie pielęgnowany czy desperacki, pobudzony zbliżającymi się egzaminami. Teraz jednak, niestety, nie było tylko stałości dźwięku. Był niepokój i gwałtowność, której dodatkowo nie powodowało żadne z nich. Cóż, przynajmniej nie specjalnie.

Rowle uśmiechnął się do niej początkowo delikatnie, jakby doceniając jej małomówność, ale kiedy krzesło poruszyło się, zwyczajnie zmarszczył brew z konsternacją i rozejrzał się. Żarty? Nie, nie było widać między regałami żadnej żartobliwie wyciągniętej różdżki.
- Hej, nic ci nie jest? - może wyglądałby nieco bardziej jakby się zatroskał, gdyby nie gadzie oczy które na nowo zwróciły się w kierunku panny Dolohov. Chłopak pośpiesznie obszedł biurka, kucając przy niej. Dłońmi zebrał kartki, które jej uciekły, odłożył na blat, a potem wyciągnął do niej ręce, chcąc wesprzeć ją żeby wstała.

Dołączył do nich chichot. Cichy, gdzieś spomiędzy twardej materii kamiennej posadzki. Szybko jednak nabrał na głośności i wybrzmiał poprawnie, kiedy transparentna głowa wychynęła do poziomu szyi z podłogi.
- Lana i Levi siedzą na drzewie. Oh, kto by pomyślał, że tak się przejmiecie, nie wiecie że w bibliotece należy zachować ci-szę?


RE: [grudzień 1961] How to speak with the dead. A practical handbook. - Lana Dolohov - 28.09.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=cyVGGLR.jpeg[/inny avek]
Co za wstyd. Niezależnie od tego, czy wynikało to z jej własnej niezdarności czy też z działań kogoś innego, zrobiła wokół siebie zamieszanie. Lana dobrze wiedziała, że takie zachowanie nie przystoi dobrze urodzonej pannie; oczami wyobraźni widziała matkę kręcącą z dezaprobatą głową. Najlepszym rozwiązaniem dla uratowania reputacji byłoby wstać, otrzepać szatę i udawać, że nic się nie stało. Jednak spanikowana Dolohovówna nie mogła teraz myśleć racjonalnie. W głowie trzynastolatki ta wpadka urosła do ogromnych proporcji, przez co miała ochotę jak najszybciej uciec z biblioteki a następnie zaszyć się w dormitorium.

Na szczęście Krukon umiał zachować się odpowiednio, bo nie dość, że zebrał jej notatki, to jeszcze sprawdził czy wszystko z nią w porządku. Wyglądało to trochę jak scena z powieści dla nastoletnich czarownic: szarmancki kolega z Hogwartu wyciąga główną bohaterkę z opresji. Niektóre z koleżanek Lany zapewne chętnie zamieniłyby się z nią w tym momencie miejscami. Dolohovówna natomiast wolałaby rozpłynąć się w powietrzu, a czerwień pokrywająca jej policzki wynikała z zawstydzenia niż z zauroczenia.

– Ach... – kiedy Rowle wyciągnął do niej dłoń, zaniemówiła. Oczywiście, w teorii wiedziała, jak powinna zareagować. Jednak kontakty z obcymi osobami zawsze wywoływały u niej lekką panikę. Po chwili udało jej się opanować i wesprzeć o rękę chłopaka. – D-dziękuję... – wydukała. Już zaczynała czuć się pewniej, gdy nagle spod podłogi wydobył się chichot...

Lanę kompletnie zamurowało. Co prawda niespodziewane spotkanie z duchem nie było niczym nadzwyczajnym w Hogwarcie, ale sama do tej pory nie miała osobistej styczności z ekscentrycznymi wybrykami Marty. Jeszcze te jej insynuacje... Dolohovówna zamknęła oczy i zacisnęła dłonie na szacie. Bardzo chciała znaleźć się teraz gdzieś indziej. Natomiast zmarła uczennica zdawała się świetnie bawić.
– Hihi, ale się zawstydziła! Ciekawe, czy podczas lekcji piszesz w notatkach "Lana Rowle"? Zaraz sprawdzę! – mówiąc to, wyfrunęła z biblioteki, a za nią kartki zebrane wcześniej przez Leviathana. Lana wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać.


RE: [grudzień 1961] How to speak with the dead. A practical handbook. - Leviathan Rowle - 26.12.2025

Złapał ją i podciągnął ku górze, pomagając doprowadzić się do jako takiego porządku. Dla niego to było nic, a przynajmniej nie przywiązywał do tej interakcji aż tak dużej uwagi jak ona. Zwyczajnie głupio było ją zostawić tak rozpłaszczoną na ziemi, zbierającą nieporadnie wszystkie rozsypane kartki, w szczególności kiedy sam potrzebował chociaż odrobiny spokoju. Po części więc robił to dla własnego spokoju ducha.

Szkoda tylko, że na tym się nie skończyło. Słysząc głos Marty, Rowle wyraźnie zesztywniał i skrzywił się na twarzy. Nie było to jego pierwsze spotkanie z jęczącą zmorą - w sumie głupio by było, gdyby przez siedem lat uczęszczania do Hogwartu, w ogóle się wcześniej na nią nie nadział. Znajomość ducha nie sprawiała jednak, że tolerował jej obecność jakoś bardziej. Lepiej, na podstawie jego nielicznych z nią interakcji już dawno stwierdził, że jest chyba najbardziej nieznośnym duchem ze wszystkich jakie można było uświadczyć w szkole. Niektórzy uważali, że Irytek wciąż bił wszystkich na głowę, ale nie. Dla Leviego to Marta była najgorsza.

- Co za głupota... - wymruczał pod nosem, kiedy zjawa kontynuowała się prześmiewki, jakby pięć minut temu pewnie nie siedziała na swoim kiblu i nie zalewała się łzami, albo nie urządzała sobie zjazdu kanalizacją wprost do jeziora.
Marta zachichotała znowu i przemknęła przez bibliotekę, podrywając tym samym ku górze kartki, które jeszcze chwilę temu zbierał z ziemi. Tym razem jednak wyciągnął różdżkę, gotowy za jej pomocą przywołać zbłąkane pergaminy, z których część wciąż leniwie dryfowała ku posadzce.
- Nie słuchaj jej. Jest rąbnięta na głowę - poradził dziewczynie, która na jego oko zrobiła się chyba nieco zanadto czerwona. Może i nawet wziąłby sobie nieco bardziej do serca słów zjawy i nie zaczął się z Laną droczyć, czy faktycznie nie wypisywała piórem jakichś kombinacji swojego imienia z różnymi nazwiskami, ale fakty skutecznie go do tego zniechęcały - miał obok sobie smarkatą krukonkę, a przecież nie będzie podrywać dzieciaka, kiedy za pół roku miał opuścić szkolne mury.

Marta jednak nie chciała dać im całkowicie spokoju, bo kiedy z połowa kartek na nowo znalazła się w schludnej kupce, pojawiła się znowu.
- Hihi, i co? Macie już etap trzymania się za ręce za sobą? Nie ma za co! - zaświergotała, wyraźnie ucieszona z możliwości kontynuowania zabawy, zaraz po tym jak podfrunęła do nich nad stołem. Tym razem jednak nie rozwiała zebranych notatek - jeszcze...

Rowle miał jednak dość tego gadania trzy po trzy. Szczerze to zastanawiał się, czemu Marty nikt jeszcze nie zamknął w słoiku i nie wysłał na drugą stronę podczas Beltane lub Samhain. W zaświatach przynajmniej nikomu by nie przeszkadzała i wszyscy byliby niezmiernie szczęśliwy.
- Jesteś tak samo okropna, jak ta twoja cholerna Olivia - wycedził w jej stronę, zapominając chyba jak wspomnienie jej dawnej prześladowczyni na Martę działało. A może zwyczajnie nie wiedział, bo te wszystkie skrawki informacji, które o Marcie mógł wiedzieć, otrzymał w opowieściach od koleżanek z roku.

Jęcząca Marta zawyła w odpowiedzi rozpaczliwie. Już nie chichotała jak nastolatka, którą nomen omen wciąż była. O nie - darła się na całą bibliotekę, jakby ktoś ją obdzierał ze skóry.
- Jak możesz!!!! - zapiszczała oburzona. - Wszyscy jesteście tacy sami. Okropni! Okrutni! A ty?? - wycelowała palcem w Dolohóvnę. - PEWNIE TEŻ MNIE NIENAWIDZISZ!!


RE: [grudzień 1961] How to speak with the dead. A practical handbook. - Lana Dolohov - 15.02.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=cyVGGLR.jpeg[/inny avek]
Uczono ją, że młodej damie nie przystoi histeryzować publicznie, a jeśli już znalazłaby się w takiej sytuacji, powinna za wszelką cenę opanować emocje i zachować spokój. Lana naprawdę próbowała przestrzegać tych zasad, ale jak to często u niej bywało, z jakiegoś powodu nie potrafiła. Wybuchy emocji zdarzały się u niej rzadko, ponieważ Dolohovówna była dość zamkniętą w sobie osobą. Jednak kiedy już do nich dochodziło, potrzebowała odciąć się od wszystkiego. Najczęściej zamykała się wtedy w pokoju by jak najbardziej ograniczyć zewnętrzne bodźce. W Hogwarcie niestety nie było to możliwe, więc musiała chować się pod swoją kołdrą w sypialni i modlić, by żadna z jej współlokatorek akurat nie weszła teraz do pokoju. Jednakże w tym momencie nie miała nawet takiej możliwości.

Przebywała w miejscu publicznym (co prawda w bibliotece nie było wiele osób, ale sama świadomość dodawała do poczucia upokorzenia) więc musiała wziąć się w garść tu i teraz. Starała się skupić na stałych punktach otoczenia; ławkach, regałach i krzesłach. Potem dopuściła do siebie też inne bodźce takie jak zapach starych ksiąg czy tekstura jej szaty z symbolem domu węża. W końcu, ignorując piskliwe odgłosy Marty, wsłuchała się w głos Leviathana.

Szczęśliwie chłopak wydawała się nie przejmować insynuacjami ducha. Gdyby Lana nie była teraz tak rozemocjonowana być może zaczęłaby się zastanawiać, czy Rowle po prostu dobrze ukrywa swoje myśli, ale to nie był czas ani miejsce na takie rozważania. Skinęła głową na słowa Krukona, choć łzy w kącikach oczu pokazywały, że przytyki Marty nadal ją raniły.

Gdy duch znów zamierzał rozpocząć swoje żarty, Lana zasłoniła uszy. Nie dotarły do niej wypowiedź Leviathana, ale krzyków Marty nic nie zdołałoby przytłumić.
–C-co? – oskarżenia zmarłej nastolatki zszokowały ją do tego stopnia, że Dolohovówna zdawała się zapomnieć o własnej nieśmiałości. – Ja nawet cię nie znam... To ty przyleciałaś i zaczęłaś się ze mnie nabijać. – jej głos wciąż się łamał, ale tym razem wpatrywała wprost w zjawę. Szczerze mówiąc nie zastanowiła się nad tym, czy jakiekolwiek argumenty podziałają teraz kłębek emocji jakim była Marta. Po prostu mózg Lany odczuł potrzebę obalenia absurdalnego stwierdzenia. – Może gdybyś nie zachowywała się w ten sposób, inni by cię nie nienawidzili... – to była jedna z pierwszych zasad stosunków społecznych, którą poznała Dolohovówna: nie czyń niczego, co może wywołać negatywną reakcję innych i ludzie będą cię dobrze traktować. Być może Marta nigdy nie zapoznała się z tą regułą albo zapomniała o niej po śmierci.


RE: [grudzień 1961] How to speak with the dead. A practical handbook. - Leviathan Rowle - 26.03.2026

Przeklęta Marta. Hogwart roił się od duchów i jakiegoś można było znaleźć za każdym niemal zakrętem, ale jeśli miał zrobić jakąś listę tych najbardziej nieznośnych, to męczennica z damskiej łazienki na pierwszym piętrze, definitywnie znajdowała się na samym szczycie listy, pokonując nawet Irytka. Bo poltergeist, nawet jeśli irytował, jak z resztą wskazywało jego imię, to czasem wydawał się nawet zabawny. Psocił, i tyle. Ale Marta? Marta próbowała wzbudzić jakieś dziwne pokłady współczucia, czy nawet litości. Użalała się nad swoim losem, jakby ten cokolwiek znaczył, a nie była tylko durną szlamą o której nikt inaczej by nie pamiętał. Słyszał o niej historie, wyniesione od kuzynostwa które podejmowało różne prace w Departamencie Kontroli nad Stworzeniami, jakoby w pewnym momencie biuro zajmujące się duchami miało z nią zwyczajny problem, bo postanowiła terroryzować tę całą Olivię poza zamkiem. Musieli ją na siłę łapać i przesiedlać do Hogwartu.
Rowle na moment zatkał uszy, kiedy duch zaczął na nich krzyczeć, oburzony jego słowami. Niby można się było spodziewać takiego obrotu spraw, ale też liczył trochę na to, że jak się zdenerwuje to zanurkuje w posadzce i się stąd zabierze. Zamiast tego zaczęła machać oskarżycielsko paluchem.

- Wystarczy, ty ektoplazmatyczna małpo... - syknął w jej stronę, chociaż jeszcze nie był pewien co właściwie powinien z tym wszystkim zrobić, bo przecież nie był egzorcystą. Na duchy też nie działały wszystkie zaklęcia, a zdanie się na jej łaskę wydawało się głupotą.

- Co tu się wyprawia?! - usłyszeli wreszcie podniesiony głos, którego nie dało się pomylić z nikim innym. Bibliotekarka.