Secrets of London
[8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] (/showthread.php?tid=4903)

Strony: 1 2


[8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Icarus Prewett - 10.06.2025

adnotacja moderatora
Electra Prewett / Pierwsze koty za płoty

Icarus cieszył się, że wcześniej zabrał Cerbera z domu, bo zdecydowanie w kamienicy rodzeństwa Prewett zadziało się coś dziwacznego. Czyż cała ta sytuacja zresztą była normalna? Palące się budynki, ciągłe niebezpieczeństwo, tyle śmierci i cierpienia... A poprzednia noc była przecież tak zwyczajna... Icarus siedział wtedy w Convivium, polewał ludziom drinki i nie sądził, że następnego dnia wszystko się aż tak posypie. Przynajmniej jego dom się nie zawalił... choć, jak wiadomo, dobrze też być nie mogło. Prewett nie mógł poznać tego miejsca, a mieszkał tu przecież od dziecka. Kamienica zawsze była jakąś stałą w jego życiu: przeżył w niej tyle dobrych chwil, ale i wiele nieprzyjemnych. A teraz... ściany pokrywała czerń. Nie tylko zresztą one zmieniły kolor: każdy przedmiot był doszczętnie oblepiony sadzą. Ile to było sprzątania?

Mężczyzna starał się nie siadać, ale jako, że z Electrą czekali na Basila, długotrwałe stanie w miejscu też nie wchodziło w rachubę. Na szczęście Prewetci mieli w salonie wysokie krzesła, które przynajmniej nie brudziły aż tak jak kanapa. A przed Icarusem, na blacie domowego barku stał kociołek ze składnikami niezbędnymi do stworzenia zmywacza do farb. Nie był to bynajmniej trudny przepis, więc mężczyzna uważał, że uda mu się to przygotować już w bardziej dogodnym miejscu. Wcześniej ze zgrozą obejrzał brudne grzbiety zbiorów książkowych ojca, ciesząc się, że większość starszych manuskryptów trafiła jednak do Towarzystwa Magihistorycznego. Ubrania, dzięki bogom, były w przez cały czas w szafie i wymagały tylko zwykłego prania.

Jednak to nie popiół był w tym wszystkim najgorszy, a to, że Icarus czuł duży opór przed chodzeniem po domu samemu. Tak jakby znowu był dzieciakiem, który boi się przejść w nocy do toalety, bo po drodze na pewno czekały jakieś potwory. Nie chciał zostawiać też Electry razem, więc ich inspekcja domu polegała na chodzeniu z Lumosem po ciemnych korytarzach i ciągłym oglądaniu się za siebie. Zupełnie jakby dom coś nawiedziło... Czy śmierciożercy mogli obłożyć to miejsce klątwą? A może po prostu rzucali czarną magią na prawo i lewo? Czy mogła być to właściwość popiołu? Chyba właśnie tylko umysł naukowca pomagał Icarusowi jakkolwiek zdystansować się od strachu.

— Jak Basil przyjdzie, na pewno będziemy w stanie ustalić, co dokładnie się stało, tak? Więc nie musisz się bać, Iskierko — powiedział, siląc się na odwagę, mimo zaciśniętego w supeł żołądka. A jednak odwrócił się gwałtownie, kiedy coś skrzypnęło po drugiej stronie pokoju. On sam bał się chyba jeszcze bardziej od siostry. Od godziny przecież opowiadał jej teorie o pochodzeniu sadzy i logiczną argumentację za każdą z nich. Sam starał się w ten sposób choć odrobinę uspokoić. Kiedy umysł pracował, emocje były stosunkowo zagłuszane.


RE: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Electra Prewett - 14.06.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4YzQIad.jpeg[/inny avek]
Electra nie wiedziała czego się spodziewać, kiedy szli sprawdzić stan kamienicy. Zaślepieni celem śmierciożercy przecież nie oszczędzali absolutnie nikogo, nawet czystokrwistych rodzin, po których stronie rzekomo stali. Najwyraźniej sianie zamętu i "oczyszczenie" miasta z osób o nieodpowiednim statusie krwi było dla nich ważniejsze.

Pomimo intensyfikacji pożarów, szczęśliwym trafem kamienica Prewettów wciąż stała. Straty widoczne z zewnątrz były niewielkie; "jedynie" część dachu była zwęglona a jedna szyba wybita. Niestety, tego samego nie można było powiedzieć o wnętrzu budynku. Meble, choć nie spalone, zostały pokryte warstwą sadzy. Czarny osad wsiąkł wszędzie, gdzie się dało, nadając ciemnym wnętrzom jeszcze mroczniejszej atmosfery. Nie oszczędził nawet popiersia Oktawiana przy wejściu, które zamiast klasycystycznej rzeźby, przypominało teraz jakieś wymazane ciemnym sprejem dzieło sztuki współczesnej. Kiedy Prewettówna dotknęła policzka rzymskiego cesarza, czerń od razu przeniosła się na opuszki jej dłoni. Dziewczyna spróbowała wytrzeć rękę o kurtkę jeansową (która i tak była już brudna od popiołu), ale ciemny osad nieustępliwie nie chciał zejść. Prawdopodobnie spora część mebli nadawała się obecnie wyłącznie do wyrzucenia.

Jako, że budynek nie groził zawaleniem, razem z Icarusem ostrożnie zbadali stan wnętrz na wszystkich piętrach. Widok zniszczonych pokoi, w których dorastała, łamał jej serce. Najgorzej było z jej sypialnią, która znajdowała się na najwyższym piętrze. Electra nie dbała jakoś bardzo o porządek, więc jej bibeloty zazwyczaj leżały porozrzucane po podłodze. A teraz wszystko było pokryte czernią, włącznie z dywanem, kosmetykami oraz materiałami do szycia. Najbardziej było jej szkoda zniszczonych fotografii, bo tych pamiątek nigdy nie uda jej się odkupić.

Jednak nie tylko stan budynku wzbudzał w niej intensywne uczucia. Z jakiegoś powodu, samo przebywanie w kamienicy przerażało Prewettównę. Czuła się, jakby była obserwowana, choć poza ich dwójką i Cerberem nie było tu nikogo. A przynajmniej miała nadzieję, że nie było... Z tego powodu nie odstępowała Ariego na krok, trzymając go za rękę przez większość czasu. Czuła, że on także się bał, ale w tej chwili mieli tylko siebie jako oparcie.

Siedziała przy barku, słuchając wywodu brata oraz przytakując. Chociaż tak naprawdę, nie skupiała się na tym, o czym mówił. Pogrążona w letargu, nawet nie zwracała uwagi na dziwne skrzypienia dobiegające z domu. Jak długo już tutaj siedzieli? Godzinę, dwie? Wszystko tej nocy zdawało się dłużyć i jednocześnie dziać bardzo szybko.


RE: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Basilius Prewett - 21.06.2025

Basilius był wściekły. Albo przerażony. Albo i to i to.

Kamienicę miał pod nosem niemal cały ten czas biegając po Horyzontalnej i chociaż widział, że nie płonęła to martwił się co się działo w środku. A nie mógł sam tam pójść i tego sprawdzić, bo co chwila ktoś był ranny. A niestety wykrwawiający się pacjent nie jest w stanie poczekać na niego, aż rozejrzy się po domu.

W końcu jednak udało mu się na chwilę uciec z tego ciągu pacjentowo-obrażeniowego i stał właśnie przed drzwiami kamienicy. Na pierwszy rzut oka nie wyglądała źle. Ktoś co prawda wybił jedno okno, ale przynajmniej nic aktywnie nie płonęło.

Nie znaczyło to jednak, że martwił się jakkolwiek mniej. Nie miał przecież pojęcia co się działo z jego rodzeństwem i Cerberem i Prewett musiał naprawdę mocno walczyć z własną głową, aby blokować jakiekolwiek złośliwe obrazy na temat tego co się mogło wydarzyć i jak temu mógł zapobiec.

Wziął głęboki oddech i stanowczym ruchem otworzył drzwi, modląc się do Matki, aby nie znalazł tam nikogo rannego. Lub martwego.

Od progu powitało go uczucie, które wbrew temu co się działo w jego rodzinie, nigdy nie towarzyszyło mu wcześniej, gdy wkraczał do przedpokoju kamienicy – przerażenie. Zrzucił to jednak na karb niepokoju o innych członków rodziny. Co jeśli ich tutaj nie zastanie? Gdzie tak właściwie byli? Co jeśli już coś im było? Rozejrzał się do okoła, a jego wzrok padł na popiersiu Oktawiana, które pokrywała sadza. Tak samo, jak i ściany. I szafkę...

W pierwszej chwili chciał zawołać rodzeństwo, ale powstrzymał się na wypadek, gdyby był tu ktoś inny. W tym samym jednak momencie usłyszał z salonu znajome szczekanie i już po chwili powitał go Cerber, tak jakby po prostu Prewett wracał z pracy. Basilius odetchnął z ulgą i kucnął aby pogłaskać psiaka. Przynajmniej on był cały. Dobrze. I chyba w takim razie w domu było bezpiecznie.
Ellie? Ari? Jest tu ktoś? – krzyknął, wstając z kucek i nie czekając na odpowiedź ruszył w kierunku salonu. Na wszelki wypadek miał już jednak wyciągniętą różdżkę.


RE: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Icarus Prewett - 25.06.2025

Najpierw skrzypnęły drzwi wejściowe, a potem Ari usłyszał kroki na korytarzu. Wyjął różdżkę i gestem wskazał Electrze, by pozostała w salonie. Jeśli ktoś miał się poświęcać, to tylko on. Może wybitnym czarodziejem nie był, ale znał podstawowe zaklęcia obronne. Nie udało mu się powstrzymać Cerbera, który pobiegł na spotkanie nieznajomemu. Zupełnie jakby...

– Basil! – Icarus zobaczył brata i natychmiast podszedł, by go uściskać. – Bogowie, całe szczęście, że żyjesz. Baliśmy się, że... Zresztą nieważne, Ellie jest w salonie. Wszystko jest w pieprzonej sadzy, nie chce się czyścić i chyba coś nawiedza nasz dom, ale przynajmniej ogień nie wdarł się do środka. Oboje jesteśmy zdrowi, choć... – Icarus przerwał tyradę, by pokazać gestem własne, zabrudzone krwią ubrania. – Mieliśmy nieprzyjemne spotkanie z niezbyt przychylnie nastawionymi do czystokrwistych mugolakami. A jak ty się trzymasz? Jesteś cały? Chyba Święty Mungo nie wysłał cię w teren?

Wysyłanie chorowitego Basiliusa na misję w zadymionym doszczętnie mieście było kompletną głupotą. Na co by się zdał medyk, skoro w każdej chwili mogło siąść mu serce? Na ulicach trudno było oddychać, także nie było to środowisko przyjazne osobom takim jak Basil. Właściwie... nie było to środowisko przyjazne komukolwiek.

Poprowadził Basila do salonu. Jakoś raźniej mu się zrobiło, gdy starszy brat był obok. Może różnica wieku między nimi nie była gigantyczna, ale zawsze to Basilius był tym ogarniętym i odpowiedzialnym. Do tego momentu tę rolę musiał sprawować Icarus, który średnio sobie radził z trzymaniem strachu i emocji w ryzach. Szczególnie, że po tym, jak przestraszył mugolaka swoim tatuażem, między nim a Electrą panowało jakieś dziwne napięcie. Coś w stylu "później będziemy musieli pogadać, bo to, co się stało było konkretnie pojebane".


RE: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Electra Prewett - 03.07.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4YzQIad.jpeg[/inny avek]
Kiedy dotarły do niej dźwięki otwieranych drzwi wejściowych, poczuła ucisk w sercu. Czyżby wreszcie przyszła kolej na nich? Być może fanatycy Voldemorta pozbyli się już wszystkich mugolaków i zabrali się za palenie czystokrwistych. Ari wyjął różdżkę i dał znać siostrze, że ma czekać, a Electra... Była rozdarta. Nie chciała, żeby brat poświęcał się dla niej (wystarczyło, że już starszy Prewett najpewniej ryzykował teraz własnym zdrowiem by ratować rannych). Ale z drugiej strony, choć chciała działać, to nie miała na to sił. Dzisiejsza noc wyczerpała ją już do tego stopnia, że rzucanie zaklęć stanowiłoby dla niej wysiłek. Jeśli napastnik pokonałby Icarusa… Nie wiedziała, czy byłaby w stanie się obronić.

Na szczęście nie musiała zastanawiać się nad czarnymi scenariuszami, ponieważ okrzyk brata obwieścił, że przybyszem nie był żaden Śmierciożerca, tylko Basil. Gdy najstarszy Prewett wszedł do salonu, wstała i rzuciła się mu na szyję. Nie miało znaczenia, że pobrudziła go przy tym sadzą, którą była umorusana. Chciała po prostu go przytulić oraz poczuć na własnej skórze, że żył. Oczywiście, obecność samego Icarusa dodawała jej otuchy, lecz dopiero w towarzystwie obu braci mogła odetchnąć ze spokojem. Jakby dalej była małą dziewczynką – a może nigdy nie przestała nią być?

Teraz, kiedy miasto płonęło a samo przebywanie w ich kamienicy wiązało się ze strachem, chwytała się każdego elementu normalności. Dlatego ściskała Basila mocno (może nawet trochę za mocno), nie chcąc go wypuścić.
– T-tak się bałam... – wyszeptała, a po jej policzku popłynęła pojedyncza łza.

Wcześniej Electra była zbyt roztrzęsiona, by przyglądać się konfrontacji Ariego z mugolakiem. Nie wiedziała więc, że średni Prewett ma asa w rękawie, którego może wykorzystać w sytuacji zagrożenia. Niemniej, między nią i bratem dało się wyczuć dziwną atmosferę. Być może kiedy już będzie po wszystkim, uda im się to wyjaśnić.


RE: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Basilius Prewett - 08.07.2025

Pierwsza myśl: Icarus był cały we krwi.
Druga myśl: Icarus był cały we krwi i chyba nie zdawał sobie sprawy z tego faktu.
Potem jednak brat go objął i Basilius zorientował się, że to nie była krew, a farba.
Zauważyłem – skomentował na temat sadzy w domu, czując jednocześnie jak jego całe ciało ogarnia oblrzymia ulga. Ellie też to była. Oni oboje, a w sumie to cała trójka bo Cerber przecież też liczył się jako członek rodziny, byli w jednym kawałku.– Co ty sobie zrobiłeś? Czemu jesteś w farbie? To ci mugolacy? — Mugolacy oblali go farbą? Pokłócił sie z jakimiś malarzami, czy co? – Nie, oczywiście, że mnie nie wysłali. Sam się wysłałem. Magiczne pogotowie potrzebowało klątwołamacza, bo ich poprzedni ucierpiał podczas akcji ratunkowej.

I nie ważne, jak bardzo Icarus byłby przeciwko temu pomysłowi, Basilius nie zamierzał przyznawać mu racji, nawet jeśli chwilę później musiał odkaszlnąć. Może to było głupie zachowanie dla jakiegoś uzdrowiciela z chorobą przewlekłą. Jakiegoś. Nie dla niego. On postąpił rozsądnie.

Ruszyli szybko do salonu, a kiedy Basilius zobaczył, że Electra też jest cała i zdrowa, kamień spadł mu z serca. Cała noc łatania mniej lub bardziej poważnych obrażeń, od zadrapań, po złamania, szkło w ciele i oparzenia, zdecydowanie pobudzała wyobraźnię Prewetta odnośnie tego co mogło się przydarzyć jego bliskim. Tak Icarus powiedział, że Electra tutaj była. Tak powiedział, że oboje są cali i zdrowi, a jednak dopiero teraz, gdy Basilius mógł zobaczyć to na własne oczy, jedno ze zmartwień opuściło go. Przynajmniej na ten moment.
Wszystko będzie dobrze Iskierko – wyszeptał w stronę siostry, gdy ta objęła go mocno, samemu głaszcząc ją uspokajająco po plecach. – Zaraz pomyślimy co dalej i wszystko będzie dobrze. Obiecuję.


RE: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Icarus Prewett - 09.07.2025

Sam się wysłał? Icarus nie mógł w to uwierzyć. Akurat po Basilu spodziewał się większej odpowiedzialności. Z drugiej strony, gdy słyszał od Millie o tym, co jego braciszek czasem wyrabiał, to włos się mu jeżył na karku. Choć tak się działo, gdy ta kobieta mówiła mu cokolwiek. Zazwyczaj zresztą Ari nie bardzo wierzył w jej opowieści. Jednak teraz... szaleństwo Basiliusa Prewetta było faktem.

Przeszedł nachmurzony za Basilem do salonu. Może to atmosfera tego domu, to poczucie zagrożenia wzmogło w nim te uczucia wobec starszego brata. Zacisnął pięść, zacząć potupywać nogą. To wszystko go już wykańczało. Ta niepewność, atak mugolaków... Jego spojrzenie instynktownie powędrowało do szafki barowej, w której ukrył swoją przenośną manierkę. Tylko łyk mógł sprawić, że zyska trochę animuszu. Że już nie będzie takim cholernym słabeuszem, że będzie w stanie uchronić bliskich.

Miał z tym skończyć. Obiecał sobie to po pierwszej randce z Moną. Że już nie tknie tego gówna. Jednak wszystko się zmieniło. Wściekłość buzowała w nim jak gotujący się eliksir. Zdenerwowany podszedł do szafki i ukradkiem wyjął z niej manierkę, podczas gdy rodzeństwo rozmawiało. Połyskująca metalicznie buteleczka była wolna od popiołu. Schowana za drzwiczkami barku błyszczała kusząco. Icarus, czując jej chłód pod palcami, odwrócony plecami do rodzeństwa, napił się. Uległ.

Ciepło natychmiast się po nim rozlało. Było to coś znajomego, niemal przyjaznego. Kusiciel wołający "wróć do mnie, tylko ja ci pozostałem". To jeszcze nie sam alkohol, ale sam jego smak, dodał olał oliwy do ognia płonącego w Icarusowej piersi. Mężczyzna schował manierkę do kieszeni i podszedł do brata.

– Nie pierdol, Basil. Wszystko będzie dobrze, Iskierko. Widzisz, gdzie jesteśmy? Electrę zaatakowali na ulicy, a ciebie tam nie było – przycisnął palec wskazujący do klatki piersiowej Basila. – I co bohaterze? Ratowałeś obcych ludzi, podczas gdy twoje własne rodzeństwo ciebie potrzebowało? Bałem się, że nie żyjesz. Że pył dostał ci się do płuc i cię udusił, ale nie! Nasz braciszek sam pakuje się w samobójcze misje, bo, wbrew pozorom, brak mu, kurwa, rozsądku!

Icarus drżał z nerwów, oczy zaszły mu łzami tępej wściekłości. Nie wiedział, co z Convivium. Wcześniej nie miał pojęcia, co się działo z Basilem. A jak z Florence? Z Atreusem? Z Laurentem? Z Moną? Nie mógłby jej stracić, nie dałby rady. Już by wolał, by ogień pochłonął jego samego, niż żeby żyć bez niej przez resztę życia.

Zawada: uzależnienie od alkoholu (demony Icarusa powracają w tą uroczą noc)


RE: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Basilius Prewett - 20.07.2025

Wszystko będzie dobrze może rzeczywiście nie było słowami, które nadawały się idealnie do tej sytuacji, ale jednak były też pierwszymi słowami, które przyszły mu do głowy, gdy obejmował płaczącą siostrę. Najwyraźniej jednak coś co miało szansę uspokoić jedno rodzeństwo, podziałało jak płachta na byka na to drugie.

W pierwszej chwili, po prostu zamrugał oczami, próbując zrozumieć o co oskarżał go tak właściwie brat. W drugiej, próbował z całych sił powtarzać sobie, że Icarus jest zdenerwowany tak jak oni wszyscy i zapewne jego słowa nie są całkowicie racjonalne.

Stał spokojnie w miejscu, czując jak palec brata wbija mu sie w klatkę piersiową i możliwe, że nieco mniej delikatnym ruchem niż zamierzał, odtrącił go na bok.
Co więc miałem zrobić? – powiedział, tak spokojnie jak tylko umiał, ignorując ten namolny głosik w głowie, który w tym momencie ciągle krzyczał kurwa mać. A może powinien po prostu go zignorować i przejść do omawiania, co powinni dalej zrobić? Może tak byłoby lepiej.
Tylko, że sam miał w sobie obecnie zdecydowanie za dużo emocji.
Gdybym został w szpitalu, byłoby źle bo nie mógłbym was szukać, co mi właśnie wypomniałeś. Poszedłem w teren miedzy innymi też dlatego, aby móc was znaleźć, bo nie chciałem siedzieć w jednym budynku nie wiedząc co się z wami dzieje, ale z tego rozumiem to też ci nie pasuje. Czego więc ode mnie oczekujesz? Jeśli chcesz pokrzyczeć to krzycz, na zdrowie, ale nie na mnie, bo naprawdę zaraz nie będzie dobrze jeśli się nie zorganizujemy. Ryzykowałbym i tutaj i w Mungu. Nie mogłem tak po prostu sobie wyjść i mieć gdzieś poszkodowanych, więc poszedłem z pogotowiem ratunkowym. A może mam zaciągnąć cię do ludzi, których dzisiaj leczyłem, abyś stanął przed nimi ochlapany jedynie farbą i powiedział im, że niepotrzebnie wyciągałem im szkło z ciała, bo opóźniali mnie w znalezieniu was? Chodź, na pewno Atreus się ucieszy, gdy mu powiesz, że masz problem z tym, że miałem dzisiaj szansę opatrzeć mu nogę?

Opuścił Munga aby pomagać tym, którzy najbardziej potrzebowali jego pomocy i nie mogli, lub nie mieli czasu, dostać się do szpitala. Opuścił Munga, bo nie mógł siedzieć w jednym miejscu, kiedy nie wiedział gdzie jest jego rodzeństwo i wiedział, że w ten sposób może szybciej ich odnaleźć. Byli dla niego ważni. Szalenie ważni. Ale czemu w ogóle zostałby uzdrowicielem, gdyby olał wszystkich potrzebujących ludzi.


RE: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Icarus Prewett - 20.07.2025

Kiedy Basil mówił, cały świat zamykał się wokół Icarusa. Głos brata był za głośny, zapach sadzy w domu za ostry, sadza, która osadziła się na ścianach zmniejszała wokół nich przestrzeń. Wszystko było źle. Wszystko miało być źle. A jednocześnie może, mimo wszystko, spotykało go mniej złego niż na to zasługiwał? To jego noga powinna była zniszczona. To, co nosił było jedynie fałszywą krwią. Strachem kogoś, kto nie był na tyle odważny, żeby być tej nocy bohaterem. Nie zasługiwał na Monę. Na swoją rodzinę. Na nic nie zasługiwał.

– Ja pierdolę. Ja kurwa pierdolę – przeczesał dłońmi włosy, które też zlepiły się od farby. Tego wszystkiego było po prostu za dużo. Słowa Basila jakby docierały do niego szczątkowo. Atreus był ranny. A Basilius... oczywiście nic złego nie zrobił. Szukał rodziny. A Icarus był tylko durniem ubrudzonym farbą.

Miał ochotę skulić się i zatkać uszy. Zacisnąć powieki, odciąć cały świat od siebie. Robił ta czasem jako dziecko. Kiedy inni Ślizgoni się na nim wyżywali. Kiedy czuł się, jak kompletne zero. Co jeśli mieli rację? Zwykły tchórz. Tchórz w farbie, w farbie, w farbie, a inni cierpieli i...

– Ważne... Ważne, że nikomu się nic nie stało – zdobył się na odpowiedź jedynie, by skończyć temat. By uciszyć ten  głos, zwykle cichy, teraz drący się wniebogłosy, huczący niczym Vox Dei, który przejmował władzę nad jego duszą, sądząc o tym kim rzeczywiście był. – Jak widzisz, nasz dom to ruina – przełknął łzy, które zaczynały płynąć mu po policzkach.

Zaryczany tchórz. Tchórz w farbie, a nie krwi.


RE: [8.09.72] Nawiedzony dom na Horyzontalnej [Icarus & Electra & Basilius] - Electra Prewett - 08.08.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4YzQIad.jpeg[/inny avek]
Pomimo tego, że Londyn trawił ogień, w objęciach najstarszego brata Electra czuła się raźniej. Jak bardzo irracjonalne by to nie było, chciała uwierzyć w obietnicę Basila, że wszystko będzie dobrze. Chociaż przez chwilę pragnęła zapomnieć o otaczającej ich apokalipsie i czuć się bezpiecznie. Słowa Icarusa wyrwały ją z tej iluzji.

W pierwszej chwili też nie zrozumiała o co chodziło średniemu Prewettowi, bo przecież Basil nie opuścił ich z własnej woli. Pożar rozpoczął się akurat kiedy pełnił dyżur w szpitalu, więc oczywistym było, że pójdzie z pomocą potrzebującym. Basil po prostu tak miał; nadwyrężał się dla dobra innych, mimo, że jego bliskim się to nie podobało.

Electra odsunęła się na bok, obserwując rozmowę między Prewettami. Nigdy wcześniej nie miała okazji być świadkiem prawdziwej kłótni braci; do tej pory wszystkie nieporozumienia między rodzeństwem udawało się rozwiązać pokojowo. Nawet całe zamieszanie z wieczorkiem singli ostatecznie nie eskalowało w tak ostrą wymianę zdań. Widok skłóconych braci łamał jej więc serce.

Kiedy Prewettówna była młodsza, przebywanie w rodzinnym domu wiązało się z ciągłym stresem; za każdym razem kiedy opuszczała własny pokój, bała się, że wpadnie na ojca. Obecność Dedalusa wpływała negatywnie na nastrój wszystkich domowników i w efekcie nawet gdy Electra spędzała czas wyłącznie z matką, dało się wyczuć pewne napięcie. W tamtym okresie to właśnie bracia dbali o to, by na twarzy Prewettówny widniał uśmiech, bawiąc się z nią i tolerując jej najróżniejsze wymysły. Takie momenty były jednak dość rzadkie, ponieważ Basil szybko się wyprowadził a Icarus był zajęty asystowaniem Dedalusowi. Spora różnica wieku między braćmi i siostrą również nie pomagała. Dopiero po śmierci ojca oraz wyprowadzce matki na wieś, więź między całą trójką rodzeństwa się wzmocniła. Kamienica stała się wtedy ich domem, w którym wreszcie mogli czuć się swobodnie. Ten budynek był więc symbolem ich miłości, która przetrwała pomimo wszystkich rodzinnych traum. A teraz relacja między Prewettami stawała się coraz bardziej zniszczona i mroczna, tak jak ich kamienica.

Electra nie mogła tego znieść. Chciała coś powiedzieć, żeby bracia dali spokój ale Ari najwyraźniej również miał dość tego drażliwego tematu. Po chwili wahania, Prewettówna podeszła do niego i położyła mu uspokajająco dłoń na ramieniu. Sama nie miała pojęcia, co powinna zrobić, ale chciała ugasić przynajmniej ten metaforyczny pożar.

– Wspomniałeś o Atreusie… Czy wszystko z nim w porządku? – spytała, kierując wzrok w stronę najstarszego brata.