![]() |
|
[06.09.1972] Matrioszka - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [06.09.1972] Matrioszka (/showthread.php?tid=5028) |
[06.09.1972] Matrioszka - Anastasia Dolohov-Burke - 05.08.2025 Posiadłość rodziny Burke na obrzeżach Kensington
Anastazja zamknęła oczy, oparłszy się o wezgłowie bogato zdobionego fotela, stojącego nie w gabinecie magipsychiatry, lecz w jej własnym, wygodnym saloniku, z którego okien rozciągał się widok na otaczający posiadłość ogród. Opierścienione palce niespokojnie gładziły tapicerkę, obitą aksamitnym w dotyku pluszem. Jak zawsze załaciła sowicie za to, żeby wizyta odbyła się w zaciszu luksusowych apartamentów, w których czuła się najlepiej: nie znosiła lekarskich kozetek, krzeseł klejących się obrzydliwie do skóry ud, mdłego zapachu medykamentów, który nie był w stanie pokryć smrodu śmierci. Siedziała swobodnie, z nogą założoną na nogę, ale na jej twarzy nie gościł zwyczajowy grymas uprzejmego znudzenia, znany dobrze Odysseusowi. Wydawała się... Wzburzona. Zwykle arystokratka przypominała jedną z porcelanowych laleczek, stojących na drewnianym regale w głębi przestronnego salonu – laleczek, które kolekcjonować zaczął jej zmarły przed laty mąż, chcąc wkraść się w łaski swojej jedynej córki, Diany. Wykupował jej te wszystkie piękne lalki, jak gdyby próbował pokazać kapryśnej smarkuli, jak powinna prezentować się pannica z porządnego domu: ładnie wyglądać, i nie kłapać głupio dziobem. Diana musiała wziąć sobie ojcowskie nauki do serca, bo cokolwiek brała, jej oczy szkliły się po tym tak samo, jak puste oczy tych porcelanowych laleczek. Przynajmniej wyszła dobrze za mąż. A właśnie... Może Janus miał po prostu wyrzuty sumienia, że wybrał sobie za żonę niewiele przecież starszą od Diany Anastazję, wiedząc, że ta nigdy nie zastąpi dziewczynie przedwcześnie odumarłej matki. Chociaż to ostatnie było wątpliwe. Anastazja nie podejrzewała swojego męża o coś tak ludzkiego jak wyrzuty sumienia. Prędzej zaakceptowałaby kochankę na boku, niż jakikolwiek przejaw człowieczeństwa z jego strony. Byłoby tak tak samo nienaturalne, jak stojące na wystawce lalki, piękne, ale upiorne. Jak gdyby Janus jedynie przypadkiem zapamiętał banał, że dziewczynki lubią się bawić lalkami, ale nigdy nie dbał na tyle, aby bardziej podrążyć temat. Szkoda tylko, że nigdy nie zauważył, że dziewczynka dawno już z zabawy lalkami wyrosła. Zabawny był ten jej Janus. Czy zawsze był taki krótkowzroczny, zastanawiała się czasem, przeglądając papiery mężowskich inwestycji, który dopiero pod jej ręką zaczęły przynosić rodzinie realne zyski, okazując się intratnymi, czy może po prostu psuł sobie oczy latami, patrząc na świat wyłącznie poprzez jubilerskie szkło powiększające? Nie było to jednak ważne. Jedyny raz, gdy nasadził przy niej okulary na nos, zagroziła mu rozwodem. "Zapomnij, że pokażę się z tobą na salonach w takim wydaniu", krzyknęła, pokazując na oprawki, których nie ratowały nawet cyrkoniowe zdobienia. Wyglądał w nich jak starzec. Wzdrygnęła się na samo wspomnienie. Mimowolnie zwinęła dłoń w pięść, nie zważając na to, że metal pierścionka boleśnie wpija się w jej ciało. – Śniło mi się, że byłam stara. RE: [06.09.1972] Matrioszka - Odysseus Fawley - 18.03.2026 Lekarze, dorabiając sobie albo mając wpisane w zakres swoich obowiązków, oferowali wizyty domowe od lat. Jeśli sytuacja tego wymagała, winni byli złożyć taką wizytę jeszcze tego samego dnia, w którym pacjent zgłosił niepokojące objawy. Dotyczyło to głównie osób, których stan nie pozwalał na osobiste pojawienie się w świętym Mungu albo tych, u których samopoczucie gwałtownie się pogorszyło. Oczywiście w przypadkach poważnego zagrożenia zdrowia lub życia wizyta domowa była niewystarczająca. Wtedy należało wezwać magiczny odpowiednik zespołu ratownictwa medycznego. Na nieszczęście Odysa, a być może na szczęście pięknej Anastazji, Fawley nie pracował w żadnej magicznej poradni. Oferował swoje usługi wyłącznie prywatnie. Biorąc pod uwagę jego podejście do zdrowia psychicznego oraz osobliwie rozumianą etykę, trudno było jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy Odyseusz Fawley w ogóle był lekarzem. Był (!) jednakże specjalistą w swoim fachu. Świadczyły o tym oferowane usługi, budowana cegiełka po cegiełce sieć kontaktów i relacje ze stałymi klientami, którzy w zamian za spokój umysłu — och, tak wrażliwego obszaru — oraz dyskrecję oddawali mu pieniądze, zaufanie… i najczarniejsze, najwstydliwsze z ludzkich zakamarków duszy. Pani Dohołov-Burke dopilnowała, aby Odys ruszył się do posiadłości oddalonej zaledwie o krótki dystans od jego mieszkania, gdzie mieścił się zarówno gabinet, jak i jego prywatna przestrzeń. Ten sam Odys, którego terminy były zarezerwowane aż do wiosny 1973 roku, miał wyraźną słabość do ministerialnych głów — takich, które aż zdawały się czekać, żeby włożył w nie swoje zimne jak stal palce. Czy był okrutny wobec wszystkich swoich pacjentów? Czy był okrutny wobec Anastazji? — Boi się pani starości, pani Anastazjo? — zapytał delikatnie, a czarna smukła sylwetka przeniosła leniwie spojrzenie na kobietę. Była piękna. — Czarodzieje często obawiają się utraty kontroli nad tym, jak są postrzegani. O utracie kontroli wiedział wiele. Nie znosił jej i budziła w nim swoistą panikę, gniew. W związku z tym, pytaniem próbował odnaleźć jej ślad w Anastazji. Może ich lęk miał to samo źródło. Mógł zapytać również o szczegóły snu (o który ni chuja wiedział, w gruncie rzeczy prawie nic), ale doświadczenie pozwalało mu dedukować. Wkrótce miało się okazać, czy słusznie. — Z jakiej perspektywy widziała pani ten sen? — dopytał. — Patrzyła pani w lustro? RE: [06.09.1972] Matrioszka - Anastasia Dolohov-Burke - 29.03.2026 – A ile mi lat dajesz? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Anastazja, podnosząc nagle spojrzenie na stojącego przed nią Odysseusa. Czarne jej oczy rozbłysły, gdy zaśmiała się, w ten głośny, irytujący sposób pełen rozpasanej dziewczęcości, przefermentowanej jak wino stojące na stoliku obok. Nie był to miły śmiech. Perlił się chwilę na jej ustach, przywodząc na myśl bogactwo. Śmiejąc się, Anastazja odrzucała głowę do tyłu, pretensjonalna niczym operowa primadonna. Śmiech, jaki z siebie wydawała, na początku był wysoki niczym sklepienie saloniku, w którym właśnie siedzieli. Nawet gdy zadarło się głowę, nie widać było bowiem skąpanego w ciemnościach strzelistego sufitu, na pewno sięgał jednak wyżej niż rząd kilkumetrowych okien, upodabniających wnętrze rezydencji do mugolskiej katedry. Próżno było szukać tutaj boga. Jedynym bóstwem, jakie wyznawała Anastazja, było to, na które mogła zrobić się przed toaletką. Śmiech szybko stał się dziwnie gardłowym, cichnąc gwałtownie. Nigdy nie była to więc partia sopranowa. Kobieta zacisnęła powleczone szminką usta w uśmiech, w jej oczach nie dało się znaleźć choćby śladu wcześniejszego rozbawienia. Może nigdy go tam nie było. Oczy jej błyszczały jak prawdziwe obsydiany, gdy wyzywająco wpatrywała się w Odysseusa, ale śmiech... Śmiech zawsze był sztucznym. "A ile mi lat dajesz?", spytała, zanim odrzuciła głowę do tyłu. Półleżąc, półsiedząc, leniwie wyciągnęła nogę w górę, jak gdyby się przeciągała, ruchem powolnym, doskonale obliczonym na efekt. Pozwoliła opaść okrywającej ją spódnicy, odsłaniając nieznacznie udo, dotąd skryte pod połami tafty. Najpierw jedne, a potem drugie. Było w tym coś wulgarnego. W sposobie, w jakim się zachowywała. W tym, jak wydęła na chwilę wargi, niby to zastanawiając się nad odpowiedzią. W tym jak leżała rozwalona w fotelu, z nogami opartymi wyżej, o zdobione oparcie stojącego obok krzesła. Wulgarnym było nawet to, jak część wyplecionych z eleganckiego uczesania loków rozsypało się po jej ramieniu. Nie wydawała się ani trochę zawstydzona obecnością Odysseusa. Gdyby chciała, Anastazja mogła mieć do swojej dyspozycji cały sztab uzdrowicieli. Mogłaby nawet wykupić Lecznicę Dusz z rąk stetryczałego statuszka, który jej doglądał, i przerobić ją na wielki dom dla lalek. Bo zamieszkujący go pensjonariusze przypominali jej lalki, stojące na regale za jej plecami. Głupie, bezwolne, zamknięte w pokojach bez klamek jak w pudełkach. Mogłaby to zrobić, pomyślała, upijając nieco wina z podniesionego z podłogi kieliszka, ale była już dużą dziewczynką, a duże dziewczynki nie bawiły się lalkami. Bawiły się ludźmi. Oblizała językiem wargi. Nie cierpiała wina. – Na koniec snu pojawiło się lustro, owszem. Ale na początku byłam tylko ja. Widziałam swoje pomarszczone dłonie. Skórę pokrytą starczymi plamami. Byłam taka sucha... Sucha jak skwarka, chociaż na moim ciele nie było ani grama tłuszczu, bo wszystkie ubrania wciąż na mnie pasowały – stwierdziła chełpliwie. – Regularnie badam przecież stężenie cholesterolu. Podążam również za specjalnym programem ćwiczeń, ułożonym przez mojego trenera personalnego. – Niewątpliwie, jej nogi były smukłe, ale silne, z odznaczającą się łagodnie muskulaturą, właściwą komuś, kto od młodości pasjonował się tańcem. Przyglądając się im w zamyśleniu, poruszyła palcami u stóp. – Sucha jak mężczyzna – stwierdziła w końcu. – Kobiety są bowiem rozkosznie mokre. Winka, Odysseusie? Czy będziesz siedział tak o suchym gardle? |