Secrets of London
[Jesień 07.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [Jesień 07.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups (/showthread.php?tid=5128)

Strony: 1 2


[Jesień 07.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Anthony Shafiq - 15.09.2025

—07/10/1972—
Anglia, Londyn
Morpheus Longbottom & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=pXWcBEt.png]

From painted card he steps with grace,
A gentle smile upon his face.
A cup in hand, his heart set free,
He offers dreams to you and me.

He hums a tune, the colors flow,
A canvas blooms where feelings go.
With childlike wonder, pure delight,
He turns the dark to glowing light.

He whispers truths the stars impart,
Soft secrets stirring in the heart.
A sudden chance, a door swung wide,
New love or path waits just outside.

He dances, playful, full of cheer,
Reminding joy is always near.



Powroty nie były łatwe.

Zwłaszcza kiedy wracało się z Hiszpanii.

Zwłaszcza teraz.

Somnia potrzebuję się z Tobą spotkać jeszcze przed balem u Lestrangów. Dzisiaj u Ciebie? U nas? Po 15 będę w apartamencie.

A

Być może brzmiało to zbyt dramatycznie, ale Niewymowny, Pan Czasu, który zbyt swobodnie przemieszczał się nie tylko w przestrzeni, wymagał czasem jasnych komunikatów. Bo widywali się, mijali, działali razem, rotowali wokół siebie tak jak zawsze, bez konieczności codziennego sprawdzania, czy drugi nadal istnieje.

I tak mieli się widzieć na przyjęciu, ale...

Teraz jednak zmieniło się zbyt wiele, by nie nalegać na spotkanie. Przyszłość stała się chwiejna, pozbawiona korzeni, stała się niebezpieczna też przez wzgląd na galopującą głowę. Potrzebował, aby jego przyjaciel który wdział, żeby skupił się i zobaczył.

Z drugiej strony wewnętrznie był wyjątkowo niestabilny i jak u schyłku lata to on stanowił opokę dla Longbottoma, tak teraz zaiste za bardzo potrzebował tej opoki w wykonaniu Morpheusa. Dlatego też notatka dopadła Niewymownego gdziekolwiek ten był, dlatego też wieczór w apartamencie przy Alei Horyzontalnej był zarezerwowany na cichą rozmowę przy winie, przy kartach, przy lśniącej kuli.

Shafiq nie był przesądny, nie zawierzyłby swojego życia żadnej innej ocenie. Somnia jednak był drugą połówką jego duszy, zaś po ognistej wizji tym bardziej nie powątpiewał, ani nie deprecjonował tego co było dane mu zobaczyć. Odmierzał godziny, minuty, odmierzał każdą jedną sekundę do przybycia Morpheusa. Jego kwatera stała jak zawsze zamknięta, więc czas mordowany był pisaniem listów w salonie przylegającym do głównego korytarza. Wygodny lazurowy jedwab obszyty złocistą nicią w mongolskie wzory fortuny zaklinały półświadomie rzeczywistość. Anthony zsunął z nosa cienkie złociste oprawki i odłożył pióro, gdy jego anam cara w końcu się pojawił.

– Jadłeś? – zapytał z troską, choć na usta cisnęły mu się wszystkie słowa, których nie pomieściłby na bileciku proszącym o bardziej ustanowione w czasie spotkanie. 



RE: [Jesień 08.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Morpheus Longbottom - 02.10.2025

Jadłeś?

Nie wiem — przyznał się Morpheus, zdejmując z siebie okrycie wierzchnie. Różnorakie pudełka lewitujące za nim wylądowały z gracją na podłodze, a z górnego Longbottom wyjął domowe skórzana trzewiki, zupełnie nowe. Poprzednie zabrał do remontowanego dworku, te z Dolny Godryka poszły z dymem, zostało mu więc jedynie zamówić nowe. Kolorowe pudła z logami z Domu Towarowego z Horyzontalnej bardzo mocno świadczyły o tym, że uzupełnienie pewnych rzeczy trwało dużo dłużej niż innych. Morpheus zwykle nie nosił nic, co nie byłoby uszyte specjalnie dla niego, ale jego krawiec stracił w pożarach wszystkie muśliny i musiał zaczynać od nowa.

Mijał dokładnie miesiąc od wydarzeń tamtej nocy. Kolekcja kart wróżebnych Morpheusa była nie do odzyskania, a on w tej kategorii zdawał się nie kwapić z zakupami. Z wahadełek zostało mu tylko te kilka, których zapomniał zabrać od Shafiqa, zresztą gubił je tak czy tak namiętnie. Karty bolały bardziej, kolorowe atramenty również, jednak najbardziej kuła go żalem zachowana korespondencja. Pozostał po niej pył.

Co cię trapi, Antoniuszu? — zapytał, siadając na przeciwko swojego Anam Cary.




RE: [Jesień 08.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Anthony Shafiq - 02.10.2025

Szary pył osadzał się na barkach jego umiłowanego przyjaciela, szary pył prószył mu włosy i dociążał myśli. Byłoby łatwiej, jakby złośliwy poltergeist przyłożył mu zaklęciem odmładzającym, jak przed dwoma miesiącami przydarzyło się Jonathanowi. Shafiq nawet nie był pewien czy mówił Morpheusowi o tym jakże błahym z perspektywy czasu znaczeniu, choć może wcale nie tak błahym, a przynajmniej nie dla niego.

Sentymenty.

Jak Anthony czułby się pozbawiony swojego littlehangletońskiego grobowca? Swojej piwnicy, w której pieczołowicie zbierał absolutnie wszystko? Jak czuły się bez garderoby ukrytej w szafie, która zajmowała tyleż samo miejsca co sypialnia, bez fortepianu i zabalsamowanego skrzydła Edith - je pięknych pokoi, przez które ledwie muśnięciem czarnego skrzydła przefrunęła Lorien nie pozostawiając po sobie ani jednej zmiany? Jak czułby się gdyby spłonął jego apartament, gdy tymczasem było o miejsce, którego jedyną klątwą stała się bardzo specyficzna rodzina z Doliny. Bardzo głośna. Bardzo żywa.

Nie miał prawa narzekać.

Nie narzekał.

Chciał tylko móc przelać, rozlać, podlać, wlać chociaż trochę własnego szczęścia w Morpheusa. Z tego powodu było mu trochę wstyd. Bo widział, czuł całym sobą, że Somnia jest przygaszony, a nadmiar wody mógłby zgasić go całkowicie. Z drugiej strony Shafiq miał wrażenie, że głowa mu eksploduje od tego wszystkiego co działo się w sercu.

Zaśmiał się nerwowo.
– Twój stan. To, że nie umiem Ci pomóc. – Przyszłość w Ministerstwie i awans, który przeszedł koło nosa? Nieistotne! Żałobny kir Morpheusa, wobec jego (o zgrozo) kolorowego, mieniącego się płaszcza - to był realny problem, to było coś o czym myślał zawsze w kontekście nich. Gdy cierpiał, nawet z tak rozbuchanego, wręcz egzaltowanego problemu, było nieco łatwiej. W całej sytuacji znalazłoby się sporo współczucia, ale była w tym też sążnista miara egoizmu.

Oblizał wargi ganiąc się, za swoje ociąganie. To była przecież absolutnie normalna rozmowa. Normalny pakiet informacji. Nadpisanie nowych, na to co było stare. Normalne.

– Jonathan mnie przeprosił – zaczął, czując jak momentalnie jego uszy, zwykle poddane pełnej kontroli woli, teraz zalewały się krwią. Nie na zewnątrz oczywiście, a w środku, oblepiając małżowinę palącym rumieńcem. Jonathan go przeprosił i och! jak on umiał przepraszać. Odetchnął głęboko, żałując że pod plecami nie mają chłodnego marmuru krukońskiej wieży, gdzie ich wspólny przyjaciel pierwszy raz był tematem rozmowy tego typu. Jakiego typu? Normalna, zwyczajna rozmowa. Nadpisanie nowych informacji na stare, przecież Somnia chciałby wiedzieć, prawda? – Ja też go przeprosiłem – kontynuował i już nie wiedział co zrobić z oczami, bo pamiętał doskonale w jaki stupor wpadł w chwili wrażliwości, w ciąg słów, który zdawał się nigdy nie kończyć, litanię słów sowicie podlaną żalem za wszystko co się wydarzyło. – Kupiliśmy dla Ciebie nawet talię, do Twojej nowej kolekcji. Wyciągnąłem jedną z kart i było na niej koło i ręce, był też ogień i woda, pomyślałem o Tobie, o tym jak blisko jest nam razem gdy działamy do silnika parowego – i rzeczywiście. pośród kart była i ta o której mówił, nawet jeśli nie do końca było to zdanie, które od progu chciał powiedzieć. – Zdziwił mnie trochę dobór znaków. To koziorożec prawda? Czemu drugi nie jest rak, tylko skorpion? Strzelec? I co u licha Jowisz robi na dole? – zaczął wypytywać, zmienionym tonem, ożywionym i ewidentnie próbującym zmienić tor rozmowy.



RE: [Jesień 08.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Morpheus Longbottom - 04.10.2025

Nie miał rady na to, co Antoniusz mógłby zrobić, aby pociągnąć go z daleka grobu, który sam sobie wykopał i na którego brzegu stał niezmiennie od prawie dwóch dekad. Dlatego postanowił całkowicie zignorować tę zwokalizowaną troskę.

Cieszę się. Z tego wszystkiego... Obawiałem się, że to kolejna równia pochyła, na którą zdecydowanie nie byłem gotów — wyraźnie odetchnął. Już na Ekstazie Merlina wyczuł, że jest między nimi lepiej, przynajmniej tolerowali swoją obecność w jednej loży i nie próbowali kłócić się podczas kulminacyjnej sceny spektaklu, tak kłócili się podczas gdy Londyn płonął. Parsknął pod nosem, przypominając sobię tą sytuację pod Norą Nory. Pomimo że na skroniach zdecydowanie podwoiła mu się ilość siwych włosów, to trochę trosk umknęło z jego lica na te wieści, co więcej, im dalej Antoniusz opowiadał, tym bardziej Morpheus zdawał się być rozbawiony.

W pewnym momencie nawet oparł podbródek na dłoni, a jego oczy łani lśniły doskonałym humorem, gdy drugi mężczyzna potykał się o tak podstawowe kwestie w interpreatcji karty tarota.

Zacznijmy od najprostszego. To było Koło Fortuny. Planetą patronką tej karty jest właśnie Jowisz. Znajduje się w centrum żeby zaznaczyć oddziałowywanie Koła Fortuny na inne karty Wielkich Arkanów, ponieważ Jowisz rządzi ogniem i powietrzem, a co za tym idzie, Głupcem, czyli początkiem drogi oraz Sądem Ostatecznym, a więc jej środkiem. Znaki dookoła symbolu Jowisza to kolejno Byk, Lew, Skorpion i Wodnik. To tak zwane znaki stałe, przedstawiają szczyt każdego astrologicznego sezonu. Oznaczają stabilne dążenie do celu, upór, nie zawsze pozytywny, również pewnego rodzaju konserwatyzm. Koło fortuny przebiega przez każdy z tych znaków. Ogień na karcie to część władania Jowisza. Ogień jest transformatywny i ekspansywny, czego doświadczyliśmy na własnej skórze i takie jest Koło Fortuny. Ta burza zaś to nie woda, to powietrze. Możemy dostrzec w tym rolę Jowisza jako boskiej inspiracji i połączenia z makroskopowym spojrzeniem na wszechświat. Jest to z pewnością zgodne z kartą Koła jako kartą karmiczną lub zorientowaną na przeznaczenie. Utożsamia to też kaprys przypadku i poczucie płynności oraz oderwania od rzeczywistych skutków rzeczy, co moim zdaniem bardzo dobrze współgra z niektórymi aspektami Karty Koła.

Przekrzywił głowie lekko.

Powróżyć ci?




RE: [Jesień 08.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Anthony Shafiq - 05.10.2025

– To... była równia pochyła. – Przyznał bardzo cicho, ale umilkł, gdy Morpheus zaczął opowiadać mu o Kole Fortuny. Wiedział, że było to koło, wiedział też, co potrafiło oznaczać - Somnia wróżył mu dostatecznie długo lat, by pewne skojarzenia wyrobiły się w jego głowie, która bardziej skupiała się na skomplikowanych siatkach rzeczywistości materialnej aniżeli astrologicznym wpływom na nią. Miał od tego Morpheusa... Drugą połowę swojej duszy.

Uwielbiał, kiedy Longbottom się uśmiechał. Uwielbiał, kiedy zalewał go faktami, nawet nie za sam fakt tego, że do czegokolwiek tych faktów potrzebował, ot... Były powody dla których wyniki w Hogwarcie Niewymownego były wyższe i teraz, po tych kilku latach potrafił nie mieć większego żalu z tego tytułu. Potrafił się tym cieszyć. Zwłaszcza teraz, ogrzewając dłonie przy tlącym się żarze jego duszy. Ile by dał, żeby wiedzieć jak rozpalić ją bardziej?

Skinął głową na propozycję wróżenia. Ostatni miesiąc był dla nich wyjątkowo mało łaskawy, jeśli chodziło o swobodną wymianę myśli i choć nota którą zostawił brzmiała drastycznie, a spotkanie miało dotyczyć absolutnie czego innego... Z drugiej strony wszystko przecież łączyło się i przenikało wzajemnie. Wcześniej i teraz. Szczególnie teraz.

– Potrzebuję Twojego wzroku, który sięga dalej Somnia. Jenkins ukręciła głowę magicznemu uniwersytetowi zaraz po Spalonej. Przez nasz... przez nasz konflikt i tak chciałem odejść z biura, ale Jonathan poprosił mnie, żebym został, a ja... – Co zrobić z oczami? Co zrobić z myślami? Pomyślał o chłodzie wieży, o niewielkim ogródku, który Krukoni pielęgnowali do swoich badań i mikstur wspierających zachowanie trzeźwości umysłu bez względu na porę dnia. – Ja najwyraźniej wciąż nie potrafię mu odmawiać. Biuro działa, towary z Kambodży przyjdą lada dzień, ale... Po tych kilku latach mojej stagnacji, skonfrontowałem się z faktem, że on prowadzi to biuro absolutnie samodzielnie i mnie tam nie potrzebuje. Nie potrzebował. Nie wiem. – Zwilżył wargi rozmyślając nad pytaniem do kart, jego wypowiedź i tak była porwana, jak gobelin przeżarty przez mole. Był ewidentnie czymś rozkojarzony i mimo słów nie przedstawiających zbyt optymistycznego obrazu, przebijała przez niego wewnętrzna ekscytacja, której źródła wciąż nie chciał, lub nie mógł odkryć przed przyjacielem. – Eden i Robert uczą się ode mnie oklumencji. – To zdecydowanie nie był news dnia – Szykuje dla nich skrypt w godzinach ministerialnej katorgi. – Poruszył palcami instynktownie, odtwarzając ruchy obracanego w powietrzu kawałka papieru gnącego się pod jego wolą. Żurawie powoli mu się nudziły. Może powinien przerzucić się na małe smoki? – Tego wszystkiego mi jednak mało. Potrzebuję... kierunku na najbliższy czas. Tego szukam.



RE: [Jesień 07.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Morpheus Longbottom - 04.11.2025

Morpheus przywołał różdżka jedno z pudełek. Niepozorne, o kształcie równego sześcianu, owinięte w papier pakowy jak od linijki, z idealnymi zagięciami wskazującymi na praktykę w tej sztuce w tysiącach takich samych pudełek, wylądowało na jego kolanach. Oznaczone wieloma stemplami i opłatami celnymi, nakładającymi się na siebie, musiało być owocem jakiegoś dalekiego importu i w istocie nim było. Przybyłe zza żelaznej kurtyny pochodziło z zapomnianej przez bogów i ludzi huty szkła goblińskiego w Kotlinie Kłodzkiej. Gdziekolwiek by to nie było, Morpheus nie był pewien. Chyba w Czechach. Czarodziej rozwiązał sznurek, szarpiąc się z nim krótko, rozdarł cudo kurierskiego pakowania i odsłonił równie pospolitą skrzyneczkę. Wieko skrzynki odskoczyło i wyłoniła się z niego ponownie, pozornie pospolita, szklana kula. Nie była jednak to zwykła szklana kula, bubel znaleziony u Borgina na Nokturnie, ale idealnie czysty wytwór goblińskiej dłoni, zakrzywiający światło w matematycznie perfekcyjny sposób.

A więc zaczynajmy.

Morpheus odłożył na bok resztki opakowania i ułożył kulę na biurku, na ściereczce z jedwabnego aksamitu, dołączonej do zestawu. Przez chwilę pozwolił kuli toczyć się pomiędzy dłońmi, od prawej do lewej, od prawej do lewej, odprawejdolewej, odprawejdolewej, odprawejdolewejodprawejdolewej, coraz szybciej i szybciej, wprowadzając się we wróżbiarski trans. Sięgał dalej, poza realne bicie zegara, przez mgłę dogmatów i kamieni rzeczywistości. Kula nagle się zatrzymała, idealnie w połowie pomiędzy jedną ręką, a drugą. I Anthony nie widział w niej nic, puste szkło. Jednak nie dla Morpheusa.


Przewaga: Wróżbiarstwo (III), wróżba dla Anthony'ego Shafiqa.
[roll=Symbol]

Wszystko, czego dotkniesz, będzie kwitnąć. Będzie szczęście i będzie miłość. To raczej efekt tych planów lub coś o czym Apollon chciał cię zapewnić. To dobry znak na początek. Dobra wróżba.

Oboje wiedzieli, jak bardzo im ich potrzeba. Dobrej przyszłości. Gdzie wszystko kwitnie, a nie tylko opadające liście zmieniają się w ogień.




RE: [Jesień 07.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Anthony Shafiq - 04.11.2025

Anthony zwykł mawiać w cichości czterech ścian, zwykł myśleć i powtarzać, że Jonathan był powodem dla którego nauczył się oklumencji. Nie dało się jednak ukryć, że najbliższy mu przyjaciel z umiejętnością jasnowidzenia też nader skutecznie motywował go przed laty, mimo, że przecież nie mieli przed sobą nic do ukrycia.

A jednak... chwile takie jak ta zawsze wytrącały go z równowagi.

Jego twarz zapłonęła, nawet nie zamierzał wymawiać się przed tym i udawać, że to nagła gorączka, choć na to właśnie wskazywało aż nadto objawów. Zeszklone oczy, lekkie zamieszanie błędnika. Mógł ukryć policzki w dłoniach, mógł zwyczajnie uciec do łazienki, mógł - i pewnie gdyby to był ktokolwiek inny wyśmiać tę wróżbę i przypomnieć zainteresowanemu, że miało być na pracę a nie na życie uczuciowe.

Z oczywistych dla niego względów, rozdzielenie tych dwóch aspektów byłoby więcej niż niemożliwe.

- A więc wróżysz mi romans biurowy? - powiedział słabowicie, suchość w ustach wgryzała mu się w szczątkową śluzówkę. Ciało zdradzało go na tak wiele sposobów, a za kilka godzin mieli tańczyć na balu u Lestrangów. Jakie to szczęście, że był to bal maskowy, nawet jeśli sam Anthony nie uważał tego pomysłu za zbyt trafiony.

Oblizał nerwowo wargi, palcami wyłamywał sobie palce w drugiej dłoni. Jak uczniak. Jak uczniak.

Gdzie był chłód marmuru pod głową, gdy tego potrzebował?

- Zeszliśmy się z Jonathanem - oznajmił w końcu. - Rozumiem, że los nam sprzyja nie tylko myśleniem... wolitywnym chciejstwem i realizacją Twoich jakże subtelnych nacisków sprzed miesiąca. - Miesiąc, to już miesiąc. Egipt. Szkocja. Prowansja. Londyn. Płonął, płonął, wszystko spłonęło. I na tych gruzach, na zgliszczach wszystkiego, przyjaźni, której nie mogli już bardziej zepsuć niż było to możliwe. Dziwne. Powinien może bardziej entuzjastycznie przedstawić Morpheusowi to zagadnienie. Czemu więc czuł się winny?

Rozpaczanie na grobach innych przychodziło mu o wiele łatwiej niż szczęście. Niż zwyczajna radość, że los splótł się dla niego tak jak się splótł...



RE: [Jesień 07.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Morpheus Longbottom - 19.11.2025

Morpheus zmarszczył brwi na rewelację Anthony'ego. Nie dlatego, że miał coś na przeciwko tej relacji, ale dlatego, że miał wrażenie, że jego przewidywanie są jak ten dziwny granulat, który kiedyś skonfiskowali jako podejrzaną substancję w domu alchemika. Brązowy, pachniał jak kawa, ale zalany wrzątkiem nie zostawiał fusów. Nic nie zostawiał, szybko się tworzył, nic nie znaczył, nic nie zostawiał. Denerwowało go to, że to przemyślenie zaburza falę radością, która wzmogła się w nim. Bardzo szybko jednak jego lico rozpromieniło się w ten szczery, charakterystyczny sposób, który był widoczny dla niewielu, zwłaszcza ostatnio. Longbottom nie miał wielu powodów do radości, ale dla uczczenia tego był gotów zjeść duży kawałek tortu.

Wiem, że bardzo to sugerowałem, ale... Jestem zaskoczony. I zachwycony. Myślałem że po... Wiesz czym, gdy kłóciliście się podczas gdy Londyn płonął, że to jakiś ogromny kryzys, który zajmnie wam trzy lata. A tu proszę...

Skoro kula uznała, że zamierza mówić o życiu uczuciowym, Morpheus miał nadzieję, że karty okażą się bardziej zasadnicze i przyziemne. Buławy, monety, a nie kielichy.

Z jakiegoś powodu nie poszedł po talię Antoniusza. Nie. W tym momencie jakby rzeczywiście władał czasem i opuszkiem palca zatrzymał wskazówki złotego zegara życia wskazujące jego połowę i cofnął do tyłu. Tak-tik, tak-tik. Nowa talia, nowy początek, oboje mieli siedemnaście lat, kończyli edukację i świat stał dla nich otworem. W tej poprawionej wersji Antoniusz nie brał ślubu z umierającą kobietą, a miał u swojego boku Jonathana.

Różdżką zawezwał kadzidełko, odpalił je i oczyściłem karty,  mrucząc pod nosem modlitwę. Potasował i przemieszał karty.

Najpierw wewnętrzny krzyż. Osoba pytająca oraz największe przeszkody .


Karta I
1- pozycja prosta 2 - pozycja odwrócona
[roll=Tarot]
[roll=d2]

Karta II
1- pozycja prosta 2 - pozycja odwrócona
[roll=Tarot]
[roll=d2]

Piątka pentakli. Wyjście z problemów z kwestiami finansowymi, ale wskazanie, że w pogodni za materializmem, obrotem pieniądzem i zasobami, zatraciłeś część swojej duchowości. To ty teraz — wskazał Morpheus pierwszą kartę, a następnie odkrył kolejną. — A twoją przeszkodą jest fakt, jesteś zbyt bogaty. Szukasz nowego celu, ale cokolwiek, o czym myślisz, jest zbyt łatwo osiągalne, bo wystarczy, że wpiszesz odpowiednią notę i masz już wszystko.


Przewaga: Wróżbiarstwo (III)


RE: [Jesień 07.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Anthony Shafiq - 20.11.2025

Spalona Noc... ta kłótnia zdawała mu się odbyć w innym życiu, wyplute z siebie słowa, wzajemne oskarżenia. Uśmiech Morpheusa rozlał się ciepłym promieniem po jego twarzy, po sercu, które nauczone było nie szukać akceptacji w oczach najbliższych mu osób, a które jednak w momencie wrażliwości zabiło mocniej widząc radość na posępnym zwykle licu. Więc i on się rozpogodził, rozluźnił, wciąż dziwacznie onieśmielony, wspominając ten przygnębiający okres, stanowiący ciemną ramę dla obecnie tak intensywnie jasnego, że niemal prześwietlonego obrazu.

– Jak sen pogrążonego w gorączce umyśle. Towarzyszy mi refleksja, że gdyby nie ten kryzys, żadne z nas nigdy nie odważyłoby się doszacować napomkniętych mimochodem wcześniej zauroczeń. Tak mu powiedziałem wiesz? Gdy pierwszy raz powiedział mi o... o francuskiej sprawie. - Zazdrość odbiła się na przystojnej twarzy, krótkim mgnieniem, które nie mogło umknąć komuś o tak wyostrzonych zmysłach, obserwujących w jednym momencie zespolone kiedyś, teraz i być może. – Powiedziałem mu, że mi się podobał w szkole. A Jonathan uwierzył, bo dlaczego miałby nie wierzyć. – Zapaliłby, ale nie chciał zaburzać kadzidlanej modlitwy, rytuału, który przez lata odbywał się krok za krokiem tak samo. – Więc kiedy żal za utraconą przyjaźnią był tak wielki, że wypełnił sobą całą przestrzeń, wypychając przy tym poczucie zdrady i rozgoryczenia... Okazało się, że wypchnęło też lęk, że zbyt pochopnie wypowiedziane słowa zniszczą stałość relacji. Nie miały już czego niszczyć, czego sami byśmy nie zrujnowali. Jak... Jak Wieża, czyż nie? – Kryzys był nieodzownym elementem rozwoju i teraz, z perspektywy osoby, która była szczęśliwie zakochana, te niesnaski, te wielkie i ostateczne kłótnie zelżały znacząco na rzecz wspomnienia, które warte było nie więcej niż uśmiech rozbawienia nad własną głupotą.

Tymczasem krzyż. Dziesięć kart drogowskazów. Byli już w tym miejscu. Kroczyli drogą krzyża nie raz przez ostatnie 30 lat. A jednak prychnął. Prychnął bardzo na rozsypujące się po stole złote monety, a przede wszystkim prychnął na komentarz Somni. Może nie powinien się odzywać, słuchając z nabożną czcią słów profety, ale ów największy profeta obecnych czasów był też przy okazji jego najlepszym przyjacielem. Połową duszy.
– Nie ma czegoś takiego jak za dużo złota. – Teraz, gdy już przez jego wargi przeszło wyznanie o miłości wyśnionej i urzeczywistnionej, mógł pozwolić sobie na cyniczny uśmiech. – Wiesz co to jest? Mój pomysł na projekt socjalny na Nokturnie. Dla tych biedaków gnących karki pod kolorowym szkłem witraża. – wskazał kartę, choć wierzący zebrani dziesiątego września w Kowenie przyszli mu na myśl. – To są dopiero szachy, żeby im pomóc! Każde wsparcie traktują jak jałmużnę, pokaz siły i wyższości nad nimi, a gdy zabierasz rękę oburzają się, że jako bogacz Twoim zasranym obowiązkiem jest wspierać tych, którzy z Twojego powodu przecież głodują. Cokolwiek im dasz jest źle. Nie dasz? Też niedobrze. Obśmiane, obwrzeszczane, obszczane. – Morpheus zdecydowanie dotknął wrażliwego punktu, który nie wyrósł na antoniuszowej duszy wczoraj. – Mów dalej, przepraszam, może karty są mądrzejsze ode mnie i wiedzą jak przez tę skorupę się przebić. – Machnął dłonią, gestem również prosząc o kontynuacje, choć pewnym było że obudzona frustracja nie ucichnie w najbliższym czasie. Stało za nią zbyt wiele słów, które zdążył urosnąć i nabrać całkiem realnych kształtów w głowie Anthony'ego.



RE: [Jesień 07.10 Morpheus & Anthony] Page of Cups - Morpheus Longbottom - 24.11.2025

Kolejne karty zostały położone w stół, kolejno karta korzeni, karta tego, co odchodzi, karta korony i karta przyszłości.


Karta III
1- pozycja prosta 2 - pozycja odwrócona
[roll=Tarot]
[roll=d2]

Karta IV
1- pozycja prosta 2 - pozycja odwrócona
[roll=Tarot]
[roll=d2]


Karta V
1- pozycja prosta 2 - pozycja odwrócona
[roll=Tarot]
[roll=d2]


Karta VI
1- pozycja prosta 2 - pozycja odwrócona
[roll=Tarot]
[roll=d2]

Chociaż Morpheus się nie uśmiechał, nie ustami, to kąciki oczu odznaczyły się głębszymi dolinami, niż zazwyczaj. W mowie Longbottoma wieszczącego było to niemal jak pełnogłośny, pijacki rechot, wyrzucony z głębi trzewi, rubaszny i niekontrolowany. Normalnie, w przypadku Morpheusa, uśmiech był czymś obecnym i dość pospolitym, ale przy wróżeniu?

Dziesiątka Buław, Dwójka Mieczy, Królowa Buław i Szóstka Buław. Bardzo falliczne otoczenie, zaskakujące w rozkładzie dla Antoniusza. Zwykle spodziewał się nieco więcej miękkości. Może była to kwestia problemu samego w sobie, będącego bardzo przyziemnym. Praca. Projekty. Ziemia.

A w korzeniu twego problemu Dziesięć Buław. Tyrania. Siła, która oderwała się od duchowych powiązań i stała się ślepą siłą. To zastój. Ale to nie jest martwy zastój, kiedy po prostu nic się nie dzieje. To taki zastój, jak wtedy, kiedy jedna osoba, mocą swojej woli, tłamsi wolność wszystkich pozostałych. Ogrom twojej władzy cię tłamsi.

Morpheus zrobił głośny wydech. Już dawno spod jego dłoni nie wyszły karty tak krytyczne wobec Antoniusza, tak bardzo okrutne w swoich wyrokach na jego temat. Wiedział, że zostawią go z nieprzyjemnym posmakiem w ustach i nie będzie to wina dymu z kadzidła.

Dwójka Mieczy oznacza porozumienie, które następuje po okresie walk i sprzeczności. Wspólne obowiązki ustalone, zawarto kompromis i podpisano umowy. Tej nie muszę tłumaczyć. Ty i Jonathan.

Tutaj, w koronie, jest Królowa Buław. To twoje stanowisko odnośnie twojej kwestii. Chcesz błyszczeć, być reprezentacyjny, brylować, zbierać oklaski. Płomienne oklaski.

Przesunął palcem na ostatnią z odsłoniętych kart.

A oto zwycięzca. Zwycięzca, który spada ze swojego konia w najbliższej przyszłości. Ponieważ rządzi nim ogień oraz złoto monety. W twoim kosmogramie płynie wiele wody, jest dla ciebie naturalna, a tu nie ma ani kropli. I tak, wiem, że śnieg jest fizycznie inną formą wody, w kartach nią nie jest. Wróć do wody, bo spadniesz.