Secrets of London
[Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water (/showthread.php?tid=4961)

Strony: 1 2


[Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Anthony Shafiq - 10.07.2025

—09/09/1972—
Anglia, Londyn
Jessie Kelly & Anthony Shafiq
[Obrazek: WLJDuCB.png]

When you're down and out,
When you're on the street,
When evening falls so hard
I will comfort you.
I'll take your part.
When darkness comes
And pains is all around,
Like a bridge over troubled water
I will lay me down.



Koszmar.

Sen.

Mara.

Delirium.

Pukanie do drzwi.

Sadza.

Kaszel.

Czerń.

Tym razem biały zegar wskazywał dziewiątą, kiedy znów ktoś zapukał do jego drzwi. Nie był pewien co jest rzeczywistością, a co marą. Przez przestronne okna salonu wpadało nie wpadało wrześniowe słońce - ciemne chmury wciąż unosiły się nad Londynem, zegar jednak nie mógł kłamać. Mógł?

Dźwignął się z sofy, która niegdyś była biała, przeszedł niegdyś białym dywanem. Sadza. Ślady. Odciski rąk. Stóp. Wszechobecny zapach spalenizny.

Ból.

Jeśli bolało, to znaczy, że żył, prawda?

Monochromatyczny salon, stał się duopolem bieli i czerni - skali szarości brudu przyniesionego przez niego samego. Nie miał sił spłukać z siebie nocnej walki, nie miał sił dotrzeć do własnego łóżka, nawet teraz miał ochotę zignorować pukanie do drzwi.

A jednak, ktoś mógł być w potrzebie. A jednak, ktoś mógł chcieć się z nim zobaczyć, upewnić się, że wszystko dobrze.

Morpheus...?

Żył. Na pewno żył. Był żywy, kiedy się rozstawali i chciał zostać sam, a Anthony'emu nie pozostało wiele, jak uszanować jego prośbę, teraz - gdy wiedział że proroctwo było tylko metaforą. Przynajmniej w tej kluczowej części. I zaiste - jeśli miał spłonąć cały Londyn, a Morpheus miałby to przeżyć, to Shafiq z całego serca wolał, aby działało to w tę stronę, a nie odwrotnie...

Jonathan...

Nieprzyjemny uścisk w żołądku, pociągnął za sobą obite pięściami napastników miejsca. Sińce wypchnęły z niego powietrze, mężczyzna zachwiał się i oparł o ścianę tuż przy framudze, pozostawiając kolejny odcisk podłużnej dłoni. Selwyn raczej nie będzie chciał się z nim widzieć w najbliższych dniach. W najbliższym życiu. Czy w gniewie, w żałości, we własnym nieszczęściu powiedział mu kilka słów za dużo? Mimo, że Londyn płonął? Mimo, że na prawdę nie mieli na to wszystko czasu? Wspomnienia karuzeli otchłannego tanga były mgliste, czy może raczej zadymione, ale pamiętał to zranione spojrzenie byłego przyjaciela, gdy powiedział mu, że odchodzi z biura. A może widział w jego twarzy odbicie własnego bólu? Własnej alienacji?

Charlotta?

Porzucił królową u progu tego wszystkiego, ale finalnie zwrócił jej dzieci, gdyby miała tu przyjść to z całą gromadką, już by słyszał jak się niecierpliwią czekając by łaskawie otworzył. Tak, uznał, że odwiedza go wdowa Kelly i... cóż, nie pomylił się aż tak.

– Jasper...– chciał go powitać, ale zaniósł się kaszlem i zamiast słów posypały się suche odkrztuśnięcia. Odsunął się od progu pozostawiając otwarte drzwi i przestrzeń dla chłopaka, by ten wszedł do środka. Anthony Shafiq wyglądał
jak odwrotność siebie. Brudny, ujebany czarną sadzą oraz magiczna czerwoną farbą, którą miał przyklejoną do włosów, twarzy, skóry szyi i ramion. Jego szata była postrzępiona, niemal się dymiła! Wszędzie w białej przestrzeni salonu i przestronnego holu prowadzącego w głąb mieszkania była czerń. Czarne odciski stóp, czarne szurania, ślady rąk znaczące trasę Shafiqa wzdłuż korytarza, ale też do sofy i z powrotem. Odczłowieczona przestrzeń wyglądająca zwykle jak wysterylizowane z codziennego życia muzeum teraz w czerni i bieli nabierało śladów obecności kogoś, kto żył. Kogoś kto przetrwał. – Wejdź...– poprosił słabo, a gdy Kelly znalazł się wewnątrz apartamentu, Anthony zamknął za nim drzwi.

– Mam...– odchrząknął i podjął dalej cicho – mam kilku ocalonych u siebie, więc musimy być cicho, pewnie jeszcze odsypiają... – wzruszył ramionami nieco przepraszająco. Miał? Nie był pewien. Może tylko w jednej sypialni gościnnej spała Quintessa, skrzydło Morpheusa czekało na niego, ale ten raczej jeszcze się nie pojawił. Bletchley'owie zaś... może byli tylko snem. Może nie. Niedługo się okaże. Shafiq łapał resztki nici z porwanej pajęczyny. – Wszyscy zdrowi? Gdzie się zatrzymaliście?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IOEcCyR.jpeg[/inny avek]


RE: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Jessie Kelly - 12.07.2025

Niech to okaże się zwykłym snem. Kiedy się obudzę, niech wszystko wróci do normy. Niech to będzie po prostu kolejny koszmar, o którym zaraz zapomnę, mógłby myśleć tej felernej nocy, bezpieczny w domu ojca chrzestnego, gdyby miał szansę na sen. Nie mógł zasnąć, a może nawet nie próbował... Smród spalenizny wdzierał się do nozdrzy i drażnił płuca, a otaczające go dźwięki jakby nabrały mocy, nie pozwalając na odpoczynek.

Nie powiedział nikomu, że wychodzi. Nie był pewien, czy reszta była jeszcze w łóżkach, kiedy zamykał za sobą drzwi - wiedział jedynie, że Benji jeszcze spał, skulony w swoim posłaniu - i może powinien był komuś powiedzieć, że zamierzał wyjść, że zamierzał wrócić do mieszkania na Horyzontalnej, ale, cóż, nie zrobił tego. Po prostu wstał i wyszedł, z dziwnym poczuciem, że musiał tam iść. Nawet jeśli jego matka zapowiedziała, że sama się tam wybierze, by obejrzeć szkody.

Mijał ludzi, rozpaczających po stratach wrześniowej nocy. Mijał ludzi, próbujących stanąć na nogi i przywołać do siebie lepsze jutro. Te szerokie uśmiechy, donośne śmiechy, gestykulacja i żwawe ruchy nie były jednak na tyle autentyczne, by przekonać do nich więcej, niż zaledwie kilka osób. Wszędobylski dym ciążył na barkach.

Zamiast przed kamienicą, w której od kilku lat mieszkał ze swoją rodziną, znalazł się przed zupełnie innym budynkiem.

Anthony...

Nogi powiodły go przed wejście, ręka uniosła się, by zapukać, ale zatrzymała się dosłownie milimetry od drzwi. Czy powinien? Może Anthony chciał odpocząć? Może chciał zostać teraz sam, z myślami głośniejszymi od ciszy i bez niepotrzebnej publiki dla własnych uczuć? Czuł jednak, że musiał...

Musiał?

Chciał zobaczyć się z wujem. Upewnić się, że... Że ta noc nie sięgnęła po niego, kiedy inni nie widzieli. Że wciąż był.

-Wuju - na moment zamarł, wstrząśnięty wyglądem wuja, dopóki Anthony nie zaniósł się kaszlem. -Wszystko w porządku? Przynieść ci wody?

Został wpuszczony do apartamentu, który jednocześnie pasował do Shafiqa, ale z drugiej, strony ten cały syf sprawiał wrażenie więzienia dla porządku wuja.

-Przepraszam, że nachodzę cię bez zapowiedzi, ale... To- to nie jest krew? - plama na twarzy, ramionach i we włosach Anthony'ego miały kolor podobny do szkolnej szaty Electry; do koloru róż, którymi tak bardzo zachwycały się dziewczyny, a dla niego wyglądały dziwnie; do krwi, ale nie do końca wyglądały, jak plamy krwi. -Co się stało?

Przytaknął powoli na wieść o towarzyszach Anthony'ego.

-Tak, my... Wszystko z nami w porządku... Zatrzymaliśmy się w domu wujka Jonathana, dopóki nie odnowimy mieszkania - powiedział, ściszając odrobinę głos. -Może powinieneś usiąść...


!Strach przed imieniem




RE: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Pan Losu - 12.07.2025

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.


RE: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Anthony Shafiq - 14.07.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IOEcCyR.jpeg[/inny avek]
– Nachodzisz? – zdziwił się wyraźnie słowami, które dobrał Jasper, a zaraz potem uśmiechnął się, choć przez brud i osłabienie ten grymas wyglądał nieco słabowicie. Oderwał się od ściany i swoją dłoń przekierował na jego ramię, nieco zbyt choatycznie, zachłannie, jakby umysł wciąż był zamglony, wciąż był za smogiem, który unosił się nad miastem. Czarne chmury nie ustępowały. Magia wciąż drążyła to co pozostało ze ścian londyńskich kamienic. – Zaklinam Cię Jasper... nigdy nie używaj tego słowa w moim kontekście. Zawsze... zawsze jesteś mile widziany, zawsze... zawsze dobrze Ciebie... Twoje rodzeństwo... ja...– wesparł się trochę bardziej na Kellym, czując jak nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Był przemęczony, był znerwicowany, był na skraju wyczerpania. Dobrze było jednak posłuchać wieści. Tak dobrych wieści.
Gdy zajął miejsce, Jasper mógł zobaczyć, że oczy wuja się zeszkliły, a on bynajmniej nie zamierzał tego ukrywać:
– Tak się cieszę, że przyszedłeś. Z tak dobrymi wieściami. Wszyscy cali, wszyscy bezpieczni, ja... ja też jestem... mi nic nie jest to... – Palcami przetarł z zamyśleniem po policzku z którego magiczna farba nie zamierzała się łuszczyć. Jakby o nim zapomniał. Na moment. Na dwa.
– To nie jest krew. To farba. Ktoś mnie oskarżył o to, że jestem śmierciożercą i... i że to moja wina. Ten pożar. Gdy szukałem wujków. Ale mam na to eliksir. Mam... mam go gdzieś we wsiąkiewce... – mówił powoli, mówił cicho, chaotycznie. Potrzebował wody, ale... zapomniał, że chłopak zaoferował, że mu ją poda. Zamiast tego zaczął szukać we wszytej w kieszeni wspomnianej buteleczki, ale zamiast tego jego długie palce natrafiły na miksutrę chroniącą przed ogniem. Zapatrzył się na nią przez moment, a potem pomyślał o Jonathanie i o tych wszystkich niemiłych rzeczach, które mu powiedział w gniewie. Pomyślał o tym, że Jasper oczywiście jest miłą osobą, którą miło było powitać w swoich progach, ale może gdyby nie to wszystko, to nie on byłby teraz obok. Albo po prostu nie byłby tutaj sam. Fala wezbrała i jeśli Kelly uważał, że widział wuja w złym stanie w lipcu, to może dopiero teraz nabrał skali, gdy starszy mężczyzna, pozwolił sobie na żałobny płacz, tonąc w przeświadczeniu, że tak jak spłonął Londyn, tak poszła z dymem jego przyjaźń gdy nawet nie pożegnali się należycie tuż przed świtem, gdy każdy ruszył w swoją stronę. Jeden za wszystkich... Tak mawiano.



RE: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Jessie Kelly - 15.07.2025

Nie miał w planie przychodzić tutaj. Chciał sprawdzić mieszkanie, dokładnie obejrzeć zniszczenia, kiedy dookoła nie szalał ogień, sprawdzić, czy coś zdołało uchronić się przed spaleniem. Godził się z faktem, że jego samochód z całą pewnością nie nadawał się do niczego innego, jak do wyrzucenia i zapomnienia o nim - zanotował sobie w myślach, że będzie musiał zacząć odkładać na nowy), ale miał małą nadzieję znaleźć jakieś nienaruszone, bądź jedynie lekko nadpalone zdjęcia z dzieciństwa. Stare wspomnienia zanikały wraz z pojawianiem się nowych, a tych już z ojcem nie był w stanie stworzyć, więc te zdjęcia były dla niego bardzo ważne.

Nie miał w planie tu przychodzić. Nie wiedział więc, czy wuj będzie sam, czy będzie miał swoich gości. Czy będzie zajęty, czy może będzie odpoczywał. Jessie nie wiedział nawet, czy wuja w ogóle zastanie w domu.

Anthony był w domu. Był sam, przynajmniej dopóki ocalali, którym udzielił schronienia, nie rozbudzą się i do nich nie dołączą. Anthony tu był, był żywy, ale Jessie nie poczuł ulgi, bo wuj nie był zdrowy. I nie chodziło tylko o sadzę, którą był ubrudzony, czy kaszel. Było coś jeszcze i to najbardziej martwiło chłopaka.

-Co? Ty Śmierciożercą? - powtórzył powoli, krzywiąc się na sam dźwięk tych słów. -Twoja wina? Przecież to absurd. Większej głupoty w życiu nie słyszałem - fuknął, kręcąc głową i przeczesując palcami włosy, byleby tylko zająć czymś ręce. -Poczekaj chwilę, przyniosę ci wody.

Dwa słowa, "Anthony" i "Śmierciożerca" obijały mu się w myślach, wywołując na jego twarzy grymas, jakby ktoś podstawił mu pod nos coś wyjątkowo śmierdzącego. To nie miało sensu. Żadnej logiki. Anthony by nigdy nie...

Podał wujowi szklankę z wodą. Nie usiadł przy nim, a kucną na podłodze przed nim i patrzył na niego z dołu.

Pożar zniszczył wiele. Zniszczył domy, zniszczył dobytek, zniszczył rodziny. Zniszczył poczucie bezpieczeństwa i spokój. Koszmar dotknął ich wszystkich, ale nie mógł to być powód, dla którego z Anthonym było tak źle. Oskarżenie? Nie... Anthony nie załamałby się przez bzdury, wykrzykiwane przez nieznajomego, który już następnego dnia powinien zostać zapomniany. Anthony'ego dręczyło coś gorszego, niż pożar.

-Anthony - Jessie bardzo rzadko zwracał się do wujków po imieniu - co się dzieje?




RE: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Anthony Shafiq - 23.07.2025

Jasper... był jak powiew ożywczego tlenu, którego tak rozpaczliwie potrzebował po wczorajszej nocy. Jeśli Anthony miał zgadywać, starszy z bliźniaków wdał się w ojca. A może i postawa ojca chrzestnego, pełnego troski gryfońskiego bufona rezonowała na umysł młodzieńca, który tak otwarcie wyrażał swoje poparcie dla mugolaków, zawiązując bliższą znajomość z dziewczyną pracującą wbrew wszelkiej logice dla mugoli. Zabawne, jak i Margerita chłonęła ambicję, stonowanie i ogładę od niego, ale wyostrzała ją niebanalną kokieterią i skwapliwym korzystaniem z własnego uroku osobistego. Jak Theodore parł ku Departamentowi Tajemnic, odcinając się nieco od pozostałych, ślepo podążając za matką, której Anthony nigdy, przenigdy nie odważyłby się nazwać toksyczną.

Jeźdźcy wydali na świat swoje dzieci, a przyszłe pokolenie napawało optymizmem. Pokolenie, które na szczęście przetrwało pożogę.

Upił wodę ze szklanki i nawet udało mu się nie zakrztusić. Odetchnął głęboko, próbując powstrzymać drżenie przemęczonego ciała. Kucający przed nim młody mężczyzna, z taką troską spoglądający w niego, kruszył serce.
– Och Jasper, mój drogi chłopcze... Jak to jest, że przez ostatnie miesiące jeśli już się widujemy to jestem w takiej kiepskiej kondycji... – powstrzymał odruch zmierzwienia jego włosów - Kelly był już czysty, czego nie można było powiedzieć o gospodarzu tego mieszkania. – Pokłóciłem się z wujkiem Jonathanem i obawiam się, że nasze drogi rozeszły się na stałe. To oczywiście nic nie zmienia w naszej relacji, choć nie wiem... czy spotkania we hmm... w siódemkę będą możliwe. A jeśli tak to trzeba... trzeba będzie dobrze zaaranżować stół – próbował nieudolnie zażartować, po czym skupił się na szklance, by nie musieć zmierzyć się z oskarżającym spojrzeniem selwynowego chrześniaka. Nie wątpił w to, że będzie obwiniany w tej sytuacji przez najbliższych. W końcu był mistrzem dyplomacji, potrafił dogadać się z każdym, dlaczego więc nie umiał... – Jest to też powód dla którego jestem Ci wdzięczny za wizytę, bo sam raczej nie zajrzę do nadmorskiego domku. Nasze drogi.. – umilkł nagle, zdając sobie sprawę z tego, że już to mówił wcześniej. Jak żałosnym człowiekiem się stał? Próbował złożyć to na karb przeżytej traumy, zarwanej nocy, pełnej krzyków cierpienia i błagania o pomoc. Rąk wystających spod usypisk zawalonych kamienic, sczerniałych od ognia. Straconych majątków, całych rodzin pozbawionych dachu nad głową, gdy nad jego własną dach trzymał się całkiem zacnie i bezproblemowo...Będzie musiał zaopatrzyć się w jakieś eliksiry na uspokojenie nerwów. To pewne.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IOEcCyR.jpeg[/inny avek]


RE: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Jessie Kelly - 27.07.2025

Że Jessie bardziej wdał się w ojca, niż w matkę, wiedział każdy, kto znał Neda Kelly. Było to coś, na co Charlotte czasami kręciła nosem, bo czasami może był zbyt miły, ale któreś z nich w ojca wdać się musiało. Padło na niego. I może faktycznie charakter Jonathana, którego Jessie podziwiał, miał wpływ na jego charakter, ale on sam niespecjalnie na to narzekał - przynajmniej nie na głos. Chociaż, to musiał przyznać, czasami przydałaby mu się odrobina charakteru Królowej Matki - tego też raczej na głos by nie powiedział.

Na komentarz o kondycji Anthony'ego odpowiedział uśmiechem. Mógłby powiedzieć coś w stylu "Nawet w złej kondycji dobrze wuj wygląda", ale czy właśnie coś takiego Anthony potrzebował i chciał usłyszeć? Nie był pewien, postanowił więc tego nie mówić.

Druga część go zaskoczyła. Anthony i Jonathan się pokłócili. Pokłócili się o coś i Anthony wierzył, że mogło to oznaczać koniec ich wieloletniej przyjaźni. Przechylił głowę lekko w bok, zmarszczył brwi i usiadł na podłodze, krzyżując nogi, zamiast dalej kucać.

-Kłótnie w rodzinie i przyjaźni się zdarzają. Nie może być aż tak źle, wuju - powiedział.

Nie mógł wiedzieć, o co dokładnie Jonathan i Anthony się pokłócili, przez co nie był w stanie ocenić, jak poważna była sytuacja, ale na ten moment nie przychodził mu do głowy żaden powód, przez który jego wujowie mogliby zerwać przyjaźń.

A może wcale tak nie było i obawa Anthony'ego była jedynie wynikiem stresu po wczorajszej tragedii?

-Chcesz mi opowiedzieć, co dokładnie się między wami stało?

Oczywiście, że w jego głowie już pojawiła się myśl, żeby porozmawiać o tym z chrzestnym. I może jeśli Anthony nie będzie mu chciał powiedzieć, to trzeba by zaangażować Ritę i mamę? Bo przecież nie można tego tak po prostu zostawić, żeby może, jakimś cudem, samo się naprawiło, albo czekać, aż obawa stanie się rzeczywistością i dojdzie do czegoś, czego już nie da się naprawić.




RE: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Anthony Shafiq - 28.07.2025

Kłótnie się zdarzają, ale nie takie...

A może po prostu Anthony odzwyczaił się od tego? Mógł kłócić się i spierać z Morpheusem, zwłaszcza o różne samobójcze działania, które ten drugi ukrywał pod płaszczykiem badań, rozwoju wcale przecież palącej potrzeby zemsty i odwetu. Mógł w dość intensywnych słowach rozstrzygać spory z Charlie, chociaż umówmy się - kto lepiej znał jego starszą kuzynkę, ten wiedział, że nie ma sensu stawać jej na drodze, a raczej z usłużnym ukłonem odsuwać się i pozwalać kobiecie przejść jak taran dalej. Z Jonathanem jednak zawsze było inaczej. Anthony przez lata badał granicę tego na ile mógł liczyć na przyjaciela, choć Clemens - starszy brat Morpheusa - z pewnością nazwałby to wykorzystywaniem Selwyna. Finalnie ich zawodowa współpraca opierała się w głównej mierze na zarządzanie biurem przez zastępce i wytyczaniem szlaku przez kaprysy szefa. Finalnie ich prywatna relacja opierała się na tym co było kiedyś i w żadnym stopniu na tym co było teraz.

Jonathan go okłamał. Wielokrotnie.

A on nic nie zauważył.

– Jasper, ja wiem.. ja wiem że bardzo chciałbyś pomóc i załagodzić to co się wydarzyło, ale to raczej definitywna sprawa. Nasze drogi rozeszły się już jakiś czas temu... – Dwa lata temu, gdy Jonathan nie przyznał się do przystąpienia do podziemnej bojówki, dekadę temu gdy nie przyznał się do swojego związku z innym mężczyzną. Wieloletniej, intensywnej relacji. – ...dlatego cóż, odchodzę z pracy, aby dać mu szansę na osiągnięcie sukcesu na który tak ciężko pracował, ale też sam nie chcę w żaden sposób wchodzić mu w drogę później... Może, może za jakiś czas będziemy w stanie ze sobą rozmawiać, na razie ostatnia doba pokazała mi tylko tyle, że Twój ojciec chrzestny ma dla mnie tylko wór wyrzutów i bezpodstawnych oskarżeń opartych na przekonaniach dotyczących mojej słabości i braku jakichkolwiek przydatnych kompetencji, które mogłyby...– nakręcał się. Jego głos stawał się coraz bardziej zaciśnięty, niemalże piskliwy. Niepotrzebne to było w żadnej mierze, nie powinno być kontynuowane. Shafiq zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien oczerniać wuja przed Jasperem, nie chciał psuć tego bardziej niż było zepsute – Nie chcę... żebyś opowiadał się po którejkolwiek ze stron. To sprawa między nami i jakoś może później wypracujemy sposób, żeby... no... żeby siedzieć przy jednym stole. – Dodał pocieszająco, chociaż sam w to nie wierzył. Zamiast jednak roztrząsać myśl, spróbował skupić się na wodzie i jej smaku.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IOEcCyR.jpeg[/inny avek]


RE: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Jessie Kelly - 10.08.2025

Jeżeli kiedykolwiek myślał o kłótniach między wujami, miał w głowie raczej typowe sprzeczki między przyjaciółmi - coś, co przecież się zdarza, ale nie jest na tyle silne, by zerwać więź. Kilka dni milczenia, ewentualnie wysyłania sobie krótkich liścików z jakimiś uszczypliwościami, które po jakimś czasie stanął się bardziej zabawne, niż irytujące. Ostatecznie mogliby pogodzić się przy butelce czegoś mocniejszego - jak to przyjaciele.

Pierwszym odruchem było bronić chrzestnego. Może padły między nimi słowa, które źle zrozumieli? Może Jonathan zrobił coś, bo po prostu musiał? Z jakiegoś dziwnego powodu, którego (oczywiście) nie wyjawił nikomu, musiał powiedzieć rzeczy, których mówić tak naprawdę nie chciał, ale musiał, bo w swojej gryfońskiej potrzebie bohaterstwa i opiekuńczości chciał zapewnić przyjacielowi bezpieczeństwo? A może go po prostu podmienili? Może tak naprawdę to był któryś ze Śmierciożerców pod przykrywką, którego albo nudził szalejący pożar, albo dostał jakieś dziwne zadanie skłócenia wujkowego duo?

Mógł wymyślić pewnie jeszcze kilka powodów, które krzyczały "Mój ojciec chrzestny by tego nie zrobił!", ale finalnie nie powiedział nic. Siedział przed Anthonym z lekko otwartymi ustami, gotowymi wypuścić pierwsze słowa, ale milczał.

Przed kim niby miał bronić wuja? Przed Anthonym? Przed człowiekiem, który znał jego chrzestnego lepiej, niż on kiedykolwiek zapewne pozna? Na jedno jego słowo Anthony z całą pewnością znalazłby dziesiątki innych, które skutecznie zamknęłyby młodemu czarodziejowi usta, jak besztanemu dziecku. I nie chodziło nawet o umiejętności dyplomatyczne Shafiqa, a o to, że Anthony i Jonathan znali się jeszcze na długo przed tym, jak Jasper pojawił się na świecie.

Informacja o odejściu Anthony'ego z pracy zamknęła mu usta. Błagam cię, nie rób tego. Dlaczego teraz? Dlaczego teraz, kiedy zaledwie kilka godzin wcześniej świat prawie zawalił im się na głowach? Dlaczego teraz, po jednej tragedii, miała nadciągnąć druga? To sprawa między nami, oczywiście, ale to wciąż bolało.

-Więc... Co teraz?

Co z tobą, Anthony? Co zamierzasz? Jaki masz plan?




RE: [Jesień 72, 09.09 Jessie & Anthony] Like a bridge over troubled water - Anthony Shafiq - 13.08.2025

Pytania - czy tego Jasper chciał, czy nie - zawisły między nimi, unosiły się zgęstniałą atmosferą podsycaną jedynie przez na wpół zobojętniałą, zdrętwiałą zmęczeniem twarz Anthony'ego. Bo tylko oczy zdradzały, jak "nic" zdaje się być tym spopielonym "wszystkim".

– Nie wiem Jasper. Nie... nie mam planów. Nie wiem co będzie – dłoń trzymająca szklankę zatrzęsła się niebezpiecznie w dłoniach tej upadłej wieży, więc odstawił ją na blat stolika. Trzymający wszystkie sznurki, troskliwie tkający i doglądający sieci. Mający plan na każdą ewentualność. Jak do tego właściwie doszło? Było zbyt głośno, w cichym, spowitym żałobą po minionej tragedii mieszkaniu, było zbyt głośno w jego głowie, w jego sercu, aby mógł wtedy, siedząc razem z Jasperem powiedzieć cokolwiek innego, niż zauważyć ten oczywisty fakt.

Nie miał absolutnie kontroli nad niczym.

On, pan przyszły rektor. Jak to niby miałoby wyglądać teraz, kiedy Matka wie ile budynków spowiła czerń? Jak wiele krzeseł stało w miejscu dumnie niegdyś wznoszących się magicznych kamienic. Dolina. Kto wie, może inne miejsca na mapie Anglii? Jak miała wyglądać jego piecza nad całymi pokoleniami, kiedy nie potrafił zaopiekować się nikim ze swoich bliskich?

Bezużyteczny

Słowa oskarżenia odbijały się w jego głowie nawracającym refrenem minionych sytuacji, w których magią nie był w stanie unieść choćby torby jednej z poszkodowanych. Znów potarł dłonie.

– Chociaż może... – odetchnął, zmuszając się do rozwarcia rąk. Piekło coraz mocniej. Może farba przestawała być farbą, a zaczynała być nadszarpniętą kompulsywnym ścieraniem skórą? – Może powinienem zaplanować kąpiel? – spróbował się uśmiechnąć, choć przypominało to teraz bardziej krzywy grymas, aniżeli realny żart z własnego stanu. – Dostałem buteleczkę eliksiru, który ma mi pomóc z tym... z tym jak obecnie wyglądam. Mógłbym prosić Cię o pomoc? – Zadanie. Małe. Niewinne. Jakiekolwiek, najlepsze ku odwróceniu uwagi. – Zmyłbym z siebie główną część i zostawił 1/3 eliksiru według instrukcji do... do tak zwanych niedobitków, bo mogłoby mi coś umknąć. A wtedy opowiesz mi, co u Twojego rodzeństwa? Zostaniecie w Brighton? – spróbował dźwignąć się z krzesła. Działanie. W tym może był jego ratunek, aby uratować resztę swojej motywacji do egzystencji.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IOEcCyR.jpeg[/inny avek]