![]() |
|
[Jesień 72, 11.09, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [Jesień 72, 11.09, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR (/showthread.php?tid=5199) Strony:
1
2
|
[Jesień 72, 11.09, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Millie Moody - 04.10.2025 11.09
Pierwsze sceny tej epickiej, wielowymiarowej przygody składał się głównie z odbijającej się od ścian Miles, która miała mózg (szczęśliwie tylko metaforycznie) rozchlapany po wszystkich ścianach Księżycowego Stawu. Jej pomysł, wypluty w przypływie potrzeby gadania o czymkolwiek nabierał rozmachu i skrzydeł, bo kiedy Thomas podpalił się od rzuconej weń iskry, a jakieś logiczne całkiem obiekcje Basiliusa tylko podsycały ideę... Choć nie, może nie mówmy o ogniu, skoro walczymy z jego skutkami? Najpierw - od tego trzeba było zacząć korzystając z policyjnej roboty - dane. Wiadomo! Już podczas zebrania i pomagania ocaleńcom w zakonowych kryjówkach skupiła się na zapełnianiu szkicownika (poza zwyczajowymi bazgrołami) nazwiskami i adresami. Potem jeszcze w sobotę 9, w przerwie między szukaniem Alastora, karmieniem Thomasa, a obieraniem ze szpitala Basiliusa, była największą teleportacyjną powsinogą wśród magów. Sprawdzała domy w których wiedziała, że mieszkali przed Spaloną biedacy, którym wczoraj (dzisiaj przed świtem!) polewała naparu miętowego, inni, którzy byli pod kuratelą zakonową w okolicy. Ruiny. Klątwy. Choroby. Problemy. Notowała wszystko zajadle, a potem obwieściła chłopakom, że there is no rest for good. Gaszenie to jedno, odbudowa wymagała wysiłku, a zakon, och zakon nie mógł pozbawić ludzi nadziei i poczucia osamotnienia. Jebać Ministerstwo, jebać Jenkins! - oczywiście nie powiedziała tego głośno. Zbierała po zakonowych dostawcach zasoby, dbała by Tomuś i Liszek byli najedzeni. A potem w drogę. Sami lub z Prewettem, jak ten nie trzepał nadgodzin w Mungu. Tam też przecież był potrzebny! I może powinien odpocząć, może powinien więcej spać. Moody jednak nie odpuszczała, a zarządzanie (hehe poganianie z bicza) tym małym oddziałem sprawiało jej wiele radości i nie, nie zamierzała się pozbawiać obecności Basiliusa w tych działaniach, szczególnie że zdawał się najrozsądniejszy z nich wszystkich. W sensie z ich trójki. – Dobra, to nie wygląda na klątwę, tylko na pieprzony przewiew – rzuciła nie mając absolutnie pojęcia, czy to co mówi jest prawdą. Pani Kent przypatrywała im się swoimi wielkimi rozwodnionymi oczyma, gdy panoszyli się po ujebanym sadzą mieszkaniu. Ramy okien były nadkruszone przez ogień, szyby trzymały się na słowo honoru. W drugim pokoju pan Kent wypluwał z siebie płuca i ostentacyjnie odmawiał pójścia do szpitala, bo eliksiry w jego mniemaniu sprawiały że wypadały mu włosy oraz drastycznie obniżały potencję. Zamiast tego łykał mugolskie tabletki na gardło. Dwójka dzieci na oko Moody przedhogwartowych łypała na nich spod stolika. Ignorowała je, tak długo, jak nie właziły jej w drogę. Od dzieci Thomas się nadawał bardziej, w końcu częściej się zajmował nieletnimi niż którekolwiek z nich. – Ten budynek obok się zawalił tak? Nie, z tej czarnej chmury nie powinno już spaść żadne pierdolone gówno. Znaczy... pieprzone. Znaczy uuuugh... niedobre! – Kto trzyma dzieci podczas takich rozmów??? żachnęła się wewnątrz swojej głowy – Powinny przejść za dzień czy dwa. Z resztą, w Londynie zawsze tyle smogu, że szczerze nie widzę za bardzo różnicy – próbowała być jakkolwiek pocieszająca. RE: [Jesień 72, wrzesień po 9, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Thomas Figg - 07.10.2025 To było wielkie błogosławieństwo, że nie miał stałej pracy i wykonywał jedynie dorywcze zlecenia. Co prawda kokosów za to nie zbijał, ale pod mostem też przez to nie mieszkał. ale za co miał znacznie więcej czasu, aby pomagać ludziom w radzeniu sobie ze skutkami tego wielkiego grillowania Wysp Brytyjskich jakie urządził sobie Voldemort. Każde odwiedzone pogorzelisko, każdy zawalony dom tylko coraz mocniej utrzymywał go w przekonaniu, że walka z poplecznikami mrocznego lorda. K temu w sumie się kierował, prowadzony podszeptami wewnętrznego głosu i dziwnym pragnieniem, które wypełniało go od środka i domagało się upojenia krwią. Jedyne na co wpadł to polecieć na Nokturn i tam szukać naśladowców, albo czaić się na jakichś podejrzewanych o bycie śmierciożercą. Nie miał jednak kiedy - na całe szczęście albo i nieszczęście nie miał kiedy tego zrobić, był zbyt zajęty. A spędzanie czasu z tą dwójką skutecznie odwodziło go od szukania możliwości do puszczenia wewnętrznej bestii w swawole. Na słowa pana Kenta miał już na końcu języka ripostę, że przy takich zakolach jakie on ma, wypadanie włosów to zbawienie, a nie coś strasznego, ale na szczęście zdołał się powstrzymać. Byłby wręcz podręcznikowym przykładem hipokryzji, w sumie to był, bo przecież mieszkał obecnie z uzdrowicielem, a mimo to odwlekał jakiekolwiek konsultacje. Przecież nie mógł pozbawiać Basiliusa tej odrobiny odpoczynku jakie miał, już wystarczyło, że poza jebaniem długich godzin w Mungu to jeszcze z nimi biegał i pomagał innym ludziom, a on? Przecież nie umrze, jest Figgiem, ma jeszcze kilka żyć. - Masz rację, to nie wygląda tak źle - potwierdził słowa Millie rozglądając się uważnie i badając sadzę, która pokrywała dużą część mieszkania. - Klątwy nie działają z opóźnieniem, więc jeżeli do tej pory się nie aktywowała... - urwał patrząc na drobną czarownicę, która byłą ich przywódcą, a potem na dwójkę dzieciaków i chwilę pogrzebał w kieszeni. Przebywanie z Mabel to było co innego, ale z drugiej strony dzięki temu wiedział poniekąd jak obchodzić się z dziećmi. A co lepiej działało jak nie słodycze? No chyba tylko nowe zabawki, ale nie był świętym mikołajem. Dlatego wyjął z niej dwa cukierki, co jak z bólem serca zauważyły były to jedne z jego ulubionych, ale cóż, już było za późno. - Macie maluchy, będzie wam weselej jak zjecie trochę czekolady - dodał z uśmiechem oferując im po łakociu. Kiedy dzieciaki zabrały od niego słodycz wrócił do oględzin, tym razem już nie tylko oczami ale i dotykiem sprawdzając te ślady sadzy. Przez chwilę widać było jak palcami maca ścianę, aby potrzeć ją między palcami z uwagą, marszcząc przy tym brwi. Otrzepał dłoń, która teraz była umorusana jakby wkładał ją do komina - no bo jak inaczej mogło się skończyć macanie sadzy? - Dobrze by było, żebyście do czasu Mabon zamieszkali gdzieś indziej, o ile to możliwe. Podczas samego święta zaś wystarczy odmówić modlitwę do matki i powinno wszystko wrócić do normy. Jeśli nie, to wrócimy dokończyć sprawę - dodał patrząc prosto na panią Kent, czy jej rodzina ma gdzie się udać, aby nie spędzać tutaj więcej czasu? Nigdy nie zastanawiał się jak to jest posiadać mieszkanie, być do czegoś przywiązanym, mieć rodzinę - dla niego zmiana miejsca zamieszkania to była kwestia zabrania Kapitana i spakowania kufra. RE: [Jesień 72, wrzesień po 9, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Basilius Prewett - 11.10.2025 Ze zdrowotnego punktu widzenia Basilius chyba nie powinien się zgadzać na żadne dodatkowe zadania. Ze wszystkich innych punktów widzenia Prewett nie widział nawet możliwości, aby nie dołączyć do Thomasa i Millie w tych działaniach. Musiał przecież nie tylko zrobić jak najwięcej aby pomóc poszkodowanym, ale teraz też był oficjalnie zamieszany w grupę, która tą pomoc chciała udzielać. Poza tym tak jak absolutnie nie wątpił w zdolności Thomasa i Millie, wolał mieć na nich oko, aby nie zrobili niczego głupiego. A teraz bardzo zirytowany, siedział na jednym z krzeseł i przegladał ulotkę mugolskich tabletek na kaszel, tak aby udowodnić mężczyźnie, że branie ich również mogło się wiązać ze skutkami ubocznymi. Eliksiry obniżały potencję kurwa mać. Był naprawdę blisko zasugerowania mężczyźnie, że brak płuc też nie pomaga w szczęśliwym życiu seksualnym. – Macie rację – mruknął wodząc wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu. Naprawdę dobrze było pracować z drugim klątwołamaczem. Mógł na spokojnie zająć się przekonaniem pacjenta do przyjęcia eliksirów i wiedzieć, że oględziny domu są w dobrych rękąch. – To raczej nie jest klątwa, ale rzeczywiście lepiej na pewien okres przenieść się. Wreszcie czarodziej znalazl to czego szukał, złożył ponownie ulotkę pastylek, wstał z krzesła i podszedł do drzwi. Zanim jednak zapukał wymienił jeszcze szybkie spojrzenie z Millie w nadziei, że bezpośredniość Moody pomoże mu w przekonaniu mężczyzny do wizyty lekarskiej, jeśli wszystko inne zawiedzie. – Panie Kent? Jestem uzdrowicielem. Rozumiem, że martwi się pan o skutki uboczne kuracji, więc przyjrzałem się lekom, które pan bierze. Czy zdaje sobie pan sprawę z tego, że ubocznymi efektami tych tabletek mogą być... – Ponownie zerknął na ulotkę. – Zaburzenia oddychania, skurcz oskrzeli, reakcje alergiczne, w tym wysypka, pokrzywka, świąd, zmiany nastroju, kołatanie serca, obniżenie ciśnienia tętniczego, omdlenia, senność, bóle głowy, zwężenie źrenic, omamy oraz zaburzenia widzenia lub słuchu, zatrzymanie moczu, ostry ból brzucha, zmniejszenie apetytu i nadmierna potliwości? Wszystkie te rzeczy są bardziej prawdopodobne w przypadku nadużywaniu leku, a patrząc na podobny kaszel u innych moich pacjentów będzie on trwał znacznie dłużej, więc będzie wymagał więcej porcji pastylek, niż jeśli przyjmie pan odpowiedni eliksiry. Wtedy będzie pan wystawiony krócej na substancje w medykamentach. Rzut na charyzmę (III) aby przekonać mężczyznę [roll=Z] Zapadło milczenie. Drzwi uchyliły się, a za wyjrzał mężczyzna. – W dupe może sobie pan wsadzić te pokrzywke – oznajmił pan Kent, po czum z hukiem zamknął się w pokoju. RE: [Jesień 72, wrzesień po 9, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Millie Moody - 25.10.2025 – Serio? – Miles zdziwiła się na słowa Thomasa. To nie był ich pierwszy dom, na pewno nie był ostatni, ale pewność z jaką Figg to powiedział. Szmery bajery, zapalona świeczka i nara? W sensie no wiedziała, że Limbo istnieje (w pewnym sensie miała je we krwi), ale nie sądziła, że modlitwy mają aż taką moc. Aż dziw, że zaklęcia się na nich nie opierały. A może się opierały? Będzie musiała kiedyś zapytać Sebastiana. – Jakbyście nie mieli miejscówki, to już Wam pomogę z tym pokojem, zdaje się zdatny. Można porządnie zabezpieczyć myślę przejście do tego pokoju bez ściany, żeby nie wiało Wam tutaj jak pogoda się popsuje i... – krzyki pana domu, przerwały jej tę konwersację, a Miles sapnęła gniewnie i ruszyła prosto w stronę zamkniętych drzwi. Zwykle w jakichkolwiek zestawieniach nie była tym dobrym policjantem. Ostatecznie płynęła w niej krew Moodych. – Słuchaj Pan! Nasz lekarz, mógłby teraz leżeć i czytać sobie książkę po dyżurze, ale przyszliśmy tutaj, żeby Wam pomóc! I jak se chce pan zdechnąć z powodu mugolskich gówien, to mam to w piździe, ale pana rodzina na pana liczy, pańskie dzieci pana potrzebują SZCZEGÓLNIE TERAZ, więc proszę ogarnąć dupę i wypić atestowany SYROP NA KASZEL który ma po prostu bardziej fancy butelkę. SKUTECZNY. Taki, który sprawi, że będzie pan w stanie normalnie funkcjonować i pomóc żonie! Charyzma ◉◉○○○ na przekonywanie przez drzwi
[roll=N]I już chciała dodać, że od dupy Liszka też ma się odpierdolić, bo to absolutnie jego sprawa czy chce sobie tam coś wsadzać czy nie, ale zza ściany rozbrzmiała salwa duszącego kaszlu zahaczająca o odruch wymiotny. Kto wie, może trochę niespodzianek z żołądka też się w ustach krnąbrnego pacjenta pojawiły. Umilkła więc i odczekała ten moment, mając też czas by uznać, że rozmawianie o dupie przyjaciela, to nie do końca to o czym chciałaby rozmawiać poza ich pokojem. A kiedy drzwi się w końcu uchyliły, a za nimi pokazała się czerwona ze złości i kaszlu głowa "gospodarza". Zmęczony kaszlem ledwie trzymał się na nogach i wydawał się całkiem... zdesperowany. Może i lubił mugolskie ścierwa, ale nie musiał być wybitnym naukowcem, by empirycznie zauważać, że nie działają. – Trzeba było od razu mówić, że to atestowany syrop. Nie lubię, jak robi się ze mnie idiotę. – łypnął z niechęcią na Basiliusa, ale finalnie wziął flakonik i wypił go duszkiem. RE: [Jesień 72, wrzesień po 9, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Thomas Figg - 26.10.2025 - Serio, serio. Głupio by było okłamywać ludzi, którym się pomaga, nie? To kiepska reklama - powiedział mrugając do Millie. SZczególnie, że Basilius zaraz też potwierdził jego słowa. Wszystko to brzmiało dość prosto i bezboleśnie, ze przecież nawet charłak byłby w stanie to zrobić prawda? Ale w tym właśnie polegało tego piękno, magia była nie tylko w nich, ale też wypełniała ten świat i nie każdy rytuał potrzebował czarów, aby zostać odprawionym. Miał wrażenie, że z biegiem czasu, coraz bardziej wiedza o tym zapadała w niepamięć, nawet wśród tych, którzy ją pielęgnowali i przekazywali kolejnym pokoleniom. Wszystkie te kolejne wydarzenia, próba Prewetta, jakże dorosły foch pana domu i perswazja wykonana przez Moody zadziała się zanim zdążył się obruszyć, że pokrzywy to zaraz mu będą z dupy wystawać, jak nie przyjmie ich pomocy. Przyglądając się jak z zapałem godnym hipogryfa robi wykład panu Kentowi i stanął obok Basiliusa. - Jest cholernie seksowna jak się wścieka, nie? Ale wolałbym, żeby nie krzyczała tak na mnie - zamrugał dość intensywnie, bo połączenia nerwowe między mózgiem, a ustami nie zadziałały i nie powiedział tego w głowie, tylko wypalił wprost do magomedyka, który stał tuż obok. Zmieszany podrapał się po potylicy, ale nie powiedział już nic. Prawie parsknął śmiechem, kiedy pan domu wyszedł jak dziecko skuszone cukierkiem z pokoju, w którym się uprzednio zadekował. Ale na szczęście, nie musiał nawet udawać kaszlu, znów zaatakował go ten cholery napad kaszlu, jak on tego nienawidził. Czuł jak płuca obijają mu się o żebra, a oczy nachodzą łzami. Dlatego, żeby nie stracić równowagi złapał się ramienia Basiliusa, a drugą dłonią trzymał za własną klatkę piersiową. RE: [Jesień 72, wrzesień po 9, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Basilius Prewett - 09.11.2025 Basilius wziął głęboki oddech i postanowił, że najpierw policzy w myślach do dziesięciu, a potem podejmie kolejną próbę rozmowy z uciążliwym pacjentem. Nie doszło to jednak do skutku, bo nawet nie dotarł do dziewięciu, kiedy obok niego zmaterializowała się Millie wraz z... Zdecydowanie inną formą przemowy niż on sam planował wygłosić. Prewett cofnął się nieco do tyłu, aby pozwolić czarownicy mówić w spokoju (czy raczej niespokoju) kiedy podszedł do niego Thomas ze swoim stwierdzeniem, na które Basilius... Bardzo nieopacznie skinął głową, tylko po to aby zaraz zorientować się co tak właściwie właśnie zrobił. Czarodziej szybko oderwał wzrok od kłócącej się przez drzwi z pacjentem Millie i spojrzał na Figga, jakby ten właśnie oznajmił mu, że jest podróżnikiem w czasie i tak naprawdę urodził się w Starożytnym Egipcie. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Thomas miał rację. Basilius mógł się łudzić, że głupie zauroczenie, którym darzył Millie osłabnie, gdy zobaczy jak przyjaciółką drze się na ludzi, ale... Nie. Niestety dalej nie przechodziło. – Może lepiej skupmy się na pracy – rzucił w końcu z braku pomysłu na lepszą odpowiedź i na całe szczęście w tym momencie w drzwiach pojawił się pan Kent i z całą swoją łaskawością wreszcie wypił oferowany przez uzdrowiciela flakonik. Basilius przez ten cały czas przyglądał mu się uważnie, aby zobaczyć jego reakcję na lek. To znaczy robił to przez te kilka sekund, zanim Thomas nie zaczał kaszleć, a pan Kent na chwile został w ogóle wymazany ze świadomości Prewetta. – Co się dzieje? – spytał, prowadząc drugiego mężczyznę do najbliższego krzesła, aby usiadł.– To znowu to samo czy coś nowego? – dodał szeptem, uznając że Millie była w stanie poradzić sobie z potencjalnie zaalarmowanym państwem Kent, kiedy on będzie próbowała naprawić płuca drugiego klątwołamacza, który nagle zaczął przypominać z wyglądu Basiliusa również pod kątem bladości skóry. RE: [Jesień 72, 09-19.09, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Millie Moody - 03.12.2025 Miles nie spodziewała się, że jej gadka przyniesie jakikolwiek skutek. Tak po prawdzie była bardzo zdziwiona, ale gdy spojrzała na swoich chłopaków jej twarz pokraśniała od uśmiechu. Szczerego. Szczęśliwego. Nieświadomego. Zaraz po zakończonej wizycie spisała od odwiedzonych ludzi dane innych rodzin, które potrzebowały pomocy. A potem kolejne. Kolejne. Kolejne. Dni zlewały się w jedną i podobną monotonię zdarzeń, a notatki piętrzyły się. Była ich tylko trójka, tylko Liszek był lekarzem. Zaczynało im brakować wszystkiego, a nocną szafkę w Księżycowym stawie zajęły notatki bazgrane gdzie popadnie, które wołały o pomstę do niebios. Uśmiech Miles nie zniknął. Dalej tam był, wdzięczny obu mężczyznom, że podążają za nią w tym szalonym planie zbawienia całego świata. Ale był nieco bledszy. Zmęczony. – Kurwa, na zebraniu musimy powiedzieć, że potrzebujemy więcej ludzi. I jakiegoś… jebanego dyspozytora, choć szczerze mówiąc nie wiem kto by się do tego nadawał. - Opadła na złączone ze sobą łóżka, które pełniły od tygodni funkcję ich gniazda. Zdarzało im się pić, grać w karty, zdarzało im się paść w zmiętolone koce i usnąć w chwili gdy głowa dotknęła poduszki. Moody popatrzyła na krzywy strop już nie dwu, a trzyosobowego pokoju. – Nie ogarniam tego kurwa, za dużo jest tych zgłoszeń, najbardziej mnie wkurwia, jak skaczemy przez całe miasto, a potem się okazuje, że kolejna rodzina była sąsiadami tej pierwszej i trzeba wracać a niemagiczny Londyn jednak ogranicza teleportacje a jest taki kurwa wielki. Nienawidzę tego miasta. - ostatnie zdanie już wywrzeszczane zostało w poduszkę, którą narzuciła sobie na głowę wrzeszcząc w nią z bezsilności. Że robiła scenę? Dzisiaj miała ochotę się zwyczajnie najebać i nie myśleć o tym, że robi za siostrę miłosierdzia. Nie była jednak pewna czy ich nadworny lekarz nie będzie na to krzywo patrzeć. A też… najebany człowiek robił głupie rzeczy. Może trochę się bała, że jej ręce nocą zawędrowałyby gdzieś za daleko i zachwiały ten bardzo dla niej przecież wygodny układ w którym - w jej przynajmniej odczuciu - nikt nie był na doczepkę. Jak stolik. Najmniej się chwiał gdy miał trzy nogi. Czy nie tak słyszała od starego dziadka, którego odwiedzali dzisiaj? Godzina zmarnowana na szukanie sztucznej szczęki. Nienawidziła dzisiejszego dnia. Krzyknęła w poduszkę na tę okoliczność po raz drugi. Bo przeskok czasowy !Strach przed imieniem RE: [Jesień 72, 09-19.09, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Pan Losu - 03.12.2025 Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Mój triumf to porządek świata, w którym nie musimy ukrywać naszej magii.. RE: [Jesień 72, 09-19.09, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Millie Moody - 03.12.2025 Uczucie. Jakby. Wymiotowała. Szlamem. Wygięła się przez łóżko czując dreszcze. Zimny pot. Znowu. Serce. Waliło. Kurwa. Za mocno. Za szybko. Chciała umrzeć. Chciała zajebać tego… tego… to coś co wiązało jej język. A czasem rozwiązywało. Jak. Kurwa. Dziś. Słowa zostały wyplute. Głowę miała zwieszoną przez łóżko, wspierała się pochudłymi rękami o jego ramę, wyglądając jak zjawa. Ślina kapała na ziemię, ale białe kłykcie zaciśniętych dłoni na drewnie nie odpuszczały. - Kurwa. Jego. W dupę. Mać. - wycharczała RE: [Jesień 72, 09-19.09, Niemagiczny L | Basilius, Millie, & Thomas] Brygada RR - Thomas Figg - 04.01.2026 Nigdy nie miał twardego snu, dlatego też trzeba było mu wiele, aby się obudzić. A kto żył z kotami, na dźwięk wymiotowania budzi się szybciej niż na sam budzik. Chociaż Pazur nigdy nie był kocurem, który wybitnie zwracała tak kłaczki czy jedzenie. Jeszcze zaspany z półprzymkniętymi oczami, ale umysłem sprawnie próbującym się dobudzić. Usiadł szybciej niż można by się tego spodziewać po kimś kto przed chwilą jeszcze pochrapywał. Mętny wzrok zogniskował się po chwili na Millie, która w dość niecodziennej pozie siedziała? A może leżała jeszcze na łóżku, nie był w stanie ocenić. To zresztą nie było takie ważne - to co z siebie wyrzucała to mu się przyśniło, prawda? Chyba tak, pewnie miał kolejny koszmar, ale nie mógł udawać że niczego nie widział. Pogładził ją delikatnie po plecach, chcąc pomóc się rozluźnić. - Wszystko w porządku? Zły sen? - zapytał jeszcze nieco zaspanym i zachrypniętym głosem, ewidentnym znakiem, że znowu spał z gębą szeroko otwartą. - Będzie dobrze, chodź tu - dodał jeszcze próbując ją zgarnąć w swoje ramiona, aby pomóc się uspokoić i zrelaksować. |