Secrets of London
[ Spalona Noc 8-9 IX] Time is the fire in which we burn. | Rosie X Anthony - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [ Spalona Noc 8-9 IX] Time is the fire in which we burn. | Rosie X Anthony (/showthread.php?tid=4930)



[ Spalona Noc 8-9 IX] Time is the fire in which we burn. | Rosie X Anthony - Anthony Ian Borgin - 22.06.2025

Anthony Borgin może i miewał przebłyski odpowiedzialności, ale nie dziś. Świat płonął, pomarańczowa aura unosiła się nad Londynem i miał ręce pełne roboty, wykonując oficjalne i nieoficjalne obowiązki, ale nie mógł, po prostu nie mógł odpuścić sobie sprawdzenia, czy z Roselyn wszystko było dobrze. Czuł się za nią odpowiedzialny, a od spotkania z jednej z alejek ze Stanleyem, nie mógł wyrzucić jej z głowy. Pozbył się więc stroju i maski, zostając w klasycznym dla siebie garniturze, usmolonym i wygniecionym, podobnie, jak koszula, która kiedyś była biała. Krawat miał poluźniony, włosy rozczochrane i przyklejone do mokrego od potu czoła. Było gorąco, każdy oddech zaczerpnięty w Londynie palił płuca i sprawiał, że marzył o zanurzeniu się w zimnej wodzie, odcinając od wszystkiego, co z ogniem było związane.
Pojawił się tu ze świstem, ruszając bez zastanowienia w stronę drzwi frontowych posiadłości swojej narzeczonej, czując narastający w nim niepokój. Bo co, jeśli coś się jej stało lub jego towarzysze maczali w tym palce? Przeklął brzydko pod nosem, wierzchem dłoni przecierając przeszklone od dymu i żaru oczy... Zatrzymał się gwałtownie, podnosząc wzrok na posiadłość — pozornie normalną, ale od góry dostrzegł ślad ognia, co wywołało konsternację na jego twarzy. Kilka sekund później przeklął znów, rozglądając się w panice dookoła. Przecież nie mogła być w środku, prawda? A co, jak dach się zawali? Zsunął marynarkę z ramion, zostawiając ją niedbale rzuconą na ziemi, a później podwinął rękawy koszuli, szukając w spodniach niewielkiej kieszonki na nogawce, gdzie trzymał różdżkę. Płonęło przez przypadek, czy może ktoś działał celowo? Anthony poczuł narastającą w nim frustrację i chęć uderzenia w mur, ale ten wyglądał źle i bez jego pomocy Warknął więc, a potem zbliżył się do bramy, wchodząc na teren posiadłości. Ogrody przysłaniał trochę dym, gdzieś w tle rozległ się huk i odgłos pękającego w oknie szkła, które rozsypało się kilka sekund później po trawniku, błyszcząc przy opadaniu, jak prawdziwe klejnoty.
- Roselyn lepiej żebyś była cała i zdrowa... - rzucił najgłośniej, jak umiał, próbując dotrzeć chyba do samego siebie i jednocześnie do frontowych drzwi, gotowy potraktować je, jeśli nie zaklęciem, to siłą. Przez chwilę zapomniał o tym, kim był i czym się zajmował, zapomniał o sygnecie tkwiącym na palcu i nie myślał wcale o tym, jak wkurwiłby się Stanley, gdyby go teraz zobaczył. Zawsze był nieco przewrażliwiony na kwestie narażania przez Anthonyego życia. Zapukał najpierw kulturalnie, a po pięciu sekundach, gdy nikt nie zareagował, miał na to małe szanse przez okno czasowe, które młody Borgin ustalił — złapał za klamkę i wszedł do środka. Było tu chłodniej, niż sądził, że będzie, dzięki czemu mógł złapać głębszy oddech. Zrobiło mu się lepiej, ale odetchnąć mógł dopiero wtedy, gdy upewni się, że dziewczyna była cała, zdrowa i nie była sierotą. O Merlinie, a co z jej bratem? Byli przecież blisko! Zacisnął usta, a drzwi trzasnęły za nim. - Dobry wieczór! Państwo Greengrass, Roselyn? - zawołał, oznajmiając tym samym swoje przybycie i rozglądając się w poszukiwaniu oznak życia, skierował się w stronę schodów. Bo wszystkie panny miały zwykle swoje pokoje na piętrze! Z początku uznał to za genialny pomysł, ale kilka sekund później do otępiałego nieco od emocji i wydarzeń umysłu dotarło, że mogła przecież być w cholernej szklarni.


RE: [ Spalona Noc 8-9 IX] Time is the fire in which we burn. | Rosie X Anthony - Roselyn Greengrass - 22.07.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/75/72/ae/7572ae9ffe1c016b4c0cfdc4fdbe063a.jpg[/inny avek]

Roselyn nie wyglądała zbyt dobrze. Pomijając popiół, który oblepił jej bladą skórę niczym czarna maź, której nie dało się zmyć, włosy kobiety były rozczochrane. Nie tak, jak zwykle: nie było w nich gałązek i liści, które można było znaleźć do tej pory, gdy się ją widziało. Teraz ciemne pukle były oblepione potem, sklejone wodą wymieszaną z popiołem i wieloma innymi rzeczami, o których w tej chwili Greengrass nie chciała myśleć. Gdy teleportowała się do Doliny Godryka, upewniwszy się, że z Ambroise jest wszystko w porządku, wciąż myślała, że wszyscy są bezpieczni. Gdyby tylko wiedziała, że płomienie dotknęły także i tej miejscowości, zapewne zjawiłaby się szybciej. Ale nie wiedziała: nie miała prawa wiedzieć. Sama ledwo uszła z życiem, bo czekała na brata w jego mieszkaniu, które nagle zajęło się płomieniami.

Gdyby nie Atreus, który ją usłyszał, tak mogłaby się zakończyć historia Roselyn Greengrass. Ale fakt, że los postawił na jej drodze zarówno Bulstrode'a, jak i Prewetta, sprawił że ona sama poczuła, że to jeszcze nie jest koniec. Musiała działać, bo przecież wciąż miała tyle do zrobienia. Sprawa Kniei nadal nie była wyjaśniona, a ona przysięgła sobie samej, że nie umrze dopóki Dęby nie będą bezpieczne.

Cichy trzask tuż przed bramą przeciął ciszę, która opadła na domostwo Greengrassów. To było jeszcze zanim pojawił się Anthony - zaledwie kilka kwadransów wcześniej. Rose weszła na teren ogrodów, a potem zamarła. Jej dłonie osunęły się wzdłuż ciała, gdy dostrzegła wybite okno oraz nadpalony dach. Wiedziała, że rodziców nie było w środku, Ambroise również był w Londynie, ale wciąż... Niczym duch, któremu ktoś przeszył niematerialne serce, zbliżyła się do drzwi.
- Flora...? - jej skrzatka. Ich skrzatka. Wierna towarzyszka, mimo że była tylko skrzatem domowym. Czy to ona ugasiła pożar? Czy być może Greengrass napotka małe, martwe ciałko na strychu? Z duszą na ramieniu przeszła przez przedpokój, patrząc na to, co malowało się przed jej oczyma. Sadza, dym, popiół... Wszystko to pokryło meble i przepiękne roślinne ornamenty. Rośliny oklapły, chociaż nie mogło minąć od tego zdarzenia więcej niż kilka godzin. W środku było zimno, wybite okna robiły przeciąg, ale to jej w tej chwili nie obchodziło. - Flora!
Greengrass ruszyła po schodach na górę, czując narastający niepokój. Pięła się po kolejnych stopniach, gdy ogarniała ją panika. Co się stało z tym domem? Zawsze był ciepły, zawsze witał ją z otwartymi drzwiami. Flora zawsze pilnowała, żeby było dobrze. A teraz...?

Gdy Anthony krzyknął, Roselyn nie odezwała się. Siedziała u siebie w pokoju, z podkurczonymi nogami, obejmując kolana ramionami. Patrzyła gdzieś w przestrzeń, w podłogę, na upaprane sadzą deski. Milczała, kiwając się lekko w przód i w tył. Czuła strach - narastający, podchodzący do gardła, uniemożliwiający odezwanie się, chociaż przecież rozpoznawała głos Anthony'ego.
- Paniczu Borgin, tutaj! - Flora była cała, chociaż nie do końca zdrowa. Skrzatka kaszlała, nie kłopocząc się nawet zasłanianiem ust przedramieniem. Jej stara sukienka pokryta była sadzą, podobnie jak skóra. Roselyn również miała czarne plamy na ciele.


RE: [ Spalona Noc 8-9 IX] Time is the fire in which we burn. | Rosie X Anthony - Anthony Ian Borgin - 12.11.2025

Odpowiadała mu głucha cisza, echo niosło się po wnętrzu i dudniło, jakby miało przygotować go na coś okropnego. Obwiniał się. Nie miał, jak uprzedzić jej wcześniej i przygotować na to, co miało nadejść tej nocy. Nie chciał ją w to wplątywać, im mniej wiedziała, tym była bezpieczniejsza. Zrobił kilka kroków w stronę najbliższych drzwi, które prowadziły do prawej części domu. Wnętrze pokrywała warstwa popiołu, dominowała szarość, ale zapach nie był tak męczący, jak w centrum miasta. Ogień łagodnie potraktował ich dom, chociaż dla Rosie ten widok musiał być druzgoczący. Nie czuł też odoru spalonego ciała.

Dźwięk głosu wyrwał go z zamyślenia i obrócił się napięcie, poszukując jego źródła. Skrzatka nie wyglądała najlepiej, ale żyła i skoro wskazywała mu miejsce, jego kryzysowa narzeczona musiała tam być.
- Już idę, zajmę się tym. Zadbaj o siebie, doprowadź się do porządku, bo Panna Greengrass będzie się martwić. - zwrócił się do stworzenia, gdy mijał je na schodach. Nie chciał brzmieć tak, jakby wydawał rozkazy, bo to przecież nie był jego skrzat, ale wiedział, że brunetka by się tym martwiła. Ona się ogólnie rzecz biorąc wieloma rzeczami martwiła, co stanowiło poniekąd jego przeciwieństwo. Schody zaskrzypiały, a Anthony przyśpieszył, kierując się w stronę wskazaną przez Florę, do drzwi, które tkwiły uchylone. Korytarz wydawał mu się wyjątkowo długi, irytująco ciągnący się i pogrążony w półmroku. Zdał sobie sprawę, że nie wiedział, czy powinien zapukać, wchodząc do damskiej sypialni. Prywatnej przestrzeni, w której miała czuć się bezpiecznie i chociaż nie chciał tego psuć, nie zatrzymał się przed drzwiami, nie zapukał.
- Roselyn? Wchodzę. - zakomunikował jej tylko, pchając drewniane skrzydło, które otworzyło się, ukazując wnętrze. Rozejrzał się tylko przelotnie, nie skupiał na szczegółach i zdobieniach, na wystroju, szukając jedynie sylwetki drobnej kobiety. Żołądek mu ścisnęło na jej widok, pięść zacisnęła się, a kolejna fala wyrzutów przemknęła przez jego głowę, odznaczając się dreszczem na karku. Przeklął w myślach, ruszając przed siebie i zaraz znajdując się przed nią, wyciągając w jej stronę dłonie. - Hej, hej.. Rosie, spójrz na mnie. Wszystko dobrze. - starał się brzmieć łagodnie, mówić ciszej niż zwykle, gdy jedną z dłoni przesunął po jej policzku, zgarniając na bok pokryte pyłem pasmo włosów. Była cała brudna. Roztrzęsiona. Nie podobał się Anthonyemu ten widok, sprawiał, że jakaś gula pojawiała się w gardle i nie mógł jej przełknąć. Przyjrzał się jej dokładniej, omiótł spojrzeniem sylwetkę, leniwie przesuwając wzrokiem po odkrytych fragmentach skóry.
-  Chodź tu do mnie. - polecił, wciąż łagodnie, cofając się na chwilę – tylko po to, żeby ostrożnie złapać ją w talii i pomóc jej wstać. Nie mogła tak tkwić i się kiwać, pogrążać w strachu i rozpaczy. Anthony potem wziął ją na ręce, ostrożnie przyciągając do siebie i nie bardzo miała, jak od tego uciec. Nie sądził, że zabranie jej z tego pokoju, przynajmniej dopóki się trochę nie uspokoi, będzie właściwie i dobre dla jej głowy, musiał więc korzystać z tego, co miał pod ręką. Może w oczach ich rodziców i rodzin nie było to szczytem przyzwoitości i zachowaniem godnym gentlemana, ale co miał poradzić? Westchnął cicho, poprawił ją sobie w ramionach i obrócił, kierując swoje kroki w stronę jednego z mebli. Podszedł do łóżka i usiadł, sadzając sobie dziewczynę na kolanach. Jedna z jego dłoni obejmowała ją szczelnie w talii, a drugą pogłaskał ją po głosach. Musiała mu powiedzieć, czy wszystko było dobrze, trudno było mu ocenić jej ewentualne obrażenia. - Potrzebujesz uzdrowiciela, mała? - zapytał dla pewności, pamiętając, jak dziadek mówił, że z kobietami najłatwiej rozmawiać poprzez zadawania prostych, czasem oczywistych pytań. Takie, na które musiały dać równie prostą i łatwą do przyswojenia odpowiedź, pozbawioną zbędnej otoczki. Nie wiedział w jakim stanie było jego mieszkanie, ale jeśli nie tam, to weźmie ją po prostu do rezydencji Borginów. Tu zostać nie mogła, na pewno nie sama.


RE: [ Spalona Noc 8-9 IX] Time is the fire in which we burn. | Rosie X Anthony - Roselyn Greengrass - 29.01.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/75/72/ae/7572ae9ffe1c016b4c0cfdc4fdbe063a.jpg[/inny avek]

Skrzatka kiwnęła głową i zniknęła. A mu... Odpowiedziała mu głucha cisza. Zimna, przygniatająca, wydzierająca powietrze z płuc tak jak ten dym, który pchał się wszędzie tam, gdzie nie powinien. Gdy Anthony zastał Roselyn, ta tkwiła w miejscu. Wciąż na podłodze, tak jakby była ona jedyną stałą w świecie pełnym ognia i popiołu. Wyciągnął dłonie w jej stronę, a ona w końcu poruszyła głową, kierując w jego stronę niewidzące spojrzenie.

Patrzyła przez niego, nie na niego. Widziała go, ale zdawała się go nie dostrzegać.

To było jedno z tych spojrzeń, które mówiło wszystko już mi jedno. Zostaw mnie tu, daj mi umrzeć na zgliszczach, nie zniosę kolejnego ciosu.

Najpierw Knieja, potem dom. A przecież przez krótką chwilę, gdy była w Londynie, dosłownie otarła się o śmierć. Przemknęła obok niej niczym ważka, parząc przezroczyste skrzydełka, upadając raz za razem, lecz nie tracąc nóg, dzięki którym mogła uciec. Wstała posłusznie, chociaż jej ciało było bezwładne. Jakby Anthony unosił lalkę ludzkich rozmiarów i wagi - pustą skorupę bez duszy. A mimo to oddychała, żyła - wtuliła się w jego cieple ciało niemalże odruchowo, oplatając dłońmi szyję. Nie zadawała pytań, patrzyła wciąż gdzieś w przestrzeń, jakby nie mogła otrząsnąć się z szoku, który ścisnął jej gardło i trzymał duszę w szponach. Milczała, gdy szedł. Milczała, gdy sadzał ją sobie na kolanach. Milczała, gdy gładził ją po uwalanych sadzą włosach. I chyba ten gest, podczas którego zahaczył o wielkiego guza na głowie, był iskrą, która pozwoliła jej odzyskać część świadomości. Guz był ogromny, wyraźnie wyczuwalny pod palcami. Roselyn krzywiła się za każdym razem, gdy Anthony kierował dłoń w tamtą stronę.
- Już miałam. Byłam. W Londynie - głos miała suchy jak papier ścierny. Struny głosowe rzęziły przy każdym słowie, a kobieta zaraz zaniosła się kaszlem. Była w środku piekła na tyle długo, że dym zdążył wedrzeć się w płuca i poranić gardło. Odruchowo uniosła dłoń do ust, by zasłonić je nieporadnie tak, jak uczyła ją mama. Ale czy to było tego warte? Była w zgliszczach swojego domostwa, rodziców tu nie było, brat był w Londynie. Byli sami. A ona nie miała potrzeby, by zakrywać oblepionymi sadzą strąkami twarz. To nie był bal, chociaż miała wrażenie, że gra w jakiejś tragikomedii. Wyjątkowo tragicznej i bardzo nieśmiesznej. - Skąd... Nic ci nie jest?
Każde słowo sprawiało jej fizyczny ból. Zdania były poszarpane przez kaszel.


RE: [ Spalona Noc 8-9 IX] Time is the fire in which we burn. | Rosie X Anthony - Anthony Ian Borgin - 09.02.2026

To był okropny widok. Ten obraz zupełnie nie pasował do tej Roselyn, którą miał w głowie. Ona zawsze błyszczała, była zadziorna i słodko-niebezpieczna, typowa róża z kolcami, majestatyczna, ale kłująca. A tutaj? Tutaj przypominała usychający kwiat u kresu drogi, który tylko czekał, aż całkiem zgaśnie słońce. Widok jej oczu był dla niego na tyle wstrząsający, że przeszedł go dreszcz pozostawiający na skórze gęsią skórkę. Wyprostował się, zadarł głowę i skupił się na tym, co musiał zrobić, a nie na tym, co widział.

Łóżko zaskrzypiało, a on zamknął ją w ramionach, głaszcząc – bo nic lepszego nie przyszło mu do głowy. Co miał niby jej powiedzieć mądrego? Tu nie chodziło tylko o wydarzenie tej nocy, chodziło o ostatni okres w którym miała ciągle pod górkę, ciągle coś się jej rozsypywało, a ogień pochłaniący Londyn był tylko iskrą, która rozpaliła jej własny płomień. Strawił ją, dopalał się wewnątrz i zostawiał szary, smutny popiół. Wyczuł, że jej ciało naprężało się, gdy zbliżał się do konkrentje cześci głowy, więc omijał go, skupiając się na łopatkach, karku i dole pleców.
- Jak to byłaś w Londynie? Co Ty robiłaś w Londynie? – powtórzył za nią tak, jakby nie rozumiał, co do niego mówiła. Znów się napiał, gula pojawiła się w gardle, a spojrzenie jego oczu utkwiło gdzieś na brudnych włosach, jakby nie mógł przyglądać sie jej twarzy. Wkurwił się, uderzyły go wyrzuty sumienia i paskudnie na siebie klnął, że nie było go wtedy, gdy był jej potrzebny. Nie nadawał się po prostu na narzeczonego, nawet takiego udawanego i kryzysowego.
- Cśś, nie mów za dużo. – przyłożył jej palec do ust, przecierając zaraz ich kącik. Nachylił się i musnął wargami jej czoło. Nie mógł jej tym niczego wynagrodzić, ale mogło to być próbą przeproszenia za to, czego nie chciał jej mówić. Nie bez powodu przysłowie „Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz” było tak trafne. – Nie przejmuj się mną. Musimy się Tobą zająć mała. Spakujemy Cię, wezmę Cię na kilka dni do rezydencji dziadka. Nie będzie miał nic przeciwko. Chcesz zabrać skrzata? Przyślę kogoś, żeby zaczęli porządkować Twój dom. I absolutnie nie możesz się sprzeciwiać, bo Cię po prostu stąd wyniosę dla Twojego własnego dobra. – zaznaczył przy końcu wprowadzania jej w swój plan na najbliższe kilka dni, tonem, który z trudem zniósłby jakąkolwiek formę sprzeciwu. Anthony rozejrzał się po pokoju, najprawdopodobnie w poszukiwaniu jakieś torby lub walizki, którą mogliby użyć, żeby zgarnęła kilka rzeczy. – Moja siostra może być upierdliwa, ale wybierzmy Ci pokój przy moim, to będziecie w osobnych skrzydłach domu. – dodał z lekkim uśmiechem, chcąc odwrócić jej uwagę od całego dramatu, skupić chociaż na chwilę na czymś drobnym i niedorzecznym, bo wiedział, że takie rzeczy pomagają. Znów musnął jej czoło, mechanicznie, zatrzymując dłoń na środku jej pleców. – Napiszę do Twoich rodziców i brata, żeby się nie martwili.


RE: [ Spalona Noc 8-9 IX] Time is the fire in which we burn. | Rosie X Anthony - Roselyn Greengrass - 27.03.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/75/72/ae/7572ae9ffe1c016b4c0cfdc4fdbe063a.jpg[/inny avek]

Niby miała nie mówić za dużo, ale jednak pytał jej, co robiła w Londynie. Roselyn opuściła więc wzrok z początku, a potem przymknęła powieki, próbując poskładać wydarzenia ostatnich godzin w jedną, spójną całość. Zmarszczyła brwi, jakby sam akt myślenia powodował u niej ból.
- Miałam się spotkać z bratem. Byłam u niego w mieszkaniu, gdy wybuchł pożar - mówiła cicho, nie zdając sobie sprawy z tego, że Anthony Ian Borgin był jednym z tych, którzy odpowiadali za to, co się stało. Z nią, z domem, ze szklarniami, z ogrodem... Z Londynem. Poddała się jednak w końcu jego dotykowi, był tak ciepły i kojący, a ona na tyle słaba, że po prostu oparła głowę na jego ramieniu. - Budynek zaczął płonąć, a potem się walić. Odcięło mi drogę. Wtedy pojawił się Atreus. Gdyby nie on, spłonęłabym, bo wypadła mi różdżka.
Mówiła powoli, tak jakby każdy kolejny oddech sprawiał jej fizyczny ból. Zakaszlała paskudnie, bo przecież od Basiliusa nie dostała nic na kaszel. Sprawdził tylko stan jej głowy. A przecież jeszcze nie doszła do tego elementu opowieści.
- Teleportował nas, ale coś poszło nie tak. Uderzyłam głową w ścianę, a on... Rozszczepił się - z trudem przełknęła ślinę. Nieznacznie uniosła głowę, by spojrzeć na Borgina. W kąciku jej oczu zeszkliły się łzy. - Tak bardzo się bałam, że już po nas.
Szepnęła, zaciskając palce na jego przedramionach. Nie miała sił, była tak bardzo słaba i zmęczona, że najchętniej zasnęłaby teraz, marząc by to wszystko okazało się paskudnym snem.
- Ambroise żyje, jego ukochana też. Atreus... Zajął się nim ktoś. Gdy usłyszałam, że ogień pożarł nie tylko Londyn, przybyłam tutaj. I... - nie dokończyła. Rozpłakała się. Nie chciała stąd odchodzić, ale nie miała sily protestować. Nie miała też siły, żeby się spakować. Wszystkie te emocje, które w sobie tłumiła, wybuchły nagle, niespodziewanie. Miał rację: nie przypominała teraz dumnej róży, a uschnięty kwiat, który rozpaczliwie pragnie słońca i wody. Nie była w stanie odpowiedzieć mu na pytania, jej szloch mieszał się z kaszlem i bólem głowy.


RE: [ Spalona Noc 8-9 IX] Time is the fire in which we burn. | Rosie X Anthony - Anthony Ian Borgin - 15.04.2026

Ciężko było mu zachować spokój i dzięki Merlinowi, że Rose nie umiała czytać w myślach, bo od ilości przekleństw i kreatywności Anthonyego na ten temat zwiędłyby jej uszy. Był wściekły, że w ogóle była w centrum tych wydarzeń, a najbardziej na siebie, że tego nie dopilnował. Nawet jeśli to było udawane, był za nią odpowiedzialny i echo tego rozbijało się echem w jego głowie. Zerkał na nią, ale unikał bezpośredniego patrzenia jej w oczy, jakby bał się, że kobieta dostrzeże w tym poczucie winy.
- Co z nim? - zapytał, poruszając palcami w nerwowym tiku, wbijając wzrok gdzieś w ścianę. Przecież jakby coś się stało jej bratu, to by mu nigdy nie wybaczyła, że brał w tym udział. I tak już wystarczająco trudno było to wszystko ukrywać, swoją przynależność do ruchu prowadzonego przez Voldemorta. Gdy oparła głowę o jego ramię, instynktownie przechylił głowę i dotknął wargami jej czoła, przypominając sobie, że jego młodszą siostrę zawsze to uspokajało. - Atre ma zawsze wejścia i zachowania godne pieprzonego bohatera, przysięgam. Muszę postawić mu koniak lub od razu całą zgrzewkę za to, że Ci pomógł.
Stwierdził z nieco gorzkim rozbawieniem, bo jego przyjaciel miał również talenty złodziejskie, zwłaszcza w kierunku damskich serc. Może Greengrassówna, podobnie jak Longbottom, również straci dla niego głowę? Największy casanova Londynu, nie ma co. Antek pokręcił delikatnie głową do własnych myśli, wiedząc, że ma do spłacenia dług.
- On, przepraszam, co zrobił? - zamrugał zaskoczony, spoglądając na nią z niedowierzaniem. Przecież był kurewsko dobrym aurorem, często korzystał z teleportacji i Atreusowi się takie rzeczy po prostu nie zdarzały. - Jak Twoja głowa? Najważniejsze, że jesteś cała i bezpieczna, nie martw się, lekarz Cię odwiedzi, jak będziemy w rezydencji dziadka.
Uśmiechnął się lekko, chcąc poprawić jej humor, chociaż jego wewnętrzna irytacja i złość ciągle rosły. Nie mógł też nazwać domu rezydencją Borginów lub też jego, nawet jeśli sygnet z literką tkwił dumnie na jego palcu. Był pewien, że na to nie zasługiwał. Przytaknął na znak, że rozumie i żeby nie mówiła nic więcej, gładząc ją po plecach.
- Nie możesz tu zostać. Twój skrzat dokończy pakowanie Twoich rzeczy i dostarczy je do nas, zostawię mu instrukcję. - oznajmił, ostrożnie przesuwając tkwiącą na jego kolanach dziewczynę. Ujął ją ostrożnie, przytulając do klatki piersiowej i podniósł, tak, jak należało, a nie jak worek ziemniaków i rozejrzał się po sypialni. Nie wyglądało, jakby coś musiała zabrać od razu, wszystko mógł przygotować skrzat. Zrobił kilka kroków, wychodząc z pokoju. - Zawołasz ją? Wytłumaczę, co i jak, a Ty powiesz, czego potrzebujesz. Nie bierz za dużo, moja siostra da Ci swoje rzeczy, jesteście podobnej sylwetki, a resztę Ci kupię. Co tylko będziesz potrzebowała. Chcesz skontaktować się z rodzicami, czy tym również zajmie się skrzat?