Secrets of London
[28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? (/showthread.php?tid=4958)



[28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Ceolsige Burke - 06.07.2025

28.09.1970

Słońce chyliło się już ku zachodowi ale w zacienionym, wąskim zaułku i tak rzadko kiedy gościło jego światło. Zamek w drzwiach zgrzytnął ledwie wyczuwalna nutą podobną do kociego pomruku, kiedy wysoka kobieta ubrano w czarną szatę z purpurowymi obszyciami przekręcała w nim dziwaczny klucz. Schowała klucz do kieszeni ukrytej w długiej spódnicy. Szarpnęła za klamkę i uśmiechnęła, się krótko do siebie. - To był dobry dzień. Powiedziała pod nosem do siebie, z zadowoleniem, wspominając pierwszą urzędniczą kontrolę, jaką samodzielnie przeszła po tym jak ojciec wybrał emeryturę. Kontrolę, która co prawda formalnie ograniczyła się ostatecznie do skrupulatnego przeglądu filiżanek z herbatą i towarzyszących im herbatników oraz kilku niewymuszonych uśmiechów. Zawsze to była jednak kontrola już zupełnie samodzielnie prowadzonego interesu.

Poprawiła na ramionach długą szatę osłaniając się przed jesiennym chłodem, który przypłynął z delikatnym strumieniem wiatru rozwiewającym nieco zwyczajowy zapach okolicy. Powinna jeszcze zastanowić się nad jednym podejrzanym tematem, ale ostatecznie stwierdziła, że na dzisiaj wystarczy wrażeń. Miała ochotę na chwile spokoju, płomienny trunek i pachnące żeberka. Te elementy mogła znaleźć w znajdującym się niemal po sąsiedzku Rejwachu i tam też skierowała swoje kroki.

Długa dębowa fajka lewitowała w powietrzu, podczas gdy woreczek z tytoniem oraz przybornik fajkowy orbitowały wokół niej kierowane oszczędnymi ruchami długiej różdżki umieszczonej w smukłych palcach wysokiej blondynki. Ubrana w długą czarną spódnicę i purpurową koszulę z kontrastującą złotą broszą w kształcie kłosów zapiętą pod szyją, stała z rękoma założonymi pod biustem. Badawczym spojrzeniem skierowanym poprzez lewitujące elementy obserwowała dziwny obiekt znajdujący się przed nią. Nabita tytoniem fajka wleciała jej w usta podczas gdy gestem różdżki odesłała przybornik i woreczek do kieszeni. Kilkanaście niewielkich iskierek przeskoczyło po krawędzi główki rozniecając żar. Pyknęła kilka razy puszczając kółka szarego dymu o mocno ziemistym, gryzącym zapachu palonego tytoniu. Wyjęła fajkę z ust oblizując wargi jakby właśnie opuścił je jakiś soczysty smakołyk. - Na co właściwie patrzymy Panie Tarpaulin?- Powiedziała z uprzejmym uśmiechem, brzmiąc nieco bardziej oficjalnie niż chciała.


RE: [28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Woody Tarpaulin - 16.07.2025

Kupując budynek z długą historią — a takim był Rejwach — dobrze było przejawiać pewne zamiłowanie do historii, coby go odpowiednio dokochać. Okazać jakiś szacunek wiekowym murom, choćby i te mury służyły w niechlubnej swej przeszłości za burdel czy inną grzeszną ruderę. Tymczasem jedyna historia, z jaką Woody miał do czynienia, to historia najnowsza (potrzebna, aby trafnie określić, kto przyjaciel, a kto wróg, i do kogo strzelać) oraz historia tego, jak jeszcze za czasów Hogwartu wyszło na jaw, że ostatnie trzy wypracowania na lekcje historii magii napisał mu kumpel z ławki, Aaron Moody.
Morał z tego taki, że nie, Woody Tarpaulin nie przestudiował historii swojej nieruchomości. Powiedzmy więcej — nie przestudiował nawet zawartości jednej z piwnic tego budynku i tylko ochoczo dorzucał tam własne śmieci. Piętrzyły się i piętrzyły, to czasem trzeba było coś wywalić, żeby zrobić miejsce na nowe. No to coś stamtąd wytargał: ciężką prostopadłościenną skrzynię zbitą z zaskakująco grubych ścianek. Wielką tak, że by człowieka w niej można zamknąć…
Próbowałem to dziś rano opylić w Necronomiconie. Jako trumnę. — Czarodziej wziął łyk piwa z trzymanego przez siebie kufla, po czym pokręcił przecząco głową, dając znać, że słynny na Nokturnie zakład pogrzebowy nie był zainteresowany nabyciem jego przedmiotu.  — Wiem, co pomyślisz. — Pomysł był kretyński. — Ale tak wydumałem: co szkodzi spróbować? Nie takie głupoty czasem idzie ludziom opchnąć.
Mężczyzna odstawił szkło na najbliższy stolik, aby mieć dwie wolne ręce. Tego dnia nie było jeszcze w Rejwachu na tylu gości, aby zaszła potrzeba otwierać drugi poziom lokalu, toteż mieli z Ceosige całą salę na dole dla siebie i swojego eksperymentu. Tarp przykucnął przy skrzyni i dźwignął ją nie bez pewnego trudu: w wyniku tego ruchu wewnątrz ewidentnie coś się przesunęło i stuknęło o jedną ze ścianek. Po zademonstrowaniu owej właściwości Woody opuścił przedmiot z powrotem na podłogę, która stęknęła pod jego ciężarem.
Znalazłem u siebie na dole. Coś tam siedzi w środku, ale jak próbowałem się dobrać do zamka — wskazał na skomplikowany mechanizm chroniący wieko skrzyni przed otwarciem — wyrwać go łomem — wstyd to było nieco przyznać, ale droga siłowa była z braku laku jego pierwszym wyborem — to nie dość, że nie drgnął, to jeszcze kufer zaczął… jak by to opisać… wydawał dźwięki. — Brakło w jego słowniku określenia dla tamtych stukotów, lecz było coś takiego w niektórych dźwiękach, że od razu człowiek wiedział, iż nie wróżą nic dobrego. — To ledwo dziś przyszłaś, od razu mi zaświtało, że może lepiej się orientujesz ode mnie. I oto, panno Burke, patrzymy na pudło. A wolałbym spojrzeć, co w tym pudle.


RE: [28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Ceolsige Burke - 20.07.2025

- Doprawdy? - zapytała, rozważając kto mógłby być zainteresowany tego typu zamkniętą skrzynią i pojawiało się w jej pamięci kilka nazwisk z nią samą włącznie, ale jakoś zakład pogrzebowy nie pojawił się na jej liście potencjalnych chętnych. Pykała dalej fajkę z zainteresowaniem oglądając demonstrację właściwości pudła. Na wspomnienie o użyciu łomu tylko uśmiechnęła się półgębkiem delikatnie rozbawiona.
- Jestem zaszczycona, że pomyślał Pan o zapewnieniu mi skromnej rozrywki, zapraszając do rozwikłania tej zagadki. - Trochę się droczyła, a trochę rzeczywiście miło ją łechtało, że skierował to do niej. Nawet mimo tego, że akuratnie tu przypadkiem przyszła w zupełnie innym celu. Sama była zbyt zainteresowana tym co mogło się znajdować w porzuconej skrzyni, aby poświęcać uwagę takim nieistotnym detalom. Skrzynia najpewniej poza zamkiem miała jakieś dodatkowe zabezpieczenie. Musieli być ostrożni.

- Dźwięki ustały, jak tylko próby sforsowania mechanizmu zostały zaniechane? - Ciekawe co to było i na ile mogło reagować na próby włamania. - Może to i dobrze, że przemoc w tym wypadku zawiodła. - Kontynuując swój uprzejmy uśmiech i wyraz twarzy podeszła po pudła i przykucnęła przy nim zagarniając mimowolnie ręka spódnicę, żeby ta nie rozlała się zbytnio po podłodze. Zaczęła oglądać zamek i samą skrzynie, starając się ze swojej przepastnej pamięci połączyć fakty o historii budynku i przykładzie rzemiosła jaki miała przed sobą.

Wiedza o świecie - przeszukiwanie pamięci o tym cóż to mogło być i na jakie zabezpieczenia mogła patrzeć.
[roll=PO]

- Krasinsky... - Wymamrotała zamyślona pod nosem. - Sądzę, że mogłam mieć nieprzyjemność spotkać podobne zabezpieczenia. - Podniosła spojrzenie na Woodyego pozostając w kucki przy skrzyni. - Kiedyś w bezpośrednim sąsiedztwie mieszkał rzemieślnik specjalizujący się w zamkach. Chyba ... Krasinsky. Nie był specjalnie sławny a sam warsztat został szybko zamknięty. Właściciel uważał się za mistrza łamigłówek i w konsekwencji jego wytwory miały paskudny zwyczaj sprawiać niespodziewane problemy ich nabywcom. Jego zabezpieczenia są rzadko spotykane ale niezbyt potężne, niestety potrafią być podstępne. To, na przykład... Wskazała fajką na wymyślny zamek. - ... nie jest zamek a jedynie przynęta. Gdzieś w ściankach jest ukryty prawdziwy zamek, dużo prostszy a zarazem nieoczywisty. -


RE: [28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Woody Tarpaulin - 29.07.2025

Doprawdy, doprawdy. — Woody pokiwał gorliwie głową. — Stary Alhazred byłby się nawet połasił i prawie się udało, on to lubi takie dziwactwa, ale się w ostatniej chwili napatoczyła ta przeklęta Malfoyówna i zepsuła mi interes. — Wyraźnie jednak mówił to wszystko z przymrużeniem oka oraz sympatią zarówno dla Lorraine, jak i Alhazreda. Pozostawał z Necronomiconem w dobrych stosunkach: może nie zażyłych i poufałych, ale sympatycznych.
Tarpaulin bardzo dbał o regularne zawracanie ludziom głowy — dla potrzymania relacji i żywej siatki kontaktów. Z tego w końcu po części żył, że wiedział, do kogo się odezwać, a owi ludzie, do których się odzywał, chcieli z nim rozmawiać. Z tego samego powodu teraz to Ceolsige zaangażował w sprawę skrzynki, nie swojego nadwornego złodzieja — Lewisa. Poza tym większa była szansa, że po otwarciu Burke będzie chciała odkupić to, co znajdą w środku, jeśli okaże się mieć jakąś wartość. Lewis po prostu by to sobie zabrał, bo to był pospolity komuch i złodziej — ale taki złodziej, którego Woody by nie ścigał, bo sam wierzył w rejwachową komunę.
Przyjemność po mojej stronie. — Woody uchylił kurtuazyjnie kapelusza. — Tak jest, dźwięki ustały, jak ręką odjął. Szczęknęło jeszcze raz czy dwa, ale poza tym już nic i tako sobie leży od tamtej pory. Skutecznie mnie zniechęciły.
Uważanie na spódnicę było zapewne rozsądną decyzją, bo z podłogą Rejwachu bywało różnie — jak to w pubie. Niby coś tam regularnie sprzątali, mopy były pozaklinane, pełen profesjonalizm, ale syf zbierał się od nowa, ledwo człowiek plecy odwrócił.
No proszę. — Czarodziej przykucnął obok kobiety i przelotnym ruchem różdżki przywołał bliżej skrzyni jedną ze świec, które dodawały piwniczce o nagich, ceglanych ścianach namiastki przytulności. — Przyznam ci się, chyba żem o tym Krasinskym nie słyszał. Kiedy to było, kojarzysz?
Wizja łamigłówki i ukrytego zamka rozpaliła ciekawość w Woodym, który bywał w gorącej wodzie kąpany. Od razu zaczął oglądać skrzynię z nieoczywistych stron oraz obmacywać ścianki w poszukiwaniu czegoś podejrzanego.

rzucam z tej okazji na percepcję
[roll=N]

Może to już nie oczy, a może zbyt duży optymizm i robienie po łebkach — Woody Tarp nie znalazł nic, mimo usilnych starań.
Gdzie to by mogło być? — Wycofał się od skrzyni, dając Ceolsige szansę na wykazanie się. — Coś tu będzie wypukłe? Coś się wciska? Mam ją obrócić do góry dnem?


RE: [28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Ceolsige Burke - 05.08.2025

Zamyślona przytknęła ustnik fajki do zagłębienia między dolną wargą a brodą. Patrzyła jakby w pustkę zastanawiając się nad skrzynią i pytaniem gospodarza. Wydawała się nie zauważyć zmiany światła. Dopiero jak gospodarz zakończył szybką inspekcję i oddalił się od skrzyni drgnęła i pyknęła niewielkie kułko dymu. - Jak sądzę w XVIII wieku. - Powiodła spojrzeniem za Woodym. - Przynajmniej skrzynia z jego dziełem, która się przez nas przewinęła, była z tamtego okresu. Odwróciła się ponownie do skrzyni i jakby bardziej do siebie dodała z nieznacznym wzruszeniem ramion. - Raczej bliżej początku niż zmierzchu tamtego okresu. Mając w pamięci dziwaczną zagadkę z zapadkami w poprzedniej skrzyni zaczeła przeglądać obecną zagadkę w poszukiwaniu fałszywych okuć i zdobień, które mogłyby przykrywać prawdziwy zamek.

Oglądam skrzynie poszukując ukrytych zamków.
[roll=N]

Niestety wszystko wydawało się zlepione kurzem i zaśniedziałe po latach leczenia odłogiem. Wyroby Krasinsky'ego nie słynęły z jakości i odporności na upływ czasu.
- Panie Tarpaulin, przydałoby się to trochę odczyścić.. Odwróciła się do niego z jednym ze swoich uprzejmych uśmiechów przylepionym do twarzy. - Odrobina octu i sody pozwoliłaby nam sprawdzić czy okrutny czas nie zamaskował zamka bardziej niż wynikało to z możliwości twórcy. Nie chciała na tym etapie sięgać po magie. Zabezpieczenia tego rzemieślnika były ponadprzeciętnie niestabilne, Dodatkowego ryzyka związanego ze stosowaniem surowej magicznej energii na tym etapie wolała uniknąć.


RE: [28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Woody Tarpaulin - 31.08.2025

Historia tajemniczego rzemieślnika z Nokturnu okazała się dziejami tak odległymi, że Woody nie miał szansy o nich słyszeć z niczyich ust jako osoba spoza branży mechanizmów i pułapek. Oznaczało to również, że pudło jest bardzo stare. Tarpaulin zagwizdał z uznaniem.
Osiemnasty wiek? Szmat czasu. Taki wiekowy kuferek, to może sam w sobie jest drogi, niezależnie od tego, co w środku? — zapytał ostrożnie, bo dwieście lat to nie byle co i dziad już wietrzył nosem okazję.
Tandeta czy nie — chodzili po świecie tacy wykolejeńcy, dla których nawet śmieć miał wartość, o ile przykleiło mu się etykietkę z odpowiednio odległą datą. Za przykład mógłby Woody przytoczyć choćby swoją byłą żonę, która prowadziła w sąsiedniej dzielnicy składnicę starych śmie… znaczy się: antykwariat.
Początkowe porażki w poszukiwaniu ukrytego zamka nie zniechęcały gospodarza. Dzień był leniwy, nigdzie się ani jemu, ani Ceo nie spieszyło, więc mogli włożyć w oględziny trochę więcej czasu i pracy.
Tak jest, pani kierownik. — Zasalutował, przykładając palce do ronda kapelusza.
Zabrał kufel, aby wyzerować swoje piwo podczas wyprawy na parter po przybory. Nie było mężczyzny może kilka minut, całkiem niedługo. Zszedł z powrotem do piwnicy, niosąc wyszczerbioną miseczkę z pastą z sody oczyszczonej rozrobionej z wodą; pod pachą miał również zamówioną alternatywę: flaszkę z octem. Do tego ściera oraz dwie szczoteczki: jedna do butów wciąż ze śladami czarnej pasty obuwniczej, druga do zębów, również używana. Nie będą tego kufra przecież palcami szorować, to się rozumie.
Woody łaskawie zostawił koleżance nieco większą szczotkę obuwniczą, a sam zadowolił się tą rozczapierzoną dentystyczną. Skrzynię przeniósł na dużą ławę biesiadną, aby oszczędzić obojgu bólu pleców od siedzenia w kucki, po czym przystąpił do pracy przy oczyszczaniu okuć. Wyglądało na to, że jego narzędzie pracy okazało się mniej skuteczne od szczoty do butów Ceolsige, ponieważ to ona odnalazła ukryty zamek.


RE: [28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Ceolsige Burke - 06.09.2025

Uśmiechnęła się półgębkiem w reakcji na jego komentarz. Spojrzała na niego z udawanym, delikatnym wyrzutem, który był bardziej zachęcający do droczeń niż karcący. Zachowanie Woody'ego mogłoby być niemal groteskowym przedstawieniem, ale w jej oczach Woody, podczas salutu, przez chwilę, sprawiał wrażenie, jakby ta poza do niego pasowała. Szybko jednak wrażenie zostało zmyte przez znajomy sposób opróżniania naczyń spienionych trunków. Zachichotała mimo woli wprowadzając w swój głos odrobinę kpiącej nuty i machnęła ręką w nieznacznym geście "Idź już trefnisiu."
Czekając na gospodarza zakasała rękawy i spokojnie pykała fajkę. Odsunęła się kiedy wrócił robiąc mu miejsce i nie przeszkadzając w ustawianiu stanowiska pracy.
Skinęła głową z uprzejmym uśmiechem kiedy otrzymała szczotkę i sama zabrała się do szorowania okuć na swojej części skrzyni. Spodziewała się ukrytych zamków w okuciach na najmniejszych bokach skrzyni. Uprzejmie zasugerowała ten kierunek prac. Z racji bardziej wydajnego wyposażenia szybko odsłoniła z brudny i śniedzi zarys metalicznie lśniącej płyty okucia. Wzór najwyraźniej przedstawiał księżyc wyglądający zza niewielkiej chmury. Reszta płyty przedstawiała gwiaździste niebo ponad którym kotłowały się kłęby chmur. Nie było to szczególnie artystyczne okucie. Po odsłonięciu znacznej jego części powiodła palcami po krawędziach elementów. Księżyc i jego chmurkę od reszty płyty dzieliła ledwo widoczna krawędź, a delikatne wybolenie u podstawy chmurki sugerowało obecność zawiasu. Tuż ponad księżycem, spora gwiazdka nieznacznie odstawała od swojej płyty. Przykładając odrobinę siły dało by się ją obrócić.
- Panie Tarpaulin proszę spojrzeć. - Jej głos spokojny i uprzejmy. Podniosła na niego wzrok, jej czoło delikatnie błyszczało zroszone nieznacznymi drobinami wysiłku. - Takiego rodzaju dekoracje powinny być też z drugiej strony. - Jej delikatne palce naparły na gwiazdkę ale ta ledwo przesunęła się o niecałą połowę ćwierci obrotu. Pod wpływem tego ruchu księżyc z chmurką delikatnie drgnęły. Ceolsige przygryzła ustnik fajki i ponownie nacisnęła palcami na gwiazdkę ale niestety pracowała bardzo ciężko. Delikatny dymek z jej ust towarzyszył zrezygnowanemu westchnieniu. - Pod płytką spodziewam się mechanizmów odbezpieczających wieko. Najpewniej zwykłe rygle w skomplikowanej formie. Autor był bardziej przekonany o swoim geniuszu niż go objawiał w dziełach. - Usiadła wyprostowana na ławie i przyglądał się teraz skrzyni. Przez jej twarz na jedną chwilkę przemknął wyraz zniechęconej irytacji, szybko zmazany kolejną chmurką fajkowego dymu.


RE: [28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Woody Tarpaulin - 05.02.2026

Szczecinka szczoteczki Woody’ego rozcapierzała się na boki i wkrótce stary miał już wrażenie, że on tę skrzynię skrobie samą tylko plastikową rączką, nie włóknem. Do diabła z taką robotą. Mało tego, cała ta pasta czyszcząca spływała mu na łapę i co chwilę musiał w spodnie wycierać, stół goszczący pudło zaś dopominał się o porządny chłoszczyść po zakończeniu operacji.
Szczęśliwie Ceolsige w miarę szybko i sprawnie poszło z jej częścią. Woody wziął się pod boki, stając za czarownicą i oglądając jej znalezisko.
Czyli co? Teraz musimy tę, no, gwiazdkę — tu przytknął palucha do wskazanego uchwytu — obrócić, z drugiej strony taką znaleźć, też obrócić i pani szanowna się do właściwej roboty zabiera? Złośliwe ustrojstwo.
Tarpaulin przejął od Burke wydajniejszą szczotę, coby mu szybciej poszło, skoro część panienki była już gotowa. Wiedział już, gdzie szukać, to i szybciej sprawa po jego stronie się rozwiązała. Kilka intensywnych, zniecierpliwionych ruchów profesjonalnego narzędzia i obie gwiazdki znalazły się na widoku.
No, jeszcze przetrę je tu trochę i będzie — mamrotał Woody. Wyciągnął koszulę z gaci i skrawkiem kraciastego materiału otarł wilgotne uchwyty, aby się na nich palce nie ślizgały. I rzeczywiście było gotowe.
Zadowolony chłop wziął się zasadził na pierwszą gwiazdkę, żeby to zaśniedziałe dziadostwo przy pomocy krzepy w swojej łapie obrócić, a poszło mu…

af

[roll=Z]

bardzo dobrze. Spróbował więc i drugą w podobny sposób obrócić:

[roll=Z]

No niesamowite, poszło nawet lepiej. Zawiasy gwiazdek szurnęły, zaprotestowały, ale na nic te ich protesty — płyta została odsunięta i odsłoniła mechanizm, w którym Ceolsige mogła spokojnie grzebać.
Voilà — zademonstrował swoje osiągnięcie Tarp.


RE: [28.09.1970 Woody & Ceolsige] What is in the box? - Ceolsige Burke - 07.02.2026

Powolnym, przestudiowanym ruchem wyprostowała się na ławie, pozwalając, by purpurowy materiał jej koszuli napiął się lekko na ramionach, a złota brosza w kształcie kłosów złapała refleks migoczącej świecy. NA pytanie Woody'ego skinęła uprzejmie głową puszczając kolejny dymek z ust.

— Ależ oczywiście, Panie Tarpaulin — zaczęła, a jej głos, choć niski i kojący, podszyty był tą specyficzną, ciepłą drwiną. — Przecież nie mogłabym pozbawić Pana tej odrobiny satysfakcji płynącej z siłowania się z materią. - Przechyliła lekko głowę na bok, z udawanie niewinnym uśmiechem kiedy wziął od niej szczotkę. Kilka niesfornych kosmków zsunęło się z ramienia na policzek. - Ma Pan moją wdzięczność za wybawienie palców z opresji dalszego szorowania.- Uniosła dłoń, jakby chciała sprawdzić czystość paznokci. Pozorną wyniosłość pozy łagodził w gruncie rzeczy ciepły uśmiech. We wewnętrznie rzeczywiście była wdzięczna za to, że Woody oszczędzi jej dalszego szorowania i szarpania się z zamkiem. Odczucie, któremu dość swobodnie pozwoliła wpływać na grymas i uśmiech twarzy.

Gdy Woody walczył z opornym mechanizmem, Ceolsige z westchnieniem, puszczając obłoczki sięgnęła dłonią do kieszeni spódnicy. Z jej głębi wydobyła niewielkie, skórzane etui. Rozłożyła je na kolanach. Wewnątrz prezentował się zestaw lśniących, niewielkich, eleganckich narzędzi, którym światło piwnicy nadawało dziwnie tajemniczy blask.

Szczek metalu sprawił, że podniosła wzrok ponownie na właściciela. Jego Voilà od razu spotkało się z łaskawym skinieniem głowy. Ruch ten spowodował, że kolejny z jasnych kosmyków jej włosów zsunął się z ramienia, kładąc się jasną kreską na bladym policzku. Nie odgarnęła go jednak. Zamiast tego wzniosła delikatnie dłonie. Wyprostowane palce jej prawej dłoni spoczęły na wnętrzu lewej, wybijając kilka rytmicznych, dystyngowanych oklasków. Pozornie wyniosły gest, którym publiczność, w osobie Ceolsige, nagrodziła sztukmistrza. Gest stojący w złośliwym kontraście do uprzejmego i ciepłego uśmiechu, a także błysku powracającej ekscytacji zagadką.

— Wyśmienicie. Pańska krzepa, jak zwykle, okazuje się być najbardziej niezawodnym kluczem na Nokturnie — skwitowała, puszczając w stronę sufitu gęste kółko szarego dymu.

Przygryzła mocniej ustnik dębowej fajki i nachyliła się nad odsłoniętym mechanizmem. Ustawiła obok etui. Jej wzrok stał się zimny i analityczny, całkowicie skupiony na miedzianych ryglach, które teraz miała na wyciągnięcie ręki.

Rzucam na wiedza o świecie ◉◉◉◉○ w celu przekonania mechanizmu skrzyni do współpracy. Łaskotam mechanizm narzędziami i uspokajam skupionym, acz zadowolonym uśmiechem.

[roll=PO]

Przewagi: złodziejstwo, tworzenie mechanizmów

Dym z jej fajki przestał układać się w leniwe kółka, a zaczął snuć gęstą, nieprzerwaną wstęgą, gdy Ceolsige całkowicie zatopiła się w pracy. W świetle świecy wyglądała teraz mniej jak bywalczyni salonów, a bardziej jak skupiony zegarmistrz. Obraz jaki sobą przedstawiała łamiąc lub okazjonalnie zakładając mechaniczne zabezpieczenia. Jej dłonie, uzbrojone w precyzyjne narzędzia, poruszały się z oszczędną elegancją. Badała wnętrze mechanizmu, które dla laika byłoby jedynie plątaniną miedzi i żelaza.

Delikatny uśmiech satysfakcji wypłynął na jej usta, gdy jej początkowe podejrzenia okazały się prawdziwe. Sięgnęła po wąskie szczypce, wprowadzając je w głąb mechanizmu. Po chwili wycofała narzędzie, trzymając w jego szczękach maleńką, skorodowaną śrubkę. Obejrzała ją pod światło, marszcząc lekko nos.

— Tradycyjnie popsute... — mruknęła cicho do siebie, z nutą politowania dla dawnego rzemieślnika, odkładając element na ławę obok etui.

Wróciła do pracy. Upewniła się, że zabezpieczeni pułapki jest na miejscu. Dziwna, niewielka konstrukcja, metalowych rurek i przegubów schowana była tuż nad mechanizmami rygla. Znalazła odpowiednią dźwigienkę pośród kilku podobnych. Drobny ruch nadgarstka i rozległo się satysfakcjonujące, wyraźne klik. Paserka kiwnęła głową z uznaniem i płynnie przeszła do prawej strony. Tu jednak rytm jej pracy został zaburzony.

Jej brwi ściągnęły się gwałtownie, tworząc głęboką bruzdę na czole. Dym z fajki urwał się na moment. Coś wewnątrz nie układało się w logiczną całość. Ponownie szczypcami wydobyła luźną śrubkę. Tuż poniżej mechanizmu leżała luźna zębatka, która odpadła gdzieś od rygla powyżej. Analizując mechanizm zauważyła, że właśnie to uszkodzenie uchroniło Woody'ego przed uruchomieniem pułapki podczas jego wcześniejszych prób forsowania zamka-przynęty. Niestety bez tego rygiel wieka nie reagował na ruch dźwigienki zwalniającej.

Nucąc pod nosem spokojną melodię, przypominającą w rytmie jakąś dziecięcą piosenkę zaczęła naprawy. Umieściła zębatkę, zaczepiła sprężynę, dokręciła całość. Trzymając narzędzia w lewej ręce, prawą poruszyła dźwignią.

Rozległo się ciężkie, złowrogie, metaliczne szczęknięcie, które echem odbiło się po pomieszczeniu.

Wieko skrzyni zasyczało jak rozdrażniony wąż i podskoczyło gwałtownie, uwalniając się z zaczepów, ale zatrzymując po uchyleniu zaledwie na niewielką szczelinę. W tym samym momencie z wnętrza dobiegł nieprzyjemny chrzęst, jakby ktoś łamał stare kości.

Z obu mechanizmów rygli zaczęły wyłaniać się kształty, które w żadnym wypadku nie powinny się tam zmieścić. Dziwne, metaliczno-drewniane pająki o wielu odnóżach gramoliły się na zewnątrz, niosąc na grzbietach szpulki nici.

Reakcja Ceolsige była błyskawiczna i pozbawiona paniki. Gdy tylko usłyszała pęknięcie zębatki w mechanizmie po swojej stronie, nie cofnęła ręki. Zamiast tego, z zimną krwią wbiła trzymany w dłoni solidny, stalowy szpikulec prosto w obnażone tryby uwalniające pająka. Zgrzytnęło przeraźliwie. Konstrukty znieruchomiały w połowie wyjścia.

— Popsute badziewie. — syknęła z niezadowoleniem, szybko łatając szczypcami pęknięte elementy po swojej stronie. Dziwaczna konstrukcja po jej stronie pozostała uśpiona.

Drugi pająk miał więcej szczęścia. Gdzieś wewnątrz rozległ się kolejny trzask. Pająk wydostał się niemal całkowicie i z terkotem maszyny do szycia rzucił się w wir pracy. Jego odnóża migały z nienaturalną prędkością, rytmicznie uderzając o fragmenty skrzyni w ograniczonej przestrzeni. Kolejne uderzenia wytrącały go coraz bardziej z rytmu, uszkadzając stary mechanizm. Ze szpulki zaczęły spływać dziwaczne twory. Wełniane skarpety różnych rozmiarów, które zamiast opaść bezwładnie, zaczęły wić się i nadymać jak węże. Po chwili pająk znieruchomiał, jego porzucone twory tak szybko jak ruszyły w stronę odkrywców skrzyni, tak szybko bezwładnie opadły u ich stóp.

Ceolsige uniosła dłoń, gdzie na wyciągnięty kciuk zdążyła wspiąć się mała blada skarpetka. Uniosła tylko brwi. Wykrzywione w rozbawionym uśmiechu usta wypuściły idealne kółko z dymu towarzyszące cichemu prychnięciu. - Mógłby lepiej się sprawdzić w zgoła innym biznesie. - Skomentowała zdejmując z kciuka skarpetuszkę.

Gestem wskazała wieko. - W pana ręce - Usiadła następnie na ławie i zaczęła pakować etui zostawiając Woody'emu ciężkie wieko i podłogę dziwnych skarpetek.