![]() |
|
[12.09.1972, wieczór] Step Back | Rodolphus, Primrose - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [12.09.1972, wieczór] Step Back | Rodolphus, Primrose (/showthread.php?tid=5215) |
[12.09.1972, wieczór] Step Back | Rodolphus, Primrose - Rodolphus Lestrange - 09.10.2025 12 września 1972
Mieszkanie Victorii Rodolphusowi nie bardzo w smak był fakt, że miał gościć u siebie Primrose (bo skąd miał wiedzieć, że jego kuzynka zdążyła zmienić zdanie?) - ale nie miał wyjścia, Prim była rodziną a rodzinie należało pomagać. Mieszkanie Victorii mogło być duże, ale znając jej siostry i ją samą, a także nieskończoną ilość ich ubrań, mógł tylko domyślać się jak bardzo mogło im brakować miejsca. W wyjcu od Prim dostał całkiem pokaźne informacje, dotyczące tego że w pożarze ich posiadłości spłonęły nie tylko prezenty, ale i ubrania kuzynki, lecz nie mógł nic poradzić na to, że zamówione ubrania nie zdążyły przyjść jeszcze z Francji. Tak, zamówił Primrose dużo sukienek, szat i innych rzeczy - prosto od krawcowej, z usług której korzystała. Zapłacił bez mrugnięcia okiem, bo to było dla niego jak splunięcie, a spokój który będzie miał, był bezcenny. Victoria, z tego co się orientował, miała koty. Może to koty sprawiły, że Prim nie chciała tu mieszkać? Sama była jak ten kot, a z tego co się orientował obserwowanie własnych zachowań mogło nie być miłe. Westchnął więc ciężko, stając przed drzwiami. Odruchowo uniósł dłoń, by przeczesać czarne włosy. W przeciwieństwie do Victorii on nie miał aż tyle pracy - mógł wrócić do domu i się wyspać, mógł o siebie zadbać, nawet zdążył zjeść. U jego boku dreptał skrzat domowy, który często mu pomagał. Nie był jego, był jego rodziców, ale to tak jakby należał też do niego. Jeżeli Primrose faktycznie będzie chciała się przenieść, to przecież sam nie będzie dźwigał jej tobołów, Vika wspominała, że pożyczyła jej ubrania. Ignorując obecność Blinky'ego uniósł dłoń i zapukał. Miał na sobie, klasycznie, czarne garniturowe spodnie, wizytowe czarne buty oraz białą koszulę. Nie zrezygnował również z marynarki, która chowała się pod wełnianym płaszczem. Mimo ognia, który strawił Londyn, wieczory bywały chłodne. RE: [12.09.1972, wieczór] Step Back | Rodolphus, Primrose - Primrose Lestrange - 22.12.2025 Chociaż nawykła już do przepychu, jakim nieustannie obdarzała ją zamożna rodzina, Primrose nigdy nie oczekiwała od życia luksusów. Nie zarabiała przecież sama wybitnych sum pieniędzy. Nie przyniosła rodzinie żadnych innych sensownych korzyści – akademię ukończyła ledwo, nigdy nie została wybitną wynalazczynią ani pisarką, w uzdrowicielstwie mimo wielu starań była wciąż mierna w porównaniu z osiągnięciami innych. Z tego też powodu nie oczekiwała, że ktoś będzie ją wiecznie klepał po głowie i obdarowywał w nieskończoność prezentami. Praca na etacie, nawet jeżeli Lecznica Dusz nie była miejscem, w którym faktycznie chciała się znaleźć, miała być swego rodzaju wyzwoleniem. Wreszcie miała zarobić na siebie, kupić własne rzeczy za własne pieniądze, bo ostatnia praca… No właśnie. Zamiast wyzwolenia przyniosła jej wstyd. Nie dziwota, że ją matka wysłała na przymusowe nauki u babci. Teraz wszystko miało się zmienić! Tylko, że nawet mimo wojny, Primrose naprawdę myślała, że wraz z powrotem do Anglii jej życie zmieni się na lepsze. Spalona Noc okazała się, na przekór jej pragnieniom, absolutnym dramatem. Może i nikomu z rodziny nic się nie stało, może i przetrwała to… Ale już nic nigdy nie będzie takie samo. Dom, do którego tak bardzo chciała wrócić stał się pogorzeliskiem. Wszystkie jej pamiątki, wspomnienia, cały posiadany przez nią dobytek poszedł z dymem. Pieniądze, które chciała odkładać na własne mieszkanie korzystając jeszcze z dobrodziejstwa ojca, musiała teraz wydać na rzeczy pierwszej potrzeby. Prawie zapłakała się przy spotkaniu ze Śmierciożercą, który wtargnął do Lecznicy i narobił tam bałaganu i… Matulu, jak ona nienawidziła tej pracy. Naprawdę próbowała korzystać z teleportacji żeby się tam dostawać, bo ciągle ktoś jej mówił, że jest tam potrzebna, ale nawet kiedy ściągali ją tam inni uzdrowiciele, od razu wymiotowała. Musiała wstawać wcześniej, żeby poradzić sobie z żołądkiem, a później i tak chciało jej się permanentnie wymiotować, bo jak niby miałoby być inaczej? Przecież ludzie, którzy prosili o pilne terminy u hipnotyzera opowiadali jej o traumach, o bólu. Przychodzili tam z poparzonymi twarzami, opowieściami o widoku umierających w katuszach rodziców. A później niezręcznie mierzyli ją spojrzeniem, bo przecież nosiła nazwisko Lestrange. Opowiadali jej o tym wszystkim, a później mimowolnie wiązali jej nazwisko z tą pożogą. Gdyby tylko wiedzieli, że ona też straciła tej nocy niemal wszystko, co mogła, z wyjątkiem życia bliskich. Zestresowana, najwyraźniej nie dobierała najlepiej słów. Nie zależało jej na tym, żeby przeprowadzać się akurat do kuzyna. Primrose chciała po prostu porozmawiać z kimś, kto nie obwiniał jej smutnymi oczyma za całe zło tego świata i nie musiała robić dobrej miny do złej gry. Z przykrością zauważyła, że takich osób miała w swoim życiu niewiele. Owszem, była Victoria, ale Victoria dosłownie walczyła tam z jakimiś okropnymi ludźmi w centrum pożaru? Nie dało się nie czuć przy tym przynajmniej odrobinę niezręcznie. Pierwszym, co zobaczył Rodolphus kiedy drzwi przed nim roztworzyły się, były zmęczone oczy pełne nadziei. Było w niej jakieś takie zwątpienie – że może zaraz kuzyn opowie jej o tym jak to naukowcy z Ministerstwa walczyli tam z wrogiem cyrklami i probówkami z kwasem, ale teraz jeszcze była bezpieczna w objęciach, w które wpadła. Niedopasowane do niej ubrania, które miała na sobie, ewidentnie należały do starszej siostry. Primrose ubierała się na biało, do tego los nie obdarzył jej krągłościami – w czarnej, lekko wiszącej na niej sukience wyglądała podobnie do młodszej Victorii, jednocześnie bardzo niepodobnie do samej siebie. – Rudi – chlipnęła wciągając chłopaka do środka, kiedy tylko przestała obejmować go kościstymi rękoma – jak się cieszę. – Omal nie przytrzasnęła biednego skrzata drzwiami, bo była ślepa jak kret i go zwyczajnie nie zauważyła. – Przepraszam! Jeju, jakbym cię walnęła to bym nie spała przez pięć dni. A później zmierzyła ich obu spojrzeniem pytająco. RE: [12.09.1972, wieczór] Step Back | Rodolphus, Primrose - Rodolphus Lestrange - 23.03.2026 Rodzina była wszystkim - tak przynajmniej im powtarzano od lat. Lestrange zawsze stoją za sobą murem - mawiali rodzice, dziadkowie, babki i prababki. Dlaczego więc dom sióstr Lestrange spłonął? Dlaczego ci, którzy nosili maski, nie ochronili swoich bliskich? Czy kierował nimi egoizm, czy wyrachowany plan, by odsunąć od siebie podejrzenia? A może to była swoista kara za to, że ani Daphne, ani Victoria, ani Primrose, nie podjęły jeszcze decyzji, po której stronie chcą stanąć? Czy to wszystko miało sens? Stawianie ideałów ponad rodzinę, za którą powinni przecież stawać murem. W sercu Rodolphusa zawsze było miejsce dla kuzynek, lecz nie mógł ich chronić zawsze i wszędzie, za wszelką cenę. W końcu musiały wybrać. Ale jeszcze nie dzisiaj. Również nie jutro. Ale tak, jak mówił Cynthii, tak wiedział, że musi powiedzieć również im: w niedalekiej przyszłości będą musiały się określić lub zginąć. Czy będzie w stanie posłać mordercze zaklęcie prosto w oczy niewinnej Prim? Czy rzuciłby crucio na odważną Victorię? Czy spaliłby słodką Daphne? Tego nie wiedział - i po części liczył, że ta nauczka, którą dostały teraz, uniknie stawania naprzeciwko sobie, gdy dojdzie do otwartej walki. Ale tak: w sercu Rodolphusa było specjalnie miejsce dla kuzynek. Gdy poczuł na swoim ciele kościste ramiona, odruchowo zamknął drobną Primrose w uścisku. Pogłaskał ją po głowie w geście, mówiącym że będzie dobrze - chociaż każde z nich wiedziało, że dobrze już było, a teraz miało być jeszcze gorzej. - Prim - powiedział miękko, gładząc jej włosy. Wyglądała jak siedem nieszczęść i gdyby młody Lestrange miał poprawnie działającą empatię, to zapewne targnęłyby nim wyrzuty sumienia. Za duże ubrania, na dodatek w kolorze, który pożerał drobną sylwetkę, mówiły o stanie kuzynki więcej, niż by sama Primrose chciała. Pisała mu w listach (i wyjcach), że straciła wszystko. I mimo że pochodzili z obrzydliwie bogatej rodziny, to doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dla niektórych utrata majątku wiązała się z utratą pamiątek i wspomnień, które się z nimi wiązały. Miał gdzieś prezenty, które spłonęły i były przeznaczone dla całej rodziny, ale dla Primrose była to prawdziwa tragedia. - Już jest dobrze. Nie było dobrze i nie będzie dobrze, ale musiał skłamać, by dodać jej otuchy. Na pewno nie miała łatwo - dopiero co wróciła, a rzucono ją w wir pracy, do której nie chciała się nadawać. Primrose powinna brylować na balach, tańczyć do białego rana i pić wino, a nie słuchać poparzonych ofiar dzieła Śmierciożerców. Lestrange dał się wciągnąć do środka, a gdy kuzynka powiedziała coś do skrzata, zmarszczył brwi. Nie spojrzał nawet na stworzenie, bo nie potrafiłby ukryć obrzydzenia. Po jednej z ostatnich wypraw z Robertem darzył skrzaty jeszcze większą nienawiścią, niż zwykle. Dlatego też te stworzenia nie miały wstępu do jego domu, chyba że w wyjątkowych sytuacjach. W innym razie miały mu znikać z oczu. - Wyglądasz, jakbyś już nie spała od kilku nocy - powiedział, lustrując kobietę spojrzeniem, w którym nie kryła się nagana czy też ocena. Po prostu wyłapywał kolejne niepasujące do Prim elementy i sklejał je w całość. - Jesteś spakowana? Nie napisała mu przecież, że znowu zmieniła zdanie. @Primrose Lestrange |