![]() |
|
[20.09.1972] Devil in Disguise | Mathilda&Basilius - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [20.09.1972] Devil in Disguise | Mathilda&Basilius (/showthread.php?tid=5110) |
[20.09.1972] Devil in Disguise | Mathilda&Basilius - Mathilda Quirrell - 09.09.2025 ![]() She said, "You think the devil has horns? Well, so did I But I was wrong, his hair is combed, and he wears a suit and tie He's nice, polite, he'll catch you by surprise A smile so bright, you'd never bat an eye" Jesteś umówiona - szeptały myśli, gdy przekroczyła próg własnego mieszkania z widoczną niechęcią. W dłoniach dzierżyła przeklętą szkatułkę, zaś błękit tęczówek spoglądał nieufnie na ściany, jakoby wypatrywał w nich wroga. I było to prawdą. Jasne zwierciadła próbowały pochwycić koszmar, mare, byt, który prześladował ją od spalonej nocy, a który umykał za każdym razem, gdy przyszło jej to z kimś skonsultować, gdy chciała pomocy, gdy chciała o tym porozmawiać - uwierzyła, że to jej nowe szaleństwo. Nie chcę tu spać - wyszeptała tuż po pożarach do rudowłosej przyjaciółki - Proszę zostań ze mną. Rozglądała się po salonie jak intruz, który wtargnął na czyiś teren - a jednak salon wyglądał tak jak zawsze, tak jak go zostawiała. W dzień, w dzień jest dobrze... ale w nocy - tłumaczyła, zmęczona i zrezygnowana. I tak też jej własne mieszkanie stało się nie zamieszkane, acz odwiedzane. Mathilda nie miała siły walczyć z sennymi koszmarami, nie teraz, nie gdy coraz to większymi krokami zbliżała się Ekstaza. Salon był duży i przestronny, poranne światło wpadało przez wielkie okiennice, nad nimi widniał duży okrągły witraż, który barwiły słoneczne promienie dodając klimatu i przytulności. W mieszkaniu panował porządek - jasne wyszukane tapety, zgrabne zdobione meble. Przy jednej ze ścian stała równie biała kanapa, a tuż przed nią okrągły stolik o drewnianej ramie oraz szklanym środkiem - był to również witraż przedstawiający węża w akompaniamencie róż. W samym centrum z sufitu zwisała biała szarfa, która teraz przypominała huśtawkę i to właśnie tam światło okiennego witrażu skupiało przepuszczone przez siebie kolory. Zaniosła szkatułkę do sypialni, nie chcąc przebywać z nią w jednym pomieszczeniu dłużej niż było trzeba, po czym wróciła do salonu, zamykając za sobą drzwi. Z jej ust wydobyło się ciche, żałobne westchnięcie. Była już tym wszystkim zmęczona, sfrustrowana... uśmiechnęła się sennie, kierując w stronę szarfy, sprawdzając czy dobrze jest splątana, a gdy to uczyniła - usiadła na prowizorycznej huśtawce, delikatnie kołysząc się wraz z wyznaczonym przez siebie rytmem, oczekując swojego gościa. RE: [20.09.1972] Devil in Disguise | Mathilda&Basilius - Basilius Prewett - 14.09.2025 Wychodziło na to, że nawet pożar Londynu nie mógł powstrzymać ludzi przed nabawianiem się klątw. Nie mógł też ich powstrzymać przed głupim rzucaniem zaklęć, bo Prewett miał podobną ilość pracy w Mungu co zawsze. Trzeba było jednak przyznać, że w sumie to ostatnimi czasy brał mniej prywatnych zleceń niż jeszcze w lato. Najpierw wyjechał do Egiptu, a teraz, chociaż od Spalonej Nocy mijały kolejne dni, a w szpitalu trochę się uspokoiło, Prewett miał wrażenie, że wciąż nie do końca doszedł do siebie po ostatnim zdecydowanie bardzo wymęczającym chaosie. Kto by pomyślał, że bieganie po płonącym mieście pełnym dymu całą noc tak bardzo go zmęczy. Nikt, ale to nikt. No i nie miał swojego domowego gabinetu. Nie było to niby nic takiego, w końcu mógł też składać domowe wizyty, ale jednocześnie szalenie go to frustrowało, bo jednak wolałby aby w jego rodzinnej kamienicy nie panoszyła się dziwna sadza, której nikt nie wiedział jak się pozbyć. Zdarzyło mu się więc, że o ile sprawa nie była nagła i szczególnie skomplikowana, odsyłał kogoś do innego poleconego uzdrowiciela. Dzisiaj jednak zjawił się pod domem swojej pacjentki w pełnej gotowości do dalszej pracy. Prewett nie miał w zwyczaju się spóźniać szczególnie na umówione wizyty, więc idealnie o umówionej godzinie zapukał do drzwi mieszkania Mathildy Quirrel, ubrany w prosta, czarną szatę i medyczną torbą przerzuconą przez ramię. Basilius chyba nigdy wcześniej nie miał okazji widzieć się z kobietą, ale jak przez mgłę kojarzył, że widział jej nazwisko na jednym z plakatów reklamującą sztukę w The Globe. Ekstazę Merlina? Tak, to chyba było to. Zapukał do drzwi i czekał. RE: [20.09.1972] Devil in Disguise | Mathilda&Basilius - Mathilda Quirrell - 18.01.2026 I tak przyszło jej się kołysać, a jednak niezbyt długo, a być może przeraźliwie krótko. Z niemałą dezorientacją skierowała wzrok w kierunku zegara, słysząc pukanie do drzwi. Zegar zaś, nieśmiałym tykaniem upomniał, że nadszedł czas wizyty. Niemniej jednak była zdziwiona, punktualność doprawdy to bardzo piękna cecha, a jednak coraz rzadziej spotykana - szczególnie, gdy obracało się wśród barwnych postaci cierpiących na wybujałe ego. Zeszła z huśtawki, podchodząc do drzwi, jednakże nim postanowiła otworzyć, odliczyła do trzech, aby to ukołysać plączące się w głowie natrętne myśli. Ale tylko do trzech! Wszak niegrzecznym byłoby trzymać gościa za drzwiami dłużej niż to konieczne, szczególnie gdy ten jeszcze przed wejściem okazuje wobec nas szacunek, zjawiając się o czasie. Drzwi ustąpiły z cichym, charakterystycznym skrzypnięciem, a lazurowe tęczówki zaraz dostrzegły swojego gościa -Pan Prewett, jak mniemam... - ciepły, życzliwy uśmiech rozświetlił dziewczęce lica, a Quirrell otworzyła drzwi szerzej, aby wpuścić jegomościa do środka. Obserwowała go uważnie, chcąc jak najlepiej zapamiętać jego twarz, aby przypadkiem w przyszłości przez wrodzone roztargnienie nie zignorować go na ulicy, jakby przyszło im się minąć alejami horyzontalnej, a być może Przekątnej. -Bardzo dziękuje, Drogi Panie, że znalazł Pan chwilę.... - Odsunęła się od drzwi, aby dać mu zasłużoną przestrzeń - Proszę się rozpłaszczyć, a ja przyniosę ciasteczka... kawy, herbaty? Na dworze coraz to chłodniej, jesień nie rozpieszcza... - wymruczała, starając się nie gubić pewności siebie, chociaż niezbyt dobra była w typowych rozmówkach jakimi darzyli się ludzie. Starała się bardzo, a nawet przeczytała aż dwa podręczniki z dziedziny socjologii, a jednak wciąż bywała niezręczna tudzież dziwna w oczach innych. Wskazała na wieszak, aby szanowny Basilius wiedział gdzie dokładnie ma się rozpłaszczyć. Rozpłaszczyć, to słowo zawsze wywoływało rozbawienie na twarzy Quirrell. -Pewnie ma Pan teraz wiele pracy, tym bardziej jestem wdzięczna... - dodała, czekając aż mężczyzna zawiesi płaszcz i wyjawi czego by się napił, w końcu gościa należało ugościć, a że gości Quirrell miała niezbyt wielu toteż bardzo dbała aby ten poczuł się wystarczająco zaopiekowany. Szczególnie, że miał jej pomóc i na tą pomoc bardzo liczyła. |