![]() |
|
[sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... (/showthread.php?tid=514) |
[sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - Castiel Flint - 15.11.2022 Miał dwanaście lat. Nie wyróżniał się niczym szczególnym jeśli ktoś szukał w tym tłumie sensacji. Chudy, lekko przygarbiony, o jasnych prostych włosach opadających na szerokie policzki. Nie miał rumieńców tak jak cała reszta dzieciaków oglądających występy cyrkowe rodziny Bell. On był przygnębiony i w ogóle nie pasował nastrojem do tutejszego wydarzenia. Trzy miesiące temu poznał osobiście Jęczącą Martę, a uczniowie ze starszych roczników bardzo solidnie nastraszyli go opowieściami o jej śmierci. Nabył jakąś traumę bo na myśl o Hogwarcie dostawał napadów bladości. Przeżywał to, co usłyszał i to co zobaczył. Jęcząca Marta tak bardzo piszczała i płakała kiedy dopytywał czy to prawda, że ją zamordowano. Wrzeszczała na niego okrutnie! Rodzice chcieli poprawić mu humor więc zabrali go, jego siostrę i brata na cyrkowe występy. Z początku był zainteresowany tymi pięknymi osobami tańczącymi w powietrzu ale gdy wyobraził sobie na ich miejscu półprzeźroczystą postać latającej i płaczącej Marty to przestało mu się to wszystko podobać. Uciekł z tłumu i usiadł sobie na zimnym murku, na obrzeżach zabudowy cyrkowej. Był ładnie ubrany, czysto, drogo a na kolanach trzymał najbardziej wyśmienity i wypasiony (oraz najdroższy) popcorn. Wrzucał pojedyncze ziarenka do jakiegoś pudła i myślał o tym jak nie chce wracać do szkoły. Starsze roczniki miały z niego ubaw, a on przecież im wierzył. Zrobili mu z mózgu sieczkę i przez to bał się, że za chwilę ktoś znowu umrze bo w szkole wciąż mieszka ktoś kto ma oczy, których kolor zabija. Pytał o to Grubego Mnicha i proszę, nawet ich duch opiekuńczy nie chciał o tym mówić a to jak nic oznaczało, że to wszystko prawda! Opuścił brodę aż na obojczyk i taki naburmuszony siedział w odosobnieniu. Za miesiąc idzie do drugiej klasy, już niedługo będą szykować się do szkoły. Co on ma zrobić? Jak zeszłego roku był zachwycony Hogwartem tak teraz bał się tam wracać. Czemu nikt nie podziela jego obaw? Cóż, nikt jak on nie jest tak przewrażliwiony i strachliwy. RE: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - The Tempest - 15.11.2022 Było odrobinę (a nawet więcej jak odrobinę) magii w tym, jak cyrki się rozstawiały. Pojawiały znikąd, niczym grzyby po deszczu, zapełniając polany czy place swoimi czerwono-białymi namiotami, stoiskami i wozami. Tchnięta w to wszystko za pomocą różdżek magia pozwalała ograniczyć przestrzeń, zwiększając tę wewnątrz wszelkich utworzonych pomieszczeń. Największy z namiotów, mimo że z zewnątrz niepozorny, wewnątrz zachwycał rozległą areną, otulającymi ją trybunami i grą świateł, które ożywiały każdy występ. Rozbicie się też, miało wyraźne plusy - ograniczało dziennie treningi. Kiedy na scenie rozlegały się pierwsze, zachęcające do wzięcia udziału w występie okrzyki, część dzieciarni odsyłana była między ludzi, żeby nie przeszkadzać starszym członkom trupy. Pozwalało to złapać nieco oddechu, rozluźnić mięśnie, spróbować po raz setny serwowanych na stoiskach słodkości i obmacać parę sakiewek. Co kto lubił. Sama Layla snuła się bez celu, skupiona raczej na swoich dłoniach, poprawiając znajdujące się na nich owijki. Zmęczone wczorajszym treningiem, obtarte, zaczerwienione i zwyczajnie obolałe, już wcześniej zostały zasmarowane ziołową maścią, która miała pomóc w szybkim powrocie do sprawności. Starannie więc zawijała wnętrza dłoni, nieznacznie zahaczając o palce dla lepszego zabezpieczenia opatrunku. Kiedy skończyła, podniosła wreszcie spojrzenie, znajdując się na obrzeżach cyrkowego miasteczka grzybów. Szybko odnalazła też kryjącego się tutaj chłopaka, który od barwnych światełek i atrakcji wolał pudło popcornu. Pociągnęła nosem i wytarła go wierzchem dłoni. - Teren tylko dla obsługi - rzuciła obojętnie, zawisając na nim i przyglądając się z ciekawością. Nos zwieszony na kwintę nie zwiastował niczego przyjemnego, no bo kto to widział dzieciaka w cyrku, który aż tak smęcił? - Strułeś się jabłkiem, Cas? A może ktoś rzucił na ciebie klątwę? - przycupnęła obok niego, bez pytania sięgając ręką w stronę olbrzymiego pudła popcornu, który tak hołubił. Miała na sobie jasną, różową sukienkę, o luźnym, zwiewnym kroju, która sięgała jej przed kolano, a spod której wystawały czarne getry do połowy łydki. Daleko było jej do czasów świetności, jednak podobnie prezentowały się ubrania prawie wszystkich cyrkowych dzieci. Przy nim, i jego ładnym, eleganckim wręcz ubranku, różnica między nimi zdawała się tym bardziej zaakcentowana. RE: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - Castiel Flint - 15.11.2022 Rodzice bagatelizowali jego słowa. Uważali, że czyta za dużo dziwnych książek i ma zbyt wybujałą wyobraźnię. Kiedy pytał ich o śmierć Marty (w końcu byli wtedy w szkole!) to odpowiadali, że był to nieszczęśliwy wypadek i nie powinien zawracać sobie głowy. Jasne! Traktowali go jak dziecko, pff! Dwanaście lat to już nastolatek. Był przekonany, że coś wiedzieli i nie chcieli mu mówić bo uważali, że jest za mały na prawdę. Nie zauważyli, że on już ją prawie zna - starsi koledzy szczegółowo mu to opowiadali. Nie zastanowił się jednak skąd oni mogą o tym wiedzieć. W pewnym momencie w obszarze jego spojrzenia pojawiła się drobna dziewczynka w ładnej sukience. Rozpoznał ją od razu, mimo że widywali się tylko w wakacje i to raz na jakiś czas. - Layla. Cześć.- rozejrzał się ukradkiem czy nikt ich nie widzi. Ostatnim razem gdy się spotkali przed cyrkowym namiotem to zauważyła ich Cynthia, która później nie omieszkała go (przez tydzień!) pouczać o tym jak bardzo powinien uważać z kim się przyjaźni. Chciałby z nią porozmawiać o wszystkim co fajne ale nie miał humoru. Przeżywał swoje wyolbrzymione zmartwienia. - N-nie, to nie jabłko. - wyraz twarzy miał bardzo przejęty. Zeskoczył z murku i usiadł na ziemi, naprzeciwko Layli, brudząc sobie te ładne spodenki przygotowane rano przez mamę. Zignorował wzmiankę o miejscu dla obsługi bo kiedy w głowie ma takie problemy to zapominał o zasadach. - Po prostu niedługo jadę do Hogwartu, do drugiej klasy. I nie chcę tam wracać bo… - przełknął głośno ślinę i pochylił się do Layli z szeroko otwartymi oczami. - … bo tam w zamku ktoś zabił dziewczynę.- poskarżył się szeptem, robiąc wcześniej dramatyczną i śmiertelnie poważną pauzę. Widział w Layli sojuszniczkę w jego lękach i wnioskach. - Weszła do łazienki i ktoś ją zabił samymi oczami. Jak ona strasznie krzyczała na mnie kiedy ją o to zapytałem. Mama i tata nie chcą traktować tego poważnie! - mówił dosyć chaotycznie, zapominając dodać najważniejszą rzecz - umiejscowienie czasowe. Postronny słuchacz mógłby pomyśleć, że niedawno doszło do morderstwa na terenie Hogwartu. Akurat teraz zazdrościł Layli, że nie musi chodzić do szkoły. Oparł brodę o wnętrze swojej dłoni, a łokieć o swoje kolano. Jego wzrok padł na jej zawinięte bandażem ręce i tam już pozostał. Nie potrafił utrzymywać kontaktu wzrokowego więc w głównej mierze mogła widzieć jego jasne rzęsy zamiast tęczówek. RE: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - The Tempest - 18.11.2022 Starsze dzieciaki nie raz, nie dwa, próbowały ją straszyć opowiastkami o duchach, ale ona nigdy, ale to nigdy się nie dawała. Może wynikało to z potrzeby bycia dzielną dziewczynką, a może zwyczajnie z faktu, że ciężko było o duchy w cyrku i po prostu chyba nigdy żadnego na oczy nie widziała. A przynajmniej sobie tego nie przypominała. Kiedy więc młodsze rodzeństwo wybałuszało przestraszone oczy, ona była tą, za którą większość się chowała. Może i dla czarodziejów z krwi i kości takie historie nie były niczym dziwnym czy aż tak przerażającym, ale dla osób urodzonych i częściowo wychowanych w świecie bez magii, niektóre z nich potrafiły napędzić pietra. - Hmm... może to i lepiej. Podsłuchałam dzisiaj, że pierwsza skrzynka się zepsuła i trzeba było zaklęciem rozklejać twarze czarodziejom. Chociaż nie wiem, czy powinnam ci to mówić - zastanowiła się przez chwilę, ale w końcu wzruszyła ramionami. Dorośli często powtarzali, że nie powinno mówić się innym takich rzeczy, bo może to zepsuć opinie klientów, ale przecież on nikomu nie powie, prawda? Jedna z brwi wystrzeliła ku górze, kiedy Flint wspomniał, że kogoś zamordowano mu w szkole. Żartował, prawda? Musiał żartować. Słowo zabić absolutnie nie znajdowało się w słowniku mowy używanej przez Laylę, a przynajmniej nie poza kontekstem zabijania czasu. Przez moment patrzyła na Castiela z wyrazem absolutnego zmieszania, aż w końcu chyba dotarło do niego, że on mówi prawdę. - Coooo????? - krzyknęła, podskakując niemal i przez to prawie zsuwając się z murku. Zaraz zresztą zrobiła to specjalnie, opadając do poziomu Castiela i łapiąc go za ramiona. - Ale jak to oczami?! - jej oczy, ciemne i dociekliwe, wbiły się w niego, skryte pod zmarszczonymi w niedowierzaniu brwiami. - Przecież tak nie można! Nie w łazience. Powiedz, ze chociaż tę część wymyśliłeś. Chcesz mnie nastraszyć, prawda?? RE: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - Castiel Flint - 20.11.2022 Wzdrygnął się na myśl o rozklejaniu twarzy czarodziejów. Głęboko westchnął a jego mina i postawa nie pasowała do tego dnia. Żałował, że nikt nie traktował jego obaw poważnie. Jak rodzice mogą się tym nie przejmować?! Musi porozmawiać o tym z Cynthią, może ona będzie miała bardziej dorosły punkt widzenia i go zrozumie. Tak bardzo tego potrzebował! Reakcja Layli była tym, czego oczekiwał po rodzicach. Otworzył szeroko oczy i od razu się ożywił. Ze smętnego dwunastolatka zmienił się w bardzo przejętego i zaangażowanego w swojej opowieści. - Ja nie żartuję, mówię poważnie. Nie chcę cię straszyć ale taka jest prawda. - pochylał się w jej stronę i jej żywiołowo zaczął streszczać to, czego się już dowiedział. - Starsi koledzy mi dużo o tym opowiadali i byli bardzo poważni. Mówili, że w szkole w opuszczonej łazience siedzi duch Marty Warren. I ona zginęła w szkole! Nikt nie wie kto ją zabił i nie zamknęli za to Hogwartu. Uwierzysz? Uwierzysz w to, że ona tam umarła? W łazience! - to było dla niego przerażające. Teraz zaczyna rozumieć czemu dziewczyny chodzą do toalety w kilka osób. Może one też się boją wchodzić samotnie bo je coś zabije? Głupio było mu ciągnąć Baldura do łazienki za każdym razem kiedy chciał siku. To wszystko było takie niedorzeczne. - I wiesz co, ja poszedłem tam w końcu. Wiesz, chciałem zobaczyć czy sobie ze mnie nie żartują, nie jestem głupkiem. - był odważny, chciałby usłyszeć pochwałę jednak rodzice na te wieści wznieśli oczy ku niebu i stwierdzili, że nie ma o czym myśleć tylko o jakimś starym duchu, który już zbzikował po tylu latach nieżycia. - I ona tam była. Na brodę Merlina, wiesz jaka ona jest smutna? Ona tak strasznie piszczy i jęczy, krzyczy, płacze i nie wychodzi z tej łazienki. Zadałem jej jedno pytanie i zaczęła płakać tak głośno, że przez dwa dni nie słyszałem na jedno ucho, a witraż syrenki trochę popękał. - opisał krótko swoje doświadczenie z duchem dziewczyny. W tych latach Castiel był wyjątkowo wrażliwym chłopcem. Nie wyrobił w sobie jeszcze tej odporności i chłodnego patrzenia na sytuację. Nie umiał się dystansować bo całym sobą angażował się w to, czego doświadczał. RE: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - The Tempest - 22.11.2022 Słuchała go z szeroko otwartymi oczami, wyraźnie przejęta i zaangażowana w opowiastkę, czując niema, jak włoski na karku powoli unoszą się i stają dęba. Nie wiedziała tak na prawdę co było gorsze: umrzeć w szkole czy może w łazience. Albo, że wszyscy bez mrugnięcia okiem, dalej wysyłali tam swoje dzieci. Przełknęła głośno ślinę. - Merlinie, chyba nigdy nie byłam tak zadowolona z faktu, że nie musiałam iść do Hogwartu - uśmiechnęła się słabo, nieco krzywo, rozglądając się dookoła, jakby chcąc sprawdzić, czy jakaś zbłąkana zjawa nie wyskoczy na nich, jakby magicznie przywołana opowieścią. - Może... może chciałbyś z nami zostać? Tutaj nigdy, ale to przenigdy nie było żadnych duchów. Przysięgam - zacisnęła palce nieco mocniej na jego ramieniu, jednak nie w bolesny sposób, jednocześnie chcąc go w ten sposób upewnić w tym, ze mówiła prawdę i tylko prawdę. - Na pewno dałoby się znaleźć ci coś do robienia. Mógłbyś... na pewno masz jakiś fantastyczny, ukryty talent. Mógłbyś coś komuś opowiadać... Chwila, poszedłeś do damskiej łazienki? - zamrugała, lekko przekrzywiając głowę, wyraźnie zastanawiając się, czy dobrze go usłyszała, zaraz też sprzedając mu kuksańca pięścią w rękę. - Tak nie wolno! - zawyrokowała. Jeśli czegoś była pewna to tego, że absolutnie, ale to kategorycznie zakazane było chłopcom wchodzić do łazienek dziewczyn i na odwrót. Powinien się cieszyć, że nie spotkał w środku stada uczennic, bo te narobiłyby takiego rabanu, że duch Marty by się do tego nie umywał. - Gdyby ktoś cię tam złapał, to krzyki i płacze tego ducha byłyby twoim najmniejszym zmartwieniem - nie omieszkała podzielić się swoimi wątpliwościami na głos, nagle nieco bardziej surowa w swojej postawie i tonie głosu. Gdzieś jednak prześwitywała przez to... troska? Castiel wyglądał jej na tak miękkiego chłopca, który z łatwością mógł wpaść w kłopoty, nawet jeśli niechcący. - Uczniom w ogóle można wchodzić do tej łazienki? Czy skoro ktoś tam umarł to nie powinno to być... no wiesz... niebezpieczne?? A co jeżeli coś by ci się stało??? RE: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - Castiel Flint - 29.11.2022 Propozycja Layli wywołała na jego twarzy jedno wielkie zaskoczenie. Rozdziawił lekko buzię kiedy próbowała znaleźć dla niego jakieś zajęcie. Szkoda, że nie miał żadnego ukrytego talentu. Mimo, że był najstarszym synem w rodzie Flintów to wszystkie niezwykłe zdolności dziedziczyli jego kuzyni oraz rodzeństwo. - Nie no, co ty, przecież mama i tata mi nie pozwolą. - wydął dolną wargę na znak żalu. Nikt przecież nie zgodziłby się aby opuścił Hogwart z powodu śmierci jakiejś dziewczyny i to z dobre kilkanaście lat temu! Nawet na myśl mu nie przeszło jak bardzo jego rodzina potępiała jego rozmowę i relację z kimś, kto nie ma żadnej edukacji magicznej pod kątem uczęszczania do szkoły. Poczerwieniał niczym ogniste nasiono kiedy zarzuciła mu wchodzenie do damskiej łazienki. Opuścił wzrok, dotykając brodą swojego obojczyka i próbował nie spalić się z zawstydzenia. - Ale to nie tak! - próbował wejść Layli w słowo ale ta już nakręcała się i go upominała, a on nie miał odwagi złapać jej spojrzenia. - Posłuchaj mnie, Lay. No weź. Wszyscy nazywają to miejsce łazienką Jęczącej Marty i nikt tam nie wchodzi, a już na pewno nie dziewczyny. Nie da się tam siedzieć, Marta wszystkim płacze, wyje i w ogóle, ani trochę nie jest zawstydzona kiedy ktoś siedzi w kabinie. Wyobrażasz sobie, że nagle ze ściany wychodzi jej głowa? - wzdrygnął się, a przez jego ciało przebiegł zimny dreszcz. - No ja nie wiem czemu nikt nic z tym nie zrobił. Pytałem o to nauczycieli ale oni mnie zbywali. Nikt nie chce mówić dlaczego Marta tam umarła a przecież Hogwart to najbezpieczniejsze miejsce w Wielkiej Brytanii. - nie zapowiadało się aby miał wyprostować już kark. - Ta szkoła jest naprawdę super, fajna, ładna ale ona ma strasznie ponure tajemnice, Lay. Jest tam dużo duchów ale historia żadnego nie mrozi tak krwi w żyłach jak ta historia Marty bo to się przecież działo jak my byliśmy już na świecie. To niedawno przecież. - mówił tak dużo, z takim przejęciem, że zaschło mu w gardle. Koniuszkiem języka zwilżył usta i westchnął. Wiedział, że nigdy przenigdy nie pójdzie ponownie do tej łazienki. Choćby mu kazano to nie pozwoli się tam zaciągnąć. Oglądanie i rozmawianie z martwą dziewczyną było obecnie ponad siły tego dwunastoletniego chłopaka jakim był Cas. RE: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - The Tempest - 06.12.2022 Dziewczyna zmarszczyła brwi, jakby nieco zbita z tropu jego pierwszą odpowiedzią. Ale... chwileczkę, chciał pytać mamę i tatę o to, czy może uciec do cyrku? - Naprawdę, czasem jesteś trochę - głupi, chciała powiedzieć, oczywiście w najlepszym tego słowa znaczeniu, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język, wyraźnie przy tym zacinając, jakby co najmniej miała czkawkę. W całej swej wspaniałomyślności zdążyła dojść do wniosku, że podobne słowa w obecnym stanie mogły go zwyczajnie dobić - ...niemądry. - dokończyła wreszcie, jakby nieco ostrożne, ale też wyjątkowo kwaśno. Na prawdę, chodził do tej szkoły i po co właściwie, skoro zdawało się, że między uszami wciąż miał pstro. - Z cyrkiem się ucieka, a nie pyta rodziców, czy można iść na nocowanie - wyjaśniła nad wyraz cierpliwie, tonem znawcy tematu, nawet jeśli ona sama nigdy nie popełniła podobnego aktu. Kiedy świat wydawał jej się zbyt duży i zbyt nieprzyjemny, często siedziała obrażona na dachu wozu, a nie zastanawiała się nad tym, która konkurencja najchętniej ją przyjmie. Jego gorące tłumaczenia potraktowała z niejakim przymrużeniem oka. W końcu przecież tylko winni się tłumaczyli, a przynajmniej tak często powtarzali dorośli. Miała jednak wrażenie, że Castiel mógł w tym wypadku mówić prawdę i tylko prawdę, chociaż nie mogła pozbyć się wrażenia, że trochę w tym wszystkim obrażał dziewczyny. - Ja bym poszła! I ani trochę by mnie nie ruszało jej płakanie! - oznajmiła głośno i wyraźnie, jakby nieco nagle naburmuszona, jakby powód ku temu był jak najbardziej oczywisty nie tylko dla niej, ale także i dla niego. Skoro te hogwardzkie dziewczyny były takie słabe, to ona była w stanie udowodnić mu, że ona była od nich lepsza. Nie miała zamiaru bać się jakiegoś nawiedzonego ducha. Ba! Nie musiała nawet jechać do Hogwartu, żeby mu to pokazać. Niech tylko znajdą gdzieś tutaj jakaś zbłąkaną zjawę. - A może...? A co jeśli sam byś się jej pozbył? W sensie skoro nikt inny nie chce się nią zająć? Na pewno są jakieś efektywne sposoby, żeby pozbyć się takiego uciążliwego ducha? - na moment się zastanowiła, dość szybko jednak dochodząc do wniosku, że roztrzęsiony Cas był pewnie ostatnią osobą, która by się do czegoś takiego zabrała. - Albo wiesz... znalazł kogoś innego, jeśli nauczyciele nic nie chcą zrobić? RE: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - Castiel Flint - 20.01.2023 Layla przeceniała jego możliwości buntowania się przeciwko rodzinie. Nie była wychowana tak jak on, gdzie szanowanie zdania matki i ojca traktowano jak świętość... do pewnego momentu. Z tego też powodu popatrzył na nią z kolejnym wyrazem zdziwienia wymalowanym na twarzy. Nie rozumiał dlaczego uważała go za niemądrego. Poza tym, hej, to było nie ważne. Szczegółowo opowiadał jej o historii Jęczącej Marty i w jego oczach była to historia straszna, gdzie ktoś powinien coś z tym zrobić i to już dawno temu. Nie pojmował dlaczego nauczyciele zbywali temat. Przecież dziewczyna umarła a szkoła dalej sobie prosperuje. Nie było już tam bezpiecznie i z myślą o duchu dziewczyny postanowił przyłożyć się bardziej do nauki pojedynków. Skoro raz kogoś tam zabito to może się to wydarzyć i kolejny raz. Warto umieć się bronić. - Ale ona płacze i wyje aż się to w uszy wwierca. Cały czas jest rozżalona, wszystkich denerwuje i jest zła o to, że umarła. Nie dziwię się, że nikt nie chce wchodzić do tej łazienki, nawet Irytek, to taki inny duch, dużo gorszy ale jego nie zamordowano. Słyszałem kiedyś jego śpiewy jak wyśmiewał się z Marty, że skoro za życia była ofiarą losu to i będzie nią po śmierci. Merlinie, mówię ci, ale się na niego rzuciła wściekła. Aż ściany się trzęsły i świece w żyrandolu pogasły, tak się kłócili. - opowiadał co rusz kolejną dawkę historii i doświadczeń, pokazując dziewczynie co oni tam mają za cyrki! I to nie takie fajne jak te u Bellów. - Nie, Lay, ty nie rozumiesz. - poprawił się na tej ziemi i popatrzył na nią z większą uwagą. - Ducha nie można się przecież ot tak pozbyć. Ledwo wytrzymasz w jej towarzystwie, a wierz mi bo ja mówię prawdę i to nie są kłamstwa. Ona siedzi cały czas w kabinie toalety. Myślisz, że nie pytałem nauczycieli? Oni mówią, że ona jest całkowicie niegroźna i żeby zostawić ją w spokoju. - ożywiony to i dostał wypieków na twarzy bo tak bardzo chciał wszystko jej opowiedzieć. - W szkole jest dużo duchów, wszystkie straciły życie dawno temu i to z różnych powodów, no ale Marta niedawno. A co jeśli znów ktoś umrze? Nie znaleźli mordercy. Mówią, że to wypadek, że nastolatka umarła w łazience. Przecież to chore. Jeju, jak to mnie denerwuje, wiesz Lay? - o, jednak potrafi się trochę buntować przeciwko ogólnie przyjętym normom. - Starsi uczniowie straszą nią wszystkich, co idą do szkoły. A my tam śpimy przecież, w sensie w dormitorium. Dobrze, że ja mam pokój w podziemiach i nie muszę codziennie mijać tej łazienki. Nocami słychać tam zawodzenie. Brr, dobra bo ja się tylko złoszczę na to. Muszę się nauczyć bronić skoro Marta umarła. I w ogóle nie dziwię się, że dziewczyny chodzą do łazienki całymi stadami. Też bym się bał na ich miejscu. - wypuścił powietrze z płuc i potrząsnął głową aby się otrząsnąć. Usłyszał z oddali zawołanie, to matka go szukała. - Muszę się zbierać bo mama mnie woła. Jeszcze podpytam ją trochę o tego ducha i jak coś to wyślę ci list z Hogwartu jak czegoś się dowiem. - podniósł się, otrzepał kolana i pośladki z piachu. Nie wiedział co zrobić - podać rękę, pomachać, przytulić? Tata mówi, żeby dziewczynek nie przytulać tak wcześnie a więc zdecydował się wyciągnąć do Layli rękę. - To do zobaczenia. I jak spotkasz jakiegoś ducha i będzie ciekawy to napisz mi o nim jak najwięcej. - pomachał jej jeszcze i gdy usłyszał rozzłoszczone "CASTIEL, NATYCHMIAST DO MNIE!" ruszył biegiem z powrotem do rodziny. RE: [sierpień 1957] Castiel & Layla | Opowiem ci straszne historie... - The Tempest - 15.03.2023 Faktycznie, Layla zdecydowanie przeceniała umiejętności Castiela, jeśli chodziło stawianie się rodzicom. W pewien sposób jednak uważała, że skoro posiadał prawdziwą, porządną rodzinę, to posiadał w tym względzie o wiele większe przywileje niż ona. Flint poruszał się w ramach nie do końca przez nią pojmowalnych, głównie dlatego, że ona sama nigdy nie mogła z pewnością siebie podać z imienia i nazwiska rodziców. Było to jej największą hańbą i bolączką życia. Bo przecież o czym to świadczyło, jak o zwyczajniej nieprzydatności. W jej głowie często pojawiała się myśl, że w pewien sposób musiała być wybrakowana, skoro jej biologiczna matka porzuciła ją i nikt praktycznie nie mógł odpowiedzieć jej na pytanie, dlaczego tak właściwie się stało. Miała opiekunów, do których z dziecięcą naiwnością i miłością zwracała się jako ciotki i wujkowie, i w podobnej sytuacji było pełno innych dzieciaków ganiających między namiotami, a które należały do cyrkowej trupy. Z tym większą zazdrością patrzyła na te, które per mamo i tato mogły się zwracać do niektórych członków przedstawienia. Z tym większą zawiścią patrzyła czasem na Castiela, kiedy słyszała jak opowiadał o swoich rodzicach. I z tym większym niezrozumieniem przyjmowała jego własne zakłopotanie, kiedy zakładała coś na ich temat. Coś, co nie było prawdą. Layla bowiem uważała, że skoro Flint był synem swojej matki i ojca, to pewne zachowania mogły zwyczajnie uchodzić mu na sucho. Że tam, gdzie teoretycznie powinien znajdować surowość, czekało go ciepło ich uczucia. Miała w pewien sposób ukształtowany światopogląd w tym temacie, głównie za co odpowiadały książki i historie snute wieczorami. Nie do końca więc czasem rozumiała, że rodzice, szczególnie ci z poważnych i szacowanych rodzin, swoje pociechy obarczały przede wszystkim poczuciem obowiązku, a nie miłością. Bójka duchów to było ewidentnie coś. Coś, na co odpowiedziała wielkimi oczami i nerwowym wciągnięciem powietrza, kiedy tylko jej wyobraźnia zadziałała w rytm słów blondyna. Nie dość, że Jęcząca Marta była rozżalona, z resztą słusznie, to jeszcze inne duchy się z niej naśmiewały. Gdyby ona podzieliła jej nieszczęśliwy los, to była absolutnie przekonana, że reagowałaby tak samo - złością i chęcią rozszarpania Irytka na strzępy. - Masz rację, nie rozumiem - odpowiedziała mu z butą, marszcząc przy tym z niezadowoleniem brwi. - Bo przecież są ci jak im... egzyrnocyści. Podobno ich praca to przeganianie duchów. Po co komu taka praca, skoro nie działa? - zapytała go podejrzliwie. Czy Hogwart działał na jakichś specjalnych warunkach i osoby zajmujące się przepędzaniem duchów nie miały tam wstępu? A może zarząd zamku stwierdził, ze będzie kolekcjonował wszelkie zrozpaczone dusze i teraz dziwili się, że działy się tam takie rzeczy? - Ale przecież ona cierpi! - wzniosła ręce do nieba, nie mogąc zwyczajnie objąć rozumiem bezsensowności tego wszystkiego. Jak sobie niby ci wszyscy dorośli to wszystko wyobrażali? Jak mogli mieć taki bałagan w miejscu, które nazywali szkołą? Im bardziej to sobie wszystko mogła przemyśleć, tym bardziej była zadowolona z faktu, że jej nauka wyglądała tak bardzo inaczej. Nawet jeśli czasem była mordercza na swój sposób i niezwykle bolesna. - A wiesz jak mnie? Nic nie rozumiem, to wszystko nie ma sensu, a ty jeszcze musisz tam jechać - znowu złapała go za ramiona, potrząsając nim wręcz z rozpaczą. Była nie tylko zdenerwowana swoją niemożnością objęcia tego wszystkiego rozumem, ale też zwyczajnie martwiła się o przyjaciela. No bo co ona zrobi, jeśli Castiel będzie następny...? Pociągnęła nosem. - Jeśli chcesz, to cię nauczę! Ostatnio wujek Pete pokazał mi parę rzeczy - powiedziała, energicznie unosząc pięść i dobitnie sugerując tym w jakim zakresie mogła udzielić Flintowi korepetycji. Może nie była to droga czarodziejów, ale pięść z bliska była czasem o wiele bardziej efektywna od różdżki. Westchnęła smutno, kiedy faktycznie do jej uszu doszedł głos nawołujący Castiela po imieniu. Podniosła się razem z nim z ziemi, niemrawo otrzepując mu jeden rękaw. - Pisz do mnie, jeśli tylko coś się będzie działo - poinstruowała go. W przeciwieństwie do niego, zdawała się nie wyczuwać tej odrobiny niezręczności, która wynikała z tego, że nie był pewien jak właściwie powinni się pożegnać. Zignorowała jego dłoń i zwyczajnie rzuciła mu się na szyję, przytulając mocno. - Tylko nie umieraj, Cas! - poinstruowała go nieco drżącym głosem, bo kiedy tylko znowu pomyślała o tej ewentualności, nerwy znowu zaczęły jej puszczać. Może i nie widywali się często, ani też nie znali się długo, ale przynajmniej ona zdążyła go polubić i obdarzyć swoistym dziecięcym zaufaniem i przyjaźnią. Nie chciała, żeby zniknął z jej życia, a tym bardziej nie chciała, żeby podzielił tak tragiczny los jak czająca się w Hogwardzkiej łazience Marta. Puściła go wreszcie, dopiero teraz niezręcznie przestępując z nogi na nogę i energicznie odmachując mu. - Na pewno dam ci znać! - zapewniła go jeszcze. Co prawda nie życzyła sobie spotykać żadnych duchów, szczególnie po jego okropnych opowieściach, ale nie zamierzała też odpuścić okazji by napisać do niego parę słów, kiedy nadarzy się ku temu okazja. Koniec sesji
|