![]() |
|
[23.09.72, przed południem] Hey, what's up? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [23.09.72, przed południem] Hey, what's up? (/showthread.php?tid=5202) |
[23.09.72, przed południem] Hey, what's up? - Brenna Longbottom - 05.10.2025 Mieszkanie Mony. – …a to podobno absolutnie czarodziejski środek, po którym włosy się same układają. Mam nadzieję, że zadziała, bo nie ufam sobie tak w stu procentach pod tym względem – oświadczyła Brenna, wyciągając z torby, którą przyniosła ten absolutnie czarodziejski środek, jeden z najnowszych wynalazków matki, na szczęście trzymany w jej pracowni, nie w Warowni. Ogółem większość kosmetyków, które Brenna przyniosła i teraz prezentowała Monie, układając je jedno po drugim na stoliku, było nowych, i było ich mniej, niż przyniosłaby zazwyczaj. Ot te nie stanowiły pierwszej potrzeby w Księżycowym Stawie, nie były też dość ważne, aby to je wynoszono z Warowni, kiedy do środka wdarły się płomienie, przepadły więc w ogniu. Nowa była też jej sukienka, którą przyniosła w torbie. Plan był prosty: naszykować się wspólnie na wesele Geraldine, a przy okazji poplotkować, zarówno o takich sprawach jak wprowadzenie się Icarusa Prewetta do mieszkania Mony (Brenna miała nadzieję, że najpierw Rowle przeczołgała go po grochu za to, że kiedyś nie bronił jej przed ojcem, chociaż obawiała się, że Mona jest na to o wiele za miła), jak i tych związanych z ciemnością, gęstniejącą nad Wyspami. A robiły to w mieszkaniu Mony, bo Warownia spłonęła, a zaprosić przyjaciółki do Księżycowego Stawu Brenna nie mogła. Z kolei londyńska kamienica… cóż, Brenna pogodziła się z myślą o tym, że jej zakup przestanie być sekretem, skoro oficjalnie nie miała chwilowo domu, ale wciąż trochę bała się tam zapraszać ludzi, podejrzliwie zerkając na ściany, czy nie zabłysną na nich żadne dziwne runy. – Powiem ci, że dawno nie miałam takiego problemu z dobraniem ubrania, bo impreza plenerowa, jesień, ale stroje oficjalne i to jeszcze Yaxleyowie, więc można spodziewać się wszystkiego… -…i jej szafa też w części spłonęła… - Dobra, to pokaż, w co będziesz się stroić i zdecydujemy, jaka fryzura będzie najlepiej pasować do twojej sukienki. Masz wspaniałe włosy, mówiłam ci to kiedyś? – spytała Brenna, sięgając dość bezceremonialnie, by lekko chwycić za pasmo ciemnych włosów Rowle. Porządna fryzjerka pewnie wyczarowałaby z nich prawdziwe cuda, ale tu znów natykały na problem pt. Londyn niedawno spłonął, a remont zakładów fryzjerskich rzadko był na liście absolutnych priorytetów. Mona musiała więc zadowolić się tym, co zdołają zrobić we dwie, korzystając ze wsparcia magii oraz najlepszych kosmetyków, jakie dało się dostać w Anglii (a przynajmniej matka Brenny twierdziła, że to najlepsze kosmetyki, jakie dało się dostać w Anglii). – I dobierzemy najlepszy makijaż. Ach, mam dla ciebie perfumy, a właściwie to prezent od mojej mamy – przypomniała sobie, znowu sięgając do torby. !Trauma Ognia RE: [23.09.72, ranek] Hey, what's up? - Pan Losu - 05.10.2025 Jeżeli znajdujesz się w pomieszczeniu, jego ściany pokrywają się pajęczyną pęknięć, z których sączy się żar. Czy to kolejna klątwa Voldemorta? Ogień w tych szczelinach syczy, tryskają z nich iskry. Dopiero po zamknięciu oczu na kilkadziesiąt sekund i kilku głębokich wdechach dociera do ciebie, że to omamy. RE: [23.09.72, ranek] Hey, what's up? - Mona Rowle - 28.12.2025 — W tym momencie jestem gotowa zaryzykować. Gorzej już raczej nie będzie z moimi włosami. Mona siedziała na brzegu kanapy z jedną nogę podciągnięta pod siebie. Z rozbawieniem obserwowała, jak Brenna metodycznie zamieniała jej niewielki stolik w prowizoryczne stanowisko kosmetyczne. Każdy kolejny flakonik i słoiczek jednoczenie sprawiał, że była nieco onieśmielona. W poprzednich latach, kiedy Rowle pracowała w rezerwacie, brakowało jej czasem koleżanek, z którymi mogłaby porozmawiać o typowo babskich sprawach. Nawet największa miłośniczka latających gadów miewała chwile, gdy potrzebowała wylać serce przed przyjaciółką, a nawet najmniej drapieżny smok potrafił odpowiedzieć na takie zwierzenia kłapnięciem zębów. Gdy więc raz ustaliła, że smoki zupełnie nie nadawaly się do plotek, zdziwiło ją, jak bardzo samotność doskwierała jej po przeprowadzce do Londynu — do magicznej społeczności za progiem, a mimo to poczucie izolacji było jeszcze dotkliwsze niż na walijskim odludziu. W związku z tym, aktualnie bezwstydnie chłonęła obecność Brenny, a skoro czarownica zdecydowała się podjąć odważne wyzwanie walki z jej rudymi kudłami, Mona mogła pozwolić sobie na luksus rozluźnienia się i cieszenia każdą chwilą spędzoną z przyjaciółką. Była gotowa uznać to za akt najwyższej przyjaźni. — Pomyślałam o czymś prostym, bez przesadnych zdobień — odpowiedziała na pytanie o strój. — Długi rękaw, bo… jesień. I dlatego, że wciąż nie mam ochoty na zbyt wiele odsłoniętej skóry. Mimo wszystko nie powinno być bardzo zimno… Mona podreptała do sypialni i po chwili wróciła z sukienką przewieszoną przez ramię. Była prosta i elegancka w głębokim stonowanym odcieniu zieleni — wystarczająco oficjalna, aby nie urazić czystokrwistej socjety. Miała ją już kilka razy na sobie przy mniej formalnych okazjach, ale nie wiedziała, jak długo ona i Icarus w ogóle zostaną w Snowdonii. Kobieta nie miała też ochoty kupować niczego nowego tylko po to, aby spełnić cudze oczekiwania. — A jak z tobą? — zapytała, unosząc wzrok na Brennę. — Nie widziałam żebyś przyniosła coś na zmianę… chociaż w sumie — dodała z uśmiechem. — Ladnemu we wszystkim ładnie. Zawsze wyglądasz prześlicznie. Biały pers, który dotąd z zainteresowaniem obserwował obie kobiety, otarł się o łydkę drugiej czarownicy, zgrabnie wskoczył na mebel, uznając najwyraźniej, że właśnie on powinien nadzorować dalszy przebieg przygotowań. Czarownica nastepnie pozwoliła Brennie sięgnąć po swoje włosy, siedząc tym razem na krześle. Plecy napięły jej się odruchowo z przyzwyczajenia niż z niechęci. — Cieszę się, że tu jesteś — dodała ciszej. — Po wszystkim, co się wydarzyło… Przykro mi przez to, co się stało — powiedziała rudowłosa kobieta, nie patrząc towarzyszczce w oczy. — To okrutne, że teraz nawet przygotowania do wesela trzeba zaczynać od liczenia strat— rudowłosa urwała, a potem wypuściła powietrze z cichym westchnieniem. Komu nie było przykro w dobie ostatnich wydarzeń? — Dobra. Rób ze mną, co musisz. Zdaję się na ciebie w stu procentach… Prezent od twojej mamy? To bardzo kochane z jej strony. Podziękujesz jej ode mnie? Powinnam mieć jakieś suszone grzyby w kuchni jeszcze… Twoja mama lubi słodkie? RE: [23.09.72, ranek] Hey, what's up? - Brenna Longbottom - 31.12.2025 – Żartujesz? Twoje włosy są cudowne. Tak sobie myślę, że niejedna czarownica rozważyłaby zaprzedanie duszy demonom, żeby takie dostać. – roześmiała się Brenna. Włosy Mony były może i ciężkie do opanowania, ale tylko z powodu swojej niezwykłej wręcz gęstości, a rzadko spotykany kolor tylko wzmacniał efekt. Gdy Mona wyszła po sukienkę, Brenna znów pochyliła się nad kosmetykami i… …kątem oka wychwyciła jakiś błysk. Jeszcze miesiąc temu, gdyby zobaczyła, że ściany nagle zaczynają się żarzyć, w jej dłoni natychmiast znalazłaby się różdżka, a sekundę później próbowałaby wyciągnąć wszystkich z pomieszczenia. Teraz jednak ogień działał na nią inaczej, i to mimo tego, że wiedziała, że nie jest jedyna… miała wrażenie, że w jej przypadku jest to jeszcze mocniejsze. Gdyby nie wizyta u Philippy, może spanikowałaby zupełnie: teraz jednak zamiast tego zamarła, gdy jej umysł próbował przypomnieć sobie coś… coś… coś co zapomniała… Zamarła, palce zaciskając nie na różdżce, jak powinna, a na materiale torby, i gdyby w pomieszczeniu znalazł się z nimi aurowidz, mógłby dostrzec, jak jej aura wybucha kolorami paniki. Na moment zacisnęła powieki, najgorsza możliwa reakcja, gdy działo się coś takiego, gdy ogień syczał… i gdyby była tutaj sama, chyba nie zdołałaby się poruszyć jeszcze bardzo długo, ale po kilkunastu sekundach gdzieś do jej umysłu wdarła się myśl o Monie, która właśnie poszła po sukienkę. Musiały uciekać. Otworzyła oczy. Ściany znów były tylko ścianami. Żadnej pajęczynki pęknięć. Nie tryskały z nich iskry. Nic. Wszystko było w porządku. To nie był nawet pierwszy raz, gdy coś takiego się działo. Drgnęła, słysząc za sobą głos Mony, wracającej z sukienką, wypuściła z ręki jeden z pojemników i szybko się pochyliła, by go podnieść. Przy okazji dało jej to czas na zapanowanie nad mięśniami twarzy i gdy się odwróciła, przywołała na twarz uśmiech. Cieszyła się, że ta wyszła po sukienkę i nie stała się świadkiem jej dziwnego zastygnięcia. – Kolor świetnie pasuje do włosów – oceniła, ze wszystkich sił starając się mówić normalnie. – Może powinnyśmy część z nich upić w górze, a resztę zostawić rozpuszczone? Mało skomplikowane do zrobienia, więc dam radę, nie będziemy ukrywać tych twoich fal, a też będzie inaczej niż zwykle? – rzuciła, zanim pochyliła się jeszcze ku kotu, by ostrożnie podrapać go pod brodą, a potem ustawiła się za Moną, biorąc do ręki najpierw ten specyfik, który miał ułatwiać rozczesywanie. – Moja sukienka jest w tobie przy drzwiach, mam do niej taką chustę, żeby nie zamarznąć… Przyznaję, że upchnęłam ją w szafce w pracy – stwierdziła, uśmiechając się z rozbawieniem, bo dopiero niedawno skończyła dyżur i spała w ciągu ostatniej doby raczej krótko, łapiąc dwie godziny drzemki w londyńskim mieszkaniu, ale czego się nie robi, aby nie obserwować związku zawartego z, najwyraźniej, miłości. Na moment sięgnęła ku ramieniu Mony, zaciskając lekko palce, gdy ta wspomniała o liczeniu strat. – Cieszę się, że ty nie ucierpiałaś i że twoje mieszkanie ocalało – powiedziała po prostu. Nie mogła nie zastanawiać się, czy to przypadek, czy nie, ale nie uwierzyłaby, że słodka, prawdomówna i dobra aż do szpiku kości Mona popierała Voldemorta. – I hm, czy mi się wydaje, czy Spalona Noc kopnęła trochę w konkretną stronę pewnego Prewetta, z którym dziś idziesz na wesele? – spytała lekkim tonem, sięgając po szczotkę i zabierając się na początek za rozczesanie długich włosów Mony. RE: [23.09.72, przed południem] Hey, what's up? - Mona Rowle - 16.03.2026 — Ale mi dziś słodzisz, Brenno! Kiedy wróciła do salonu, Mona początkowo nie zauważyła krótkiego zawahania przyjaciółki. Dopiero gdy usiadła na krześle i poczuła pierwsze pociągnięcie szczotki na swoich włosach, zorientowała się, że Brenna przez moment dziwnie zabrzmiała. — Jak sobie panienka winszuje… — odpowiedziała niepewnie, próbując uchwycić spojrzenie kobiety w lustrze. Włosy i fryzura nagle przestały mieć znaczenie. Ostatnio była dziwnie wyczulona na takie drobiazgi. Czy coś się stało, kiedy jej nie było? W ostatnich tygodniach każdy nosił w sobie jakieś pęknięcie — widoczne lub ukryte głęboko pod powierzchnią codziennych gestów. Od śmierci matki nie było już nikogo, kto powstrzymywałby Monę przed zadawaniem zbyt bezpośrednich pytań. Jej własne lękliwe serce zawsze biło najpierw dla bliskich, dopiero potem dla niej samej. W związku z tym, bardzo łatwo było jej się odezwać. — Wszystko w porządku? Wymieniłyśmy kilka listów, ale nawet nie zapytałam… jak ty przeżyłaś tamtą noc. Nie musimy o tym rozmawiać, jeśli sobie tego nie życzysz. Mona odruchowo rozejrzała się po pokoju, jakby Icarus mógł nagle wyłonić się zza któregoś z mebli i z nieskrywaną ciekawością przysłuchiwać się rozmowie. Było to jednak zupełnie bezpodstawne. Przecież wyszedł wcześniej, zostawiając kobiety same. Pospieszyła z wyjaśnieniem: — Zaproponowałam nocleg jemu i jego siostrze tej nocy, kiedy spadł ogień. Po pierwszej nocy Electra przeniosła się chyba do matki Basila, do ich domku na wsi. A z Icarusem tak się jakoś złożyło, że został — smokolożnka nigdy nie uważała się za osobę szczególnie przywiązaną do dawnych konwenansów. Wspólny dach nad głową przed ślubem nie wydawał jej się czymś gorszącym, jednakże nazwisko Rowle ciągnęło za sobą długą historię i jeszcze dłuższy katalog zasad. Co więcej, początkowo nie myślała o niczym poza tym, że ludzie potrzebowali dachu nad głową. Dopiero później zaczęło do niej docierać, jak to wszystko wyglądało z boku. Kobieta dodała szybko z odrobiną nerwowego rozbawienia: — Pomieszkuje u mnie jeszcze jedna znajoma… I jej wąż, więc uważaj pod nogi… — Rowle poczuła zażenowanie. Przecież to była Brenna — ostatnia z osób, z których oceniłaby ją pod tym względem. Zresztą, czy nie znała się z rodzeństwem Prewett? — Sporo osób przewinęło się ostatnio przez moje mieszkanie. Może niezależnie od tego, czy Brenna będzie chciała wracać do wydarzeń z przełomu ósmego i dziewiątego września, i tak będzie musiała wysłuchać jej wyznania. — Właściwie to… Brenn — zaczęła ostrożnie. — Jesteś teraz na służbie? Mogę zadać ci bardzo czysto teoretyczne pytanie? Gdyby ktoś… hipotetycznie… przyznał się przy tobie do czegoś niezbyt rozsądnego… — zawahała się — …to czy jako brygadzistka musiałabyś od razu reagować? Bo… w Spaloną Noc mogłam zrobić coś, co odrobinę podchodzi pod przestępstwo? Mona nie potrafiła kłamać. Jej próby owijania spraw w bawełnę zwykle kończyły się właśnie w ten sposób, ale jeśli ktoś na świecie nie powinien mieć jej tego za złe, to właśnie Brenna Longbottom. Choć oczywiście istniała też inna możliwość. Kobieta mogła wstać, odłożyć szczotkę z pełną zawodową powagą i oznajmić, że bardzo jej przykro, ale niestety będzie musiała Rowle aresztować. To byłaby doprawdy wielka szkoda. Zwłaszcza że naprawdę bardzo chciała iść na to wesele. RE: [23.09.72, przed południem] Hey, what's up? - Brenna Longbottom - 17.03.2026 Pociągnięcia szczotką, znany rytm, w pewnym sensie uspokajały. Włosy Brenny należały do trudnych do opanowania, zwłaszcza że zdążyły odrosnąć po tym, jak musiała przyciąć je po Beltane, gdy część się nadpaliła, i kiedy nie szło o specjalne okazje, często pozwalała im po prostu na pewien stan rozwichrzenia. Ale wbrew pozorom umiała się nimi zajmować. Pociągnięcia najpierw na dole, nie po całej długości, potem dopiero też wyżej, nie szarpać, szczotka lub grzebień, zależnie od rodzaju włosów, odpowiednie ząbki… Brenna wyłapała spojrzenie Mony i uśmiechnęła do niej. Nie była jeszcze całkiem spokojna, pamięć ognia wciąż w niej tkwiła, podobnie jak wewnętrzne rozdygotanie na myśl o tym, że odbije jej na ślubie. W głowie zakorzeniła się myśl, by na główną część ceremonii zrobić coś, czego nie robiła nigdy – oddać komuś różdżkę. Ale uśmiech był szczery. – Byłam na ulicach i starałam się pomagać. To w końcu mój obowiązek. W pracy. W Zakonie. W byciu córką swoich rodziców. W byciu człowiekiem. Co dokładnie się działo? Wiedziała. Wiedziała, bo opisała wszystko drobnym maczkiem, a potem, po wizycie u Philippy, nauczyła się tych zapisków na pamięć. Ale wspomnienia z tej drugiej części nocy, mniej więcej od północy, zostały jej odebrane: wspomnienie ognia, dymu, strachu, beznadziei. I żałowała tego, bo w pewnym sensie ich potrzebowała, zdrowe zmysły były jej jednak potrzebne znacznie bardziej. I mogła tylko mieć nadzieję, że to ostatni raz, gdy nawiedzały ją halucynacje. – Och, tak się złożyło… – stwierdziła Brenna i uśmiech się poszerzył. Mieszkanie z kimś przed ślubem nie należało do mile widzianych, ale chyba po prostu chciała, żeby Mona była szczęśliwa. – Mam nadzieję, że Icarus zmądrzał w ostatnich latach? Bo jeśli nie, to przysięgam, że tym razem porachuję mu kości i Basil będzie musiał go składać – dodała, odkładając szczotkę, i sięgając po spinki, by zabrać się do układania rozczesanych włosów Mony we fryzurę. – Masz na myśli Mathildę? – spytała, marszcząc lekko brwi, bo jakoś skojarzenie było natychmiastowe, chociaż pewnie Mathilda nie była jedyną osobą w Anglii posiadającą węża. Większość osób jednak takich ze sobą nie nosiło. Nie przerwała, kiedy Rowle zaczęła mówić o czysto teoretycznym pytaniu. Zawinęła ostrożnie kosmyk włosów Mony. Czy była zaniepokojona? Tak. Czy sądziła, ze Mona Rowle mogłaby zrobić coś, za co faktycznie zasługiwałaby na areszt? Nie. Brenna zakułaby i kogoś bliskiego w kajdanki, ale bodaj tylko wtedy, gdyby ten pomagał śmierciożercom – być może mogłaby niektóre przestępstwa nawet tuszować, póki nie chodziło o rzeczy takie jak „o, pójdę zamordować tę niewinną sąsiadkę”. A Mona była jedną z ostatnich osób, które zrobiłyby coś takiego. – Czysto hipotetyczne rozmowy na pewno nie zaprowadzą nikogo do aresztu, mogę powiedzieć, że obecnie Ministerstwo raczej nie ma czasu na zajmowanie się drobiazgami i naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić, żebyś mogła nawet hipotetycznie popełnić poważne przestępstwo – stwierdziła Brenna, wpinając spinkę we włosy Mony, a potem uspokajająco położyła jej dłoń na ramieniu, ściskając je przez moment, zanim puściła. – W tej chwili interesuje mnie głównie aresztowanie tych, którzy napadali na innych i podpalali budynki, a jeszcze nie oszalałam, żeby ciebie o to podejrzewać. RE: [23.09.72, przed południem] Hey, what's up? - Mona Rowle - 20.03.2026 — Wiem. Jesteś dobrym człowiekiem — spuściła głowę pokutnie, bowiem własne słowa nie przyniosły jej ulgi. Mówiono przecież, że piekło wybrukowane było dobrymi intencjami, a Mona miała ich aż za dużo. Zawsze chciała dobrze i wierzyła, że w decydującej chwili zrobiłaby to, co należy. Podczas Spalonej nocy nie zrobiła nic, więc czy dobry człowiek potrafił tak zawieść? Czy bogowie wybaczali milczenie, bezruch? W momencie, w którym próbowała pomóc sąsiadce, tylko pogorszyła sytuację. Interwencja Mony, co z tego, że rozpaczliwa, była nieudolna. Wpadła w sam środek przemocy, wywołując jeszcze większy chaos. — Co mi tu insynuujesz? — zaśmiała się, kiedy temat zszedł na Icarusa. — Co miałam zrobić? Wyrzucić go na bruk? — rumieniec wpełzł na jej policzki zdradliwie. — Ja… jesteśmy sobie bliscy. To znaczy… — urwała, szukając słów, które idealnie mogłyby odzwierciedlić emocjonalny stan Rowle. Następne panna postanowiła przebąkiwać: — Pocałowałam go i nie… uciekł? Więc zakładam, że coś to znaczy… Chyba? Nie jesteśmy razem.. Nie wiem nawet, czym właściwie jesteśmy — westchnęła ciężko i przetarła dłonią czoło. — Wiesz, co zrobiłam ostatnio? Coś, o czymś rozmawialiśmy i powiedziałam, że może powinniśmy zacząć od ślubu. Chodziło mi wtedy o ceremonię u Ger! — dodała defensywnie. — Ale on tego nie wiedział. Powinnaś była zobaczyć jego twarz. Wyglądał, jakby ktoś właśnie ogłosił koniec świata. Miał do tego prawo. Związek to jedno. Małżeństwo to coś zupełnie innego. To… zobowiązanie, którego nie da się tak… Ja… Ja… Och, Brenno, nigdy PRZENIGDY nie byłam w tych rzeczach dobra. Jak mogę podejść do tego, nie płosząc go? Czuła się żałośnie. Nie kochała wielu mężczyzn w życiu. Jej serce od szkolnych lat należało do jednego Prewetta i przez długi czas nie chciało przyjąć kogoś innego przez wrodzony pracoholizm przy magicznych stworzeniach. Może dlatego wydawał się to tak przytłaczające. — Tak. Miałyście już okazję się poznać? — zapytała o Mathildę. Powinna była zapytać Roberta — znał się na takich sprawach oraz znał orzecznictwo. Jego osąd jednakże mógłby być zabarwiony troską o nią, a Mona potrzebowała przede wszystkim prawdy. Nie było więc sensu dłużej tłumić tego w sobie. — Jak ministerstwo zapatruje się na nieudzielenie pomocy rannemu? Chyba zabiłam śmierciożercę — kobieta mocno zacisnęła dłoń. Pobielały jej knykcie. — Wróciłam do mieszkania po kota i był tam, w mojej kuchni! Miał znak… na ramieniu. Brenno, naprawdę chciałam mu pomóc, ale byłam w stanie myśleć tylko o Icarusie. RE: [23.09.72, przed południem] Hey, what's up? - Brenna Longbottom - 23.03.2026 – Jestem pracownikiem Ministerstwa i osobą wyszkoloną do walki – sprostowała Brenna łagodnie, bo te słowa w połączeniu z gestem opuszczenia głowy naprawdę wiele mówiły. Brenna potrafiła wyobrazić sobie Monę stającą w obronie innych. Ale nie umiała wyobrazić jej sobie podnoszącej różdżkę po to, by ruszyć do walki. Nienawidziłaby tego. – Podnieść głowę, proszę, inaczej wyjdzie nierówno. Hm… nie… ale może powinien poklęczeć trochę na grochu w ramach pokuty? – zasugerowała zaraz, tym razem już lżejszym tonem. Jej palce poruszały się, gdy zaplatała włosy Mony. Nie była jakoś ogromnie utalentowaną fryzjerką, ale czarodziejskie specyfiki i fakt, że ruda, gęsta czupryna Rowle była piękna sama w sobie, bardzo dużo ułatwiały. Brenna życzyła Monie jak najlepiej. Wiedziała, że ta kochała Icarusa. Więc chciała, żeby to wszystko trwało. Ale czasem miała ochotę go kopnąć za to, jak ten posłuchał kiedyś ojca! – Nie uciekł. Tak, to rzeczywiście dobry znak – powiedziała, kąciki ust drgnęły jej lekko, ale zaraz znów spoważniała, bo to dla Mony był poważny temat. Nie, to w ogóle był poważny temat. Co jeśli Prewett złamie jej serce po raz drugi? – Mogę tylko powiedzieć, że gdyby uciekł w takiej sytuacji, byłby niereformowalnym idiotą, ale niestety, dziewczynom czasem zdarza się zakochiwać w idiotach – stwierdziła z westchnieniem. – Skarbie, jeśli w ogóle go spłoszysz czymkolwiek, to znaczy, że nie jest ciebie wart. I to on powinien w tej chwili się starać, nie odwrotnie… …po tym numerze sprzed lat. Może powinna napisać do Icarusa, żeby nie był idiotą. Ale naprawdę nie chciała namieszać w sytuacji. – Tak, miałam okazję na nią wpaść. Urocza dziewczyna – przyznała, chociaż trzeba było przyznać, że zamiłowanie Mathildy do węża mogło trochę dziwić, i to mimo tego, że sama potrafiła zmieniać kształty i stawać się wężem. Przesunęła dłonią po włosach Mony. Poprawiła kosmyk, chwytając go w uwięź spinki. To o czym mówiła nie było aż taką nowością, jak mogło się wydawać: Jonathan ledwo co o tym wspomniał. I Brennę dręczyła myśl… …dlaczego przyszedł do Mony? Czy to mógł być ktoś, kto ją znał? Niech umierają, pomyślała. Sama opatrzyła rany mężczyzny w takiej chwili. Ale czy zrobiłaby to znowu? Nie wiedziała. – Cywil ma obowiązek udzielić pomocy w sytuacji, w której nie zagraża to jego niebezpieczeństwu. Udzielanie pomocy uzbrojonemu mordercy, bo nie dostajesz szat śmierciożercy na ładne oczy, i który w dodatku dopiero co podpalał Londyn, traktowałabym jako sytuację bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia, w której każdy o zdrowych zmysłach by uciekał. Zwłaszcza że nie jesteś medykiem i nie mogłaś wiedzieć, czy nie udaje – wyrecytowała. – Zakładam też, że sama byłaś zmęczona i pewnie zatruta dymem. A jeżeli chodzi o moje osobiste zdanie, mogę tylko powiedzieć, że gdybyś mu pomogła, mógłby wstać i pójść zabić swoich sąsiadów. Jak mogłabym cię za to potępiać, Mona? Chociaż na twoim miejscu nie opowiadałabym o tym wszystkim. Ludzie… ludzie teraz się boją. |