Secrets of London
[Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U (/showthread.php?tid=5211)

Strony: 1 2


[Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Millie Moody - 08.10.2025

10.09 po południu

to co zostało z Pękatej Fiolki

Tepnęła się tam o wyznaczonej godzinie i w pierwszej chwili lekko zaniemówiła. Nie chodzi o to, że wkoło było chujowo jeśli chodzi o stan domów. Chodziło o to, że teraz uderzyło ją bardzo, bardzo mocno jak zmienił się świat który znała w kilka zaledwie godzin.

Jeszcze wczoraj... nie wróć - jeszcze przedwczoraj wszystko było gites majonez. Jeszcze kilka tygodni temu nastąpił wielki reunion kumpel ze szkoły, między którymi stanął jeden typek, ale zaiste chuj mu w dupę w obecnej sytuacji.

A teraz... stanął inny typek, taki bardziej chujowy mimo wszystko...

!Strach przed imieniem


RE: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Pan Losu - 08.10.2025

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.


RE: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Millie Moody - 08.10.2025

...wszystko przez Tego Którego Imienia Nie Mogła Wymówić, co było bardzo irytujące, ale to nie był jeszcze moment, w którym stało się nieznośnie irytujące. Mały lapsus językowy, dziwny uścisk w żołądku na samą myśl o liderze śmierciuchów.

Nie ważne.

Co liczyło się teraz to Olivia, która ledwie przed momentem zdecydowała się pomagać Zakonowi a teraz wylądowała na bruku. Moody była bardziej niż wkurwiona takim obrotem spraw i chociaż rwała się do pomagania tym mniej majętnym choć wciąż zaprzyjaźnionym z zakonem rodzinom, tak gdzieś tam na liście priorytetów zalśniło zadbanie o swoich zadbanie o przyjaciół. Bo nawet jeśli nie były super duper blisko przed laty, to teraz walczyły ramię w ramię z tymi skurwielami. A jak tu walczyć, gdy było tak przechujowo?

– Livka?! – zawołała kładąc w progu dwa wielkie kosze wypełnione dobrami. Księżycowy Staw - super tajna baza Zakonu, o której już przypadkiem powiedziała Prewettowi, ale obiecała solennie Brennie, że już nikomu innemu się nie wygada - obfitował w pokoje do remontu, ale pełno było tam rzeczy po poprzednich lokatorach. Materiałów. Ubrań i butów w nieco gorszej jakości, ale kto zmyślny mógłby szybko doprowadzić je do porządku (Moody nigdy, ale no dziewczyna miała inne talenty). Wzięła też słoiki ze spiżarni, bardzo możliwe że na ślepo mogły być tam same dżemy agrestowe, a mogły być też żelazne zapasy fasolki po bretońsku. Drugi kosz wypełniony był zielskiem od Dory, pustymi fiolkami i słoiczkami, poczuciem, że człowiek samemu w razie potrzeby może sobie coś ulepić, skoro ma dwie ręce i przepisy w głowie. Zestaw zrób to sam, bo reszta miała być rozdysponowana pomiędzy ludzi, którzy już nie mieli takiej wiedzy. Co najważniejsze - nic nie jebało sadzą. Kurzem owszem, ale nie sadzą. – Oli! – wykrzyknęła radośnie gdy zobaczyła figurę drobnej sklepikarki. Jeszcze miesiąc temu urządzała scenę w tym sklepie kurwa mać! Bez zbędnych ceregieli wpadła do środka i uściskała Quirke. – Mam dla Ciebie i Twoich metę. Czystą. Mój stary coś ogarnął. Będziecie mieli gdzie się schować na czas tego... tego wszystkiego. Mam... mam zielska, nie wiem, jakąś trawę, ponoć to ta przydatna i... och... jak tak wyszłaś martwiłam się. – jebać świece i kadzidła, gdy wszystko rozbijało się o życie. Póki nie wszyscy umarli, mogli mieć nadzieję.


RE: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Olivia Quirke - 09.11.2025

Nie tylko świat zmienił się w przeciągu kilku godzin.

Pękata Fiolka była nadpalona. Była pusta, okna były naprędce załatane jakimiś szmatami. W środku panował smród spalenizny, który wżarł się w nadpalone regały. Te były puste, bo Olivia opróżniła wszystko, gdy 8 września zaczął się pożar. Część eliksirów przekazała mamie, część sąsiadom, a część: Norze, to znaczy Brennie i Norze, dla Zakonu. Fiolka więc stała pusta. Rodzice mieszkali u znajomych, a ona... Cholera wie, nikomu nie mówiła, gdzie mieszka - wiadomo było tylko, że mieszkanie ucierpiało w opór i nie dało się tam spać.

Olivia była na dole. Zamiatała, chociaż popiół nie chciał dać się wymieść. Zmienił się nie tylko świat - zmieniła się także Olivia. Czy na lepsze? To było wątpliwe. Wyglądała jednak zwyczajnie: sprane dżinsy, brudne od popiołu buty, ubrudzona koszulka. Na jej czole perlił się pot, a związane byle jak rude włosy ubrudzone były sadzą. Popiół nie dawał się wymieść miotłą, ale magii nie próbowała. Potrzebowała się zająć czymś fizycznym, by uspokoić myśli, chociaż prawdę mówiąc: gówno to dało.
- Jestem - uniosła głowę, a potem wyprostowała się. Wyglądała okropnie. Jakby nie spała przez te dwie noce, co w sumie nie byłoby tak dalekie od prawdy. Wypuściła miotłę z rąk, gdy Millie podbiegła do niej i ją uściskała. Ręce Olivii odruchowo odwzajemniły uścisk, chociaż bardziej machinalnie, niż by chciała. - Zwolnij.
Poprosiła, odsuwając Moody na długość ramion. Spojrzała na nią uważnie, chcąc upewnić się, że jej nic nie było.
- Dla "moich"? - zapytała, przekrzywiając głowę. - Chodzi ci o rodziców?
Zapytała, sięgając do kieszeni. Wyciągnęła fajki i jedną podała Millie. Pamiętając to, co stało się wczoraj z Tristanem, odwróciła się, by odpalić papierosa. Nie wiedziała, jak bardzo Moody była straumatyzowana przez ogień, który strawił Londyn.
- To... W sumie dobre wieści. Nadal szukają czegoś, gdzie mogliby przeczekać - powiedziała w końcu, zaciągając się papierosem. Jebać smród, i tak tu jebało. - Trawa, zielsko... O czym ty mówisz?
Zamrugała, nie wiedząc o co jej chodzi. O to do palenia, czy zioła? A zresztą, jebał pies.
- Słusznie się martwiłaś. Tristan został znowu zaatakowany - oczy Olivii pociemniały, a ona wyciągnęła różdżkę i zamknęła drzwi. Na klamkę i zamek. - Millie. Cudem uszedł z życiem, gdy ja bujałam się po Londynie i niosłam wesołą pieśń potrzebującym.
Zaczęła powoli, przechodząc do stołka. Wyczarowała kolejny, który podsunęła Moody, by sobie usiadła.
- Przygnietli go gruzami. Ma strzaskaną nogę. Boi się ognia. Nie potrafi mówić przy pomocy języka migowego, oparzył sobie dłonie, próbując zgasić świeczki, które rozpaliłam. Po raz drugi ktoś próbował go zabić za to, kim jest - to nie była pierwsza lepsza osoba - to była Millie Moody, która miesiąc wcześniej robiła jej awanturę. Ta sama, której się zwierzyła ze swojego problemu, która jej pomogła znaleźć uzdrowiciela. Nie zdążyła jej przekazać, że może mieć dzieci - niczego, kurwa, nie zdążyła przekazać nikomu. - Gdybym tam była, trochę wcześniej...
To co? Czy dałaby radę go ochronić? Kurwa mać, sama go wysłała do jego mieszkania. To była JEJ wina, że tak się stało. Fakt, że była tutaj, i tak był jej nie na rękę. Jej serce rwało się z powrotem do Tristana.
- Nienawidzę się - powiedziała, kryjąc twarz w dłoniach. - To moja wina. Chciałam walczyć za lepszy świat, a prawie straciłam cały swój.
To była Millie Moody. Nie musiała przy niej zgrywać silnej. Nie musiała zgrywać tej, którą nie była.
- Millie. Czy możesz ukryć moich rodziców i Tristana? Jesteśmy na celowniku. A to, co planuję... - zawiesiła głos. Co ona planowała? Spojrzała na Millie oczami pełnymi łez.

Zabij lub zgiń, mówiły jej oczy. Widziała już to spojrzenie - widziała to spojrzenie w spojrzeniu swojego ojca, widziała w spojrzeniu Woody'ego. Widziała to w spojrzeniu swojego własnego brata. Jeszcze kilka dni temu była kimś, kto stanąłby naprzeciw jej rodzinie i powiedział: tak nie można, musimy być od nich lepsi.

Ale dzisiaj?

Dzisiaj gdyby podać jej śmierciożercę na tacy, to przywiązałaby go do krzesła. Zdarła maskę, a potem łamała każdą kość w jego ciele, pomalutku i po kolei, wydzierając każdą jedną, jebaną informację. Napawałaby się krzykiem, wydobywającym się z jego gardła razem z naręczem imion. Wet za wet. Oko za oko. Skrzywdziliście go tak, jak nikt nigdy - sami musicie zostać skrzywdzeni.


RE: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Olivia Quirke - 13.11.2025

!Strach przed imieniem


RE: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Pan Losu - 13.11.2025

Słyszysz go. Słyszysz kroki czarnoksiężnika, który znajduje się tak blisko. Czujesz smród zgnilizny jego duszy. To omamy? Przez moment tak sobie wmawiasz, bo to lżejsze niż pogodzić się z prawdą, że być może jakaś część Niego będzie w tobie już na zawsze.


RE: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Millie Moody - 03.12.2025

Ciężar dłoni na barkach Olivki i prośba o zwolnienie uciszyły Miles na moment, a spojrzenia skrzyżowały się. Iskry. Szaleństwo. Pożar już nie rzeczywisty a ten trawiący myśli. Voldemort wypowiedział wojnę wielu, wielu ludziom tamtej nocy. Czy to dobrze? Czy źle? To się miało dopiero okazać.

- Chodzi mi o Ciebie i Twoich bliskich. Nie tylko rodziców. Jak masz ciotki, wujków… - tego swojego chłopa o którym wspominałaś, a którego imienia nie mogę sobie przypomnieć dokończyła w myślach, bardzo mając nadzieję, że zapamięta to imię po dzisiejszym spotkaniu. Niestety nigdy nie była dobra w zapamiętywanie imion. Nie była z tego dumna, szczególnie jeśli potem na ulicy ktośtam mówił o sprawie, którą rozwiązywała dzień wcześniej, a ona ledwie kojarzyła twarz. Skądś.

Kiedy Olivia zapytała o zielsko, Moody przerzucając peta z jednego kącika ust do drugiego, z wiadomą sobie wprawą, wolnymi dłońmi uchyliła rąbek całkiem czystej kraciastej ściereczki pokazując dobra, które przywlokła ze sobą z Księżycowego Stawu i chwaląc się tym samym absolutnym brakiem wiedzy o tworzeniu eliksirów ale też o naturze jako tako. Wspomniane zioła były ingrediencjami do eliksirów i maści, leczniczych, wzmaczniających i przeciwkaszlowych. Część ususzona i odpowiednio spreparowana, część dopiero co rżnięta z zagonka.
- Dla Ciebie. Dla Twoich bliskich. - Odłożyła kosz i skupiła się na fajce, na ich małym rytuale od którego zaczęła się tak na prawdę ich nowa-stara znajomość. A potem sposępniała mocno na opowieść Olivii, czując jej ciężar aż nadto. No tak. Ten jej typek, Tristan, był na celowniku. Był mugolakiem. Westchnęła, rozpoznając pobrzmiewający gniew w słowach przyjaciółki, ale żadna czerwona lampka nie zalśniła jej w głowie, sama przecież i z większą agresją wypowiadała się na temat tych skurwiałych dziadów.
Dopiero jak padły kluczowe słowa, o nienawiści do siebie, momentalnie rzuciła peta i otuliła Olivię swoimi ramionami przyciskając ją do własnego patykowatego ciała. Powinna ważyć kilkanaście funtów więcej, aby ten uścisk był zauważalny, ale władowała w niego tyle ciepła ile tylko mogła.
- To nie jest Twoja wina, tylko tych pokurczów w maskach. Tristan przeżył. Tak jak Twoi rodzice. Znajdziemy sposób by ich w końcu wdeptać w ziemię, obiecuję Ci. Walka się nie skończyła Liv, ona się zaczęła, ale Twój świat cały czas jest i skitramy go tak, że nawet Matka ich nie znajdzie. - Mówiłą spokojnie, wierząc w to całą sobą. Dopiero po chwili dotarły do niej dalsze słowa roztrzęsionej rzemieślniczej. „To co planuję…”.

Moody odczekała chwilę.
- Więc… co planujesz? - zapytała nieco napięta, nienawykła do tego, żeby być tą rozsądniejszą stroną rozmowy, a wiele znaków na niebie i ziemi wskazywało, że taka właśnie sytuacja miała miejsce.


RE: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Olivia Quirke - 22.12.2025

Oczy Olivii były pełne łez, ale również determinacji. Przypomniał jej się sen, w którym śniła nie o ogniu, a o śniegu. Całkiem niedawny sen. Sypał się z nieba, opadał na jej wełnianą czapkę i rude włosy, które spod niej wystawały. Leciutkie płatki osiadały na jej ramionach i szaliku, a także rękawiczce, którą miała obleczoną dłoń. Ta dłoń trzymała dłoń Tristana. Byli już starsi, oboje patrzyli z uśmiechem na dzieci, które bawiły się na sankach. Mugolska tradycja, ale jakże piękna. Na jej włosach widać było kilka siwych włosów, Tristan miał trochę więcej zmarszczek. A te dzieci... Chłopiec i dziewczynka - byli ich. Tylko ich. Chciała, żeby to był proroczy sen. Ale jeżeli miałby się spełnić, musiała zrobić to, co planowała. Otarła łzy wierzchem dłoni.
- Nie mam - powiedziała cicho, odwracając wzrok. - Nie znam nikogo oprócz nas. A moja jedyna siostra mieszka we Francji.
Dzięki temu było łatwiej. Nigdy tego nie rozumiała, bo to była decyzja rodziców, by poodcinać wszystkie ewentualne powiązania. Ale teraz... Teraz już wiedziała. Ona również zapaliła, nic tutaj już nie mogło zaszkodzić Fiolce. Wróciła spojrzeniem do Millie. Znowu były w Fiolce i paliły papierosy, znowu były łzy. Kto by pomyślał, że te dwie skończą jako przyjaciółki? I to tak szybko, przecież nie tak dawno temu Moody niemalże się na nią rzuciła by wydrapać jej oczy za jebanego Bagshota. A potem... Potem stało się tak, że jej pomogła tyle razy - i teraz też pomagała - że nie była w stanie wyrazić swojej wdzięczności. Jak kiedykolwiek miałaby się zrewanżować?
- Ja... - zamilkła. Słyszała go. Słyszała jego kroki. Całe ciało Olivii napięło się jak struna. Rozejrzała się nerwowo, czując w nozdrzach smród zgnilizny i spalenizny. Czy to papieros? A może coś innego? Spojrzała na fajkę jak na kogoś, kto ją zdradził. Z obrzydzeniem. A potem rzuciła ją wściekle na ziemię i zgniotła butem. Czy to kiedykolwiek minie? - Chcę porozmawiać z Brenną.
Wyrzuciła w końcu z siebie.
- Chcę robić więcej. Zapasy. Baza. Nowe receptury. Przejrzenie notatek, które ma Ministerstwo. Nie wiem skąd bym je wzięła, ale na pewno jakieś mają. Oni nie mogą działać wbrew prawu, a mnie... Mnie to już nie obchodzi. Nie potrafią nas ochronić, więc musimy robić to sami. Wiesz, co się dzieje gdy plony zostaną zajęte przez chwasty, prawda? - w oczach Olivii tlił się ogień. I żądza zemsty. - Należy te chwasty usunąć z korzeniami.
Nie mówiła nic wprost, ale jasnym było, że milutka i kochana dotąd Olivia Quirke mówiła w zawoalowany sposób o zabijaniu.


RE: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Millie Moody - 06.02.2026

Historia tej znajomości była pełna paradoksów. Długa, a jednak krótka, bo przecież musiały odzyskać ze sobą kontakt dopiero teraz, dopiero w tym roku, jak się okazało, że na już potrzeba było eliksirów. Miles była zazdrosna, była uszyta z zazdrości - tak jej się przynajmniej wydawało.

Teraz, pomimo wojennej zawieruchy, okoliczności pozwoliły jej zapomnieć o małostkowych bólach kościstych pośladów, gdy trzeba było działać w sprawach o wiele większych niż ona sama i jej pragnienie kochania i bycia kochanym.

– Nie jesteś sama Liv... nie jesteś... – szeptała cicho w ramię kogoś, kto jeszcze przed momentem był jej ledwie znajomym, ale teraz walczyły ramię w ramię, teraz niosły pomoc mimo wszelkich okropności.

– Oczywiście, dam jej znać, chociaż może być ciężko bo jej dom... – sapnęła niepewnie, sama jeszcze nie dotarła do Doliny, chociaż tak, chociaż tak bardzo się tam wybierała najlepiej dziś wieczorem, bo przecież gdzieś tam Alek dochodził do siebie pod opieką Morfiny.

Zaraz potem ton dziewczyny ściągnął uwagę Miles, która nerwowo oblizała wargi, patrząc jak zdanie po zdaniu, jak słowo po słowie Quirke drastycznie się radykalizuje. Odsunęła się od niej trochę, cały czas trzymając jej dłonie na ramionach, cały czas trzymając ją w zasięgu swojego wzroku. Była trochę niska, trochę wątła, ale bystre oko patrzyło i... martwiło się.

Kto by się nie martwił?

Kiedyś, to ja byłam szalona w tym całym towarzystwie, a teraz...? Kto zostanie normalny?

Olivia zdawała się być cała ciałem, ale dusza, jej stan wzbudzał zaniepokojenie w Moody. Miles nie była mistrzynią empatii, ale coś w opowieści o chwastach wzbudzało w niej niepokój. Bardzo. Duży. Niepokój.

– Opracują plan i będziemy działać. Trzeba się przegrupować, zebrać dane. Ja korzystam ile mogę, że w robocie jestem na chorobowym, musimy wylizać rany i ogarnąć ten bajzel. Dla mnie najważniejsze, że stary udostępnił wam jedno mieszkanie z sieci, że macie gdzie bezpiecznie dechnąć. Dla mnie najważniejsze, że nic się nie stało Twojemu ukochanemu a Ty... masz w sobie ogień. Ten metaforyczny wiesz, ten do działania. – tarot, to było bezpieczne miejsce skojarzeń i porad. Tarot nie mógł powiedzieć, doradzić źle. Buławy, ogniste karty były dobrym wskazaniem, kompasem do działania. Tak długo, jak ich energia nie jebała delikwenta po głowie. – Ja dużo pracuję teraz przez to wolne w terenie, też chcę robić jak najwięcej. – Próbowała sama siebie przekonać, że o to Olivii właśnie chodziło, ale nie szło jej najlepiej. Sama wiedziała, że gdyby miała wyrywać chwasty to przy jej znajomości przyrody zapewne wyrywałaby też rośliny, które miała chronić. Wieloletnia służba pokazywała jej, że nawet ona nie gwarantowała sukcesu przy rozdzielaniu ludzi na ziarna i plewy. Bozia znajdzie swoich w niebie? Być może. Tylko co jak V... Vol... jak sam-wiesz-kto otworzył limbo by swoich potem z niego wyciągać? Uh... musiała o tym porozmawiać z Morfiną. Dobrze, że mieli się jakoś na dniach widzieć. – Czy potrzebujesz czegoś jeszcze? Dam znać Brence jak będę w Dolinie, mogę na ten adres wasz zastępczy podrzucić jakieś rzeczy pierwszej potrzeby. Tylko mi powiedz co, bo ja nie ogarniam co normalni ludzie używają na co dzień. Sama żyje na Twoich potionach, fajkach i kawie, co nie?– spróbowała (nędznie bo nędznie) zażartować dla rozładowania atmosfery.


RE: [Jesień 72 10.09 Pękata Fiolka | Olivia & Milles] I'll be there for U - Olivia Quirke - 16.03.2026

Oczywiście, że nie była sama. Miała rodziców, Tristana, Millie, Brennę, Dorę, Norę - wokół niej była masa osób, i nawet jeżeli miały swoje problemy, to wiedziała że może na nich liczyć. Ale w tym wszystkim było też przekonanie, że nie powinna była ich obarczać takimi błahostkami, bo przecież inni mieli gorzej. Jej dom nie spłonął doszczętnie. Nikt z jej przyjaciół nie zginął. Ona sama nie doznała obrażeń poważniejszych niż lekkie oparzenia. Innym zawalił się świat, tak po prostu, w jednej chwili, w ciągu ułamka sekundy. Jakie miała prawo narzekać na swoje życie w takiej sytuacji?

Spojrzała na przyjaciółkę - z początku patrzyła na nią wzrokiem takim, jakby nie dostrzegła istoty Millie która przed nią stała. Jakby patrzyła gdzieś ponad nią, przez nią, a nie na nią. Olivia powoli uniosła papierosa do ust. Miała rzucić, każdy wiedział że postanowiła skończyć z tym świństwem dla Tristana i dla samej siebie. Millie wiedziała też, że Olivia myślała o dziecku, więc też mogła łatwo połączyć kropki jeśli chodziło o rzucanie tego świństwa. Ale dzisiaj Quirke sobie darowała: po prostu zaciągnęła się dymem, bo miała prawo dechnąć i oddać się nałogowi, mimo że dwa dni temu jej płuca płonęły od gęstego dymu, unoszącego się z drewnianych konstrukcji domów jej sąsiadów.
- Co tam się z jej domem stało? - nie pamiętała czy Brenna jej pisała o tym, co się stało. Ściągnęła brwi, grzebiąc w pamięci. Nie, chyba nic nie dostała od niej, a jeżeli tak to nie pamiętała. Pamięć rudej Olivii szwankowała, wszystkie ostatnie dni zlewały się w jedno. Wzruszyła więc ramionami. - Spłonął do fundamentów a ja użalam się nad smrodem i sadzą, to chciałaś powiedzieć?
W jej głosie nie było sarkazmu czy kpiny, po prostu proste stwierdzenie faktu. Nie miała jej za złe, że się zawahała przy mówieniu co się tam stało, przecież wiedziała, w jak głębokiej dupie byli wzsyscy.
- Co potrzebuję... na szybko: warzucha, liście lubczyku, ziele krwawnika, nasiona bielunia, jagody czerńca czerwonego, kwiat księżycowej rosy, liście pokrzyku wilczej jagody, liście tentakuli jadowitej, sproszkowany róg jednorożca, krew salamandry, ropa z czyrakobulwy, poranna rosa... Tej, może to notuj, co? Albo ci to spiszę na dniach - spojrzała na Millie z lekkim rozbawieniem, gdy tak wypluwała z siebie kolejne składniki, których jej brakowało. A brakowało każdego jednego. Dopiero teraz w oczach Olivii pojawił się błysk, świadczący o tym że jej dusza nie została przeżarta na wskroś przez ostatnie wydarzenia. - Zrobię ci po prostu listę czego potrzeba.
Machnęła różdżką a miotła, która stała smętnie oparta o ścianę, zaczęła zamiatać popiół. Sama Olivia oparła się o tę ścianę, jak przed chwilą opierała się miotła, i zaciagnęła się ćmikiem po raz kolejny.
- Miałam rzucić, wiesz? I dobrze mi szło, a teraz na chuj psu budę - mruknęła, przyglądając się papierosowi, który tlił się między jej palcami. - Planowaliśmy z Tristanem wspólne zamieszkanie, ładny domek z ogródkiem, dzieci, może psa albo kota. I wszystko w łeb wzięło w ciągu jednej nocy.

!Zakon A4