Secrets of London
[1956] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Alastor & Patrick - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [1956] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Alastor & Patrick (/showthread.php?tid=519)



[1956] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Alastor & Patrick - Patrick Steward - 16.11.2022

Irytek przelatywał korytarzem rechocząc tak głośno, jakby właśnie odpalił całe pudełko noworocznych fajerwerków w Wielkiej Sali albo spłatał komuś najbardziej obrzydliwego, ale przez to najlepszego możliwego figla. W locie podskakiwał, okręcał się dookoła własnej osi i obracał za siebie, sprawdzając czy jest ścigany. W jednej ręce ściskał wysłużony, wymięty, skórzany notatnik.
- Marto! – zawył z całych sił. Uderzył wolną ręką w mijaną zbroję z taką siłą, że narobił hałasu na cały korytarz.
Kilku uczniów zwróciło na niego uwagę, ale tylko jeden wyłonił się zziajany zza zakrętu i ruszył biegiem w jego kierunku. Patrick Steward miał najwyżej czternaście lat. Po stroju widać było, że należał do Ravenclawu. Po spoconym czole i ciężkim oddechu, że ścigał Irytka już od dobrych kilku minut, przemierzając za nim nie jeden korytarz a pewnie i nie jedno piętro.
- Oddaj mi to co ukradłeś! – wykrzyknął.
- Ahahahaha! – roześmiał się podle duszek. Wywinął koziołka w powietrzu, cmoknął, jęknął, zarechotał, zdecydowanie uszczęśliwiony pościgiem i rabanem, który wywołał. - Krościasta Marto! Gruba Marto! Jęcząca Maaaarto! – zawył znowu. – A ja ci muszę coś pooookaaaaazać!
Patrick zgiął się w pół, zatrzymując w miejscu, w którym Irytek znajdował się dosłownie przed kilkoma sekundami. Na nieszczęście zdążył się poderwać w powietrze i odlecieć na chwilę przed tym zanim ręka krukona przecięła powietrze by go schwytać. Obserwował poltergeista z coraz wyraźniej malującym się w oczach strachem.
- Ty… - zaczął znowu, ale ciszej, mniej odważnie, zupełnie nie chcąc skupiać na sobie uwagi wszystkich znajdujących się na korytarzu uczniów. Tych na szczęście nie było aż tak wielu, a i większość raczej wolała bezpiecznie się oddalić, zamiast skupić na sobie uwagę irytka. Patrick poczerwieniał na twarzy. – Ty się nie ośmielisz…
Ale choć o Irytku można było powiedzieć wiele rzeczy, z pewnością nie można było mu zarzucić braku śmiałości. Wydyszane i pomieszane ze strachem słowa odebrał raczej jak zachętę do działania, niż jak groźbę, którą miałby się w jakikolwiek sposób przejmować.
Zacmokał, udając, że rozważa słowa Stewarda, ale chyba nawet sam Steward pojął, że była to tylko gra a Irytek w żadnym wypadku nie zamierzał mu ustąpić.
- Maaarto! – zawył wreszcie, a całość jego wcześniejszych rozważań i błaznów zajęła mu najwyżej pięć sekund, i pomknął jeszcze szybciej, kierując się w stronę łazienki dziewczyn na drugim piętrze. – Maaam dla cieebiee preeezeeent!
***
- I wtedy właśnie tam wpadł – zakończył swoją opowieść Patrick. Popatrzył na Alastora krzywo, mocno skonfundowany, że w ogóle opowiadał mu tę historię i prosił go o pomoc akurat w takiej sprawie.
Było już późne popołudnie. Większość uczniów znajdowała się na kolacji. Korytarz którym szli świecił pustkami. Steward nie był już spocony a całe zajście z poltergeistem stało się opowieścią, która zajęła wiedzących o nim najwyżej na kilka minut.
Ten szkicownik jest dla mnie dość ważny, ale… - Ale za cholerę nie wejdę sam do łazienki, w której siedzi Jęcząca Marta – dodał w myślach. Nie po tym jak Irytek pokazał jej moje rysunki. – Proszę, pomóż mi go odzyskać.
Zbliżali się do toalety, którą zajmował duch. Na jej drzwiach znajdowała się tabliczka z napisem: nieczynne.



RE: [1956] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Alastor & Patrick - Alastor Moody - 13.12.2022

Alastor miał wrażenie, że choćby i naprawdę mocno nie chciał wchodzić do nieczynnej damskiej ubikacji, to powinien się czuć do tego zobowiązany. Po niedawnym incydencie, podczas którego... Uh... No bo... To nie było do końca tak, że przechodził obok korytarzem i Patrick o nim pomyślał. Nie, Alastor go kiedyś naprawdę mocno nastraszył, kiedy szyba z widokiem na błonia z głośnym trzaskiem rozpadła się na drobny mak, a podkręcony tłuczek cudem minął twarz Krukona i wbił się w równoległą oknu ścianę. Moody pojawił się zaraz później, z walizką i chwiejącym się przednim zębem, w dziurawym, czerwono-złotym swetrze i goglach, które potargały mu włosy tak mocno, że umiejętności pozazdrościłaby im nawet największa wichura. Wleciał do środka na miotle, potem się chwilę z tym tłuczkiem siłował, a kiedy wreszcie piłka została ściśnięta paskiem i znieruchomiała, spojrzał z dołu na Patricka. Widząc przerażoną twarz dotarło do niego, że młodszy chłopak zetknął się z czymś, z czym niekoniecznie chciał się stykać - traumą po tak nagłym i bliskim zderzeniu z uderzoną kijem piłką zdolną do zrzucenia z miotły kogoś postury Moody'ego.

„Błagam, nie mów o tym nikomu, bo znowu stracę punkty dla domu, a to była totalnie nie moja wina i-” układał sobie od razu w głowie jakąś historię, ale ostatecznie oboje przystali na złożeniu braterskiej obietnicy. Miał mu być od tej pory, tak jak to na dorosłych mężczyzn przystało, winien przysługę.

Dzisiaj przyszła pora na spłatę długu.

- Eeee... - zaczął inteligentnie, drapiąc się przy tym po nosie. Ciekawiło go wiele rzeczy. Dlaczego właściwie Irytek wybrał jako ofiarę akurat jego? Co znajdowało się w tym szkicowniku? Czy Patrick zakochał się w Jęczącej Marcie? Czy jeżeli tak, to czy głośne parsknięcie śmiechem zostanie uznane za skrajny nietakt? - No jasne, że ci pomogę, haha - powiedział od razu, usilnie ignorując wspomnienie walającego się po podłodze szkła, którego nie potrafił naprawić, a o którym naprawdę nie chciał mówić opiekunowi domu. - Mam już nawet trochę doświadczenia w grzebaniu w odpływie po tym jak Lucindzie uciekła żaba - pochwalił się, splatając palce z tyłu głowy i strzelając wpierw nimi, później karkiem. Tak naprawdę to nie grzebał wtedy w odpływie tylko w sedesie, ale w gruncie rzeczy... Przy Irytku mogło być podobnie.

Tym, który odważył się pierwszy nacisnąć klamkę zakazanej łazienki na piętrze, był właśnie Moody. Wszedł do środka nierozważnie, a właściwie to wpierw zajrzał do środka, od razu zrzucając sobie na głowę gąbkę do tablicy. W pierwszej chwili nawet nie śmiał tego skomentować. To zdecydowanie najstarszy szkolny dowcip świata, a on naciął się na niego jak kompletny amator, tracąc czujność przy kimś tak nieobliczalnym jak Irytek. Dopiero kiedy całkowicie przekroczył próg pomieszczenia, wpuścił do niego Patricka, kaszlnął, celnie rzucił gąbką w stronę zlewu i zapytał:

- Widzisz go gdzieś?

Nie dopracował jednak, czy chodziło mu o szkicownik, czy o poltergeista.


RE: [1956] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Alastor & Patrick - Patrick Steward - 14.12.2022

Patrick posłał Alastorowi spojrzenie, które właściwie mogło wyrażać wszystko. Od wdzięczności za to, że starszy chłopak zdecydował się mu pomóc, przez wstyd, że ściągnął go tutaj, aż po konsternację, że właśnie mieli się władować do łazienki dla dziewcząt. I tak, całe szczęście, że przy odrobinie dobrych wiatrów nikt nie zobaczy, że tam weszli (albo zobaczy ich tylko Jęcząca Marta), ale dla krukona to nadal było szalenie deprymujące.
Bo w środku leżał jego szkicownik. Bo ten szkicownik pewnie zdążył już obejrzeć mieszkający w łazience duch. Bo chociaż w środku nie było nic przesadnie wstydliwego to Steward był sobie w stanie wyobrazić jaką katastrofę mógł właśnie wywołać. Tak. Narysował kilka razy Jęczącą Martę. Nie, nie zrobił jej karykatury. Tak naprawdę oddał ją całkiem wiernie i był nawet zadowolony z tych rysunków. Tylko na nieszczęście podpisał je właśnie jako: „Jęcząca Marta”.
Pewnie było również milion innych powodów, dla których dwóch uczniów Hogwartu nie powinno wślizgiwać się do łazienki dla dziewcząt, ale aktualnie były dla Patricka o wiele mniej istotne niż jego własne nieszczęście.
- Jeśli jest rozmokły i w odpływie to po prostu pomóż mi go spuścić – zaproponował cicho.
Ostatecznie mógł poprosić dziadka o kupienie mu nowego szkicownika. I jeśli Irytek ograniczył się tylko do ciskania starym w Jęczącą Martę a potem utopienia go w kiblu… to właściwie nie było sprawy. Znaczy była, ale no… w środku nie było takich dzieł, które miałyby w przyszłości trafić na wernisaże.
Patrick odruchowo cofnął się o krok, gdy gąbka spadła na głowę Alastora. Jeszcze nawet nie wszedł do środka – więc ruch ten w ogóle nie miał żadnego sensu, ale wykonał go zupełnie odruchowo. Zazwyczaj nie był tchórzem, ale zazwyczaj również nie był aż tak spięty na myśl o tym, co się za chwilę stanie. Bo przeczuwał katastrofę. Katastrofę może nawet większą niż jego wcześniejszą pogoń za Irytkiem.
Wszedł do toalety. Rozejrzał się po niej – najpierw ukradkiem, potem pewniej, z większym zainteresowaniem. Właściwie to niczym się nie różniła od łazienek dla chłopców. Nie była ani jakoś specjalnie większa, ani różowa, ani nic. I co najważniejsze, już od progu nie usłyszał zawodzenia Jęczącej Marty.
- Nie myślałeś o zmianie pozycji, na której grasz w Quidditcha? – zapytał cicho Steward, komentując w ten sposób celny rzut Alastora do zlewu. – Nie jestem specjalistą, ale chyba sprawdziłbyś się też jako ścigający.
Nie. Nie miał żalu o tamten tłuczek. Gdyby zajście nie było tak niespodziewane i nie było prawie bezpośrednio związane z jego twarzą, uznałby je za nawet zabawne. Zwłaszcza późniejsze pojawienie się Moody’ego. Ale do takich wniosków dochodziło się zazwyczaj później, kiedy nabierało się stosownej perspektywy a wszystkie emocje związane z wydarzeniem zdążyły trochę przyblednąć.
Patrick zrobił kilka kolejnych, tym razem dużo pewniejszych kroków. A może Marty nie było? Może tego dnia pływała w jeziorze albo podglądała Prefektów w łazience Prefektów? Może niepotrzebnie się bał, że właśnie wywołuje u niej kolejne załamanie nerwowe?
Szkicownika nigdzie nie było.
- Nie – odpowiedział na pytanie Alastora, choć ten pewnie sam już zdążył to zauważyć.
Krukon westchnął. Całe szczęście, że toaleta była nieczynna i nie było szans na to, żeby natknęli się w niej na jakąś żywą dziewczynę. To by dopiero było niezręcznie, gdyby nagle musiał jej wyjaśniać, czemu właściwie czaili się w środku. Podszedł do kabin oddzielających toalety od reszty pomieszczenia.
Patrick pchnął drzwi do pierwszej za nich. Była pusta. W sedesie też było pusto.
Pchnął drzwi do drugiej. Znowu nic.
Trzeciej. Pusto.
Czwartej.
W czwartej siedział duch Jęczącej Marty. Półprzezroczysta postać młodej dziewczyny przeglądała jego szkicownik. Cały. Nieporwany. Niezalany. I zupełnie niezniszczony.
- Ślepi jesteście?– zapytała poirytowana. –To toaleta DLA DZIEWCZYN.



RE: [1956] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Alastor & Patrick - Alastor Moody - 04.06.2023

Z całej tej gamy emocji, jaką prezentował na swojej twarzy Patrick, Alastor wyciągał naprawdę niewiele. Owszem, był starszy, może i miał nieco więcej oleju w głowie niż się tego po nim spodziewano, ale nie był szczególnie wnikliwym obserwatorem. Nie można mu było jednak odmówić tego, że bardzo sprawnie reagował na ruch – błyskawicznie zauważył, jak w oddali przez korytarz przemyka jakaś sylwetka i momentalnie odwrócił w tamtym kierunku swoje spojrzenie. To była jakaś puchonka, wyjątkowo niska i cicha, przemknęła w stronę schodów nawet szybciej, niż Moody zdążył się do niej uśmiechnąć.

- Pewnie zalejemy wtedy całe piętro, a ja już mam szlaban u psorki. Może ducha da się trafić kijem? Ja go grzmotnę jak tłuczka, a ty zanurkujesz w kabinie – odpowiedział Moody głośno, ukazując tym samym, że wcale nie bał się konsekwencji własnych czynów, a dodatkowo niekoniecznie przejmował się tym, że Patrick był jakiś taki… ciuchutki…? No bo czemu niby mieli być cicho?

Gdyby mu to wyraźnie zasugerować, nakreślić tę myśl w pustym czerepie chłopaka, którego interesowały wyłącznie gitary, miotły i ładne dziewczyny, to by się pewnie przymknął i pozwolił Patrickowi na zachowanie dyskrecji, ale tak wpaść na to sam tu i teraz? To zdecydowanie nie ten adres. To był istny cud, że nie wypytał go jeszcze o te wszystkie rzeczy plączące mu się po głowie. Nie chodziło tu o to, że Alastor był głupi. Był po prostu zdecydowanie zbyt odważny. Nie, to już nawet nie była odwaga – to, co sobą reprezentował, było brawurą.

- No jasne, że bym się spisał – odpowiedział od razu – ale szybkich wśród Gryfonów nie brakuje, a tylko ja mam tyle krzepy w łapie, żeby się nie zmachać odbijając piłkę w trybuny Ślizgonów – oczywiście żartował. Gdzieżby go brać na poważnie... Zdarzyło mu się to co prawda raz, ale niebiosa mu świadkiem, że celował w czoło Malfoya.

Nie podzielał obaw i lęków Stewarda – wejście do damskiej ubikacji nie było najgorszym, co zrobił w tym semestrze, a wątpił w to, żeby mu za taką głupotę zakazali grania w piłkę.

Kiedy on sprawdzał kabiny, Moody przeszedł się po łazience. Obszedł ten podejrzanie bogato zdobiony zlew (Dlaczego w męskiej takiego nie było? Czy to jakaś sugestia?), porozglądał się po pustej przestrzeni, próbując wyczaić, gdzie się ten cholerny poltergeist skrył. No bo skoro zostawił tutaj jakąś gąbkę, skoro zastawił pułapkę, to się ich na pewno spodziewał i chciał uprzykrzyć Stewardowi życie jeszcze bardziej. Oczywiście... O ile istniał... Bo wciąż pozostawała w jego głowie teoria, że Patrick to zmyślił.

- Może my się tu skradamy, a on te rysunki rozwiesił w hol–

Urwał, słysząc zirytowane warknięcie Jęczącej Marty. Prawdę mówiąc, Moody nigdy nie miał okazji z nią porozmawiać, ani nawet dłużej porozmawiać o niej. Zdawała się być jakąś legendą wśród damskiej części dormitorium Gryfonów, ale nigdy nie zainteresowała go na tyle, żeby się tutaj wybrał. Zaciekawiony wyjrzał więc zza winkla, niewzruszony jej krzykiem, zmierzył ją od stóp do głów i dopiero wtedy odkaszlnął, bo dotarło do niego znaczenie tych słów i fakt, że Marta siedziała właśnie na ubikacji...?

- Wybacz – odparł – nie wiedziałem, że duchy też srają.

Uniósł ręce, w tym tą, w której trzymał pałkę, w obronnym geście, ale z takiego tekstu pewnie byłoby mu wybrnąć naprawdę ciężko.

- Tego szukamy? – Dźgnął Stewarda łokciem w bok, próbując wywołać w nim jakąkolwiek reakcję. Na krótki moment zapomniał o tym całym Irytku.


RE: [1956] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Alastor & Patrick - Patrick Steward - 22.06.2023

W chwili, w której działa się drama z Jęczącą Martą, Patrick był po prostu jeszcze zbyt młody by do całej historii podejść ze stoickim spokojem, który reprezentował Alastor. Frustrowało go, że jego notatnik porwał Irytek, frustrowało że ganiał za nim bezowocnie po korytarzu, frustrowało że oddał go akurat temu konkretnemu duchowi, frustrowało że musiał wejść do damskiej łazienki (nie na darmo była damska, nie czuł żadnej potrzeby by tam wchodzić a potem tłumaczyć jakimś uczennicom co tam robi, jakby nie dostrzegał kobiecej sylwetki na drzwiach) i frustrowało wreszcie, że musiał stanąć twarzą w twarz z Martą. Z Martą, którą rysował regularnie, bo podobała mu się jej skryta za okularami twarz, bo lubił rysować emocje (a ona prezentowała je często i tak mocno, że wyjątkowo łatwo było przelać je na papier), bo interesował się jej tajemniczą historią (tak naprawdę to niewiele o niej wiedział, poza tym, że Marta umarła w szkole i chyba nie było to aż tak dawno temu, bo jej mundurek szkolny niespecjalnie różnił się od jego mundurku szkolnego).
Wreszcie, może gdyby cała historia wydarzyła się jakoś dwa lata później, potrafiłby się z niej łatwiej wykaraskać. A tak stał jak słup soli i patrzył na przeglądającego jego rysunki ducha, nie mając zielonego pojęcia, jak właściwie powinien zareagować. Szykował się na płacz, histerię i zawodzenie a spotkał się z ciszą.
Przynajmniej do chwili, w której Alastor postanowił się odezwać. Patrick przełknął głośno ślinę. W jego głowie ziała pustka. Próbował sobie ułożyć jakieś: to mój szkicownik, może byś mi go oddała, niechciałemcięobrazićniepatrznaostatniąstronę… i gdy zaczęło mu się wreszcie formować, pojął co powiedział Moody.
Posłał mu zaskoczone spojrzenie, ale nie zdążył powiedzieć nic więcej, gdyż właśnie w tym momencie duch Jęczącej Marty odzyskał język w gębie. Notatnik Stewarda z cichym łup wpadł do toalety.
- CZY TY MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ ZABAWNY?! – ryknęła Marta i Patrick gotów byłby jej nawet odpowiedzieć, że wcale nie uważał się za zabawnego, ale miał tyle przytomności umysłu by zrozumieć, że pytanie wcale nie było skierowane do niego. Odruchowo próbował się wycofać, ale bez większego powodzenia, bo obok niego stał Alastor a łazienka – choć sporych rozmiarów – nie była aż tak duża (i pusta) by dało się po niej biegać jak po boisku do Quidditcha.
Duch wystrzelił w ich kierunku jak z procy. Steward poczuł nieprzyjemne uczucie, gdy półprzezroczysta powłoka Marty przeniknęła przez jego lewą rękę i ramię.
- PO TO TU PRZYSZLIŚCIE? CHCECIE SIĘ ZE MNIE NABIJAĆ?! NO DALEJ, CO TAM JESZCZE MASZ DO POWIEDZENIA? – zawołała oburzona Marta, spoglądając na Alastora. Jej dolna warga zadrżała zdradziecko, jakby informując ich, że to dopiero początek tego, na co było stać jej właścicielkę.
Patrick w tym momencie zrobił coś, co było bardzo głupiego i bardzo dziwacznego jednocześnie. Wiedziony jakąś desperacją, pewnie tą samą, która skłoniła go do poproszenia o pomoc starszego gryfona i zmusiła do wejścia do łazienki, rzucił się nurem w stronę toalety, z której wystrzelił duch, a do której z cichym łup wpadł jego szkicownik. Jeśli świat miał się zaraz skończyć, chciał przynajmniej odzyskać swoją własność.